Skocz do zawartości

Niklas

Moderator
  • Zawartość

    5524
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    97

Wszystko napisane przez Niklas

  1. Ogólna ocena fica: xDDDDDD Tak, to jest taki random i takie pinkaczowe xD Zdecydowanie warte polecenia, o ile ktoś się nie boi TAKICH słów ;]
  2. Niklas

    Dyskusje, itd...

    Z jednej strony zabawne i to bardzo, z drugiej... bardzo niepokojące...
  3. W terminie "jak będzie to będzie". Codziennie powstaje choć trochę tłumaczenia, ale trudno prorokować, kiedy będzie, bo to zależy od: - czasu; - chęci; - długości rozdziału.
  4. Nie czekając dłużej, przeskoczyłem przez niego, wchodząc na niedostępny wcześniej korytarz, z bronią przygotowaną do strzału. Teraz już nie miałem żadnych zahamowań... Teraz każdy, kto nie był Crystal, miał przechlapane... Ruszyłem w stronę głosów.
  5. Rozejrzałem się wokół w poszukiwaniu jakiegoś przejścia, czy czegoś w tym stylu. Wróciłem też do korytarza z kolcami. Kto wie, być może teraz było można tamtędy przejść?
  6. Niewiele myśląc i próbując zignorować ten smród, ostrożnie przyłożyłem kopyto do tego miejsca i pchnąłem. Gdzieś, cholera, musiało być jakieś przejście czy dźwignia!
  7. Niklas

    Poznajmy się!

    Cze, Domino/e Czemu? xd
  8. Zacząłem krążyć po pomieszczeniu ze skórami. Musiało przecież coś tutaj być, bo jednak tamten żabogłosy nieznajomy nie mógł tak po prostu zniknąć... Musiało coś tutaj być.
  9. Gdybym tylko znał zaklęcie lewitacji... Niestety będąc żołnierzem, nigdy nie miałem czasu na naukę takiego zaklęcia. Musiałem więc "twardo stąpać po ziemi"... Zacząłem się rozglądać. Był przecież tutaj ktoś jeszcze... Niemożliwe, by nagle zniknął... Jedynie, gdzie nie patrzyłem to do góry... ale przecież co może być w górze...?
  10. Niklas

    Trixie

    A Cristiano Ronaldo to już by był ogólnoświatowym wrogiem numer jeden [szczegół, że dla niektórych już jest] Tak w sumie to jej nie można do końca nazwać czarnym charakterem, bo jednak zrobiła dużo mniej... złego niż taka Gilda. Ale szarym bym już ją nazwał za te bajeczki o Niedźwiedzicy
  11. Po chwili jednak przerażenie i ta twarz małego źrebaka ustąpiły pola wściekłości. Te skóry, te niewinne ofiary... Wręcz odczywałem ich ból, ich przerażenie... Ale to, co wielu przyprawiłoby o szaleństwo, mnie jedynie gnało do przodu. Chciałem dopaść tych, którzy to zrobili i zrobić z nich... to samo... Chociaż wybuch głowy byłby odpowiednią karą... Szedłem ostrożnie dalej, rozglądając się wokół i nasłuchując.
  12. Wiedziałem, że chociaż zużywałem sporo mocy magicznej, musiałem to wytrwać. Dla siebie i dla Crystal. To wszystko było kłamstwem. Cała ta gadka o biednych, unikających walki kucykach, kryjących się w tunelach przed złymi Solarnymi i Lunarnymi. Teraz dochodziłem do wniosku, że mogą z nimi współpracować - w zamian za spokój eksperymentują na innych... Ten wszechobecny strach i cierpienie... Ja miałem zamiar "nadpisać" te emocje... Przemianować je na wściekłość i chęć zabijania... do ostatniego naboju. - Gdzieście się skryli... - syczałem pod nosem. - Chodźcie do tatusia... - mruczałem w tym szaleństwie, które mnie ogarniało. Byłem znowu sam... przeciwko hordom nieznanych przeciwników... Dzień jak co dzień... Celestio... zmiłuj się nad tymi, którzy trafią przed mą lufę... bo ode mnie nie zaznają litości...
  13. To tylko pokazywało, z kim mam do czynienia. Byli gotowi poświęcić jednego ze swoich i to bez mrugnięcia okiem... Nie słyszałem, by ktokolwiek się przemieszczał, więc uznałem, że towarzysz nawiedzonego, prawie martwego kuca pozostał za drzwiami. Pozostało mi więc wyjść mu na przeciw. Nałożyłem więc na siebie barierę, by nie dać się zaskoczyć od tyłu strzałem (bariera spokojnie wytrzymałaby dwa bliskie strzały ze strzelby) czy też strzykawką. Następnie sprawdziłem komorę broni i wyszedłem ostrożnie, wciąż mierząc w żelazne drzwi. Oczekiwałem na jakiś ruch, a jeśli jednak nikt by się nie śmiał pokazać, planowałem przejść przez nie.
  14. Więc jednak nie była to trucizna, ale środek usypiający. Tak czy siak, nic miłego... Pomyślałem o Crystal... Podejrzewałem, że wykorzystali jej ufność, by coś jej zrobić... Pewno tę wspominaną "niespodziankę". Wściekłem się jeszcze bardziej. - Te... Żaba... wciąż tutaj jesteś? - wysyczałem. - Chcesz... porozmawiać z twardym skur***lem?
  15. Szybko przeładowałem broń, ostrożnie podchodząc bliżej, ale wciąż zachowując bezpieczny dystans - wciąż pamiętałem bowiem o tym drugim nieznajomym o głosie żaby. - A jak wam się podoba MOJA niespodzianka? - wycedziłem, mierząc go wściekłym spojrzeniem. Za pomocą magii uniosłem skrzykawkę. - A to co? Trucizna? Ładnie witacie gości... - dodałem, wbijając ją w jego ciało i wstrzykując mu jej zawartość.
  16. Widząc go, poniosły mnie wszelkie lęki, które zgromadziły się we mnie. Widziałem już oczami wyobraźni najgorsze rzeczy - takie, które widziałem będąc Solarnym, ale wcześniej kompletnie mnie nie ruszały. Teraz... widziałem to wszystko, co mnie "czeka". Miałem wrażenie, że jestem osaczony, a Słoneczni wespół z Księżycowymi idą po mnie... Miałem niewiele pocisków, ale dość, by rozpętać tutaj sajgon. Nacisnąłem spust. W tych kilku milisekundach przed odpaleniem pocisku, pewna część mnie zechciała go nie zabijać... od razu. Dlatego od razu obniżyłem broń, celując niżej w drzwi, w nogi. Ta drewniana przeszkoda była dla moich naboi niczym kartka papieru dla noża.
  17. Just epic work... http://fav.me/d4z0rtk
  18. "Wiedziałem... wiedziałem... - syknąłem w myślach. - Wiedziałem, że nie powinniśmy mu ufać. Ale... byliśmy zmęczeni, a Crystal... tak ufna... I to... to się udzieliło też mnie..." Nie wiedziałem co prawda, co mieli na myśli, mówiąc o "przygotowaniu", ale... wiedziałem jedno... Jak tylko zobaczę jego parszywy łeb, odstrzele mu go... Nie miałem też pojęcia, kim był ten o bulgoczącym głosie. Czy to jakaś bestia podobna do tej w tunelach? Czy też tylko głos zniekształcony przez ciężki pancerz? Tak czy siak, jeśli nie miał bardzo mocnej ochrony (a mało kto taką miał), padłby po góra dwóch strzałach. Wyciszyłem oddech i czekałem...
  19. W takim miejscu komuś chciało się układać ubrania w takie... równe kostki? Ale i tak... tamta krew była niepokojąca. I nikt nie wmówiłby mi, że to nic takiego... To miejsce zaczynało mnie przyprawiać o szaleństwo. Już odnosiłem wrażenie, że lepiej byłoby wiecznie uciekać przed Solarnymi, ale... czuć na twarzy powiew wiatru, ciepło słońca, chłód nocy... Tutaj było zdecydowanie zbyt szaro, zbyt cicho i... zbyt pusto... Cofnąłem się nieco od drzwi i wycelowałem, naciągając spust magią. Byłem gotowy do oddania natychmiastowego strzału w razie potrzeby.
  20. ...Cisza... Szuranie... Cisza... Skrobanie... Oddech... Bicie serca... Chłód broni... Obserwowałem wszystko uważnie, próbując usłyszeć choćby najdrobniejszy szelest czy odgłos kopyt. Wiedziałem, że nie przejdę przez te żelazne drzwi. Co innego naboje - one mogłyby przebić dwa człogi i jeszcze rozkwasić łeb stojącego za nimi kuca. Ale nie chciałem marnować amunicji, oddając pusty strzał, który zwróci na mnie uwagę wszystkich... Ostrożnie podszedłem do uchylonych drzwi. Błysnąłem rogiem, nakładając na siebie Zaklęcie Bariery, tak na wszelki wypadek. Następnie pewniej chwyciłem broń i otworzyłem drzwi, wkraczając do środka i mierząc do wszystkiego.
×
×
  • Utwórz nowe...