Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Bester

Alter [Z] [sci-fi] [kryminał] [cyberpunk] [violence] [dark]

Recommended Posts

byaYBU7.jpg

Spoiler

HGA52UA.jpg

 

Dzisiaj zapraszam do lektury mojego kolejnego kryminału. Akcja będzie rozgrywać się w dość niecodziennych klimatach, bowiem zamierzam zabrać was do świata cyberpunka, gdzie technologia i magia przenikają się wzajemnie, a megamiasta stanowią tło dla przeróżnych wydarzeń jakie nasze bohaterki, Silver Clue i Remini, napotkają na swojej drodze.

 

Krótki opis:

Detektyw Silver "Sylvia" Clue staje przed zadaniem odnalezienia mordercy pewnej studentki jednej z miejsckich uczelni. Szybko okazuje się, że sprawca ma na sumieniu więcej ofiar, nie tylko w mieście głównej bohaterki. Do miasta 74, bo takie nazwy noszą teraz wszystkie ocalałe miasta na świecie, przybywa detektyw Remini "Remi". Sylvia i Remi łączą swoje siły w celu przewidzenia ruchów i wytropienia mordercy. Tłem ich pracy staje się nieprzyjazne miasto, w którym nawet powietrze jest zabójcze i jeden jego łyk może spowodować trwałe poparzenia płuc. Walki gangów narkotykowych, przemytnicy i drobni przestępcy. Gdzieś w cieniu czuwają organizacje bezpieczeństwa, które kiedy nadejdzie taka potrzeba wkraczają i bezlitośnie rozwiązują wszystkie konflikty. W tym wszystkim ukryty jest gdzieś morderca, który skrzętnie niszczy ślady swojej działalności, pozostając nieuchwytnym dla zaawansowanych systemów monitorujących i alarmowych.

 

ALTER [dsc1]

ALTER [dsc2]

ALTER [dsc3]

 

Pragnę też podziękować wielu osobom które pomagały mi przy tworzeniu tego tekstu:

@Foley Za wytrwały pre-reading oraz liczne uwagi merytoryczne i wytykanie szczegółów nie pasujących do reszty

@Hoffman Również za pre-reading oraz potężną korektę błędów w samym tekście. Dziękuję również za głęboką analizę i spostrzeżenia.

@Altharias Za korektę techniczną tekstu

@Wilczkowa Również za korektę techniczną tekstu

@Zegarmistrz Za konsultacje co do tematyki cyberpunka

@miskof Za przygotowanie teasera przed premierą pierwszej części ->KLIK

@Niklas Za użyczenie muzyki do teasera

@RedMad Za organizację premier każdej z części na kanale Bronies Corner 2.0

Oraz całej ekipie Bronies Corner 2.0 za fenomenalną premierę pierwszej części. Wyszło genialnie, każdy autor może pomarzyć o takim podejściu do jego tekstu! :D

 

A oto muzyka dobrana tematycznie pod klimat opowiadania:

Spoiler

98OfcmT.jpg

 

I Lista:

Bullets by Archive
Naden - Garmarna
Darren Porter - Inertia
Perturbator - Technoir
Perturbator - Humans are Such Easy Prey
Midnight Danger - Adrenaline Burst
Tokyo Rose - Wraith
Adip Kyioi - Lasertag
Kid Atari - Intro
Darren Porter - Nordic Nights
Perpetuous Dreamer - Sound of Goodbye
Nicolas Dominique - Perfect Harmony
Nicolas Dominique - The Spark of Inspiration
Metric - Help I`m Alive
Magic Sword - In the face of evil
Richard Durand - The Air I Breathe
Jaroslav beck - Country Rounds (sqeepo remix)
Dance with the Dead - Signals

 

Głosy na [EPIC]:

Epic 2/10

Legendary 2/50

Edited by Cahan
Podliczyłam głosy Foley'a i Hoffmana ~Cahan
  • Thanks 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejne opowiadanie autorstwa Bestera i kolejne, które miałem przyjemność nie tylko przeczytać, ale również uczynić to przedpremierowo, dorzucając od siebie to czy owo, jeżeli sądziłem, że mógłbym coś wnieść. Chociaż nie jest to pierwszy raz, gdy autor proponuje nam kryminał („Za grzechy moje i twoje”), ma się ochotę powiedzieć, że eksperymentuje z różnymi nurtami i tym razem stawia na Cyberpunk. Tagi nakazują sądzić, że nie zabraknie przemocy, ani mrocznych motywów. Co należy podkreślić, jest to kolejne opowiadanie, w którym od zawsze koegzystują kucyki i ludzie, a co chyba stało się znakiem rozpoznawczym twórczości Bestera od czasów bodajże „Save Me”. Zatem tutaj niewiele się zmienia i chyba dobrze, gdyż nie naprawia się tego, co nie jest zepsute.

 

Co ważne, całość ma się składać z trzech segmentów, co początkowo chyba nie było jeszcze takie oczywiste, gdyż pamiętam pierwsze wersje tekstu, gdzie historia zawierała się w jednym pliku tekstowym. Z czasem pełny obraz historii zaczął się krystalizować, a my otrzymaliśmy małe, ukryte podpowiedzi odnośnie tego ile tekst może mieć części oraz co będzie swoistym motywem przewodnim każdej z nich oraz jak będą się one łączyć. Sam na to nie wpadłem do momentu, w którym rzeczą zainteresowano się na kanale Bronies Corner. Wskazówek należy szukać w zerach i jedynkach ;)

 

W każdym razie, sprawny development fanfika jest czymś, czego można autorowi pozazdrościć, a poprzeczka dla nadchodzącej części trzeciej znajduje się dość wysoko. Nie przedłużając, sprawdźmy co oferują nam 2/3 „Altera”.

 

 

Fabuła – trzy filary (trochę to potrwa)

W świecie balansującym na krawędzi zagłady, gdzie ostatnie bastiony ludzi i kucyków są ściśle kontrolowane przez zaawansowane systemy monitorujące, technologia już dawno stała się nieodzownym elementem życia. Nie tylko przechowuje ona wspomnienia o tym jak było kiedyś, ale także usprawnia codzienność, profilując i nadzorując przeróżne dziedziny życia, na stałe wiążąc mieszkańców z systemem. Nierzadko żywe części ciała zastępowane są przez wydajniejsze, mechaniczne zamienniki, a szczyt osiągnięć w zakresie informatyki i elektroniki daje nadzieję na zbudowanie nowego, lepszego świata na zgliszczach poprzedniego. Prawda?

 

Nic bardziej mylnego. Rakiem trawiącym to, co ostało się po kataklizmie, nie jest wcale skażone, wypalające płuca powietrze, a kwitnąca przestępczość, która jest wszechobecna pomimo zaawansowanych środków ostrożności i monitorowania. Codziennością wydają się również walki gangów oraz brudne interesy, gdzie każdy usiłuje wyrwać coś dla siebie. Technologia mająca służyć społeczeństwu została wykorzystana przeciwko niemu, a dla głównej bohaterki, Silver Clue, nie jest to nic nowego. Wespół z nową partnerką w śledztwie – Remini – ma za zadanie ująć nieuchwytnego jak do tej pory mordercę oraz wyjaśnić w jaki sposób tak długo udawało mu się umykać sprawiedliwości. W trakcie swej pracy pani detektyw nawiązuje więź z Remi i odkrywa, że do tej pory, niczym część w maszynie, bezrefleksyjnie funkcjonowała, nie żyjąc całą sobą. Pokonując coraz to nowe trudności, poszukuje poszlak, z czasem zadając sobie pytania, które rzucają zupełnie nowe światło na jej egzystencję.

 

Fabuła, choć sama w sobie, wydaje się dosyć prosta – ot, tajemniczy przestępca, śledztwo, akcja – w rzeczywistości okazuje się bogata w wątki poboczne i urozmaicona na tyle, by tekst nie okazał się kolejnym generycznym kryminałem, a przy tym wciągnął czytelnika, miejscami nawet inspirując. Na wybranych płaszczyznach, odnajdziemy różne konflikty, chociażby wspomniana już natura, która jest konsekwentnie zastępowana przez technologię. Dowiadujemy się nie tylko o organizmach cybernetycznych (znaczy się, mam na myśli różne mechaniczne komponenty), czy niezbędnych środkach, które chronią przez trującym powietrzem, ale także o systemie, który dobiera pary, aby zapewnić zastępowalność pokoleń dla dalszego funkcjonowania miast. Czyli nie tylko z dnia na dzień ubywa natury, w odstawkę idą również emocje czy uczucia, coraz więcej rzeczy jest symulowanych czy generowanych, przez co wydaje się, że postacie funkcjonują w świecie pełnym iluzji.

W tym sensie, widzę pewne nawiązania do świata realnego, który, choć nie w tak dużym stopniu, również jest opisywany jako skażony, czy umierający – jak to zwykle powtarzam, dla mnie osobiście najjaskrawszą ilustracją rzeczy jest martwy wieloryb, którego woda wyrzuciła na brzeg w Filipinach, a który miał w sobie kilkadziesiąt kilogramów plastiku. Z drugiej strony, coraz częściej mówi się o fonoholizmie, uzależnieniach od sieci, aczkolwiek w dzisiejszych czasach coraz trudniej obejść się bez tych urządzeń skoro tak wiele rzeczy przeniesiono do świata wirtualnego, a tradycyjne metody komunikacji odchodzą do lamusa. Coraz więcej można też symulować, generować, czy filtrować, wszystko ulega personalizacji, co widać również w „Alterze” - chociażby ilekroć Silvia przybliża nam, czytelnikom, kolejne aspekty działania systemów informatycznych odpowiedzialnych za profilowanie klientów galerii handlowych chociażby.

 

Kolejną płaszczyzną, na której fabuła podejmuje konflikt, jest prawo. Wszakże to kryminał. Najwięcej uświadczymy tu starć dobrych ze złymi, tj. stróżów prawa z przestępcami. To właśnie tutaj znajdziemy najwięcej wartkiej akcji, wybuchów oraz nagłych zwrotów, chociaż ilościowo nie da się tego porównać z poprzednimi dziełami Bestera. Powiedziałbym, że podszedł do sprawy zdroworozsądkowo – jest mniej fajerwerków, za to więcej główkowania. Uświadczymy tego przy okazji scen śledztwa, poszukiwania i zbierania dowodów, a także spekulowania odnośnie możliwych podejrzanych i sprawców.

Jak się okazuje, ci dobrzy nie są znów tacy święci, gdyż w zamian za informacje przymykają oko na niejeden szemrany interes, a nierzadko nawiązując przy tym zupełnie koleżeńską relację z ich właścicielami. Okazuje się, że jest to konieczne, aby móc sprawnie prowadzić śledztwo, gdyż bez tej wiedzy policja krążyłaby jak dziecko we mgle, zgadując kto za co mógłby być odpowiedzialny. Bohaterkom nie brakuje sprytu, by otrzymaną wiedzę wykorzystać w jak najefektywniejszy sposób, co z biegiem czasu przybliża je do rozwiązania zagadki.

Konflikty zdarzają się również między instytucjami, które, jak mogłoby się wydawać, mają ten sam cel – stać na straży prawa. Wszystko rozbija się o formalności oraz kompetencje, jak również grę o to kto wypadnie lepiej w obiektywie kamer i blasku fleszy. Zatem nie dość, że nasza pani detektyw ściga groźnego mordercę, to jeszcze musi stawić czoła federalnym, co może wpłynąć na postępy w śledztwie. Może, ale czy na pewno?

 

I wreszcie, docieramy do trzeciej, ostatniej płaszczyzny, na której odnajdziemy kolejny konflikt. Okazuje się, że jest to szeroko podejmowana egzystencja – refleksje dotyczące wolności podejmowania decyzji, przeżywania każdego dnia, no i wątpliwości odnośnie tego, czy faktycznie żyjemy, czy tylko funkcjonujemy. Czy podejmowane decyzje są naszymi własnymi, czy też są z góry narzucone. Ponieważ są to kwestie, które mnie inspirują i z którymi w jakimś sensie się utożsamiam, to właśnie zrobiło na mnie największe wrażenie i jest to też to, co podnosi poprzeczkę nadchodzącej, trzeciej części „Altera” tak wysoko. No, w gruncie rzeczy, te właśnie elementy wieńczą część drugą, co uznaję za strzał w dziesiątkę. Na tym etapie tekst nie mógł mieć lepszego zakończenia.

 

Zmusza to do refleksji, również w kontekście konfliktu między naturą a technologią, nowoczesnością a tym co było kiedyś – skoro maszyny i systemy profilujące dominują w tak wielu dziedzinach życia, przez co wiele czynności staje się zbędnych, nie wspominając już o sposobie zawierania znajomości, komunikacji, czy też spełniania się po godzinach – każdy ma mieć ściśle określoną rolę i robić swoje, funkcjonować jak część maszyny. W ogóle, pod koniec, gdy Silvia dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami, można odnieść wrażenie, że do tej pory „żyła” w maszynie, aż dzięki Remini otrzymała szansę spróbowania bliższej znajomości, czegoś więcej niż kojarzenie tego czy tamtego z widzenia.

W sumie, nawet wcześniej można odnieść wrażenie, że czegoś jej brakuje – choćby wspominki o hologramach oraz symulacjach przedstawiających lasy, konsekwentnie opisywane jako relikt poprzedniego świata (sprzed kataklizmu), którego nie sposób odnaleźć współcześnie, czy też przemyślenia o tym co kryje się poza granicami tego nowego świata. Wiadomo jedynie o pewnych pozostałościach, nielicznych strukturach, które pamiętają tamte czasy.

 

Spodobały mnie się rozmyślania Silver Clue o przyjaźni, czy prawdziwym życiu, w kontekście świata przypominającego maszynę, gdzie wszystko opisywane jest liczbami i współczynnikami, a jednostka w zasadzie ma bardzo ograniczone pole manewru, bo zanim się obejrzy, jest sprofilowana i śledzona. Taka totalna kontrola versus wolność. Życie w maszynie kontra życie poza nią (raczej niemożliwe, również zważywszy na skażenie powietrza). Komunikacja, a symulacja. Im głębiej w tekst wejdziemy, tym więcej takich oto zestawień można się doszukiwać.

 

W każdym razie, fabuła opowiadania okazuje się urozmaicona i wielowymiarowa, choć owszem, wiele rzeczy wymaga pewnej interpretacji czy własnego podejścia. Tak czy inaczej, według mnie są to trzy filary, na których oparto historię „Altera” i które zadecydowały o konstrukcji świata, czy o tym jak zostały napisane poszczególne postacie.

 

 

Świat przedstawiony

W „Save Me” aż do końca nie mieliśmy pojęcia gdzie znajdują się bohaterowie i co się stało, a podsuwane nam poszlaki cały czas nas zwodziły (chociaż nie do końca, po prostu trochę trudniej było na to wpaść). W „Exanimie” mieliśmy do czynienia z pewnym incydentem w teatrze o tejże właśnie nazwie, lecz nie wiedzieliśmy co konkretnie się wydarzyło. W „Alterze” jest... podobnie. Otrzymujemy informacje o tym, że kiedyś przydarzył się kataklizm, a ocalałe miasta otrzymały swoje numery. Można się między nimi przemieszczać, gdyby nie odpowiedni sprzęt, nie byłoby czym oddychać, co sugeruje, że akurat ta technologia istniała już wcześniej, zaś cały cyberpunk narodził się w związku z potrzebą przetrwania w nowej rzeczywistości. Choć równie dobrze także mógł istnieć wcześniej. Kwestia jest otwarta, nie sądzę, aby dodatkowe wyjaśnienia były tutaj potrzebne – jest nieco tajemniczo, można snuć własne teorie, a to się zawsze chwali.

 

Co wydaje mnie się całkiem ciekawe, opisy kolejnych urządzeń, ekranów, hologramów itp. wespół z tonem wypowiedzi Silvii, stwarzają wrażenie, jakby wewnątrz tego miasta było całkiem... czysto? Sterylnie? Nie mam pojęcia, może to tylko moje wrażenie, a może za mocno trzymają się mnie osobiste wyobrażenia odnośnie przyszłości i sci-fi, ale przez niemalże cały tekst łatwiej było mi wyobrazić sobie imponujące, przeszklone budynki, jasne kolory, błękitne niebo, śmigające po niebie pojazdy i inne takie, do tego masa świateł, paneli dotykowych, skanerów...

W każdym razie, na pewno nie wyobrażałem sobie świata skażonego, czy w jakimś sensie post-apokaliptycznego. Jasne, dało się odczuć sztuczność niektórych jego elementów (projekcje lasów, roślinności, asystenci elektroniczni, sztuczna inteligencja), ale w głowie cały czas miałem jasność, czystość, kolorki. Nie wiem jak to możliwe, może jestem spaczony, ale żeby wyobrażać sobie np. Detroit jak z filmów o "RoboCopie", od tego byłem dość daleki. Prędzej Neo Arcadia znana z gier "Megaman Zero".

 

Autor mnóstwo czasu poświęcił detalom – ustami Silver Clue opowiada nam o tym co się gdzie znajduje i jak działa, a także jakie od czasu do czasu zdarzają się incydenty związane ze sprzętem. Jedne zdarzenia mogą śmieszyć, inne już niezbyt. Początkowo w pamięć zapada opis systemu Luna, odpowiedzialnego za ekspresowy i ciekawy sen, o ile oczywiście hełm jest naładowany. Dowiadujemy się np. że można sobie wypożyczyć film i obejrzeć (przeżyć?) go we śnie, oczywiście spełniwszy pewne wymagania. Innym razem poznamy działanie systemów monitorujących i profilujących, dzięki którym możliwe jest wyszukiwanie podejrzanych w rozległej bazie danych. Technologii nie brakuje również w pokoju przesłuchań podejrzanych i świadków, jest jej pełno w centrach i galeriach handlowych, nie wspominając o cybernetycznych dodatkach, na które pozwalają sobie mieszkańcy, choć te nie zawsze pochodzą z legalnych źródeł. W świecie tym istnieją nawet dosyć specyficzne narkotyki.

 

Nie jest to wszystko, co ma nam do zaoferowania autor. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że wiele opisów czy objaśnień zasadniczo nie popycha fabuły do przodu i mogłoby ich nie być, to jednak są to elementy które odpowiadają za budowę świata, jego wizerunku oraz zasad, w oparciu o które działają bohaterowie. Ostatecznie, im dalej brniemy w tekst, tym więcej się dowiadujemy. Wątkiem głównym nadal jest śledztwo, ale Bester nigdy nie zapomina o wprowadzeniu czy to nowych elementów, czy omówieniu już wspomnianych (np. występujące boty i ich generacje). W mojej opinii, w porównaniu z „Save Me”, czy „Exanimą”, to właśnie w „Alterze” w budowę świata poszło najwięcej wysiłku, co wpisuje się w pewien schemat – co opowiadanie, to więcej :D

 

 

 

Panie detektyw, gotowe na wszystko...

I znów, jak w „Save Me” mieliśmy Maxa i Midnight, w „Exanimie” Alexa i Bright Spark, tak w „Alterze” naszym głównym duetem będą Silver Clue oraz Remini. Jest to również pierwszy (chyba) przypadek, gdzie nie obowiązuje parytet – w rolach głównych obsadzone dwie panie, które, na przestrzeni kolejnych wydarzeń, będą odkrywać kolejne poszlaki i zbliżać się (jak sądzę) do mordercy, ale także i do siebie.

 

Pierwsze, co mi przychodzi teraz na myśl to to, że nasz główny duet wypada bardzo sympatycznie i naprawdę cieszy to jak w miarę rozwoju fabuły obie panie stają się sobie bliższe, nawiązując przyjaźń oraz dojrzewając do coraz bardziej osobistych zwierzeń. Dla autora jest to okazja do pogłębienia charakterów postaci, a dla nas – do poznania ich przeszłości oraz tła. Najlepszym przykładem (również przywodzącym na myśl jedną ze scen z „Exanimy”) jest scena w knajpce, gdzie przy piwie i przekąskach opowiadają o sobie, dzieląc się również pewnymi poglądami na temat świata.

 

Nie są to jednak jedyne sceny, w których poeksplorujemy relacje między głównymi bohaterkami. W pamięć zapada choćby badanie porzuconego bota i wyszukiwanie kolejnych śladów. Dialogi, drobne opisy czynności (aczkolwiek historię śledzimy wyłącznie z perspektywy Silver Clue), wszystko to sprawdza się znakomicie, a postacie bardzo szybko da się polubić. Dzięki temu bohaterki wypadają jako świetne przyjaciółki, z którymi dobrze jest się kolegować. Zwłaszcza, że to stróże prawa. W odpowiednich momentach udziela im się profesjonalizm, chociaż w moim odczuciu zdecydowanie przoduje tutaj Silver Clue, która momentami potrafi być zimna, bezwzględna. Niekiedy wydaje się wręcz, że jest to postać o dwóch, zupełnie różnych od siebie obliczach. Nawet w tekście, sama o sobie stwierdza, że chyba jest aż za dobrym gliną.

 

Interesuje również wątek wprowadzania Remini do codzienności panującej w Mieście 74 – cieszą różne scenki podczas których Silver Clue omawia poszczególne miejscówki (również dla nas, czytelników) i objaśnia procedury, w zamian za co otrzymuje pewne okno na to jak wygląda rzeczywistość w rodzinnym mieście Remini. Pomaga to opowiadać historię w sposób organiczny – widzimy, że poza drobnym wycinkiem całego świata jest coś więcej i że jest to system naczyń połączonych.

 

 

...i cała reszta.

Generalnie, oprócz głównych bohaterek, nie uświadczymy wyraźniej zarysowanych postaci drugoplanowych, lepiej zapamiętałem może Adama i Williama, no i „Lotka”, większość pamiętam troszkę jak zza mgły – byli, wypełnili swoją rolę, tyle ich widzieli. Szczęśliwie, nie odnalazłem tu postaci stricte kiepskich czy drętwych, ale też zabrakło jakichś wybitnych kreacji, w związku z czym pozostałe postacie przemykają sobie w cieniu głównego duetu. A szkoda, bo widziałbym tu i ówdzie pewien potencjał, ale przecież czekamy na trzecią część opowiadania, wiele jeszcze mogłoby się wydarzyć. Aczkolwiek, akurat na tym polu, nie spodziewam się jakichś rewolucji. Zawsze jest trochę szkoda, jednak wygląda na to, że taka była cena tego, by Silver Clue i Remini mogły w świetnym stylu zaistnieć jako główny duet. To im najbardziej kibicujemy i to one wzbudzają najwięcej sympatii, ale reszta postaci, choć za często się nie przewijają, również wzbudzają raczej pozytywne wrażenia, stanowią dobre uzupełnienie dla historii.

 

 

Forma, technika, bajery

Jak można zauważyć, autor postanowił pobawić się troszkę formą i każdy segment „Altera” opatrzyć stroną tytułową, gdzie mamy między innymi słowa-klucze zapisane w kodzie zero jedynkowym. W ogóle, tak de facto nie mamy do czynienia z kolejnymi częściami tekstu, ale dyskami. Są to małe rzeczy, które w jakimś stopniu odróżniają opowiadanie od reszty, poprzez dodanie unikalnych elementów, a przy tym bez kombinowania z ilustracjami czy formatowaniem właściwej treści fanfika.

 

Znów mamy narrację pierwszoosobową, a naszą przewodniczką będzie, jak wspomniałem, Silver Clue, jedna z głównych bohaterek opowiadania. Ponieważ to sympatyczna klacz i niekiedy aż zbyt dobry glina, kolejne opisy czyta się wartko, wiele zostaje w głowie, a kreowanie odpowiedniego klimatu nie sprawia kłopotów. Aczkolwiek, by wspomnieć o pierwszych wersjach tekstu, pamiętam mnóstwo zbyt długich zdań złożonych, które sugerowałem podzielić, zwróciłem też uwagę na powtórzenia, których najwięcej było przy didaskaliach. Bardzo dużo „spytała”, „odparła” znajdą się również np. „uśmiechnęła się” itd.

W ogóle, proste, często powtarzające się opisy towarzyszące dialogom są pewną bolączką tekstu i dosyć mocno kontrastują z rozbudowanymi opisami miasta, działania kolejnych elementów świata, przeżyć czy odczuć. Z drugiej strony, a piszę to w kontekście premier kolejnych części „Altera”, na kanale Bronies Corner, pewne braki w didaskaliach dały szersze pole do popisu ekipie lektorskiej, która mogła interpretować kolejne wypowiedzi po swojemu, nadając dialogom określony wydźwięk. Zatem, w sensie lektorowania, zaniechanie przydługich wstawek między kwestiami mówionymi i rozbudowanych didaskaliów naprawdę przyczyniło się do zwiększenia możliwości dla ewentualnego lektoratu, no i wpłynęło na ogólne flow. Byłem obecny na premierach obu części i dialogów (nie tylko dialogów zresztą) słuchało się znakomicie :)

 

Ogółem, forma jest dość solidna, a przy tym prosta (nie prostacka), lekka i przyjemna, przystępna dla każdego, nawet osoby, która raczej słabo ogarnia klimat Cyberpunka (jak np. ja). W obecnej formie nie mam zbyt wiele rzeczy na które mógłbym autentycznie narzekać, wiele bym zmienił, ale to wynika tylko i wyłącznie z mojego stylu pisania oraz tego w jaki sposób opisywałbym poszczególne rzeczy. Rewolucyjnych zmian nie widać, jest więcej tego co lubimy. No i w sumie dobrze, chociaż sztab pre-readerów i korektorów zrobił swoje, by podnieść formę fanfika. Dzięki, za umożliwienie mi zostania jego częścią (sztabu) ;)

 

 

Podsumowanko

Najwięcej napisałem o fabule i świecie w fanfiku, gdyż to była dla mnie największa nowość, co wynikło ze zdecydowana się na nurt Cyberpunkowy. Odnalazłem kilka punktów widzenia, z których można spojrzeć na otoczenie, w którym rozgrywa się akcja, a także zrozumieć jaki poszczególne elementy mają wpływ na życie bohaterek. Rzeczywiście, poznawanie świata, realiów miasta, technologii, niekiedy dawało więcej satysfakcji niż wątek śledztwa, chociaż również i w jego ramach odnajdziemy sporo pamiętnych, klimatycznych scen. Poczynania głównych postaci niezmiennie śledzi się z zaciekawieniem.

 

Za drugi specjał uznaję kreacje głównego duetu, a także relacje między bohaterkami, które (podobnie zresztą było w „Exanimie”) z czasem ulegają zacieśnianiu, czujemy, że stają się one sobie bliższe, widać też moment, w którym coś w Silver Clue pęka, a ona nabiera zupełnie nowego spojrzenia na swoje życie. W ogóle, dynamika ich relacji stanowi dodatkowy motor napędowy, trudno mi jednak ocenić, czy jest to lepszy główny duet niż w przypadku „Exanimy”. Z drugiej strony, jeszcze nie znamy pełnego „Altera”, który może wiele na tym polu zmienić.

 

Tekst wciąga, czyta się go bardzo dobrze, z czasem krystalizuje się jego atmosfera, a fabuła nabiera rozpędu. Pojawiają się coraz to nowe poszlaki, a także elementy świata, aby zatrzymać przy sobie czytelnika. Co cieszy, w sumie trudno wskazać jakiegoś konkretnego podejrzanego w sprawie, toteż wielce prawdopodobne jest, że fanfik będzie trzymać w napięciu aż do samego końca.

 

Myślę, że mogę polecić najnowsze opowiadanie Bestera, zwłaszcza tym, którym spodobały się poprzednie jego dzieła. Opowiadanie spodobało mi się i siedzi w głowie, dla mnie to kolejny pokaz kreatywności i pomysłowości autora, obok czego nie można przejść obojętnie. Ma klimat. Z kolei jeśli ktoś nie przepada czy to za „Save Me”, czy „Exanimą”, myślę, że kolejny tytuł również nie wzbudzi szczególnego entuzjazmu, ale wciąż – namawiam, aby dać mu szansę. Co cieszy, kolejne utwory z tej stajni zasadniczo różnią się klimatem, settingiem, więc zawsze jest szansa, że danej osobie spodoba się co innego. Może właśnie „Alter”?

 

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@HoffmanI właśnie dla takich rozbudowanych recenzji aż chce się pisać teksty :D

 

Trzecia część już trafiła do korekty i pre-readingu. Ekipa z Bronies Corner 2.0 ustaliła wstępną datę premiery ostatniej części. Nie powiem kiedy, zainteresowani powinni obserwować ich kanał i temat na forum, będzie większe zaskoczenie!

Wspomnę tylko iż wszystkie 3 części mają w sumie 202 strony w dokumencie google, co sprawia, że jest to mój najdłuższy fik, wyprzedzając Save Me.

Zachęcam do zapoznania się z tekstem i pozostawienia swojej opinii.

 

:cadancespin:

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

^^ Tak tylko napiszę... To jest lepsze niż "Save Me". Z niecierpliwością czekam aż trzecia część pojawi się na mlppolska. Chwilowo raczej nie ogarniam Bronies Corner. Ciekawi nie tyle rozwiązanie śledztwa, co dylematów głównych bohaterek.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj na kanale Bronies Corner 2.0 miała miejsce premiera ostatniej części opowiadania. Tym samym, fik został oficjalnie zakończony.

Jeszcze raz pragnę podziękować wszystkim za pomoc przy opowiadaniu, za genialny lektorat i doskonałą atmosferę podczas wydarzenia :yay:

Zapraszam zatem do czytania i komentowania!

  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nareszcie! Tyle musiał czekać Alter od czasu ukończenia do publikacji, że głowa mała. Miło, że w końcu możemy go ujrzeć w całości.

 

Kiedy pierwszy raz Bester podesłał mi tego fanfika, podchodziłem do niego jak pies do jeża. Powód był prosty - nie jestem wielbicielem sci-fi. Co więcej, gdy dowiedziałem się, że jest to cyberpunk, chciałem w pierwszym odruchu powiedzieć "pas". Ostatecznie wygrało zaufanie do besterowskich pomysłów, w końcu przy "Save Me" też się początkowo opierałem. Czy żałuję przeczytania? Absolutnie nie! Ale zacznijmy od początku...

 

Opinia bezspoilerowa, czytajcie śmiało, szczególnie jak macie wątpliwości czy "Alter" trafi w Wasz gust!

 

Klimat. Autor ani na chwilę nie daje zapomnieć w jakich realiach osadzony został świat opowiadania, mamy wiele scen pozwalających nam na głębsze wniknięcie w uniwersum. Jak wspomniałem, to zdecydowanie nie są moje klimaty, niemniej osoby o podobnym mi guście mogę uspokoić - nie jest tego aż tyle, żeby nie dało się czytać. Z kolei jeżeli ktoś lubi takie sci-fi i ~punki, to sądzę, że będzie więcej niż kontent! Moim zdaniem Bester trafił tutaj w bardzo dobry balans, bo z jednej strony klimat jest doskonale odczuwalny, a z drugiej nie jest przytłaczający dla kogoś, kto takich rzeczy nie lubi.

 

Postacie. Chciałbym rzec, że ten aspekt nie zaskakuje ani trochę - postacie są napisane w iście besterowskim stylu. Czyli dwie główne bohaterki są świetnie wykreowane, mają własne historie, własne charaktery i wszystko to, co potrzebne, żeby czytelnik uznał je za "żywe". Ponadto są bardzo sympatyczne i po prostu nie sposób ich nie polubić. Z kolei cała reszta bohaterów pobocznych jest zarysowana na tyle, żeby spełniać swoje zadanie w opowiadaniu. Ani mniej, ani więcej. Eyup, nawet jakby "Alter" nie był podpisany, to i tak idzie bez trudu odgadnąć, że pisał go Bester. :NjdaT:

 

Świat przedstawiony. Tutaj również na plus. Na początku opowiadania mamy jego grubszy zarys, zaś później przez cały czas dostajemy przeróżne sceny, które wzbogacają i dopełniają świat fanfika. W mój gust takie rozwiązanie trafia bardzo, gdyż nie lubię jak ktoś tworząc własne uniwersum nie zadba dostatecznie o jego rozwinięcie. W drugą stronę, nie lubię też gdy autor przekłada kreację świata nad fabułę i postacie, stąd cieszy mnie niezmiernie, że Bester w tym aspekcie nie przesadził. No i jak tu nie lubić jego twórczości? :pinkiehug:

 

Fabuła. Jest to kryminał, więc siłą rzeczy można się spodziewać śledztwa i mozolnego odkrywania sprawcy/sprawców zbrodni... Okazuje się jednak, że jako czytelnicy odkrywany coś znacznie, znacznie ważniejszego! Ba, rzekłbym, że w pewnym momencie aż zapominamy, że jest jakieś śledztwo... Ale bez spoilerów, to musicie odkryć sami! W każdym razie zapewniam, że jest ciekawie, momentami tajemniczo, a momentami zabawnie. Jak to u Bestera.

 

Zakończenie... Cóż, przez niemal cały czas czytania "Altera" uznawałem, że jest to po prostu fanfic porządny, ale bez fajerwerków. Do czasu! Gdy nadchodzi moment kulminacyjny w trzeciej części... To właśnie w nim objawia się geniusz całego opowiadania. Podobnie jak w Save Me, gdzie zakończenie było najmocniejszym punktem, tak i w Alterze dopiero pod koniec odkrywamy cały kunszt autora. Ciężko to omówić bezspoilerowo, to jest coś, co trzeba zobaczyć samemu - nie będziecie żałować. Wystarczy powiedzieć, że momentalnie moja ocena tego opowiadania zmieniła się z "dobre, dobre" na "re-we-lac-ja!", nie przesadzam. Serio.

 

Twierdzę, że każdy dobry fanfic ma to do siebie, że można go czytać dwa razy. Za drugim, znając zakończenie, możemy odnajdywać smaczki, które wcześniej zostawił dla nas autor. Tak było przy Save Me chociażby, tak jest też i w Alterze. A piosenka Remi to już szczyt geniuszu, chylę czoła!

 

Podsumowując... głosuję na [Epic] dla tego opowiadania. Podkreślając skąd taka decyzja, to przede wszystkim na najwyższe, ale to absolutnie najwyższe noty zasługuje punkt kulminacyjny i wszystko co po nim. To jest takie 11/10, taki geniusz, że aż brakuje słów na opisanie! Do tego dwie, świetne główne bohaterki, z którymi miło spędzamy czas przez całe 3 części opowiadania. Dochodzi jeszcze wątek tego, co się między nimi dzieje, który również zasługuje na miano jednego z najjaśniejszych punktów tego opowiadania, rozwój relacji naprawdę pierwsza klasa.

Podsumowując po raz drugi, bezwzględnie polecam!

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od premiery Altera minęło już nieco czasu, postanowiłem zatem podzielić się z wami kilkoma ciekawostkami.

 

1. Pomysł na opowiadanie wpadł mi do głowy pod koniec 2015 roku kiedy wracając z delegacji czekałem na lotnisku na samolot. Stąd też taka a nie inna scena otwierająca opowiadanie. Od tego czasu pomysł zmieniał się niezliczoną ilość razy. Tekst miałem już napisać w 2016 roku, nawet kiedyś napisałem pierwsze kilka stron, ale z różnych przyczyn został on porzucony i na jakiś czas zapomniany.

 

2. Pierwotnie opowiadanie miało mieć klimat podobny do innego mojego kryminału, a mianowicie "Za grzechy moje i twoje". Wtedy jeszcze nie planowałem umieszczenia akcji w przyszłości. Klimat miał być ciężki, ponury, ukazywać najciemniejsze zakamarki miasta i skupiać się na jego rozkładzie moralnym. Jednakże już wtedy wiedziałem, że tekst będzie zawierał zarówno postacie ludzkie jak i kucyki. Nie miałem jeszcze uformowanej głównej linii fabularnej, tj. tego jakie morderstwo miałoby miejsce, kto byłby podejrzanym itp. To wszystko pojawiało się z czasem.

 

3. Pomysł na umieszczenia akcji tego opowiadania w przyszłości pojawił się przy pisaniu innego tekstu, a mianowicie "Exanima: Awoken Demons" w 2018 roku. Już w tamtym tekście pojawiają się pewne futurystyczne elementy. Pisząc Exanimę, pomysły te wydały mi się na tyle ciekawe, czy ich szersze rozwinięcie mogłoby przynieść ciekawy efekt w opowiadaniu. Wtedy zdecydowałem, że przeniosę akcję Altera do przyszłości.

 

4. Realnie pisanie tekstu zajęło mi jakieś  7 - 8 miesięcy, porównywalnie z czasem pisania "Save Me". We wrześniu/październiku miałem do dopisania już końcowe sceny i elementy je spajające. Według licznika w dokumencie worda,  edycja tekstu miała mi zając około 110 godzin. Bywało, ze przez tydzień pisałem codziennie po kilka stron, najwięcej na jeden dzień było chyba 10 stron. Bywało też, że przez jakiś czas wcale nie zaglądałem do opowiadania. Pewien stopień zmęczenia pojawił się po przekroczeniu bariery 100 stron. Ostatecznie tekst ma nieco ponad 200 stron, jednocześnie stając się moim najdłuższym opowiadaniem. Dłuższym nawet niż Save Me (około 150 stron) oraz Exanima (nieco ponad 100 stron).

 

5. Alter to tak naprawdę pierwsze opowiadanie w uniwersum jakie zaplanowałem jeszcze w 2014 roku. Głównym opowiadaniem miałby być inny tekst, dziejący się znacznie później w przyszłości, lecz do tej pory nie mogę się zebrać i go napisać. Skażone powietrze, czy odizolowane od siebie miasta nie są tutaj wrzucone tylko po to, by tworzyć klimat, lecz mają uzasadnienie i umiejscowienie w wydarzeniach które miałby rozgrywać się na przestrzeni setek lat. Uniwersum to miałby nazywać się "Afterworld". Cała linia czasowa wymaga jeszcze dopracowania, lecz kluczowe wydarzenia są już zaplanowane i przemyślane. Nie wiem czy kiedykolwiek to dalej rozwinę innymi tekstami i czy główne opowiadanie powstanie. Wymagałoby to skupienia się na tym projekcie znacznie bardziej niż na samym jednym opowiadaniu a na to jak widać nie mam ani czasu ani siły.

Opowiadania z uniwersum łączyłby się ze sobą jakimiś drobnymi szczegółami, wspomnieniami czy wydarzeniami z przeszłości. Dla przykładu w Alterze jest wzmianka o budowie superkomputera na orbicie. Superkomputer ten miałby nazywać się ADAM, umiejscowiony by był na stacji EDEN, zbudowanej przez korporację ATLAS. Korporacja ta miałaby przewijać się przez setki lat historii przedstawionej w uniwersum.

 

6. Standardowo w tekście jest kilka nawiązań do kultury masowej, postaci z naszego fandomu, czy tekstów z fandomu. Nie będę ich wymieniał, by nie psuć zabawy w ich odnajdywanie.

 

7. Alternatywne zakończenie/linia fabularna:

Jak wspomniałem wcześniej, pomysły na tekst wielokrotnie się zmieniały. Od skrajnego przemodelowania wydarzeń i klimatu, po jakieś drobne aspekty i szczegóły. Jednym z ważnych elementów który został zmieniony była główna linia fabularna i zakończenie. Poniżej możliwe spoilery opublikowanego tekstu, zaglądasz na własną odpowiedzialność:

Spoiler

Tekst praktycznie aż do połowy drugiego dysku był taki sam z ewentualnymi drobnymi niuansami które mogłyby wskazywać na potencjalne rozwiązanie całej sprawy. Dalej detektyw Remini przybywała do miasta by wspomóc Silver Clue w rozwiązaniu sprawy, dalej obie pracowały nad tą sprawą. Kluczowe różnice pojawiłby się w momencie znalezienia bota który odpowiadał za uduszenie ofiar. Nie został on przeprogramowany, tylko został zdalnie pokierowany w czasie rzeczywistym. Ktoś przejął nad nim kontrolę i dopuścił się morderstwa na studentce. Na końcu miałoby okazać się, że to Remini zwodziła Silver Clue, nakierowywała ją na błędne tropy i okłamywała. Remini miała okazać się zaawansowanym botem, sztuczną inteligencją która została stworzona do rozwiązywania spraw morderstw. Miała wspomagać detektywów, policjantów i cały wymiar sprawiedliwości w rozwiązywaniu najtrudniejszych spraw. Miała dostęp do obszernych archiwów sprawi i profili morderców. Sztuczna Inteligencja zaczęła zabijać, by lepiej poznać motywy i zachowania morderców. Miało to pomóc w modelowaniu profili i przewidywania zachować i typowania sprawców. Na podstawie wszystkich informacji do jakich miała dostęp opracowała sposoby działania i według nich postępowała, mordując zdalnie kolejne osoby i kucyki.

 

Oczywiście w tej wersji tekstu między Silver i Remini również wywiązała się przyjacielska więź, która została brutalnie zerwana przez odkrycie prawdy na temat działalności Sztucznej Inteligencji. Motywem psychologicznym byłoby skupienie się na prawdziwości relacji w świecie przyszłości. Skoro Remini, będąc AI, poznała i przeanalizowała profil Silver, dostosowała się od jej pragnień i marzeń, stając się najlepszą powierniczką, to czy możliwe jest jeszcze utworzenie podobnej więzi z kimś żywym?

 

I to w sumie tyle. Niezdecydowanych zapraszam do lektury i życzę miło spędzonego czasu.

Mam pomysł na kontynuację, powoli dojrzewa, planuję wydarzenia, nowe wątki, relacje między bohaterami i ich motywacje. Jeśli tylko znajdę czas i siłę, z chęcią spiszę je w kolejnym tekście z tej serii.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najwyższa pora spisać finalne przemyślenia na temat „Altera” – najnowszego dużego tekstu autorstwa Bestera (co na dzień dzisiejszy nie jest tak do końca prawdą, ale dojdziemy do tego ;)). A jest o czym pisać, zważywszy na ilość materiału, mój poprzedni post, do którego chciałbym w kilku miejscach nawiązać, a także garść ciekawostek dotyczących tekstu, którymi był uprzejmy podzielić się z nami autor. Słowem, mnóstwo rzeczy wartych komentarza, a także kilka poszlak, przez które nie tylko sam „Alter” nie pozwala o sobie zapomnieć, ale także to uniwersum, w którym może powstać jeszcze wiele wspaniałej fanfikcji, być może nie tylko spod pióra Bestera (marzenie). Ale po kolei.

 

Zanim przejdę do rzeczy, pragnę przestrzec przed spoilerami. Będzie ich mnóstwo, nie wiem, czy zechcę je przed Państwem ukryć (ostatnio pierwszy spoiler mimo skośników pochłaniał resztę posta i generalnie była z tego kaszana), a proszę mi wierzyć, nie chcecie popsuć sobie wrażeń z tej historii, jeżeli jeszcze jej nie czytaliście. Móc wejść do tego świata „na ślepo”, bez żadnej wiedzy o tym, co się stanie i o co tu chodzi, to niezwykle inspirujące doświadczenie, nieporównywalne nawet do finału „Save Me”, do którego uwielbiam się odnosić, nie tylko w kontekście dzieł Bestera, ale także tego, jak swego czasu ten właśnie fanfik zachęcił mnie, by jednak pisać dalej różne rzeczy.

 

Podkreślam jeszcze raz – będzie to recenzja spoilerowa i nie chcą państwo psuć sobie samodzielnego odkrywania fabuły, zwrotów akcji oraz poszczególnych, ale wpływających w mniejszym lub większym stopniu niuansów, naprawdę. Więc jeżeli Ty, drogi czytelniku bądź czytelniczko, nie masz za sobą całości „Altera”, lepiej będzie przerwać tutaj i wygospodarować sobie „trochę” czasu na fanfik. Warto – tyle mogę powiedzieć na przydługim wstępnie, z którego tak na oko 65% to ostrzeżenie przed spoilerami. Widzicie, że traktuję to poważnie, co nie?

 

Zacznę nieco nietypowo, bo od tego, co w mojej opinii wypada słabiej od całej reszty i co może być dla niektórych barierą, przez którą po pewnym czasie zabraknie chęci na dalsze czytanie i tym samym niedokończony tekst prędko odejdzie w zapomnienie. Po pierwsze – forma, która jest solidna, prosta (nie prostacka) i zrozumiała, której w sumie niczego nie brakuje, jednocześnie nie wzbudza większego szału, toteż ci, którzy upodobali sobie bogatsze słownictwo, rozbudowane opisy, traktujące o czymś więcej, niż bieżące czynności czy aktualne przemyślenia postaci, mogą poczuć się nieco zawiedzeni. Osobiście nie wydaje mi się, by była to jakaś wielka ujma, bo to, co jest, z perspektywy całości, w pełni mnie satysfakcjonuje, jednakże jeżeli ktoś zechce się przyczepić – tutaj jest do czego. I w sumie trudno będzie odmówić racji, iż często trafiamy na bardzo długie dialogi między postaciami, powtórzenia, podobnie brzmiące (za sprawą repetytywnego słownictwa) opisy, czy czegoś, co pozwoliłoby lepiej wyobrazić sobie świat przedstawiony. Jak wspominałem ostatnim razem – wydaje się, że mamy do czynienia z dystopią, której bród i skażenie usiłują zatuszować kolorowe neony, reklamy, śmigające po niebie pojazdy, dając złudzenie, że świat wcale nie upadł, ale po prostu rozwinął się w określonym kierunku i tak wygląda, co poradzisz. A jednak moja głowa kreowała obraz czystych, szklanych drapaczy chmur z biegnącymi między nimi kanałami powietrznymi, zadbanych uliczek, no i guzików, masy guzików i świecących się diod, ze sporymi ilościami sterylnej bieli i eleganckiego srebra w tle. Powtórzę się – niczym Neo Arcadia, gdzie wewnątrz stworzono raj dla ludzi, zaś cały świat na zewnątrz w zasadzie umarł. W ogóle, domyślam się, że idzie sobie wyobrazić przeróżne rzeczy, niekoniecznie zbieżne z wizją autora.

 

Od razu przyznam się, że taka forma absolutnie ani mnie nie odrzuca, ani nie zniechęca, choć fakt faktem – szkoda troszkę, że autor nie wykracza jakoś znacząco poza to, do czego już nas przyzwyczaił. Jest dobrze i solidnie, ale tylko tyle. Jak Państwo zdążyli się zorientować, uwielbiam gry wideo, zatem nawiążę do nich raz jeszcze. Otóż jeżeli grywalność nie pozwala mi się oderwać, jeżeli atmosfera pochłania mnie bez pamięci, zaś fabuła, motywy, postacie, sprawiają, że bardzo długo nie mogę myśleć o niczym innym, niż o tym, czego właśnie doświadczyłem, zapewniając fantastyczne wspomnienia i materiał, do którego mogę wracać bez końca i którym mogę się inspirować, wówczas jestem w stanie wybaczyć przeróżne rzeczy. Także archaiczną (jak na dzisiejsze czasy, a niekoniecznie obiektywnie) grafikę.

 

Oczywiście nie mam na myśli tego, że niniejszy fanfik jest w jakimkolwiek sensie archaiczny, bo nie jest. Po prostu forma to nasz klasyczny Bester, tyle. Jasne, na polu formy znajdziemy pewne eksperymenty i innowacje, chociażby stylizowanie poszczególnych części na dyski, przerywniki przypominające ekrany ładowania systemów operacyjnych, oprogramowanie, a także słowa-klucze, podsumowujące w sposób symboliczny poszczególne dyski, zapisane w kodzie zero-jedynkowym. Wszystkie te elementy to fantastyczny sposób na urozmaicenie tekstu, w całości godzien pochwały, myślę, że Bester jako jedyny potrafi to projektować i wdrażać w taki sposób, że autentycznie służy to fanfikowi i pomaga wykreować określoną atmosferę. Nie zmienia to jednak faktu, że właściwa treść, to znany nam doskonale besterowy styl w swoim najlepszym wydaniu, ale niestety, bez rewolucyjnych zmian w kreowaniu opisów, czy słownictwa. Największy postęp dokonał się w ramach tzw. „pacingu”, ale tym już mieliśmy okazję delektować się przy okazji „Exanimy: Awoken Demons”.

 

Pozostaje jeszcze druga sprawa, czyli właściwa bariera, co do której wyobrażam sobie, że mogłaby ona zniechęcić potencjalnych czytelników. Mianowicie, mamy tutaj do czynienia z uniwersum mocno stylizowanym na Cyberpunk, co już na starcie może zniechęcić tych, którym z różnych powodów nie jest po drodze z tym właśnie nurtem. W ogóle, z jakimkolwiek ...punkiem. Sam przyznam, że to nie do końca moja bajka, do tej pory trawiłem głównie dzieła, gdzie tego Cyberpunka wcale nie ma tak wiele vide wspomniany przeze mnie w ostatnim poście „Robocop” (nawiasem mówiąc, odnośnie którego, trzeba mnie było uświadamiać na BC, w trakcie premiery „Altera”, że to też Cyberpunk). Oceniając rzeczy chłodno, czytelnik bombardowany jest Cyberpunkiem już od samego początku opowiadania, którego akcja rozkręca się... dosyć powoli. Powiedziałbym wręcz, że dość casualowo (powiedzenie o typowym [Slice of Life] jakoś mi tu nie leży), niepozornie. Dla kogoś, kto jest sceptyczny wobec Cyberpunka, może to być trochę za mało na w pełni zachęcające otwarcie. Nie wspominając o tym, że jest to już któreś z kolei opowiadanie, w którym ludzie i kucyki koegzystują, co również może się okazać trudne do przełknięcia, szczególnie czytelnikom nowym, którzy niekoniecznie mieli okazję poznać poprzednie tytuły autora.

 

Stąd, gorąco zachęcam, by znaleźć w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, by dać fanfikowi szansę, gdyż wbrew pozorom, „Alter” ma do zaoferowania bardzo wiele. Począwszy od rozwijającej się w sposób naturalny przyjacielskiej więzi pomiędzy głównymi bohaterkami, poprzez trwające śledztwo, przeplatane codziennymi problemami, którymi żyją postacie, a także samo miasto, nawiązania do fandomu oraz popkultury, różne smaczki przybliżające nam technologię przedstawionego uniwersum, na wartkiej akcji oraz zaskakujących, a nawet wstrząsających rewelacjach kończąc. Słowem, wszystko, czego dusza zapragnie, a do czego przyzwyczaił nas Bester i co uwielbiamy :D Bardzo bym chciał przekonać do lektury sceptyków, by również mogli cieszyć się niniejszą historią.

 

Zarys fabularny znany jest z postu otwierającego wątek, ostatnim razem sam co nieco o nim wspomniałem, toteż pozwolę sobie przejść od razu do trzeciego, kulminacyjnego dysku „Altera”. Lekko ponad dziewięćdziesiąt stron. Sporo materiału. Co w nim znajdziemy?

 

Jak nietrudno się domyślić, czas na rozwiązanie śledztwa i zidentyfikowanie mordercy, a także porywający wyścig z czasem, czego ciężar oraz napięcie czujemy aż za dobrze, a to wszystko za sprawą kilku kluczowych rewelacji, które spadają na czytelnika NAGLE, aż początkowo trudno w to uwierzyć, chce się zapytać, czy aby na pewno autor nie wyciągnął tego z kapelusza, nie mając pomysłu na rozwiązanie akcji. Nic z tych rzeczy. Powracając do poprzednich dysków, odszukując różne szczegóły, szczególiki, prędko idzie zrozumieć, że tak miało być, zaś takie oto rozwiązanie było nam podpowiadane od dłuższego czasu. Długo zastanawiałem się jak to ogarnąć, w miarę zwięźle wytłumaczyć, ale za każdym razem przegrywałem. Tego jest po prostu zbyt dużo, toteż po prostu spróbuję Wam w swoim klasycznym stylu opisać jak to mniej-więcej wygląda i jak to odebrałem.

 

Dla bezpieczeństwa, jeszcze raz przestrzegam przed SPOILERAMI!

 

Autor poświęcił mnóstwo czasu relacji, jaka zawiązuje się między Silver Clue, a Remini, nie zapominając przy tym o śledztwie, subtelnym budowaniu świata (choć głównie w ramach obszaru aktualnych zainteresowań Silvii, czy też tego, co jest jej potrzebne w danej chwili), a także symbolicznych wstawkach, jak chociażby przewijająca się przez cały fanfik pozytywka. Wszystko to współgra ze sobą znakomicie, dając nam pojęcie o niedoskonałości miasta, w którym toczy się akcja „Altera”, a także sygnał, że głęboko wewnątrz, pod na pozór zwyczajną pracą dwóch pań detektyw, kryje się dużo więcej, coś czego na razie nie widać, a co z całą pewnością w końcu da o sobie znać. Zatem mamy tutaj do czynienia nie tylko ze śledztwem, zagadką napędzającą fabułę fanfika, ale także fanfikiem, będącym zagadką samą w sobie.

 

Trzeci dysk oferuje rozwiązanie obu tych zagadek, przy czym ta druga może się okazać bardziej przejmująca dla czytelnika, bowiem dotyczy postaci Remini – ujawniona zostaje prawda, kim naprawdę jest postać, która towarzyszyła nam oraz Sylvii od samego początku tej historii, a także dlaczego potencjalnie stanowiła największe zagrożenie dla tej pierwszej. Rzeczywiście, można mieć wątpliwość, zwłaszcza opierając się na początkach fanfika, czy autor planował to od początku, czy też pomysł ten przyszedł mu do głowy później, zaś rewelacja dotycząca Remini pierwotnie miała przypaść komuś innemu. Osobiście spekulowałem, że albo jej, albo głównej bohaterce, prędzej czy później coś się stanie, gdy na jaw wyjdzie, że w sprawę zamieszany jest ktoś z policji.

 

Tak jak wspominałem, relacja między bohaterkami rozwija się powoli, acz naturalnie, zaś te z czasem zyskują coraz większą sympatię czytelnika, do tego stopnia, że idzie zapomnieć o głównym wątku i śledztwie, w ogóle. Niemalże cała uwaga zostaje skupiona na bohaterkach: interakcjach między nimi, sposobach, w jaki spędzają czas poza śledztwem, czy też jak w ogóle prowadzą owe śledztwo, dialogach (swoją drogą, brzmiących niezwykle naturalnie, wręcz autentycznie), jednakże interesujące jest również to, jak Silvia przedstawia nam kolejne elementy składowe świata przedstawionego, technologię, a także jej zdanie na różne tematy, wliczając w to prawo oraz to, jak głupie i nieżyciowe ono jest.

 

Wszystko to powoduje, że po dwóch dyskach „Altera”, jesteśmy na tyle zżyci z głównymi bohaterkami, że gdy przychodzi pora na dysk trzeci, niemalże od razu czujemy napięcie, bo wiemy, że niebawem nadejdzie rozwiązanie sprawy i że najprawdopodobniej autor nie pozwoli nam na pomyślne zakończenie dla obu klaczy. To znaczy, pewnie powiedzie się tylko jednej z nich. Już wcześniej chciało się im kibicować, lecz im bliżej punktu kulminacyjnego historii, tym bardziej ma się wrażenie, że wszystko, co do tej pory budował autor w materii kreacji głównych postaci, zostaje wyniesione na zupełnie nowy poziom.

 

Dysk trzeci rozpoczyna się zwyczajnie, nie oferując nam nic ponad to, co zawierały dla nas dwa poprzednie dyski – otrzymujemy kontynuację ostatnich wydarzeń, cofnięcie zawieszenia dla Silvii oraz ciąg dalszy śledztwa, w tym typowanie kolejnych podejrzanych oraz zapowiedzi obchodzenia, naginania prawa. Ostatnim razem wydzieliłem sobie trzy płaszczyzny fabuły oraz świata przedstawionego, na których dzieje się konflikt i miło, że dysk trzeci to kontynuuje – nie tylko te sceny, ale także spiesząca do zbiegłej Remini Silver Clue – bo oto stróż prawa tak bardzo musi łamać owe prawo, by... bronić porządku. Zaraz po tym, nasze bohaterki przechodzą od słów do czynów, co inicjuje spiralę, którą obie już niebawem zjadą w dół, a wszystko rozpoczyna się w klubie o dźwięcznej nazwie Technoir.

 

Co się okazuje niedługo po przybyciu na miejsce, Silver Clue praktycznie miała mordercę na widelcu, toteż ten, w akcie desperacji, postanawia zareagować i zgubić trop, a przy tym wyeliminować panią detektyw, co... prawie mu się udaje. Ale tylko prawie. Spowodowanie awarii w Technoir oraz wywołanie chaosu wystarczyło, by przerwać akcję, a nawet stworzyć śmiertelne zagrożenie dla bohaterek z uwagi na skażone powietrze, ale zbyt mało, by je powstrzymać... poniekąd.

 

W trakcie tej sceny zastanawiamy się, co jest grane, kto to spowodował, dlaczego i jak to się ma do głównego wątku, a gdy bohaterki wychodzą z tego cało, idzie odetchnąć z ulgą, natomiast nadal pali się lampka, że coś jest nie tak i że już niedługo na jaw wyjdzie coś ważnego. Czytelnik czuje napięcie, gdyż wie, że coś już się zaczęło, ale jeszcze nie wie co. Przyznam, że to był pierwszy tego typu moment w tekście, gdzie autentycznie poczułem się zaabsorbowany, jakbym nie mógł oderwać się od lektury, bo ominie mnie coś wielkiego.

 

Nie trzeba długo czekać, zanim Remini z dnia na dzień znika bez śladu, a na komendzie zjawiają się jacyś podejrzani ludzie, reprezentujący pewną korporację. Jest to moment, w którym dowiadujemy się co oznacza tytułowy „Alter” oraz że Remini, która nam towarzyszyła, w rzeczywistości jest produktem korporacji, acz opartym o doświadczenie i osobowość prawdziwej Remini, która znajduje się na skraju śmierci. Jak na ironię, podobnie jak „sztuczna” Remini, która została zainfekowana odpowiedzialnym za całe zło (nie licząc sprawcy, który infekował boty, by te mordowały swoje ofiary) wirusem, co automatycznie czyni z niej cel wszystkich możliwych służb. Tylko Silvia wierzy w to, że można ją uratować i tylko ona, w razie konfrontacji, nie będzie do niej pruć z czego się da, zanim z maszyny nie zostanie tylko kilka śrubek. Na przekór wszystkiemu i wszystkim, Silvia nadal postrzega tę Remini, którą poznała, za istotę równą żywemu kucykowi, a ponieważ była ona jej jedyną prawdziwą przyjaciółką, postanawia zaryzykować.

 

Tak oto dochodzi do porywającego wyścigu z czasem, w wyniku którego dochodzi do starcia między zdesperowaną Silver Clue, a Remini, która zaczyna tracić kontrolę nad swoim ciałem, pomimo usilnych prób podłączenia się do systemu i wymazania wirusa z oprogramowania. Na tym etapie fanfik już nawet nie próbuje ukryć, że Remini jest maszyną – dowiadujemy się gdzie są wejścia na przewody, dzięki czemu ta może podłączać się do urządzeń zewnętrznych i baz danych, gdzie znajdują się przełączniki (co ciekawe, w opowiadaniu ich pozycje są odznaczone zerami i jedynkami), a także odkrywamy co znajduje się pod warstwą organiczną, gdy na miejsce przybywają służby.

 

Jest szereg rzeczy, które sprawiają, że kolejne sceny okazują się trudne do przełknięcia, potrafią człowieka przytłoczyć, czy też wzbudzić silne uczucie nostalgii. Przyznam, że jestem pod niemałym wrażeniem jak doskonale aspekt ten udało się zrealizować. Miałem sporo skojarzeń z grania w „Crisis Core: Final Fantasy VII”, gdzie od początku znałem los głównego bohatera, a mimo to próbowałem go uratować, zaś poprzedzające finał „stoczenie się” bynajmniej nie nastrajało mnie optymistycznie przed tym, co musiało nastąpić. No i gra pod koniec wykorzystywała elementy interfejsu, by oddać ostatnie chwile naszej postaci – w „Alterze” co niektóre partie tekstu stylizowane są na oprogramowanie, co w kontekście wątku Remini ma symboliczne znaczenie. Uwielbiam wyszukiwać takie smaczki i podobieństwa.

 

Wprawdzie rozpoczynając „Altera” nie znamy prawdy o Remini, jednakże cały czas towarzyszy nam niepewność, jakie znaczenie ma tytuł i co się okaże w toku śledztwa. Autor zbudował nam cyberpunkowy, daleki od ideału świat, w którym śmierć niby ma znaczenie, lecz dla doświadczonego detektywa jest to po prostu business as usual. Dlatego też kreowana więź między bohaterkami daje tak znakomity efekt, gdy okazuje się, że ta Remini to jednak nie jest prawdziwa Remini – bo praktycznie gdy prawda wychodzi na jaw, zaś ona sama nagle znika, wiemy już, że to się nie skończy dobrze. A mimo to odbiorca chce wierzyć, że Silvii się uda. W tym sensie fanfik potrafi zaangażować i nawet długo po zakończeniu lektury nie pozwala o sobie zapomnieć.

 

Przede wszystkim, informacja o tym, że Remini jest maszyną, spada na nas nagle, właśnie wtedy, gdy jesteśmy zżyci z bohaterkami i zaraz po tym, jak udaje im się wyjść cało z opresji. Mija tak niewiele czasu, a wszystko obraca się o 180 stopni i zachodzi potrzeba podjęcia kilku decyzji natychmiast. Zatem nie dość, że jest szok, a napięcie gwałtownie wzrasta, dodatkowo czuje się presję czasu. I to wszystko w raptem kilka(naście?) stron. Rewelka.

 

Scena, w której Silvia leci na złamanie karku do Remini to typowa sekwencja akcji, do których zdążyliśmy przywyknąć przy poprzednich dziełach Bestera, choć tym razem nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wszystko jest bardziej... dynamiczne? Chyba. Poza tym, cały czas towarzyszyła mi nieustanna presja, świadomość upływającego czasu i ryzyka, nie pamiętam, by przy okazji poprzednich fanfików wrażenia te były tak wyraźne.

 

Gdy Silvia odnajduje Remini, ta wciąż jest świadoma i próbuje usunąć wirusa ze swojego oprogramowania, co samo w sobie dodaje tym scenom dramaturgii (Remi jest ścigana przez służby), ale to nie wszystko. Przekonujemy się, że Remini rzeczywiście od początku była świadoma tego, że nie jest prawdziwą, żywą Remini, a produktem. Pochwalam to rozwiązanie – gdyby uważała inaczej i próbowała usunąć wirusa, wierząc, że jest jedyną i prawdziwą Remini, to mogłoby wyjść troszkę groteskowo, może nawet komicznie. A tak, jak jest teraz, mamy świadomą swojej formy Remini, która za wszelką cenę usiłuje ostrzec przed samą sobą Silver Clue, ale ostatecznie postanawia jej zaufać i dopuszcza ją do przełączników, by ta mogła zdalnie jej pomóc. I znów – cały czas czuć napięcie, bo nie wiadomo kiedy wirus weźmie górę nad ciałem, no i presję czasu, bo wiemy, że lada moment wpadną służby, które przecież o nic nie będą pytać, tylko wykonywać rozkazy. Początkowo sądziłem, że będzie to zwieńczenie wątku przyjaźni między bohaterkami, ale się myliłem. Wrócę do tego później.

 

Zaś po nieuniknionym pojedynku między Silver Clue, a Remini, okazuje się, że wirus ustąpił, ale jest już za późno. Jakby uszkodzenie (opisane dobrze, zwięźle, łatwo je sobie wyobrazić – nic przyjemnego) Remi nie wystarczyło, w budynku lada moment ma nastąpić eksplozja, lecz w pierwszym po uleczeniu i niestety ostatnim przebłysku swojej osobowości, Remini ratuje Silver Clue, wypowiadając do niej kilka ostatnich słów, ale od siebie. Nie od Remini – od siebie, jako maszyny.

 

„Nie pozwól jej umrzeć w samotności!” siedzi w głowie, oj siedzi. Aczkolwiek, z perspektywy czasu, mam wątpliwości, czy ciąg dalszy kwestii był potrzebny. Może efekt byłby jeszcze silniejszy, gdyby ostatnim wypowiedzianym przez nią zdaniem było właśnie to. Nie wiem. Tak czy inaczej, nie zapomnę tego, o nie...

 

Tak z grubsza przedstawia się finał opowiadania. Mógłbym jeszcze długo pisać o większych lub mniejszych szczegółach, ale to potrwałoby dosyć długo, za długo. Wymienione wyżej rzeczy były tymi, które zapadły mi w pamięci najbardziej, gdy przyszła pora na chyba największy zwrot akcji w „Alterze”, który to zmienił mnóstwo rzeczy. Wcześniej o tym nie pisałem, ale zanim bohaterki kierują się do Technoir, muszą wpaść do Silver Clue po coś i jest to oczywiście kolejna okazja, by podjąć wątek ich przyjaźni, jednakże jest tam niedługa sesja karaoke, która, oprócz tego, że jest bardzo sympatyczna, nabiera drugiego znaczenia, gdy pozna się finał oraz zakończenie. Zwrócił mi na to uwagę Foley – Remini śpiewa wówczas „Chcemy być sobą”.

 

Z innych rzeczy – przed wyżej opisanym zwrotem akcji oraz akcją zmierzającą ku konfrontacji Silver Clue i Remini, dostajemy scenkę, w której przewijają się – a jakże – kucoperze i tym razem przyznam, że z perspektywy czasu jest to pewna zapchajdziura. Postacie te pojawiają się tylko w tej jednej scenie i w sumie ich dialog z Silvią służy tylko temu, by ukazać jej obrażenia po ostatnim wieczorze oraz kiepski nastrój. Szkoda, bo Specter, Star Glow i Echo to świetne imiona i w sumie chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej o ich wyglądzie, cechach charakteru, czy też jak wygląda ich praca. Wprawdzie troszeczkę tego dostajemy, jednakże to bardzo mało i szybko się zapomina o tym, że takie postacie w ogóle wzięły udział w fanfiku. Może wystąpią w jakiejś przyszłej produkcji? A może już wystąpiły? W sumie, Specter brzmi dość znajomo. Nie zdziwiłbym się, gdyby postacie te były cameo z poprzednich fanfików Bestera, tylko ja się już starzeję i coraz gorzej zapamiętuję co już czytałem, a czego nie :D

 

Oprócz tego, mamy błyskawiczną scenę dedukcji, w wyniku której Silvia jak na zawołanie identyfikuje mordercę, pojmuje w jaki sposób przebiega infekcja wirusem i łączy fakty szybciej niż wiedźmin Paweł z Warszawy pędzi na ratunek Archeknurowi ze Szkolnej 17 w Białymstoku. Jednocześnie wykminia gdzie przebywa Remini i jaki może mieć cel. OK, przyznaję z ręką na sercu – to się wydarzyło tak szybko, że mimo wszystko wydaje się być naciągane. Ale tylko troszkę. Potrafię sobie wyobrazić znakomitego detektywa, który mógłby to wszystko wydedukować, co nie zmienia faktu, że w warunkach fanfika, wygląda to mniej wiarygodnie.

 

Co tu dużo mówić – autor po mistrzowsku uśpił naszą czujność, uspokoił nas, sprawił, że nie tylko relacje między bohaterkami wypadły bardzo wiarygodnie, ale także przekonał, że na dłuższą metę nic im nie grozi. Wszystko po to, by po chwili zalać nas informacjami, które zmieniają wszystko, jednocześnie umieszczając ponad głowami minutniki i jasno określając, że gdy skończy się czas, Remini, którą tak bardzo polubiliśmy, już nie będzie. Silvia, w odróżnieniu od czytelnika, znajduje się w tej historii i może cokolwiek zrobić... ale jest związana scenariuszem. Jej z kolei autor powiedział krótko: Oto, czym jest Remini. Remini jest zainfekowana. Nie możesz ocalić Remini. Ale jeśli chcesz spróbować, wsiadaj i leć.

 

W ogóle, te postacie wydają się takie autentyczne, ludzkie; ich cechy charakteru, sposób wypowiadania się, reagowania na różne rzeczy, wszystko to wypada tak naturalnie, tak z życia wzięte, że po prostu nie da się ich nie lubić. Ale to nic nowego – podobnie było już w „Exanimie”, zatem w „Alterze” po prostu dostajemy więcej tego, go uwielbiamy ;)

 

Bester po mistrzowsku rozprawił się z jeszcze jedną rzeczą. Mianowicie, z zakończeniem. Mieliśmy finał, a po finale pora na zwieńczenie historii i domknięcie wątków. Tak jak tekst epatował akcją, presją, działo się wiele i opowiadanie na szereg sposobów, acz bazując na tym, co zaoferowały nam poprzednie dyski, próbowało chwytać za serce, wstrząsnąć, tak po tym wszystkim następuje cięcie i... cisza.

Już przy „Exanimie” wspominałem, że było wrażenie filmu sensacyjnego, tutaj jest podobnie. Wspomniane cięcie jest jak najbardziej filmowe. Bez problemu mogę to sobie wyobrazić w formie przejścia z jednej sceny w drugą, w formie obrazu na srebrnym ekranie. Ale do rzeczy. Przeskakujemy nieco do przodu i obserwujemy świat „już po wszystkim”, czyli po incydencie w ratuszu i destrukcji komputera Kusanagi. Towarzyszy nam spokój, ale także smutek, bo wiemy co się stało ze sztuczną Remini, no i co się już niebawem stanie z tą prawdziwą.

 

Trudno mi opisać słowami, jak wspaniałe jest dla mnie to zakończenie. Śledztwo się zakończyło, sprawa wyjaśniona, a Silvia, znając prawdę, po prostu odwiedza umierającą Remini w szpitalu, co podsumowuje doskonale wypowiedziane przez klacz pytanie: „Słuchaj, Remi, co byś zrobiła, gdybym ci powiedziała, że już się poznałyśmy?”

Czasem coś się czyta, ogląda, albo w coś się gra i ma się wrażenie, że rzeczy po prostu zostały wykonane dobrze, kompletnie. Że niczego nie brakuje, że odbiorca został nagrodzony za to, że poświęcił na dane dzieło swój cenny czas. No i to jest właśnie jeden z tych „razów”. Fakt, że ta scenka jest bardzo krótka, ale jednocześnie potężna w przekazie, dopełnia efektu, no i na dodatek pojawia się pozytywka. Nadal mam wrażenie, że ona coś oznacza, coś symbolizuje, ale jeszcze nie wpadłem na wiarygodną, popartą argumentami teorię, co to takiego jest. Napomknę tylko, że podczas swoich badań krążę wokół dziwnych snów Silvii. Jest to extra warstwa tej postaci, gdzie obok konkretów oraz faktów z jej życia (choćby to, że czasem bywa zbyt dobrym gliną), mamy parę enigmatycznych poszlak, dzięki którym możemy się domyślać, co jeszcze wydarzyło się w przeszłości, czy Silver Clue czegoś nie ukryła przed Remini (i przed nami), a może czy to przypadkiem nie jest tak, że wyparła z pamięci pewne wspomnienia, które mimo wszystko powracają do niej w snach. Podoba mi się.

 

Jak przystało na opowiadanie nawiązujące w jakimś sensie do konwencji filmowej, po zwykłej akcji następuje build-up do punktu kulminacyjnego i finału, po którym z kolei następuje konkluzja, no i zakończenie. A co potem? Napisy końcowe, szanowni Państwo. Tym razem, na główny motyw „Altera” autor wybrał „Wonderful Life”, grupy Smith & Burrows. Cóż mogę powiedzieć? Można mieć wątpliwości, czy utwór został dobrany właściwie, tzn. jeśli ma się w głowie cyberpunkowe Miasto 74, akcję, wybuchy i śledztwo, natomiast, spoglądając na to przez pryzmat tego nowego, skażonego świata, stojącego w opozycji do tego, co było kiedyś, trudów i ryzyka, przez które przeszły bohaterki, czasu, który poświęciły na to, by lepiej się poznać, no i prawdę oraz spokój, gdy było już po wszystkim, można odczuć – po raz kolejny – silne uczucie nostalgii, doświadczenia czegoś wielkiego.

Istnieje co prawda ten rodzaj nostalgii, gdzie człowiek czuje się przytłoczony, wydrenowany z energii, może nawet zasmucony i zbyt zaabsorbowany gęstością atmosfery, by prędko powrócić do codzienności, no i przez co nieszczególnie ma ochotę ponawiać doświadczenie, lecz przy „Alterze” coś podobnego nie występuje. Mamy tutaj rodzaj tej pozytywnej nostalgii, która, choć potrafi chwycić, jednocześnie nastraja jak najbardziej optymistycznie, oczyszcza. Czytelnik, mimo wszystko, czuje się dobrze, odczuwa satysfakcję, niczego nie żałuje, aż sam chętnie by coś stworzył. Doskonale.

 

A skoro film, to i po napisach wypadałoby mieć jakąś sekretną scenkę, co nie? „Alterowi” nawet tego nie brakuje – po „napisach” odwiedzamy znajome miejsce, gdzie mieścił się Kusanagi i gdzie została zniszczona Remini. „Still Alive?”, którym opatrzony jest ten fragment, nie mógł być bardziej trafny, nie wspominając już o tym, że ta sekretna scena tym bardziej nastraja optymistycznie, bo pokazuje, że nic nie przepadło, że na przekór wszystkiemu, świadomość (aż chciałoby się napisać, że dusza) Remini przetrwała, po prostu chwilowo nie posiada ciała. Wpadła chyba w najlepsze kopytka, bo do Silvii, która to wróciła po swoją przyjaciółkę jeszcze raz, już po jej zniszczeniu, a także po śmierci tej prawdziwej Remini. Bardzo miła, pocieszająca scenka, która dopełnia efektu jeszcze bardziej. Zupełnie, jakby za każdym razem, gdy wydaje się, że autor wspiął się na wyżyny opisywania różnych rzeczy i wywoływania określonych wrażeń, następuje coś jeszcze, coś, dzięki czemu „Alter” ostatecznie jawi się dla mnie jako instant classic, godny polecenia każdemu.

 

Była to bardzo satysfakcjonująca, klimatyczna i nie dająca się zapomnieć podróż, która, o ile faktycznie zaczyna się niepozornie, rozkręca powoli, a przy tym nie oferuje wyśrubowanej formy, o tyle posiada w sobie wystarczająco dużo świetnych pomysłów, kreacji postaci (chociaż głównie jest to Silver Clue i Remini, reszta bohaterów jedynie się „przewija” w tle, choć część z nich jest istotna dla fabuły) zwrotów akcji, a także rzeczy, które próbują zagrać na emocjach, chwycić za serce (i generalnie robią to dobrze), że nie można zlekceważyć tego tytułu, czy też wystawić mu niskiej noty.

 

Sama treść, choć tagi mogą na to nie wskazywać, okazuje się całkiem urozmaicona. W fanfiku, obok akcji oraz kryminału, znajdziemy kawałki życia, elementy humorystyczne, nie brakuje także smutnych, emocjonalnych momentów, ponadto, jeżeli do kogoś trafia wizja świata, w którym technologia śledzi każdy nasz ruch, w którym elektronika wie o nas wszystko i w dowolny sposób można daną osobę wrobić, wówczas opowiadanie może mieć dla niego lekko mroczny wydźwięk, choć wydaje mi się, że jest to pewna nadinterpretacja z mojej strony. Zależy jak na to spojrzeć. Słowem, w „Alterze” znajduje się o wiele więcej, niż sugerują przyznane tagi.

 

Oczywiście, w jakimś sensie jest to kontynuowanie schematu znanego z „Save Me”, gdzie autor walory emocjonalne opiera o zaskakujące zakończenie oraz wyjawienie szokującej prawdy, lecz w „Alterze” widać, że stara się ów schemat rozbudowywać, chociażby przez nieco śmielsze podpowiadanie różnych rzeczy czytelnikowi, dodatkowe odwracanie jego uwagi elementami świata, codziennymi problemami społeczności, czy też serwując subtelne zapowiedzi ciągu dalszego, co nie tworzy już wrażenia zamkniętej, oderwanej od czegoś większego historii, ale zaledwie jednego rozdziału opowiadającego o prawdziwym, żywym świecie, który ma swoją historię oraz przyszłość.

 

W ogóle, jak tak o tym dłużej myślę, ostatnim razem określiłem trzy filary fabuły i świata, w postaci płaszczyzn, na których toczą się konflikty. Na dysku trzecim dostajemy czwarty konflikt, między Silver Clue, a zainfekowaną Remini, dopełniający motywy egzystencjalne oraz naginania prawa (czyli dwie z trzech wyróżnionych przeze mnie płaszczyzn). Poza tym, w niektórych kręgach kulturowych czwórka źle się kojarzy. Czy ma złe konotacje. Bo w językach azjatyckich czwórkę wymawia się bardzo podobnie jak śmierć, więc widzicie... Na dysku trzecim tracimy jedną z głównych postaci, czyli dość trafnie.

Oczywiście, że to moja (nad)interpretacja, ale uwielbiam, gdy fanfik pozwala na coś podobnego, bo zawsze jest to dla mnie jakaś dodatkowa, naokołoopowiadaniowa rozrywka. Wprawdzie „Alter” nie zapewnia w tej materii absolutnie najszerszego pola manewru w historii, ale mimo to, jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany :D

 

Koniec końców, z „Altera” wyszła wciągająca, miejscami luźna, lekka i przyjemna, a miejscami poważna, na swój sposób przejmująca historia, która przyciąga kreacją świata, pomysłem na zbrodnię oraz śledztwo, fantastycznymi i sympatycznymi bohaterkami, a także fenomenalnymi zwrotami akcji, które po prostu działają. Zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące, po zapoznaniu się z nim, odnosi się wrażenie kompletności dzieła, no i jeszcze zostaje pokrzepiające serce post-credits scene. Fanfik jak najbardziej polecam, także osobom nieprzekonanym do Cyberpunka. Zapewniam, że naprawdę warto dać mu szansę. Autentycznie miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś wielkim, w czymś, co można przeżywać i w co można się wkręcić, no i w czymś, co naprawdę trudno opisać słowami. Powiem nawet, że z perspektywy czasu, jestem średnio zadowolony z powyższych przemyśleń, gdyż nie wydaje mi się, abym w pełni oddał wrażenia, jakich doznałem podczas lektury oraz po jej skończeniu, nie wspominając już o emocjach. Ale to jedno z tych dzieł, które najwięcej o sobie mówią same, zatem tym bardziej zapraszam, to trzeba przeczytać i przeżyć samemu :rdblink:

 

Opowiadanie to nie jest pozbawione pewnych zgrzytów, czy to w materii formy, czy treści, aczkolwiek, to jak dobrze się czułem po jego przeczytaniu i przesłuchaniu na Kąciku Lektorskim, to jak bardzo mnie zainspirowało i jak to zakończenie zostało napisane (motywy, klimat, zwroty akcji, postacie oraz relacje między nimi, nostalgia – wszystko co uwielbiam, no po prostu finał napisany wprost pode mnie :D), przekonuje mnie, by się skusić i zagłosować na tag [Epic].

 

Wyborny [Cyberpunk] i piękne opowiadanie. Dziękuję.

 

 

Pozdrawiam!

 

 

PS: Rzuciłem sobie okiem na ciekawostki. Wow, ten pomysł ma swoje lata... Nieźle, nieźle :D Podoba mnie się koncept uniwersum, natomiast alternatywne linia fabularna i zakończenie... Hm, powiem tak: to, co znalazło się w spoilerze, brzmi kusząco, aczkolwiek, nie żałuję zmiany i tego, co ostatecznie dostaliśmy w ramach faktycznego "Altera". To właśnie ten rozumujący, czujący aspekt natury sztucznej Remini okazał się jednym z kluczowych elementów jej kreacji, który przesądził o tym, jaka to znakomita postać, lecz gdyby sprowadzić ją do roli uczącego się AI, które dlatego nawiązało bliższą znajomość z Silver Clue, bo tak dobrze się uczyło, a nie dlatego, że została ona (Remini) oparta o zdigitalizowane doświadczenie, cechy charakteru oraz emocje prawdziwej Remini (Ona miała w ogóle istnieć w alternatywnej koncepcji?), moim zdaniem nie zapewniłoby tak świetnej kreacji, zaś motyw taki, by celowo wprowadzała Silver Clue w błąd i zwodziła ją, mógłby spowodować, że ich przyjaźń mogłaby stracić na wiarygodności. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, by po czymś podobnym Silvia chciała ją ratować, gdyby znalazła się w podobnej opresji, co ta Remini z finalnej wersji "Altera". Wciąż, świetnie wiedzieć, że były jakieś alternatywne koncepcje oraz ciekawostki ^^

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...