kapi

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Wyznawcy Chaosu)

Recommended Posts

Spojrzałam na nową szefową już bez entuzjazmu a z moją normalną miną niedocenianej. Nie po to siedziałam tyle czasu w bibliotece w dziale zakazanej magii by mówiono mi, że nic nie potrafię. Spojrzałam na nią lekko zdenerwowana i rzekłam.

- Potrafię to i owo, w tym teleportacje - rzekłam lekko zdenerwowana kolejną osobą która woli zwrócić się do Podmieńców jeśli ja jestem pod kopytem. Staje w wolnej przestrzenii i koontynułuje.

- Proszę mi podać konkretne miejsce i podejść do mnie a ja nas tam przeniosę - rzekłam pewna siebie. Często się teleportowałam. Umiem to.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wznawiamy sesję. Tutaj też zasada jak u dobrych. Jak ktoś chce kontynuować grę, to niech śle mi Pw, jeśli jeszcze tego nie zrobił i oczywiście ZAPISY DLA NOWYCH SĄ DALEJ OTWARTE :pinkie: 

 

 

 

Mysthery podeszła do Violet, po czym rzekła.

- Punkt dowolny, nie znamy dokładnej lokalizacji maruderów, więc załóżmy że... teleportuj nas na zaplecze sklepu tkaninowego przy ulicy Kwiecistej Łąki. 

 

Klacz nie była pewna czy dobrze rozpoznała lokację, ale przystąpiła do czaru. Jej determinacja, wynikająca z chęci udowodnienia, że jest lepsza od changelingów, wpłynęła znacząco na skupienie. Po chwili cała drużyna została otoczona iskrzącą się bańską, która pękła wydając charakterystyczny odgłos.

 

Momentalnie po przeniesieniu Mysthery dała znak kopytkiem, żeby czarodziejka została na miejscu. Sama podeszłą do ściany wąskiej, zacienionej uliczki, w której się znaleźli. Violet też przycisnęła się do ściany i w ostatniej chwili powstrzymała krzyk. Jej kopyto zagnieździło się w czymś lepkim i mokrym. Spojrzała w dół i zauważyła trupa kucyka, obok drugiego i trzeciego oraz jednego changelinga z rozpłataną na pół głową. Mysthery wysunęła się naprzód i wyjrzała za róg ulicy, podeszła z powrotem.

- Cóż, nie wiem gdzie jesteśmy, ale to nie jest miejsce o którym wspomniałam. Jak masz problem z czarami trzeba było od razu powiedzieć.- widać, że nowa przełożona nie była zachwycona, ale za chwilę zdała się zapomnieć o wszystkim i wskazała kopytkiem stronę, w którą miały pójść. Podążały wąskimi bocznymi uliczkami, w końcu po kolejnym skręcie znalazły się pod wysokim białym budynkiem z wierzą.

- Zostań i czuwaj, ja zobaczę gdzie jesteśmy.

Klacz zniknęła w budynku wślizgując się bezszelestnie w lekko uchylone drzwi. Violet została sama. Noc zdawała się kończyć i pierwsze gwiazdy zaczęły znikać z nieboskłonu, wyganiane światłem zbliżającego się słońca. Było jednak ciemno. Nekromantka stała pomiędzy kilkoma beczkami. Całą ulica była pełna różnego rodzaju skrzyń, czy pojemników. Wiele z nich rozbito w walkach ulicznych. Nagle Violet usłyszała szurnięcie drewna po bruku. Ktoś musiał przesunąć kawałek gruzu w sąsiedniej uliczce.        

Share this post


Link to post
Share on other sites

-*khy khy* wychodzimy nic tu nie ma.- rzekł IceSword i poszedł do wyjścia. Po wyjściu odetchnął głęboko pozbywając się tego wszystkiego z płuc. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

IceSword wyszedł na ulice, zauważył jednak, że jego kompanka jakby zakrztusiła się dziwnym kurzem z piwnicy i upadła. Jej źrenice wirowały po obwodzie oczodołu. Wyraźnie czułą się źle.

 

Na uliczce panowała cisza. Pożary w większości powygasały, jedynie od centrum miasta zbliżały się kłęby dymu. Gdzieniegdzie wśród nich przebłyskiwała krwawa łuna dogasających płomieni. Niebo zaczęło lekko szarzeć. Wszystkie odgłosy walki umilkły, jednak bitwa nie mogła się skończyć. Nikt nie tryumfował, na zamku dalej widniały flagi Changeli i Nightmare Moon. Powoli zbliżał się ranek, a z nim nadzieja na oprzytomnienie wojsk Królowej i co ważniejsze na wsparcie, które mogło przyjechać koleją. W prawdzie dworzec był zajęty, lecz posiłki mogły zatrzymać się poza miastem i otoczyć rebelię kręgiem. IceSword jednak dalej był w beznadziejnej sytuacji w najniższej dzielnicy Canterlot, która w całości została zajęta przez rebelię. Należało coś szybko wymyślić, aby nie zostać złapanym przez kolejne patrole oraz możliwie pomóc swoim, broniącym się w twierdzy.   

Share this post


Link to post
Share on other sites

Changeling wyszedł z piwnicy i odetchnął świeżym powiwtrzem. Rozejrzał się w poszukiwaniu kompanki, niestety nie znalazł jej. Wniosek był prosty i oczywisty, została. Podmieńce mają jednak tą słabość, że swoich nie zostawiają, a próba dokonania tego sprawia im po prostu ból. Wojownik zaklnął, odetchnął głembiej, po czym nabrał powietrza w płuca i energicznym krokiem wszedł do piwnicy i równie energicznym starał się z niej wyjść wraz ze smoczycą. Kiedy udaje mu się wyjść z nią przykłada ucho do jej ust a wzrok kieruje na jej klatkę piersiową. Jeśli czuje/słyszy/widzi że oddycha przykłada jej lodowe kopyto do czoła. Jeśli nie wyczuwa oddechu zaczyna recuscytację. W końcu swojego trzeba ocalić. 

Ratując kompankę myślał o wszystkich kompanach których poznał i których stracił. DarkHeart, Shadow, podmieńce. Właściwie została tylko jedna osoba, której właściwie nawet nie poznał. Jak jej tam było? Strange? Westchnął ponuro i na powrót skupił się na Fire. 

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Informacja dotycząca wszystkich sesji - zaczęły mi się wakacje, niestety nie będę miał tyle czasu ile przewidywałem - szczegóły zapraszam na PW, ale niemniej planuję jednak trochę poodpisywać w sesjach. Osoby dalej zainteresowane wspólną zabawą proszę o kontakt na PW i potwierdzenie, żebym nie odpisywał w zakończonych sesjach :pinkie3:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now