Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Arena II  

10 members have voted

  1. 1. Kto zwyciężył w pojedynku?

    • Matalos
      6
    • Carrion
      4


Recommended Posts

Dzień zapowiadał się wspaniale. Tyle pojedynków, tyle możliwości. I tyle do zobaczenia.

W szatni rozległy się kolejne dźwięki, kolejni magowie zaczęli szykować się do opuszczenia korytarza i wejścia na arenę.

Tym razem zapowiadało się specyficzne widowisko.

the_magic_duel_by_jrenon-d5my48b.jpg

-Panie i panowie - wesoły głos Alexsuza.

- Poro, przywitaj walczących! Dzisiaj gościmy w naszych progach dwie niezwykłe osobistości! Tajemniczego Ścierwisława III Wspaniałego który to, jak donoszą nasze informacje, wywołał iście wstrząsające wrażenie już w sali zapisów, sam zaś lubi Warhammera, militaria i szyderczy śmiech. Przeciw niemu stanie Ambroży Coufee, mag o którym mówią iż trochę nadpobudliwy, choć mimo tego piastuje pozycję Mistrza Gry. Lecz niech nie słowa a ich magia przemówi za nich! Zapraszamy!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ambroży strzelił palcami u stóp i raźnym krokiem wkroczył na arenę. Publiczność patrzyła z konsternacją na jego pancerz.

Składający się z utwardzonej pianki kawowej, otaczał maga nie tylko ochroną, ale i przyjemnym dla jego spiczastego nosa zapachem świeżo parzonej kawki.

Przez ramię czarodzieja przewieszona była średniej wielkości torba, zrobiona (jakżeby inaczej) z łodyg kawowca.

Ambroży spojrzał po zgromadzonych i uśmiechnął się, ukazując żółte zęby.

- Witajcie zgromadzeni - zakrzyknął. - Mam nadzieję, że dostarczę wam rozrywki. Chciałbym powitać mojego... chwilowo nieobecnego, oponenta.

Kawowy mag spojrzał po arenie. Piach. Niezbyt dobra gleba, ale na jego zaklęcia powinna wystarczyć. Zwłaszcza, że ma kilka... wspomagających na wszelki wypadek.

Ambroży sięgnął do torby. Zgodnie z tradycją rodu Couffe, przed walką należy wypić mrożoną kawę, dla oczyszczenia umysłu. Co prawda, Ambroży był pierwszym który stoczy jakikolwiek pojedynek, ale to tradycja, nieprawdaż?

Mag wyciągnął z torby mrożoną kawkę i wlał sobie do ust ją szybkim ruchem. Zatrzeszczało, coś strzeliło, oczy maga błysnęły na brązowo. Był gotowy...

Wyciągnął z torby kilka białych ziaren kawy i rzucił je za siebie. W ciągu chwili miał za plecami spore, pełne dorodnych ziarenek pole kawy. Uśmiechnął się, kiedy silny zapach roślinek wypełnił mu nozdrza.

Następnie wyciągnął z torby trzy, szare owoce. Ułożył je w ręce i spojrzał w kierunku skąd miał nadejść przeciwnik.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ambroży spojrzał an przeciwnika i wzruszył ramionami.

- Cóż... gratuluję ciekawej... postaci - powiedział z krótka przerwą. - Zatem, jak to ująłeś... "Naparzajmy się".

Mówiąc to, mag kawowy rzucił ziemię przed sobą te kilka ziarenek jakie przygotował przed nadejściem oponenta.

- Stare dobre zaklęcie... - mruknął pod nosem. - ESPRESSO! - wykrzyczał tak, aby zgromadzeni na trybunach mogli go usłyszeć.

Z ziemi wyrosły cztery, wąskie, humanoidale postaci zbudowane z żywego espresso. Drgając lekko istoty ukłoniły się Ambrożemu.

Mag kawowy wskazał im oponenta. Istoty, zaszarżowały na wroga, z mrocznym rykiem ekspresu.

- Hmmm... - mruknął - ciekawe jak sobie poradzisz z moimi pomagierami? Tylko nawet nie próbuj ich wypić - dodał szybko. - Rozsadzą cię od środka - uśmiechnął się do własnych myśli. - Są odporni na wszelkie próby uszkodzenia, cały czas się regenerują - dodał, jakby od niechcenia.

Nagle zatrząsł się i stwierdził:

- Mrożona kawka jest całkiem niezła...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słysząc dźwięk parującej kawy Ambroży odwrócił się błyskawicznie z strachem w oczach. Widząc jego wojowników, parujących w płomieniach, uśmiechnął się jednak podrapał się po brodzie.

- Cóż... spodziewałem się innego ataku, ale zawsze warto wiedzieć coś o przeciwniku - mruknął mag, niezbyt przejęty nadlatującym atakiem. Następnie wyszarpnął z torby ekspres do kawy.

Srebrno-czary, z błyszczącym, szafirowym napisem "KAVA2000". Trzy wejścia na filiżanki, dwa zbiorniki na ziarna, spieniacz do mleka z funkcją mieszadła, wlew na wodę i mleko, który w krytycznych sytuacjach może służyć za zlew, oraz to, co Ambrożego interesowało najbardziej... Osobne ujście pary, o otworze wielkości rury wydechowej tira. Specjalnie takie, gdyż automat posiadał wewnętrzny silniczek parowy, wymagający drobnych ofiar w postaci węgla. No i niekiedy trzeba przygotować beczkę spienionego mleka... Ale to inna historia.

Oczywiście ta broń jest bardzo poręczna i używanie jej wymaga zaledwie dwóch rąk. Jedna utrzymuje broń, a druga pije kawę.

Ambroży nacisnął kilka przycisków na obudowie, ekspres zaczął się trząść, cicho buczeć i wydawać delikatne pipczenia, jak u uzbrajającej się bomby na filmach.

Zanim płomienie sięgnęły choćby brody maga, ten wypuścił z urządzenia strumień pary, pod ciśnieniem tak wysokim, że Mount Everest czuło się karłem. Gdy zderzyło się z falą płomieni, najpierw ją powstrzymało, trzeszcząc niczym kawał stali i błyskając magicznymi iskrami. Następnie zaczęło odwracać kierunek lotu ognia, kierując go prosto na oponenta.

- Magiczna para to nie przelewki - mruknął, starając się utrzymać odrzut ekspresu. - Ciekawe jak poradzisz sobie z swoim własnym atakiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ambroży nie słuchał przeciwnika, był zbyt zajęty piciem kawy i wypuszczaniem strumienia pary na wroga. Jednak, gdy ekspres został oblany tajemniczą mazią, a następnie zaciął się, mag kawowy przytomnie odrzucił go daleko od siebie.

Jednak tylko pozornie stał się zagrożona przez, nadal nieugaszoną, pożogę. Ambroży może i był dziwny, ale był bardzo przekonany do tego, aby dalej żyć.

Chwycił więc swoją torbę, skierował ją na ogień i otworzył ją na całą szerokość. Błysnęło jasnobrązowym światłem, a cała pożoga, niczym kawa płynąca z ekspresu do filiżanki zaczęła wpływać do wnętrza torby.

Gdy cały ogień został w ten sposób wchłonięty, Ambroży zamknął ją i rzucił w przeciwnika.

Sam zaś sięgnął do brody i wyciągnął z niej kilka ziarenek kawy. Rzucił je tam, gdzie magia technomanty nie uszkodziła piachu.

- Zaklęcie "Wiecznego głodu" - powiedział do swojego przeciwnika. - Wszystko wejdzie do tej torby... Ale jest mały haczyk. Musi to być stabilne, inaczej wybucha - spojrzał na puchnącą właśnie torbę. - Pod twoimi nogami masz właśnie mały gejzer kawy i własnego ognia... Który wybuchnie właśnie... teraz - dodał dla dramatyzmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ambroży patrzył z podziwem, jak przeciwnik wzbija się w powietrze, unikając wybuchu jego torby. Jako człowiek przywiązany do ziemi i kawy, zawsze podziwiał obiekty latające,  do czasu aż nie przeszkadzały mu w konsumpcji czarnego napoju.

Słysząc głośne "Ja fruwaaaam" oponenta roześmiał się głośno i poklepał po kolanach. Głośno pociągnął nosem i spojrzał na krzewy kawowe, jakie wyrosły na początku walki. Pokiwał z uznaniem głową.

- Jeszcze chwila i będą gotowe... - mruknął.

Gdy odwrócił się, zobaczył jak technomanta wrzuca kurczaka do rtęci. Pokręcił tylko głową, z żalu nad takim oto marnotrawstwem pysznego drobiu.

Sięgnął do kieszeni płaszcza i wyszarpnął z niej kawałek nitki. Zaczął czyścić zęby, obserwując co powstanie z tej mięsno-chemicznej mieszanki. Odsunął się grzecznie od kilku kropel nadlatującej rtęci, nie chciał przeszkadzać magowi w jego pokazie.

Gdy z rtęci zaczęły wychylać się kurczaki, mag z zaskoczenia aż połknął nitkę. Kaszlnął głośno kilka razy i uderzył się w pierś. Zaczynał odczuwać braki kawy, a musiał jeszcze chwilę poczekać, aż coś  się w tym temacie zmieni.

- Uważaj na przeciwpancerne dzioby - powiedział Ścierwisław i zaczął czytać swój pojazd. Ambroży wyszarpnął nitkę z ust i rzucił ją na ziemię, aby okazać pogardę dla takiego braku szacunku.

Jednak kawowy mag miał teraz inny problem. Mechaniczne dzięcioły. Nie miał swojej magi kawy, więc postanowił się odwołać do zaklęć MG.

Podrapał się po głowie... Co to mistrz mówił? "Uważaj na przecinki." nie, to nie było to. "Witaj na fo..." nie, to na pewno nie.

- Już mam - zakrzyknął wesoło mag. Wyciągnął zaciśnięte ręce przed siebie, wyciągnął palec wskazujący i kciuk i uformował z nich prostokąt. Spojrzał na każdego kurczaka i roześmiał się.

- Zmiana systemu! - zakrzyknął i splunął przez prostokąt.

W jednej chwili kurczaki zmieniły się w małe, plastikowe figurki. Obok każdej leżała mała karteczka, informująca o ich statystykach.

- Spokojnie, twojemu drobiowi nic nie jest - powiedział do oponenta i zerwał kilka dojrzałych owoców kawy. Zjadł je niemal natychmiast. - Po prostu przyjął formę, pasującą do nieco innego wymiaru - dodał. Następnie położył dłonie na ziemi i wyszeptał kilka słów.

- Na potęgę Mistrza Gry, Pana Podziemi, Miszczunia Gierek, Pana Światów, Miszcza Galaretki... przybywaj - po wypowiedzeniu tej formułki, na przeciwnika zaczęły spadać, niczym meteory podczas Armagedonu, kości do gry. k4, k6, k8, k10 k20... wszystkie rodzaje jakie zna ludzkość i inne uniwersa. Oczywiście wartość bojowa takich przedmiotów, w ich wielkości podstawowej byłaby nikła, dlatego też atak Ambrożego składał się z kości, wielkości kuli do kręgli. Około dwóch setek kości kierowało się na Ścierwisława.

Mag kawy osiadł ciężko na ziemi. Zaklęcia mistrzów gry były strasznie wyczerpujące. Potrzebował chwili odpoczynku... albo kawy. Postanowił, że położy się na chwilę, odsapnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmęczenie... a obiecał sobie, że nie będzie więcej używał zaklęć Mistrzów Gry. No nic, nie miał lepszych pomysłów, więc zrobił to czego się nauczył na pierwszej lekcji.

Nawet nie chciało mu się ruszać. Leżał na plecach i oddychał głęboko, starając się wyglądać groźnie, a przynajmniej poważnie.

Cóż, człowiek ubrany w pancerz z pianki kawowej nigdy nie będzie brany serio. Zwłaszcza, jeśli jest magiem kawy...

 

Tymczasem Ambroży usłyszał nagle okrzyk przeciwnika "Obożemaszyno", co znaczyło, że musiał dostrzec efekty jego ataku. Mag uśmiechnął się, kiedy wyobraźnia okazała mu ten widok. Jego uśmiech stał się o wiele bardziej szeroki, gdy poczuł zapach mielonej kawy, potu i świeżo rozkopanej ziemi. Znaczyło to, że zaklęcie jakie rzucił przed chwilą zadziałało. Otworzył oczy i dźwignął się. Rzucił spojrzenie na przeciwnika i...

Fala światła zalała mu oczy. Instynktownie je zamknął, jednak niewiele to pomogło. Cokolwiek nie zrobił, cały czas widział białą plamę. Nie wiedział gdzie idzie, a był otoczony przez  stada ex-metalowego ptactwa, oraz kule ciepłego plastiku. Ambroży postanowił zdać się na węch.

 

Szkolony przez potężnych baristów, z gór Kafa, każdy kto opanował magię kawy, wykształcał u siebie niesamowity węch. Po ukończeniu szkolenia, kawowy był w stanie stwierdzić, z której strony wylała się kawa oraz kto ją robił. Teraz ta wiedza miała mu się bardzo przydać.

 

Wyciągając jak najdalej nogi i unikając odpychającego zapachu rtęci i płonącego plastiku, Ambroży dotarł do małego krzewu kawowego, który wyrósł tuż przed chwilą, w miejscu gdzie upadły ziarna kawy, wcześniej wyciągnięte z brody. Zanurzył ręce w ziemi, chwycił coś i pociągnął...

Publiczność westchnęła zaskoczona. Oślepiony mag trzymał w rękach... swoją torbę. Tą samą, jaką przyniósł na pojedynek. Dodatkowo odzyskał wzrok po oślepieniu, ale tym publiczność nie była zaskoczona.

 

Ambroży odwrócił się do przeciwnika, chcąc najpewniej rzucić jakieś inteligentne i bohaterskie hasło. Oczywiście narracja wkroczyła do akcji i zanim zdążył je powiedzieć, mechaniczny drób zaszarżował w jego stronę. Ale teraz Ambroży miał swoją torbę i magię kawy.

Wiedząc, że tym razem nie może tracić torby na takiej błahej czynności jak chwytanie kurczaków, Ambroży postanowił zrobić coś innego. Zgodnie z zasadami walki, miał trzy tury zanim drób rozerwie go na kawałki.

 

Tura pierwsza:

- Ambroży sięga do torby (udany test na zręczność)

Tura druga

- Mag wyciąga ziarno kawy oraz kawałek owocu w szarym kolorze. (udany test na inteligencję)

Tura trzecia

- Ambroży wykrzykuje inkantację (udany test na magię) "Café Frappé Maximus"! ziarenko i owoc znikają. W kierunku kurczaków lecą wiązki czarnej kawy, wymieszanej z lodem.

Mechaniczny kurczak: Unik 3 (Lot +2)/(Forma plastiku -3)

Café Frappé Maximus: Szansa trafienia 4 (osłabienia czarodzieja -1)

Po więcej informacji zajrzyj na stronę 754349345, podręcznika dla maga #3.

 

Kurczaki, każdy z nich trafiony zaklęcie, padał na ziemię. Funkcje ruchowe zostały uszkodzone przez ciepłą kawusię, a tym co udało się przetrwać pierwszą część, czekała fala lodu, zamrażająca na miejscu. Trasę między Ambrożym a Ścierwisławem wyznaczały leżące kawałki metalu, niektóre uwięzione w lodowej bryle.

 

Ambroży był jednak zbyt zmęczony, aby atakować dalej. Sięgnął do torby, szukając jego ziarenek wzmacniających. Na razie postanowił olać przeciwnika, mimo iż kultura mówiła co innego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trzeba działać... Cholera, nie wolno było dawać mu inicjatywy - pomyślał mag kawy, kiedy to zaklęcie przeciwnika wytworzyło sześc cewek Tesli dookoła niego.

Ambrozy zapamiętał to sobie, ale pomimo trudnej sytuacji uśmiechnął się. Korzystanie z zaklęć kawy, działało na niego tak, jak filiżanka świeżego Cafe Brule z torcikiem kawowym. Znów miał siłę!

Najpierw tupnął mocno nogą. Część krzewów, jakie wyhodował przed rundą zapadło się pod ziemię.

Potem Ambroży wzniósł ręce w niebo. Z ziemi, niczym fontanny na rynku, wytrysnęła kawa. Czarna mieszanka, o silnym zapachu wanilii. Oddzieliła Ambrożego od cewek, tworząc wewnętrzny krąg. Pioruny mogą sobie atakować. Jeszcze nie znalazł się taki, co by przedostał się przez barierę z magicznie parzonego Americano (50% woda, 50% espresso). Jeśli piorun trafiłby w barierę, wtedy zostałby po prostu uziemiony.

Wewnątrz kręgu nadal znajdował się Ścierwisław, jako że Ambroży działał a nie myślał. Couffe widząc wymierzoną w niego broń, posłużył się prostą, acz silną techniką.

- Zasada wredoty Mistrza Gry numer 12! - wykrzyknął. - Nie do końca udany czar!

W wyczarowanej kuszy coś brzęknęło, coś się przekręciło... kusza dalej wyglądała normalnie, ale Ambroży bardzo chciał zobaczyć jak jego oponent radzi sobie z efektami własnego czaru...

Dodatkowo postanowił zaatakować go kawowym deszczem, aby przeładować Swietłanę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ojoj... Jak to ma tak działać... to chyba mam ostro przechlapane - pomyślał Couffe. - Kwas. Cholerny kwas. Trzeba działać!

 

Magia nie pozwala się temu rozpuścić, tak? Hah! Najprostszy atak w historii!

Mag kawowy skoncentrował swoją kawową magię i wysłał ją w niebo. Pocisk dotarł do nadchodzącego kwasu i rozprysnął się, rozsiewając magię dookoła. Deszczyk padał, a Ambroży ukryty pod sporym talerzykiem do kawy spokojnie obserwował padające krople.

 

Wyciągnął z torby kilak kolejnych talerzyków, rozłożył je niczym ninja w zagranicznych filmach akcji szurikeny i rzucił je w oponenta.

Chwila naukowa:

Talerzyki magów kawy są wykonane z magicznej ceramiki. Jest w stanie wytrzymać bezpośrednie trafienie z Landkreuzer P. 1500 Monster,  przejechanie przez stado rozpędzonych czołgów niemieckich typu "Ratte" i tak dalej. Oraz chemiczny deszcz.

Co ciekawe mają normalną wagę, jaka posiadają zwykłe, ceramiczne talerzyki gotowe się rozprysnąć po wylądowaniu na podłodze. No i nie przewodzi prądu. Materiał idealny ^^

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli on liczy,że jakieś pręty powstrzymają moje magiczne americano, to jest w błędzie. Tylko nieliczni sa w stanie dostąpić prawa zarządzania kawą, i on z pewnością do nich się nie zalicza.

Co do talerzyków, to najmniejszy problem. Ambroży wyciągnął z torby sporych rozmiarów łyżkę do kawy, wziął szeroki zamach i niczym słynny tenisista, wykonujący atak mający zakończyć kilkugodzinny mecz, uderzył z backhendu nadlatujące talerzyki. Kilka poleciało w stronę przeciwnika, ale pozostałe w ogóle nie mogły trafić maga kawy.

Po odparciu pierwszego kontrataku, przyszedł czas na kolejną zagrywkę. Najpierw jednak, Ambroży musiał pozbyć się piekącego kwasu... Przypomniał sobie lekcję, jakiej udzielił mu jego dawny mentor:

"Kiedy wszystko zawiedzie, a z nieba zacznie spadać kwas który zmieni się w gaz, pamiętaj chłopcze: schowaj się."

Couffe rozpoczął skomplikowaną inkantację, która bardziej przypominała kogoś, kto nadepnął na dość sporego jeża. Skacząc w koło, zaczął gromadzić dookoła siebie coraz to więcej kawowej energii.Gdy uznał, że wystarczy już wydurniania się przed wszystkimi, wyciągnął ręce daleko od siebie i zakrzyknął:

- Kakakakakakkakaka!!

Ziemia się zatrzęsła, góry zadrżały, oceany zafalowały, niebiosa przekolorowały się na nieco bardziej niebieski... A nad Ambrożym powietrze zaczęło delikatnie falować... A po chwili wybuchło, rozlewając falę ciepła dookoła maga i kierując gorąc setek wulkanów prosto na przeciwnika.

- Ciepłe powietrze unosi się w górę - powiedział Ambroży. - Twój gaz, będzie cały czas wznoszony w górę, wypychany przez gorąc nad moją głową. Ja się nie zagrzeję - powiedział, sięgając do torby i wyjmując z niej czapkę zimową. - ponieważ ta czapka mnie ochłodzi - dorzucił, zakładając wspomniany element ubiory na łepetynę. ałe kostki lodu cicho zadźwięczały, kiedy dotknęły głowy Ambrożego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż za pojedynek! Aż żal zakładać ankietę i tym samym kończyć zmagania wojowników, ale niestety, zegar tyka. Czas minął i musimy wyłonić zwycięzcę.

 

A zatem - kto okazał się lepszy w tym starciu? Matalos, a może Carrion? Zapraszamy do głosowania w ankiecie. Tylko od Was zależy kto przejdzie do następnej rundy turnieju!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mag kawy vs Mag zanieczyszczeń wszelakich. Niechaj mnie dunder świśnie - wybór dość skomplikowany. Oboje mieli wspaniałe pomysły, oboje pokazali coś ciekawego. Niestety tylko jeden może dostać głos. Kawa czy technologia.... cóż, PG nigdy nie było moją ulubioną formą walki, zatem stawiam na Kawę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako osoba znana z umiłowania czarnego napoju, swój głos oddałem również na Maga Kawy. Pomysł genialny, choć przeciwnik odgryzał się srodze i jego ataku również były godne uwagi i polecenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas minął, najwyższy czas ogłosić kto przechodzi do drugiej rundy turnieju. Publika zapewne łatwego wyboru nie miała, ale kogoś musiała w końcu wskazać... prawda? Zobaczmy zatem jak rozłożyły się głosy.

 

Matalos - 6

Carrion - 4

 

Jak widać Matalos wygrywa dwoma głosami, tym samym przechodzi do rundy drugiej turnieju! Gratulujemy wygranej!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...