Emes Napisano Czerwiec 2, 2012 Share Napisano Czerwiec 2, 2012 Jako że nikt inny by tego nie wrzucił (czuje źle attention whore), muszę sam o siebie zadbać, dlatego wrzucę tu swojego fanfika, bo może ktoś nie czytał, a zawsze jestem ciekawy opinii. Fanfik już troszkę stary, ale aktualnie pracuję nad jego sequelem (może przez wakacje uda mi się skończyć...), więc pomyślałem, że go przypomnę z tej okazji. Autor: Emes Korekta: Deveel i Kalom Opis: Spektrum - szef straży przybocznej Celestii - nieco znudzony wyczekuje już powoli powrotu do Canterlotu z Ponyville, gdzie księżniczka gościła trzy dni. Tuż przed planowanym odjazdem ma jednak miejsce zdarzenie, która sprawia, że Spektrumowi przyjdzie zostać w niewielkiej mieścinie jeszcze parę dni... Cena prawdy Epic: 1/10 Legendary: 1/50 1 Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
DerP Napisano Czerwiec 2, 2012 Share Napisano Czerwiec 2, 2012 O ok. Bo przed chwilą link nie działał ;D Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Czarny Templariusz Napisano Październik 26, 2012 Share Napisano Październik 26, 2012 Bardzo wciągające opowiadanie, choć bardzo smutne. Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
grik1 Napisano Marzec 4, 2013 Share Napisano Marzec 4, 2013 Dobrze napisane opowiadanie, fajnie się czyta. Niestety tema smutny. Akacja i dialogi dobrze zbudowane, przyciągają i wciągają czytelnika. Gratuluję dobrego fanfica:twilight5:. Polecam. Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Dolar84 Napisano Lipiec 25, 2015 Share Napisano Lipiec 25, 2015 Przeczytane. Beware the spoilers! Bardzo przyjemna lektura. Co prawda, nie jestem miłośnikiem kryminałów (a to określenie, jakby nie patrzeć, przynajmniej częsciowo pasuje do tego fanfika) ale Cenę Prawdy przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Może wpływ miał na to stosunkowo lekki klimat? Tak, dobrze czytacie - klimat jest zaskakująco lekki jak na całkiem poważny temat poruszony w opowiadaniu - albo to ja jestem dziwny. Za co mógłbym chwalić? Przede wszystkim za samo rozpoczęcie. Niby nic takiego, poznajemy pobieżnie głównego bohatera, przed nami zaczyna się rysować ogólny obraz wydarzeń jakich możemy się spodziewać w dalszej części tekstu i nagle co? Trzy proste słowa przewracają wszystko do góry nogami. Od tamtej chwili podążamy za Spektrumem w jego śledztwie. Poprowadzi nas ono przez wiele, znanych z serialu miejsc - odwiedzimy Everfree, spenetrujemy zakątki Ponyville, aż w końcu powrócimy do biblioteki, w której cała sytuacja się rozpoczęła. Fabuła - nie nazwałabym jej przesadnie skomplikowaną i wielowątkową, jednak określenia prosta też nie do końca pasuje. W sumie można uznać że jest w sam raz - idealnie dobrana do tematu opowiadania. W myśl zasady Alfreda H. zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie, choć nierównomiernie. Bardzo pomaga tutaj sam Spektrum. No właśnie - kreacja bohaterów to przyjemność dla oczu. Mane 6 została przedstawiona bardzo dobrze - choć postawione w skrajnie nietypowej sytuacji nadal do pewnego stopnia pozostały sobą i ich charaktery przezierały przez wszechobecny smutek. Wisienką na torcie jest jednak Spektrum - strażnik o nieprzeciętnym intelekcie, cynizmie zgryźliwego tetryka i ubarwieniu dalamtyńczyka ze skłonnościami geometrycznymi. Bardzo podobała mi się kreacja tej postaci. Dlaczego? Ponieważ pomimo rozlicznych zalet i przewag nie był przesadzony. Przy tym, choć jego zachowanie mogło wydawać się zimne i bezduszne, to po prostu budził sympatię. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić go, kiedy po rzuceniu kąśliwej uwagi o wywarze wychodził z chaty Zecory ze złośliwym uśmieszkiem błąkającym mu się po pysku. W sumie pasuje mi do niego pewien cytat - "Może i jest sk...synem, ale to nasz sk...syn!". Opisy i dialogi stały na wysokim poziomie - jedne i drugie były przyjemne w odbiorze i absolutnie nie nużyły. Można się było po nich prześlizgnąć bez najmniejszego trudu, za to z dużą przyjemnością. Także rymy Zecory dobrze wpadały w oko - a jak wiadomo czasami trudno jest dobrze oddać jej sposób... komunikacji. Naturalnie znajdą się i rzeczy do lekkiego zganienia - co jakiś czas trafiały się dziwnie skonstruowane zdania, które swoją nieco koślawą stylistyką stanowiły fałszywą nutę w harmonii tekstu. Standardowo również narzekam na tłumaczenia nazw własnych - nie mogłem się bez tego obyć. Jak widać w powyższym komentarzu zalety znacznie przewyższają wady, tak więc z czystym sumieniem daję pierwszy głos i tym samym rozpoczynam polowanie na tag Epic dla Ceny Prawdy. 1 Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Ferrix Napisano Lipiec 25, 2015 Share Napisano Lipiec 25, 2015 Muszę przyznać, że sadzając zad przed monitorem miałem zupełnie inne oczekiwania po tytule i opisie. W zasadzie wszystkie zostały rozwiane naprawdę dobrze walniętym zdaniem, które otwiera fabułę. Tak zgrabnie ucina wstęp, że sam też niemal usłyszałem opisywane echo. Sama intryga okazała się być prostą, solidną zagadką ze stosunkowo niewielką ilością tajemnic, co przyjmuję z zadowoleniem, gdyż w miarę mnożenia się niewiadomych i mylnych tropów, wspomniana solidność często gdzieś się gubi. Jest zbrodnia, jest detektyw, jest grupa podejrzanych i jeden brakujący element układanki do znalezienia. Nieprzekombinowana fabuła rozwija się powoli przez strony opowiadania nie robiąc żadnych dzikich serpentyn ani akrobacji, autor wie dokładnie gdzie ją poprowadzić, a czytelnik szybko to wyłapuje i podąża za bohaterem razem z nim szukając brakującego puzzla. Naprawdę nie mogę wymyślić innego słowa na jej skwitowanie niż "solidna". Co do postaci... Hmm, tu mam małe problemy. Postacie kanoniczne zostały oddane przekonująco, rozpoznawalnie, a wizja twórcza autora nie zatarła charakterów... z wyjątkiem Dashie. Próbowałem się wczuć, ale przy całym settingu zachowanym bez zmian jej zachowanie w historii przez nią samą opowiadanej nie przypadło mi do gustu. Gdyby chodziło o mniej ważną sprawę- kupiłbym. Ale w sytuacji tak poważnej, jak ta opisana, zgrzytnęło mi w głowie jej zachowanie. Przyszedł czas na samego Spektruma, głównego bohatera. Jest zdystansowany, opanowany, "zahartowanie zawodem" i idąca za tym zgryźliwość aż z niego wycieka, metodyczny i ogólnie ciekawy do obserwowania. Tyle że wydawało mi się przez cały tekst, że za tę cienką czerwoną linię między byciem zgryźliwym a rozmyślnie cynicznym może nie wychodził, ale wystawiał co jakiś czas kopyto. Ostatecznie wyszedł koń z twardo zarysowanym charakterem, który już po kilku stronach stał się elementem świata przedstawionego równie wyraźnym, jak postacie kanoniczne. Niełatwy do polubienia, ale rzetelny i "życiowy". Duży plus za rymowanki Zecory, zgrabne i na miejscu. Przyjemna lektura. Dosłownie pojedyncze błędy czy niekoniecznie udane słowa nie zaburzały gładkości czytania, tempo akcji jest w miarę równomiernie rozłożone, ogólnie w kwestii technicznej ciężko się do czegoś przyczepić. No chyba że do spolszczeń nazw, ale to nie tyle błąd, ile kwestia gustu. Rozbroiło mnie również użycie słowa "kopytko" w odniesieniu do dorosłych kuców, ale to pierdoła. Z ciekawością zauważyłem, że opowiadanie nie bazuje mocno na kanonie serialu. Kucyki są tu użyte jako dodatek, opakowanie, przez co całość utrzymałaby się bez większych problemów także w innej scenerii. Dużo łatwiej się narzeka niż chwali, ale "Cena Prawdy" to bardzo dobrze opowiedziana, konkretna historia warta przeczytania. 1 Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Coldwind Napisano Luty 22, 2018 Share Napisano Luty 22, 2018 Przeczytane, czas na komentarz. W tym roku temu opowiadaniu stuknie 6 lat. Jak obszedł się z nim czas? Plusy: + fabuła - nie ma dużego stopnia skomplikowania. Tak szczerze, to te zaledwie 58 stron, w dodatku zapisanych nieco większą czcionką, spokojnie wystarcza na rozegranie najważniejszych wydarzeń. Chyba śmiało mógłbym rzec: nic dodać, nic ująć. Serio. Spoiler Niewyjaśniona co prawda pozostaje poruszona kwestia przeszłości Spektruma, ale jakoś nie przeszkadza mi to, a nawet zwiększyło chętkę na sequel. + bohaterowie: Mane 6 odwzorowane zostały całkiem dobrze, chyba właśnie tak mogłyby się zachować w podobnej sytuacji. Spektrum - daje się polubić, taki cwany skurczybyk. + opisy - nie nużą, nie są przekombinowane +/- forma: czuć tu takim wczesnym fandomem, w sensie nie jest źle, ale autor nie miał jeszcze wyrobionego pióra, przez co momentami pod tym względem trąciło myszką Minusy: - formatowanie: brak półpauz i justowania - minus ten jednak jest niewielki Ocena: 8,5/10 Pozdrawiam i zapraszam na jutro (23. lutego) o 20 na omówienie tego fika w Klubie Konesera. Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Obsede Napisano 20 godzin temu Share Napisano 20 godzin temu (edytowany) Cena prawdy to nie jest zły kryminał. Jest logiczny. Przypomina mi również ten typ kryminału, za którym nie przepadam. Przypomina mi przygody Herkulesa Poirot. Będę starał się unikać spojlerów w tym komentarzu, gdyż uważam, że fanfikowi należy dać szansę, nawet jeśli mi się średnio podobał. Nie znaczy to, że jest zły. Jego zaletą jest niewątpliwie to, że unika schematów z gatunku Occult Detective. Jak wygląda Occult Detective? Mniej więcej tak, że bohater używa mocy nadprzyrodzonych, a nie wyłącznie logiki, aby rozwikłać zagadkę kryminalną. Do tego gatunku należy przykładowo „Unmarked”, który mi się spodobał bardziej niż „Cena prawdy”. Fabuła, a raczej jej założenia, są proste. Flutter shy zginęła. Herkules Poirot… przepraszam, dowódca straży Celest ii imieniem Spektrum, był tego dnia w Ponyville z władczynią, to jest Celestią i został, aby zbadać sprawę. Sprawę, która wstrząsnęła nie tylko Ponyville, ale też przyjaciółkami. Wiecie jak się zaczyna większość odcinków serialu względnie książek o Herkulesie Poirot? Poirot jest w pobliżu miejsca, gdzie ktoś postanawia kogoś uśmiercić. Biorąc pod uwagę, że jest to najlepszy detektyw Świata dziwi to, że morderca postanawia spróbować swojego szczęścia. Tak też się zaczyna „Cena prawdy”. Spektrum jest w Ponyville, ze swoją władczynią, co ma sens, gdyż na tym polega jego praca, a z drugiej strony nikt nie wie, że jest on znanym detektywem, bo w ogóle nie jest w tekście wspomniane, że kiedyś nim był. W takiej sytuacji dziwi, że nim, nie będąc zachowuje się jak profesjonalny śledczy, ale po tym, co przeczytałem w fanfiku „Szyfr”, taka organizacja wymiaru ścigania ma i tak więcej sensu. Ostatecznie w Ponyville nie ma przecież policji, no i sprawa dotyczy jednego z elementów harmonii, a więc pośrednio całego królestwa. Fanfik w kilku miejscach faktycznie przypomina swoim style powieści Agaty Christie. Całość fabuły jest podawana czytelnikowi w taki sposób, by ten nie wpadł, a przynajmniej miał minimalne szanse, na to by wpaść, jakie były okoliczności śmierci Flutter shy. Nie mogło zabraknąć charakterystycznego zakończenia w postaci zebrania w jednym miejscu wszystkich podejrzanych, gdzie Spektrum poskłada wszystkie elementy układanki w jedną całość. Spoiler: Teoretycznie można było dojść do tego, że to Rainbow Dash przyczyniła się do śmierci Fluttershy, o czym świadczy to, że posiada ona alibi w osobie Scootaloo. Jak Scootaloo mogła widzieć Rainbow Dash podczas ćwiczeń, skoro nie może ona latać i nie mogła być w Cloudsdale? Musiała ją widzieć na ziemi, ale przecież Rainbow Dash była cały czas w Clouds dale, więc wnioski nasuwają się same. Muszę przyznać, że zabrakło mi tego „łał, to ta osoba za tym stała”, bo zawężanie kręgu podejrzanych jest faktycznie tutaj czymś ważnym, a nie tylko dla picu, bo na końcu autor wprowadzi coś, co przekreśli całą wiedzę czytelnika. Jednak w przypadku „Ceny prawdy” tak się nie dzieje. Autor jest wobec czytelnika uczciwy. Jednak pewne decyzje autora jednak budzą moje wątpliwości. Spoiler Spojler: Na czele z tym, że absolutnie nie widzę jak dwa pegazy unoszą rannego niedźwiedzia. Po prostu wizja Twilight, która jakimś sposobem wymknęła by się z przyjęcia, wydawała mi się bardziej naturalnym wyborem. Wszak dźwigała Małą Niedźwiedzicę. Autor, jednak myli czytelnika w inny sposób. Nie tylko podsuwa nam fałszywe, choć logiczne tropy: Spoiler Spojler: Fakt, że ktoś ciągnął ciało po ziemi, czy wspomnienie, że zgon mógł nastąpić w wyniku uderzenia siekiery wskazywałyby na Apple Jack. Wszak ta, mając sad z pewnością ma też siekierę, no i tylko kucyk ziemski, mógłby ciągnąć zwłoki. Pegaz, czy też jednorożec raczej by użyli magii, prawda? Mianowicie samo śledztwo jest poprowadzone nieco niedbale i, prawdę mówiąc, w ogóle elementy wyjęte z dowolnej książki o Herkulesie Poirot, można uznać za dodanie nieco na siłę. Spoiler Spojler: Z trzech powodów: po pierwsze Spektrum od razu prawie kwalifikuje sprawę jako morderstwo z premedytacją i nie sprawdzając wszystkich powiązań Fluttershy zawęża śledztwo do jej serialowych przyjaciółek. Po drugie, nie przeszukuje on dostatecznie dokładnie miejsca zajścia, po trzecie nie interesuje go postać niedźwiedzia, nie przesłuchuje, więc weterynarza, przez co nie rzuca więcej światła na zajście. Są to moim zdaniem wręcz szkolne błędy. Co więcej, oczekiwałbym od kucyka żyjącego w utopii, że to właśnie morderstwo będzie rozpatrywał na samym końcu. Tym, co mogę zdradzić, a co utrudnia śledztwo jest z pewnością postawa Zecory. Zecora podczas przesłuchania zachowuje się jak stereotypowy amerykański Murzyn, który jest obrażony, że policja o coś go podejrzewa. Zecora faktycznie zachowuje się podejrzanie i miałem wrażenie, że Spektrum mógłby ją po prostu aresztować za utrudnianie śledztwa. Jakoś nie mam wątpliwości, że byłby do tego upoważniony z takiego czy innego artykułu. A Zecora była zebrą, a bycie zebrą nigdy nie było w MLP:FiM porównywane do bycia odpowiednikiem Afroamerykanina. Jeśli mogę się czegoś czepić, to czasami używanego przez autora słownictwa. Oto kilka przykładów. Cytat W miarę, jak zagłębiał się między niewysokie jabłonie, do regularnego dźwięku uderzania zaczęło nieśmiało dołączać kilka pomniejszych, szybko następujących po sobie odgłosów spadających jabłek. Głośniały one w miarę jego kroków, aż w końcu ujrzał ich przyczynę – jasnobrązowego kucyka o grzywie jasnej jak słoma. Problem polegał na tym, że jabłka, także te spadłe, były jeszcze zielone. - Wiesz, tak sobie myślę… czy te jabłka nie są jeszcze zbyt niedojrzałe, żeby je strącać? Oczywiście nie mogło zabraknąć dosłownego przekładu nazwy cukierni, gdzie pracuje Pinkie Pie. Cytat Kącik Kostki Cukru nie był bynajmniej zbudowany ze słodyczy, ale na taki był stylizowany. Dach wyglądał jak zrobiony z piernika przystrojonego lukrem, a z środka tego dachu wyrastała wieża, którą wieńczyła niby- babeczka przystrojona trzema świeczkami. Budowla iście fantastyczna. Bo po co Cukrowy Kącik, prawda? Lepiej przełożyć dosłownie nazwę angielską, co z tego, że brzmi słabo. Ponadto mam problem z samą postacią Spektruma. Nie jest to źle napisana postać. To zimny drań, który lubi prowokować podejrzanych, aby dojść do prawdy. Po prostu, mam wrażenie, że ponownie świat z serialu gryzie się z tym, z fanfika. Twilight wydaje się być bardziej serialowa, Spektrum, mam wrażenie, że zajmował się wykrycie niejednej zbrodni. Cytat Normalny kucyk, taki jak Twilight, natychmiast odrzuca takie przypuszczenia kategorycznym zaprzeczeniem – inna opcja po prostu nie mieści się w ich sposobie pojmowania świata, nieco życzeniowym, nieskażonym jeszcze brutalnością życia. Spektrum jednak był już „skażony” – widział i doświadczył dostatecznie dużo, by nie mieć złudzeń i realnie podchodzić do sprawy. Podsumowując, poza kilkoma problemami z doborem słów, „Cena prawdy” to rzetelny fanfik i można go polecić fanom kucykowych kryminałów. Mnie nie przypadł on tak bardzo do gustu głównie z powodu czerpania inspiracji prozą Agaty Christie, gdyż bardziej lubię „Porucznika Colombo” niż Herkulesa Poirot. Edytowano 20 godzin temu przez Obsede Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Recommended Posts
Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony
Utwórz konto
Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!
Zarejestruj nowe kontoZaloguj się
Posiadasz własne konto? Użyj go!
Zaloguj się