Jump to content

All Activity

This stream auto-updates

  1. Yesterday
  2. Komentarz zawiera spojlery. Pinkie, Trixie i Yell są już w bezpiecznym miejscu, mogły się najeść i odpocząć. Yell nawet znalazła dzieci, z którymi mogła się bawić i nawiązać przyjaźń, a przynajmniej tak to wyglądało, zanim nie wrzuciły jej do dołu z odchodami. Na szczęście w pobliżu był Sent, tropiciel wysłany, by zabić ją i pozostałych uciekinierów, który pomaga jej, zamiast wykorzystać sytuację do wykonania swojej misji. Po umyciu się Yell zajęła się rąbaniem drewna, podchodzi do niej trójka łobuzów i zaczynają ją wyzywać. Niestety przy obrażaniu kogoś, kto trzyma siekierę, trzeba zachować bezpieczną odległość, czego niestety nie zrobili. Yell zaatakowała, poważnie raniła jednego z nich. Niestety teraz Yell musi ponieść konsekwencje swoich czynów, a grupa łobuzów jest na tyle zorganizowana, żeby zrzucić całą odpowiedzialność za sytuację na Yell. Fanfik czytało się przyjemnie, skutecznie utrzymywał zainteresowanie i ciekawość tego, co się stanie. Czy uda im się uratować Yell, jaki udział będą mieli Spik, Sent i inni. Nie spodziewałem się, że głównym antagonistą będzie inny kucyk z obozu, do tego dziecko, myślałem, że ponownie będzie nim Sent. Sent, łowca uciekinierów pokazał się w tym fanfiku z innej strony. Okazało się, że nie jest tylko zimnym zabójcą i może czuć współczucie, troskę do innych, nawet do swoich niedoszłych ofiar. To, że pomógł Yell wydostać się z dołu, mogło być tylko krótkim przebłyskiem uczuć, bo przez chwilę wydała mu się podobna do jego siostry i była w sytuacji wymagającej pomocy. Jednak to się tutaj nie skończyło, przy kolejnej okazji do zabicia Yell znowu się zawahał. Zaczął rozmyślać o tym, nawet snuć plany na przyszłość, w których mogła zostać jego uczennicą, nawet w pewnym momencie przytulił smutną Yell. Postanowił jej pomóc, zaryzykował wszystko i niestety przegrał. Quil, czyli przywódca łobuzów odpowiedzialnych za los Yell. Został pokazany jednoznacznie jako zły kucyk, życzy śmierci Yell, próbuje doprowadzić do śmierci Yell przez przekonanie resztę bandy do kłamstw, dzięki czemu Yell nie będzie maiła zeznań potwierdzających jej wersję. Quil nawet nie ma współczucia dla kolegi, który oberwał siekierą, planuje wyrzucić go z bandy, jeśli nie będzie w pełni sprawny. Inne negatywne postacie takie jak nadzorca obozu Whine Star lub łowca Sent miały jakieś pozytywne cechy, w tym przypadku jest ich brak. Właściwie każda scena z nim tylko utwierdza w tym przekonaniu. Zakończenie jest otwarte, nie dostajemy informacji, jaki los czeka Yell, możemy się tylko domyślać. Plan Spika i reszty się nie powiódł, Sent nie żyje. Czy Apple Bloom będzie mogła dodać Yell do listy osób, za których śmierć może czuć się odpowiedzialna. Czy wydarzy się coś nieprzewidywalnego, może Black, jedna z grupy łobuzów, powie jak było naprawdę. Wydaje mi się, że szczęśliwe zakończenie jest mniej prawdopodobne, ale chyba wolę wierzyć w optymistyczną wersję wydarzeń. Mogę polecić to opowiadanie, jest to warta przeczytania kontynuacja losów zbiegów z obozu 144.
  3. Kolejna nowość, z tego jestem naprawdę dumna.
  4. White - Oby tylko zachował to dla siebie - Powiedziała nadal ściszonym głosem. Rozejrzała się przy okazji czy przypadkiem nie śledzą ich postronne oczy. - To chyba nasz jedyny, dobry pomysł... A w zasadzie okazja bo co innego jesteśmy w stanie zrobić? Nie będzie żadnych szans na uratowanie jej podczas egzekucji. Więc mamy przekonać ich że Crimson jest niewinna? - Zmarszczyła brwi. - Niestety, nie da rady. Są szczęśliwi bo już mają winnego i to im wystarczy - Mówiła już normalnym tonem była uważna żeby nikt im się nie przysłuchiwał. - I szczerze mówiąc, wolałabym byś brała w tym udziału. Widzisz, to nie będzie bezpieczne... Chyba że masz naprawdę dobry pomysł jak to załatwić - Spojrzała na nią. - Chciałabym zrobić to jak najbardziej po cichu, tak by się nawet nie zorientowali od razu że czegoś im brakuje. Batty by się tutaj przydała... Ale mogę poprosić Sinister o pomoc, na pewno się zgodzi. Batty Spodziewała się tej reakcji ogiera, już nie od dzisiaj wiedziała że zasugerowanie pedalskiego rozwiązania pewnych spraw to ujma na honorze dla wielu... Ale tak naprawdę co to za różnica? Czy doznania nie były podobne? Zresztą, tacy jak on to po prostu chcieli się zaspokoić i nic więcej. Stąd nie miała szacunku dla takich osób. Odwróciła się z zamiarem odejścia ale nagle poczuła dotknięcie na części swojego ubrania. Gwałtownie odskoczyła i po tym, jak znowu spojrzała na swój tył zauważyła jak Pearl przerzuca ogiera przez balustradę. Przez moment milczała a jej spojrzenie wyrażało gniew. - O, nawet nie musisz daleko szukać... - Na widok dodatkowych trzech ogierów przewróciła oczami. - Darujmy sobie już grę wstępną i postawmy sprawę jasno. - Powiedziała wyciągając pistolet. Był dwustrzałowy i miał ten sam kaliber co typowa strzelba - To wy nie chcecie po dobroci przyjąć naszej odmowy - Celując w ubrudzonego ogiera spojrzała mu prosto w oczy. Sinister - Otacza siebie armią bo nie ma wyboru - Przewróciła oczami. - To jest po prostu... Oszczędność czasu. Jakby jej nie miała to co chwila mógłby przychodzić do niej jakiś chłystek próbując ją zabić bo naruszyła jego poczucie moralności czy jakikolwiek innych ograniczających konstruktów - Skrzywiła się. - Co za tym idzie, słabi są potrzebni tylko dlatego że istnieją... Bo ich istnienie nawzajem stwarza pewną możliwość a jest nią bronie swoich wybrańców przed podobnymi sobie. - Uśmiechnęła się. - Żałosne ale bez nich mogło by być nudno, są jednak na pewien sposób uroczy. Sinister cierpliwie czekała aż Star skończy swoją dłuższą wypowiedz. Tylko parę razy na nią spojrzała ale nie skomentowała tego co powiedziała - A nie mówiłam? - Powiedziała wspominając swoje słowa. Rozglądała się i podziwiała tym co się działo wokół niej. - Ale podoba mi się twój styl, przynajmniej na razie. - Pogłaskała swojego pupilka. Lubiła dotyk piór na kopycie. - Rozumiem że on też jest swoim obrazem? - Spytała chcąc mieć pewność. - I mogę korzystać ze swoich narzędzi? Wiesz, jestem dwuklasową postacią. Mag i rzemieślnik w jednym.
  5. Taka mała ciekawostka ze strony Equestria Daily. Ostatnio zrobili wywiad (tylko w języku angielskim) z Robertem Cullenem, założycielem irlandzkiego studia Boulder i reżyserem Nowego pokolenia: https://www.equestriadaily.com/2022/06/thm-ep-8-gen-5-director-robert-cullen.html
  6. Disney+ jest już w Polsce, a co za tym idzie pora na oglądanie seriali Obi-Wan Kenobi Ależ to jest dobre! Akcja serialu rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach z Zemsty Sithów. Obi Wan żyje na uboczu strzegąc Luke'a, pracuje za pół darmo i robi wszystko aby nie dać się rozpoznać. Tak się bowiem składa, że Inkwizytorzy polują na Jedi, którzy przetrwali rozkaz 66. Niestety, ale pewnego dnia Ben będzie musiał opuścić Tatooine i wyruszyć na pewną bardzo ważną misję... Serial składa się z sześciu odcinków i naprawdę wciąga. Jasne, jest tu trochę fabularnych głupotek, ale jakoś mi nie przeszkadzały. Największą niespodzianką jest dla mnie kreacja Vadera, który jeszcze nigdy nie był tak brutalny i bezwzględny. Serio, czegoś takiego jeszcze nie widzieliście! Znakomicie wypadła także młoda Leia, która jest zaskakująco pyskata, ale cholernie sympatyczna za razem. Widziałem narzekanie na to, że Kenobi zbyt często sięga po blaster zamiast miecza. No co tu dużo mówić. Czasy się zmieniły. Obi miał do wyboru - schować swoje ideały do kieszeni lub przez nie zginąć. Podoba mi się też niewielka zmiana charakteru. Kenobi to były mistrz Jedi, który przegrał, pogodził się z porażką i utratą ucznia. Mimo to, nie potrafi odmówić pomocy, nadal potrafi się poświęcić. Jeśli ktoś ma D+, to serdecznie polecam
  7. Zulu. Źle postawiony krok zakończył się przebiciem łydki przez całkowicie niemagiczne drewno sideł. Dwa podobne kołki wbiły się w drzewo zaraz obok stworzenia, zaś spleciona lina owinęła się wokół ramienia właśnie wykonującego kolejny zamach na otaczające krzewy. Błyskawicznie kolejne liny robiły to, czego nie mogła dokonać magia - zwyczajnie unieruchamiały przeciwnika, nie dając mu możliwości przecięcia ich. Dłonie, stopy, ramiona, nawet pętla wokół jaszczurczego pyska, byle by nie przegryzł więzy. Potem przyszły włócznie = wbijały się tak blisko ciała, jak tylko się dało. Shaka kaSenzangakhona wiedział jak walczyć na swoim terenie. Nawet przy kompletnie niesprzyjających warunkach Nieśmiertelnego. Zatem on i jego wojownicy szybko uporali się z zadaniem. Problemem natomiast okazał się gigantyczny meteoryt który właśnie się do nich zbliżał. Nekromanta miał stosowne chowańce na taką okazję, ale wypuszczenie ich mogło wyłączyć efekt Dżungli, a tego nie chciał. Nie było wyboru. Poczuł żar jeszcze przed uderzeniem. Fala gorąca na spółę z energią uderzenia zostawiła go w stanie co najmniej uszkodzonym. Ponad połowa ciała została kompletnie spopielona, reszta zwisała nędznie z resztek ubrania. Mimo to nie umarł. Klątwa, którą Nieśmiertelny obradzał wszystkich w swoim obszarze działania oddziaływała też na Nekromantę. Przynajmniej ta przydatna część, bowiem Takeo nie wiedział czy dałby radę przetrwać jeszcze raz koszmar Dżungli. Zarówno rośliny jak i cały obszar był tylko częścią żołnierza, zaś każdy w obszarze działania był nie tylko podatny na owe działanie, ale też stawał się jego częścią. Nieśmiertelne drzewa, nieśmiertelny umarlak, nieśmiertelny żołnierz. Tak samo resztki Nightingale wciąż trzymały latarnie która swym blaskiem uleczyła jego rany. Problemem był przeciwnik który unosił się nad ziemią. Kapłan nie miał nawyku walczyć z latającymi oponentami, jego arsenał zwyczajnie się do tego nie nadawał. Do tego jego asortyment stworów zdawał się bogatszy. Nie było wyboru, ataki fizyczne nie zdawały rezultatu, a magia była zawodna. Trzeba było sięgnąć po inny rodzaj energii. When a house is on fire the vessel salvaged is the one that will be of use, not the one left there to burn. So when the world is on fire with aging and death, one should salvage one's wealth by giving: what’s given is well salvaged. What's given bears fruit as pleasure. What isn't given does not: thieves take it away, or kings; it gets burnt by fire or lost. Then in the end one leaves the body together with one's possessions. Knowing this, the intelligent man enjoys possessions and gives. Having enjoyed and given in line with his means, un-censured he goes to the heavenly state. Kapłan wyciągnął z przestrzeni odciętą głowę. Oszpeconą do granic, bez żadnych ryz dzięki którym można by było w tym czymś poznać człowieka. Łańcuch który oplatał czerep był długi, więc po chwili rozkręcenia Takeo wyrzucił go wysoko w górę, gdzie ten rozbłysnął niczym małe słońce. Z rozbłysku na wszystkie strony rozleciały się małe motyle. Setki, tysiące. Oślepiające gwiazdy na niebie areny. Jeden z takich motyli usiadł na ramieniu smokowca. Ból - czysty i fizyczny ból. Smok mógł być ognioodporny, lecz motyle nie paliły go ogniem. Ich dotyk powodował jedynie odczucie tego, co czuły ofiary spalone przez ducha. Rozgrzewały nerwy do czerwoności, raziły sensacją bycia palonym żywcem. A to tylko jeden motyl. Po nim zaczęły siadać kolejne.
  8. Last week
  9. W 2021 roku powstała metaanaliza dotycząca tego, czy osoby transpłciowe czują żal z powodu swojej tranzycji. Metaanaliza to synteza wielu różnych badań przez co ich wyniki są pewniejsze niż wyniki pojedynczego badania. Mówimy tu o 27 badaniach na przestrzeni 30 lat, obejmujących 7928 osób, które przeszły wiele operacji - mastektomia, falloplastyka, waginoplastyka.

     

    Z tych 7928 osób tylko 0,9% żałowało tych operacji.

     

    Inne badanie, tym razem mówimy tu o "informed consent", czyli o sytuacji w której pacjent jest informowany o ewentualnych skutkach, ryzyku, ale ogólnie nie stawia się mu barier, wierząc że będzie wiedział lepiej co dla niego dobre. Badanie z 2011, 12 amerykańskich klinik, 1944 pacjentów. Spośród tych 1944 pacjentów tylko 17 czuło żal z powodu swej decyzji. To 0,8%. Spośród tych 17 tylko 3 osoby dokonały detranzycji.

     

    Albo Wielka Brytania, gdzie wiele się mówi o "modzie na transpłciowość". Tutaj przeprowadzona została analiza 3398 pacjentów ze zdiagnozowaną dysforią płciową między sierpniem 2016 a sierpniem 2017. Analiza ta wykryła, że żal dotyczący tranzycji wystąpił tylko u 16 osób. 0,47%.

    3 badania, sensowne, konkretne, liczące się badania pokazują, że na tysiące osób szczęśliwych z tranzycji przypadają jednostki które żałują, ułamki procentów, wręcz błędy statystyczne.

     

    Dla porównania:
    - Zwykłych operacji plastycznych żałuje w zależności od rodzaju od 3 do 10% osób.

    - Wymiana stawu biodrowego - żal występuje u 7% osób
    - Profilaktyczna mastektomia w przypadku ryzyka raka piersi - 5%
    - Rekonstrukcja piersi po mastektomii - 20% osób żałuje

     

    Podana przeze mnie metaanaliza brała pod uwagę również to, dlaczego te osoby żałowały tranzycji.

    Pierwsze miejsce - odrzucenie przez rodzinę i społeczeństwo
    Drugie miejsce - Komplikacje i błędy medyczne, nieuniknione w każdej dziedzinie chirurgii
     

    W praktyce żal po tranzycji jest bardzo rzadki, na poziomie błędu statystycznego, a na jedną osobę niezadowoloną przypadają setki osób które są szczęśliwe i mogą żyć bez nienawiści do swego ciała i ukrywania się przed bliskimi, znajomymi itp. Osoby niezadowolone nierzadko są nieszczęśliwe dlatego, że społeczeństwo nie przyjęło ich takimi jakie są. "Żal po tranzycji" jest w praktyce czymś co praktycznie nie istnieje, ale jest używane do straszenia, gatekeepowania i odciągania osób trans od bycia sobą przez ludzi którzy nie mają pojęcia, i tego pojęcia mieć nie chcą, o tym, czym transpłciowość jest.

     

    Dlaczego więc mój pierwszy strach dotyczący tranzycji to "Boję się że będę żałować"?

     

    Kultura popularna pokazuje często obraz osób transpłciowych w stylu rozpierdolonej dysforią transki, osoby zdesperowanej, gotowej zrobić wszystko by być sobą. Ten obraz w cis-odbiorcach wywołuje współczucie, choć nierzadko jest to współczucie które odczuwa się do biedaka dla którego nie ma ratunku, niż do osoby jak my wszyscy, po prostu z innym problemem. W grze Far Cry 6 pojawia się Paolo - oprócz bycia w sumie znośną postacią i sex fiend z cringe'ową dziewczyną do pary jest też osobą trans. Ziomek lata z kałachem i rozwala łby. Ale jest też niczym desperat, zdolny do zrobienia wszystkiego, hopeless odrzutek. Gościu tak zdesperowany, że przeszedł operację mastektomii bez znieczulenia, i nawet nie drgnął. Dla cis-osób to jest niczym wielka historia, coś bohaterskiego, poświęcenie. Dla osób które ogarniają co to mastektomia jest to po prostu bajka. Dla osób trans jest to naiwne, przerysowane pierdolenie.

     

    Osoby trans mają wątpliwości. Czują strach, nawet taki głupi i bezsensowny. Dla mnie, osoby samodzielnie badającej swoją płciowość, chcącą ją eksplorować, tranzycja jest decyzją jak każda inna. I jak każda decyzja dla mnie, osoby walczącej z fobią społeczną, przez lata kryjącej się przed światem, z poczuciem odrzucenia, jest to decyzja trudna i skomplikowana.

    Nienawidzę swojego terapeuty. W pozytywnym sensie. Nienawidzę jak ktoś wyciąga mnie z mojej bańki i strefy komfortu. Ale tego potrzebowałam, uświadomienia mi, że nikt nie podejmie decyzji za mnie, tylko ja mogę ją podjąć. Tylko ja powinnam ją podjąć.

    Wciąż chyba sobie nie zdaję z tego sprawy. Po rozmowie nie czułam nic. Przez parę dni wręcz próbowałam u siebie wywołać dysforię, poczuć zazdrość o fajne ciuchy, wkurw bo ktoś wygląda super na HRT a ja nie zaczęłam, poczucia pustki. By się upewnić, bo dammit, tutaj taka decyzja, decyduję czy chcę tranzycję, ale przecież nie czuję dysfo, może jednak przeżyję to życie w ciele męskim i tyle?

    A potem jakby nigdy nic zamówiłam sobie łańcuch do spodni, taki żeński, bo zajebiście będzie pasował do tych czarnych spodni, damskich, i tego kardigana, o którego jestem zła, bo mogłam zamówić dzień wcześniej, to bym miała w paczkomacie już w tym tygodniu. No bo dziewczyna musi ładnie wyglądać. Gdy myślę czy przestać używać zaimków żeńskich co do siebie, gdy jestem sama w domu, nawet tak dla eksperymentu, to mi słowa "Poszedłem", "Zrobiłem", "Poczułem" nie przechodzą przez usta. Nie umiem.

     

    Może w swoim umyśle już jestem gotowa i zdecydowana i pewna, stąd ten spokój. Choć wciąż strachliwa, mająca problem ze zmianami i zobowiązaniami, i decydowaniem o sobie. Ale ostatecznie to kolejna decyzja do podjęcia. Takich będzie wiele, czemu ta musi być "wyjątkowa"?


     

     

  10. Błędem było myślenie, że przechwałki Kobolda oznaczały jego nieśmiertelność, a jednak, o ile magia krzywdziła Yoshimaru i Daganzeaxa każdy efekt magiczny na Roghrakhu zdawał się nie wpływać na niego w żaden sposób. Ani magia wysysającą z niego życie, ani las i jego nieprzyjemna natura, jakby czarno-zielone ostrze pochłaniało całą tą magię. Jednak, kobold zmuszony był do przedzierania się przez las nie był czymś na co Smok chciał przystać. Ale jednak, mała jaszczurka dzielnie przecinała liście i miażdżyła drzewa w swojej szaleńczej szarży napędzonej niezwykłą mocą artefaktów i swoją Furią Maluczkich. Sama furia jednak pewnie nie wystarczy by wygrać tę bitwę. Gdy całe otoczenie zostało przetransformowane walka zdecydowanie przeszła na stronę nekromanty. Tego Daganzeax nie mógł zaakceptować. Temu też postanowił zrobić coś z całą to dżunglą. Co gorsza, niewidoczne zęby wbijające się w twarde jak stal łuski nie były na szczycie listy rzeczy które smok lubił. Dlatego z nieprzyjaznym warknięciem zerwał z szyi dziwaczny medalion. A może kapsułę? Trudno powiedzieć. Jednak smok wycelował ręką w której trzymał swój naszyjnik w Hiroshiego. Zaraz potem ścisnął obiekt w dłoni a pękający obiekt zaczął wypuszczać z siebie dym który zaczął otaczać drzewa. Celem dymu było zniszczenie całego lasu, pozbycie się zaklęcia które je utworzyło i tym samym wyrzucenia ich z areny. Smok jednak miał więcej sztuczek w swym arsenale. Składając dłonie raz jeszcze podniósł je obie nad siebie i wycelował palcami wskazującymi w niebo. Wpierw niewielki błysk, potem większa kula ognia zdawała się zmaterializować wysoko na arenie. Podążając za palcami smoka, płomień popędził w kierunku japońskiego Ducha, ujawniając swoją prawdziwą formę. "Meteorytowy Golem!" zawołał smok, gdy żelazne cielsko otoczone magicznym ogniem zderzyło się z duchem... lub miejscem gdzie duch był.
  11. No cóż w komiksie ona jest pokazana jako ta zła która twierdzi że rasa jednorożców jest lepsza od drugiej.To znaczy e w tamtym czasie była jeszcze jednorożcem.Zresztą jak większość osób zauważyła Lil Chesse wciąż jest źrebaczkiem małym tak jak pokazano w ostatnim sezonie.Czyli Luster Dawn jest nadal jedyną uczennicą Twilght.Sam Discord wspomniał że dopóki tamtego alikorna nie było to była harmonia i spokój.Czyli zapewne Twilight została poinformowana jaka była przyczyna tego chaosu. Jest ten alikorn pokazany jako ten zły.Nie wiemy o niej za dużo informacji ale gdyby zostałaby ona zamieniona przez Twilight w alicorna to zapewne na jednym z witraży by ona widniała albo Sunny by o tym wiedziała z opowieści swojego ojca.
  12. Pojawiła się okładka i opis fabuły 5 zeszytu serii komiksów G5: Premiera planowana jest na 28 września 2022.
  13. To, że Twi mogła jej nie dać skrzydeł to jeszcze logiczne, ale na jakiej podstawie twierdzisz, że na nie nie zasłużyła? Upadłych Alicornów już doświadczyliśmy :)O ile kojarzę nie było nic powiedziane, że nie zasłużyła na skrzydła. Jak dla mnie możliwe jest, że została alicornem, a potem coś się stało Za to kim ona jest? Nie mam pojęcia, ale skoro mieliśmy upadłe alicorny, to czy to nie może być sama Twi? Nie jest do niej co prawda podobna, ale złoczyńcy zmienieni przez equestriańska magię, potrafili siebie nie przypominać na 1szy rzut oka.
  14. Mamy czwartek i pojawił się nowy odcinek w którym Pipp poznaje uroki macierzyństwa, na dzień Ojca jak znalazł (Tym razem polska wersja też się pojawiła a nawet dali zaległy odcinek nr. 13 odcinek 15 Po angielsku w oryginale: Making a Foal of Me w polskiej wersji językowej: Kuracja Odmładzająca
  15. Cóż ja sama nie znam się na owado żerczych roślinach i znam jedynie rosiczkę tygrysią ale muszę przyznać że ten temat który właśnie został przez ciebie poruszony jest bardzo imponująy oraz interesujący.
  16. Oglądając dalszą część komisu mlp 5 generacji zauważyłam coś co zwróciło moją uwagę.Jak zapewne wszyscy z nas już zobaczyli nowego alicorna złoczyńcę i wszyscy jesteśmy ciekawi kim ona jest .Otóz w jednej z części komiksu widzimy cień tego słynnego alikorna który popchnął fluttershy i prawdopodobnie doprowadził do konfliktu między innymi kucykami.Zostało tam wspomniane że była jeszcze wtedy jednorożcem a dopiero potem stała się alicornem. Dlatego też możemy wykluczyć kilka teorii np.że to niby Luster Dawn albo jakaś krewna twilight sparkle lub Flurry Heart.Pytanie jest więc w jaki sposób zdobyła skrzydła skoro jest złoczyńcą. Twilight więc nie mogła jej dać skrzydeł bo niebyła jej uczennicą oraz nie zasłużyła na nie.Więc moja Teoria brzmi że prawdopodobnie je zdobyła za pomocą czyjejś silnej magii albo magicznego artefaktu ponieważ skrzydła alicorna można jedynie dostać za mężne czyny oraz silnej magii.Więc jak myślicie kim ona jest i jak została ona alicornem?
  17. Liczyłam, że ktoś inny skomcia pierwszy, ale cóż, szkoda, że tak bez odzewu, bez atencji. Póki co fanfik ma tylko jeden rozdział i to liczący zaledwie pięć stron, więc nie ma tu jakoś szczególnie dużo do komentowania. Po prostu ciężko coś wyrokować na tak wczesnym etapie, szczególnie, że to zaledwie wstęp, który zarysował nam nieco świat i bohaterów. Czy lubię to co dostaliśmy? Trudno powiedzieć, tak naprawdę. Póki co moje nastawienie jest neutralnie pozytywne. Znaczy... Po prostu jest okej i powiedziałabym, że trochę zalatuje takim klasycznym TCB z zamierzchłych czasów. Ale tym dobrym TCB. I to jest fajne, bo TCB jako gatunek nigdy nie dostało tyle miłości i dobrych fanfików ile powinno. Miło też widzieć takie trochę bardziej nostalgiczne fanfiki i to pomimo różnych nowości. Szczególnie, że póki co nie widzę czerwonych flag, które kazałyby uciekać od tego fanfika - nie wygląda to, że zapowiada się jakiś przerysowany konflikt FOLu i POZu, w którym wszyscy byliby niezwykle niesympatyczni, niespełna rozumu i obrzydliwi. Jakich nowości? Cóż, bohater wraca do Polski po latach podróży międzywymiarowych i odkrywa, że trochę się tu zmieniło. Nawet bardzo, bo jego miasto wygląda jak po jakiejś apokalipsie i spotyka tylko jakiegoś źrebaka, z którym wyrusza na misję, bo chciałby dowiedzieć się, co tu się odjaniepawliło no i chyba tak czy siak nie ma nic lepszego do roboty. Innowacją jest też to, że wcześniej przez parę lat był furrasem, ale w świecie piesełów pozostawił Sunset. No i znał już wcześniej również Pinkie i Twilight. To dość interesujące, że jednocześnie mamy postać, która ma za sobą lata doświadczenia z kucami, a jednocześnie cała sytuacja jest dla niej nowa i nie wie na czym stoi. Jest też Zaphyra, która jest świadomym, przenośnym i wielofunkcyjnym komputerem. Ogółem... Całkiem dziwny mix sci fi, autorskiego multiversum i TCB. I to wszystko pachnie nostalgią. Te 5 stron ma swój, całkiem przyjemny klimat, jest też pewna tajemniczość i chciałabym wiedzieć, co będzie dalej. Mimo wszystko, trochę mało. O formie się nawet nie wypowiadam, bo ja to patroszyłam. Jest w porządku. Jedyne czego mi brakuje, to ciągu dalszego.
  18. Dziękuję za komentarz^^ Night Shadow jest królewną, ewentualnie księżniczką krwi królewskiej. Za samą księżniczkę by się mogła obrazić, bo to niższy tytuł. Sprawa z dziedziczeniem też jest dość skomplikowana - Królestwo Nocy faktycznie ma takie prawo, ale zwyczaj nakazuje klaczom zrzekać się praw do korony na rzecz braci (o ile bracia są wystarczająco zdrowi na ciele i umyśle). Swoją drogą - czysto technicznie brat może u nich oddać koronę siostrze. W przypadku klaczy na tronie król małżonek przyjmuje nazwisko żony i dynastia pozostaje zachowana. Dark Mane jest też niewiele młodszy, bo jest jej bliźniakiem. Co do mentalnego rozwinięcia - kierowałam się tym, że cała koncepcja dzieciństwa jako okresu beztroski, niewinności itd. jest stosunkowo świeża, a dorosłość osiągano wcześniej, przez co dzieci szybciej dojrzewały psychicznie, bo po prostu musiały. Współczesny osiemnastolatek może i jest dorosły, ale mentalnie wciąż jest dzieciakiem, a studia to przedłużenie dzieciństwa. Stąd dziesięcioletniej Night Shadow pod wieloma względami mentalnie bliżej do współczesnej piętnastolatki niż do dziecka z podstawówki. Tak jak dzisiaj dzieci w tym wieku mają się bawić, chodzić do szkoły i się niczym nie martwić, tak Night była przygotowywana na bycie żoną jakiegoś możnowładcy. Szesnastolatek to u nich pełnoprawny dorosły, a i młodsze kucyki często wchodzą w tę rolę - chociażby dziedzicząc majątki, którymi muszą się zająć, wchodząc w świat polityki oraz konfliktów zbrojnych czy po prostu utrzymując siebie i rodzinę w przypadku niższych warstw społecznych. Co do wzrostu - alikorny są generalnie znacznie wyższe od pozostałych ras, a co za tym idzie, już ich noworodki są spore. Random jej nie więzi - jego towarzysze to zrobili. On sam nawet nie wiedział o zaginionej królewnie, bo polował, kiedy wieści doszły do Sunfall i Maretown. Jedynie domyślił się, że jej historia to kłamstwo. Swoją drogą - nie jestem pewna, czy chęć oddania zbiegłej smarkuli rodzicom czyni z kogoś typa spod ciemnej gwiazdy .
  19. Rozdziały dostepne, ale podepnę się do pytania kolegi wyżej. Czy jest szansa na kontynuowanie tej opowieści?
  20. ```Harmonogram 20.06-26.06``` Poniedziałek (20.06) - Trzy strony medalu; autor: @Pillster r.14 str.21 Wtorek (21.06) - Kruchość Obsydianu; autor: @Ghatorr (r.8 Extra - Pościg Applejack) Środa(22.06) - Smocze Łzy; autor: @Tostu (r.77 str.9) Czwartek(23.06) - Equinox Times (nr.55) Sobota(25.06) - *Kącikowy maraton premierowy* Kresy autor: @Hoffman ( "Zdążyć przed przeznaczeniem cz.1" str.33) Niedziela(26.06) - Wolne czytanie
  21. I AM THE STORM THAT IS APPROACHING-

    1. Zegarmistrz
    2. Decaded

      Decaded

      Było nie jeść tego kebsa u turasa

  22. Pojawił się odcinek 14, tym razem opóźnienie jest z mojej strony, uczestniczyłem w rajdzie charytatywnym i nie miałem jak wrzucić. Po angielsku w oryginale: Alicorn Issues w polskiej wersji językowej: Problemy Alikcorna PS. Odcinka 13 po polsku nadal nie ma ale odcinekj 12 już jest.
  23. Earlier
  24. Nie ma nieśmiertelności, jest tylko wieczność. A tą kapłan umiał sukcesywnie skrócić. Kiedy tylko kobold dotknął symboli na podłożu, jego ciało zaczęło poddawać się efektowi Nieśmiertelnego. Cała wilgoć z niego odeszła. Jego ramiona zwiotczały, skóra boleśnie się napięła a ścięgna zatrzeszczały niebezpiecznie. Nie, nie stanowiło to ryzyka śmierci, zwyczajnie było bolesne i ograniczające ruchy. Nawet dla tych, którzy byli nieśmiertelni. - Stadium trzecie. Uwolnienie. Znaki wystrzeliły raz jeszcze od żołnierza, tym razem pokrywając całą arenę. Dżungla była gęsta, drzewa w niej wysokie na kilkanaście metrów. Wszędzie latały kąsające i roznoszące choroby owady. Mimo wilgotnego powietrza, gorąc zdawał się nie do zniesienia. Było duszno, parno, jakby cała okolica stanowiła wnętrze przerośniętego piekarnika. Zaklęcie dotąd będące na ziemi teraz oddziaływało na wszystkie istoty, prócz kapłana. Nawet banshee zgięła się z sobie tylko odczuwalnego bólu. Hiroshi był potężnym duchem który zmuszał wszystkich w zasięgu do dwóch rzeczy - bycia kompletnie Nieśmiertelnym jako i on był. Oraz do odczuwania agonii ostatnich dni wojny w której brał udział. Cierpienie, choroby, pragnienie, głód, strach, paranoja, gniew - każdy w zasięgu działania odczuwał te emocje niczym żołnierze którzy brali udział w walkach tamtego okresu. Nawet jeśli do uczuć takich nie byli zdolni. Lecz to nie było najstraszniejsze. Ślad po ugryzieniu pojawił się jakby znikąd. Najpierw jeden, potem kolejny, niewidzialne szczęki wżynały się nawet w, z pozoru, pancerną skórę smokowca. Duchy poległych w dżungli domagały się wody. Lub jakichkolwiek innych płynów. Los ten spotkał też kobolda i psa, lecz ich ciała choć nieśmiertelne dzięki klątwie, to nie aż tak wytrzymałe jak ich pana.
  25. Gdy kilof zderzył się z ciałem nekromanty, obok smoka pojawiła się skrzynia wypełniona skarbami. Sam pies zaś odskoczył, szybko wracając na miejsce bliżej połowy areny które przypadło Daganzeaxowi. Oczy smoka przestały przypominać te należące do elfa i przybrały swój naturalny, jaszczurzy wygląd. Obserwując zjawę na jego twarzy widać było gniew. Te wynaturzenia obrzydzały jaszczura. Obserwując nową zjawę, smok poruszył ręką obok siebie, przygotowując się jakby na chwycenie miecza. To też się stało, bo z szarego portalu wyłoniła się rękojeść porośnięta liśćmi. Gdy smok wyciągnął cały miecz, oczom nekromanty pokazało się czarne ostrze, wyglądające jakby wykute z rozpadającej się kory drzew. Energia z miecza wystrzeliła do Twarz smoka wykrzywiła się w uśmiech, gdy ostrze wypuścił ze swej dłoni a te wpadło do ręki Kobolda. Potem widząc banshee gotującą się do krzyku, smok podniósł kobolda za szyję i postawił go przed sobą na trajektorii strzału. Gdy krzyk zderzył się z nędznym koboldem, energia powinna istotę zniszczyć, a jednak absolutnie nic się nie stało. Niewielki jaszczur zaśmiał się dumnie podnosząc miecz. "ROGHRAKH! SYN ROHGAHHA JEST NIEŚMIETELNY!" wykrzyczał Kobold w czasie gdy wylądował na ziemi. Potem, Daganzeax poruszył ręką i skrzynia skarbów zniknęła, zamiast niej z kolejnego szarego portalu przed koboldem pojawił się młot, wielki na tyle, że zdawał się zrobiony do użytku gigantów, nie ludzi. A co dopiero niewielkich istot. Kobold jednak chwycił za rękojeść młota i ruszył szarżą do ataku. "Yoshimaru!" słysząc okrzyk smoka, pies wyrzucił kilof ze swojej paszczy w kierunku kobolda, który chwycił go w zęby, trzymając teraz wielki młot, magiczny miecz i kilof. "Pokażę ci! Że siła jest względna!" zawołał kobold, celując swoim cały arsenałem w Nekromantę. Pies zaś wrócił do okolicy bliżej Daganzeaxa.
  26. Dziś odpisze, ale nie miałem zbytnio czasu teraz bo rodzina z Niemiec przybyła i cały tydzień w pracy byłem a wolny czas śledziłem chodząc po mieście, komputera nawet nie włączałem
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...