Skocz do zawartości

Niklas

Moderator
  • Zawartość

    5524
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    97

Wszystko napisane przez Niklas

  1. No to już wiemy, dlaczego tak bardzo Maksowi zależy na Midnight. Pewno, chciał uchodzić za skałę, ale dobrze, że wyjawił w końcu prawdę swojej towarzyszce. Teraz zdecydowanie ich stosunki się zmienią. Pytanie tylko, w którym kierunku pójdą - albo się polepszą, albo pogorszą, bo Mid będzie się czuła nieswojo po takim wyznaniu. Fajnie też kreujesz wątek sygnałów. Ciekawie to brzmi, naprawdę. Można to też nazwać niejako chichotem historii. Chociaż w sumie na razie jeszcze nie wiadomo tak do końca, skąd to się bierze i dlaczego akurat teraz. Bohaterowie póki co gdybają nad genezą tego wszystkiego. W sumie, na razie niewielu jest postaci, które w ogóle kojarzę. Max, Midnight, ten łączniowiec i tyle... z tych, co pamiętam. Anyway, poczytałem, błędy pozaznaczałem, było fajnie i czekam na więcej.
  2. Taka jeszcze mała uwaga co do avatarów. W menu zmiany widnieją następujące informacje: http://i.gyazo.com/7792c18d898bb1cdf4b853f4442e5f56.png Ale nie wiem, po co zalecać avki wielkości przynajmniej 200px (przy czym nie wiadomo czy chodzi o szerokość czy wysokość), skoro później i tak forum je pomniejsza do 150px? Also, skoro pomniejszanie działa tak dobrze, dlaczego np. Amolek posiada avatar 200x238px?
  3. Tak zauważyłem ostatnio, że po odświeżeniu forum, to potrafi dość długo (albo i wieczność) się doczytywać i zwykle wymusza to u mnie ponowny refresh. Odnoszę jednak wrażenie, że wymuszony button pejsbuczka powoduje te problemy, bo zauważyłem, że gdy występuje wspomniany problem, "Lubię to!" nie widnieje na pasku. FF 30 i 31. http://i.gyazo.com/34b0f922ee17305a501dc0454669a4b4.png Coś się da na to poradzić? Also, na Chromach działa dobrze.
  4. Ja zaś postanowiłem nie liczyć wyłącznie na umiejętności ochrony i postanowiłem własnokopytnie zadbać o bezpieczeństwo siebie i Sunny. Sięgnąłem więc po miecz i trzymałem go w gotowości, nie przesłaniając jednak widoku nikomu z używających broni palnej. Po prostu chciałem być przygotowany na każdą ewentualność... Bo nikomu nie pozwolę skrzywdzić siostry... nikomu...
  5. Nie podobało mi się to oczekiwanie. Zdecydowanie bardziej wolałem, by ochrona zrobiła przeciwnikom wjazd w zady i powybijała niedobitki, ale z drugiej strony wiedziałem, że nie jest wiadome, co się tam czai. Flankowanie z dwóch korytarzy świadczyło bardziej o istotach inteligentnych niż o obecności potworów, chociaż nigdy nic nie wiadomo... Zbliżyłem się do Sunny. - Nikomu nie pozwolę cię tknąć - szepnąłem jej do ucha.
  6. Jeszcze ci sprawdzać nie zaczęli, a Scyfer już ładnie zaczął oceniać. Miło
  7. Słowa Irona zabrzmiały nieco... nie, zabrzmiały bardzo niepokojąco. Zwłaszcza, że zobaczyłem na twarzach ochroniarzy pewną nutkę strachu. Cokolwiek Zodiak zrobiła Moonshine, zdecydowanie pozbawiło ich chęci do wykonywania jakichkolwiek głupot. Uznałem, że gdy już zakończymy naszą misję, spróbuję się dowiedzieć, o co poszło... i co zrobiła szefowa. Na razie zaś pozostało nam jedynie kroczyć w otoczeniu ochrony. Musiałem przyznać, że ci wyglądali naprawdę groźnie - spotkany wcześniej łysy kuc w pancerzu miał się nijak do oddziałów Irona i Dextera. Zdecydowanie nie były to kuce, z którymi ktokolwiek chciałby mieć do czynienia. Z pewnością nic dobrego nie czeka bandytów, jeśli byśmy na nich natrafili. Tak, bardzo dobrze, że Candi nie musi tego widzieć..., pomyślałem, spoglądając na Sunny. Z milczeniu pokręciłem głową, wskazując wzrokiem na naszą ochronę. Jakoś wolałem uniknąć problemów na samym początku wyprawy.
  8. - Czego możemy oczekiwać na miejscu? - spytałem. Co prawda Zodiak niejako objaśniała co i jak, ale miałem nadzieję, że goście z ochrony wiedzą trochę więcej. Bo jednak nie często wysyłało się medyków w strefę wojny. Dobrze, że miałem swoje ostrze i nóż lunarny. Coś czułem, że mogą się tam przydać.
  9. Mimo że widziałem już wiele i mało co potrafiło mnie przerazić, doktor Zodiak wciąż wzbudzała u mnie niepokój. Zdecydowanie nie była to klacz... czy też cyberkuc, z którym chciałbym mieć na pieńku. - Oczywiście, że się podejmę - odpowiedziałem. - Myślę, że Sunny nie będzie miała nic przeciwko wyprawie. - Spojrzałem wymownie na siostrę. - Zapytam się jeszcze Candi i czym prędzej dam pani odpowiedź, pani doktor - dodałem.
  10. Also, powinieneś wykorzystać ten fic także do polecania dobrego ambientu. Nic tak nie podnosi klimatu twojego fica jak taki utworki xd
  11. Niklas

    Potwierdzenie nawigacji.

    W sumie, jak im się uda zamknąć, mogą użyć skrótu Ctrl + Shift + T, by przywrócić zamkniętą kartę, a IPB akurat ma na tyle fajnie, że zapisuje to, coś napisał No ale jakby była możliwość, dobrze by było wprowadzić, hue.
  12. Przeczytałem drugi rozdział. Powiem szczerze: bez ambientu w tle, dużo ten fic traci na klimacie. Nie, by był zły, bo atmosferę można by ciąć nożem, ale z muzyką fic jest... zjawiskowy. Już myślałem, że będzie to kolejny Slice of Life z życia w jednostce, gdy podkręciłeś akcję, dając im misję, która poszła dobrze, ale... coś poszło źle i wpadli wprost na zmutowane psy. Ktoś z premedytacją im odciął łączność i naprawdę jestem ciekaw, któż to taki. Trzeci z kolei od razu zaczyna się akcją, która chwyta za mordę. Nagle dzieją się rzeczy, które nie powinny się wydarzyć. Zmory atakują zacieklej niż zwykle i w grupach, atakują gniazda, do tego ten tajemniczy sygnał, o którym nie powiem więcej, by nie psuć czytelnikom niespodzianki. Zdecydowanie podkręciłeś tempo swojego dzieła. Cieszę się, że moje uprzedzenia co do tagu Human ukazały się bezzasadne. Jest bardzo dobrze, a z ambientem w tle... już w ogóle. Tylko powiedz mi jedną rzecz:
  13. Jakże dziwnie brzmi mi teraz to słowo "zwłoki", stwierdziłem w myślach, przypominając sobie tych, którzy polegli. Pytanie tylko czy byli to ci źli, czy też dobrzy mieszkańcy tego spaczonego Hoofington...? Trudno stwierdzić, większość z ich po śmierci wygląda przecież równie niewinnie... Głos Zodiak wytrącił mnie z tych przemyśleń. - O co chodzi, pani doktor? - spytałem.
  14. - Dobra, dzięki za wiadomość - odpowiedziałem, po czym zwróciłem się do Candi: - Zobaczymy się później. - Objąłem ją i pocałowałem w policzek. - A i spróbuj jeszcze tych batonów lunarnych, ponoć są jeszcze lepsze... Zostawiwszy moją klacz w gabinecie, ruszyłem na spotkanie, zastanawiając się, co mogłoby być tak pilnego, by zostać wezwanym przez Zodiak.
  15. Westchnąłem. Wydarzenia jak zwykle miały wyczucie, kiedy wkroczyć do akcji. - Wrócimy jeszcze do tego wieczorem - powiedziałem do niej, po czym podniosłem głos. - Wejść!
  16. Chciała powiedzieć coś więcej, ale w tym momencie przerwałem jej wywód pocałunkiem. Spędziliśmy w tej pozycji pewien czas, po czym objąłem ją i przytuliłem. - Dlaczego miałbym się na ciebie gniewać? - powiedziałem jej do ucha. - Zwłaszcza, że mieliśmy tyle przeżyć ostatnio... To... w sumie nie było coś, czego oczekiwałem, ale... cieszy mnie to... bardzo. - Pogładziłem Candi po grzywie.
  17. Wtedy nagle dotarło do mnie kilka faktów, które wcześniej wydawały mi się reakcją na doznany szok. Faktycznie, jadłospis Candi znacząco się zmienił i z lubością polowała na wszelkie słodycze (a głównie batony). A jednocześnie przy tym promieniała i teraz wydawała się być szczęśliwsza niż kiedykolwiek. A przecież nie tak dawno mieliśmy zbliżenie... Minęły przecież tygodnie od tego momentu w Nowej Appleloosie. Pacnąłem się w czoło. - Że też wcześniej tego nie widziałem... - stwierdziłem. - Candi, zauważyłaś, jak bardzo posmakowały ci te batony ostatnio?
  18. Patrząc tak na Candi, zastanawiałem się, jak ona to robi, że w każdym ubiorze wygląda świetnie? Póki co, mieliśmy może ze trzy przypadki, z czego jeden określany jako "beznadziejny". Kuc z drżącymi kopytami i nic mu nie pomagało. Nikt nie zauważył małego odłamka granatu wbitego w kręgi i uciskającego nerwy, powodując ból i drżenie. Wystarczyło go wyciąć, poprawić ustawienie kręgu i wysłać gościa na odpoczynek. - Nie jest źle - stwierdziłem do Candi. - Nawet widzę po tobie, że dobrze się czujesz w takich warunkach.
  19. - To... wcale niegłupie - stwierdziłem. - I tak robiłem coś podobnego, gdy krążyłem od miasta do miasta... Ale w Hoofington mnie nie było, więc mogli nie słyszeć o mnie. - Podrapałem się po głowie. - No ale cóż, najwyżej się im pokaże, co potrafimy. Jak myślisz, Candi? - spytałem. - Ratowanie żyć będzie chyba dobra odskocznią od tych bandytów.
  20. Za powoli. No ale i tak nie ma jeszcze takiego zastoju jak w przypadku Porzuconych (pół roku, herp derp).
  21. Terminal mógłby dać nam kilka odpowiedzi, pod warunkiem, że mielibyśmy wśród nas kogoś, kto się znał na takich urządzeniach. Ale cóż, jedynym kucem, którego znałem, była LittlePip. Swoją drogą, ciekawe czy udało jej się znaleźć Velvet..., pomyślałem, po czym spojrzałem na swoje towarzyszki. - Przyznam, że to wszystko wygląda aż za miło - stwierdziłem. - Jakoś wątpię, byśmy uzyskali tutaj informacje od tej, co tutaj siedzi. - Rzuciłem wymowne spojrzenie w stronę lady. - Trzeba by było jakoś zlokalizować archiwa, bo na pewno jakieś tutaj mają...
  22. - Chyba tak - odpowiedziałem. - Chociaż naprawdę nie wiem czy znajdziemy tutaj to, czego szukamy... Ale i tak, jeśli nie tu, to chyba nigdzie... Westchnąłem, po czym ruszyłem w stronę budynku. Miałem nadzieję, że uda się to zrobić bez większych problemów i że nie będziemy mieli problemów z tymi doktorami, o których wspominał Chaser, ani z oszołomami, przez którymi przestrzegał nas tamten łysy kuc.
  23. Musiałem przyznać, że budowla robiła wrażenie. Do tej pory słyszałem o tych centrach jedynie w opowieściach, a i te miałko opisywały ogrom tego budynku. Przebywałem już w wielu upadłych miastach,a jednak w żadnym z nich nie dostrzegłem niczego tak... wspaniałego. Chyba i na mnie tak duży wpływ wywierały legendy o Fluttershy i jej opiekuńczość. - No dobra, zatem jesteśmy - powiedziałem i westchnąłem. - I pamiętać, by nie wkurzać tych doktorków - dodałem do siebie, spoglądając na Chase'a. - Zmierzacie z nami czy lecicie zajmować się swoimi sprawami?
  24. Bo pod koniec czytania po prostu wywaliło mi możliwość komentowania, a to zbiegło się z czasem z twoim poprawianiem, stąd moje podejrzenia Jak będziesz potrzebował ambientu, polecam.
  25. Za dużo zaznaczyłem rzeczy, besterku, że już zablokowałeś komentarze? Ta, wiem, że pisałem, że nie przeczytam, ale i tak to zrobiłem. Tak chociażby z ciekawości, co nam przyniosłeś w tym ficu. Nie ukrywam, że nie przepadam za tagiem Human i jedynie jakoś w opowiadaniach Gandzi. Tak czy siak, dałem szansę części pierwszej. Mam w sumie mieszane uczucia. Z jednej strony jakoś tak nie mogę się przyzwyczaić do obecności ludzi, z drugiej... nurtuje mnie twoja wizja tego świata. No bo na dłuższą metę, na początku nie wyjaśniłeś zbyt wiele. Ot, katastrofa i tyle. Mam nadzieję, że w dalszych częściach wyjaśniasz, co się stało i skąd w naszym świecie są puce? Bohaterowie są w sumie w porządku. Jakoś mam słabość do kucoperzy, więc siłą rzeczy bardziej podobała mi się Midnight niż Max. Jakąś tam nić porozumienia między nimi jest, docinki są, tulenia są, więc na razie zapowiada się dobrze. Pewno zerknę do dalszych rozdziałów w późniejszym terminie. Also, jako soundtrack do tego fica polecam płytę Twentythree szwedzkiego duetu Carbon Based Lifeforms. Genialny ambient, bardzo klimatyczny i idealnie wpasowujący się do nastroju tego opowiadania. Nawet okładka pasuje niejako do rozmyślań głównego bohatera podczas przebywania na dachu.
×
×
  • Utwórz nowe...