Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sosna

[Tawerna] Pod skrzydłami Shadowbolts

Recommended Posts

Gdzieś w zakurzonych odmętach Akademii Wonderbolts znajduje się stary budynek, będący tawerną. Legenda głosi, że ów przybytek był niegdyś centrum rozrywki oraz głównym miejscem spotkań nowych rekrutów, starych wyjadaczy, oraz liderów grupy Wonderbolts. Z czasem, gdy Akademia się rozrastała, budynek stał się zbyt ciasny i z wiekiem popadł w zapomnienie, choć tu i ówdzie pojawiały się plotki, że w tym budynku panuje tajemnicza siła, która to z jednej strony przyciąga do budynku lekkoduchów, z drugiej każe o sobie zapomnieć zaraz po minięciu budynku.  Krąży pogłoska, jakoby ktokolwiek wszedł do tego budynku, nigdy już nie był taki sam, jak przed przybyciem do tawerny. Spitfire jako kapitan Wonderbolts postanowiła sprawdzić krążące po akademii wieści o tajemniczym budynku. W starej szufladzie znalazła klucz, który nie pasował do żadnych drzwi, poza jednymi.  Przekrzywiony szyld zwisający z budynku głosił nazwę przybytku.

"Pod skrzydłami Shadowbolts"

Przeczytała na głos Spitfire, po czym przeszedł ją dreszcz. Otworzywszy drzwi do tawerny rozejrzała się wokół i stwierdziła, że poza grubą warstwą kurzu i kilkoma pająkami nie ma tutaj  niczego strasznego, po czym wyszła z budynku i stwierdzając uprzednio, że plotki odnośnie tajemniczej siły każącej zapomnieć o budynku okazały się fałszywe, poleciała po Soarina, by poprosić go o pomoc w lekkim posprzątaniu tawerny i rozsianiu wieści, że ten przybytek znów przyjmuje gości. Spitfire nie wiedziała jednak, jak bardzo się myli.

Przed wstąpieniem do Tawerny zapoznaj się z regułami rządzącymi światem

 

Edytowano przez Sosna
  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uprzątnąwszy Tawernę, oraz upewniwszy się, czy na pewno wieść o ponownym otwarciu przybytku dotarła do dość sporej ilości kucy, Spitfire rozejrzała się po budynku, który teraz lśnił czystością i pomyślała, że skoro zbliża się noc koszmarów to wypadałoby jakoś przyozdobić nowo otwartą karczmę odpowiednio do klimatu nadchodzącego święta.  Wyruszyła więc do miasta na zakupy. Po powrocie ze sklepu wzięła się za przyozdabianie tawerny. I tak po kilkunastu godzinach budynek nie przypominał już tawerny, lecz  jaskinię z kamiennymi stołami, tu i ówdzie przyozdobioną pajęczynami. Może goście nie odwiedzali mojej tawerny przez nieodpowiedni do święta wystrój wnętrza? Pomyślała Spitfire, po czym poleciała do miasta mówiąc wszystkim napotkanym kucom, że klimatycznie związana z nocą koszmarów tawerna została otwarta w kwaterze głównej Wonderbolts i czeka na gości. Obleciawszy większość Canterlotu, Claudsdale oraz Ponyville, lekko zmęczona Spitfire przycupnęła za ladą i w skupieniu nasłuchiwała pojawienia się pierwszych gości.

Edytowano przez Sosna
  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Powietrze jakby zadrżało. Wiatr przywiał kilka jesiennych liści. Przed budynkiem pojawiła się zakapturzona klacz. Spod kaptura widać było jedynie różowy pyszczek. Postać wkroczyła do budynku, podziwiając grotę i ozdoby. Noc Koszmaru zbliża się wielkimi krokami, a tu już czuć klimat i zapachy. Po dłuższej chwili rozmyślań,zajęła miejsce przy jednym z kamiennych stołów.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Spitfire wyrwana z letargu pojawieniem się zakapturzonego gościa poderwała się z miejsca, aż stolik zachybotał i dziarskim krokiem podeszła do stolika zajętego przez tajemniczą postać.

Witam szanownego gościa w tawernie Pod skrzydłami Shadowbolts - rzekła, po czym spytała Coś do jedzenia? Coś do picia? Mamy do wyboru najlepszy cydr prosto z farmy rodziny Apple, wodę goździkową, napój winogronowy, oraz sok z dyni. A jeśli chodzi o jedzenie to mamy do wyboru jabłecznik, ciasto dyniowe, ciasto truskawkowe, a także zapiekankę dyniową z serem, oraz inne potrawy. To powiedziawszy delikatnie położyła menu na stoliku obok gościa.

Pozwolisz szanowny gościu, że spytam cię co się stało? Większość kucy była jakoś dziwnie poruszona od Canterlotu do Ponyville, jednakże sama nie miałam czasu zapytać, cóż takiego się stało, ponieważ byłam zajęta organizowaniem i przyozdabianiem tawerny.

 

 

Edytowano przez Sosna

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Witam. Panią jestem Diana - powiedziała łagodnym tonem, nie ściagając kaptura.. 

 

- Krążą pogłoski o czterech bytach jakie nawiedziły tę krainę. Mogą kryć się w kazdym kącie. W każdym zakamarku i w każdym z nas. Trzeba je odnaleźć, nim wybije dwunasta dnia siódmego. Mowa tu o nagrodzie, stąd to poruszenie - Wzięĺa głębszy odech - to miejsce jest idealne na rozpoczęcie poszukuwań. Pozwoli pani, że rozejrzę się trochę delektując się dyniowym sokiem i czekoladowymi babeczkami? A nuż inni wędrowcy wyjawią nam, o czym szumi Equestria- Przesunęła menu i trzy złote monety w kierunku pani kapitan

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czekoladowe babeczki, oraz sok dyniowy. Jasne zaraz przyniosę.  Powiedziała Spitfire i po dwudziestu minutach wróciła z zamówionymi przez Dianę produktami. Babeczki są jeszcze gorące, więc radziłabym poczekać, aż trochę ostygną.

Mówisz, że za odnalezienie tych tajemniczych bytów wyznaczona jest nagroda? Spytała kapitan, po czym, po chwili namysłu zadała drugie.  Wiesz może, czym są te tajemnicze byty i jak je odnaleźć? Chętnie bym pomogła w poszukiwaniach, lecz muszę pilnować interesu. W końcu gdzieś ci wszyscy łowcy nagród muszą jadać i sypiać prawda? Rzekła ognistogrzywa klacz, po czym przysiadła się do gościa i spytała: Nie obrazisz się, jeśli się do ciebie przysiądę, oraz będę zwracać się do ciebie po imieniu? Innych gości póki co nie ma a nudno tak siedzieć samej za ladą. Zwłaszcza, że przynosisz całkiem interesujące wieści z miasta. A co do rozglądania się po moim przybytku to nie widzę w tym problemu. Możesz zostać tak długo jak chcesz, lecz pamiętaj, że nocleg kosztuje 4 złote monety za dobę.

Edytowano przez Sosna

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Innych gości jak na razie jeszcze nie było, ale już wkrótce jedna z nich miała się tu zjawić. Cigarette, młoda o zgaszonym fioletowym odcieniu sierści i nieco ciemniejszej grzywie wylądowała niedaleko tawerny. Słyszała już o niej trochę, podobno została otwarta całkiem niedawno. Jednak nie była tu z ciekawości. A raczej - nie tylko z ciekawości. Głównym powodem były poszukiwania wiedźm. Zapewne teraz będzie to dość popularne zajęcie wśród kucyków Equestrii, biorąc pod uwagę że sprawa była na tyle poważna że ze swoją interwencją wkroczyła również księżniczka Luna. Koszmar nie powinien nigdy powstać, nie byłoby teraz kłopotu. Pomyślała sobie Cindy. 

Okryła się płaszczem tak, że nie widać było ani jej znaczka, ani skrzydeł. Choć wprawne oko pegaza pewnie wychwyciłoby rysujący się ich kształt od materiałem. Spojrzała na szyld, głoszący iż patronami tawerny są sami Shadowbolts. Ktoś kiedyś bardzo nierozważnie nazwał to miejsce. Być może właśnie ci patroni zwrócili uwagę Koszmaru?

Ruszyła naprzód, wchodząc to tawerny. Jeden kucyk już tu zagościł. Postanowiła więc usiąść obok, a nuż się czegoś dowie. 

-Pozwolicie Panie że się przysiądę. - z wolna podeszła do stolika. Jej głos jak zawsze nie wyrażał za wiele emocji. Zupełnie jakby całe napięcie i poruszenie panujące wśród kucyków jej nie dotyczyło. W rzeczywistości jednak zależało jej na rozwiązaniu sprawy. A czy na nagrodzie? Nie, nie po to mieszała się w poszukiwania Koszmaru. Nagrody może zostawić komu innemu.

-Jak mniemam, Spitfire? - klacz jako kapitan Wonderbolts była bardzo.. rozpoznawalną osobą. Nie dziwne więc, że i Cigarette ją znała. Fioletowa pegaz zdziwiłaby się raczej gdyby przyszedł tu ktoś, kto nie kojarzy jednej z najlepszych lotniczek. -Nie spodziewałam się zastać tutaj właśnie Pani. Jak idą treningi? Czy przygotowujecie jakiś nowe show?- stwierdziła, starając się na razie zwyczajnie nawiązać rozmowę. Skoro rezydowała tu sama płomienna klacz, należało wykorzystać okazję - wszak mogła po prostu kogoś zatrudnić. 

-Mogę prosić o coś, do picia? - zerknęła kątem oka w rozłożoną na stole kartę -Może sok.. I ciastko truskawkowe. -podsunęła zapłatę zgodnie z tą podaną w menu.

W międzyczasie, kiedy Spitfire poszła po zamówienie, Swing zwróciła się do zakapturzonej klaczy. 

-Domyślam się co sprowadza cię w progi tej tawerny. Ostatnio wiele kucyków zajęło się poszukiwaniem. Czy zechcesz wymienić się informacjami? - zwróciła się do Diany. Zerknęła w stronę kuchni - miały chwilę czasu zanim Spitire wróci. Może niewłaściwym byłoby informowanie kapitan o wszystkim - była w gronie podejrzanych. Ale Cindy zależało także na rozmowie z liderką Wonderbolts, miała do niej.. pewną sprawę. Dlatego też wcześniej zadała jej kilka pytań, aby zacząć tę rozmowę przyjemnie. 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do stolika, przy którym siedziała Spitfire i Diana przysiadła się trzecia klacz. Spitfire od razu zwróciła uwagę na wybrzuszenia na płaszczu sugerujące, że ma do czynienia z pegazem. Od razu po tym, jak klacz przysiadła się do stolika zaczęła konwersację oraz złożyła zamówienie. Witam w tawernie "Pod skrzydłami Shadowbolts" Tak jestem Spitfire i oczywiście za chwilę przyniosę twoje zamówienie. Pozwolisz jednak, że na resztę twoich pytań odpowiem po powrocie z kuchni? Rzekła kapitan, po czym udała się przygotowywać zamówienie. Po około 20 minutach powróciła niosąc zamówienie fioletowej klaczy.  

No cóż rzadko kto by się mnie spodziewał w roli prowadzącej tawernę, jednakże większość członków Wonderbolts wypoczywa z dala od Akademii, a jakoś niełatwo było o pracownika, którego można było zatrudnić od zaraz, zatem osobiście stanęłam za ladą.  Póki co nowe show planujemy zaprezentować gdzieś na wiosnę, o ile nic złego się nie przydarzy. Jednakże w świetle ostatnich pogłosek, jakoby po Equestrii krążyły tajemnicze byty, nic nie może być pewne. Przy okazji, jak się nazywasz przybyszu? Spytała Spitfire jakoby przy okazji rozpoczętej konwersacji. Domyślam się, że i ciebie sprowadziły w me skromne progi nagrody oferowane za znalezienie tajemniczych bytów. Jeżeli szukasz informacji, to niestety muszę cię rozczarować, ponieważ o owych tajemniczych bytach wiem tyle, ile powiedziała mi obecna tu Diana, przed twoim przybyciem, czyli niestety niewiele. Jednakże, jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś jeszcze to chętnie pomogę, o ile będę w stanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A więc jest nas trojga. Witaj  panno Cigarette. Być może wspólnymi siłami, odgadniemy kim są i skąd przybbyły zjawy. Panno Spitfire - zwróciła się w kierunku pani kapitan - wynajmę pokój na siedem dni. Jestem obca w tych stronach, a potrzebuję bazy wypadowej na dalsze poszukiwania.  A jest mi tu tak dobrze, iż z chęcią podziele się wynikami moich oględzin.

 

 

Droga panno Cigarette - Diana zwróciła się w kierunku nowo przybyłej. Krążą pogłoski o istotach jakie pojawiły się w Equestrii. Mówi się, że mogą przybrać dowolną postać i nawet najbliźsi nam, mogą być nam obcy. Mineło już kilka dni odkąd Zecora miała swoje wizje i koszmary. Warto tam zajrzeć i wypytać o szczegóły, co zapewne zrobię wkrótce - usmiechnela się szeroko popijając dyniowy sok. - Jeśli dowiem się czegoś więcej, napewno się podzielę....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

-Trzeba przyznać, to dość klimatyczna nazwa - skomentowała powitanie, po czym skinęła głową, potwierdzając to że może zaczekać do przyniesienia zamówienia. W tym czasie wysłuchała co ma do powiedzenia Diana, po czym spojrzała w kierunku kuchni, kontrolując czy płomiennogrzywa na pewno nie wraca.
-Te istoty mają związek z czymś, co tutejsze kucyki zwą Koszmarem - napomknęła, nawiązując do wiedzy towarzyszki - A grono podejrzanych nie jest tak szerokie jak twierdzisz. Ale na nieszczęście dla naszej gospodyni, Spitfire również się w nim znalazła. - mówiła dość cicho, tylko do Diany. Jeśli klacz nie słyszała przemówienia Luny i zebry, a na to wyglądało, warto aby miała tę informację.
-Skoro więc zamierzasz się tu zatrzymać, będziesz miała dobrą okazję do obserwacji jej. Być może tamten byt nie przejął władzy akurat nad nią, ale jeśli tak, w końcu się czymś zdradzi. Wiedźmy - tak ich zwą, mają świadomość że im grozimy.
Tak przynajmniej twierdziła Zecora. Cindy nie sądziła aby zebra mogła się w tej sprawie pomylić. Wiedziała więcej niż ktokolwiek.. Może poza Luną. Ale jednocześnie tej wiedzy nie było na tyle aby wskazać winnych kopytem.
Dopóki Spitfire była w kuchni - w końcu dwadzieścia minut to całkiem sporo czasu - Diana mogła jeszcze dopytać o informacje jakie posiadała Cindy.

W końcu Spitfire wróciła z zaplecza, dając fioletowogrzywej odpowiedzi na to i tamto pytanie. Rozmowa więc utrzymywała zwyczajny ton. -Cigarette - przedstawiła się pegazicy. - Do tej pory nieszczęścia dotykające Equestrię udawało się pokonać. - Cindy przypomniała sobie historię o królu Sombrze, oraz tę o Nightmare Moon. Chociaż.. Jak się okazuje, co do drugiej nieco się mylili. - Może więc i tym razem tak będzie. Chętnie obejrzałabym nowy pokaz.
Było to szczere, lubiła popatrzeć na lotników w akcji. Nie miała co prawda zbyt dużo takich okazji, ale może na wiosennym show by się zjawiła.
A czy przyszła po nagrody... Cóż, nie dziwiła się że klacz o to spytała. Jako właściciel tawerny, potencjalnie mogła mieć sporo podobnej klienteli. Zwykłe kucyki, przestraszone tym co się działo, zapewne by się tu nie zapuszczały. -Można tak powiedzieć.. - odpowiedziała zdawkowo, nie mając ochoty rozdrabniać się w tym dlaczego tajemnicze nagrody nie są dla niej wybitnie istotne. Co do swoich informacji Spitfire chyba jednak się myliła. Być może okaże się przydatna. -Nie wątpię, organizacja takiego miejsca jest zbyt czasochłonna. - to wystarczająco tłumaczy niedoinformowanie Spitfire. -Właściwie jednak może mi Pani pomóc. Szukam jednej z lotniczek Wonderbolts i Pani podopiecznej. Zwą ją chyba.. Dash? O ile pamięć mnie nie myli. - Oczywiście że tak ją zwą. Rainbow Dash. Cindy jednak nie znała tęczowej klaczy osobiście. Spojrzała na Spitfire, analizując jej reakcję. Mogło ją to zaskoczyć, zmartwić, mogła też to przyjąć normalnie - członkowie grupy wszak rozjeżdżali się do domów na święta. -Może wiesz gdzie ją wywiało? Albo u kogo mogę spytać. -niejako w domyśle leżał fakt, że w Ponyville jej nie było. Tam przecież od razu sprawdzili.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Panno Diano, skoro zdecydowałaś się na siedmiodniowy nocleg to za niedługo pójdę przygotować pokój. Powiedziała Spitfire, po czym zwróciła się do drugiej klaczy:

Nie mam pojęcia gdzie wywiało Rainbow, tak samo jak nie mam pojęcia, gdzie wywiało resztę członków Wonderbolts, a to dla tego, że Październik jest jedynym miesiącem w roku, w którym nie mamy treningów i dlatego możemy sobie pozwolić na to, żeby nas wywiało. Jedynym członkiem grupy, o którym mam pojęcie, gdzie się w tej chwili znajduje jest Soarin, który pomógł mi ogarnąć to miejsce, aczkolwiek jutro wylatuje i też nie będę wiedziała, gdzie jest, dopóki nie zdecyduje się wrócić. Powiedziała Spitfire, po czym dodała: Wiem natomiast, kto może wiedzieć o aktualnym miejscu jej pobytu. Jest to Fluttershy, księżniczka Twilight Sparkle, Pinkie Pie, oraz Starlight Glimmer, które to, o ile mi wiadomo, są przyjaciółkami Rainbow, więc radziłabym popytać u nich. Po chwili namysłu Spitfire dodała jednak: A można wiedzieć, skąd to zainteresowanie miejscem pobytu mojej podopiecznej? Zazwyczaj jak kuce się o nią pytają to proszą o autograf, lub zdjęcie.

Edytowano przez Sosna
  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Diana bacznie przysluchiwala się opowuesci kkaczy. Zdobyte informacje są nadzwyczaj przydatne. Postanowiła więc idwiedzić kilia podejrzanych miejsc. Wyłożyła na stół woreczek monet

- Moje drogie, pogawędka z wami to czysta przyjemność, lecz muszę ruszać dalej. Dziękuję za mile towarszystwo i przepyszny posilek. - Zabrała swoje rzeczy do torby ukłoniła się i opusciła pomieszczenie, celem exploracji pozostalych tavern.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

-Powodzenia Diano - Odprowadziła ją wzrokiem, po czym przeniosła go na Spitfire. Skinęła głową.
-Z Soarinem też chętnie pogadam, może coś słyszał. O ile nie jest zbytnio zajęty.
No cóż, trafili po prostu na ten jeden miesiąc kiedy Wonderboltsi się rozlatywali na dłużej. Niezbyt to sprzyjające, ale trudno. W takim razie zapyta Fluttershy, która była też pegazem i pasowała do wzorca poszukiwanej i później reszty, zgodnie z podaną kolejnością.
Wzięła łyk soku z zamówienia, sącząc go powoli i tym samym kupując sobie trochę czasu na zastanowienie się, co jej odpowiedzieć.
-Czego mam się spodziewać po tych kucykach? Na pewno wiesz o nich więcej niż ja, a czas jest trudny, nie chcę więc którejś z nich czymś niechcący urazić. - Zwyczajny, ogólny zarys wyglądu i charakteru powinnien wystarczyć. Ale nie o to pytała Spitfire. -Sądzę że w obliczu zaistniałych wydarzeń raczej nieliczne kuce będą szukać autografu. - zastanowiła się chwilę znowu, biorąc kolejny łyk soku. -Rainbow może wiedzieć coś, co mnie interesuje. Ale zdaje się, chyba zaginęła. Oby jeszcze żyła. - wzruszyła lekko ramionami,  poddając w wątpliwość bezpieczeństwo podopiecznej Spitfire. Choć, wydawać by się mogło, że dla Cindy ostatni fakt nie był dla niej do końca istotny. Miała więcej tropów, nie musiała skupiać się na jednym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Samotny wróbel wylądował na parapecie tawerny, bacznie przyglądając się swoimi czarnymi oczkami, jak konwersja pomiędzy trzema klaczami trwa w najlepsze. Po chwili jednak jedna z nich wstała od stołu i pożegnała się z resztą. Wróbel mógł ją tylko odprowadzić wzrokiem. Ptak pokręcił główką i zatrzepotał skrzydłami, co, jak później o tym pomyślał, musiał wyglądać dość komicznie. Ileż on się nalatał w poszukiwaniu swojego celu. Najprawdopodobniej jego dwóch kompanów – Doktor oraz tamten starzec, Dziadek, zdołali dotrzeć na swoje miejsce. Taką cenę przyszło ptaszkowi zapłacić, za nieznanie tych stron, jednak... Jeżeli już natrafiła na tak interesujące miejsce, postanowił osiąść i odpocząć choćby przez chwilę. Być może uda mu się czegoś dowiedzieć.

 

Wróbel zleciał z parapetu. Zielona, magiczna poświata zawrzała wokół niego i otuliła go, tworząc idealną sferę. Jego sylwetka również rozbłysła, momentalnie przekształcając się w bardziej kucykopodobne kształty. Gdy kurtyna magii uleciała, przed drzwiami tawerny stanął podmieniec. Zadarł głowę i zmrużył swoje żółte ślepia, przyglądając się szyldowi tawerny.

 

– „Pod Skrzydłami Shadowbolts”? – mruknął do siebie i wzruszył obojętnie głową. – Pewnie jakieś kolejne kucykowe nazwy...

 

Ruszył naprzód z wyciągnięty przed siebie kopytkiem i pchnął drzwi. Już wcześniej dostrzegł, że w środku nie było prawie nikogo. Żadnej, charakterystyczne wrzawy, pozlepianych ze sobą dziesiątek głosów rozmawiających kucyków. Tylko pojedyncze, żeńskie głosy. Jednak wystrój wnętrza był tym, co skupiło jego uwagę na moment. Pośród kamiennych stołów, pajęczyn oraz innych elementów dodających klimatu Nocy Koszmarów, całe pomieszczenie przypominało podmieńcowi raczej jaskinię niż tawernę. Aż nasunęły mu się wspomnienia z niedawno odwiedzonej tawerny „Carpe Noctem”, gdzie miał okazję porozmawiać z Księżniczką Luną oraz wysłuchać co ma do powiedzenia, a także spotkać dwa kucyki, którzy okazali mu rzadko spotykaną przez niego sympatie. Jemu jako podmieńcowi. Czy teraz będzie tak samo, zastanawiał się podmieniec. Postanowił nie tracić czasu i podszedł do stolika, gdzie rozgorzała dyskusja pomiędzy klaczami.

 

– Witam Was. Jestem Alrix – pochylił lekko głowę, przykładając kopyto do piersi. –Wcześniej byłem tym wróbelkiem... cóż, wolę unikać kontaktów z pegazami. Zła sława mojej rasy będzie się za mną ciągnąć prawdopodobnie do końca mojego życia... i wybaczcie, że się wcinam w rozmowę, ale chcąc nie chcąc słyszałem jej fragmenty. Wiem, że też bierzecie udział w polowaniu na czarownice, a ja poszukuję informacji. – podmieniec podszedł do klaczy siedzących przy stolę i stanął przy blacie. – Na początek muszę spytać o coś oczywistego; czy mogę się przysiąść?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

-Bywaj Diano- rzekła Spitfire, po czym zwróciła się do Cigarette - Z Soarinem niestety jest ten problem, że albo odsypia, albo pakuje manatki na wyjazd. Z drzemki trudno go wybudzić, natomiast jeśli się pakuje, to proces ten absorbuje całą jego uwagę i podejrzewam, że raczej nie będzie miał czasu na rozmowę. - powiedziała kapitan dając tym samym do zrozumienia, że w chwili obecnej jest jedyną członkinią Wonderbolts, z którą bez problemu można porozmawiać. - Czego możesz się spodziewać po wymienionych przeze mnie klaczach? Cóż prawdę mówiąc sama je ledwo znam, aczkolwiek wiem, że Fluttershy jest żółtą pegaz z różową grzywą, ma delikatny charakter i opiekuje się wszelkiego typu zwierzętami.  Księżniczka Twilight jest osobą, dość rozpoznawalną w Equestrii. Zaprawdę ciężko  jest przeoczyć fioletowego Alicorna, z urzędującym blisko niej smokiem, wiem tyle, że jest oczytana, oraz potrafi radzić sobie z różnymi problemami. W końcu to ona pokonała Tireka, który był zagrożeniem nie tylko dla Equesrtii, ale i dla całego świata, więc powinna móc jakoś pomóc z tymi bytami. O Starlight wiem tyle, że dysponuje potężną magią, oraz pojawiła się obok Twilight stosunkowo niedawno. Ciężko mi powiedzieć o niej coś więcej, gdyż nie miałam okazji osobiście jej poznać. Pinkie Pie to różowy ziemski kucyk będący istnym wulkanem energii. Jeszcze nie spotkałam kuca, który tak bardzo chciałby się zaprzyjaźnić ze wszystkimi. Dodatkowo ma doskonałą pamięć i każdemu nowo poznanemu kucowi przygotowuje przyjęcie powitalne. To chyba wszystko, do czego ogranicza się moja wiedza o przyjaciółkach Rainbow. - powiedziała Spitfire, po czym zrobiła sobie przerwę na złapanie oddechu. - W międzyczasie usłyszała z ust fioletowogrzywej klaczy wieści, które zmroziły jej krew w żyłach. - Jak to Rainbow zaginęła? Czy to jest potwierdzona wiadomość? Kto o tym wspominał? Jest jakaś szansa na to, że chwilowo się zaszyła w jakimś odludnym miejscu? - potok pytań płynących z ust Spitfire przerwało pojawienie się kolejnego gościa, który to okazał się być podmieńcem. Spitfire przyglądała się przez dłuższą chwilę gościowi trochę z zaciekawieniem, trochę z przerażeniem, połączonym ze zmieszaniem dotyczącym ostatnich wieści, jakie usłyszała z ust Cigarette. - Nie bądź uprzedzona, to tylko kolejny gość szukający informacji. - powiedziała w myślach Spitfire, po czym zaczerpnęła oddechu i rzekła - Witam w Tawernie "Pod skrzydłami Shadowbolts". Ja nazywam się Spitfire i jestem, jakby to ująć, gospodarzem tego przybytku. Ja nie biorę osobiście udziału w poszukiwaniach tych, jak to ująłeś czarownic, jednakże tu obecna klacz imieniem Cigarette, już owszem. Oczywiście możesz się do nas przysiąść. - Powiedziała Spitfire z najszczerszym uśmiechem, na jaki było ją stać w tym momencie. 

W czym mogę służyć?- spytała, po czym zadała kolejne pytania - Coś do jedzenia? coś do picia? Tutaj jest menu. - powiedziała ognistogrzywa klacz, po czym wręczyła podmieńcowi menu leżące na stole. - Jeżeli szukasz noclegu to mam również kilka pokoi do wynajęcia.- rzekła po czym lekko nerwowo oczekiwała reakcji gościa.

Edytowano przez Sosna

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Spokojnie wysłuchała zarysów postaci przyjaciółek Rainbow, notując sobie je wszystkie z pamięci. A więc jedna z nich miała smoka, to ciekawe. Z kolei inna wrażliwy charakter. Ktoś taki zapewne łatwiej poddałby się działaniu Koszmaru.
Spitfire wyglądała na dość nawet przejętą zniknięciem Rainbow, wręcz zaczęła o to pytać. Cindy nie koniecznie się do tych odpowiedzi śpieszyło, zaczekała więc trochę. W tym czasie przybył kolejny gość. Zwrócił jej uwagę dopiero kiedy się odezwał, chociaż obecność ptaszka zarejestrowała wcześniej, no ale powiedzmy prawdę - wróbel nie był niczym podejrzanym.
Zlustrowała podmieńca wzrokiem.
-Witaj Alrix - uśmiechnęła się kątem ust. Nie była osobą wylewną w emocjach, zatem tylko ten jeden uśmiech mógł świadczyć o jej przychylności. Oj, przyda się wsparcie w tych czasach.
-Bez obaw, nie noszę urazy do żadnej z ras mieszkającej w Equestrii, czy też poza nią.
Dziwne że obawiał się akurat konkretnie pegazów, ale być może miał powody.
-Jeśli mówisz szczerze, jestem twoją sojuszniczką.
Oboje szukali wiedźm, a Cindy nie miała zamiaru nikomu tego utrudniać, czy też przywłaszczać sukcesu sobie. Sprawę należało rozwiązać, a w tym przypadku lepiej było działać grupą.
-Oczywiście możesz się przysiąść.

Po tych słowach przeniosła wzrok na Spitfire. Była jej winna kilka odpowiedzi. Przy okazji chciała skorzystać z napięcia jakie się utworzyło.
-Moje źródło informacji jest wiarygodne. -odpowiedziała, pomijając jednak kwestię od kogo to wie -Możemy liczyć na to że właśnie to zrobiła, ale analizując ślady jakie mam, szczerze mówiąc.. Powątpiewam. - stwierdziła, przy okazji nadal stawiając sytuację Rainbow w złym świetle. -Ktoś musiał przyczynić się do zniknięcia Dash. Jak sądzę, była to osoba której Twoja podopieczna mocno ufa. Być może ktoś, kto potrafiłby ją schwytać, bądź zwabić w pułapkę. Rozumiesz więc, każda informacja od ciebie może okazać się przydatna.
Nie sugerowała jeszcze udziału Spitfire, ale Alrix, jeśli znał podejrzanych, po słowach Cindy mógł wnioskować że jej nie wyklucza. Ale również nie stawia na szczycie listy, o dziwo - mimo że pegaz była wystarczająco szybka aby tam się znaleźć.
-Mój Drogi, za Tobą pewnie długa droga. Pozwól jednak że zapytam, które miejsca już dowiedziałeś?
Upiła łyk swojego soku, po czym kontynuowała, zwracając się do podmieńca.
-Czy wśród osób które spotkałeś, była może któraś z wymienionych klaczy? Mam pewne podejrzenia co do jednej z nich, pegaza. Pasuje mi do wzorca kogoś, kto pod wpływem złych mocy mógłby maczać w tym kopytka.

 

Edytowano przez Stormy Mood

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

– Jak miło... – mruknął Alrix, siadając obok Cindy. Spojrzał pobieżnie na menu, rozłożone na stole, z krzyczącymi nazwami przeróżnych dań, jednak zdecydował się tym razem niczego nie zamawiać. Zdążył już zjeść, a do tego jego budżet musiał wystarczeń mu jeszcze na dłuższy czas. 

– Dzięki za gościnę... Kapitan Spitfire, tak? Dziwne, że nie słyszałaś o tym całym zamieszaniu, ale rozumiem, że organizacja tej tawerny musiała być bardzo absorbująca... 

3 godziny temu, Stormy Mood napisał:

-Mój Drogi, za Tobą pewnie długa droga. Pozwól jednak że zapytam, które miejsca już dowiedziałeś?
Upiła łyk swojego soku, po czym kontynuowała, zwracając się do podmieńca.
-Czy wśród osób które spotkałeś, była może któraś z wymienionych klaczy? Mam pewne podejrzenia co do jednej z nich, pegaza. Pasuje mi do wzorca kogoś, kto pod wpływem złych mocy mógłby maczać w tym kopytka.

 

Podmieniec spojrzał porozumiewawczo w oczy klaczy. Błysk zrozumienia zalśnił w jego spojrzeniu jedynie przez moment, po czym Alrix ponownie odwrócił się przed siebie i spojrzał ukradkiem na Kapitan Wonderboltsów.

 

– Odwiedziłem Carpe Noctem i spotkałem Księżniczkę Lunę, która podzieliła się ze mną ciekawymi informacjami... Otóż wyjawiła nam, co ujrzała w swojej wizji. Bardzo to wszystko jest enigmatyczne i trzeba wykazać się zdolnościami do interpretacji takich historyjek, a także umiejętnością kojarzenia faktów, żeby to rozwikłać. Niewykluczone, że wizja Księżniczki Luny była fałszywa i zesłana jej przez wiedźmy po to, aby nas wszystkich zmylić...  A tak to to jeszcze nie spotkałem żadnej z wymienionych przez Was klaczy. 

 

Podmieniec nie mógł już się opierać i przegrał ze swoją stanowczością w kwestii wydawania pieniędzy na samkołyki. Nie był w stanie siedzieć w tawernie, przy stole o suchym pysku i to do tego dyskutując o czymś z kimś, kogo właśnie poznał. Chwycił menu i nie spuszczając wzroku z przeglądanych ofert, zwrócił się do Cindy.

 

– Rozglądasz się za tą... Rainbow Dash? O ile mnie pamięć nie myli, to ma tęczową grzywę... – uciął w tym momencie. Wolał nie dopowiadać również o tym, że zdążyła skopać paru chłopaków z jego gniazda oraz szczepu podczas ślubu w Canterlocie. Nie ma potrzeby wspominać o tej niesławnej historii kucykom.  – Wątek jej zniknięcia mógłby nas doprowadzić do nowych informacji. Trzeba to wykorzystać, póki jest jeszcze czas. Musimy spotkać się z tym Soarinem, Cindy. Jeżeli ktoś stał za zniknięciem Rainbow Dash i my dowiemy się, kto, to w nasze kopyta wpadnie cenna wskazówka.

Alrix podniósł wreszcie wzrok na Spitfire i spytał

 

– Kiedy ostatnim razem ją widziałaś? Masz może jakiekolwiek, ale to choćby najmniejszy cień przypuszczeń co do tego, gdzie się może znajdować Twoja podopieczna?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

/wybaczcie lekki przeskok w kolejce, dziś mam strasznie zajęty dzień i idk ile potem bd miała czasu..

 

-Owszem, Rainbow to klacz z tęczową grzywą. - potwierdziła.
-Może wizja Luny okaże się przydatna.. Wiesz, siedząc tu w spokoju miałam okazję przemyśleć to i owo.. Zdaje się w natłoku wydarzeń pewna rzeczy wcześniej nam umknęła. ..Albo tylko mi. Jednak nie wszystko jeszcze z tego rozumiem. To trudna zagadka. Choć to akurat tylko podejrzenia, nie muszą się sprawdzić. - wstrzymała się jednak z dokładnymi wyjaśnieniami co analizowała i w jaki sposób to robiła. Skoro Alrix chciał coś zamówić, ona również zdecydowała się na ten krok. Swoje ciastko już zjadła, poprosiła więc o kolejne.

 


Wyczekała czasu, kiedy Spitfire pójdzie po zamówienie, po czym korzystając z okazji kiedy jej słowa będą niesłyszalnie dla Pani kapitan, odezwała się do podmieńca.
-Sądzę Alrixie, że już mamy pewną konkretną wskazówkę. Być może w ten sposób nie odnajdziemy Dash, ale jest w tym dużo powiązań.
Zerknęła kontrolnie na kuchnię i obniżyła głos.
-Warto żeby ktoś prócz mnie o tym wiedział, na wypadek gdyby nie udało mi się porozmawiać z resztą szukających.
Kto wie, co zrobią wiedźmy. Czarne moce mogłyby być pewnie skłonne nawet do eliminacji któregoś z nich, liczyła się z tym.
-Nie wiem czy widziałeś to, co narysowała nam Zecora. Wtedy nie brałam pod uwagi rozłożenia przedmiotów, ale teraz jak sobie to przypominam, mysz była zlokalizowana na przeciwko pióra. Przy czym pióro znalazło się na rogu gwiazdy, nie w przestrzeni pomiędzy nią a okręgiem. Na rogu gwiazd był także bodajże popiół, pozostałość ognia, jabłko, płód ziemi, woda i róg. To mogły by być symbole czterech żywiołów, oraz piątego, magii. Jeśliby popatrzeć na to w ten sposób, przedmioty w samym centrum zapewne służyłyby do odprawienia rytuału, a reszta będzie dotyczyć zaplątanych w sprawę kucyków. Nie rozumiem tylko dlaczego jest ich pięć... Ale mysz, leżąca naprzeciwko pióra wskazywałaby na kogoś kto ma związek ze zwierzętami. I jednocześnie z żywiołem powietrza. To Fluttershy, ona może być jedną z wiedźm. Jest delikatna, zło więc łatwo przejęłoby nad nią kontrolę. Ktoś tam powinien się udać i zerknąć, czy ostatnio jakoś się nie zmieniła. Bądź czy nie ma czegoś dziwnego w jej zachowaniu.
Skończyła szeptać, po czym spojrzała na towarzysza.
-Nie jestem pewna czy zdążymy ją sprawdzić, ale chciałabym skonsultować ten pomysł z Luną lub Zecorą. Wiesz co było w koszmarze? Może to też da się jakoś wpasować. Przedmioty w środku nie są zbyt pozytywne, martwa mysz, spleśniałe ciastko, smarki.. - skrzywiła się, wyrażając obrzydzenie dla tego czegoś. Chyba dobrze że nie widziała kręgu na własne oczy.
-Wkrótce będziemy musieli zjawić się w Ponyville. Lepiej nie czekać do wieczora, pozostałe kucyki pewnie będą mieć sporo do powiedzenia.
A może lepiej od razu tam lecieć.. Bądź rozdzielić się pomiędzy dom Flutter i miejsce zebrania tłumu.. Cóż, to zależało od Alrixa. Cindy mogła zostawić ciastko, mogła lecieć w którekolwiek z podanych miejsc. W gruncie rzeczy, nie zrobiłoby jej to różnicy.

Edytowano przez Stormy Mood

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

– Interesujące... nie widziałem tego rytuału, ale z tego co mówisz, może mieć to sens... – mruknął podmieniec, okładając kartę dań. Na moment zapomniał o swoim zamówieniu. – Spróbujemy to zestawić z wizją Księżniczki Luny, a brzmiała ona w ten sposób...

 

Alrix zmrużył oczy i zmarszczył brwi próbując sięgnąć pamięcią do słów Księżniczki Nocy, do jej wizji... 

 

– Z tego co pamiętam... to była tam ciemność... niebo zasnute chmurami... nadchodząca burza... ptaki spadające z nieba... wyniszczone głodem... z chmur wyjrzało zaćmienie... – zamilkł, głowiąc się jeszcze przez chwilę, czy niczego nie przeoczył. Obrazy o których opowiadał przewijały się na bardzo krótkie momenty w jego wyobrazi, tworząc krótki obraz. Starał się również mieć na uwadze to, czego dowiedział się od Cindy. Wreszcie spojrzał na nią z płomykiem zaciekawienia w oczach.

 

– Sugerujesz... – Alrix spojrzał jeszcze w kierunku kuchni, jednak nie ujrzał Splifire, co oznaczało, że mógł swobodnie kontynuować swoją wypowiedź. – Sugerujesz, że to ta pegazica, Fluttershy mogłaby być opętana. Myślę, że to może być dobry strzał. Posłuchaj dlaczego... – podmieniec poprawił się na krześle i odwrócił bardziej w kierunku lady oraz Cindy zarazem. – W tej wizji pojawił się wymarłe ptaki... mogłoby to oznaczać upadek moralny Fluttershy, jako, że została splugawiona przez czarownice. Ptaki nawiązują do pegazów oraz do natury, którą, z tego co słyszałem, tamta klacz kochała i to bardzo. Tak więc mogłoby to się zgadzać. Jednak... – Alrix zmrużył oczy i podrapał się po bronie, spuszczając w dół swoje zamyślone spojrzenie. – Co z dalszą częścią tej wizji? Czyżby zaćmienie mogło oznaczać przyjście czegoś strasznego? Chyba jednak możemy być pewni tego, że ktoś nie chciał, abyśmy zobaczyli tę wizję, ponieważ Księżniczka Luna została z niej wyrzucona... także nie znamy pewnie całości.

 

Alrix wychylił się za Cindy i wyjrzał, czy jeszcze nie ma Slitfire. Pani Kapitan na horyzoncie nie było widać, przez co podmieniec spojrzał na klacz i spytał ją:

 

– Jak Ty to interpretujesz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cigarette zastanowiła się, analizując to co powiedział jej podmieniec. To co widziała księżniczka było bez wątpienia ciekawe. I straszne również, ale ciekawe.
-Brzmi trochę jak apokalipsa. - mruknęła. Jeśli coś takiego działoby się naprawdę, właśnie o to by się bała, że te wszystkie dziwne rzeczy świadczą o nadchodzącym nieszczęściu. Ale to był sen. Cóż.. Istoty zmienione przez Koszmar mogły coś takiego wyśnić.
-Tak.. ptaki zdecydowanie wskazywałyby na Fluttershy. Zwróć uwagę na to, że mysz będąca w kole również była martwa. Podobnie jak one.. Ale patrząc na to szerzej, jak mówisz, te ptaki zabił głód. To interesujące, bo łączy się też z drugim przedmiotem z rytuału. To było zepsute bodajże ciasto, lub muffinka?
Wstrzymała się na chwilę, aby zerknąć ku kuchni. Wciąż mogła mówić dalej, to dobrze.
-To może znaczyć albo że więcej wiedźm ma podobne koszmary - one byłyby zdolne do wyśnienia czegoś takiego, albo że to nie był sen jednej osoby, a minimum dwóch. To że Luna trafiła do snu zwykłego przestraszonego kucyka możemy z góry wykluczyć, ktoś taki nie zdołałby jej wyrzucić. Wręcz pewnie cieszyłby się z obecności księżniczki..
Zerknęła jeszcze raz na kuchnię.
-Jest jeszcze coś - zaćmienie. Wiem że powstaje, kiedy księżyc przysłania słońce, a więc wskazuje jasno - to był twór Koszmaru, wszak powstał on niegdyś za sprawą Luny, a ona włada księżycem. Teraz podzielił się na cztery części, jeśli jednak w śnie wystąpił w postaci czegoś takiego, to sądzę że każda z tych ćwierci brała w nim udział. Mamy więc jak mówiłam, sen wspólny dla prawdopodobnie wszystkich wiedźm.
Szkoda że nie dokończony.
-Idąc tym tropem możemy snuć domysły. Skoro wystąpiły dwa nieszczęścia: śmierć tych ptaków, pasującą do śmierci myszy, oraz spleśniałe ciastko, wpasowujące się w to że ptaki załatwił w wizji głód.. Można spróbować połączyć pozostałe przedmioty z koła z jakimiś nieszczęściami. Smarki na chustce pasowałyby do epidemii chorób, to też podobne nieszczęście, choć Luna go nie widziała.. Był tam jeszcze fioletowy płomień - może wiązać go z kolorem nocy i samym koszmarem? Choć sądziłam też wskazywałby na kogoś kto zajmuje się magią, bądź alchemią. Bo skoro był naprzeciwko rogu, który jak mówiłam miałby związek z żywiołem magii... No i pozostała jeszcze jakaś siekierka, czy toporek.. Nie wiem z czym mogłabym to łączyć.
Spojrzała na Alrixa a potem kontrolnie na zaplecze.
-Co sądzisz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

– Sądzę, że musimy się udać na Wzgórze Ognia i to tak szybko, jak to możliwe, aby móc porozmawiać z Zecorą. Tam najprawdopodobniej spotkamy się z innymi poszukiwaczami i być może wypełniły luki w naszych informacjach. Nie wiem kiedy wróci Spitfire, ale nie będziemy mogli zbyt długo na nią czekać... – podmieniec zmarszczył brwi i oparł się kopytami o blat stołu. – Dzisiaj przyjdzie nam stracić pierwszą czarownicę. A co zrobisz, jak się okaże, że nasze podejrzenia będą niesłuszne i skażemy niewłaściwą osobę? Z pewnością ktoś będzie miał nam to za złe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

-Ufam swoim osądom. Ty również powinieneś zaufać swoim. Lećmy już na miejsce. Mało czasu zostało.
Wstała i zostawiając na stole jakiś skromny napiwek dla Spitfire, która pewnie zastanie pusty stolik, odeszła w kierunku wyjścia. Tuż po przestąpieniu progu tawerny, rozłożyła skrzydła, które odgarnęły jej płaszcz na grzbiet. Odsłoniło to przez chwilę także znaczek dymu. Moment później gładko wzbiła się w powietrze i poleciała. Liczyła na to że Alrix zmieni się tym razem w coś co lata lepiej niż wróbel..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Alrix pozostawił parę monet, które rzucone przez niego, zadzwoniły o blat stołu. Niestety, ale już nie pożegna się z Panią Kapitan, dlatego też pozostawił skromny napiwek. Cigarette poderwała się ze swojego siedzenia i skierowała kroki ku wyjściu, a podmieniec kroczył tuż za nią. Tym razem nie pozostało im już zbyt wiele czasu, dlatego też ptactwo tak skromne jak wróbel nie dałoby radę przebyć całej drogi na Wzgórze Ognia w tempie tak szybki jak na przykład... orzeł. Alrix uśmiechnął się pod nosem. Magia podmieńców otoczyła go całego i już po chwili przetransformował się w drapieżnego ptaka o upierzeniu barwy ciemnego fioletu oraz błyskających żółcią oczach.

Wyleciał z tawerny, sunąc gładko na rozwiniętych skrzydłach. Cigarette leciała w pobliżu. Wkrótce ich oczom ukazały się zarysy docelowego wzgórza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Spitfire z niepokojem wysłuchała informacji od fioletowogrzywej klaczy. - A więc twierdzisz, że ktoś, komu Rainbow mocno ufa mógłby być odpowiedzialny za jej zniknięcie? - nerwowo spytała Spitfire,  po czym spytała - Kto mógłby chcieć zaginięcia Rainbow? W tej chwili absolutnie nikt nie przychodzi mi do głowy... -Spitfire próbując złapać oddech w milczeniu obserwowała wymianę zdań pomiędzy podmieńcem, a pegazem. kiedy usłyszała pytanie skierowane bezpośrednio do niej, zaczerpnęła oddechu i powiedziała, siląc się na spokojny ton

- Ostanio Rainbow widziałam, ostatniego dnia września, kiedy to odlatywała na odpoczynek i powiedziała: "Do zobaczenia za miesiąc pani kapitan". Co do aktualnego jej miejsca pobytu to nie mam choćby najmniejszych podejrzeń, gdzie może być. Zwykle moi podopieczni nie chwalą mi się, gdzie wyjeżdżają, lub co robią podczas przerwy, a ja nie mam w zwyczaju w to wnikać, chyba że sami będą chętni do opowiedzenia, jak spędzili przerwę. Jak już wspomniałam, wiedzę, gdzie może znajdować się Rainbow mogą posiadać jej przyjaciółki. - rzekła, po czym dalej, tym razem w milczeniu przysłuchiwała się dialogowi prowadzonemu przez jej gości. Gdy usłyszała, że oboje składają zamówienie, była skłonna wydusić z siebie: - T-tak, oczywiście, zaraz przyniosę. - po czym poszła do kuchni przygotowywać posiłek. Nie mogąc sobie poradzić z natłokiem informacji, Spitfire stłukłą dwie misy, przez co przygotowanie zamówienia zajęło jej znacznie więcej czasu niż ostatnio. Po powrocie z kuchni zastała pusty stolik i kilka złotych monet leżących na nim.- No tak pewnie się obrazili, że musieli tak długo czekać na zamówienie.- powiedziała do siebie Spitfire. Parę chwil później usłyszała rozdzierający nocną ciszę i mrożący krew w żyłach krzyk.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Starzec powoli zbliżył się do budynku, na szyldzie widniał napis "Pod Skrzydłami Shadowbolts" nie zastanawiając się dłużej wkroczył do środka. Ogier rozpoznał że za ladą stoi kapitan Wonderbolts. Nie czekając dłużej odpowiedział. - Pani kapitan. - po czym zasalutował. - Nazywam się Brown Galion emerytowany komandor Królewskiej Marynarki Wojennej służący w 5 flocie Baltimare. To zaszczyt panią poznać. Mam do pani kilka pytań jeśli to nie kłopot.

Edytowano przez MagiMemNon

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×