Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffman

[Pojedynek] [B] Nocturnal Van Dort vs Blazing Heart

Nocturnal Van Dort vs Blazing Heart  

8 members have voted

  1. 1. Kto zwyciężył w tym pojedynku?

    • Nocturnal Van Dort
      4
    • Blazing Heart
      4


Recommended Posts

Czas na kolejny pojedynek z serii noworocznych starć, które pozwolą nam z hukiem wkroczyć w nowy rok 2014. Okrągła arena, posiadająca aż cztery wejścia, była podtrzymywana przez wystające z podziemnego stawu masywne rzeźby, przedstawiające Gargulce, które niczym żywe, wytężały swe siły, by utrzymać kamienną budowlę. Nie minęło wiele czasu i po schodach prowadzących do południowych wrót weszły dwie postacie, które już za chwilę miały zmierzyć się w magicznym pojedynku. Gdy znalazły się wystarczająco blisko, drzwi same otworzyły się, umożliwiając im wejście za arenę. Magiczne lampiony, lewitujące dookoła sali zapaliły się, a oczy kamiennego Lewiatana, wyrastającego z centrum areny zajarzyły się błękitnym światłem. Czyje zmagania obejrzymy tym razem?

 

 

_request__silhouette_by_ruffu-d5md9u1.jp

 

 

Jej oficjalnym obiektem kultu jest Megadeth, zna dzieła Gaimana, Sapkowskiego, Pratchetta oraz Martina, byłaby prawdziwym człowiekiem renesansu, gdyby nie lenistwo… Poza tym, stoczyła już kilka pojedynków, a teraz wraca po więcej. Tak, to Sługa Nightmare Moon, Regentka Pani Nocy, Nocturnal Van Dort! Jej przeciwnikiem będzie Blazing Heart, dla którego dojrzałość jest zbyt nudna, dlatego też samego siebie określa mianem „wielce dziecinnego człowieka”. Poza tym, ma dar bawienia ludzi, chyba, że ktoś został kompletnie wyprany z poczucia humoru.

 

W tym pojedynku jedynymi ograniczeniami będą panujące w sekcji Casual zasady, a także czas. Nocturnal Van Dort i Blazing Heart będą walczyć przez dwa tygodnie (do 19.01.14.), zanim przejdziemy do ankiety, która pozwoli wyłonić zwycięzcę. Do tego czasu, walczcie dzielnie i z całą swoją mocą!

 

Powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

-No nieźle moja przeciwniczka to też metal do tego służy Emo-Lunie. To będzie zabawa nad zabawami- Rozejrzałem się po wnętrzu areny. - Ciekawe czy jak... Ugh. Lepiej nie. Wolę nie musieć płacić.- Przeszedłem się nieco po arenie i stanąłem pod jednym z wejść. - Witaj zatem. Niech nie zmyli cię me imię nie ograniczam się do płomieni. Więc nie będzie nudno mam nadzieje.- Wyciągnąłem z kieszeni marynarki nieco odłamków magnezu i rozrzuciłem je po arenie. Chyba przesadziłem z tymi ciuchami. Jednak tweedowa marynarka, koszula, krawat, jeansy i glany to nie strój na walkę. Pomyślałem po czym ściągnąłem marynarkę i włożyłem ją do mojego wojskowego plecaka. Podwinąłem rękawy koszuli pokazując tatuaż wyglądający jak smok owijający się wokół ręki. Przywołałem miecz który przypominał katanę z narysowanymi runami. - Twój ruch. Niechaj arena zapłonie.- Powiedziałem po czym uśmiechnąłem się chamsko w oczekiwaniu na działanie przeciwnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jedne z wrót otwarły się z trzaskiem, a na piasku rozwinął się długi, czarny dywan. Zabrzmiał dźwięk trąbki. Na arenę dostojnym krokiem weszła Nocturnal ubrana w czarną pelerynę i spiczasty kapelusz utrudniający obserwowanie otoczenia.

Mimo przeszkody w postaci nakrycia głowy udało jej się dotrzeć na koniec dywanu bez potknięcia. Za nią pojawiła się wielka, czarna wrona z muchą na szyi, która odebrała kapelusz i pelerynę, po czym zniknęła w chmurze różnokolorowego dymu.

Nocturnal rozejrzała się po arenie i zdecydowanym krokiem podeszła do Blazing Heart'a.

- No, to witam serdecznie, niezwykle mi będzie miło stłuc jaśniepanu siedzenie w ten piękny, pochmurny dzień - potrząsnęła dłonią oponenta i wróciła na swoje miejsce.

- Let the rock off begin! - Z palców Nocturnal posypały się czerwone iskry, które opadając na ziemię utworzyły chmurę czarno-czerwonego dymu.

Kiedy chmura rozwiała się, w jej miejscu stał mały demon o czerwonej skórze, drobnych, czarnych rogach, wytrzeszczonych oczach i pogardliwym uśmieszku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A zatem mobki. Żałosne czym ty próbujesz mnie załatwić. Jednak mniemam że nie wiesz do czego jestem zdolny. Ow. Masz coś na tważy. - Po tych słowach uderzyłem demona w twarz.- To był ból.- zaśmiałem się najbardziej chamsko jak to możliwe.- Ale masz popatrz na mą sztukę.- Wystrzeliłem pocisk ognia który zamienił piasek areny w brudne szkło. - Albo wiesz co...-  przełożyłem miecz do prawej dłoni i wbiłem go w szkło. - Hallowed Be My Name...- po tych słowach w lewej ręce zebrałem magię lodu która przybrała formę sopla. - Słyszałaś kiedyś Amon Amarth  Twilight of The Thunder God? - I stworzyłem słup lodu który ogarnął całe centrum areny. - Utwór jest świetny. hmpf -  wycelowałem w słup magią ognia która go roztopiła sprawiając że cała arena była zalana wodą sam utrzymywałem się kilka metrów nad nią - Tempestatis! - 24 błyskawice uderzyły w wodę który przeniosła elektryczność wprost na stworka - Ride to meet you fate, ragnarök awaits!-  Ciekawe jak u niej z odpornością na elektryczność. Wciąż jednak mam przewagę jeżeli chodzi o moce. Ona moich nie zna. Ja w większości znam te jej. Haha to będzie piękna walka. Pomyślałem po czym zamiast zwykłej lewitacji przyzwałem deskolotkę na której usiadłem w oczekiwaniu na ruch przeciwnika. - Dawaj... Trzeba zobaczyć co tam masz. Hahah. -

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, proszę... - przewróciła oczami. - Niedocenianie przeciwnika to bardzo przykry błąd i może dużo kosztować. - Jaka tam odporność na elektryczność, po co zużywać energię na takie bzdurne rzeczy. Przecież równie dobrze zwykła guma izoluje od działania prądu, więc...

Nocturnal Przeszła kawałek na bok. Na nogach miała kalosze o kwiecistym wzorze i uśmiechała się z triumfem.

Tymczasem stwór porażony prądem zniknął w wodzie, ale tylko na chwilę. Po owej chwili podniósł się i urósł znacznie. Jego rogi się wydłużyły i zaostrzyły, podobnie jak rysy twarzy i cała sylwetka. Przez całe jego ciało przebiegały błyskawice.

Wyglądał teraz na całkiem porządnego diabła. Podszedł do Blazing Hearta i zanim ten zdążył cokolwiek zrobić, wyrwał mu miecz z dłoni i deskolotkę spod tyłka.

Oba przedmioty zostały zgniecione i zlane w jedną, gorącą masę. Diabeł odwrócił się na chwilę, schłodził masę i wręczył przeciwnikowi leżącemu w wodzie różowy balonik, po czym zniknął w chmurze świecącego dymu.

- Nie, nie słyszałam tej piosenki - kontynuowała Nocturnal. - A czy Waść słyszał może Deadly Nightshade? - zapytała. - Mój ogród jest pociągający... - z wody na arenie wyłaniać zaczęły się pnącza z kolcami. Wchłonęły wodę i porosły większość obszaru. Przestawały rosnąć dopiero na tej wysokości, na której kończyły się ściany areny.

- ... A jego zabójcze kwiaty są ukryte... - Z pnącz kiełkować zaczęły ciemnofioletowe kwiaty o długich liściach. Po otwarciu się kielichów, z ich środka biło jaskrawe, ziolono-żółte światło.

- ... Uważaj na to, czego dotykasz, żeby grobem nie stało się to, czego pożadasz... - dokończyła. Wokół niej było dość sporo wolnego od roślin miejsca, czego nie można było powiedzieć o przestrzeni wokół oponenta z różowym balonikiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Hahahaha! Myślisz że jestem idiotą?- Odezwałem się stojąc bezpośrednio pod Nocturnal jako odbicie - Nigdy mnie nie dotknęłaś a na arenie do teraz mnie nie ma. Ja jestem pod nią. A twój potworek jest martwy - Z ciała diabła zaczęła sączyć się maź - twoje kwiatuszki gniją, - Rośliny zaczęły rozkład - I jedynie bó... a nie, nic nie uchroni cię przed naszym gniewem. Hahaha! - Ciało sztucznego Blazing Hearta zaczęło tracić skórę i mięśnie przez co został samymi kośćmi - PANIE DAJ NAM JĄ ZJEŚĆ! -   szkielet zwrócił się pod ziemię - Nie. Wróg ma żyć. Zabijanie jest niedozwolone. Okej czas zaatakować na poważnie -  Na ziemi wśród gnijących roślin pojawił się krąg zielonego ognia w którym stał Blazing Heart - Jak widzę to ty mnie nie doceniasz. Sny staną się koszmarami gdy cienie ukażą drogę a czczący życie oddadzą nam pokłon gdyż nawet anielska światłość nie niszczy naszej duszy. Nasze imię to Legion i przynosimy zniszczenie i śmierć. By pogrążyć wasz świat i stworzyć nasz na chaosie zaczerpniemy z Abyssu. Gdyż nasze imię Legion bo wiele duszy w jednym ciele. Ofiary nie przetrwają klękaj lub giń. Demon dwunastu z piekła pogoń me imię Legion i przynoszę oczyszczenie z dobra! - Po wypowiedzeniu zaklęcia nad areną pojawiły się obłoki mrocznej magi - Magia 4 kręgu, dzieła demonów. Zakazany nekromantonicon Brama Tartaru! -  szkło na arenie zamieniło się w coś w rodzaju portalu który wciągnął na środek Nocturnal - See ya! Grad mieczy! - na środek areny zaczęły spadać miecze - Furia maelstormu - każdy z mieczy zatrzymał się i skierował w centrum - Tnący kwiat - miecze przebiły ciało wroga blisko kilka set razy. - Wybuch cienia - Portal rozrzucił wszystko dookoła - Zamknięcie - kilka łańcuchów z kości zamknęły portal - Eddie - zwróciłem się do szkięleta - Zjedz demona i kwiatki. Nie potrzebny nam tu ten złom. - Uradowany szkielet zaczął wszystko zjadać -Mmm mięsko tak tak! - ja sam podniosłem przeciwniczkę za włosy - To dopiero 4 krąg z 47, dalej chcesz walczyć - wyciągnąłem z kieszeni nóż motylkowy którym uciąłem włosy Nocturnal upuszczają ją samą na ziemie - Krąg 2 ciało pustki - Całe moje ciało i ubrania poszarzało i zrobiło się nienamacalne. - Ja się nawet nie zaczynam rozkręcać - po tych słowach zaśmiałem się jak psychol - Mam nadzieje że ty też nie! Bo to będzie nudne! -

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Z tego co pamiętam, nie jesteśmy na "ty", to po pierwsze. Po drugie, prawdopodobnie pański obłęd pozwolił panu widzieć kolegę Diabła, który zniknął przed pojawieniem się moich kwiatów. Zniknął, nie ma go tutaj. Nie będzie. Zaręczam, że nie byłoby go tak łatwo zabić. A teraz kolejna kwestia... - wyrwała z dłoni przeciwnika swoje włosy. - To co miałeś okazję i zaszczyt trzymać, a co zostało mi odebrane przez waćpana który z każdą chwilą traci w moich oczach, zostanie pomszczone. Waść nie miałeś prawa tego zrobić i poniesiesz za to konsekwencje. Och, i pamiętaj, że kręgi to nic oryginalnego, a na dłuższą metę stają się dość męczące - zakończyła.

Podniosła rękę i dźgnęła oponenta palcem w klatkę piersiową. Z palca prysnęły błękitne iskry i  przepłynęły przez ciało Blazing Hearta.

- A teraz nie jesteś już niematerialny - warknęła. Oddaliła się na pewną odległość, a odcięte włosy w jej dłoni nagle stały się sztywne i idealnie proste.

Uniosły się w powietrze i pomknęły w kierunku oponenta, który chociaż próbował, nie mógł ich uniknąć. Każda ze szpil wbiła się w głęboko w jego ciało, nie czyniąc większej krzywdy. Miały za zadanie powodować jedynie ból.

I rzeczywiście, po chwili przeciwnik upadł na ziemię i zaczął zwijać się w udręce. Po chwili kwas, w którym zamoczone były igły przestał działać i przeciwnik na powrót był sprawny. Osłabiony, ale sprawny.

Wiedźma pochyliła się po piasek z areny, który został przez nią stopiony i zamieniony w czarną maź o konsystencji galarety. Owa galareta zsunęła się z dłoni Nocturnal i podpełzła do Blazing Hearta. Gdy dotknęła jego stóp, w mgnieniu oka zajęła całe ciało, razem z twarzą.

- Pułapka jest odporna na wysokie temperatury i niweluje działanie magii. Nie możesz otworzyć swoich kręgów. Działaj, panie magiku.

Nocturnal usiadła na wyczarowanym przez siebie fotelu. wszystkie pomioty które przylazły na wezwanie oponenta zostały spętane i odesłane do miejsca, z którego odważyły się wysunąć swoje plugawe paszcze.

- Wake up dead - rozkazała. Obok fotela pojawiło się wybrzuszenie, z którego wysunęła się kościana ręka. Tuż po niej pojawiła się cała reszta trupa ubranego w dostojny garnitur. Jego oczy były zakryte przez zaśrubowaną blachę, na skroniach, w miejscu uszu, miał doczepione metalowe kapy z kawałkami łańcuchów, a jego szczęka została zamknięta prze zgrube druty wbite w kość. Szykowała się do kilku minut czekania, kiedy przypomiała sobie o czymś ważnym.

Jej włosy zaczęły się wić i po chwili powróciły do poprzedniej długości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ahahahaha! To zaczyna być fajne! - głos dobiegał z bliżej niezidentyfikowanego kierunku. - Ale mówiłem że nie ograniczam się do ognia, a twoja magia jest całkiem ciekawa ale...- urwałem - spudłowałaś. Kotku nie bierz tego do siebie ale niezbyt interesuje mnie to że cie wkurzam.- pojawiłem się obok wroga - Ale jeśli cię to ciekawi to moja magia rośnie z każdym twoim atakiem a to tam co jest w tej twojej galaretce to właśnie kukiełka. Nie dam się łatwo ale może przestańmy być obrzydliwi? Co ty na to? - przeleciałem kilka metrów w pozycji jak bym leżał na hamaku. - Nie używam tylko swojej magi. I nie nawet nie dotknąłem piasku areny. Oba stworki z jakimi walczyłaś nie używają magii. Ja sobie spokojnie czekałem a oni robili zamieszanie. - krótki chichot przerwany chłodnym spojrzeniem - Mogę? - odgryzłem kawałek przywołanego trupa. - Hm niezłe co to? Trochę twardawe i mało słone ale smaczne.- przełknąłem odgryzione mięso - I zgrywałem się nie mam 47 kręgów magii tylko 17. Kolejny to 23 nie mogę używać od 18 do 22 bo to ,,damska magia'' moje ciało ją niweluje.- lewitowałem jeszcze kilka metrów i zatrzymałem się - Może zarzucę czymś fajnym co ty na to? Clamans Cornwell iter ruina Ore Spectro. - W moich rękach pojawiły się dwa miecze jeden dłuższy z rozdwojonym ostrzem drugi krótszy przypominający kordelas - Dwa w jednym. hahaha! - po tych słowach stanąłem na ziemi - Opere Phantasiae! - za moimi plecami pojawiły się 4 miecze który poleciały w kierunku wroga - Nie zwiejesz! - miecze przybiły oponenta razem z fotelem do ściany. - Bum! Trup! Bitewne Preludium! - Fala uderzeniowa rozeszła się po arenie a mnie okrążyła tarcza. - I jak? Dalej wierzysz w to co widzisz?- miecze które przybiły wroga do ściany zniknęły nie zostawiając po sobie śladu - Bo jeśli tak to ja mam dla ciebie złe wieści.- oba miecze które trzymałem również zniknęły lecz w lewej ręce pojawił się inny miecz tym razem przypominający rapier zaś prawa ręka zamieniła się w demoniczną - Krwawy triumf!- z przeciwnika wypłynęło nieco krwi i rozlało się na mieczu tworząc na nim czerwoną barierę - Gigaia Coegi - Terminator! - znalazłem się za wrogiem uderzają z całym impetem w biodro oraz plecy. - Hypersonic Stab! - z ogromną prędkością przeniknąłem wroga zadając tysiące cięć w złączenia kości i stawy. - Żałosne jesteś za wolna! Ścieżka szermierza krok w cienie Laminas Xtreme! - pierwszym atakiem wysłałem wroga w powietrze po czym poruszając się z prędkością blisko mach 16 wykonałem dwa tysiące siedemset osiemdziesiąt cztery cięcia po całym ciele tnąc blisko linii kości i nacinając zrosty kręgosłupa - Jak się stoi bez ścięgna achillesowego? Chyba marnie co nie? - gdy oponent upadł wszystkie rany zadane w ciągu ostatnich ataków zaczęły krwawić a krew spływała do trzymanego przeze mnie miecza. - Znikaj Edan. Valak to samo podziałaliście. Pora aby Lime i Amalie potańczyły. Hahaha! - Ramię oraz miecz zniknęły zamiast nich pojawiły się dwa srebrne rewolwery. - Sharpshooter Syndrome! - wybuch energii spowodowany strzałem zatrząsł areną - Pora pokazać na co mnie stać bo jak widzę ty nie wiesz że biegniesz ochoczo do rzeźni! - po tych słowach na moim ciele pojawiła się biała zbroja z maską oraz kapturem z bliżej nie zidentyfikowanej materii. Po kilku sekundach cała już zbroja była widoczna. Poza białym całokształtem było na niej wiele złotych klamerek i niebieskich pasków. - Dawaj. Przyjmę na klatę wszystko. I wszystko tylko mnie wzmocni!- krzyknąłem i stanąłem w pozycji pozwalającej na defensywę i unik w przypadku ataku w której oczekiwałem dalszych ataków wroga...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nocturnal patrzała posępnie na przeciwnika, po czym zachwiała się, przeklnęła kogo trzeba i wreszcie upadła, rozbryzgując kałużę krwi, w której stała. Na arenie zapadła idealna cisza.

Kilka sekund później zerwał się wiatr, niosący za sobą olbrzymie i zimne krople wody. Zabrzmiało, a niebo zasnuły niemal czarne chmury.Kilka zabłąkanych błyskawic uderzyło w arenę, a leżąca na arenie wiedźma zaczęła się rozwiewać przy akopaniamencie dziwnych, wysokich dźwięków. Po chwili zupełnie zniknęła, podobnie jak burza i towarzyszacy jej wiatr.

Ponownie zapadła cisza, aż jedne z wrót areny otwarły się z trzaskiem.

Wyszedł z nich kapłan ubrany w czarną szatę, w jednej ręce trzymając świecę z błękitnym płomykiem, w drugiej opasłe tomiszcze w czarnej oprawie, wyglądające na co najmniej kilka razy przeżute. Zaraz za nim podążało czterech mężczyzn niosących czarną, lśniącą trumnę. Zaraz za nimi tłoczył się tłum odzianych w czern ludzi : kobiety, dzieci, mężczyźni i kilka innych, niezidentyfikowanych postaci. Wszyscy bez wyjątku albo chlipali cicho, albo zalewali się łzami i zużywali głośno oraz nietaktownie chusteczki.

Orszak doszedł do środku areny. Żałobnicy stanęli pod ścianą, dając księdzu i niosącym trumnę miejsce manewru.

Kapłan wyczarował marmurowe podwyższenie i mównicę. Podszedł do niej powoli z zadumą na twarzy, poprawił okulary i odchrząknął.

- Witam, moi drodzy. Pogrążona w żałobie rodzino, znajomi, wrogowie. Zebraliśmy się tutaj, żeby pożegnać Nocturnal van Dort i towarzyszyć jej w ostatniej drodze. Ale co ja tam będę ględził, pozwólmy wypowiedzieć się jej samej. - Poprawił mikrofon i odszedł do szeregu żałobników.

Mężczyźni z trumną ruszyli ku podestowi i zatrzymali się tuż przy nim. Dwóch z nich odbezpieczyło zatrzaski skrzyni. Wieko otwarło się i z trumny wstała Nocturnal ubrana w czarną, elegancką suknię. Była trochę bardziel blada niż zwykle.

Z pomocą mężczyzn udało jej się opuścić trumnę i zejść na podest. Podeszła do mównicy.

- To tak... Dzięki za tak liczne przybycie. Naprawdę, jest mi niesłychanie miło, chociaż większość pewnie się cieszy. Tak, tak, Blazing Heart. Widzę cię, oczy mam jeszcze w miarę sprawne, nie kryj się za ciotunią Matyldą. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogłam spędzić te wszystkie lata w waszym towarzystwie. Uwierzcie mi, miło wspominam każdy mój dowcip, wybryk, przeszkadzanie wam i utrudnianie wszystkim życia. Bez tego nie byłabym taka, jaka jestem. Nie macie pojęcia ile znaczy dla mnie wasza obecność... - Tutaj gwałtowny napad szlochu odebrał jej na chwilę możliwość mówienia. - Bez zbędnych ceregieli, kochani. A tout le monde, a tout mes amis, je vous aime, je dois partir. Dzięki wszystkim. Szczególne podziękowania panu Vicowi, za pomoc w organizacji pogrzebu. Panu Lecterowi, za urządzenie menu i całej stypy. - Kościotrup z zasłoniętymi przez metal oczami, skroniami i drutami w szczęce pomachał i otarł niewidoczną łzę. - Dziękuję również Śmierci, że poświęcił swój czas żeby tutaj dotrzeć. Rządzisz, kolego... A teraz do zobaczenia, żegnam was i kondolencje z powodu zgonu. - Wykonała dramatyczny ruch ręką i w akompaniamencie oklasków i wiwatów, płacząc, weszła z powrotem do trumny.

- Możecie kopać, chłopaki. Tylko ostrożnie przy opuszczaniu - wydała ostatni rozkaz.

Przed trumnę wyszło dwóch ludzi, którzy w przeciągu kilku minut wykonali wcale ładny, równiutki dół. Trumna została opuszczona i zakopana, a na wybrzuszeniu w ziemi postawiono czarny, marmurowy pomnik. Wszyscy żałobnicy przestali chlipać i zwrócili spojrzenia na Blazing Hearta. Rzucili się na niego, drapiąc, kopiąc i gryząc. Błyskały wyładowania magiczne, aż w końcu wszyscy odpuścili i równym krokiem opuścili arenę, zostawiając oponenta Nocturnal wbitego w ścianę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Chyba nie sądzisz że tak łatwo da się mnie zabić co?- z wbitego w ścianę ciała zaczął unosić się dym o błękitnym kolorze - Takie maciupkie stworzonka jak ludzie czy inne pomioty nie dadzą rady zabić mojego synka - na arenie pojawił się mężczyzna w czarnym garniturze. -Jednak wybaczcie że się nie przedstawiłem. Jestem Lucyfer pierwszy upadły anioł a Lucas... a w dla was Blazing Heart to mój 4 syn.mężczyzna przeszedł się po arenie Muszę przyznać panno Nocturnal van Dort że intrygujesz mnie... Jesteś ciekawa. Niemalże ciekawsza od ludzi i ich wiary w dobro i zło- zaśmiał się szyderczo I nie udawaj trupa jak mówi do ciebie władca ciemności pomiocie...- po tych słowach trumna sama się wynurzyła a Lucyfer wyciągnął Nocturnal i posadził ją na krześle przy stole. - Synu, przyłączysz się? Czy będziesz tak udawać agonie?- zwrócił się w kierunku zbroi - Ta oke. Posiedzę a ty załatw kawkę. Dla ciebie Nocnik jakąś też? Czy zadowolisz się cyjankiem? - odpowiedziałem Lucyferowi i zapytałem Nocturnal -Masz... A zatem panienko.  TO MA BYĆ WALKA A NIE  COMEDY CENTRAL! Bez udawanych śmierci mi tu! -  wykrzyknął Lucyfer po czym przewrócił stół na Nocturnal. - To ja zmienię ciuchy bo nie będę popylać w czymś takim... - otoczył mnie krąg ognia i po chwili stałem już w nowej koszulce z logiem ac/dc bojówkach moro i nowych glanach. - Umówmy się Nocturnal van Dort... Nie udajemy śmierci ja chcę się pobawić a nie oglądać czyjąś familię.- wskazałem palcem na Nocturnal która wyczołgała się spod stołu - A to w ramach ostrzeżenia. Sword of Relics!- przez sufit przebił się olbrzymi ogniowy miecz który wywołał masę dymu. - Infernal Arm! - moja lewa ręka zapłonęła dzięki czemu dało mi się wykonać olbrzymie nacięcie na całej przestrzeni areny. Pięć nacięć wysokich na 14 metrów pojawiło się za wrogiem a ja sam uderzając od dołu wywołałem małe trzęsienie ziemi w wyniku którego część sali zaczęła się walić - Koniec agonii! - wyrzuciłem wroga na 15 metrów w górę i bezpośrednio pod nim wytworzyłem krąg nim Nocturnal wybiłem ją jeszcze raz w górę. - Szpon Feniksa! - olbrzymi feniks wyleciał spod ziemi i uderzył oponenta w powietrzu spalając znaczną część sukni. Nim upadła na ziemie feniks spadł na nią kierując ją ku ziemi w płomieniach - Lunar Blade! - Kilku metrowy granatowy miecz z kryształu dobił ją jeszcze przed upadkiem - Ancient Fire! Word of Alterasia! - krąg pod wrogiem wysłał falę złotego ognia po którego zniknięciu z góry spadły odłamki lodu tnące ciało wroga Jak widzę dasz sobie rade, narka synek idę męczyć ludzi...Po tych słowach Lucyfer zniknął. - No chyba można uznać że zacząłem rozgrzewkę. A jak z tobą?- Zwróciłem się do Nocturnal -Ustoisz na nogach? Czy skoczyć po żelazną damę? - popiłem kawą i otoczyłem się ogniem uniemożliwiającym podejście - Bo mam nadzieje że jeszcze powalczymy.- zaśmiałem się i czekałem na ruch wroga.

 

 

 

P.S. techniczny

Moje wypowiedzi

wypowiedzi Lucyfera.

Edited by Blazing Heart

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To był dopiero początek, a już tatuś musiał interweniować... Smutna taka nieporadność. Och, i wydaje mi się, że to jednak ja mam prawo decydować o swoich działaniach, nie twój tatuś - odezwała się Nocturnal, wyjmując sobie miecz z brzucha.

- Czy nie było mowy o tym, że nie wolno zabić przeciwnika? Było, pamiętam. Po raz kolejny coś przebija mi się przez żebra. - I zaczyna się to robić nudne, naprawdę. - Otrzepała ubranie z pyłu, wstała i rozprostowała palce. Odbudowała struktury ubioru, który częściowo ostał strawiony przez ogień.

Teraz należało dotrzeć do oponenta, stojącego w centrum sporego ogniska. Słaba bariera, a w dodatku niepraktyczna.

Po wykonaniu kilku ruchów rąk i podejrzanych pomruków, niebo zaszło czerwoną mgłą. A może ono samo stało się czerwone?

- Powrót do siły się zbliża...

Na arenie pojawiły się czerwone plamki. Czerwony deszcz - krople krwi.

- Deszcz krwi z rozdartego nieba. Krwawienie jest przerażające, a teraz tworzy mój układ. Będę królować we krwi! - krzyknęła, a jej głos odbił się echem po arenie. Blazing Heart stał w strugach deszczu, w przemokniętym ubraniu. Ogień wokół niego zgasł i chwilę później niebo przestało płakać czerwoną cieczą.

Nocturnal nakreśliła w powietrzu krąg. Atmosfera zafalowała, a środek okręgu błysnął fioletowym światłem, które stworzyło w swoim środku dziurę.

Z owej dziury wyleciał biały królik w granatowej marynarce i z monoklem na lewym oku. Rozkojarzony rozejrzał się wokół, po czym zaczął nerwowo biegać po arenie, co chwila wyciągając z kieszeni zegarek i mamrocząc niezrozumiałe słowa pod nosem.

W tym czasie z portalu wyszedł też mężczyzna w nieco zniszczonym, przesadnie zdobionym cylindrze. On również miał na sobie marynarkę, upiększoną koronkami i różnymi kolorowymi, zupełnie zbędnymi elementami. Za nim pojawił się jeszcze zając, odrobinę tylko od niego niższy. Miał na sobie gustowną kamizelkę.

Mężczyzna i zając dostrzegli Blazing Hearta i podbiegli do niego.

- Tak się nieprzygotować na popołudniową herbatkę?

- Koszmar! - Bezguście!

- Trzeba coś z tym zrobić! - Mężczyzna kilka razy obrócił zawodnika wokół własnej osi, niezrażony jego protestami. Po ostatnim obrocie Blazing Heart miał na sobie błękitną sukienkę z dziewiętnastego wieku.

- Teraz możemy rozpocząć - stwierdził zając. Zza pleców wyciągnął biały obrus i strzepnął. Tkanina zatrzymała się w połowie wysokości od ziemi, a spod niej wysunęły się drewniane nogi stołu. Na stole pojawiła się pełna porcelanowa zastawa. Gdy mężczyzna - kapelusznik i zając zgięli kolana, pojawiły się pod nimi krzesła.

- Siadaj - rozkazał kapelusznik, a Blazing Heart mimo woli musiał usiąść, tyle że na niego nie czekało niewidzialne krzesło.

- To powiedz mój drogi, cóż tam u ciebie słychać?

- A wiesz, ka... - w tym momencie ucho zająca przebite zostało mieczem przez wychodzącego z opresji Blazing Hearta. Zwierz odwrócił się powoli w jego stronę.

- Tak się odwdzięczasz za zaproszenie? W ten sposób? To nie uchodzi! Czas na karę! - Kapelusznik wziął ze stołu okrągły dzbanek i podszedł do zawodnika. Ten zaś miał możliwość zauważyć, że kapelusznik, a razem z nim cała arena gwałtownie się zwiększają.

W rzeczywistości to on sam się zmniejszał, a gdy proces dobiegł końca, kapelusznik chwycił go i wrzucił do porcelanowego naczynia, oczywiście pełnego wrzącej herbaty.

Po wszystkim zając zwinął zastawę ze stołem, i razem z mężczyzną zniknął, kłaniając się uprzednio.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wow. Jak można tak przygotować herbatę? ZA MAŁO MLEKA! No i kto na boga posłodził te herbatę białym cukrem! Ten gatunek można słodzić tylko cukrem TRZCINOWYM! No i ta sukienka! Totalne bezguście! Ten kolor nie podkreśla moich oczu ani koloru włosów! Powinna być indygo!- krzyknąłem damskim głosem - No jak tak można! Tak niszczyć herbatę i tworzyć tak badziewne cichy! - Wyszedłem z dzbanka po czym zacząłem wracać do swojego rozmiaru. Jednak zamiast standardowego wyglądu wyglądałem jak 21 letnia szatynka - To jest okropne! To totalna obraza! To poniżenie! Twórca tej sukni powinien robić na galerze za kotwice! - Wyciągnąłem grzebień i zacząłem rozczesywać włosy - Straszne jak to ludzie nie mają pojęcia o modzie. - otoczyłem się ścianą z stali. I zmieniłem formę z kobiecej na męską do tego zmieniając strój - Ugh. Co to za kolor? Dlaczego moje włosy są białe? Kurde muszę rzadziej dawać się zabijać w pojedynkach bo nie nadążam za moim wyglądem. No i te przechodzenia między formami. Dlaczego przez 20 minut muszę być kobietą? - powiedziałem już męskim głosem. - W każdym razie. Ciekawe co nowego w moich umiejętnościach gdyż jak mniemam cornwell zanikł. - mówiłem sam do siebie podczas przebierania. - Dobra. Tak może być. - miałem na sobie mundur pruski z XIX w. bez kapelusza. - Teraz ja ukaże ciebie za takie zbezczeszczenie herbaty! - uderzyłem w ziemie pięścią co wywołało fale uderzeniową od której arena zadrżała. - Tak się nie godzi! Doskonałość jaką jest herbata tak zniszczona! I to wszystko wasza wina! Do tego zabiliście moje stare ciało tym czymś! To podłe! - oczy z białych zaczęły przybierać czerwoną barwę a skóra nabrała nieco kolorów lecz wciąż była dość blada - Dobra. Regeneracja kompletna. Czas uderzyć. Emerge ad vocationem illuminatus! Angeli tui cineres et flamma satis daemones; Veni lumen Atmeris dea! - na arenie pojawił się słup światła który zaczął się rozszerzać aż do czterech metrów. - Jak widzę teraz jestem Pokutnikiem a nie Krwawym Cieniem. Cóż miła odmiana posiadać dobrą magie zamiast złej...- w centrum słupa zaczęła pojawiać się kobieta która miała blisko trzy metry. - Destruere dea nomen meum! - kobieta podniosła miecz i uderzyła oponenta z wielką siłą nie wywołując jednak żadnych ran. Uderzyła tak kilkanaście razy po czym świetlanym pociskiem trafiła kilka centymetrów poniżej serca - Amen... - kobieta zniknęła zostawiając zaskoczonego wroga. - Hmm. Dobra co to ja jeszcze mam... Gate: Thunderbolt! - Pod sufitem pojawił się portal z którego wypadł anioł w białej zbroi z halabardą. - Wooow! Jestem summonerem Pokutnikiem! Kozacko! - rycerz uderzył kilkukrotnie w miejsca takie jak splot słoneczny i ścięgna wywołując sporo bólu lecz nie doprowadzając do rozlewu krwi. - Dobra, spadaj. Sam powalczę. - przywołałem włócznie na końcu której widniał sztandar z symbolem przypominającym kryształ i pióro. - No to zobaczmy ile dasz rade przetrwać z rozciętymi zbiornikami magi. Twoja magia będzie teraz wzmacniać mnie zamiast ranić. - uderzyłem włócznią w wroga kilka razy a na zakończenie wywołałem wybuch magi który podtrzymał Nocturnal w pozycji stojącej. - Gniew Niebios, Świetlany Ogień Zbawienia! - Uderzyłem pięścią otoczoną ogniem zbawienia w oponenta rzucając nim w ścianę i wywołując podmuch zimnego wiatru. -  W zależności od tego czy wróg zasługuje na zbawienie czy nie czuje co innego. Zimno bądź gorąco. A ty co czułaś?- zapytałem wroga po czym otoczyłem się barierą przeciwko atakom fizycznym gdyż magii nie musiałem się obawiać...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Każdy zasługuje na zbawienie - odpowiedziała, odpadając od ściany. Udało jej się złapać równowagę i ustać na ziemi. Zastanawiała się, jaki sens ma takie odwracanie działania magii, skoro przywołanie danego stworzenia przez Nocturnal nie przyniesie oczekiwanego przez Blazing Hearta efektu.

Pod oponentem zadrżała ziemia, która w następnej chwili pękła wokół niego, tworząc idealny prostokąt. Kawałek ziemi podniósł się, unosząc ze sobą również Blazing Hearta. Wokół jego kostek i nadgarstków niczym węże owinęły się metalowe obręcze, przytwierdzone grubymi, srebrnymi łańcuchami do podwyższenia. Jak powszechnie wiadomo, stworzenia z mroku srebra nie tolerują, a powiązania rodzinne Blazing Hearta nie pozostawiały niejasności.

W tym momencie miał okazję poczuć nieznośny ból, spowodowany metalem krępującym go.

- Waiting the hour destined to die, here, on the table of hell. A figure in white unknown by man approaching the altar of death...

przed Nocturnal pojawiła się biała, jaśniejąca plama. Im dłużej istniała na przestrzeni areny, tym bardziej wyraźną formę uzyskiwała. Pod ołtarzem światło było już wysoką i smukłą postacią o twarzy zasłoniętej kapturem. Twór zatrzymał się tuż przy ołtarzu i uniósł sztylet, po czym dźgnął leżącego w serce.

W chwili gdy nóż zagłębił się w klatce piersiowej, cały stwór wniknął w Blazing Hearta w towarzystwie iskier i dziwnego, ostrego blasku.

Wtedy też ofiara poczuła pod skórą ogień, a oczy zasnuła mu mgła.

Widział teraz swoje życie, jego najgorszy możliwy scenariusz. Ból i poniżenie były najczęściej powtarzającymi się elementami koszmaru.

W tym czasie Nocturnal stała, niewzruszona. Wystarczyło odbić od siebie zaklęcie innym zaklęciem - zaklęciem odbicia lustrzanego. Była bezpieczna, gdy magiczna ochrona działała na nią.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Cóż... Zadziwiasz mnie, kilkukrotnie prezentowałem iluzje a ty do teraz nie jesteś ostrożna... Jesteś najwolniej uczącym się wrogiem z jakim walczyłem...- powiedziałem jednak mój głos dobiegał z kilku kierunków. - Mój ojciec to nie Lucjan... To była iluzja która miała cię wprowadzić w błąd. Podobnie aniołki... heh. To robi się coraz ciekawsze.- Ciało na ołtarzu zaczęło dymić po czym znikać wraz z dymem. - No i stwierdzenie że istoty cienia nie lubią srebra... Musisz wiedzieć z czym walczysz aby odnajdywać słabości, bo ja na arenie zostawiłem klona na grubo przed twoją udawaną śmiercią.  Zwykła iluzja do wprowadzenia w błąd. A gdy oszukasz umysł... Ciało samo się zrani. - zaśmiałem się - To jest sztuka walki. Nie zniszczenie wroga a zmuszenie go do przegranej bez walki. - pojawiłem się na arenie wyglądając inaczej niż ciało które było na ołtarzu. Włosy były czarne oczy jasno szare, a mundur został zastąpiony ciemnym płaszczem który wyglądał jak by dymił i zostawiał po sobie dymny ślad. - Jestem iluzjonistą i magiem żywiołów ale potrafię wchłaniać wrogą magie ucząc się nowej magii. W ten sposób na przykład mogę nauczyć się twojej magii przywołania. - rzuciłem w Nocturnal nożem który tuż przed jej twarzą zniknął zostawiając po sobie dym który wywołał u niej kaszel. - Wszystko takie same... - uderzyłem w oponenta pociskiem magicznym który wytrącił ją z równowagi - Time to change your pace!- arena odwróciła się do góry nogami przez co Nocturnal spadła na szklaną tafle na dole - Bloodshot aginst the clear blue sky! Tick tock I think my wheels run dry! My my i can't lie! I need shot again! That sweet adrenaline! - zaśpiewałem do muzyki która zabrzmiała. - Pora na prawdziwy pokaz! Kas Sanguinum Cujus!- po dolnej względem Nocturnal stronie szkła zaczęły pełzać czerwone węże zostawiając po sobie ślady krwi. Jeden przebił się przez szkło wbijając kły w podudzie oponenta. - Ostrzegałem. Ale jak widzę ty nie słuchasz. - grawitacja ponownie zaczęła działać normalnie powodując spadek Nocturnal na ziemie. Wąż który ją ukąsił wchłonął się w krew zatruwając ją. - Zaczynam się bać że ty chcesz umrzeć. Lupus Dæmonium contra Lupus Dei in sono pervenitum cultorum quae emistis in morte et principes eorum regnavit. Lupus Dei cultores fratres in signature axuilium! Lupus Die ut in victoria tempore orantes, ut in tenebris obtinuit! Lupus Dei Et inimici nostri perdere. Amen... - na całej arenie pojawiły się istoty pomalowane na wzór wilczych części ciała a pośrodku wilkołak w karmazynowych szatach. - Panie mój. Oto ta która winna przegrać. Niechaj twój gniew ją pochłonie. Lupus Dei niechaj utonie we własnej krwi. - wszystkie istoty zaatakowały Noctural w podobny sposób jak dzikie bestie. Gryząc i drapiąc sam wilkołak patrzał na wszystko. Na koniec jeden z wyznawców Lupus Dei nabrał krwi do kielicha i podał ją mi - Lupus Dei. Wysłuchałeś próśb twego wyznawcy. Dzięki ci o panie. - ukłoniłem się a wilk tylko warknął i zniknął - W krwi wiara ma. W krwi wiara ma. W krwi wiara ma w imię Pana! - powiedziałem po czym oblałem krwią medalion przypominający krzyż z kosą na dole. - Dalej będziesz próbować tak błahych sztuczek jak palenie mnie? Jestem ognioodporny. Jak bym nie był nie posługiwał bym się ogniem do diabła! - krzyknąłem do leżącego wroga po czym założyłem medalik na szyje. Oblizałem palce z krwi - To ma być wyzwanie? Burning Buster! - na arenę zaczęły spadać płonące kruki zostawiając po sobie małe ogniska. Kilkanaście trafiło w oponenta parząc go. Gdy wszystkie spadły wywołałem burze ognia która ogarnęła całą arenę. Gdy wszystko zgasło zacząłem się dymić - Dawaj! To robi się nudne. Ale pamiętaj nie wierz we wszystko co widzisz! Jestem iluzjonistą! - stanąłem otoczony dymem w oczekiwaniu na ruch wroga

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ach, a więc to wszystko iluzja, a przeciwnik Nocturnal był niepokonany i równy bogom. Zastanawiała się, czy jest sens walczyć dalej, skoro i tak nie mogła mu nic zrobić, ani zaskoczyć. Wiedział o niej zupełnie wszystko i był po stokroć lepszy. Sprytny, inteligentny i przewidujący. Nie miała prawa się z nim równać. Po całym pojedynku chyba stworzy religię na jego cześć, taki był wspaniały. Tak, zdecydowanie takie istoty trzeba gloryfikować, bo same są zbyt skromne żeby to zrobić.

Nocturnal ponownie wstała z areny i ponownie otrzepała się z piasku. Ubytki w krwi dawały się we znaki. Wyciągnęła rękę i rozprostowała palce - w dłoni zabłysła błękitna kula światła. Gdyby przyjrzeć się jej z bliska, wśrodku majaczył kształt podobny do ludzkiej czaszki.

Kula uniosła się i opadła kilka razy, po czym uderzyła w twarz wiedźmy, roztaczając wokół siebie miniaturowe błyskawice i błękitne iskry. Światło znikło, a na twarzy zawodniczki pojawiły się pęknięcia, zupełnie takie jak na szkle.

Następnym ruchem było uderzenie się w brzuch, po którym cała jej skóra popękała, skutkując efektownym rozsypaniem się całej Nocturnal. Z odłamków na dnie areny uniósł się czarny dym, który po chwili ukształtował się w kobiecą postać o zielonych, świecących oczach i szerokim uśmiechu z ostrych, trójkątnych zębów.

Na arenie w kilku miejscach powstały takie same cienie, które rzuciły się z impetem na Blazing Hearta, powalając go na ziemię. Jeden z nich naciął skórę na jego nadgarstku i zebrał krew z niej do czarnego kubka. Następnie wstał, gdy inne bombardowały Blazing Hearta ciosami i zaniósł do Nocturnal, stojącej pod przeciwległą ścianą.

- Odbieram to, co moje! - wypowiedziała i wypiła ciecz z naczynia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ugh. Zbyt głębokie nacięcie... Trochę potrwa nim znowu wróci mi mobilność w ręce. - powiedziałem wstając. Rana zaczęła dymić na czarno co zatrzymało krwawienie i zwęziło ranę. - Ale na szczęście nie nacięłaś  tętnicy. - podniosłem rękę i skrzywiłem się. - Trudno będzie coś utrzymać... - powiedziałem z ponurą miną. Obwiązałem nadgarstek bandażem. - No i nie przesadzajmy.  Nie jestem równy bogom ale fakt. Iluzja jest w naszej walce powszechna. Łatwo się na nią nabierałaś. Powiedział bym że jesteś Alicją z krainy czarów jednak ty jak widzę jesteś bardziej Kotem z Cheshire... - dym zaczął otaczać arenę powoli utrudniając widoczność. - Jednak... Fortuna i tak uśmiecha się do mnie. - z rękawa wyleciała mi karta którą rzuciłem w dym wywołując zmianę jego barwę z czarnej na czerwono-szarą. Dym wypełniał już całą arenę dodatkowo uniemożliwiając nawigacje oraz wywołując kaszel. - Pamiętaj że mimo wszystko wciąż mogę atakować bez ujawniania się. - przywołałem srebrny rewolwer jednocześnie zmieniając kolor stroju na taki sam jak kolor dymu. Zasłoniłem twarz maską przypominającą czaszkę jakiegoś humanoida jednak z innym uzębieniem. Wystrzeliłem kilkukrotnie w postać przebijając ją. - Missle Rapidus Star of Perfection! - wystrzeliłem bezdźwięczny pocisk który trafił w wroga namierzając go. Uderzył kilka razy po czym zniknął. - Ugh. To nacięcie naprawdę przeszkadza. Ale przynajmniej wiedz że nie wypiłem na tyle twojej krwi byś napełniła nią kubek... Moja krew jest pełna mikroorganizmów które niszczą każdą krew która nie jest zgodna z moją. Moja krew jest dla innych zabójcza i pewnie teraz wyniszcza cię od środka. To był głupi ruch. Ja tylko oblizałem palce. Cała krew jest gdzie indziej. Hahaha. Kolejny raz wpadasz w pułapkę. Jak uciekniesz z tej? - kolejna salwa pocisków tym razem z wielu kierunków. - Shooter Destiny! - blisko setka błękitnych pocisków trafiła w wroga. Każdy zostawiał po sobie więcej dymu. Ostatni pocisk był większy i zmienił barwę dymu na błękitną obniżając niebezpiecznie temperaturę otoczenia. Wszystko zaczęło obchodzić szronem a strój ponownie zmienił barwę maskując mnie w dymie. - Statue of Glory Heavy Steel! - przywołałem stalowy posąg przypominający smoka z którego zaczęło wydobywać się więcej dymu powodując kolejne obniżenie temperatury do -40ºC - Jak na Sibiri. Zimno ale i przyjemnie. - powiedziałem i strzeliłem ponownie kilka razy. - Traf mnie. Lub przegraj. - ukryłem się w dymię i czekałem aż wróg zaatakuje...

Edited by Blazing Heart

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nijak nie ucieknę z twojej pułapki, bo i nie mam po co. Twoja krew nic mi nie zrobi. Może i działa na ciało, ale ja swojego chwilę temu się pozbyłam. Wątpię, żeby mikroorganizmy z Twojej posoki działały na byty niematerialne - odpowiedziała. I rzeczywiście, z Nocturnal nie działo się nic złego. Żadnej wysypki, drgawek, problemów z układem pokarmowym. Możliwe, że organizm nie zareagował z powodu chwilowego braku układu pokarmowego.

Zawodniczka rozejrzała się po arenie zasnutej dymem. Niezbyt ciekawa sceneria, w dodatku w takich warunkach jej przeciwnik zachęcał ją do trafienia w niego. Dziwny pomysł, zakładać że będzie chciała w niego czymkolwiek strzelać.

Cała pułapla zorganizowana przez Blazing Hearta nie była zbyt przemyślana. Dym utrudniał co prawda widzenie, ale wzrok nie był jedynym zmysłem na którym można polegać. Przeciwnie - był jednym z tych mylnych i niedokładnych.

Nocturnal podniosła rękę i spojrzała na nadgarstek, na ktorym pojawił się srebrny zegarek. Pokiwała głową i z cienia na powrót wyłoniły się jej kontury. Odzyskała ciało.

Następnie wiedźma wyjęła zza pasa bicz i uderzyła nim o piasek. Na arenie, w miejscu uderzenia powstał płytki rów, do którego zaczął osypywać się piach.

Ziarenko po ziarenku dziura uwypuklała się, w końcu przybierając postać ogromnego węża o błotnisto-złotych łuskach.

Gad u podstawy czaszki miał niewielką, czerwoną obrożę, ta zaś powiązana była ze smyczą. Nocturnal chwyciła smycz.

- No, Puszku. Szukaj - zarządała. Wąż zasyczał w odpowiedzi i przesunął się leniwie do przodu. Kilka sekund zajęło mu zlokalizowanie ukrywającego się oponenta, który obniżył co prawda temperaturę otoczenia, ale zapomniał zadbać o obniżenie własnej.

- Świetnie, gadzie - mruknęła wiedźma i rzuciła wężowi kawałek wyczarowanego chwilę wcześniej mięsa. Wielki gad zniknął.

Na jego miejscu pojawił się niewyraźny, zielono-blady upiór unoszący się kilka stóp nad ziemią. W dłoni Nocturnal zmaterializowały się słuchawki, które też sobie założyła. Uśmiechnęła się z triumfem.

Widmo otworzyło usta i zaczęło się przeraźliwie drzeć. Widzowie zabezpieczeni ochroną magiczną nie byli narażeni na moc dźwięku, w przeciwieństwie do Blazing Hearta i metalowego smoka, który po kulku minutach zaczął pękać i w końcu rozpadł się na drobne kawałki. Razem z nim, końca dobiegł chłód i dym, które momentalnie zniknęły z areny.

Przeciwnik Nocturnal tymczasem przeżywał halucynacje i niemożliwy ból głowy, gdy zjawa dopiero rozkręcała się ze swoją symfonią. Wchodziła w coraz to wyższe tony, a Nocturnal stała oparta o ścianę, odbijając od ziemi kolorową piłeczkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Temperatura mojego ciała to około -173ºC. Jednak wszystko jest zależne od mojego kaprysu... Ale wiesz. Taki ból głowy to ja mam co tydzień po nocy z piątku na poniedziałek, albo i większy. Nic wielkiego. A halucynacje są raczej kiepskim sposobem na zaatakowanie iluzjonisty. Jednak sam pomysł na powalenie mnie dźwiękiem niezły, gdybym był zwykłym człowiekiem to mogło by mnie to zranić. Ale wiesz. Ochrona przed dźwiękiem nie jest niczym trudnym. - głos brzmiał bezpośrednio w głowie Nocturnal. - Evanescunt Excrementise... - Zjawia rozpłynęła się w powietrzu. - Co to ja miałem... Ah tak. Destuir Murcielago! - czarny promień poleciał wprost w oponenta wywołując zawroty głowy i uczucie przypominające nudności. - Vacuo Proiectum. - zielono-szary pocisk uderzył w słuchawki niszcząc je. - Wież mi ja myślę. I na ogół większość czynności prowadzi mnie na przód. Rozwianie dymu było do przewidzenia. Zniszczenie statuy również. Twoje znalezienie mnie... Spodziewałem się innego stworzenia ale cóż. Chyba nie myślisz że z umiejętnościami kontroli ognia i lodu nie wiem że muszę manipulować temperaturą swojego ciała. - stałem naprzeciw Nocturnal z ręką na temblaku jednak w lewej ręce trzymałem pistolet. - Ale nie spodziewałem się że rozetniesz mi nerwy w prawej ręce. Na moje szczęście jestem leworęczny i nie będzie mi to przeszkadzać tak bardzo. Chłodno tu nie sądzisz? Pora podgrzać atmosferę. - na ziemi pojawiły się pęknięcia z których wystrzelił ogień roznosząc się po arenie. Po kilku sekundach ogień z czerwonego zrobił się zielony a ziemia na której płonął zaczęła zmieniać się w dziwną materia która rozsiewała wszędzie nasiona przypominające małe strużki dymu. Gdy ogień zgasł wszystko co płonęło zaczęło wytwarzać różnego rodzaju rośliny które jednak niszczyły wszystko wokół samym powietrzem przez nie wydzielanym. przywołałem włócznie - Mundus devorabit corruptionem. Superbia, et in interitum, et consummationem veneficus. Flagellum de scandalo. Seditiones! - od roślin odczepiło się coś co można było nazwać owocem i zaczęło zmieniać się w stworzenia przypominające larwy które zaczęły pełznąć zostawiając po sobie więcej zarodników. Kilka z nich zaczęło wspinać się na ciało Nocturnal aż w końcu jeden wbił w nią żądło przez które wprowadził do jej krwiobiegu gen który wywoływał mutacje i zamieniał w stworzenie Zgorszenia. - Oficjalnie zostałaś Obiektem Zero. Zaczynamy eksperyment? - na przywołanych skrzydłach z ognia zacząłem unosić się nad areną aż w końcu stanąłem na jednym z posągów. I zacząłem machać długim czarnym ogonem z pędzlem na zakończeniu ogonem . - Dzień pierwszy obiekt nie wykazuje zmian. Należy poczekać na dalsze rezultaty. - zanotowałem po czym z uśmiechem otoczyłem się barierą w oczekiwaniu na ruch oponenta...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie sądzę, żebyś miał czas na zauważenie zmian. - Odezwała się Nocturnal. Dobry pomysł, takie zniszczenie kogoś od środka. Problemem był tylko brak czasu, a na arenie czasu było niewiele.

Jako że Nocturnal nie miała ochoty być dłużej królikiem doświadczalnym, postanowiła pozbyć się mutagenu. Włożyła rękę do swojego rękawa i wyciągnęła z niego kawałek błękitnej, falującej tkaniny powiązanej z kolejnym kawałkiem i kolejnym, i kolejnym... Kiedy już skończyła opróżniać rękaw, na arenie leżało już dość sporo związanych ze sobą kawałków.

Zawodniczka klasnęła w dłonie, a materiał w jednym momencie wyparował, pozostawiajac po sobie smużki dymu.

Geny zawodniczki były bezpieczne, przynajmniej na razie, albo do czasu w którym sama nie wpadnie na pomysł grzebania w biologii.

Podeszła do magicznej bariery przeciwnika i po dłuższym zastanowieniu stuknęła w nią kilka razy palcem. Solidna, dobra robota, ale nie ma rzeczy której nie dałoby się rozwalić odpowiednio dużą bombą.

Oprócz bomby istniały też inne sposoby, równie warte uwagi. Nocturnal uklękła i położyła dłonie na ziemi. W miejscu gdzie stykały się z gruntem powstały niewielkie, połyskujace zielenią wybrzuszenia. Z owych wybrzuszeń, pod ziemią, wysuneły się wąskie korzenie, które w nienaturalnie szybkim tempie wydłużyły się i minęły osłonę Blazing Hearta. Potem znów powędrowały w górę, aż wysunęły się na powierzchnię, gdzie też uformowały się w okrągłe kanaliki średnicy kilku milimetrów.

Po chwili z korzenia wyszła mrówka. Za nia kolejna i jeszcze następna, aż cała armia mrówek znalazła się wewnątrz tarczy.

Bynajmniej nie były to zwykłe mrówki, a mrówki obdarzone bardzo silnym instynktem przetrwania i sprytem. Przetrwanie natomiast idzie o wiele lepiej, kiedy wrogów wokół jest mało, albo nie ma ich wcale.

Mrówki jedna po drugiej oblazły ciało Blazing Hearta, wiążąc go wytworzonymi przez siebie okowami. Może i był dla nich gigantem, ale owady miały plan. Kiedy już ich wróg leżał obezwładniony, zajeły się niszczeniem ochrony. Kilka z nich poległo, ale po kilku cennych minutach udało im się odzyskać wolność i wiwatując głośno (jak na mrówki) wesoło podreptały w dziurę w ścianie areny.

Blazing heart leżał teraz obezwładniony na ziemi.

- Miałam wrażenie, że lubisz owady, ale mogłam się mylić. Nie miej mi za złe, jeśli niespodzianka się nie udała. Nie żebym specjalnie się przejmowała - po prostu lepiej, żebyś nie miał co do mnie specjalnych zastrzeżeń, rozumiesz.

Nocturnal sięgnęła do sakiewki przy pasie i wyciągnęła z niej kilka drobnych, czarnych kamyków. Rozrzuciła je dookoła oponenta i odczekała chwilę.

Z ziemi wysunęły się długie, kościste ręce o długich, pazurzastych palcach. Pochwyciły leżącego i zaczęły go szarpać. Rany po ich pazurach nie były głębokie, ale dostawał się do nich jad, powodujący halucynacje.

W wyniku owych halucynacji Blazing Heart nie miał możliwości odróżnić rzeczywistości od fikcji, którą serwował mu mózg. Nie mógł też zlokalizować Nocturnal, bo widok przesłaniały mu słonie w szkocką kratę, krowa grająca na skrzypcach, zespół taneczny złożony z mikserów i jeden niesamowicie różowy twór podobny do kucyka, który cały czas podskakiwał w miejscu i śmiał się głośno, rozrzucając wokół konfetti.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Rozłożenie trucizny we krwi zajmie mi góra 7 minut. Do tego ta trucizna jest raczej kiepska. W końcu skoro nie jestem człowiekiem proporcje powinny być inne. Moja krew jest w każdym razie inna niż ta którą masz ty bądź inni tobie podobni. - Wstałem powoli otrzepując się z piasku. resztki koszulki i tak się niczego nie nadawały więc je wyrzuciłem - Auć. Te rany są straaasznie wkurzające. - rozciągałem się chwile aż usłyszałem strzeleni kręgosłupa - Ahh. Dobra. Trucizna już się rozłożyła... - splunąłem ciemno-czerwoną mazią która po kontakcie z ziemią zaczęła parować i po chwili znikła. - Ciekawa magia. Ale faszerowanie mnie LSD nie pomoże. Mam we krwi antygeny na w sumie każdy typ trucizny i narkotyku. W każdym razie... - Przywołałem sześć orbitujących kul wielkości pięści a z każdej z nich wystawało ostrze. - Let's get lunatic. - wystrzeliłem kilka plazmowych pocisków w stronę przeciwnika lecz tylko dwa trafiły. - Psychic Storm! - tornado energii otoczyło Nocturnal wywołując sporo bólu którego przybywało z każdą sekundą. - Reverse Reactor! - trzy kule plazmy wystrzeliły w wroga przebijając się przez niego a następnie zawracając. - Quicksilver Frenzy - otoczyłem ręce energią która również spowodowała unoszenie się kilka centymetrów nad ziemią. Zacząłem okładać oponenta pięściami a na koniec wybiłem go w powietrze. - Quake Buster! - uderzyłem w ziemie pięścią wywołując wybuch energii który zranił Nocturnal wysyłając ją jeszcze wyżej. - Conqueror! - Siedem plazmowych pocisków uderzyło w oponenta posyłając go w ścianę. - Paraticle Accelerator! - malutkie cząsteczki zaczęły krążyć przede mną wywołując sporo energii która wytworzyła coś w rodzaju portalu na którego środku w wyniku zderzenia powstał promień który wystrzelił w Nocturnal przybijając ją jeszcze mocniej do ściany. - Jak tam? Trzymasz się? - zebrałem sporą ilość energii wokół siebie tworząc pole statyczne, przyciągnąłem energetycznym łańcuchem oponenta na środek areny. - Dooms Day! - pierścienie energii otoczyły całą arenę. Dodatkowo filary plazmy atakowały Nocturnal. Energia która została wytworzona wywołała coraz większe tornado w którego centrum uderzył laser przebijając Nocturnal. Laser wywołał wybuch który wywołał na całej arenie oraz kilka kilometrów poza nią fale uderzeniową która zwalała z nóg. W centrum eksplozji powstało ciśnienie które przybijało oponenta do podłoża jednak po chwili ustało. Przez chwile nerwy wroga nie przetwarzały jeszcze informacji o bólu wywołanym przejściem takiej ilości energii przez organizm ale po chwili wszystkie części ciała przeciwnika przypomniały o sobie i o tym że zostały znacznie naruszone przez promieniowanie. - Kinetic Artillery! - z nieba spadł sześciometrowy filar który uderzył w arenę. Mimo braku wartości wybuchowej wywołał spore zniszczenie odrzucając wroga w ścianę. - Wolframowy pocisk o długości sześciu metrów i grubości jednego metra o prędkości mach 10 uderza w ziemie. Nie potrzeba trinitrotoluenu, nitrogliceryny, chlorku potasu albo nawet energii z rozczepienia atomu uranu aby niszczyć. Wystarczy mieć odpowiednią prędkość a resztę rozwiąże fizyka. Lepiej się nie ruszaj bo mogą pokruszyć ci się kości. Promieniowanie Dooms Day-u rozkłada wapń i wodór więc twoje kości mogą się zwyczajnie rozsypać. - otoczyłem się polem energetycznym pod którego wpływem wszystko w promieniu 3 metrów zaczęło się rozkładać na atomy które następnie znikały pozostawiając pustą przestrzeń. - Dawaj. Czekam... - 

Share this post


Link to post
Share on other sites

W porządku, czas przewidziany na pojedynek minął, toteż pora wyłonić zwycięzcę.

 

Ankieta już została założona, do Was należą głosy! Kto, Waszym zdaniem, popisał się większą mocą i okazał się lepszym magiem? Nocturnal Van Dort, czy też może Blazing Heart? Zapraszam do głosowania i komentowania pojedynku!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najwyższy czas sprawdzić jak rozłożyły się głosy. Ankieta była już raz przedłużana, toteż sytuacja powinna być już dla nas jasna... Prawda?

 

Nocturnal Van Dort - 4

Blazing Heart - 4

 

Cóż, wygląda na to, że mamy remis. Po cztery głosy, mimo przedłużenia ankiety. Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować, zarówno Nocturnal Van Dort, jaki Blazing Heartowi, za całkiem pochłaniający i klimatyczny pokaz magii i determinacji. Walka była tak wyrównana, że Wasza publiczność nie była w stanie jednoznacznie wskazać kto popisał się większą mocą. Dobry pojedynek.

 

Powodzenia w przyszłych starciach! Wierzę, że jeszcze nie raz zobaczymy Was na arenie!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...