Skocz do zawartości

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Zawartość

    3977
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    110

Wszystko napisane przez Dolar84

  1. Tym razem dostał przynajmniej cześcią pocisków i było to widać. Część zniknęła, i nauczony doświadczeniem spodziewałem się ich powrotu, ale gorsze było co innego. Nie spodziewałem się tak szybkiego unicestwienia robota. Na dodatek przeciwnik zniknął w metalu i wypłoszenie go stamtąd będzie... wyzwaniem. Póki co jednek miałem poważniejsze problemy. Górna część miecza zaczeła się pochylać, dowodząc, że określenie "niebo spadające na głowę" nie jest tylko barwną metaforą. Błyskawicznie otoczyłem się dodatkowymi czarami, gdy ta rozpadła się na pył. Zwykły metalowy pył, tylko, że było go wyjątkowo dużo. Należało natychmiast przeciwdziałać, ale na szczęście miałem na to sposoby. Przywołałem z plecaka pokaźny wór, jednocześnie wielokrotnie powielając jego zawartość. Jednak zanim mogłem go użyć, należało uruchomić pewne... środki zaradcze. - Campus antimagneticus! To co z miecza zostało, oraz kula pokryła się delikatnym polem antymagnetycznym. Naturalnie nie dotyczyło to wylatujących z niej kolców. - ZARAZ? KOLCE?. Uff, na szczęście tylko dw... ILE? Szlagszlagszlagszlagszlagszlag... - teraz to dopiero musiałem się uwijać... Gdyby nie mój lorgon, nawet bym ich nie zobaczył przez ten cały pył. - Campus magnetius maximus! Nad otwartą powierzchnią worka rozciągnęło się pole, obdarzające wszystko co z niego wyleci najsilniejszym możliwym polem magnetycznym. Na szczęście pamiętałem, żeby stosownie osłonić również wszelkie metalowe elementy mojego wyposażenia. - Magnes in universum volatus! Na to wezwanie z worka zaczęły wylatywać małe magnesy neodymowe. Potężne same z siebie, a po wzmocnieniu polem, nie było takiego metalu, który by im się oparł. Nic dziwnego, że po wyjściu za moją osłonę zaczęły przyciągać pył jak szalone. Dlatego też kilkadziesiąt pierwszych posłałem bezpośrednio w górę z największą możliwą szybkością. Oczyściły moją bezpośrednią okolicę, co pozwoliło mi wysłać inne po nieco bardziej... skomplikowanych trajektoriach. Były małe, były leciutkie, ale była ich masa. Pewnie, mogłem użyć jednego wielkiego, ale wysłanie go w dal kosztowałoby mnie o wiele więcej energii. A że każdy z maluchów mógł po wzmocnieniu przyciągnąć i utrzymać mniej więcej 2000 razy więcej metalu niż sam ważył, to miałem stosowną ich ilość, żeby pozbyć się pyłu i odesłać go naprawdę daleko stąd i to pod różnymi kątami. W wyznaczonej odległości od Areny ekspolodowały, a zanotowane opady metalowego deszczu w wielu miesjach Equestrii z pewnością dostarczą mieszkańcom wiele powodów do dyskusji. Na kolce podziałałem inaczej. Gdy były blisko rzuciłem w ich stronę dwadzieścia większych magnesów. Praktyka pokazała, że nie musiało być ich aż tyle, ale jak to mówią w niektórych krajach "better safe than sorry". Natomiast nie odważyłem się ich wyrzucić poza Arenę. Po raz kolejny sięgnąłe do plecaka i wyciągnąłem z niego kilka sporych butelek pięknego kwasu. Oblane nim kolce błyskawicznie przestały stanowić problem. Teraz należało zająć się mieczem i tu po raz kolejny przyszedł z pomocą kwas. Ten sam, który wcześniej wystrzeliwywałem, a chociaż jego wyrzutnię trafił szlag, to zbiornik był nienaruszony. I pomimo sporego zużycia nadal niemal pełny. Przyszła pora na środki ekstremalne... Zdjąłem pole antymagiczne z tworów Edwina i sporym wysiłkiem wydźwignąłem zbiornik nad Arenę. To były niemal wszystkie moje zapasy, a na ich zgromadzenie zużyłem naprawdę sporo czasu. Niestety wyglądało na to, że trzeba będzie ich użyć natychmiast, więc nie zastanawiając się dłużej skierowałem go na miecze i opuściłem bariery magiczne. Sporo wylałem u podstawy, żeby odciąć go od gruntu. Fakt, miał kilkanaście metrów, ale ten kwas był naprawdę żrący. Kiedy pozbył się części naziemnej, zaczął zżerać ten fragment, który tkwił wbity głęboko w ziemi. Teraz nadeszła pora na metalową konserwę z wkładem mięsnym, czyli kulę, w której krył się Edwin. Rozważyłem kilka opcji... Ogień był kuszący, ale mój przeciwnik pokazał już wcześniej, że lubi czerpać z niego energię. Prąd? Bardzo kuszące, ale nie zdołałbym nim otworzyć rzeczonej "konserwy". Kwasu używać nie chciałem, chociaż wystarczyłoby go i na miecz i na kulę. Z jakiegoś powodu wydawało się to... niewłaściwe. Pozostawiał więc... lód. Co prawda użyłem najsilniejeszego artefaktu, żeby zamrozić jego las, ale nie znaczyło to, że nie posiadam żadnych innych. Przyjąłem sparodiowaną wersję pozy Sub-Zero i wyciągnąłem ręce. - Offa glacie pluvia! Przy pomocy iśćie jarmarcznej telekinezy posłałem w jego kulę tysiące swoich kuleczek, wprost z mojego plecaka. Opadły na jego schronienie i błyskawicznie eksplodowały, zamrażajac kolejne warstwy rzeczonej kuli. Wysyłałem je tak długo, aż mój czar skanujący wykazał, że dalsze mrożenie mogłoby okazać się śmiertlene dla mojego przeciwnika. Do tego nie wolno było dopuścić, zresztą wyglądało na to, że udało się zmrozić cały metal. Nadszedł czas wielkiego "otwarcia". Nakreśliwszy na młocie imię Thora cisnąłem go z całych sił w wielką lodową kulkę. Wypisane imię, wróciło go do moich rąk, kiedy kula rozprysnęła sie na masę lodowych drobinek, a w jej miejscu ukazał sie Edwin...
  2. Panowie, bez offtopu proszę. Kamil ma sporo racji, miało być to wcześniej, jednak musiałem sobie po prostu zrobić przerwę od Winning - takie życie. Teraz jednak uzyskałem podwójną motywację i zajmuję się wyłączenie tym a inne projekty odłożyłem na bok.
  3. Całość mogę skomentować tylko i wyłącznie jednym słowem - WIĘCEJ!!! Wciągnęło mnie jak bagno - nawet nie wiem kiedy pochłonąłem całość. Coś wspaniałego.
  4. - KU...A!!!! - mój wrzask rozległ się nad cała Areną, kiedy młot uderzył w próżnię. Przewidział gad! Teraz się naprawdę wkurzyłem. Nie zważając na latające dokoła kawały meteorytu skierowałem się w dół, prosto na mojego przeciwnika. Stał przylepiony do swojego miecza, a jakże. Metalowego. Czas było wykorzystać wytwory czystej myśli technicznej, wspartej pewną ilością magii. Nie przerywając lotu wywołałem z plecaka dziwnie wyglądającą rurę, któej wąż znikał w głębi plecaka. Na myślowe polecenie zaczęły z niej wylatywać kule. Setki kul, a każda wielkości piłki lekarskiej i pełna najpotężniejszego i najsilniej stężonego kwasu, jaki udało mi się poznać. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby użyć właśnie tego, ale błogosławiłem swoje szczęście, gdy od strony Edwina wyleciała na mnie ściana metalowego paskudztwa. Poteżna ściana. Latało toto na wszelkie strony i nieco mnie sponiewierało, ale przynajmniej kwas oczyścił mi bezpośrednią drogę, a nie przestawałem strzelać. Byłem zdecydowany użyć większości zasobów, byle zniszczyć ten cholerny miecz, który z pewnością nie był mi do nieczego potrzebny, a kłopoty mógł sprowadzić. Widziałem jak poszeczególne kule rozpryskują się wszędzie dookoła Edwina, trawiąc coraz więcej metalu. Wyszczerzyłem zęby w straszliwym grymasie i jeszcze przyspieszyłem opadanie. Na szczęście. Nagle wszędzie dookoła mnie, metal zamienił się w płynną masę. To nie wróżyło dobrze, dlatego natychmiast rzuciłem stosowne zaklęcia. - Scutum glaciae! - Scutum aer! - Scutum terra! - Scutum iginis! Zdążyłem. W chwili, kiedy ostatnia tarcza zamknęła się wokół mnie, to co mnie otaczało eksplodowało, posłając mnie w ziemię z prędkością zbliżoną do tej osiągnanej przez światło na sterydach. Huk z jakim wyrżnąłem o ziemię mógł być porównywany do grzmotu eskplozji, którą słyszałem i widziałem nad sobą. Wyglądało to na całkiem przyjemny wybuch a'la Hiroszima. A to oznaczało promieniowanie... No nie, na to pozwalać nie będziemy. Rzuciłem w powietrze kilka wyjętych z kieszeni grudek - Radiotio miscere! No i problem promieniowania miałem z głowy. Gorzej, że fala uderzeniowa próbowała wydusić mi powietrze z płuc, ale to było chwilowe problemy i szybko się z nich otrząsnąłem. Moje tarcze jeszcze trzymały (oprócz lodowej), a ognista wręcz jaśniała - wybuch ją pięknie podładował. Nie zmieniło to faktu, że znowu dostałem wciry i to solidne. Czas na zemstę! - Servus bellator! - krzyknąłem przywołując z plecaka sporą ilość metalu. Własnego. Huki i trzaski połączyły się w dwukrotnie wyższego ode mnie humanoidalnego robota. Wszelkie kółka zębate były na swoim miejscu a szybki ruch ręki skierował go w stronę mojego przeciwnika. A bić to on potrafił, oj potrafił... tak samo jak poruszać się z zadziwiającą szybkością. Żeby było śmieszniej krył w sobie bursztyn, bardzo podobny do tego z mojej zbroi. Dawało mu to całkowity immunitet na jakąkolwiek formę magii, a zrobiony był z tak potężnych stopów, że uszkodzenie i pokonanie go było... wyzwaniem. Żeby dodatkowo rozproszyć uwagę Edwina ponowiłem motyw kamuflujący z użyciem kul jaskrawego (dla niego) światła, ale tym razem nie popełniłem jednego błędu. Wiedząc o jego prekognicji, stworzyłem je na sobie i zacząłem biec równocześnie z nimi. Teraz nie mógł stwierdzić, które pojawiły się później, tym bardziej, że nagle z kilku z nich zaczęły bić w niego magiczne pociski. Mnóstwo magicznych pocisków. Z innych wyleciały lodowe kolce, kule lub promienie. Z jeszcze kolejnych różne niemagiczne narzędzia masowej zagłądy kierowały się w kierunku mojego przeciwnika. W jednej ukryłem nawet działko wielolufowe, które zaczęło wypluwać w jego stronę prawdziwą chmurę ołowiu. A z czterach, w tym tej której byłem wyleciały zwykłe, standardowe i diablo niebezpieczne kule ogniste. Poświęciłem na to masę przedmiotów, ale tym razem musiał czymś dostać. A wszystkie kule, jak na komendę zaczeły się do niego zbliżać. Szybko zbliżać...
  5. No i po chmurkach... Nie przewidziałem czegoś tak prostego jak odepchnięcie ich energią. Na dodatek wyglądało na to, że ktoś tu postanowił pobawić się w Armaggedon. Miałem praktycznie dwa wyjścia. No niech będzie, że trzy. Pierwsza, czyli oberwanie lecącym mieczem i poprawka z kosmicznej skały była zdecydowanie... mało atrakcyjna. Drugą była obrona przed wyżej wymienionymi niespodziankami. Rzecz odważna i do zrobienia, ale kosztowne i niosące za sobą ryzyko poważnego osłabienia. Opcja numer trzy była najelpsza. W skrócie można określić ją stwierdzeniem: "Lepsza rozwaga, niżli odwaga". I ją właśnie postanowiłem zastosować. Błyskawicznie przystąpiłem do rzeczy, Wiedząc, że nie mam za dużo czasu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było zaklęcie wsparte przez niewielki pryzmat. - Genus clandestinus! To sprytne zaklęcie całkowicie zamaskowało moją sygnaturę magiczną. Na wypadek, gdyby lecąca śmierć była do niej przystosowana. Przed wykonaniem kolejnego ruchu rzuciłem sobie pod nogi niewielkie pudełko, które zaczęło emanować moją właściwą energią, a sam przystąpiłem do dalszej części planu. Przyzwałem większość leżacych na Arenie przedmiotów do "kieszonkowego Wszechświata" i wyjąłem odpowiedni zwój. Sypnąłem w niego dużą porcją diamentowo-szklanego pyłu i mruknąłem: - Persona veho multiplex! Łańcuch teleportacji przeniósł mnie najpierw na "niekryty" skraj Areny, a następnie wysoko ponad lecącą zagładę. Na szczęście, meteor był nieco mniejszy od Areny, byłem więc względnie bezpieczny. Obserwowałem opadając jak najpierw jedno a potem drugi narzędzie masowej zagłady dewastuje powierzchnię Areny. Potężna fala uderzeniowa szarpnęła mną, a kilka odprysków skały zabębniło o moja osobę - nie było to miłe doświadczenie i postanowiłem, że nadszedł czas, żeby zrobić Edwinowi poważne ZIAZI! Bardzo poważne. Ostatni z telportów przeniósł mnie na odległość niecałego metra od Edwina (a wcześniejszy skan, upewnił mnie, że nie jest iluzją), który wyglądał... nieszczególnie. Postanowiłem więc jeszcze mu dowalić, ale najpierw... - Volatus! Piórko, które wyjąłem chwile wcześniej rozpadło się, obdarzając mnie zdolnością lotu, Teraz sięgnąłem i chwyciłem w swoje ręce młot bojowy. Poteżny i ciężki. Przeciwnik nadal widział jedynie kulę ciemności unoszącej się wokół niego. Wziąłem zamach i wyprowadziłem potężny cios. Na ułamki sekund przed uderzeniem z całej siły ryknąłem. - Malleus Maleficarum! Co prawda mój przeciwnik, nie był czarownicą, ale to nie zmieniało skuteczności działania zaklęcia. Młot pokrył się grubą i solidną warstwą energii niszczącej magię. Można się było na to uodpornić (jak sam zrobiłem przed pojedynkiem), ale wymagało to czasu, znajomości broni, no i fizycznego kontaktu. Prawda - jeżeli nie zdarzy się cud, to Edwin dosłownie za ułamki sekund będzie spełniał dwa ostatnie wymagania, chociaż nie w taki sposób, jaki przewidują wszelkie magiczne zwoje i podręczniki, uczące jak wykorzystać ten czar...
  6. Oczywiście, że tłumaczę, ale jednocześnie realizuję kilka innych projektów (na przykład DeadDerpyverse, czyli alternatywną linię czasową WInning). 7 rozdział jest ukończony w jakichś 30%. Przez kolejnej 8-10 godzin mam zamiar przetłumaczyć kolejne 3000-5000 słów, więc osiągnie jakieś 80-90%.
  7. W takim tempie powinieneś szukać już kolejnego opowiadania do przetłumaczenia Co do samego tekstu - jak zwykle świetna robota.
  8. Jakoś tak wyszło, że przetłumaczyłem dzisiaj kolejne opowiadanie z tej serii. Zapraszam co czytania "Saying Goodbye".
  9. Masz wyznaczone 3 tagi i ich należy się trzymać. Co do bohaterów/bohaterek to obowiązuje całkowita dowolność.
  10. Czekaliście, czekaliście i się doczekaliście. Przed Wami edycja specjalna Konkursu Literackiego, w której możesz pokazać nieco... barwniejsze opisy i sytuacje, niż jest to normalnie dopuszczalne. 1. Limit słów - 5000 2. Obowiązujące tagi: [Gore] i jeden lub dwa dowolnie wybrany. Żeby była jasność - NIE można napisać opowiadania wyłącznie z tagiem [Gore]. 3. Opowiadanie musi być w klimacie MLP 4. Limit oddawania prac: 28.07.2013 5. Przed przystąpieniem do konkursu, proszę zapoznać się z Regulaminem. 6. Każdy uczestnik może zamieścić tylko jedno opowiadanie. 7. Po zamieszczeniu pracy nie można dokonywać w niej żadnych poprawek. Dla uniknięcia takich sytuacji, każda z nich jest kopiowana na moją prywatną listę i jest to jedyna wersja jaka będzie poddawana ocenie. 8. Ostatni i najważniejszy punkt. Jeżeli ktoś napisze opowiadanie, którego całym sensem będzie bezsensowna rzeź i opisy brytalnych mordów, bez śladu fabuły, to takie opowiadanie zostanie NATYCHMIASTOWO zdyskwalifikowane. Limit słów jest bardzo duży, więc możecie stworzyć naprawdę przyjemne dzieła, gdzie gore będzie elementem, a nie podstawą. Tym razem nagrodą nie będzie umieszczenie opowiadania w magazynie Brohoof, ponieważ nie zamieszcza się tam treści gore i clop (felietonów nie licząc), dlatego poprzestaniemy na stosownych oznaczeniach. Tagi możecie wybierać, czasu macie dużo, spodziewam się więc, że przemyślicie to co zechcecie napisać i podacie nam naprawdę porządnie napisane opowiadania. Powodzenia!
  11. Bester kilka postów wcześniej podałeś idealny temat na fanfika opisując poszczególne tagi. Ustaw go w futurystycznym Canterlot i jedziesz
  12. Na razie skupiam się na dwóch seriach bazowych czyli Winning i DeadDerpy. Niedługo dołączy do nich Lunar Rebellion Era. Na szczęście uzyskałem już stosowne pozwolenia od autorów. Co do innych opowiadań stowarzyszonych autorów, to nie wykluczam, ale nie w najbliższej przyszłości.
  13. Wszystko ładnie, pięknie, z jednym małym szczegółem. Obie serie tłumaczę sam Naturalnie, gdyby nie pomoc zgrai prereaderów i korektorów, których nie mogę się nachwalić (jakimś cudem udało mi się zebrać naprawdę pierwszorzędne grono ), interpunkcja i błędy (przyznaję bez bicia - zdarzają się pomimo najszczerszych chęci), odbierałyby większość przyjemności z zapoznawania się z tymi "wisienkami na torcie" jak słusznie nazwałeś obie serie. Każdemu piszącemu i tłumaczowi, życzę żeby zebrał sobie równie dobre grono poprawiających/poganiaczy niewolników/nadzorców (niepotrzebne skreślić).
  14. Czas najwyższy założyć temat z serią DeadDerpyverse. Jest to alternatywna linia czasowa do Winningverse i można zaobserwować podobieństwo osób i wypadków, zgodnie zresztą z założeniami autorów. Podkreślam jednocześnie, że wypadki opisane w tych historiach NIE są część Winningverse. Dzielą jedynie wspólny świat. Są tak dobre, że pozostawienie ich bez przetłumaczenie byłoby zbrodnią (naturalnie, jeżeli lubi się tego rozdzaju opowiadania). Przed rozpoczęciem lektury radzę zapoznać się z zamieszczoną na dole posta sugerowaną kolejnością czytania opowiadań. Będę je tłumaczył tak jak powinno się je chronologicznie czytać (według autorów) a zacznę od: Feeling Regrets by Chengar Qordath [PL][NZ][sad] Rozdział 1 Saying Goodbye by Chengar Qordath [Oneshot][PL][sad][Romans] Tłumaczenie Through Death and Life by Chengar Qordath [Oneshot][PL][sad] Tłumaczenie When Goodbye Comes to Soon by Comma-Kazie [Oneshot][PL][sad][Dark] Tłumaczenie Changes by Comma-Kazie [PL][NZ][sad][slice of Life] Rozdział 1 Rozdział 2 Chciałbym podziękować wszystkim prereaderom i korektorom, którzy pomagali mi w doprowadzeniu tego opowiadania do jak najlepszego stanu. Jednocześnie informuję, że jedno opowiadanie z tegoż uniwersum czyli "From the Mouths of the Fillies" zostało już wcześniej przetłumaczone. Polecam zapoznanie się z nim, ponieważ tłumaczenie stoi na bardzo wysokim poziomie i doskonale uchwyciło klimat oryginału. Popełnił je Delfinek Keola/Exai a zapozanć się z nim można tutaj. Życzę wszystkim... przyjemnej lektury, liczę na komentarze i konstruktywną krytykę. Kolejne rozdziały/opowiadania będą pojawiać się wymiennie z Winningverse. Sugerowana kolejność czytania (zgodna z linią czasową przedstawioną przez jednego z autorów): Feeling Regrets (Rozdział 1) - Through Death and Life - When Goodbye Comes to Soon/Saying Goodbye - From the Mouths of the Fillies - Changes (Rozdział 1,2)(dalsza część po przetłumaczeniu kolejnych opowiadań).
  15. Powracamy z kolejną, piątą już, edycją Konkursu Literackiego. 1. Limit słów - 1000 (maksymalnie - każde opowiadanie sprawdzam w wordzie, więc nie ufajcie żadnym licznikom słów i tym podobnym bzdetom) 2. Obowiązujące Tagi to: [sci-Fi], [Dark] i [Comedy]. Wszystkie trzy - nie ma możliwości wyboru tylko jednego z nich. 3. Opowiadanie musi być w klimacie MLP. 4. Limit oddawania prac: 21.07.2013 5. Każdy uczestnik może zamieścić tylko jedno opowiadanie. 6. Po zamieszczeniu pracy nie można dokonywać w niej żadnych poprawek. Dla uniknięcia takich sytuacji, każda z nich jest kopiowana na moją prywatną listę i jest to jedyna wersja jaka będzie poddawana ocenie. 7. Przed przystąpieniem do pisania proszę zapoznać się z Regulaminem Nagrodą po raz kolejny będzie publikacja najlepszego opowiadania w Brohoofie. Liczę, że jak zwykle przyślecie do nas mnóstwo prac. Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim potencjalnym uczestnikom. Wyczekiwana z utęsknieniem edycja gore, ruszy jutro lub pojutrze.
  16. Nie chodzi o rozcinacie dialogów jako takich, a o robienie przerw między nimi, a opisami. Takich wysepek. O wiele estetyczniej wygląda i nie męczy oczu.
  17. Fanfik porzucony. Zamykam i archiwizuje.
  18. Dolar84

    Lista fanfików

    Przy niektórych rzeczywiście coś takiego jest. Będę musiał to sprawdzić, ale najprawdopodobniej skopałem sprawę przy wklepywaniu adresów, lub niektóre z opowiadań zostały usunięte/przeniesione... Dzięki za zwrócenie uwagi - poprawię to najszybciej jak zdołam. Edit: Czwarta nad ranem... lista została naprawiona. Wystarczyło "tylko" zmienić linki w każdym jednym opowiadaniu. Ostrzegam, że jeżeli ktoś zasugeruje jakąś zmianę wymagającą "ręcznego" przebudowywania listy, to mogę przestać się zachowywać jak przystało na człowieka cywilizowanego...
  19. Można powiedzieć, że wszystko jest w sferze ustaleń. Na razie nie jest przewidywany system turniejowy. Do tego może dojść, jeżeli będzie odpowiednie zainteresowanie, jednak zaczniemy od klasycznych pojedynków "jeden na jednego". Wszystko zależy od liczby zgłoszeń - jeżeli chętnych będzie dużo, to Ci którzy już pisali będą musieli poczekać na kolejną okazję. Jeżeli niewielu, nie widzę problemów, żeby piszący się powtarzali. Co do ocen - jeszcze nie zdecydowano czy oceniać będzie komisja, czy publiczność. Naturalnie jeżeli zapadnie decyzja o tym, że ocenia publiczność, będzie trzeba wprowadzić kilka obostrzeń, żeby nie dochodziło do tak zwanego "konkursu popularności" czyli głosowania na daną osobę, ponieważ lubi się ją bardziej od adwersarza.Jeżeli zaś będzie to komisja, to zapewne opowiadania będą oceniane pod względem fabularnym, technicznym i tak dalej. Naturalnie decyzja o wyniku pojawi się z odpowiednim uzasadnieniem.
  20. Nie, nie ma potrzeby podawania próbek. To otwarty event, każdy może spróbować swoich sił. A jak będzie wyglądać zgłaszanie się? Jeżeli pomysł będzie cieszył się dużą popularnością i zostanie podjęta decyzja o jego wprowadzeniu, to zapisy będą miały miejsce w tym temacie.
  21. Zasadniczo sprawy techniczne muszą być brane pod uwagę przy ocenianiu i to niezależnie od tego kto będzie oceniał. Podałeś jednak stosowne wytłumaczenie, więc z pewnością będzie można jakoś to obejść. Kruczek - zdecydowanie nie zastąpi. Kolejna edycja Literackiego ruszy dzisiaj lub jutro.
  22. Jak zwykle świetna robota. Jeszcze tylko stronę techniczną bym poprawił i mielibyśmy do czynienia z ideałem. Chodzi o to, że wszystko jest... ścianą tesktu. Nie ma przerw, brak wyodrębnionych dialogów, no i prawie wszędzie brak wcięć, tudzież akapitów. Poprawić to i jest 10/10.
  23. Na razie jest plan, żeby oceniała złowroga komisja, co nie znaczy, że utrzyma się taka opcja w wersji finałowej.
  24. Zgodnie z najlepszymi regułami niezdecydowania wytrawnych polityków, tudzież innej hołoty, która przed podjęciem naprawdę ważnych i wiekopomnych decyzji (jak przemalowanie ścian gabinetów na inny kolor), wprowadzam szeroko zakrojone badania opinii publicznej na temat nowego wydarzenia w dziale Opowiadań. Pomysł został mi sprzedany przez Foley'a, a że okazał sie wiele sensowny, to po uzyskaniu stosownego pozwolenia od osoby pierwszej wprowadzającej podobną zabawę (ukłony i podziękowania dla Trica/Alexsuza) zachęcam do dyskusji na temat wydarzenia o nazwie "Wśród szczęku piór". Jak to ma wyglądać? Teoretycznie sprawa jest prosta - w każdej walce startują dwie osoby (logiczne, czyż nie?). Dostają temat i założenia ogólne, limit słów (będą większe, niż w Konkursie Literackim) i co najważniejsze - czas. I tu tkwi haczyk, ponieważ na początku planujemy wprowadzić pojedynki wyjątkowo krótkie i zajadłe - 48 do 72 godzin czasu na napisanie rzeczonego opowiadania. Dobór konkurentów można przeprowadzić dwojako. Jeżeli zgłoszę się dwie osoby chętne do zmierzenia się ze sobą, to z całą pewnością nie będziemy stać im na zawadzie. Ci którzy zgłoszą się sami, zostaną sparowani przez złowrogą komisję. Naturalnie postaramy się tak dobierać adwersarzy, żeby walki były interesujące i wyrównane. Jednak chociaż pomysł wydaje się wielce interesujący, chcielibyśmy najpierw dowiedzieć się, co myślą o nim potencjalni uczestnicy. No i czy w ogóle trafią się jacyś chętni do... sprawdzenia swych sił w pojedynkach na pióra, kałamarze, ołówki tudzież klawiatury. Stąd temat i ankieta. Dyskutujcie, pytajcie i komentujcie. W zależności od zainteresowania dyskusją przewiduję istnienie tego tematu przez tydzień-dwa. EDIT: "Wśród Szczęku Piór" ruszyło. Przed Wami lista aktualnych uczestników: - Polusen - Alexsuz (Pojedynek 1) - Alder - Cahan - Koschei O'Clock - Generalek (Pojedynek 1) - Araszel - Myhell - S443556 - Moe Warmen -Qebor - Kretyński Sześcian Zapisy są cały czas otwarte. Jeżeli chcecie zmierzyć się z kimś wybranym proszę o zaznaczenie tego w poście (i wcześniejsze omówienie z przeciwnikiem).
  25. Dolar84

    Poszukuje pre readera

    Masz rację - za samo wspomnienie, nikt Cię nie przeczołga. Tak samo jak za zamieszczenie rzeczonego opowiadania pod warunkiem braku w nim scen o których wspomniałeś. A tak z ciekawości - można poznać tytuł?
×
×
  • Utwórz nowe...