- Ano, kapsle - odparłem. - Jakby co to trochę ich mam przy sobie.
Ot, były to te benefity z bycia dobrym lekarzem. Często zdarzało się, że pacjenci z wdzięczności obdarowywali mnie czymś, nawet jeśli zapewniałem ich, że nie trzeba. Dodatkowo dzięki temu wzbogaciłem się też o potężny rewolwer oraz pistolet, który według zapewnien mojego rozmówcy należał do zebr. Co prawda nie potrzebowałem broni palnej do obrony ani ataku, ale gdybym stracił swoje ostrze, byłbym bez niego bezradny, więc lepiej było mieć pewne zabezpieczenie.
W czasie Littlepip przeglądała sklep, ja zajrzałem do swojego Pipbucka. Już nawet nei pamiętałem, co w nim trzymałem.