Jump to content

Po prostu Tomek

Brony
  • Posts

    1875
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    16

Everything posted by Po prostu Tomek

  1. Szkoda tej katedry, ale może po odbudowie będzie piękniejsza...

    1. Show previous comments  2 more
    2. ByczekPazerny

      ByczekPazerny

      Pewnie że odbudują. Francja to bogaty kraj - stać ich na droższe przedsięwzięcia, a katedra Notre-Dame to niebywale rozpoznawalny zabytek który od dawna robił dla nich pieniądze. Wątpię aby chcieli utracić ten narodowy skarb. ;) Nie dumam nad tym zbyt wiele, a tym bardziej nie szukam symboliki w dzisiejszym, negatywnym bądź co bądź wydarzeniu.    

    3. Salto

      Salto

      Już przed pożarem we Francji toczyły się dyskusje kto to powinien utrzymywać, więc nie wiem czy borykający się z kłopotami finansowymi rząd wyłoży uj wie ile milionów/miliardów na odbudowę. Nawet jeśli tak się stanie ( albo zostanie to sfinansowane przez kościół lub jakieś zrzutki ), to taka odbudowa jest ekstremalnie trudnym wyzwaniem. To próba rekonstrukcji bezcennego działa sztuki, które nie powstało z dnia na dzień. Odtworzenie pierwotnego wyglądu katedry może być nawet nie możliwe, ale zobaczymy co czas przyniesie. 

    4. PervKapitan

      PervKapitan

      Ludzie z całego świata, nie tylko Francji, nie tylko Europy są tym wstrząśnięci i zależy im na odbudowie. Kto może to wpłaca datki, czy to mniejsze czy większe. Ludziom jak na czymś naprawdę zależy to potrafią. Po prostu ich ciężko zmotywować. Dadzą radę.

  2. I ponownie nomada ma pewną zagwozdkę, jednak tę tym jednym razem postanowił zachować dla samego siebie. Poczuł, jak coś bardzo potężnego poruszyło się gdzieś tam, w dole. Mgła nie rzednie, ziarenka piasku wibrują mężczyźnie pod stopami. Pierwsze skojarzenie ze skorpionem sprawia, że Hamzat zaczął się bać. Pierwsze co robi przestraszony mężczyzna, to obudzenie się i chwytanie za oręż. Dopiero, kiedy wojownik przypomniał sobie, że u boku ciąży mu lekko zakręcona szabla, a gdzieś przy sobie ma jeszcze nóż, poczuł się nieco pewniej. Przecież światło, jeśli Księżycowy ześle mu promień dobrej woli, po prostu odbije się od jakiegoś ostrza, położonego na ziemi. Dlatego też hamując swoje przerażenie, lecz nie porzucając czujności, wyciąga ten swój ukryty nóż, zamiast miecza, i ostrożnym ale pewnym ruchem kładzie go na ziemi. - Tutaj - woła z siłą i mocą, z mocą i siłą. Zaraz po tych słowach odchodzi dziesięć kroków w swoją stronę, dla bezpieczeństwa, by zobaczyć co się stanie. Węże i skorpiony.
  3. Typ jest... po prostu nieokrzesany. Przygaszone oczy, jakby toporem robione mięśnie pod szczeciniastą skórą, duży nochal, prawie zwierzę nie człowiek. Jednak kiedy Iriel odbierał od niego ostrze, koleś nie drgnął nawet na centymetr, pewnie stojąc w tych swoich rozkłapcianych buciorach. Eks-anioł ma swój czas, by poczuć ciężar prostej ale zapewne zabójczo skutecznej, bandyckiej jednak mimo wszystko zadbanej broni. Mieszek spogląda na młodego cyrulika z przyjaznym błyskiem, podczas gdy dzieciuch spluwa i szepcze coś do siebie. - Hy, hy - odzywa się herszt, pokazując mimowolnie szczelinę między krzywymi zębami. - Nawet łapiesz o co chodzi, medykusie, tylko pomachać byś musiał. Ale będzie i okazja. To co, wszyscy gotowi? - Ho! - odkrzykuje banda dookoła, tak są pewni siebie. Na szczęście las głuszy dźwięki.
  4. Im dłużej brodaty pustynny wędrowiec przygląda się tym stopniowo materializującym się, cierpiącym i umęczonym kształtom, tym bardziej im współczuje. Stopniowo, z sekundy na sekundę, a może z minuty na minutę, Hamzat Nadżibullah rozumie to co widzi właśnie przed sobą. Umęczone dusze ludzi i stworzeń, zagubionych i umarłych. A on sam, rzeczony Hamzat, nomada i wojownik, jest Sługą Bożym. Księżycowy Pan rozmawiał z nim w jakimś określonym celu, dał mu określone zadanie. Zadanie zmiany, ku dobremu. Dlatego to tajemnicze stworzenie, jedność w wielu, wołało do niego z cienia. I dlatego od razu na początku mężczyzna podążył za głosem Pana, dlatego przyjął ludzi, których ten mu zesłał jako swą drużynę, i razem pokonali węża. On sam, Harusepth który jest przeszłością, i młoda odważna Sigrid, która jest przyszłością. Jednak zło nie śpi. Coś oplata tych nieszczęśników, te dziwne, wzbudzające przerażenie macki. Nieuporządkowane przywiązania. Księżycowy Bóg to światło w ciemności. Wskazuje drogę. Więc i Hamzat właśnie to powinien im dać. Nie rozkazy, ale drogę. Nie władać nimi, ale im z pokorą przewodzić. Prowadzić na ścieżce ku dobru. - Ja... - Hamzat uważnie zastanawia się co ma powiedzieć. Waży słowa, waży też myśli. Zejść na dół. Coś za coś. - Nie. Nie zejdę do was na dół. Ale z mocą światła Pana, wywiodę was z ciemnicy. Tylko i wy musicie postawić ten pierwszy krok. Poznajmy się, i razem ruszymy dalej. Macie całkowitą rację. Stary świat zginął, to prawda, lecz nadchodzi odrodzenie. Czy wyjdziecie do światła? Do mnie?
  5. Chłopaczek parska paskudnym śmiechem, takim jakie mogą wydać z siebie tylko okrutne dzieci pewne swoich wyimaginowanych przewag. Za to rechot jakim obdarza Iriela Mieszek jest choć rubaszny to jak najbardziej pozytywny i zachęcający. Przywódca zbójników zaraz też potwierdza to całkiem głośnymi oraz bijącymi szczerością słowami. - Ha, i to jest bojowy duch! - mężczyzna zbliża się by poklepać eks-anioła po plecach. Starszyzna kiwa głowami z uznaniem, lecz także i lekkim rozbawieniem. Nie wiadomo jak z Ojcem Niebieskim, ale u tych kolesi cyrulik zdecydowanie nabił sobie dodatnich punktów. - Żal, że odpowiedź brzmi nie, ale prawiście, Mistrzu Irielu. Zawsze musi być ten pierwszy raz. Odważniście. Czy macie jakieś specjalne preferencje czy proste ostrze wystarczy? Gdy herszt łupieżców kończy mówić, pstryka na kogoś w tłumie i zaraz jakiś zwalisty chłop w ciężkim czarnym owczym futrze wystawia pełnym, tępym wyrzutem ręki coś jakby naprawdę długi i bardziej wąski tasak. Pokazane narzędzie prawie przecina biednego niebianina na pół tak dosłownie mimochodem, zatrzymując się może pół centymetra od jego mostka. Po zachowaniu otaczających zbójów można wnosić, że to nie próba brutalnego morderstwa. To po prostu podanie broni. Tylko ten gość jest... nieokrzesany.
  6. Hamzat stara się jak może zachować czujność, pilnować się swojej grupy, wiedząc, że we mgle może się zgubić... ale przeszkadzają mu te cholerne głosy! Teraz nomada już wie, że są całkiem w jego głowie, bo nikt poza wielbłądem nie wydał się specjalnie zdziwiony tym, że mówi do nich jakiś Yusuf z Bagien. Wielbłąd ma nosa, nie ma co. Mężczyzna zauważa też pewien bardzo ciekawy fakt. Zwrot Księżycowy padający tak często nie może być przypadkiem. Do tego kapłan? Łysy? Co mógł chcieć od niego Bóg, jeśli ten głos należy do kogoś z Jego ekipy? - Słuchajcie, drużyno... - Nadżibullah odwrócił się i rozejrzał by stwierdzić, że no jasna cholera, jednak się zgubił. Wszędzie jest tylko mgła. O nie nie. Nie tylko mgła, pustynny wojownik poprawia się w myślach i właściwie natychmiast żałuje, że musiał się poprawiać. Serce skacze mu w piersi kiedy zdaje sobie sprawę, że w mlecznych oparach, na samej krawędzi wzroku majaczy coś, co przywodzi na myśl legendarne potężne lewiatany, podobno żyjące pod słonymi wodami wielkiego Morza. Edfu jest nad morzem. I do tego właściciel tych długich eterycznych kończyn z koszmarów chyba mówi do niego. Do Hamzata. Errrr... Boże? posyła w myślach pytanie do Pana, zanim przemawia. - Eeee... I tak, i nie - brodacz totalnie nie jest pewien co powiedzieć. - Chciałbym wiedzieć z kim mam przyjemność?
  7. Woda. Jest strumyk. W porządku, powiedział sam sobie Hamzat. No to dobrze, że chociaż ona jest prawdziwa. Będzie gdzie napełnić bukłaki. Dobrze, że do niej w ogóle doszli przy tych wszystkich pozniekształcanych dźwiękach. Cholerna pogoda. A więc może ta mgła to mimo wszystko po prostu... O chuj. Co to było? Nadżibullah byłby w stanie spokojnie spisać ruch dostrzeżony kątem oka na poczek refleksów zagubionych promieni słońca na tafli wody. Ostatecznie może na prąd strumyczka. Jednak co jak co, głosu czy też chórku głosów odzywających mu się w głowie przegapić i zbyć po prostu nie może. I czy aby na pewno tylko jemu w głowie? W tej konkretnej sprawie chyba najlepszym wyjściem byłoby poczekać na reakcję innych, w ogóle sprawdzić czy jakaś nastąpi. Pustynny wojownik decyduje się być na wszelki wypadek bardziej wojowniczy, to jest kładzie dłoń na rękojeści szabli. Nie tak bardzo widocznie, ot po prostu by być gotów. - Skoro tu jesteśmy, to może nabierzemy zapasów wody - powiedział do towarzyszy, głównie by zobaczyć co odpowiedzą. - Na pewno nam się przydadzą, do miasta jest jeszcze kawałek.
  8. Iriel idąc może poczuć przyjemnie krążącą po całym ciele ciepłą krew. Jego fizyczne ciało aż samo rwie się do akcji skoro mózg już się obudził, ale może to też być po prostu uboczny skutek tej prymitywnej rzeczy jaką jest fizyczne istnienie. Jest... wyspany. Dobry, niezakłócony sen to zaiste wspaniałe doświadczenie. Głębiej w obozowisku jest jeszcze kilku chłopa, co mają ewidentny problem z pokonaniem zewu własnego barłogu, jednak towarzysze mniej czy bardziej żartobliwymi, ale dość mocnymi kopniakami doprowadzają ich do porządku. Zapewne coś takiego może czekać kiedyś i niebianina, jeśli nie wstanie na czas, kto wie. W każdym bądź razie, źródło ekscytacji to, jak się okazuje, jeden z młodych chłopaczków, otoczony niewielkim wianuszkiem starszyzny bandyckiej z hersztem na czele. Zdają się być pogrążeni w żwawej dyskusji, którą z tej odległości już znacznie lepiej słychać. - ... wypchana od środka atłasem. Sam widziałem! Siedzi w niej taki gruby facet, w żupanie i z wąsami podwiniętymi prawie na nos, na oksytańską modłę. A jakie pierścieeeenie na paluchach! - młody chłopak aż sobie popluł brodę, tak przejęty jest objaśnianiem czegoś. - I nic straży? - Mieszek zachowuje w głosie pewną rezerwę. - Czterech konnych, ale pizdusie tacy, w kamizeleczkach i z piórami w kapeluszach. Furda dla nas, zasadzimy się na Przechodzie i kufer, pierścienie, broń wszystko nasze! A ten to kto? - nagle chłopaczyna unosi wzrok, spoglądając na wygnańca z góry nieco podejrzliwie. - Aaa. Ten tu? Nasz cyrulik, z dalekich krajów, Iriel go wołają. Cyruliku, będzie sprawa. Kroi się robota. Musimy się zastanowić co z tobą zrobić. Bić się umiesz? Albo z daleka czymś walić?
  9. Zależy jaką pracę i w jakim kraju. Generalnie sztuką jest zmieniać, nie spierdalać. Co byś zrobił/a, gdyby nagle z nieba spadła z ogromnym hukiem ta magiczna rękawiczka Thanosa, i wylądowała tuż przed tobą?
  10. Zielarz powoli cofnął przybrudzone łapsko od przed chwilą dotkniętej twarzy anioła, wodząc za nim wzrokiem jakby nagle właśnie teraz skóra tej dłoni stała się zajebiście ważna. Wydaje się, że ta iskierka świadomości, którą przed chwilą wykazał mężczyzna ponownie wycofała się, skryła za woalem dymu i owłosieniem niczym zmarznięty... powiedzmy że pączek krokusa wiosną. Kiedy Bezdech skończył się przyglądać dłoni, którą dopiero co dotknął niebiańskiego wygnańca, sprawiał wrażenie jakby kompletnie wrócił do bycia swoim normalnym sobą. Nawet uśmiechał się ni to rozmarzenie, ni to głupkowato. Kiwnął głową, by zaznaczyć iż słowa Iriela do niego dotarły. - Na mnie zawsze można liczyć, aha? Dlatego mnie tu trzymają... - powiedział głosem mimo wszystko jednak bardziej poważnym, niż można by zakładać po jego gestach. - Ruszaj, gołąbku. Dzień jest długi, a skrzydła jeszcze słabe. I na tym konwersacja chyba dobiega końca. Zielarz zamiera w swojej druidowej pozycji, ponownie decydując że jednak całkiem fajnie jest być kamieniem lub drzewem. Chłód kompletnie mu nie przeszkadza, lecz by być szczerym, poranne zimno już ustępuje. Mgła znika, promienie słoneczka przeciskają się między liśćmi, jeno powietrze wciąż pozostaje ciężkie. Pojedyncze zaspane głosy wskazują, że zbójcy też powoli się budzą. Wśród tych głosów jest i ten należący do Mieszka - wąsatego herszta. Brzmi podekscytowaniem, choć jest na tyle przytłumiony, że więcej ponadto nie słychać.
  11. Bartosz przygląda się Olechowi po raz ostatni. Masywny chłop nie może mieć co do tych najemników pewności, może się tylko zabezpieczać. Jednakże ogólnokrajowej rebelii by poprawić życia ludzkie nie buduje się na paranoi i szukaniu wszędzie wrogów. Buduje się ją na wojnie, oczywiście, ogniem i mieczem, lecz trzeba otwierać serce na potencjał współpracy, jeśli jest ona wskazana. Wypruwacz jest chłopem prostym, jednak nie głupim. Wie, że władza nad spalonym krajem jest niewiele warta. - Dziękuję i doceniam - odpowiada z niezachwianą uprzejmością. - Jeżeli chcecie, z czasem będziemy mogli spisać to wszystko na wołowej skórze, kiedy znajdziemy kogoś kto... ten, no zna się na pisaniu trochę bardziej niż ja. Wiem, że takie pergaminy mają dużo długich słów. Może ci z miasta by pomogli... Tak czy inaczej, witam wśród nas. Koledzy, wygląda na to, że piła nie będzie potrzebna. Rozłożycie rajtarów po oddziałach, by podszkolili naszych? Dziękuję. Olechu, czy możesz zostać tu chwilkę? Chcę omówić jeszcze jedną sprawę.
  12. Nomada tak jechał na swym... ekhem, wiernym wielbłądzie, popatrywał to tu, to tam, starając się przebić wzrokiem teraz już bardzo gęstą mgłę. Zrazu brodaty mężczyzna myślał, że faktycznie wleźli niechcący do jednego z pustynnych kanionów-rzek, jednak także i do niego dociera, że coś jest w bieżącej sytuacji jest nie tak. Znaczy twardy grunt się zgadza, mięknie im bliżej są wody... logiczne i zrozumiałe. Ale woal mgły z reguły ustępował nawet z głębokich kanionów kiedy słońce wstawało, raczej nie dusił, a do tego zdecydowanie nie straszył wielbłądów, dzieci, ani też zaprawionych pustynnych barbarzyńców. Nie żeby Nadżibullah się specjalnie bał, pfu pfu, po prostu biały jak mleko opar, nic niezwykłego, lecz nie mógł powstrzymać kropli potu ściekających mu po kręgosłupie, włosów jeżących się na karku, ani strzelania oczami na boki i w tył by upewnić się, że towarzysze wciąż są z nim. - Tak, Pani - Hamzat zdecydował, że w takiej mgle także jeden z celów jego świętej misji to pełnoprawny sojusznik, z którym trzeba pozostać w komunikacji. - Coś... coś jest nie tak. Dziwna ta mgła. Za gęsta o za późnej godzinie. Czuję się jakby coś w niej było. Po tych słowach mężczyzna postanowił zejść z wielbłąda, by iść z Sigrid i spokojnie prowadzić garbusa, czasem głaszcząc go po nosie. W przeciwnym wypadku spłoszenie się zwierzęcia może mieć niedobre skutki dla wszystkich zaangażowanych.
  13. Po prostu Tomek

    ACTA 2.0

    Bo może trzebaby bardziej lokalnie. Większość ludzi nie pofatyguje się raczej 100 km czy ile tam na protest, choć w sumie... W samym Gdańsku na pewno jest więcej internautów niż 54. Hmm.
  14. Po prostu Tomek

    ACTA 2.0

    A jakby tak protest? Raz zadziałało...
  15. Mam lapka. Na razie. Oby jak najdłużej. Wydobrzeję, pójdę do pracy oszczędzać na nowego. Jedziemy do przodu. Ghatorr, Talar, Perwolka, BiP, Byczuś, pani SS, wszyscy którzy wpadli a których nicków nie mogę sobie teraz przypomnieć... wielu z was widziałem osobiście, niektórych nie ale pisało się spoko. Dziękuję wam. Wszystkim i każdemu z osobna. Może do zobaczenia.

    1. Show previous comments  2 more
    2. ByczekPazerny

      ByczekPazerny

      No to się cieszę. I mam nadzieję że limit pecha w końcu się wyczerpał i niebawem sobie odbijesz za to wszystko. ;)  

    3. BiP

      BiP

      Ale forum nie opuszczasz?

    4. Starlight Sparkle

      Starlight Sparkle

      Chyba :NjdaT:  Trzymaj się i byle do przodu :rdhug:

  16. Czuję się coraz lepiej, jakbym się powoli odradzał. Niestety... powoli. Moja sytuacja jako taka dalej jest no lipna, bardzo ograniczony dostęp do internetu bo dalej bez kompa żadnego, ale biorę się za to, na co mam wpływ. Pozdrawiam ciepło wszystkich was, co się pokazaliście w ciężkich dla mnie chwilach.

    1. PervKapitan

      PervKapitan

      Jak zawsze życzę wytrwałości, towarzyszu, nie poddawaj się <3

    2. Ghatorr

      Ghatorr

      Dasz radę \^.^/

  17. Jest trochę lepiej. Moja i ogólnie nasza sytuacja wciąż trochę ciężka, jednak drobna paczka dobrych wieści. Babcia jest już w domu i po badaniach. Nie ma żadnych chorób ani nic, dzięki kurwa Bogu. To stres i odwodnienie, najpewniej przepracowanie. Babcia miała dietę i pilnujemy jej żeby jadła odpowiednio i piła. Zdjęli mi gips ale nie mam hajsu na rehabilitację szybciej niż w maju. Chcąc nie chcąc dotąd żyję. Koniec paczki dobrych wieści, jak będę mógł to jeszcze napiszę. Trzymajcie się ciepło ziomeczki.

    1. PervKapitan

      PervKapitan

      Trzymaj się i nie waż się poddawać.

  18. Jestem bardzo zmęcznony.

    1. PervKapitan
    2. Ghatorr

      Ghatorr

      Co z nogą? Jak babcia? ._.

    3. Talar

      Talar

      To już brzmi mocno niepokojąco...

       

      Trzymaj się Tomek choćby nie wiem co.

  19. Jest... źle. Ale delikatnie lepiej. Babcia na diecie wróciła do domu, robi badania. Na laptopa/cokolwiek jeszcze se kurde poczekam. Spirala spierdolenia ściągnęła mnie prawie na samo dno.

    1. Talar

      Talar

      Weź Tomek przestań bo się depresja pogłębia...

    2. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Ano racja, się kurwa pogłębia. Z każdym dniem coraz bliżej święta.

  20. Aby kontynuować ciąg pecha dodam jeszcze, że wypłata z pracy się grubo spóźnia. Najpewniej będę musiał iść i załatwić to osobiście. Po dziesiątym. Z nogą w gipsie. Co za niesamowicie popierdolony kraj.

    1. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Ja pierdolę. Życie to kurwa. Po wypłatę musiałem cisnąć z gipsem na pocztę do kasy, bo zgubili mnie w biurokracji. Wypłata była już ósmego ale ofc mi nikt nie powiedział. A ja srałem ze stresu. I wisienka na tym pojebanym torcie - babcia idzie do szpitala na zakaźne. Robić badania i na obserwację. Mam nadzieję że tylko na dwa dni, nie więcej. Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu :')

  21. Laptop mi umarł w niedzielę. Mam tylko telefon. Dopóki czegoś nie ogarnę będę tylko tak o wpadał sprawdzać, bo telefon bubel i źle się pisze. Lipa straszna bo wciąż mam gips.

    1. Show previous comments  1 more
    2. PervKapitan

      PervKapitan

      Wyczerp ten limit pecha, towarzyszu, bo mi smutno :c

    3. Starlight Sparkle

      Starlight Sparkle

      Limit jest na szczęście... pech jest nieskończony. :dunno:

      Ale równowaga zawsze musi być i w końcu coś się zmieni. :rd8:

    4. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Czasem myślę czy jakiś sukinsyn nie ma w imię równowagi ciągle dzikiego farta podczas gdy ja... ech. Zawsze jest plan S (^:

  22. Brodaty chłop zmarszczył nieco brwi w nieco przesadzonym namyśle. Miał niejako ochotę się zaśmiać, tak po prostu wybuchnąć głośnym śmiechem na jakby nie było interesujący sposób, w jaki ci ludzie rozumieli swoją teraźniejszą pozycję. Nie zrobił tego głównie z takiego powodu, iż najemnik dał mu jednak troszeczkę do myślenia. Nie tylko co do samych jeńców tu i teraz, lecz także na przyszłość. - Wy musicie mieć szansę na swoje przyszłe życia, i ja to doskonale rozumiem. Z kolei ja muszę ułożyć wszystko tak, by ta rebelia się jednak jak najbardziej udała, bo inaczej ja i wszyscy których znam stracimy swoje życia. I to zapewne w dość okropny sposób. Widzisz, kolego... zdrada i przekupność niestety niespecjalnie pomagają w takich sprawach - Wypruwacz wręcz promieniował grzecznością oraz uprzejmym zainteresowaniem sprawą, kiedy odpowiadał na słowa Olecha. Jego zarośniętą i zwykle poważną twarz zdobi nienachalny uśmiech. - Cokolwiek nie powiecie swoim przyszłym potencjalnym kompanom, kontrakt konkretnie dla was jest zajebiście prosty. Macie udział w absolutnie wszystkim co zdobędziemy i teraz, i w przyszłości. Udowodnicie swoją wartość odważną i wierną służbą. Niestety takie myślenie, że w jeden dzień walczycie ze mną a w drugi przeciwko mnie daleko was nie zaprowadzi, ale jak będzie turbo źle to może was puszczę, jak upewnię się że nie podniesiecie potem na mnie ręki. Możecie mi pomóc i w ten sposób przyłożyć dłoń do zdobycia zasadniczo wszystkich bogactw tego kraju, albo umrzeć. Bo zdrada w każdej postaci karana jest śmiercią.
  23. Wypruwacz obserwował mówiącego dragona, nie przerywając mu. Na koniec skinął głową z uwagą, jakby zaznaczając w ten sposób, że go dobrze wysłuchał. A zatem ten człowiek trochę swojego tam doświadczenia już miał, trochę w wojsku przesłużył, i to takim prawdziwszym niż to co do tej pory Bartkowi udało się zebrać. Nie jest to jego wina, że akurat natrafił na zbuntowanych chłopów. Po prostu taki pech. - Masz łeb i doświadczenie - zaczął brodacz, badawczo spoglądając na rajtara i czasem na szepczącą w tle grupkę. - Myślę, że to wystarczający powód do poznania się nieco bliżej. Na imię mam Bartosz. A ty? Nasza rozmowa może jeszcze chwilę potrwać, równie dobrze możecie wyjawić mi miana czy ksywki. Będzie to na pewno lepsze niż mówienie do siebie per "chłopie", "kupcze" czy "więźniu". No, to chyba pora powoli zapoznawać się z waszą wspólną decyzją?
  24. - Oczywiście. Macie dziesięć minut, możecie się zastanawiać. Będziemy tutaj stać z chłopakami, poczekamy, wysłuchamy uważnie, poodpowiadamy jak będziecie mieli jakiś kłopot - oznajmił dość raźno acz spokojnie Bartosz. Skinął głową dwóm chłopom, a oni zostali sobie z boku, przy tej sporej, zębatej, ostrej pile. - W wojsku byliście, to powinniście wiedzieć, że odpowiada się od razu jak pytają. A zatem... skąd pochodzisz, rozmowny kolego?
  25. No właśnie. Bali się. Wszyscy się bali zemsty, wiedzieli że mogą zginąć w straszny sposób jak im nie wyjdzie. Ale właśnie o świat bez takiego strachu, bez groźby pańskiego knuta walczy Bartek i jego oddział. A przynajmniej takie jest założenie, bowiem wojna ma to do siebie, że zmienia ludzi. Wszyskich, którzy biorą w danym konflikcie udział, w różnym stopniu, lecz zmienia. I tak jak przeobraziła Bartosza z Kozieradki, losowego brodatego chłopa w osławionego Wypruwacza, tak też zrobi z tymi na razie jeszcze nieco strachliwymi, biednymi ludźmi. Dzięki w miarę sprawnej organizacji oraz łaskawości bogów wygląda na to, że na razie większość z rzeczy które trzeba było załatwić dla Magnusa i Orłowskiego została zrobiona. Dodatkowo, wyglądało na to, iż przynajmniej na razie lokalni mieszkańcy, którzy nie są w stanie walczyć o wolność będą w miarę bezpieczni. Aby to bezpieczeństwo było permanentne, Bartek musiał zająć się dalszymi planami. Kwestia pierwsza, jeńcy. Wypruwacz wziął ze sobą dwóch silnych jak młode dęby chłopów, dużą dwuosobową piłę do drewna, kozioł oraz swojego zaufanego kumpla-ochroniarza. Cała ta grupka udała się na miejsce gdzie pod strażą siedziało jeszcze dziesięciu żywych najemników. Najemnicy to ludzie ceniący sobie jasność sytuacji i proste zadania, dlatego brodacz nie poświęcał za dużo czasu na zbędne introdukcje. - Pierwsza sprawa - zaczął od razu, podczas gdy jego towarzysze luźno ułożyli przyniesione rzeczy w pewnej odległości od grupy. - Powiedzcie proszę, skąd pochodzicie? Z jakich domów? Oczywiście nie winię was za walkę, w końcu wam za to płacą, ale krew to krew. Błękitna czy czerwona, ziemia jej pragnie, a po naszej stronie trochę się jej jednak przelało. I teraz wchodzimy w drugą sprawę. Możecie przyłączyć się do mnie, rozdzielę was po moich grupach i dam wam broń. Słabszą na początek, bo zaufanie i te sprawy. Wy pójdziecie ze mną, by poić spragnioną ziemię pańską juchą. Co wyniesiecie ze szlacheckich dworów to wasze. Albo to wasza krew wsiąknie w ziemię. Wybór macie dość prosty.
×
×
  • Create New...