Jump to content

Trucizna w naszych żyłach [NZ][Political][Slice of life][Dark]


Recommended Posts

Posted (edited)

 

 

Alikorny są rasą znaną z wielu powodów, również z niezbadanej długowieczności. Mogą dzięki niej gromadzić doświadczenie i doskonalić się przez całe stulecia. Dlatego wydaje się, że państwo, którym rządzi ta tajemnicza rasa, powinny cechować stabilność i przewidywalność. A jeśli to tylko pozory? Co jeśli wykorzystują ten czas, by rozpamiętywać uczynione im krzywdy i planować kolejne intrygi? Co jeśli spór pomiędzy ostatnimi rodami jest tak wielki, że wydający się niemożliwy do przezwyciężenia? Czy przez to delikatna równowaga sił w Królewstwie Alikornów zostanie zachwiana na tyle, by istnienie państwa stanęło pod znakiem zapytania? Czy istnieje szansa, że młodszemu pokoleniu uda się pokonać konflikty tak stare, że poświęcone im dokumenty rozsypały się w proch ze starości?

 

Lista osób, którym chciałem podziękować za pomoc w powstaniu tego fika jest długa, więc wspomnę tylko żyjących. Największa podziękowania należą się Ziemniakfordowi, który pełni nie tylko rolę uważnego betareadera ale poświęcił mi wiele godzin w czasie, których przedyskutowaliśmy wielokrotnie motywację postaci, historię Królestwa Alikornów oraz jego system prawny.

 

Wielkie podziękowania należą się Cahan, która zna wiele sekretów życia koni i jest dla mnie źródłem inspiracji jak uczynić kucyki w mniejszym stopniu ludźmi, a w większym zaprezentować ich zwierzęcą naturę.

 

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X
Rozdział XI

Edited by Obsede
  • Upvote 3
  • Like 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Brakuje tagu [NZ] jeśli zamierzasz pisać dalej lub tagu [Z] jeśli opowiadanie jest już zakończone. To tagi obowiązkowe. Popraw to proszę, nim zleci się ekipa, aby o tym przypomnieć

 

Tak [NZ] dajemy jako pierwszy zaraz po tytule. Ułatwia to życie czytelnikom.

Edited by D.E.F.S
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Dawno zobowiązałem się, że dam komentarz, gdy będzie temat na mlppolska, więc oto i ja, cały na czerwono i czarno.

Do czynienia z tym fanfikiem mam już od dawna. Choć nie od początku. Zaznaczając więc, że fik jeszcze nie jest skończony, a ja jestem parę rozdziałów do przodu względem zwykłego czytelnika, zacznę ocenę. 


Całość zaczyna się niepozornie. Od sceny teatrzyku lalkowego. Same opisy są świetne, a będą jeszcze lepsze (uwielbiam rozbudowane opisy i spokojny rozwój akcji <3). Jednak zaraz po nim poznajemy już pierwsze, znaczące, postacie. Fabuła toczy się wokół ślubu, wobec którego już narosło wiele kontrowersji wśród postaci, mimo, że nawet jeszcze do niego nie doszło. Powoli przed oczami rysuje nam się przeszłość bohaterów, a także to, co chcą i co planują. 
Kwestie polityczne odgrywają w tym wszystkim istotną role, nie będąc wpisane na doczepkę, będąc dobrze przeplatane z wątkami SoL. W końcu nie bez powodu większość postaci przedstawia sobą warstwę rządzącą. Choć chyba nie każdej pasuje taki los.


Same postacie to istny wachlarz różności. Od, z pozoru zimnej, bezwzględnej i przebiegłej Anemone, przez tajemniczego, wielkiego nieobecnego, o którym każdy mówi, króla Heliosa, po niezdarną ale pracowitą Selene, aż do Sundance, która stara się być (czy z powodzeniem to inna sprawa) przeciwieństwem dla Anemone. I w całym tym zamieszaniu ciężko znaleźć postać, która jest czysta moralnie. Brudy sięgają każdej i jest to na swój sposób smutne. Same relacje postaci są też skomplikowane a fanfik nie unika kontrowersyjnych tematów. Dialogi między nimi też są świetnie prowadzone i realistycznie emocjonalne, adekwatne do sytuacji. Choć jak dla mnie postacie są wprowadzane za szybko - no ale ja nie radze sobie gdy w pomieszczeniu jest więcej niż 4 ludzi, więc nie wiem czy akurat w tej kwestii powinienem się wypowiadać.


Poza tym to, jak autor przykłada się do odwzorowania kultury i architektury też zasługuję na pochwałę.


Styl też jest dobry i przyciągający.


Ogólnie, widząc i mając styczność z tym, ile pracy autor przykłada do fanfika, jestem pełen podziwu. Ta praca nie poszła na marne i cieszę się, że chociaż w jakiś stopniu wpłynąłem na powstawanie tego fanfika. Coś jeszcze? To co jest czyta się przyjemnie, a dalsza część też nie zawodzi. Osobiście polecam (stonowana akcja, rozbudowane opisy, niejasne, przeplatające się intrygi i świetne charaktery postaci - fik wprost dla mnie), czekając na więcej. Autor też wie, że może na mnie liczyć. 


I chyba o czymś zapomniałem, ale najwyżej będę edytował post. 

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

@Obsede jak dodajesz nowy rozdział, to pisz nowego posta prócz aktualizacji w pierwszym poście. Inaczej wszyscy to przegapią.

 

Ale no, przeczytane. I zacznę od negatywów, bo jeszcze o nich zapomnę.

1. Pyszczki i klaczki brzmią jakbyś pisał o małych źrebaczkach. Klaczka oznacza źrebaka płci żeńskiej. To tak jakbyś nazywał jakąś dorosłą królewnę "dziewczynką".

2. Czasami  dialogi bywają dość chaotycznie napisane i ciężko się połapać kto, co akurat mówi.

3. Opisy w tym rozdziale brzmiały często... Technicznie. Sztywno. Brakuje tu nieco pewnej poetyckiej płynności, która budowałaby nastrój. Mam wrażenie, że zamiast tego otrzymaliśmy makietę, na której niby wszystko jest, ale to wciąż pozbawiona życia makieta, która niekoniecznie idealnie łączy się ze scenami. Znaczy, nie że się gryzie, tylko no... One mogłyby funkcjonować oddzielnie. Aż za bardzo. Po prostu te same informacje mogły zostać podane inaczej, ładniej, gładziej. A i w paru miejscach dałabym więcej opisów. Niekoniecznie w formie chamskiego monobloku.

Np. scena w której Winter, Emerald i Selene wkraczają do komnaty Sundance, to opisu praktycznie nie ma. I nie, nie musisz opisywać wszystkiego, ale dać parę szczegółów czy elementów, by nadać iluzję, że to faktycznie komnata, a nie pusty pokój. Ogółem - więcej dynamizmu i elastyczności w opisach. To nada też większą płynność przy przechodzeniu od sceny do sceny.

4. Anemone dealuje końmi. Czemu Selene jest najcenniejszą klaczą? Znaczy, domyślam się, że chodzi o wiek i o to, że jest zdrowa psychicznie, ale to określenie  zabrzmiało jakby tam się odbywał jakiś targ koński.

 

 

Swoją drogą, ciekawi mnie, czy oni tam mają jakiś sposób by Emerald, Selene i Forlorn w ogóle wyrwali się spod jurysdykcji Anemone. Są dorośli i nie są jej dziećmi. I co by się stało jakby pokazali jej środkowy palec (nie żeby mieli jakieś inne palce niż środkowy) i się wynieśli, robiąc co chcą. Znaczy, podejrzewam, że chodzi o jakieś prawo i obyczaj, niemniej jednak byłoby to ciekawe. Podobnie jak to jak faktycznie skończyłby się sąd rozstrzygnięty przez niewieczne rody. Bo podejrzewam, że sprawa figowa mogłaby ich nie przekonać. Ale też zależy, co dokładnie jest w tym kontrakcie.

 

Ciekawi mnie, co wykombinował Emerald Heart i co ma do tego jego młodziutka siostra. Bo znając Anemone, to Helios mógłby dostać Oasis, a on i Selene zostaliby z kopytami w nocniku. Za to Sundance i tak potencjalnie otrzymałaby swój pakiet upokorzeń, bo jej kondycja psychiczna i intelekt nie są dość sprawne by poradzić sobie z figowym argumentem. Poza tym... Oasis tam nie ma i co jeśli... W ogóle się nie zgodzi? Czy w ogóle mogłaby się nie zgodzić gdyby do tego doszło.

 

Chciałabym więcej lore i informacji jak to wszystko u nich właściwie działa, bo to ciekawe i zmienia zasady gry.

 

Ogółem interesujący rozdział, choć nieco zdziwiło mnie, że Crescent Dawn tak spokojnie przyjęła kombinowanie na przekór swojej matce. Chyba że tylko udaje, a w rzeczywistości jej doniesie lub ją sprowadzi na spiskowców.

 

No i zastanawiam się, co na to wszystko powie sam Helios. Choć może jemu wszystko jedno, ważne by macica się zgadzała. Bo po tym, co Winter Guilt myśli o swoim ojcu, to nie zdziwiłabym się jakby był wyjątkowo nieprzyjemnym ogierem. Który zachowuje się bardzo źle, kiedy sprawy nie idą po jego myśli. W sumie jakaś część mnie chciałaby widzieć takie nieudane małżeństwo Selene, to byłoby na swój sposób zabawne.

 

Myślę też, że chciałabym więcej Forlorn Hope. I w ogóle tych postaci, ich historii oraz interakcji. Jak wyglądało ich życie z Anemone, co tam robili, jak żyli, itd. To byłoby ciekawe. Nawet bym się ucieszyła jakby powstały jakieś prequele :D

 

A i jeszcze jedno - czytam ten fanfik od dawna, tylko komciałam wcześniej na FGE. Gorąco polecam.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
  • 2 weeks later...

VII rozdział, to głównie dialogi, co ma swoje wady i zalety. Na pewno dzieje się tu całkiem sporo i czyta się to szybko, ale czasami brakowało mi jakichś opisów - klimat został gdzieś zagubiony. A i same wypowiedzi bohaterów wydawały się nieco nie na miejscu... jak chociażby rozmowa Anemone i Crescent Dawn...

"

Dopiero teraz klacz zaczęła ze smakiem połykać winogrona.

– Kochana, nie jedz tak łapczywie, bo się zadławisz – ostrzegła ją matka, po czym wróciła do dyktowania.

Chyba wykrakała, bo Crescent Dawn pochłaniała winogrona tak łakomie, że w pewnym momencie rzeczywiście zaczęła się krztusić.

– Co się dzieje, kochanie?!

Anemone znalazła się tuż przy niej z dzbankiem pełnym wody.

– Masz, wypij wszystko!

Zaczęła ją poić, aż klacz nie opróżniła naczynia w całości."

 

No, to "kochanie" i "kochana" brzmi dziwnie w miejscu publicznym, zważywszy na to kim są nasze bohaterki i gdzie są. Podczas tej sceny nie czuć też zbytnio dynamizmu, jest statyczna, mimo że postać się krztusi (albo raczej udaje, że się krztusi). Swoją drogą - krztuszącej się osobie nie daje się bezmyślnie wody, chyba że chce się ją zabić :woops:. I tego typu drobne zgrzyty towarzyszyły mi przez cały rozdział. Jakoś... wypowiedzi postaci nieco kłóciły się z tym, co zostało przedstawione wcześniej.

 

A fabularnie? Uważam, że precedens Anemone nie jest żadną podróbką, tylko Crescent wykorzystała ten argument jako dźwignię do szantażowania matki i jej działań. Czemu to robi, trudno powiedzieć. Aż tak lubi Selene i jest na tyle naiwna, że dała się przekonać, że to małżeństwo, to wielka miłość i pomysł 10/10? W każdym razie, Emerald zaszantażował Forlorn, a także wszedł jej na ambicję i będą walczyć, a Anemone została zmuszona się na to zgodzić.

 

Coraz bardziej ciekawią mnie motywacje różnych postaci - konflikt rodowy Anemone i Heliosa, a także konflikt Anemone i Forlorn Hope. Dowiadujemy się, że przynajmniej jednym z motywów kierujących Forlorn Hope jest wyniesienie się z domu Anemone. Nawet poprzez małżeństwo z ogierem, którego ma głęboko w rzyci.  Ale jakoś popieram jej stronę - faszerowanie jej uspokajaczami, olewanie... Mam wrażenie, że nawet jej rodzeństwo przez te wszystkie lata tak naprawdę miało ją gdzieś.

 

A w tym wszystkim gdzieś tam jeszcze jest sobie Helios, wielki nieobecny. I podejrzewam, że Forlorn Hope trafiła w sedno - nowa żona jest mu potrzebna tylko do rodzenia źrebiąt, a która klacz nią zostanie, to już go zbytnio nie obchodzi. Cokolwiek się stanie i którakolwiek jego ślubną małżonką zostanie, będzie to ciekawe widowisko.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Miałam skomentować rozdział VIII jakiś czas temu, bo przeczytałam go jakoś zaraz po jego premierze na FGE, ale tak jakoś wyszło, że po czasie, to chce się mniej, zwlekałam, zwlekałam aż wyszedł IX.

 

VIII rozdział jest krótki i pozornie niewiele z niego wynika. Emerald Heart powiedział reszcie spiskowców co ustalił z Forlorn Hope, a Winter Guilt uznała, że jeśli naćpie Forlorn przed walką, to może Emerald nie tylko wygra, ale i ona coś ugra dla siebie. Ta część była okej, choć ze strony Winter było to bardzo, bardzo głupie. Ale to w końcu nastolatka/młoda dorosła, więc raczej nie należy po niej oczekiwać rozsądku i doświadczenia. Szczególnie, że przy niektórych dorosłych i całkiem starych alikornach wypada nawet dojrzale. Ogółem cała związana z tym intryga jest ciekawa i dobrze napędza akcję.

 

Ale bardziej zaciekawił mnie tu Dreaming Light i jego rozmowa z Selene. Ogółem Dreaming Light bardzo urósł w mych oczach jako postać w ciągu tych dwóch rozdziałów. I nie wiem czemu, ale przywodzi mi na myśl Miquellę z Elden Ring ;). Koleś jest całkiem niezłym politykiem i kimś, kto za parę lat (jeśli przeżyje) mógłby świetnie ciągnąć za sznurki. Jest też inteligentny i niewątpliwie utalentowany.

 

Ale po pierwsze - dowiedzieliśmy się w końcu czym jest tytułowa "trucizna w naszych żyłach" - to kazirodcza linia genetyczna umierających i zdegenerowanych alikornów, które potrzebują na to odtrutki. Odtrutką są niespokrewnione alikorny, które zwiększyłyby genetyczną różnorodność i uchroniły potomstwo od chorób. Dość zabawne, że Dreaming Light powiedział to tak bezpośrednio.

 

Ale ciekawe jest coś jeszcze. Implikacja, że reszta jego rodziny wcale nie jest wiele zdrowsza od niego. Oczywiście, Sundance zaliczyła serię poronień oraz możliwe, że urodzeń źrebiąt tak niedoskonałych, że pozbyto się ich zaraz po porodzie i nie wygląda najlepiej. Z Winter Guilt na pierwszy rzut oka jest wszystko w porządku, ale czyżby to były pozory?

"Spójrz na nas. Na moją matkę, moją siostrę i na mnie. Czy my wyglądamy tak dobrze jak wy?"

Po rozdziale IX jestem za to wręcz pewna, że z Heliosem jest coś bardzo nie tak.

Dreaming ma rację, oni umierają. Umierają, wiedzą o tym i chcą odrodzić się jako silna dynastia.

 

Kolejną rzeczą jest wspomnienie ojca i dziadka Anemone. Dziadek Anemone poprzedzał pierwszą królową z dynastii Heliosa. Z kolejnego rozdziału wiemy, że tą królową była Celestia. Co się z nią stało? I z całą resztą? Nie wiemy. Nie wiem też, na ile ten fanfik to AU. Ale mniejsza z serialem. Skoro dziadek Anemone poprzedzał pierwszą królową, to znaczy, że był ówczesnym władcą alikornów. Władza jest tu dziedziczna, a jednak Anemone nie została królową. Czyżby dlatego tak nie lubiła pary królewskiej? Co się stało, Anemone jest z bocznej linii i nie jest częścią dynastii, ponieważ jej ojciec się zbuntował? A może władza jej rodu została obalona i na tronie zasiadła Celestia? I czy w tym fanfiku występuje Luna?

 

Przechodząc już zupełnie do rozdziału IX, to muszę powiedzieć, że uwielbiam Anemone i jej złośliwości. I bawi mnie jak bierna i pokorna jest Sundance, która umie się tylko wyżywać na jakichś niewinnych idiotkach. Nie do końca kupuję pretekstu jaki wymyśliły młodsze klacze, by się oddalić, wydaje się bardzo niegodny ich pozycji. Lubię też to, że Anemone nie do końca zachowuje się tak jak przystało na jej wiek i pozycję i wszyscy o tym wiedzą. Swoją drogą - ciekawi mnie ile lat ma Crescent Dawn, a także w jakim wieku alikorny na ogół łączą się w pary i płodzą potomstwo. Może i są nieśmiertelne, ale chyba dobrze jest mieć jakiś nie za duży zapas źrebiąt...

 

Dostajemy też bardzo ciekawą scenę z Silver Hornem. I myślałam, że to będzie ostateczne WOW w tym rozdziale - po pierwsze sztandar z grobowca. Alikorny kiedyś nie były monarchami. Ba, wygląda na to, że ich historia była bardzo skomplikowana i władzę sobie w końcu wywalczyły. Ale nikt nie zna tej historii. Po drugie - dlaczego wszyscy próbują zapomnieć o starej królowej? Sundance zachowuje się jakby to miało rozsierdzić Anemone i dlatego zastąpiła ich matkę Celestią. Ale skoro rodzina ukrywa prawdę przed Dreaming Lightem, to nie wydaje mi się, że chodzi tylko o to. Ba, jestem pewna, że chodzi przede wszystkim o coś innego. Swoją drogą - Silver Horn też jest ważniejszy niż wygląda. Na naszej szachownicy robi się coraz gęściej.

 

No i Helios. Piękny, obojętny i spokojny Helios, który ma heterochromię i robi dziwne rzeczy w basenie, w pogrzebanym i zapomnianym grobowcu. Czyżby walczył z trucizną w swoich żyłach? A może robi coś jeszcze... Cóż, cokolwiek to jest, to raczej nie bez powodu aż tak bardzo się z tym kryje. I obawiam się, że to też ma związek z jego matką.

 

Po tej rozmowie sądzę, że on wcale nie kocha Selene. Być może nigdy jej nie kochał. Jest dla niego maszynką do płodzenia, niczym więcej. A nawet jeśli zastąpi ją Forlorn Hope? Trochę szkoda, bo ma podły charakter, ale trudno. Po prostu Helios raczej nie znęca się nad swoimi pionkami. Unika konfliktów i próbuje zachować spokój. Muszę pochwalić opis jego ubioru, a także powiązania pomiędzy jego strojem, a odzieniem Sundance. Bardzo mi się podobała ta cała symbolika i wyjaśnienie. Interesujący jest też jego pogląd na władzę jego i siostry. Szczególnie zważywszy na to jak ona to widzi oraz jak bardzo król jest nieobecny.

 

No i otrzymaliśmy rozstrzygnięcie całej intrygi trucicielskiej, gry w kręcioła i tego kto zostanie panną młodą. Tego się nie spodziewałam. Uważałam, że to wielce prawdopodobne, że Winter wpadnie, ale nie, że tak szybko i że Anemone dogada się z Sundance, zabierze obie kandydatki na żonę i wróci do domu.

 

Naprawdę, bardzo podobała mi się fabuła w tym rozdziale. Ogółem zarówno VIII jak i IX czytało się przyjemnie. Styl mógłby być lepszy, a opisów nieco więcej, ale jest dobrze.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
  • Obsede changed the title to Trucizna w naszych żyłach [NZ][Political][Slice of life][Dark]
  • 2 weeks later...

   W porządku. :sweetbook: Odwołując się do tego pisma na temat śliwek, stwierdzam, iż mojego komentarza nie będzie, jeśli Obsede ni...
Jak to to dotyczy tylko alikornów? Przecież... Ah... No dobra...:ppshrug:

   A więc mając na uwadze fakt, że jednak muszę napisać ten komentarz naprostujmy parę rzeczy. Po pierwsze niezbyt lubię politicale. Jakoś niezbytnio kręci mnie szukanie luk w dokumentach i patrzenie, że jeden nie lubi drugiego, trzeci pierwszego, a pomiędzy innym panuje chłodna neutralność... Dlatego będę skupiał się głównie nad wydarzeniami które wiem dlaczego miały i po co miały miejsce. Na przykład odwołując się do wstępu, to nadal nie rozumiem co ma ten traktat o śliwkach do całej sprawy... Pomijając jednak to, omówię też sprawę postaci, bo to jest jedna z rzeczy, przez które mam ochotę czytać dalej. 

 

   Fabuła sprowadza się więc do prostej dziedziny: Jesteśmy zaraz po wojnie z zebrami i dwie postacie chcą wziąć ślub. Jakże prostolinijna oś fabularna nieprawdaż? A jednak prawie wszyscy "główni" bohaterowie – bowiem jeden główny bohater jako tako nie istnieje – mają własne plany. Jednemu zależy na czymś tak prozaicznym jak romans i rodzina, inna nie zamierza oddać swojej córki, czy podopiecznej (nadal nie do końca rozumiem powiązania krwi, a nawet imiona czasem mylę, nie wspominając o utrudniających tę sprawę rzeczach jak np. kazirodztwo) zaś kolejni chcą ją w rodzinie za wszelką cenę, ze względu na potrzebę kontynuacji rodu czy coś. Każdy ma jakąś motywację, problemy i przeszłość która ich prześladuje, nie ważne czy to przeszłość ich, czy też przeszłość poprzednich pokoleń rodu, będzie ona ich prześladować cały fanfik. 

 

   Osobiście uważam za najlepiej napisane postacie Anemone, Sundance, oraz Winter Guilt i szambelana. Reszta również ma dość dobre charaktery, ale ich nie lubię za bardzo, albo mają za mało czasu ekranowego, żeby ich odpowiednio ocenić. Anemone i Sundance uwielbiam wprost za ich chemię, a raczej brak tejże chemii i wieczny zimny konflikt który ze sobą toczą. Winter Guilt zyskała moją sympatię, pokazując się jako postać zdolną do rozwoju w jakimkolwiek kierunku. To że zdecydowała się na klasę Rouga zamiast upragnionej księżniczki to inna sprawa. Natomiast szambelan Silver Horn... Opanowany, mądry i oddany co się oczywiście ceni. Lubię typa. Po prostu go lubię. 

 

   Pomijając jednak postacie i ich motywacje, należy docenić również staranie w kwestii budowy świata przez autora. Nie jest to nam mówione wprost, ale postacie wręcz wylewają z siebie informacje o świecie, a opisy rzeźb i budowli również nieco przybliżają historię świata. Chociaż czasami sprowadza się do absurdów takich jak rozmowa dwóch postaci które niby się kłócą, ale ogólnie to brzmią jakby wymieniały się faktami historycznymi. 

 

   Osobiście stwierdzam, że to bardzo dobry fanfik nie biorąc nawet pod uwagę tego, że to przecież jest pierwszy fik autora! (Na pewno pisał coś do szuflady!) Na pewno warto to przeczytać i czekać na kolejne rozdziały. Komentujcie więc i czytajcie, bo jest na co czekać!

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

To znowu ja, postrach działu opowiadań, wasza umiłowana moderatorka. Forum wróciło do żywych, więc skorzystam i skomciam.

 

Zacznijmy od rozdziału X, w którym mamy więcej Heliosa i Sundance oraz tłumaczenia Winter Guilt. Trzeba przyznać, że jej rodzice zachowali się wyjątkowo wyrozumiale choć widać też czemu Winter jest jaka jest - nikt jej tej polityki nie uczy i nie tłumaczy. Helios i Sundance są fatalnymi graczami, z czego ten pierwszy myśli, że jest mądry. Ogółem każdy tu myśli, że on jest cwany, a pozostali są głupi podczas gdy... są siebie warci. Winter i Dreaming są ewidentnie nieświadomi swojej przeszłości, tego, co dokładnie się stało na pierwszym ślubie ojca, ani tego jak wyglądały rządy ich babki oraz cała sprawa z Anemone. W dodatku para królewska ewidentnie nie myśli poważnie o Winter Guilt jako o potencjalnej królowej. Nie przygotowują jej do niczego i się dziwią, że dziewczyna odwala. No jak ma nie odwalać, skoro jej interakcje z rodziną to poziom "źle się ubierasz".

 

Zresztą, wiemy że rodzina ma problemy związane z wielopokoleniowym kazirodztwem. Sundance i Dreaming je ewidentnie mają (choć u Sundance to może być bardziej kwestia tych wszystkich ciąż), sądzę, że Helios też, ale lepiej to ukrywa przed światem. Ale Winter? Winter wydaje się zupełnie zdrowa. Jest też młoda i nie ma męża. Czy nie lepiej byłoby wydać ją za młodszego brata Emerald Hearta? W ten sposób wpłynęłaby świeża krew, zażegnaliby konflikt o władzę w obrębie rodziny i uspokoiliby niektóre pretensje Anemone - że Helios ma już jedną żonę, a druga nawet nie zostałaby królową, tylko taką maszynką do rodzenia zdrowego potomstwa. Czy Helios i Sundance chcą czy nie, będą musieli przyznać, że Dreaming nie nadaje się do ewentualnego przejęcia korony i lepiej, by to nie wyszło dopiero po ich śmierci.

 

Ale wtedy musieliby coś zrobić. A polityka Heliosa jest... Jest fatalna. I widać to mocno podczas kłótni z Sundance. Dla Heliosa Sundance jest głupia i ślepa, bo nie rozumie jego punktu widzenia. Ale jak może go zrozumieć, skoro go dobrze nie przedstawił i postanowił przed wszystkimi (w tym własną rodziną) ukryć prawdę. Helios zachowuje się jakby wszystkie jego problemy wynikały z rządów królowej Daybreaker i że to na pewno dlatego Anemone go nie lubi. Tymczasem, co zrobił Helios? Czy przeprosił za błędy matki? Czy naprawił stosunki z minotaurami i zebrami? Czy przyznał się do trudnej przeszłości, pokazując, że tak, ona istnieje, ale to przeszłość, czas zbudować przyszłość. Nie. Zmienił stolicę, a kopyto do niekuców wyciągnęła Anemone. A na domiar złego poślubił i pokrył własną siostrę, bo to miało ustabilizować jego nowe rządy. Heliosku, ale czy to aby nie ty mordowałeś tamte zebry z imieniem mamusi na ustach? Na pewno mogłeś to zrobić inaczej. Krótko mówiąc: błąd na błędzie. Nawet nie wyszedł do Anemone przed ślubem, tylko się kitrał pływając w tajemniczej białej cieczy w jakimś grobowcu. Nie, tak się nie pokazuje, że się zmieniło. Helios przez te wszystkie lata chował głowę w piasek i liczył, że w ten sposób burza go ominie.

 

I sądzę, że nie wiemy jeszcze wielu rzeczy, bo Helios o nich po prostu nie mówi. Ale łatwiej udawać, że Anemone nie lubi ich przez starą królową, a nie dlatego, że sami dają jej bardzo dużo argumentów przeciwko sobie. Są słabi. Są niekompetentni. Nawet jeśli mają niezłe pomysły - pałace sprawiedliwości, to nie potrafią pokazać władzy. Anemone upokorzyła Sundance, bo Sundance jej na to pozwoliła (okej, to jest nieco victim blaming, ale Sundance to królowa i jako królowa powinna umieć sobie radzić z takimi Anemone). Ale to Helios wystawił siostro-żonę na pierwszą linię, by świeciła oczami za jego przewiny. Siostro-żonę, której wcześniej nie powiedział o co chodzi. Jeśli chcą być parą królewską, to muszą władać.

 

Swoją drogą - Daybreaker to ciekawa królowa, szczególnie, że pierwszą królową z tego rodu była Celestia. Ciekawe jak to się ma do serialu.

 

Rozdział XI przenosi nas... o dziwo nie do Irydusze, ani nawet nie po drodze do Irydusze. Okazało się, że Anemone obawiała się pogoni i szykuje się teraz do wojny. Co prawda twierdzi, że nie zamierza jej zaczynać, ale Crescent chyba do końca jej nie wierzy. Czytelnik też nie. Ale bardziej ciekawe są inne powody niechęci Anemone do Heliosa: brak zgody na zniesienie zakazu związków między alikornami a niealikornami oraz zupełna bierność w stosunku uregulowania stosunków z zebrami i minotaurami. I jestem w stanie zrozumieć, czemu te rzeczy tak wkurzają Anemone. Po pierwsze, alikornów jest już zwyczajnie za mało, po drugie drzewo genealogiczne, po trzecie, to ona ogarnęła te stosunki pokojowe i sprzątała burdel po Daybreaker. No i jeszcze kwestia osobistych niechęci i czegoś więcej. Zastanawia mnie fragment o wyciągnięciu konsekwencji wobec Winter. Czego naprawdę oczekuje Anemone?

 

Muszę też poruszyć koszmar Forlorn Hope, z którego wynika, że Anemone nie chciała komuś oddać Selene, co oznaczało jej śmierć. Komu? Może Heliosowi za żonę? Tylko czemu nie oddanie Selene oznaczało jej śmierć? I co takiego zrobiła Daybreaker? Anemone brzmi jak ktoś, kto rozumie wagę sytuacji, ale postanowił poświęcić jednego kucyka, by pokazać, że nie da się zaszantażować i w jakimś sensie ochronić pozostałych. Trudno powiedzieć, co o tym myśleć, szczególnie, że to sen, więc ta rozmowa mogła się nawet nigdy nie wydarzyć. Albo Forlorn coś kiedyś źle podsłuchała i jej mózg dopisał sobie resztę.

 

Ale teraz się zastanawiam... Czy za atakiem na ślubie stała Anemone, a celem była Daybreaker? Niby winę zrzucono na grogarytów, ale to głównie Anemone była przeciwko tej szmacie.

 

Wiemy też, że Helios też szykuje się do wojny z Anemone, choć raczej wolałby jej uniknąć - obie strony dysponują na tyle zbliżonymi siłami, by zwycięzca konfliktu odniósł pyrrusowe zwycięstwo, wychodząc z niego zbyt osłabionym, by rządzić. I chce ją zabić. By jego rodzina była bezpieczna. Ładne zamknięcie rozdziału.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...