Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
Fender

Bunt Applejack [Oneshot] [Slice of Life] [Fender + PitPl]

Recommended Posts

Siemaneczko wszystkim, oto mój pierwszy fanfic, chciałem się z wami podzielić się moją inwencją twórczą, mam nadzieję że wam się spodoba :] I oczywiście nie może tu zabraknąć o pomocy PitPl, który na bieżąco śledził to, jak piszę i podpowiadał mi słowa oraz cofał mnie gdy popełniłem błąd. Cóż, zapraszam do czytania. https://docs.google.com/document/d/1_ZbkjIZb_ei-Pusu6hpCxTjSfzyDUeBaWulEIEMjmrE/edit

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fic można było spokojnie rozwinąć już wcześniej wspomnianymi dialogami i opisami. Teraz to wygląda bardziej jak streszczenie fajnego fica. Oraz takie pytania: Kiedy Rarity przeprowadziła się do pałacu? :P A co do Celestii to chyba troszeczkę zbyt wyolbrzymione. Rozumiem że Rainbow zasługiwała na pochwały, ale żeby aż do tego stopnia :/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Historia krótka i treściwa... aż za bardzo treściwa. Nie ma większych błędów, za to brakuje jakiegoś porządnego rozwinięcia akcji i bardziej soczystych opisów. Zainwestuj w środki stylistyczne i będzie dobrze. Chociaż jak na pierwszą próbę nie jest źle :fluttershy4:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fic można było spokojnie rozwinąć już wcześniej wspomnianymi dialogami i opisami. Teraz to wygląda bardziej jak streszczenie fajnego fica.

Oraz takie pytania: Kiedy Rarity przeprowadziła się do pałacu? :P

A co do Celestii to chyba troszeczkę zbyt wyolbrzymione. Rozumiem że Rainbow zasługiwała na pochwały, ale żeby aż do tego stopnia :/

Chief, pałac to określenie jej "modnej chałupy", zwykła metafora.

RD dostała pochwały bo Celestia również została zaproszona. Poza tym to fanfic, o ile się nie mylę to wszystkie chwyty dozwolone :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane.

 

O ja cię... muszę powiedzieć, iż pisanie komentarza do tego fanfika to prawdziwe wyzwanie. Dlaczego? Cóż, łatwo byłoby wypunktować wszelkie błędy, potknięcia, powtórzenia i inne wynalazki, bo jest ich tu sporo. Równie łatwo należałoby skląć pędzącą jak do pożaru fabułę. Można rwać sobie włosy z głowy nad praktycznie nieistniejącą kreacją bohaterek, śladowymi opisami czy kompletnym brakiem dialogów. Załamać ręcę nad kompletą naiwnością historii i brakiem jakichkolwiek plot twisów? Nie wspomnę nawet o zdaniach, które wyglądają jak cięte siekierą, nie jestem pewny czy widziałem więcej niż kilka złożonych. Czy należy, więc wrzasnąć ze zgrozy i wściekłości, po czym mściwym uderzeniem w klawiaturę dać "Buntowi Applejack" ocenę oscylującą wokół wartości 0/10?

 

Nie. Zdecydowanie nie należy. Powiem więcej - uważam wręcz, że nie wolno tego zrobić. Owszem, gdybym taki fanfik otrzymał do oceny dziś, czy nawet 4-5 lat temu to z autora leciałby wióry, a może i zostałoby wygłoszonych wiele gróźb karalnych. Zwróćmy jednak uwagę na datę publikacji. To opowiadanie niedługo będzie świętować swoje ósme urodziny. Umówmy się - to były praktycznie początki działalności pisarskiej fandomu. Oczywiście nie można go całkiem usprawiedliwić, wszak w tamtym roku powstawały również tak świetnie napisane opowiadania jak "Długi", "Liść Róży", "Cena Pawdy", "W poszukiwaniu dawnej chwały" i wiele innych, nie wspominając o równie świetnych tłumaczeniach.

 

Tu mamy jednak do czynienia z debiutem, a umówmy się - nie każdy jest naturalnym Tolkienem czy Kingiem. Od czegoś trzeba zacząć, a jak na absolutny początek, jest wcale nieźle. Błędów mało, tekst, mimo braku justowania nawet przejrzysty, no i czyta się toto całkiem lekko. W sumie posunąłbym się wręcz do polecenia tego opowiadania - nie ze względu na jego zalety i walory, ale po to by mu się przyjrzeć, zobaczyć kwestie napisane źle (ale nie bolące aż tak mocno w oczy) i wyciągnąć z nich korzystne dla siebie wnioski. W końcu nawet z takich tekstów można się czegoś nauczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O nieee… Już zdarzało mi się komentować fiki, w których pacing, narracja, wątki przebiegały zbyt chaotycznie oraz szybko. Tutaj natomiast akcja zakrzywia czasoprzestrzeń, przekraczając prędkość światła. Naukowcy będą mieli co badać.

 

SPOJLERY

 

Do tej pory nie do końca rozumiem, co tu się wydarzyło. Półtorej strony… PÓŁTOREJ STRONY, a historii jest tak dużo, że spokojnie można by to rozpisać na na kilkadziesiąt stron. Kilkadziesiąt interesujących stron opisujących zwykłe perypetie naszych głównych bohaterek. Byłoby to spokojne Slice of Life, bez żadnych epickich przygód, jednak nie ma w tym nic złego. Takie rzeczy również mają prawo istnieć i powinny istnieć. Lecz nie w takiej formie. Od razu, już na samym początku powiem, że zostało to napisane bardzo źle. Całość przypomina jakieś streszczenie, a nie prawdziwy fanfik. Nie ma tu żadnych emocji. Złota zasada o tym, aby pokazywać, nie opisywać jest tu łamana nagminnie. Nie ma w tym żadnej ikry, żadnych emocji. Jedynie następujące po sobie zdania wypluwane tak szybko jak pociski z działka obrotowego Vulkan. Ech… 

 

No więc, jak to się zaczyna? Do Applejack pracującej na farmie przybywa Pinkie Pie, która prosi ją o pomoc w organizowaniu przyjęcia wystawianego przez Rarity. 

 

“Zapowiedziała ona, iż w tym dniu Rarity wraz z nią chce zorganizować przyjęcie, na których nie mogło zabraknąć co prawda wielu rzeczy, ale głównie Applejack i jej jabłek. Zgodziła się.” 

 

Wow, organizuje imbę, ale nie powiadomiła wcześniej o tym, że będą jej potrzebne takie składniki jak jabłka? Ech. No okej. W każdy razie Aj prosi Pinkie o to, aby spytała resztę przyjaciółek o to, czy jej pomogą w transporcie jabłek. Ta odskakuje i odwiedza kolejne Mane 6, jednak wszystkie inne mają lepsze rzeczy do roboty, a Rainbow Dash gdzieś zniknęła (oczywiście, bo to Element Lojalności). 

 

“Spike przyszedł osobiście do Applejack, aby ją przeprosić w imieniu Twilight Sparkle, która, jak już wcześniej wspomniała Pinkie, musi uczyć się z rozkazu księżniczki. Applejack zrozumiała to, również zrozumiała sytuację Fluttershy, która musiała zaopiekować się ptakiem, który podczas lotu uderzył w drzewo i złamał skrzydło.”

 

Taa… musi się uczyć. Później się dowiemy, że wcale nie musiała, bo bez przeszkód przyszła pomóc. Ktoś tu leci w kulki. No i do tego ta Fluttershy… Jaką ona ma wymówkę? To, że ptaszek złamał sobie skrzydło? Jaka szkoda, bo wystarczy zostawić to zwierze w klatce, żeby sobie odpoczywało. Jak chce go leczyć? Patrząc na niego? No raczej nie przeprowadzi żadnej operacji, bo nie jest weterynarzem jak Doktor Fauna. Wiem, że to rok 2012 i jeszcze ta postać nie została nam przedstawiona, jednak nawet w pierwszym sezonie nie dostaliśmy informacji o tym, że Fluttershy wykonywała jakiekolwiek zabiegi medyczne. Była tylko opiekunką dla zwierząt i nic więcej. Więc co innego mogła zrobić, oprócz wsadzenia ptaka do klatki? Już samo to jest absurdalne, gdyż powinna go po prostu zanieść do weterynarza. 

 

“Rarity jednak nie ustąpiła i naciskała dalej, coraz częściej posyłając uprzejmą i w stu procentach posłuszną Pinkie. Applejack po kilku próbach nie wytrzymała i wybuchła. Dosłownie. Wrzasnęła na Pinkie tak bardzo, że Pie uciekła z płaczem, a zanim weszła do Rarity, odwiedziła Rainbow Dash u której mogła się spokojnie wypłakać.”

 

Applejack wybuchła? Tak dosłownie eksplodowała niczym granat odłamkowy? W sumie, wcale się nie dziwię naszej farmerce. Po pierwsze; nagle ni z guchy ni z pietruchy ta głupia Rarity zaczęła kręcić nosem na wszystkich, bo nie mają czasu jej pomóc. Nie zadeklarowała się wcześniej, więc czemu tak bardzo narzeka? Inne kucyki mają również swoje własne sprawy na grzywie. Biała krawcowa nie może oczekiwać od wszystkich, że rzucą natychmiast to, czym się zajmują, aby jej pomóc. A w tej historii to Applejack jest przedstawiona jako ta, która musi przepraszać. Pomimo tego, że chciała pomóc przyjaciółce, ale sama również potrzebowała wsparcia… Ech, co za absurd. 

 

No ale po tych “wybuchu” Pinkie leci z płaczem do Rainbow. Dlaczego nikt jej nie poprosił o pomoc? Jednak gdzieś tam była przez cały czas. No ale różowa klacz opowiada o wszystkim Dash, a ta leci do zagrody, aby odnaleźć farmerkę. Nie znajduje jej tam, więc pyta jej brata, gdzie może być. Ten wskazuje jej, że poszła do lasu Everfree. No to Rainbow leci i zgarnia farmerkę z powrotem… To wszystko jest takie bezcelowe…

 

“Po drodze zatrzymał ich Spike, który przekazał Applejack, że Twilight Sparkle zakończyła naukę i może pomóc Applejack. Zauważył również idące Fluttershy i Pinkie Pie, które szły niedaleko za nim. Applejack pobiegła w ich stronę. Przeprosiła Pinkie Pie, gdy wtem okazało się że obie mogą jej pomóc w przenoszeniu jabłek.”

 

Ooo… więc jednak mogą pomóc! A to ci niespodzianka. No i ponownie… Applejack jest portretowana jak ta, która zrobiła coś złego. A nie zrobiła niczego złego. No może oprócz tego, że wydarła się na Pinkie, jednak cały ten bałagan był winą Rarity (która w ogóle się nie pojawia w tym fiku, a to ją powinno się zlinczować). 

 

“Przyjęcie się rozpoczęło. Cała Equestria w tym dniu dziękowała Rainbow Dash, bez której Applejack nie wróciłaby do Ponyville, co skutkowałoby brakiem jabłek, cydru, oraz nieudanym przyjęciem, ponieważ wszystkie kucyki chórem skrzyknęły się, że nie pójdą na przyjęcie, jeśli nie będzie na nim Applejack.

Rainbow Dash jako bohaterka dnia została wyróżniona przez samą księżniczkę Celestię, a więź przyjaźni między Applejack i Rarity zacieśniła się.”

 

O rany… Nie wiem, co mam o tym myśleć. Po pierwsze; Applejack totalnie by wróciła do Ponyville bez udziału Rainbow Dash. No chyba nie powiecie mi, że to wszystko spowodowało, że opuści swoją rodzinę i obowiązki na farmie? No chyba nie powiecie mi, że jest na tyle głupia, aby pójść do lasu i zgubić się w nim i, w rezultacie czego, umrzeć? Chociaż… Po drugie; tak, dla kucyków nie liczy się dobro samej pomarańczowej klaczy, tylko jabłka, cydr i melanż, bo są alkoholikami jak Rainbow Dash (nie no, serio, w serialu była portretowana na taką). Po trzecie; niby czemu sama księżniczka Celestia miałby kogokolwiek wyróżniać? Za co? Co takiego tu się stało? Za co ją wyróżnia? Bo poleciała po przyjaciółkę do lasu? No nie róbcie sobie jaj… Po czwarte; W JAKI SPOSÓB CAŁE TO WYDARZENIE ZACIEŚNIŁO WIĘZI RARITY I APPLEJACK?! Powinno być wręcz odwrotnie. Rarity zwaliła jej na głowę tak bez zapowiedzi całą masę obowiązków. Naciskała na nią. Co chwilę niepokoiła, wysyłając sowę pod postacią Pinkie (bo jej samej się nie chciał przyjść, BICZ PLISSSS!). Rarity w tym fiku to największa suka w Equestrii i ktoś powinien utopić ją w rynsztoku, aby szczury mogły ja zeżreć. Nie ma innej możliwości. TAK. MUSI. SIĘ. STAĆ. 

 

To nie jest zbyt dobry kawałek fikcji. Nawet sam tytuł nie oddaje tego, co się dzieje. Applejack wcale się buntuje, tylko ma już gdzieś roszczeniowe zapędy Rarity. Nie ma tutaj dialogów, tylko nieczytelna i pospiesznie napisana narracja. O dziwo strona techniczna jest dobrze napisana. Nie ma błędów stylistycznych, same zdania są poprawnie napisane, brak literówek. Tekst justowanie jak najbardziej ma i chwała mu za to. Korekta jak widać była i to całkiem skuteczna. Tyko prowadzenia akcji kuleje i to mocno.

 

Ach, bym zapomniał;

 

“Przed zachodem słońca wszystkie jabłka zostały przetransportowane do pałacu Rarity”

 

Jakiego pałacu? Czy Rarity jest alicornem?! Błagam, żeby nie… Proszę!

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ależ mi pomysł na opowiadanie przyszedł, gdy zobaczyłem ten tytuł... znowu :twilight3: Chyba nikogo nie zdziwię, gdy na wstępie powiem, że w tymże fanfiku nie znalazło się nic z owej koncepcji, fanfik ten okazał się czymś zupełnie innym, niż myślałem, że będzie, zarówno w kontekście tego, czym okazało się to, co udostępniono nam w niniejszym wątku, jak i tego, co zrodziło się w mojej głowie pod wpływem skojarzeń. Przede wszystkim, nie wydaje się ono opowiadaniem, a bardziej szkicem, wstępnym scenariuszem odcinka serialu, tudzież streszczeniem, zarysem koncepcji, która, podobnie jak wiele innych, jej podobnych, trafia na biurko prezesa, po czym albo zostaje odrzucona, albo przyjęta.

 

No cóż, gdyby prawdziwi fani serialu mieli jeszcze jakieś nadzieje, no to uspokajam - nie, z całą pewnością żaden nowy odcinek nie zostanie nakręcony :P Ale nie o to chodzi. Sprawdźmy treść. Dobrze, że są akapity, źle, że zabrakło justowania tekstu. Szkoda, że interpunkcja szwankuje i mamy np. przecinek przed „oraz”, jedynym w zdaniu. Mimo wszystko, poszczególne zdania, same w sobie, brzmią... poprawnie. Tylko wszystkie razem wypadają jakoś bez polotu, słabo. Rzuca się w oczy całkowity brak dialogów, zaś tekst ma charakter bardziej relacjonujący – nie są to typowe opisy, tylko suche i okrojone sprawozdania z kolejnych czynności wykonywanych przez postacie, ich interakcji, wrzutki o tym, co po kolei ma się wydarzyć itd. Właściwie, jakby natrzaskać tam „enterów”, można by to szybko i bezboleśnie przekształcić w plan wydarzeń. Nie ramowy, nie szczegółowy, taki tam, plan.

 

Przewinęło się całkiem sporo postaci, zaś ich role wypadają dość klasycznie, jak na początki fandomu przystało. Wyobrażenia co do nich nie odbiegają jednocześnie od tego, co nakazywał nam sądzić serial na ówczesnym etapie, jednakże czytałem, czytałem i tak sobie myślałem – ale gdzie jest ten bunt? :confused: Gdzie są postulaty? Gdzie rozruchy? Gdzie problem do rozwiązania? A nie, przepraszam, był problem, ale przedstawiony w tak uproszczony, tak niewiele znaczący sposób, że za pierwszym razem mi umknął. To znaczy, nie zidentyfikowałem wątku jako problemu, który miał spowodować tytułowy bunt. Ale „bunt” jest tutaj bardzo na wyrost. Ogółem wygląda to tak, że życie w Ponyville przebiega sobie spokojnie, zwyczajnie jak zawsze, aż tu okazuje się, że będzie przyjęcie, za co odpowiedzialne są Rarity i Pinkie Pie. Potrzeba będzie wiele rzeczy, w tym jabłek, co oznacza dodatkową robotę dla Applejack. Ta zgadza się pomóc, jednakże samodzielnie jest jej ciężko, toteż prosi o pomoc przyjaciółki. Której to pomocy nie może otrzymać, gdyż te są bardzo zajęte. A Rarity jest niecierpliwa i pogania farmerkę, acz poprzez Pinkie Pie. Wyzyskiwana Applejack wreszcie nie daje rady i wybucha, po czym ucieka do lasu. Ale odnajduje ją Rainbow Dash, toteż problem zostaje ekspresowo rozwiązany i wszystko jest już dobrze, wspomniana jest nawet Octavia i Vinyl. Bohaterki zrozumiały co narobiły, już wszystko ok :ajawesome:

 

Ale czy to się kwalifikuje na bunt? Prędzej na ucieczkę. No i co to za problem, który rozwiązuje się w parę minut, wprawdzie nie sam z siebie, ale wciąż, trudno tutaj mówić o jakimkolwiek napięciu. Stąd treść jest mało angażująca i fanfik bardzo szybko wylatuje z pamięci. Ciężko tutaj odczuć jakikolwiek klimat, chociaż widzę pewne zalążki serialowości. Niemniej, jest za mało wszystkiego, stąd raczej nie polecam tegoż tytułu, nawet w ramach nostalgicznej podróży do przeszłości. Po prostu istnieją lepsze opowiadania, które dużo efektywniej sprawdzą się jako przypominajki tego, jak wyglądały początki fandomu ;)

 

Zastanawiam się jednak, co by było, gdyby pomysł ten zrealizować porządnie. Rozpisać tego oneshota na sceny, pododawać dialogi, może jakieś gościnne występy, extra wątki... No, tylko Rarity wyszłaby (znowu?) na tę wredną i niedobrą, co zapewne nie wszystkim by się spodobało. No i jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by Applejack wybuchła aż tak, by uciec i zaszyć się gdzieś w lesie, w końcu to twarda babka. Prędzej wyobrażam sobie, że by prychnęła na Pinkie (Ale czy tak, by ta się popłakała?) i wróciła do zwykłych zajęć, bo praca sama się nie wypracuje. Poniekąd. Stąd sądzę, że pomysł w paru obszarach jest troszkę jak pole minowe i to właśnie tam, gdzie wspomniana serialowość nie udziela się wcale, bądź mogą wystąpić problemy z „delikatnością” co niektórych cech kanonicznych kreacji. Zatem z tym pomysłem wiąże się niemałe ryzyko, ale czy na pewno? Rarity też mogłaby wyciągnąć z tego lekcję, a Applejack spróbowałaby potem przeprosić Pinkie, wystarczy tylko odpowiednio to zaplanować i napisać. Wówczas... Może i powstałby ciekawy, staroszkolny, serialowy fanfik.

 

Ciekawi mnie też, czy to nie debiut/ jedyne dzieło autora. Możliwe, że tak jest. Cóż, jeśli debiut, no to niezbyt udany, zaś jeśli jednocześnie jedyne dzieło, wówczas szkoda. Mogło być nieźle. Wyszło słabo, ale dobrze, że tekst chociaż był krótki i nie skradł zbyt wiele czasu.

 

A tytuł serio pobudza wyobraźnię. Aż człowiek by sobie popisał. Niegłupie, muszę kiedyś się wokół tego zakręcić, tj. buntu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...