Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Emes

Cena prawdy [Z][Violence][Sad]

Recommended Posts

Jako że nikt inny by tego nie wrzucił (czuje źle attention whore), muszę sam o siebie zadbać, dlatego wrzucę tu swojego fanfika, bo może ktoś nie czytał, a zawsze jestem ciekawy opinii.

Fanfik już troszkę stary, ale aktualnie pracuję nad jego sequelem (może przez wakacje uda mi się skończyć...), więc pomyślałem, że go przypomnę z tej okazji.

Autor: Emes
Korekta: Deveel i Kalom
Opis: Spektrum - szef straży przybocznej Celestii - nieco znudzony wyczekuje już powoli powrotu do Canterlotu z Ponyville, gdzie księżniczka gościła trzy dni. Tuż przed planowanym odjazdem ma jednak miejsce zdarzenie, która sprawia, że Spektrumowi przyjdzie zostać w niewielkiej mieścinie jeszcze parę dni...
 

Cena prawdy

 

 

 

Epic: 1/10

Legendary: 1/50

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałem go już jakiś czas temu i stwierdzam, że jest GENIALNY. Cały czas się zastanawiałem nad rozwiązaniem "zagadki" i do samego końca główkowałem razem z głównym bohaterem. Szkoda, że jest taki smutny ale naprawdę jeden z lepszych jakie do tej pory czytałem :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze napisane opowiadanie, fajnie się czyta. Niestety tema smutny. Akacja i dialogi dobrze zbudowane, przyciągają i wciągają czytelnika.

Gratuluję dobrego fanfica:twilight5:.

Polecam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane.

 

Beware the spoilers!

 

Bardzo przyjemna lektura. Co prawda, nie jestem miłośnikiem kryminałów (a to określenie, jakby nie patrzeć, przynajmniej częsciowo pasuje do tego fanfika) ale Cenę Prawdy przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Może wpływ miał na to stosunkowo lekki klimat? Tak, dobrze czytacie - klimat jest zaskakująco lekki jak na całkiem poważny temat poruszony w opowiadaniu - albo to ja jestem dziwny.

 

Za co mógłbym chwalić?

 

Przede wszystkim za samo rozpoczęcie. Niby nic takiego, poznajemy pobieżnie głównego bohatera, przed nami zaczyna się rysować ogólny obraz wydarzeń jakich możemy się spodziewać w dalszej części tekstu i nagle co? Trzy proste słowa przewracają wszystko do góry nogami. Od tamtej chwili podążamy za Spektrumem w jego śledztwie. Poprowadzi nas ono przez wiele, znanych z serialu miejsc - odwiedzimy Everfree, spenetrujemy zakątki Ponyville, aż w końcu powrócimy do biblioteki, w której cała sytuacja się rozpoczęła.

 

Fabuła - nie nazwałabym jej przesadnie skomplikowaną i wielowątkową, jednak określenia prosta też nie do końca pasuje. W sumie można uznać że jest w sam raz - idealnie dobrana do tematu opowiadania. W myśl zasady Alfreda H. zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie, choć nierównomiernie. Bardzo pomaga tutaj sam Spektrum.

 

No właśnie - kreacja bohaterów to przyjemność dla oczu. Mane 6 została przedstawiona bardzo dobrze - choć postawione w skrajnie nietypowej sytuacji nadal do pewnego stopnia pozostały sobą i ich charaktery przezierały przez wszechobecny smutek. Wisienką na torcie jest jednak Spektrum - strażnik o nieprzeciętnym intelekcie, cynizmie zgryźliwego tetryka i ubarwieniu dalamtyńczyka ze skłonnościami geometrycznymi. Bardzo podobała mi się kreacja tej postaci. Dlaczego? Ponieważ pomimo rozlicznych zalet i przewag nie był przesadzony. Przy tym, choć jego zachowanie mogło wydawać się zimne i bezduszne, to po prostu budził sympatię. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić go, kiedy po rzuceniu kąśliwej uwagi o wywarze wychodził z chaty Zecory ze złośliwym uśmieszkiem błąkającym mu się po pysku. W sumie pasuje mi do niego pewien cytat - "Może i jest sk...synem, ale to nasz sk...syn!".

 

Opisy i dialogi stały na wysokim poziomie - jedne i drugie były przyjemne w odbiorze i absolutnie nie nużyły. Można się było po nich prześlizgnąć bez najmniejszego trudu, za to z dużą przyjemnością. Także rymy Zecory dobrze wpadały w oko - a jak wiadomo czasami trudno jest dobrze oddać jej sposób... komunikacji.

 

Naturalnie znajdą się i rzeczy do lekkiego zganienia - co jakiś czas trafiały się dziwnie skonstruowane zdania, które swoją nieco koślawą stylistyką stanowiły fałszywą nutę w harmonii tekstu. Standardowo również narzekam na tłumaczenia nazw własnych - nie mogłem się bez tego obyć.

 

Jak widać w powyższym komentarzu zalety znacznie przewyższają wady, tak więc z czystym sumieniem daję pierwszy głos i tym samym rozpoczynam polowanie na tag Epic dla Ceny Prawdy.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Muszę przyznać, że sadzając zad przed monitorem miałem zupełnie inne oczekiwania po tytule i opisie. W zasadzie wszystkie zostały rozwiane naprawdę dobrze walniętym zdaniem, które otwiera fabułę. Tak zgrabnie ucina wstęp, że sam też niemal usłyszałem opisywane echo.

 

Sama intryga okazała się być prostą, solidną zagadką ze stosunkowo niewielką ilością tajemnic, co przyjmuję z zadowoleniem, gdyż w miarę mnożenia się niewiadomych i mylnych tropów, wspomniana solidność często gdzieś się gubi. Jest zbrodnia, jest detektyw, jest grupa podejrzanych i jeden brakujący element układanki do znalezienia. Nieprzekombinowana fabuła rozwija się powoli przez strony opowiadania nie robiąc żadnych dzikich serpentyn ani akrobacji, autor wie dokładnie gdzie ją poprowadzić, a czytelnik szybko to wyłapuje i podąża za bohaterem razem z nim szukając brakującego puzzla. Naprawdę nie mogę wymyślić innego słowa na jej skwitowanie niż "solidna".

 

Co do postaci... Hmm, tu mam małe problemy. Postacie kanoniczne zostały oddane przekonująco, rozpoznawalnie, a wizja twórcza autora nie zatarła charakterów... z wyjątkiem Dashie. Próbowałem się wczuć, ale przy całym settingu zachowanym bez zmian jej zachowanie w historii przez nią samą opowiadanej nie przypadło mi do gustu. Gdyby chodziło o mniej ważną sprawę- kupiłbym. Ale w sytuacji tak poważnej, jak ta opisana, zgrzytnęło mi w głowie jej zachowanie. Przyszedł czas na samego Spektruma, głównego bohatera. Jest zdystansowany, opanowany, "zahartowanie zawodem" i idąca za tym zgryźliwość aż z niego wycieka, metodyczny i ogólnie ciekawy do obserwowania. Tyle że wydawało mi się przez cały tekst, że za tę cienką czerwoną linię między byciem zgryźliwym a rozmyślnie cynicznym może nie wychodził, ale wystawiał co jakiś czas kopyto. Ostatecznie wyszedł koń z twardo zarysowanym charakterem, który już po kilku stronach stał się elementem świata przedstawionego równie wyraźnym, jak postacie kanoniczne. Niełatwy do polubienia, ale rzetelny i "życiowy". Duży plus za rymowanki Zecory, zgrabne i na miejscu.

 

Przyjemna lektura. Dosłownie pojedyncze błędy czy niekoniecznie udane słowa nie zaburzały gładkości czytania, tempo akcji jest w miarę równomiernie rozłożone, ogólnie w kwestii technicznej ciężko się do czegoś przyczepić. No chyba że do spolszczeń nazw, ale to nie tyle błąd, ile kwestia gustu. Rozbroiło mnie również użycie słowa "kopytko" w odniesieniu do dorosłych kuców, ale to pierdoła. Z ciekawością zauważyłem, że opowiadanie nie bazuje mocno na kanonie serialu. Kucyki są tu użyte jako dodatek, opakowanie, przez co całość utrzymałaby się bez większych problemów także w innej scenerii.

 

Dużo łatwiej się narzeka niż chwali, ale "Cena Prawdy" to bardzo dobrze opowiedziana, konkretna historia warta przeczytania.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane, czas na komentarz. W tym roku temu opowiadaniu stuknie 6 lat. Jak obszedł się z nim czas?

 

Plusy:

+ fabuła - nie ma dużego stopnia skomplikowania. Tak szczerze, to te zaledwie 58 stron, w dodatku zapisanych nieco większą czcionką, spokojnie wystarcza na rozegranie najważniejszych wydarzeń. Chyba śmiało mógłbym rzec: nic dodać, nic ująć. Serio.

Spoiler

Niewyjaśniona co prawda pozostaje poruszona kwestia przeszłości Spektruma, ale jakoś nie przeszkadza mi to, a nawet zwiększyło chętkę na sequel.

+ bohaterowie: Mane 6 odwzorowane zostały całkiem dobrze, chyba właśnie tak mogłyby się zachować w podobnej sytuacji. Spektrum - daje się polubić, taki cwany skurczybyk.

+ opisy - nie nużą, nie są przekombinowane

 

+/- forma: czuć tu takim wczesnym fandomem, w sensie nie jest źle, ale autor nie miał jeszcze wyrobionego pióra, przez co momentami pod tym względem trąciło myszką

 

Minusy:

- formatowanie: brak półpauz i justowania - minus ten jednak jest niewielki

 

Ocena: 8,5/10 :fluttershy4:

 

Pozdrawiam i zapraszam na jutro (23. lutego) o 20 na omówienie tego fika w Klubie Konesera.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...