MewTwo

Brony
  • Content count

    792
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

124 Great and Powerful Reputation

About MewTwo

  • Rank
    Quirky Little Lady

Informacje profilowe

  • Gender
    Steven Magnet

Recent Profile Visitors

9991 profile views
  1. Well, im alive. Not very well, quite shattered, glued together very fast. But alive.

     

    You missed me? I guess not :v

    1. PervKapitan

      PervKapitan

      Za ten tekst na końcu aż chce się nie odpisywać, ale za bardzo korci.

       

      Witaj z powrotem. O ile wracasz. Pewnie nie, tylko szukasz atencji, by potem znów zostawić. FeelsBadMan 

  2. Niech Moc będzie z Tobą, Carrie Fisher [*]

    1. Show previous comments  4 more
    2. The Silver Cheese

      The Silver Cheese

      Przedwczoraj George Michael, a dziś Carrie :fluttercry2:.

    3. MewTwo

      MewTwo

      Jutro Meryl Streep, a pojutrze Leonardo di Caprio :evilshy:

    4. War

      War

      2016 daed gaem.

  3. Z okazji świąt porzebuję sobie kupić prezent. Overłocz opłaca się czy nie?
  4. Jako iż ostatnio nie mam co robić to nadrabiam zaległości filmowe: Zmowa pierwszych żon Absolutnie genialny...komediodramat? Dramat z dużą dozą komizmu? Nie wiem jak to określić, w każdym bądź razie jest to aktualnie mój ulubiony film. Na plus można wyróżnić genialną obsadę aktorską- Diane Keaton, Goldie Hawn i Bette Midler, dobrze dobraną muzykę i specyficzny charakter produkcji. Idealnie pokazuje ofiary kryzysu wieku średniego, którymi okazują się nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, problem zaborczości rodziców, która determinuje marną samoocenę człowieka i jego nieporadność życiową, i niezwykle akcentuje wartość przyjaźni w życiu człowieka. Polecam każdemu 10/10 Smażone zielone pomidory Jako fan Kathy Bates nie mogłem przejść obojętnie obok tego dzieła. I nie zawiodłem się. Film opowiada równolegle dwie historię- przeszłą, wspominaną przez panią Ninny Threadgoode i teraźniejszą, będącą sceną życia Evelyn Couch. Poruszono w nim problematykę stosunków między małżonkami w momencie stagnacji uczuć, wykluczenia społecznego osób starszych, rasizmu obecnego w USA do dziś i uczuciem rodzącym się pomiędzy dwoma ludźmi, na które nie ma społecznego przyzwolenia- miłości homoseksualnej Polecam każdemu 10/10 Wożąc panią Daisy Ten film jest najlepszym przykładem, że kino obyczajowe nie jest nudne. Tytułowa panią Daisy jest starszą osobą, której właśnie z powodu postępującego wieku odebrano możliwość prowadzenia samochodu-przez tak wielu uważaną za wyznacznik samodzielności. Troskliwy syn wynajmuje jej więc kierowcę Hoke'a który z pracownika staje się najbliższym przyjacielem starszej kobiety. Warto wspomnieć, że akcja filmu dzieje się niedawno po zakończeniu II wojny światowej, został więc w nim przedstawiony problem segregacji rasowej. Za minus można podać nierozwinięcie niektórych wątków, przez co widz może czuć niedosyt. Polecam 9/10 Partner Każdy kto lubi Whoopie Goldberg powinien obejrzeć ten film. Po tym jak ambitna i inteligentna finansistka zostaje oszukana w pracy, postanawia rozpocząć pracę na własną rękę. I tutaj napotyka na mur nie do zdarcia- świat finansjery widzi u siebie tylko mężczyzn, najlepiej białych, spychając resztę do roli pomocników. Dlatego też główna bohaterka postanawia pozyskać dla siebie jednego z wielkich tego świata. W jaki sposób -to zostawiam dla widza. Dla mnie film wspaniały, poruszający tak często wyśmiewany problem "szklanego sufitu" i "lepkiej podłogi". Polecam wszystkim 10/10
  5. W takim razie czemu chrześcijanie tak nie lubią się muzułmanami? Czemu, na siłę, próbują udowodnić, że "ich Bóg" jest lepszy? To na czym ona polega?
  6. Chyba tylko na kartach Sienkiewicza Ja polubiłem ostatnio Różę Żabczyńską z "Cudzoziemki".
  7. No właśnie, dlaczego. Wyobraźmy sobie osobę całkowicie idealną- pomagającą biednym i bogatym, tolerującą wszystko, o anielskiej cierpliwości. Unika wszelkich używek, czynności powszechnie uznawanych za "grzeszne". I teraz ta osoba dostaje "w prezencie" od "Boga" jakąś niesamowitą przeszkodę- przewlekłą chorobę lub tragedię rodzinną. Dlaczego- no cóż, wedle wiary którą wyznajesz dlatego, że Bóg pragnie poddać go "próbie wiary". I znów, według Ciebie, jest to jak najbardziej ok-Bóg, jako istota wszechmocna i z natury dobra ma przecież prawo sprawdzić, czy człowiek kocha go tylko w przypadku powszechnego dobrobytu. I o tym opowiada księga Hioba. A teraz jeszcze Cię o coś zapytam: dlaczego Bóg chciał, żebym widział w ciągu mojego krótkiego życia tyle cierpienia. Widziałem i żyłem z babcią chorą na Alzheimera, która każdego dnia wyglądała jakby traciła, skrawek po skrawku, swoje wspomnienia o życiu i rodzinie. Widziałem jak moja matka spędza swoje ostatnie chwile w domu, leżąc we własnych ekskrementach, zalana krwią której zwymiotowała prawie pół litra, według lekarzy. Obie te kobiety były w moim życiu ważne, i, z tego co mówisz wynika, że Bóg postanowił mnie "sprawdzi" Ot tak, po prostu. Jakby mu nie wystarczyło, że żyję z dwoma alkoholikami (no cóż, teraz już jednym [łaska Pana!]) Więc jeśli twój "kochany", "miłosierny", "wspaniały", Bóg w taki sposób doświadcza ludzi, to nie jest na pewno taki. Jest zwykłym(określenie w spoilerze) Możesz to olać, skomentować a nawet usunąć. Ale dwie z powyższych opcji będą oznaczać jedynie twoją ignorancję. Dodaj do tego kolejną opcję- odpowiesz mi, że "niezbadane są wyroki boskie". Szczerze mówiąc, pluje na takie wyroki boskie.
  8. 1 punkt, i to strzelony. Podobnie jak Talar należę raczej do casualowych graczy, więc większość z tych produkcji była mi kompletnie nieznana. I może powinienem wyjąć kij z tyłka, ale ciągłe wyzywanie mnie od "zwichniętych parów" lekko mnie zirytowało.
  9. Przede wszystkim dziękuję za rady i słowa wsparcia. I powiem szczerze, że ten post pisałem po to, by w końcu zrzucić to z siebie. A wolałem to zrobić w jako tako anonimowym internecie niż u człowieka który spokojnie by rozgadał to w mieście. Także to tyle. Dziękuję raz jeszcze.
  10. A więc powracam i od razu uderzam w trochę ciężki temat, ale po prostu muszę się komuś wygadać. Na psychologa mnie nie stać, o czym dalej. W lipcu, a konkretniej 30 czerwca, zmarła mi mama. Dość powiedzieć, że widziałem jak umiera, dosłownie. A nie było to nic przyjemnego, pomijając fakt pokrewieństwa. I ruszyła machina pogrzebowa- spotkanie całej rodziny, pogrążonej oczywiści ew żałobie. Wiadomo, każdy przeżywa po swojemu. No cóż, ja nie byłem w specjalnie żałobnym nastroju. Nie potrafiłem się rozryczeć widząc ciało mojej matki w trumnie w zakładzie pogrzebowym, w kościele czy kiedy już leżała w mogile na cmentarzu. Po prostu nie czułem tego. Większe kłopoty zaczęły się od września. Rozpoczęcie roku szkolnego w takiej sytuacji to nic przyjemnego. To specyficzne wyalienowanie już i tak wyalienowanej z klasy osoby. Nikt nie potrafił ze mną rozmawiać, bojąc się jakkolwiek urazić. Niby zrozumiałe, ale jakoś tak nie za bardzo. Chciałem im powiedzieć: "Ja wciąż żyję, to moja mama umarła nie ja" a jednocześnie odsuwałem od siebie powoli wszystkich kolegów i koleżanki z klasy. Zostałem dosłownie sam. Siostra ma w końcu swoje towarzystwo, a o ojcu nie wspomnę-gardzę tym człowiekiem. No i tak od września moje życie sprowadza się do linijki szkoła-dom. I tak cały czas. Teraz ja, osoba starająca się unikać absencji na zajęciach, musi zwolnić się do domu, można uznać bez powodu. Siedzę normalnie na pierwszej lekcji i nagle- gula w gardle, coś podchodzi do ust, oczy wilgotnieją od łez. Zostaje patrzenie na zegarek i kiedy zadzwoni dzwonek-pędem w stronę szatni i do domu. A w domu nagle nie potrafię zrobić nic poza legnięciem do łóżka. I tak leżę do godziny, jakby sparaliżowany. Możecie się domyślać jak przyjemne było w tym roku święto zmarłych. Nie, nie pojechałem na grób. Leżałem sam na kanapie, oglądałem serial i piłem herbatę. I nic. Przez tą sytuację musiałem też zakończyć pierwszy w swoim życiu związek. Nie była to łatwa decyzja, no i ostatecznie to ja ją podjąłem. A wróciłem tutaj bo coś niedawno we mnie pękło- pisałem tu kiedyś, że posiadam świnkę morską. Mój przesympatyczny gryzoń odszedł za Tęczowy Most parę tygodni temu. Dzień po tym jak odwiedziłem z nią weterynarza. Nie piszę tego, bo wymagam natychmiastowej pomocy, a raczej po to, aby zrzucić to z siebie. Wybaczcie, że na was, ale to chyba najlepsza z możliwych opcji. No więc to tyle.
  11. Jednego nie mogę zrozumieć. Czemu większość z was umniejsza rolę samej edukacji w życiu człowieka. Tak jakby praca byłą sensem życia. Owszem, jest ważna, i tego nie zaprzeczam. Nie zmienia to faktu, że dobrze jest chociaż poszerzyć sobie horyzonty. Z mojej strony mogę dać następujące wskazówki: *spotkanie z doradcą zawodowym jest przydatne. Po prostu powie ci on o twoich mocnych/słabych stronach i tyle, przecież nic ci nie narzuci. *skoro dobrze ci idą angielski i rosyjski, proponuję liceum i profil językowy z tymi dwoma. Jeżeli tego nie znajdziesz, to ucz się niemieckiego i może samodzielnie kształć sięw rosyjskim. W tym może pomóc, ot choćby, to forum, w sensie dostarczania notatek itd. Ewentualnie korepetycje zastępujące lekcje. *jeżeli lubisz historię i wos, a polski jakoś przeżyjesz (uwierz mi, wiele zależy od nauczyciela. Generalnie polski w liceum to praca z tekstem i teoria języka, niewiele gramatyki i ortografii) również polecam liceum na profilu tzw: "prawniczym" lub "dziennikarskim" *generalnie powinno być coś takiego jak dni otwarte szkoły x czy y. Jeżeli będą to pójdź tam, porozmawiaj z uczniami, porozglądaj się. Pomaga. Ostatnie co mogę powiedzieć, to kieruj się w wyborze egoizem, nie idź jak baran za kolegami czy koleżankami. Tu liczy się twoja przyszłość, a klasowego śmieszka lub mistera imprez sobie to CV raczej nie wpiszesz.
  12. Ciężko powiedzieć jest, że nie boję się śmierci, bo boję się. Ale boję się tylko bólu jej towarzyszącemu, samego aktu niekoniecznie, bo w końcu: a) coś po śmierci nas czeka-w takim razie tym bardziej nie ma się czego bać b) po śmierci nic nas nie czeka-będziemy zawieszeni w pustce i co? Czy powiedziane jest, że dusza nie może żyć bez ciała? Jeżeli jakąś publikację na ten temat pominąłem, to wybaczcie. Jeżeli natomiast nie, to przecież czysty duchowy byt będzie uwolniony z ograniczeń ciała i, de facto, będziemy mogli robić wszystko.
  13. W moim przypadku sprawa jest jednoznaczna:bierzesz zwierzaka, to o niego dbasz. Zwierzę to nie zabawka, tym bardziej prezent świąteczny/komunijny. Kastracja-zwierzę domowe, o ile nie ma takiego przeznaczenia(tj.hodowla) powinno być kastrowane/sterylizowane, ot choćby dla samego faktu, że za parę miesięcy z jednego kota nie zrobi nam się 4. Co zaś tyczy się samego mnie to powiedzcie proszę, co o tym sądzicie: mam świnkę morską, no i dopiero o roku posiadania dostałem uczulenia na jej sierść. Czuję się niesamowicie winny tego, że nie dbam o nią dobrze w sensie więzi człowiek-zwierzę. Nie jest to tak, że nie mogę tego robić, ale uczulenie po kontakcie z jej sierścią daje o sobie znać jeszcze przez parę godzin później, nawet po dokładnym umyciu rąk. Nie chcę robić z siebie męczennika, po prostu co o tym sądzicie.
  14.  

     

    Jaki ja byłem głupi :facehoof: