Jump to content

Koniec [Oneshot][Dark][Sad][Tragedy]


Verlax
 Share

Recommended Posts

Od twórcy "Downfall" oraz "Mrocznej Wieży".

Skorektowane przez Gandzię

 

desert-dunes-616-600x340.jpg

 

Koniec

 

Pożera wszystko na szerokim świecie,

ptaki, zwierzęta, i drzewa, i kwiecie,

kruszy żelazo i miażdży kamienie,

jasną stal łamie, wysusza strumienie,

królów zabija, burzy dumne miasta,

powala górę, co w niebo wyrasta

 

Link : Koniec

 
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

To było... niecodzienne.

 

Bardzo dobry pomysł, wsparty dosyć specyficznym stylem Verlaxa (tak, tym z angielskimi nutkami) zaowocowało nam naprawdę intrygującym opowiadaniem. Ale jak by o nim coś napisać... jest to trudne i skomplikowane. Z całą pewnością nie jest to fanfik na który rzucimy okiem i przejdziemy nad nim do porządku dziennego. Spowodowane jest to głównie tym, że autor stawia intrygujące pytania i skłania nas do przemyśleń. Głębokich przemyśleń. Czy do rozważań nad sensem życia i kontemplowania własnej śmiertelności? Tak daleko bym się może nie posunął, chociaż... cóż, myślę, że na to pytanie każdy kto przeczyta odpowiedzieć musi sobie sam.

 

Są w tym opowiadaniu głębie. Za to ręczę i go polecam. Bezwzględnie. 

Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...

Czytanie tego opowiadania, jeśli mogę użyć tego wyrazu było... zdecydowanie bardzo ciekawe.

 

Styl wydaje mi się być nieco dziwny. Sprawia wrażenie bardzo podniosłego, poetyckiego. Pokusiłbym się o określenie go jako dość pompatycznego. Przypuszczam, że musiałbym się do niego przyzwyczaić. Górnolotny język pasuje do obranego tematu. Ciężko jest mi coś napisać, nawet, gdy myślę bezpośrednio o fanficu. Po prostu mój umysł jest zajęty zupełnie czymś innym. Analizowaniem. Odpowiadaniem na stawiane pytania. Kilka kwestii zapadło mi w pamięć szczególnie, z powodów osobistych. Zdecydowanie opowiadanie skłania do przemyśleń, zmusza czytelnika, by się nad nim zastanowił. Gratuluję.

Link to comment
Share on other sites

  • 5 months later...

„Koniec” – opowiadanie, w którym główna bohaterka przez dziesięć stron idzie przez pustynię. Wydawałoby się, że nic dobrego nie może z tego wyjść, a tu się okazuje, że fik jest nie tylko interesujący, ale też skłaniający do przemyśleń.

 

Mamy tu do czynienia z typowym teatrem jednego aktora. Oto Celestia przemierza pustkowia w świecie, w którym nie ma już życia. Po drodze przemyśliwuje to, co spotkało ją w ostatnich tysiącleciach.

 

Na uwagę zasługuje wyśmienita kreacja głównej bohaterki. Celestia nie ma już nic, co mogłaby kochać, czemu mogłaby poświęcać czas i uwagę. Wszędzie tylko piach i skały, i wiatr świszczący w uszach. Władczyni, niegdyś dumna i wielka, pierwsza wśród równych, teraz apatyczna, obojętna, pozbawiona królewskich atrybutów. Chyba najlepiej widać to w scenie, kiedy Celestia dostrzega coś pośród wydm, ale nie teleportuje się ani nie rozkłada skrzydeł, bo „czym są te zaoszczędzone sekundy w obliczu wieczności”. Wymowne i daje wyobrażenie o tym, co czuje osoba, które nie może umrzeć. Tak, to zdecydowanie musi być ogłupiające.

 

W tekście jest kilka dobrych, mocnych fragmentów. W pamięć zapadło mi zdanie o brakującej konstelacji Siostrzyczek, akapit o tym, że sława nie jest nieśmiertelna (chociaż nie do końca się z tym zgadzam, bo imię nie musi przetrwać – wystarczy, że kolejne pokolenia zapamiętają nauki danej osoby, wartości, którymi kierowała się w życiu; pewna iskra, jakaś cząstka duszy istnieje dłużej niż imiona, bo nie potrzeba pamiętać, żeby kultywować – oczywiście wyłączając sytuację, kiedy wszyscy wyginęli ;)), a przede wszystkim – moment, w którym Celestia czyni siostrze wyrzuty, że ta na nią nie zaczekała. Strasznie smutne i wyjątkowo wymowne.

 

No i wreszcie te trzy zdania, na których opiera się ład świata – o ciele, duszy i rozumie. Zwłaszcza to ostatnie w obliczu tego, co spotkało Celestię, staje się piękną metaforą – umysł nie jest nieśmiertelny, bo w całkowitej izolacji zawsze, prędzej czy później, traci się zmysły.

 

Na koniec może jeszcze słowo o stylu. O tak, o stylu Verlaksa krążą legendy – że ciężki, że pompatyczny, że najeżony metaforami tak, gdzie trzeba i nie trzeba i generalnie o matko święta, co jasnej bronisz Częstochowy. Owszem, wyjątkowo lubiany przez autora szyk przestawny działał mi na nerwy, bo czynił tekst niepotrzebnie napuszonym, na siłę poetyckim. Można się sprzeczać, że do Celestii taka forma wypowiedzi pasuje – ja tak nie uważam, zresztą, wydaje mi się, że Verlax, przyzwyczajony do pisania po angielsku, nawet nie ma świadomości, że tak tego nadużywa. Poza tym, można to uznać za indywidualną cechę stylu, który nie wszystkim przypadnie do gustu, ale przynajmniej wyróżnia się z tłumu.

 

To chyba tyle. Świetnie opowiadanie, nasuwa wiele przemyśleń o życiu i jego marności, a o to przecież chodziło. No i genialne pierwsze zdanie – idealny wabik do przeczytania reszty.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Madeleine

Link to comment
Share on other sites

Verlax doczekał się komentarza - święto lasu. Aż weszłam sprawdzić i przypomniałam sobie, że... Ja to już przecież czytałam!

 

Moja opinia? Całkiem przyjemne opowiadanie, ale bez zachwytu. Widziałam już lepsze wyciskacze łez o samotnej Celestii. Niezła symbolika, skłania do refleksji i to by było właściwie na tyle.

Tekst mi nie podszedł, nudził mnie nieco.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...