Jump to content

Prosba [Oneshot][Dark]


Recommended Posts

Hej, przedstawiam kolejne opowiadanie (tym razem nie z konkursu), owoc Niezwykle Ambitnego Planu zakładającego naskrybanie 12 pełnowymiarowych fików przez cały rok. Czyli teoretycznie lekka obsuwa już zaliczona, tsk, będę próbował nadganiać. Od mojego ostatniego "Dariusza" (takiego prawdziwego) minęło już trochę czasu, ale mam nadzieję, że skill mi nie przyrdzewiał.

 

Tytuł: Prośba

 

Tagi: [Oneshot], [Dark]

 

Obrazek okładkowy:

large.png

 

Link: https://docs.google.com/document/d/10XGrSznKexRuodt93QWdXMveQANZm_YFZ5Sik7H_zuY/edit?usp=sharing

 

Korekta&pre-reading: Rarity (serdecznie dziękuję!)

 

Opis: Luna przybywa do Canterlotu, gdzie nie wszystko zdaje się być takie, jak powinno.

 

Życzę miłej lektury.

  • Upvote 5
Link to comment
Share on other sites

Świeżo po przeczytaniu stwierdzam, że nie żałuje czasu, który przeznaczyłem, na przeczytanie. 

Historia nie jest może jakaś wystrzałowa, jednak sposób opowiedzenia, symbolika, hm, walki, i klimat robią swoje. Nie dałbym temu tagu Dark, jednak co ja tam wiem xd.

Spoiler

Bardzo spodobała mi się właśnie owa walka, przez to, że nie była zwykłą walką, a bardziej starciem idei. 

Co do sposobu pokonania - idzie się go domyślić, zważając na to, jak dużo podpowiedzi dajesz jako autor. Zwłaszcza domyśliłem się po słowach Pani, iż nie można zniszczyć tego, co zniszczone. A jedynie to odbudować lub wypełnić czym zupełnie nowym. 

Można wysnuć dość ciekawy morał z opowiadania - by nie ufać kurcze wróżbitom spod biedry, nie poddawać się, nawet jeśli się przegrywa. Tylko przegrać tak, jak należy.

A upadać też trzeba ładnie. 

Ogólnie dziełko godne polecenia, nie za długie, nie za krótkie, ale przede wszystkim z klimatem, 5+/7. 

Link to comment
Share on other sites

To jest dobry fanfik. Ciekawy i z dość oryginalnym pomysłem. Podoba mi się też połączenie go z innymi fikami, w których pojawia się Biała Pani. Miło było ją znowu gdzieś zobaczyć.

 

Forma stoi na najwyższym poziomie, co mnie nie dziwi, zważywszy na to kto jest autorem, a kto korektorem.

 

Muszę pochwalić za interesujące przedstawienie Krainy Snów, a także za słabą Celestię, skrywaną pod iluzją żeby poddani się nie martwili. Klimat jest gęsty, a atmosfera mroczna. Jednak opowiadanie błyszczy szczególnie podczas walki Luny z Insomnią. To było bardzo kreatywne przedstawienie pojedynku.

 

Polecam.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 7 months later...

Bodaj pierwsze opowiadanie tego roku od Malvagio, tagi oraz obsada nie sugerują żadnych rewolucji czy eksperymentów, co raczej nie powinno nikogo martwić – otrzymujemy więcej tego, co lubimy. Albo i nie. Zależy. Trudno mi jednak wyobrazić sobie kogoś, kto byłby gotów robić avanti, iż rok 2019 otworzyła Luna, a nie król Sombra.

 

Tytuł, jak zazwyczaj, krótki, łatwy do zapamiętania, treściwy, natomiast opis intryguje, zachęca do czytania. Sprawdźmy zatem co takiego jest nie tak w Canterlocie, czego dotyczy tytułowa prośba i jak księżniczka Luna poradzi sobie z tymże wyzwaniem.

 

Ostrzegam przed spoilerami! Jeżeli nie czytałeś/ czytałaś jeszcze fanfika – gorąco zachęcam aby zrobić to teraz, bo ten potrafi zaskoczyć.

 

Fabuła tym razem okazuje się dosyć prosta, zaś akcja ma miejsce, jak dobrze rozumiem, niedługo po powrocie księżniczki Luny po tysiącletnim wygnaniu, zapewne jeszcze tego samego dnia co druga część doskonale nam znanego „Friendship is Magic”. Luna oswaja się ze znajomym otoczeniem, w sytuacji, w której powraca w swej prawdziwej postaci do Equestrii, kiedy to nagle okazuje się, że jej starsza siostra pilnie potrzebuje jej pomocy. Dręczona od wielu setek lat Celestia ściąga maskę, ukazując nie tylko nam, ale przede wszystkim Lunie swój prawdziwy stan zdrowia. Powód? Demon, który powodował bezsenność, a którego Celestia nie potrafiła powstrzymać, więc przyjęła na siebie jego terror, chroniąc poddanych przed jego wpływem. Dowód na jej bezgraniczne oddanie wobec ufających jej kucyków. Tylko Luna, powracając do swej sennej domeny, jest w stanie go powstrzymać.

 

W ciągu dziewiętnastu stron zdążymy zajrzeć w głąb umysłu jeszcze niepewnej siebie Luny, a także odkryć makabryczny stan Celestii, w jakim znalazła się za sprawą wielowiekowej bezsenności, a ponieważ forma alikorna nie pozwala jej umrzeć, jest skazana na niekończące się cierpienie, chyba, że Luna stanie na wysokości zadania. I tutaj pierwsze zaskoczenie – Celestia, jaką znaliśmy, według niniejszego fanfika była jedynie iluzją, czy jak to zostało ujęte w tekście, maską. Należy zwrócić uwagę na dosyć szczegółowy opis wyglądu umęczonej Celestii, w mojej opinii jest to pierwszy moment, gdy historia skręca w stronę mroku, tajemniczości, co zresztą obiecał nam jedyny dla tegoż opowiadania tag. Jeśli dobrze zrozumiałem, skoro demon przyszedł kilkaset lat po wygnaniu Luny, wówczas Celestia nie spała przez resztę czasu? I kryła się za iluzją? Wydaje mi się to troszkę naciągane, ale myślę, że przymknę na to oko. Mamy w tekście informację, że przez bezsenność kucyki umierały, stąd postrzegam moc demona jako dużo większe zagrożenie, również dla Celestii - takie, którego zdzierżenie przez tak długi czas wydaje się zbyt nieprawdopodobne. Nawet jak na alikorna. Z drugiej strony, mówiąc o grozie, to, co wydaje się być niewyobrażalne bywa niekiedy najbardziej przerażające, jeśli okazuje się prawdziwe, co nie?

 

Przy okazji wspomnę, że o ile design demona (bazuję na opisach tekstowych) sprawdza się i rzeczywiście robi wrażenie, wydaje się przerażającym oponentem dla Luny do pokonania, o tyle jego dosyć banalne imię psuje nieco moje odczucia. Rozumiecie, demon powoduje bezsenność i nazywa się Insomnia. Szkoda, że nie otrzymaliśmy nieco mniej generycznej, może nawet złowieszczo brzmiącej nazwy własnej.

 

No nic, idziemy dalej, by podelektować się interesującą wizją wymiaru snów, ubraną w wyczerpujące, doskonale skomponowane opisy, które perfekcyjnie tworzą odpowiedni, mroczny i tajemniczy nastrój, rozbudzając ciekawość czytelnika, a także utrzymując pewne napięcie, poczucie zagrożenia. Jednocześnie chcemy, by Lunie się udało (a raczej, wiemy doskonale,że tak będzie  bo znamy ciąg dalszy kreskówki), toteż śledzimy jej losy z większym zaangażowaniem.

 

Tempo akcji zostało dobrane bardzo dobrze. Powoli i spokojnie, lecz tylko po to, by uraczyć czytelnika dopracowanymi opisami, zadowala chirurgiczna wręcz precyzja. O ile scenka z Bezgłowym Koniem wydaje mi się trochę zbędna i jedynie współgra z budowaną atmosferą (nie wzmacnia jej, nie osłabia, ani nie dodaje niczego nowego), o tyle pojawienie się Białej Pani sprawiło, iż klimat opowiadania zyskał, nie tylko na tajemniczości, czy pewnym mistycyzmie, ale również w taki sposób, że podkreślona została spójność z pozostałymi tekstami autora. Wszystko się zazębia i ze sobą wiąże, tworząc coś znacznie większego, co jest niebywale satysfakcjonujące. Doskonała decyzja.

 

Jak nietrudno się domyślić, brnąc dalej w lekturę, nieuchronnie zbliżamy się do konfrontacji Luny z demonem znanym jako Insomnia (nie jestem pewien, czy odmieniać). Muszę pochwalić kreatywne podejście do pojedynku – sposób, w jaki został on napisany odróżnia go na tle innych opowiadań oraz daje nam coś co zapada w pamięć. Chociaż... w moim odczuciu stoi w pewnej opozycji z budowaną do tej pory atmosferą. Chodzi mi o wypowiadane przez Lunę oraz demona frazy – nie jest to wprawdzie znane z anime wykrzykiwanie nazw ataków, ale dodało całości... cóż, z jednej strony wydaje mi się to iście teatralne (szczególnie sposób w jaki przedstawia się nasz złoczyńca), a z drugiej dodaje takiego popowego (?) wrażenia. Plus, co niektóre zdania brzmią jak żywcem wyciągnięte z piosenki nu-metalowej, takie edgy, np.:

 

"OSTRZE SKRYTE W CIEMNOŚCI, HARTOWANE W ZAWIŚCI"

"SPRAWIEDLIWOŚĆ GINIE SPOPIELONA W OGNIU ZEMSTY"

"OCEAN WYLANYCH ŁEZ SPROWADZA POTOP, KRAINA UMIERA, ZMIAŻDŻONA JEGO GNIEWEM!"

 

No i przywodzi trochę na myśl nazwy co niektórych utworków z Castlevanii, np.: „Holy cross obsessed by the Moon”.

 

Nie jest to jakiś wielki grzech, czy coś, co rujnuje klimat i wrażenie – po prostu wydaje mi się lekko niepasujące i niezbyt mi się to komponuje z resztą. Wyobrażam sobie to jednak jako spektakl, gdzie dwoje aktorów stoi na scenie, naprzeciwko siebie, odgrywając swe role. Gestykulują, grzmią na całą salę swoje kwestie, a światła i scenografia zmienia się, dając widowni pojęcie jak przebiega walka. A może nawet niekoniecznie oni walczą, lecz czynią to statyści, przemykający za prześwitującą kurtyną, a my widzimy ich cienie. Taki oto obraz pojawił mi się w głowie, co pozwoliło strawić te fragmenty. Nie zrozumcie mnie źle, są dobre, ale sprawiają wrażenie wyciętych z innej historii.

 

Później zdarzy się znany doskonale motyw/ odzywka, czyli coś w stylu: „Aha, mam cię tam gdzie chciałem!”, albo: „Możesz się schować, ale nie uciekniesz!”. Doskonale znane rzeczy, może nawet nieco wyświechtane, ale nie wywróciłem oczami, gdy zobaczyłem te zdania, ani nie zepsuło mi to wrażenia, nic z tych rzeczy. Spotkałem się z tym w grach, filmach, opowiadaniach wiele, wiele razy, toteż motyw już dawno stracił dla mnie swoją iskrę, ale z drugiej strony, między innymi za to lubię te historie. Niech sobie będzie ;)

 

A potem? Lepiej. Dużo lepiej. Zmierzamy do konkluzji i wychodzi na jaw czym tak naprawdę jest Insomnia, skąd się wziął ów demon oraz jak Luna może go pokonać, co zresztą się jej udaje. Koncept, sam w sobie, jest logiczny, a przy tym prosty i to przesądza o jego błyskotliwości. Jestem pod wrażeniem jak doskonale się to wszystko złożyło w spójną całość i jak poradziła sobie Luna. Konkluzja jest bardzo satysfakcjonująca, nawiązanie do pojedynku Luny (jako Nightmare Moon) z Celestią, który był dla Pani Nocy przegrany, uważam za bardzo dobry ruch. Nie tylko jest to ściśle związane z historią głównej bohaterki, ale pomaga w utrzymaniu odpowiedniego nastroju.

 

Skonstruowanie niedługiej, acz satysfakcjonującej i niezwykle klimatycznej historii nie byłoby możliwe bez adekwatnej formy. Na pierwszy rzut oka jest to fanfik jak (prawie) każdy inny – mamy opisy, dialogi, nie brakuje zdań złożonych o określonym szyku, czytelnik bez problemu wyobraża sobie scenerie, rozumie co się dzieje, w głowie rozbrzmiewają głosy znajomych postaci. Wczytując się uważniej, odnajdujemy nie tylko bardziej wyszukany styl (poważny, niekiedy całkiem podniosły, mniej potoczny), a także nieco rzadziej spotykane synonimy. Określenia te nie zostały użyte błędnie, więc już od pierwszych akapitów czuć charakterystyczny, mroczny klimat opowiadania. Do jednego bym się przyczepił – w trakcie rozmowy Celestii i Luną ta pierwsza w pewnym momencie nazywa Insomnię „sukinsynem”, co niezbyt mi pasuje do eleganckiego, wyszukanego stylu opowiadania. Nie jest to wprawdzie określenie nazbyt wulgarne, po prostu brzydkie, jakiego wprawdzie należało się spodziewać z uwagi na to co nawyczyniał demon, aczkolwiek osobiście spróbowałbym znaleźć inne określenie.

 

Ważna rzecz – zastosowanie tego słownictwa oraz styl absolutnie nie czynią opowiadania trudniejszym w zrozumieniu, a przez to topornym w odbiorze.

 

Niniejsze opowiadanie można tylko polecić. Jest to dziewiętnaście stron solidnej, klimatycznej historii, połączonej z pozostałymi fanfikami autora poprzez niektóre kluczowe elementy, opowiadanie uzupełnia znaną z kreskówki fabułę, ma ciekawie napisany pojedynek końcowy oraz bardzo satysfakcjonujące zwieńczenie. Cieszą kreacje postaci oraz pomysł na wymiar snów, a forma mogła być lepsza zaledwie odrobinkę, a i w tym stanie jest imponująca.

 

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...