Jump to content

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna idąca po zaopatrzenie)


kapi
 Share

Recommended Posts

Strażnicy dziwnie popatrzyli po sobie, gdy przez bramę przeszła uśmiechnięta od ucha do ucha klaczka i to jeszcze zezowata, ale nie zareagowali w jakiś inny szczególny sposób. Pokemona przeszła sobie spokojnie obok strażników i dostała się do głównego miasta. Biegła teraz co sił w kopytach, Magic akurat obrócił głowę w stronę bramy i zatkało go, On się martwił i stawał na głowie, żeby znaleźć Pokemone, a ta wesoło z uśmiechem na ustach paraduje przez główną ulicę.

 

Tymczasem w podziemiach Grass zauważył pewnego czerwonego kuca. Odziany w złotą zbroję półpłytową gwardzistów Canterlockich, z tarczą na plecach i mieczem w pochwie. Pod tarczą znajdowała się lekko postrzępiona czerwona peleryna ze słońcem księżniczki dnia. Rysy twarzy miał młode i przyjazne, a zarazem już doświadczone służbą. Na pierwszy rzut oka budził pozytywne odczucia. Podszedł śmiało, raźnym krokiem do Grassa.

- Witam nazywam się Red Rising, porucznik oddziału rebeliantów i wierny sługa Equestrii i Księżniczek. Czy Wy jesteście może kucami, które parę dni temu wyruszyły z Ponyville z rozkazu Księcia Whita, aby uwolnić wszystkich uwięzionych w Changeli?-  spytał głosem równie przyjaznym, co jego wygląd, lecz rzeczowym i pewnym.

Link to comment
Share on other sites

Magic po wyjściu z karczmy zaczął szykować plan. Najpierw powoli zaczął się rozglądać, starając się zapamiętać drogę we wszystkich możliwych kierunkach, by móc z łatwością szybko tu powrócić oraz zapoznać się z miejscami pobytu gwardii Chrysalis. W pewnym momencie skierował swój wzrok w stronę jakiejś bramy i... Chwilowo się wyłączył. Przygotowany mentalnie i fizycznie (no, bardziej mentalnie) na najgorsze rozwiązania... Trafił na najlepsze. No ale jednak głupi zawsze ma szczęście. Gdy już wrócił do siebie, objął klaczkę i po cichu powiedział - Cieszę się, że znowu Cię widzę, Pokey. Ogier nie planował jednak natychmiastowego powrotu do bazy; mogłoby to zaniepokoić tak straże, stojące przy bramie, jak i rebeliantów z karczmy.

Link to comment
Share on other sites

- Mamy czas. Jeśli nie masz nic przeciwko, możemy się przejść... - powiedział z uśmiechem do Pokemony, po czym szeptem dodał - Albo pokażę Ci bazę Rebeliantów i wrócimy do Grassa i Green. Magic nie był przekonany do szybkiego powrotu, ale zostawanie na powierzchni nie było bezpieczne. Po chwili ciszy ogier przyjaźnie powiedział jedno słowo - Wybieraj.

Link to comment
Share on other sites

Odwzajemniłem uśmiech ogiera i odpowiedziałem.

- Tak, to my we własnych osobach, zdrowi, zwarci i gotowi do boju. Jeśli pan pozwoli i da mi chwilę, odniosą tą klacz na jej posłanie, bo piórkiem zdecydowanie nie jest, więc wolałbym nie stać z nią na grzbiecie za długo - uśmiechnąłem się przepraszająco i minąłem gwardzistę. - Zaraz wrócę z powrotem, tymczasem radzę zebrać resztę drużyny!

Link to comment
Share on other sites

Pokemona wraz z Magickiem weszli do karczmy, ponownie nikt nie zwrócił na nich specjalnej uwagi, przeszli na zaplecze i zapukali w przejście. Po chwili drzwi się otworzyły, a w środku ukazał się ten sam ogier, który poprzednio pytał się o powód wyjścia zielonego jednorożca.

- Coś szybko wróciłeś...?- spytał podejrzliwie rebeliant, zagradzając drogę dwójce bohaterów.

 

Tymczasem głębiej w podziemiach Grass ułożył Green i zorientował się, że porucznik poruszał się za nim.

- Mam niestety złe wieści dla tej klaczy, gdyż przybyłem z rozkazem od tutejszej dowódczymi, aby zebrać wszystkich uczestników tej misji na naradę, która odbędzie się już niedługo, zatem owa dama nie będzie mogła sobie zbyt długo pospać.- powiedział ogier i również lekko, lecz przyjaźnie i szczerze się uśmiechnął.

Link to comment
Share on other sites

Cóż, sam jestem tym zdziwiony. Czasem kuc ma więcej szczęścia niż rozumu, jak w moim przypadku - powiedział z uśmiechem na twarzy ogier. Po chwili dodał, spoglądając się na Pokemonę: To jest właśnie ta zguba, której szukałem. Mądra jest, akurat gdy wychodziłem z karczmy, wyszła z bramy naprzeciwko.

Link to comment
Share on other sites

Ogier popatrzył, lekko z niedowierzaniem, po czym powiedział.

- No cóż cieszę się ,że Panu się udało, a Ty [powiedział do Pokemony] uważaj na siebie. Zapraszam do środka.

Ciemny korytarz nie wydawał się zbyt przyjemnym miejscem dla klaczki i wyglądał dość strasznie, ale w końcu to tam mieściła się rebelia, która podobno gwarantowała bezpieczeństwo.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Uwaga nastąpiło połączenie sesji, dalsza gra toczy się w wątku "W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna Wolnej Equestrii)

 

Zapraszam do udziału wszystkich, którzy chcą kontynuować grę :pinkie3:

 

Post wznawiający znajduje się na 12 stronie wątku i ma numer #223

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Wznowiony zostaje ten temat na użytek Seroxa i Jego postaci Shapeshiftera (Sandstorm/Serox) :pinkie:

 

Sandstorm odpłynęła, całkowicie pochłonął ją mrok. Z niego powoli zaczął wyłaniać się jakiś nieokreślony, ciemnoniebieski kształt. Zbliżał się pomału, choć na początku miał wymiary małej mrówki. Nagle coś poruszyło się w tym tworze, klacz poczuła uderzenia dzikiej energii od czegoś, co było od niej tak odległe i miało wielkość kopyta. Po kolei zaczęły uruchamiać się jej przytępione wcześniej zmysły. Odzyskała czucie. Pierwsze co zrozumiała, to to, że nie ona się przybliża do tego czegoś, ale spada i to z ogromną prędkością. Odzyskała węch. Poczuła przez chwilę słone opary, a gdy odzyskała panowanie nad językiem dotarła do niej gorycz w smaku tego miejsca. W końcu ożywił się słuch, który zanotował olbrzymi szum i huk, niby od huraganu. Włosy klaczy rozwiały się od prędkości i przesłoniły obraz, który nieubłaganie nadchodził, aby się z nią spotkać. Chciała spojrzeć na swoje kopyta, ale całkowity brak światła sprawił, że nic nie zobaczyła. Poczuła się samotnie, jej brat teraz milczał i jakby był nieobecny. 

 

Gdy szum był już ogłuszający, nagle coś nią wstrząsnęło, usłyszała jakby gruchot niszczonej skały, spojrzała pod nogi, nie zobaczyła nic. Wszędzie czerń i tylko przed nią ten ciemnoniebieski kształt. Teraz to zrozumiała, stała przed otwartą morską kipielą. Huk nie ustawał, fale uderzały o jakąś niewidzialną, czarną, barierę, rozbijając się u jej podnóża. Kropelki lodowato chłodnej wody muskały delikatną sierść Sandstorm. Jej imię tak bardzo nie pasowało do obecnej sytuacji, nigdzie słońca, ani nawet drobin, tylko przerażająca potęga ciemności i wody. Gdzieś w oddali zebrała się potężna fala, która zakryła całą górę jej widzenia i ponownie rozbiła się o niewidzialną ścianę, osłaniając klacz.

 

Sandstorm miała nieodparte wrażenie, że coś się na nią patrzy, ale ilekroć się odwracała, tylekroć widziała samą ciemność. W końcu po kolejnym takim obrocie huk zniknął, a ona poczuła, że unosi się w górę. Coś omiatało jej twarz, coś nawilżało jej oczy. Wychynęła z głębi czegoś puchatego na kolejną niezmierzoną otwartą przestrzeń czerni. Oddzielała się ona od substancji, bardzo delikatnej, z której wynurzyła się klacz, jedynie cienką warstwą nikłego fioletu, który burzył się co raz i eksplodował fontanną, która momentalnie była wchłaniana przez czerń. Ponownie do uszu Sandstorm dobiegł dźwięk fal, ale gdzieś z dołu. Obejrzała się dookoła. Nie zobaczyła nic, na czym mogłaby utrzymać wzrok choć na sekundę. Świat zaczął wirować, choć zdawał się stać w swej przemożnej monotonii. W końcu jeden punkt zaczął się przybliżać z gigantyczną prędkością.

 

Przed klaczą, wyłoniła się z czarnego dymu i oparów, jakaś ciemnoszara, wielka brama. Miała trójkątne zwieńczenie z prawie fioletowo niebieskiego marmuru. Całą była popękana. Nad nią siedział kamienny kruk wlepiając swe chciwe oczy w przybyłą. Gęste czarne chmury zaczęły się rozrzedzać i wśród nich wyłoniły się liczne punkty świecące na bladoniebiesko. Otoczyły Sandstorm swym trupim blaskiem, a potem rozeszły się. Dwa z nich spoczęły w lampach, postawionych we wnękach bocznych, marmurowych ścianek przy posępnych, czarnych deskach skrzydeł ponurych drzwi. Inne, które odeszły za klacz uczepiły się latarni z czarnego żelaza i zapłonęły na nich biało niebieskim płomieniem, który ledwo oświetlał ścieżkę z ciemnoszarych kamieni, które tu w krainie opanowanej przez czerń wydawały się czystą bielą. Na prawo i lewo od biednej klaczy wznosiły się chmury i opary czarnego dymu, który wdzierał się do płuc. Kucyk odczuwał wrażenie, że dziwna substancja zalega mu wewnątrz jego ciała i z każdą chwilą co raz bardziej przeszkadza w oddychaniu.  NA koniec klacz usłyszała jakby na granicy świadomości głos wołający "obudź brata, on Cię poprowadzi, On jest nasz"    

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Sandstorm odczuła potężnie tę nagły skok. Najpierw była z Grimem i inną klaczą, potem spojrzała na księżyc i... No właśnie. Co? Mrok wszędzie dookoła i w dodatku te dziwne fale. Co to miało wszystko znaczyć? Co się z nią stało? Jednak te pytania nie nadeszły od razu, o nie. Gdy z początku się tam tak pojawiła nie była zdolna myśleć, pytać, czuć, nawet żyć. To dopiero wróciło po pewnym czasie, zupełnie jakby przeniosła się tak szybko, że reakcje nie nadążyły za nią. Była zdezorientowana i zaczęła się bać. Spadała, ale skąd, dlaczego, jak długo i szybko?

 

Po pewnym czasie i rosnącej paranoi, że jest obserwowana i zaraz umrze, uderzyła w tę wodę? Nie czuła uderzenia, ani niczego. Sądziła, że jest w wodzie. Na to wskazywało otoczenie. Czy nie powinna, aby czasem wstrzymać powietrza w płucach? Nim zdążyła to zarejestrować wyniosło ją nad powierzchnie. Zaczęła odruchowo przebierać kopytkami i płynąć, nawet jeśli nie wiedziała gdzie. Szybko jej kopytka dotknęły czegoś twardszego i gdy chciała stanąć, momentalnie rzucało nią dalej. Była w końcu na brzegu, ale nie było już wody. Znów nie było niczego. Tylko ciemność...

 

I wtedy po raz kolejny nie wiedząc jak, pojawiła się w innym miejscu. Drżąc, patrzyła jak to wszystko wokół niej się dzieje, gdy tylko ujrzała bramę spanikowana pogalopowała do bramy i poczuła to coś w płucach jeszcze dotkliwiej, gdyż po tej przebieżce zaczęła lekko dyszeć, a to owocowało dostawaniem się większej ilości tego do płuc. Oczy zaszły jej łzami. Była w szoku i panikowała. Nie mogła się uspokoić, a jej stan wskazywał, że i tak nie prędko by to robiła i przez panikę to się tylko pogłębiało.

 

Starała się otworzyć tę bramę sama. Zapierała się z wszystkich sił, by je ruszyć.

 

Zaczęły jednak do niej wracać szczątki myśli i logiki. A co jeśli nadal jeszcze jest pod wodą? Co jeśli trudno jej oddychać, bo próbuje to robić pod wodą? Nie była tutaj niczego pewna, więc można było spróbować. Spróbowała sobie przypomnieć początek dnia, gdy uczyła się magii wody i starała się wyciągnąć to z siebie. Była zdesperowana, ale przez ten szok, mimo usłyszenia głosu jakoś nie dotarły do niej słowa i instrukcje w nich zawarte.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Pierwsze pchnięcie Sandstorm wystarczyło, aby drzwi uchyliły się bezgłośnie. Wtedy to klacz zamyśliła się i skupiła na magii wody. Gdy otworzyła oczy czarna mgła zadawała się tworzyć kilka dużych fontann przed bramą. Płynęła z nich granatowa woda, lekko obmywając niszczycielską czerń i zapadając się w nią. Klacz szybko spojrzała do wnętrza bramy. Znajdował się tam korytarz, a w nim sześć drzwi ustawione w rzędach po trzy po obu stronach przejścia. Każde z nich było proste i brązowe, bez żadnych zdobień z porządnego drewna. Natomiast korytarz wysłany był niebieskim dywanem z czarnymi frędzlami po bokach. Przy każdym z drzwi stały posągi jakiś kucy w zbrojach. Gdy Sandstorm przybliżyła się, dostrzegła dziury na ich nogach i wyróżniające się kły w ich uzębieniu. Ich grzywy spięte były w pióropusze na hełmach. Każdy posąg trzymał halabardę, a wykonany był z jakiejś czarnej skały. 

 

Wszystko jakby zwolniło i uspokoiło się. Lekkie pluskanie wody koiło teraz zszargane nerwy Sandstorm. Niestety gdy tylko się obejrzała poczuła wszechogarniający mrok. Bladoniebieskie ogniki zanikały w smolistej przestrzeni. Niektóre z nich jednak wleciały do środka i usiadły na oczach posągów. To wzmogło tylko wrażenie klaczy, że jest obserwowana. Powoli zaczęła czuć, że wszystko poza bramą zaczyna się rozpływać. Spojrzała i faktycznie fontanny zanikały, a szum wody ustawał. Pozostała w rozświetlonym na błękitno korytarzu.

 

Nagle zamyśliła się w sobie. Jakby coś zmusiło ją do spojrzenia w głąb siebie. Pierwsze co odkryła, to że w głowie ma wyłącznie swoje wspomnienia. Nie wyczuwała w ogóle brata. Jakby była już tylko sobą. Jednak jakieś czarne myśli nawet nie pozwoliły jej poczuć radości z osiągnięcia upragnionego celu. Wstrząsnął ją potężny impuls chłodu i usłyszała jakby zwalniające bicie serca. Trwało to tylko przez chwilę, a potem jej myśli uleciały do wspomnień. Zauważyła siebie i brata, jeszcze przed przemianą. Znajdowali się w lesie na polance i jak zwykle trenowali. On przez przypadek rzucił nożem i chybił. Ostrze ominęło drzewo, wpadając w krzaki. Kawałek zieleni poruszył się wydając żałosny jęk. Sandstorm poderwała się, podbiegła w tamto miejsce i zauważyła małego źrebaka, który miał oczy i dziury w kopytach od changelinga, a całą resztę ciała kucyka. Krwawił z piersi. On spojrzał na nią żałosnym wzrokiem i szepnął:

- Wróciłem z wodą mamo

  To ostatnie słowo wstrząsnęło całym jestestwem Sandstorm. Ona mamą? Nagle oprzytomniała. To nie mogło być prawdą, przecież ona nikogo nigdy nie urodziła. To dziecko było tylko jakimś przychodnim wytworem wyobraźni. Jednak po dłuższym zastanowieniu się, nie była sobie w stanie przypomnieć czy tamtego dnia faktycznie Serox chybił drzewo, czy nie, a jeśli tak, to czy coś trafił? A może tego dnia w ogóle nie było? Wszystko zadawało się co raz bardziej gmatwać. Sandstorm poczuła, że ktoś, albo coś zmienia jej wspomnienia, albo mąci nimi. Co gorsza nie wiedziała czy mogła się przed tym skutecznie bronić. Niby przypomniała sobie, że nigdy nie była matką, ale już jedno wspomnienie z dnia z Seroxem było pełne niewiadomych. Zwykle klacz pamiętała dobrze chwile z tamtych szczęśliwych dni, ale teraz na prawdę nie miała pojęcia.

 

Jej umysł powrócił do korytarza. Ciemność z zewnątrz pochłonęła wszystko i zaczynała wsączać się powolnym strumieniem do środka. Wzrok klaczy spoczął na siódmych drzwiach w tym pomieszczeniu, które były osadzone na końcu korytarza, na wprost od niej. Wyglądały tak samo, jak te, którymi tu wchodziła.   

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Sandstorm chwyciła się kopytkami za głowę i potrząsnęła nią. Co się z nią działo? Co się stało z jej bratem? Nie mogłaby się cieszyć z oddzielenia się od brata, skoro znowu go straci. Już wolała być jednym ze swoim bratem, niż nie słyszeć go wcale. Musiała szybko go znaleźć i wynosić się stąd jak tylko możliwe. Czuła, że to miejsce źle na nią wpływa, ale musiała wytrwać dla brata. Podeszła niepewnie do pierwszych drzwi na prawo i chciała je uchylić, by spojrzeć na to co się dzieje wewnątrz. Starała się nie myśleć o tamtym wspomnieniu i zamknąć je gdzieś, aż wróci do normy, albo aż zostanie zapomniane.

 

Przechodząc obok jednego z posągów zadygotała, wzięła głęboki wdech i minęła go patrząc tylko na jego nogi, nic więcej. Próbowała przyzwać te chwile, gdy jak się bała, jej brat Blackwind ją uspokajał i dodawał otuchy. To ją motywowało do podróży po tym dziwnym miejscu, skąd się w ogóle tutaj wzięła? Czy ktoś widział co się z nią działo? Czy to się w ogóle dzieje w rzeczywistości? Nie miała pojęcia, nie lubiła tego miejsca. Powtarzała sobie: "Jestem sobą, jestem tutaj, jestem teraz i nic się nie zmienia". To czasem pomagało. Nie skupiać się na szczegółach, wszystko co do niej przemawia może być kłamstwem, lub celowym podpuszczaniem. Wytrzyma o wiele więcej jak zwyczajnie nie będzie się głowiła nad tym nad czym oni chcą by się głowiła.

Link to comment
Share on other sites

Klacz ominęła ponurą zbroję czarnego posągu. Jej wzrok spoczął kolejno na większości dziur w jego nodze. Przez chwile zdawały się powiększać, ale wtedy klacz szybko odwróciła wzrok. Podeszła do pierwszych drzwi i otworzyła je. Te ustąpiły bez najmniejszego skrzypnięcia. Nagle jakby czas się zatrzymał, a kroki klaczy odwróciły. Wszystko zdało się cofnąć o kilka sekund. Ponowne zmącenia wkradły się do pamięci Sandstorm. Pomimo usilnych starań nie była sobie w stanie uświadomić, czy ona otworzyła już drzwi, czy tylko o tym myślała. Jej oczy dalej spoglądały na dziurę w nodze posągu. Potrząsnęła głową i podeszła do wrót.  

 

Sandstorm otworzyła pierwsze drzwi. Jej grzywa poruszyła się pod wpływem ciepłego wiatru. Zobaczyła małą leśną polankę, okoloną kwiatami i krzaczkami z jagodami. Gdzieniegdzie kicał króliczek. Na środku stała pewna beżowa klacz z brązową grzywą. Spojrzała na Sandstorm i uśmiechnęła się. Jej łagodny głos nie pasował do wszystkiego co otaczało klacz o piaskowej sierści.

​- Witaj Sandstorm, pamiętasz mnie, jestem Animal Heart. Co Cię do mnie sprowadza, przecież opuściłam drużynę?

 

Mały offtop.  Dla tego postu nie miało znaczenia czy kojarzysz Animal, ale weź napisz mi, czy Wilcza Nati jeszcze grała ,gdy Ty doszedłeś, bo nie pamiętam. Może mieć to znaczenie w dalszych postach. 

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

(Nie tylko grała, gdy doszedłem, ale również była przyjaciółką Sandsotrm i widziała na oczy Seroxa i z nim normalnie rozmawiała. Gdy przeczytałem, że to Animal stoi, to pierwsze co pomyślałem, że specjalnie miało to uderzyć w niego, ale lol, jak to tylko random to :crazy: Wilcza odeszła po teleportacji do siedziby pod Canterlotem, a Sandstorm doszła przed walką na farmie. Szkoda, że już jej nie ma. Rozwijała niektóre inne postacie.)

 

Sandstorm czuła jak przechodzą ją dreszcze, to miejsce czymkolwiek było, bardzo jej się nie podobało. Każda rzecz po kolei była przerażająca i napawała strachem. Kto zbudował to miejsce i do kogo należało? Wiele rzeczy działo się z niewyjaśnionych przyczyn i w niewyjaśniony sposób, to było nielogiczne, ale jak widać logika z tym miejscem nie ma za dużo do rzeczy.

 

Gdy już podeszła i skutecznie otworzyła drzwi, poczuła powiew. To ją uspokoiło, ale natychmiast potrząsnęła głową i skupiła się. To dalej może być złuda, albo coś w powietrzu, a przyjemność miała ją zachęcić do wdychania, ale to co zobaczyła oznaczało, że albo już zupełnie zwariowała, albo już za późno. Przed nią stała jej jedyna przyjaciółka, Animal. Oczy zaszły jej łzami z radości. Szybko zrobiła krok w jej kierunku, ale zamarła w bezruchu. Nie może tak się tutaj zachowywać, nic tu nie ma sensu, więc pewnie nie ma tu jej przyjaciółki i Angela. Ale chciała, żeby ona była prawdziwa, może zna drogę, albo też tu utknęła.

 

- W-witaj Animal - głos jej się trochę łamał przez te ostatnie doświadczenia. - C-co ty tutaj robisz? Tęskniłam, co się stało z tobą, gdy ja byłam na górze? Gdzie zniknęłaś? Wiesz może co się tutaj dzieje?

Link to comment
Share on other sites

Dobrze, że mówisz. Brałem pod uwagę wszystkie możliwości, bo mi się po mózgu kołatało, że Twoje postacie gadały z Animal. Jeśli byliście przyjaciółmi to tylko lepiej. Animal nie jest tu do końca przez przypadek. Nawet gdybyś jej nie znał jest to cżeściowo ważne, że to ona, ale w obecnej sytuacji, jest tym lepsza :pinkie:

 

Animal spojrzała na Sandstorm i uśmiechnęła się nieznacznie.

- Ja... już miałam dosyć widoku krwi i mordu. Po prostu złamało mnie to, chciałam uciec do natury. Zmieniłam się w ptaka i odleciałam. Nie do końca rozumiem sensu twojego pytania. Co się tutaj dzieje, no ja stoję i szukam Angela. Bawię się z nim w chowanego. Emm... może to niegrzeczne, ale pozwól, że zapytam, a co Ciebie tu sprowadza, stęskniłaś się może?

Ostatnie słowa Animal wypowiedziała ciszej i trochę się skuliła, zakrywając skrzydłami. Jednak jej pierwsze zdania trochę do niej nie pasowały. Ton, z jakim je wymawiała był ość pewny siebie i zdecydowany. Sandstorm odwróciła się. Zobaczyła uchylający się kawałek świata, przez który wsączał się ten czarny dym. Rozlewał się powoli na ziemi. Odwróciła głowę z powrotem i znów zobaczyła Animal. Ta najwyraźniej zorientowała się, że jest coś nie tak, i wyszeptała:

- Czy... coś tam jest, bo wyglądasz nie za dobrze. Zaczynam się trochę bać. Coś za tobą przyszło?  

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

(Yo Sandstorm już powiedziała, że tęskniła, więc ostatnie pytanie jest nie pasujące lekko jak na mój gust, więc je zignoruje)

 

- Właśnie o to pytałam. Co się dzieje, że jest tu ten dym? Popatrzyłam w księżyc i nagle obudziłam się w jakimś dziwnym miejscu, pełnym tego dymu i dziwnych rzeczy. Weszłam tutaj przez drzwi, których już teraz nie widzę za sobą. Angel jest tam - wskazała kopytkiem krzaczek, za którym siedział. Widziała jak kicał, gdy wchodziła. - Weź go i biegniemy, nie wiem co to za mgła i skąd nadchodzi, ale nie jest to nic dobrego. Widzisz to prawda? Czarna mgła? Powiedz, że nie tylko ja to widzę, bo to o wiele gorsze niż to, że jest rzeczywista.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Ignoruj co chcesz i bardzo dobrze, ale też pamiętaj, że to dziwna kraina i już coś Ci mąciło we wspomnieniach, prawda? Nie możesz być pewien czy Sandstorm coś powiedziała czy nie.

 

Animal z każdym zdaniem Sandstorm co raz bardziej kuliła się w sobie. Jej wzrok latał po okolicy za klaczą, ale mimo usilnych starań nie mógł się zatrzymać na żadnym konkretnym miejscu. Oczy beżowej pegazicy gdzieś w głębi wyrażały strach, a  także głęboki niepokój. W końcu Animal znów odezwała się, a jej słowa były ledwo dosłyszalne 

- Przepraszam Cię, ale ja niczego nie widzę... Nie wiem o jakim dymie mówisz, tam są tylko kwiaty i krzaczki... Dokąd mamy biec?

Sandstorm desperacko obejrzała się za siebie. Jak Animal mogła tego nie zauważyć?! Drzwi były już w połowie otwarte, a czarna mgła wlewała się nieprzerwanym, gęstym strumieniem niczym smoła. Rośliny zatapiały się w niej i nabierały jakiś dziwnych chorobliwie błękitnych barw. Ich liście poruszały się, jakby wyrażając najwyższe zaniepokojenie, a później zastygały w bezruchu. Animal co raz bardziej się bała, być może zobaczyła minę Sandstorm, albo wyczuła zagrożenie, kuliła się co raz bardziej. Nagle coś zaszeleściło u góry. Klacz o pustynnym umaszczeniu spojrzała w tamtym kierunku. Z drzewa spadł Angel. Na szczęście jego opiekunka złapała go. Ale skąd on się TAM wziął?! przecież wchodził w krzaki na dole?! Kolejne spojrzenie na boki. Czarna mgła zaczęła już powoli okrążać dwie klacze i zwierzaka, który na furze miał ślady tej smoły. Animal patrzyła na Angela, ten zaczął się miotać na boki, a potem zasną.     

-Angel, Angel... co się stało mały? Jaki się zimny zrobiłeś... Czy ty... ufff, na szczęście oddychasz... Sandstorm co się tutaj dziele?

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...