Jump to content

Po prostu Tomek

Brony
  • Posts

    1875
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    16

Everything posted by Po prostu Tomek

  1. Niewielka burza, co się po drodze sama w ziemię odładuje. Nie muszę zsyłać kataklizmów, a i mały deszczyk oczyści naturę. Co byś zrobił/a, gdybyś niestety musiał/a dobrze i uczciwie dźwigać przez chwilę ciężar całego świata?
  2. Oglądałem i zrozumiałem. Czy uważasz, że nadużywasz prądu?
  3. Sub-Zero. Groźny wilk, czy zwyczajny pieseł?
  4. Wygnany anioł dość prędko znajduje jakiegoś nieszczęśnika, który ledwo poruszając dłońmi w z wolna tępiejących ruchach stara się wytaskać z błota, trzymając się za pocięty brzuch. Na szczęście udaje się go dość łatwo z tego błota wydobyć, co do zaciągnięcia pod las jest to zdecydowanie trudniejsze niż kompletnie niedoświadczony w dźwiganiu czegoś cięższego od ubrań niebianin by się spodziewał. A jeszcze obie bronie do tego... o ho ho. Mimo wszystko ta czujność i powaga potrafią jednak całkiem szybko działać. Dlatego też mimo nieporęczności broni, nieznajomości świata oraz ogólnego cielesnego nieobycia w przerażającym gwarze, rzekomy cyrulik wkrótce daje radę położyć dyszącego już i jęczącego zbójcę pod wysokim drzewem. I nawet się przy tym nie potknął, choć portki ma już przemoczone po łydki! Pozostaje pytanie, co teraz? Iriel ma wiele opcji, lecz najbliższe to faktyczna pomoc coraz bardziej zwalniającemu rannemu, czy latanie za następnymi? Co ciekawe, niby wyglądający na proste zadanie napad jakoś się nie kończy, choć odgłosy walki w tle pomału ustają.
  5. Hamzat myśli. Piasek wokół niego nawet się nie porusza, a kiedy mężczyzna otwiera oczy, otacza go mgiełka, jakby na chwilę odjęło mu wzrok. Podczas tego myślenia obserwuje akcje potwora, jaki wygląda dla niego coraz mniej potwornie. Nie do końca, ale poniekąd wie, co to tam się dzieje, i dlatego też kiedy mumia cichnie i nieruchomieje, zgnieciona machinalnie i powolnie przez swoje poniekąd więzienie, to podchodzi do miejca, gdzie zostały złożone jej szczątki, i wedle zwyczaju swojego wędrującego ludu, kłania się na cztery strony świata, ofiarowując siłą uciszonego zmarłego Księżycowemu Bogu i Morzu. - Idź duszo w pokoju, szczęśliwej drogi. Dopiero wtedy, z odwagą i zaufaniem, na prawą nogę i zaczynając od równego kroku wstecz, podchodzi do prabestii, i wyciąga dłoń w jej stronę. - Nie chcę byś był katem. Pan otworzył mi oczy, dzięki jego łasce przejrzałem i wiem kim jesteś - brodaty nomada dotyka najbliższej części stworzenia. - Dając ci Światło Pana, wieszam nową latarnię nad rzeką, w której pływałeś. Nie pożerasz już serc i płyniesz przez mgłę, a lampa ode mnie to światło namiotu, w którym mieszka sam Księżycowy Bóg. Dlatego kiedy razem z niej wyjdziemy, nie będziesz już potworem taplającym się w mule, lecz świetlikiem. Razem osądzimy to, co wyłoni się z mgły. I na samym końcu, dopiero jak umowa zostanie przyklepana, Nadżibullah wróci się po miecz, bo i jego dał mu przecież Jedyny Bóg, do obrony i walki.
  6. Dla kogo łatwo, dla tego łatwo, a i każdemu coś przeanalizować się czasem zdarza, zwłaszcza przy elektronice. Ale racja, nie zadałem pytania. Wracając, nic specjalnego. Zaprosiłbym na kawę, pogadał. Dziadzio jak dziadzio, patriarcha Rzymu. Co byś zrobił/a, gdybyś musiał/a utrzymać się z małego ogródka i kilku kur?
  7. Jeśli mam wybierać między tym a tym, mróz. Jestem przyzwyczajony. Poziomki czy jagody?
  8. To w końcu wszystkim czy tylko kumplom? Anyways. Zebrałbym się, skontaktował, dogadał i odwiedził tego domniemanego brata. Mam praktykę xD
  9. Nie. Nie przepadam za czczą rywalizacją. Czy masz zamiar uczestniczyć w jakichś warsztatach?
  10. Ktoś wie coś o Krzyśku? Znaczy, ChrisEggII? Bo pozdrowiłbym chociaż, a żadnego pejsbułka nie posiadam do kontaktów.

    1. Show previous comments  1 more
    2. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Cholera. A postuje gdzieś poza jakimś fejsem? Gdzieś gdzie ja też mam dojścia? :v

    3. PervKapitan

      PervKapitan

      Z tego co pamiętam to na pone był, ale to martwe jest

    4. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Oof. To może zajrzę i poszukam, bo chyba mam tam jeszcze konto xd
      Dzięki, Perwełko.

  11. Całkowitym przypadkiem Irielowi, biednemu, zagubionemu niebianinowi, udało się odkryć bardzo ważną, a łatwo ignorowaną przez mieszkańców Ziemi prawdę. Całe istnienie tych ludzi, wszystkich razem i każdego z osobna, to rodzaj szaleństwa. A w tej konkretnej chwili, dla zesłańca z Wysoty, jest to swoisty koszmar. Chaos i obłęd, nierówna walka, opętanie przyjaznych dotąd zbójców widoczną wszędzie wokół anioła żądzą mordu na bliźnim, którego podobno mieli miłować. Oczy, błyszczące krwią lub chciwością, która wiedzie ich pokryty karmazynem oręż. Rozdzierające wrzaski rannych i dogorywających, głośnie jak gromy gniewu Pana wystrzały z tych mniej mieczowatych broni, metaliczne szczęki i grzechoty tego co ma ostrza. Gulgot ludzi, którym przebito brzuchy lub rozcięto gardła. Tępe i szkliste albo wręcz przeciwnie, bardzo zaskoczone spojrzenia tych, którzy dostali w głowy, by już nigdy nie wstać. Zapach juchy, szczyn, węgla i siarki tłamszący i zastępujący piękno nieskażonej natury. Pojedyncze ciało, patrzące smutnym wzrokiem z błota, jakby ostatnim gestem trzymające się za pętlę Zbawiciela, znikające głębiej i głębiej w mrocznym, tchnącym zgnilizną i wilgocią trzęsawisku. Te wszystkie rzeczy, rozliczne bodźce są tutaj dużo bardziej prominentne niż tam, na Górze. Albo może po prostu jaśniej objawiają się nieszczęsnemu skazańcowi, bowiem teraz może na owe szaleństwo istnienia patrzeć z innej perspektywy - istoty o fizycznym ciele, ze wszystkimi jego bodźcami. Już nie anioła, przekonanego o swej dumie i nieomylności w sprawach świata, który podobno tak znał. Kątem oka Iriel widzi przez chwilę tego paskudnego chłopaczka, który zdaje się... puszczać mu oko, zanim znika przesłonięty walczącymi figurami, tak szybkimi, że dla anioła będącymi ledwie cieniami widzianych przez niego wcześniej ludzi. A może tylko cień tak padł? I mimo tego wszystkiego, plan tak szalony, że dorównuje wszystkiemu co zagubiony mężczyzna widzi i słyszy wkoło, udaje się. Jakimś cudem, możnaby rzec. Potężny wojak w niebieskim jest zapewne niemniej zdziwiony, kiedy ciężki trzon paskudnego tasaka wali go z impetem w czoło, skutecznie acz nie śmiertelnie gasząc mu światło. Postawny muszkieter robi jeszcze kilka coraz mniejszych i coraz bardziej tanecznych kroków, samą siłą rozpędu, zanim pada na nie tak grząską glebę praktycznie tuż obok Iriela. Walka w tle trwa nadal. Widać ją, słychać i czuć.
  12. >szukaj połączeń w przystępnej cenie/bez większego burdelu organizacyjnego między Opolem a Tucholą, bo pogrzeb

    >kurwa dupa
    >autobus tylko jeden, i to jakbyśmy mieli nocleg, pociągi drogie i trzeba kombinować

    >pekaesów wcale nie ma xD

    Co za gnida zajmuje się transportem publicznym w tym zafajdanym kraju.

    1. Talar

      Talar

      Komunikacja międzymiastowa oraz na wsi od dłuższego czasu podupada w Polsce i będzie tylko gorzej. Dodajmy do tego fakt, że głosu ludzi z prerii nikt nie słucha, a miastowi mają kompletnie, ale to absolutnie w dupie takie problemy.

    2. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Opole zrobili miastem wojewódzkim, niech je tak kurła traktują, bo kiedyś cała Polsza będzie prowincją xD

  13. Cisza. Niegdyś, dawno temu, kiedy Hamzat był jeszcze małym dzieckiem, bał się ciszy. Ciszy i ciemności, ponieważ obie oznaczały napięcie, i coś co jest nieznane. Tajemnicze, a przez to potencjalnie groźne. Dlatego otaczał się dźwiękami dzwonków czy fletów, słuchał opowieści starszych, nucił pustynne piosenki ze swoją mamą. Trzymał też zapalone lampy, mimo że olej do nich nie był nigdy specjalnie tani. Jednak kiedy dorastał, odkrywał coraz więcej świata. Uczył się jak mówić, tańczyć, walczyć i bronić. Posiadł umiejętności sprawnej walki mieczem, przyrządzania bardzo prostych mikstur na dolegliwości swoje i innych, te które mógł uśmierzyć. Nauczył się też dźwigać tarczę, choć jednak zawsze wolał w razie czego bronić się swoim orężem niż nieporęczną, ciężką zasłoną. Z czasem przestał się bać i ciszy, i ciemności. Jedno i drugie bowiem oznacza nie tylko grozę nieznanego, ale też ukojenie. Ciemność z ciszą to składniki do spokojnego, odżywczego snu. Jedyne co zostało ze strachów w duszy Nadżibullaha, to strach każdego człowieka. Strach przed śmiercią. Przed bestiami, mogącymi skończyć jego życie ot tak, kłapnięciem szczęk, drapnięciem pazurów, czy jadowym zębem. Ten wibrujący strach powoli opada z niego, jak zasłona. Jak spadające ziarenka piasku, uderzające w ziemię z krystalicznym brzękiem, na podobieństwo tych małych dzwoneczków z dzieciństwa. Być może to głupie, ale może... może za tym płaszczem strachu, za okrywą porażającej zmysły abominacji z setek cierpiących dusz kryje się tylko zagubienie. Wszak kto szuka światła, jak nie błądzący? Nomada myśli. Został wybrany przez Boga, ale czy to jemu jest sądzić, kto przetrwa a kto przepadnie? Skoro mityczny potwór nie wie jak to robić, to jakże on, człowiek ledwie, ma dźwigać to brzemię? I czy także to stworzenie nie jest przypadkiem na bożej liście? Księżycowy ostrzegał przed demonami... Waga spoczywająca na ramionach wojownika zdaje się bardzo ciężka. - Nauka... - smagły brodacz mruczy sam do siebie, po czym patrzy stworowi prosto w oczy. - Nauka. Podążaj za mną w cieniu. Nie ukazuj się nikomu. Obserwuj, badaj, słuchaj, i bądź uważny. Ja będę obserwował, badał, i słuchał, uważnie. Sądził i przebaczał tym, którzy przebaczenie przyjmą. A ty zabierzesz tych, którzy je odtrącą. Niech Światło Pana strzeże nas od błędów. Mężczyzna odetchnął, zastanawiając się czy będzie to jego ostatni oddech.
  14. Pozwolę sobie wybrać RPG-7, bliżej serca leży. Karaiby czy Laponia?
  15. I tak oto świat wypuścił powietrze, a sytuacja zaczęła się rozkręcać, kiedy pomiędzy olchami i krzaczorami zamajaczyła majestatyczna figura ozdobnej karocy, zaprzężonej w aż cztery konie, różnej maści. Wehikuł ma ewidentnie lekki problem z manewrowaniem po czymś, co można określić jako skrzyżowanie brodu i prymitywnej, chłopskiej grobli. Tak jak mówił chłopaczek, oprócz karocy Iriel może także dostrzec migające sylwetki konnych muszkieterów w strojach nie pasujących mu do tej części świata. Skoro niebianin widzi to wszystko, to i zapewne zbójnicy nie mają większego problemu z ogarnięciem sytuacji, wszak są w te klocki znacznie od wygnańca z góry lepsi, jakkolwiek by to nie brzmiało. O odpowiednim czasie, kiedy karoca swoim ostrożnym tempem mijała ciemnozielone i skryte leśne poszycie, w którym kryła się banda Mieszka, rozległ się donośny gwizd. Woźnica pryknął na konie, zdziwiony i wyraźnie niedoświadczony. Ten błąd kosztuje go cenne sekundy - na ten sygnał nagle bardzo groźnie i poważnie wyglądający rozbójnicy, z rozmaitym orężem w ręku, zarośniętymi mniej lub bardziej mordami i chciwością w oczach wysypują się na drogę. Prawie błyskawicznie rozpętuje się pandemonium, bowiem konni muszkieterzy mają ruchy i mózgi sprawniejsze niż biedny woźnica. Nie chcą też żadnych negocjacji. Są trochę zbyt pewni siebie jak na ich domniemaną małą liczbę. Szczęk broni oraz rżenie wypełnia dotąd spokojną i senną gęstwinę. Ludzie przesuwają się jak mary między światłem i ciemnością, intensywne emocje wykrzywiają ich twarze. Na oczach Iriela najbliższy muszkieter rozłupuje jakiemuś zbójcy głowę ciężką, okutą kolbą swej broni. Poprawia raz i drugi, ciało bandyty z plaśnięciem nie tylko błota ląduje w trzęsawisku, a ogarnięty wojowniczością wysoki człowiek w ładnym błękitnym stroju zwraca się w stronię anioła, omiatając go wzrokiem. Cóż, ma broń, jest ze zbójnikami... muszkieter nie zastanawia się długo, zanim rozpędza się z zamiarem przekłucia tego chuderlaka bagnetem.
  16. Przychodzenie na czas, choć nie lubię przychodzić za wcześnie. Futerko czy kolce jak na jeżu?
  17. Najprawdopodobniej używałbym tego z umiarem i tylko w niezbędnych sytuacjach, bo coś za coś. Co byś zrobił/a, gdybyś mógł dobrymi snami naprawiać światy, ale złymi sprowadzać na nie katastrofy?
  18. Doświadczony nomada czuje, że cały ten czas stąpa po ruchomych piaskach. Na chwilę obecną bardziej metaforycznie niż dosłownie, jednak mężczyzna ma na tyle rozumu w głowie, by starać się podtrzymać duchową konwersację na właściwym torze. Właściwy tor oznacza, że wątpliwości trzeba raczej wyjaśniać, a nie ignorować. Wyjaśnienia pozwalają unikać błędów, w takim zakresie w jakim tylko to jest możliwe. Tym bardziej, że Hamzat w pełni zdaje sobie sprawę, że nie jest wszechmocnym. Nie jest Księżycowym Bogiem, nieważne co mówi ten potwór. On po prostu przemawia w jego imieniu, jak prorok, i jak sługa. Nie spieszy mu się do sprowadzania wojny bogów na kraj, w którym wszak mieszka i jego lud. Dlatego sformułowanie odpowiedzi zajęło mu dobrą chwilę namysłu. Zjednoczyć w pokoju. To bardzo proste. - Zjednoczyć w pokoju oznacza przebaczać. Każdy ma szansę zmienić się na lepsze i wrócić do światła. Przebaczenie dane innym, kiedy jest zasadne. Przebaczenie dane z góry przez Pana. I przebaczenie, które daje się samemu sobie. Bo tylko w zgodzie jest pełna jedność. Dotyczy to mnie. Ciebie. Bogini, o której mówiłem. Jeśli do sądu nad starym światem i tym co po nim zostało podejdzie się z czystym, jasnym sercem i sprawiedliwym umysłem, to spośród tak naprawdę zawsze i wszędzie brzmiących głosów świadków, obrońców i oskarżycieli będzie można wydobyć jedną szczerą prawdę, i jeden werdykt. Niechże więc kieruje nami zasłużone przebaczenie, a światło Księżyca ochroni nas przed ułudą i przewrotnością, które nasze przebaczenie będą chciały wykorzystać. Nadżibullah w sumie nie ma pojęcia czy odniesie jakiś większy efekt mówiąc o przebaczeniu i tak dalej do splątanej abominacji stworzonej ze starych, wijących się w cierpieniu ciał. Być może odniesie to jakiś skutek. Tym bardziej, że mężczyzna chyba wie, co może reprezentować głos trupa zza lewej łapy makabrycznej bestii. Chyba tylko mgła i pewność siebie sprawiają, że jeszcze nie postradał zmysłów ze strachu.
  19. >tfw wszyscy śpiewają alleluja ale ty jesteś jeszcze na "hosanna"

  20. Tym razem brodaty pustynny podróżnik nie tylko zaniemówił, ale powziął solenne i twarde postanowienie by na chwilę nie odzywać się nawet w myślach. Czuje po prostu, że cisną mu się do głowy słowa niegodne wysłannika Księżycowego. Poza tym, naznaczenie jakiejś opinii o tym, co przed nim stało, mogło sprawić, że to coś się wkurwi. Hamzat wie, czuje jakoś tak w sobie, że chyba nie tak powinien wyglądać sługa jego Boga. To potwór naznaczony cierpieniem, i wypełniony jakby setkami ciał. Mężczyźnie wydawało się, że słyszał kiedyś opowieści o czymś takim. Dawne wiary kisiły trupy i suszyły je, bo ciała wędrowały z nimi do życia wiecznego. Na podobnych zasadach plemiona pustyni z jakich wywodzi się Nadżibullah chowają ciała w skale, by mogli pogadać z Jedynym Bogiem. A to coś... To coś, zdał sobie smagłolicy syn Jazira, należy do tych opowieści. Do dawnej wiary. I trzyma w sobie potępione przez dawną wiarę dusze. Mężczyzna nie ma najlżejszego pojęcia, czy rozkaz, który jakoś tak za głosem serca chce wydać stojącej przed nim potwornej istocie zostanie wysłuchany, czy też on sam zostanie pożarty. Po chwili coś we wnętrzu mężczyzny klika. Jego misja to być prorokiem. Dobrym prorokiem, z zasadami. - To co stare, umarło i odeszło. Jednak aby nastąpiło odrodzenie, musi nastąpić pożegnanie i odejście. Nadszedł dzień sądu starej wiary. Dawno temu zaczął się na duszach, ale kończy się na bogach. W imię Jedynego Pana, Księżycowego Boga, światła w ciemności i uniwersalnego przewodnika, sądźcie swoje bóstwa. Oczyśćcie się i zjednoczcie w pokoju, by na zawsze opuścić ciemność i uzyskać zbawienie. Między nami kroczy bogini. Mój rozkaz to sprawiedliwy dla niej osąd, i adekwatny werdykt. By mogła albo wrócić do swego starego świata i żyć w szczęściu po wieki, albo szczeznąć gdyż świat ruszył do przodu i nie będzie jej tu dobrze. W nagrodę za pełną sprawiedliwość i wy spoczniecie w Świetle. Nomada westchnął, czując jak zmarszczki determinacji żłobią mu wychłostaną wichrami i piaskowym pyłem twarz. Teraz się dowiemy, co dalej i czy skończy się walką czy nie.
  21. Cała banda prędko zebrała się do kupy, gotowa do upolowania tego tajemniczego opierścienionego jegomościa, zapewne szlachcica lub zagranicznego dygnitarza. Zdecydowanie męska grupa, dowodzona przez wąsatego i szczęśliwego jak podczas popijawy poprzedniej nocy Mieszka a prowadzona przez tego podejrzanie łypiącego oczkami małego gnojka, ruszyła z obozowiska, które zdumiewająco szybko zamienia się w gęste krzaczory podszyte jeszcze bardziej złośliwym i czepiającym się butów i portek runem. Tutaj zbóje nawet bez walki dobrze pokazują, że są profesjonalistami, bowiem przekaradają się w ciszy i zasadniczo nawet większy szelest nie towarzyszy ich przemarszowi. Ot drące się w gęstej i nieujarzmionej puszczy, takiej jak Ojciec ją stworzył, ptaki przycichają na chwilę z respektem, kiedy mijają ich ludzie. Podobno te obdarzone rozumem cielesne istoty to panowie stworzenia. Czy Iriel mógłby tak nazwać tę bandę, z całą stanowczością? Były anioł zauważył, że między przekradającymi się przez las bandytami nie ma Bezdecha. Powietrze zrazu pachnie tylko świeżością, zielenią i zwierzyną, jednak po pewnym czasie dołącza do tego połączona jakby w jedno woń jednocześnie kwitnienia i rozkładu, wraz z wzrastającą wilgocią. Za to o mały włos a niebianin potknąłby się o paskudny, poskręcany ciemny korzeń jakiegoś martwego drzewa, kiedy nagle w gęswitnie rozległ się sykliwy i zduszony głos chłopaka. Ten to jest z nimi cały czas, i właśnie informuje o czymś herszta. Niestety Iriel nie słyszy o czym mogą rozmawiać, bo obciążony wieloma bodźcami cielesny umysł dopiero teraz daje mu znać, że grunt robi się luźny. Rozbójnicy nie zmieniają rytmu kroków, jednak Mieszek zbliża się nieco do "medyka". - Dochodzimy na Przechód. To podmokły teren, uważajcie, Mistrzu Irielu, by nie wpaść w trzęsawisko. Od tej pory stąpajcie z nami w szyku i pewnie chwyćcie broń. W oddali anioł może dosłyszeć tętent koni oraz przytłumiony turkot. Echo daleko nosi się lasem, ale wozu jeszcze nie widać. Pod koronami gęstych drzew panuje przyjemny lecz zdecydowanie ukrywający ciemnozielony półmrok. Wszyscy szykują się i ustawiają w pozycjach, Mieszek czasem zerka przez ramię czy jego nowe oczko w głowie się nie utopiło. Świat zamiera na wdechu...
  22. Zostałbym jeszcze w tym. Mam tutaj robotę do zrobienia. Co byś zrobił, gdyby Walduś zakleił ci kibel, ale zaczopował tak na fest?
  23. Zależy czyjego xD Co byś zrobił/a, gdyby po niebie nad tobą majestatycznie przedryfował sobie różowy jednorożec w fioletowe kwiatki?
  24. Spróbowałbym znaleźć właściciela, a jeśli się nie uda, spróbowałbym jakoś ludziom pomagać tym hajsem. Co byś zrobił/a, gdyby miotła u ciebie w domu/szopce zaczęła sobie z nudów tańczyć?
×
×
  • Create New...