Jump to content

Po prostu Tomek

Brony
  • Posts

    1875
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    16

Everything posted by Po prostu Tomek

  1. O skurwesyn. Bartosz zagwizdałby z wrażenia, gdyby nie to że w tej konkretnej chwili jest cokolwiek zajęty bardzo ważną kwestią nie umierania. Ma pistolet, dziadyga zasrany, i chłop szczerze powątpiewał w to, że jego masywne brodate ciało i jednak nie jakiś wspaniały pancerz wytrzymają bliskie starcie z solidną ołowianą kulką. Jednak chłopu widocznie udało się trochę zastraszyć szlachcica, skoro ten się na tyle rozproszył by jednocześnie celować i próbować się zastawiać. Może da się to wykorzystać. - Facet, proszę, nie rób scen - powiedział bez najmniejszego cienia szacunku, jednak nie postąpił na razie kroku dalej. - Jesteś w dupie. Rzuć to. Nawet jeśli mnie zabijesz, co ci to da? Rozerwą cię końmi, a wcześniej boczki przypalą. A tak, jak się poddasz, to kto wie, może nawet pożyjesz? Buntownicy pod wodzą ludzi Bartosza zawsze mogą wrócić się do taktyki podzielenia się na bojowe grupy. Dzięki przewadze wiedzy, liczby, czy nawet połączonego z syfiatym otoczeniem równie syfiatego stroju mogą spróbować z jednej strony udawać atak by przytrzymać na sobie uwagę wojaków z rapierami, a z drugiej wykorzystać podwórka, budynki gospodarskie, a nawet wnętrza domostw jako alternatywne przejścia. Mieszkańcy znali przecież swoje domostwa jak własną kieszeń. Jeśli będą cicho, to może uda się tym zaskoczyć najemników, a jeśli nie, to i tak będą mieli dogodną pozycję do ataku z dwóch stron.
  2. Oho. Wygląda na to, że zarówno z zebraniem się do tego, co zrobić należało jak i ze złapaniem pięknego ptasznika nikt mu nie pomoże. Hamzat spojrzał na zajętego absolutnie niczym specjalnie trudnym wielbłąda, i przez krótką chwilę nieco mu pozazdrościł. Zapewne nie jest bardzo przyjemnie być zwierzęciem, ale jedyna troska jaką ma ten cholerny garbus to woda, zielsko, i żeby za bardzo nie bili. No nic. Bardzo, bardzo ostrożnie i powoli nomada powstał, starając się nie spłoszyć gościa. Na chwilę skierował swój wzrok na Sigrid, śpiącą niedaleko. Trudno winić ekipę za małą gotowość do pomocy, sam chętnie by się niedługo położył. Uznał, że nie będzie ich budził. Zwłaszcza bogini, która co ciekawe też zdawała się zasypiać. Notując tę niezwykle przydatną obserwację na przyszłość, Nadżibullah, zachowując tę pełną ostrożność ruchów jakby się skradał, rozejrzał się by ogarnąć jakiś w miarę mocny kawał płótna, najlepiej niebędący kocem, i do tego jakiś spory pojemnik, kociołek obozowy się chyba nada. Plan który opracował sobie brodacz jest taki, że zarzuci płótno na pająka by go skonfundować i trochę unieruchomić, a następnie jeśli pierwsza faza się uda położyć na nim kociołek, żeby nie spieprzył. Pustynny wojownik wie, że może być zmuszony przytrzymać płótno, dlatego w razie co spróbuje klęknąć przy krawędziach i przytrzymać inne krawędzie dłonią. Nogi ma osłonięte, lecz w razie czego dłoń wycofa, bo co jak co ale nie ma ochoty na wicie się w bólu przez tydzień.
  3. Teraz po dwóch tygodniach lagu moja pora. Merr chrysler, praise Jesus.

  4. Hamzat, do tej pory całkowicie poświęcający uwagę bezpiecznej i zrównoważonej podróży, usiadł sobie spokojnie i odetchnął głęboko. W końcu ma chwilkę by pomyśleć. Jak dotąd nie szło aż tak tragicznie. Mogą się wyspać, i mężczyzna jakoś tak czuł, że mimo takiego nocowania między wydmami są całkiem bezpieczni. Jeśli chodzi o jedzenie, no to cóż, pustynny jadłospis pełną gębą, przywykły nomada nie narzekał, nieco gorzej sprawa wygląda z wodą. Do Edfu jeszcze kawałek, a została tylko połowa. A jeszcze sporo jest do zrobienia. Barbarzyńca wciąż pamięta o naczelnym zadaniu. O nieuniknionej likwidacji. Cielesność Bhati ułatwia zadanie, bo miecz na pewno sobie poradzi, ale Nadżibullah szczerze wątpi, że da radę sam na przynajmniej trzech przeciwników. I do tego jednym z potencjalnych nieprzyjaciół może być Harusepth. Ogólnie wojownik wie, że powinien już podjąć jakąś decyzję, jakieś kroki, jednak... No nie jest to proste. Brodacz spojrzał nieco smętnym wzrokiem na otaczający go zewsząd bezkres piaszczystej pustyni, bijąc się z myślami, rozważając czy może przespać się z decyzją. I wtedy zobaczył ptasznika. Majestatyczny pajęczak również zdaje się być pogrążony w głębokiej zadumie. Hamzat wiedział, że jest to praktycznie niemożliwe, jednak nie mógł nie zapytać sam siebie, czy to przypadkiem nie jest ten sam pająk, którego wkurwiała wcześniej Sigrid. O czym takie stworzenie mogło myśleć? Mężczyzna pamiętał o swojej obietnicy i dlatego zanim zrobił cokolwiek innego, rozejrzał się czy dziewczyna jest niedaleko.
  5. Bartosz postanowił skupić się oczywiście na szlachcicu. Chłop wiedział, że jest to niebezpieczne. To wraży przywódca, i niewątpliwie ma niezłe umiejętności w boju. Jednak wiedział też, że jest całkiem masywny, rozpędzony, uzbrojony i naprawdę wkurwiony. Postanowił wykorzystać wszystkie te rzeczy na swoją korzyść i kontynuował swoją szarżę, sprawiając wrażenie jakby ślepo biegł na odzianego w kirys pana. Wcale tak nie jest, Bartek biegnąc wciąż pozostawał czujny na swoje otoczenie. Plan brodacza jest prosty - chcę wykorzystać swoją masę mięśniową i wkurwa by najpierw agresywnie odbić miecz starego szlachetki, a potem całym ciałem się na niego rzucić i zabić lub zmusić do walki wręcz. Generalnie pomysł jest taki żeby wywrócić gościa i dobić mieczem lub nożem, ale chłop pozostaje gotów do uniku jakby coś się spieprzyło. Miał nadzieję, że jego żołnierze będą dobrze dowodzić chłopami, że nie będzie za duży strat. Prawda, że dragoni są lepiej uzbrojeni i opancerzeni, jednak ludzie Bartosza mieli także swoją wprawę w walce, niejednej bandzie czy oddziałowi już najebali, choć raczej mniejszym niż ten. Tym razem mają przewagę miejsca, znajomości terenu, doświadczonego dowództwa i może liczby. Powinno być dobrze.
  6. No cóż. Hamzat wiedział, że niestety, ale z zapasami po prostu nie jest dobrze. Zakładał, że jakieś swoje jedzenie czy picie miał w jukach, ale traktował to jako swoistego rodzaju żelazne racje - przecież nie bez powodu wcinał ostatnio jaszczurki i skorpiony. Wszystko potoczyło się dość nagle, i teraz z jednej gęby do wykarmienia poza nim zrobiło się trzy. Albo dwie. Czy bogowie jedzą? Szczerze mówiąc, myślał że może pani oaz, życia czy czym tam Bhati była, przywoła na przykład jakieś jedno pomarańczowe drzewko czy coś. Wojownik jednak dość szybko połapał się, że jeśli będzie miała tyle siły by to zrobić, to już będzie nieco za późno na walkę. Nie chciał rujnować dobrego humoru Haruspetha, jednak trzeba było poruszyć tę sprawę. - Pani, po drodze będziemy polować, a jak się okazja nadarzy, dokupimy zapasów aby na pewno starczyło - Nadżibullah na chwilę przerwał prawienie dziewczynce morałów, by dość raźno i śmiało dać Bhati do zrozumienia, że jeszcze nie ma się czym martwić. - Po prawdzie to jedyne czego pustynia nam na pewno poskąpi jak nie będziemy ostrożni, to woda. Wracając... Sigrid. Niestety jak go zjesz to jedyne co ci to da, to to że nie będziesz głodna przez jakąś... no jedną piątą podróży słońca po niebie, pewnie krócej. Może nie da się zrobić, żebyś była tak kolorowa jak ten pająk, ale na pewno da się zrobić co innego. Jeżeli chcesz, mogę pomóc ci złapać następnego, którego spotkamy. Jednak są dwa podstawowe warunki. Jeden, słuchasz się mnie, by cię nie dziabnął, ani od razu, ani później. I drugi warunek, pomyśl nad tym bardzo, bardzo dobrze. Taki pająk, chce sobie po prostu żyć i być na wolności, ale jeśli będziesz o niego dbać, zapewnisz mu bezpieczny dom. Może się nawet polubicie. Zwierzątko jest trochę jak niewolnik - dobry pan o nie zadba i będzie się troszczyć. Zastanów się, i daj mi potem znać. A na razie, czas w drogę! Nomada niestety nie był do końca pewien kto teraz wydaje polecenia, dlatego też po prostu ruszył. Następny cel, jakieś wadi żeby przenocować.
  7. O. No proszę, czyli nie będzie bardzo dużo kombinowania, ponieważ wydawało się że kapłan i jego bóstwo sami wpadli na to, że najlepszym wyjściem będzie iść do Edfu. Hamzat zatarłby ręce, ale po pierwsze byłoby widać, po drugie akurat ten zwyczaj należy do innego plemienia. Nomada skinął głową z uprzejmością i lekkim entuzjazmem na który nawet nie musiał się silić czy go udawać. - Pani, proszę pozwól nam się zebrać i nieco przygotować do wyprawy - smagły wojownik z niekłamanym uśmiechem zwrócił się do bogini, rozważając opcje jakie ma przed sobą. Priorytetem na razie jest po prostu wziąć dupy w troki i spróbować ruszyć. Jest już poniekąd późno, czyli też gorąco jak cholera. Może udałoby im się odbyć część drogi w cieniu skał czy coś, a najgorsze przeczekać w jakimś wadi. - Znam drogę do miasta na wybrzeżu i chciałem je zaproponować, bo właśnie tam mieliśmy się udać z Harusepthem nim cię spotkaliśmy. Niestety pustynia jest surowa a my jesteśmy tylko ludźmi. Także za pozwoleniem... Mężczyzna nawet nie czekając specjalnie na jakieś werbalne pozwolenie skinął jeszcze raz głęboko głową, odwrócił się i ruszył do najnormalniejszej części kompanii. Wielbłąda i widocznie zajętą zabawą z... o kurwa czy to jest ptasznik słoneczny? Delitkatnym ale jednak dość szybkim krokiem Nadżibullah podszedł do Sigrid, złapał ją za rękę z kijem i powoli odciągnął na bok. Kucnął przy dziewczynce, i popatrzył jej w oczy, rzucając jeszcze przelotne spojrzenie gdzie pójdzie sobie pajęczak. - Słuchaj, Sigrid - powiedział spokojnie, tak żeby młoda wiedziała, że się na nią nie gniewa, tylko chce jej coś wyjaśnić. - Jest jedna taka ważna rzecz. W sumie dwie. Pierwsza. Czy chcesz zjeść pająka? Czy potrzebny ci jego jad, albo pancerzyk? Jeśli nie potrzeba ci tego pająka do niczego, to dlaczego go męczysz? To też żywe stworzenie. Wcześniej zabijaliśmy skorpiony i jaszczurkę do jedzenia. Starałem się załatwić je raczej szybko, prawda? I tutaj przechodzimy do drugiej sprawy. Sigrid, pustynia to nie jest twój dom. Jest niebezpieczna, nieprzewidywalna, i całkiem paskudna. Unieszkodliwiałem ofiary łowów szybko także dlatego, że nigdy nic nie wiadomo. Wiesz co to za pająk? To ptasznik słoneczny. Potężny pustynny wojownik, wbrew pozorom. Jak upieprzy to może nie zabije, ale i tak lekko ci nie będzie. A są tutaj groźniejsze stwory. Rozumiesz do czego zmierzam? Gotowa do drogi?
  8. Nie omieszkałem przeczytać, bo taki tytuł to dla mnie jak wycelowany prosto w umysł clickbait. Tylko że w pozytywnym sensie. Zobaczyłem go i praktycznie z punktu tu jestem i piszę posta, nawet strona mi się jeszcze do końca nie załadowała xD W każdym razie, wrażenia. Po pierwsze, czytając opowiadanko miałem nieprzerwanie szeroki, szczery słowiański uśmiech na mej brodatej twarzy. Ostatnio nie czytuję kucowych opowiadań [ :c ], a kiedy czytałem to tag random specjalnie mnie do sięgania po nie nie zachęcał, dlatego czuję się bardzo pozytywnie zaskoczony. Opowiadanie nie okazało się rozczarowaniem. Powiem więcej. Wybacz użycie zwrotu Dolcze, ale jest po prostu zajebiste. Jedyne co mnie troszkę wybiło to użycie 'alicorn' w formie żeńskiej, jednak niestety po polsku przetłumaczyć to można tylko gorzej. Taka charakterystyka samego słowa, cóż poradzić. Opisy dobrej jakości, nie za długie ale pobudzające wyobraźnię, w sam raz do krótkiego tekstu. Tłumaczenie nie mi oceniać, bo się nie znam, czyta się tak dobrze, że mógłby to spokojnie być fanfik produkcji że tak powiem narodowej, i bym się nie kapnął. Według mnie dialogi brzmią trochę sztywno ale może to celowy zabieg autora oryginału. Przy końcówce głośno parsknąłem śmiechem. Ostateczny werdykt to 'fajnie było wrócić do opowiadań zaczynając od właśnie tego/10', zakładając że wrócę do aktywnego czytelnictwa. Polecam jak ktoś lubi.
  9. Hamzat jest jednocześnie bardzo zdziwiony, jak i bardzo szczęśliwy że sposób okazał się być jednak tym właściwym. Że zadziałał. Mężczyzna aż się lekko spocił na czole kiedy pomyślał o alternatywie, o tym co by się stało gdyby jednak chodziło o co innego. Jeśliby na przykład okazało się, że łuskę trzeba spalić a jadem zatoczyć krąg w piasku, byłaby dupa zbita. Nomada w ostatniej chwili twardo powściągnął się przed zaniesieniem podziękowania swojemu bogu. Może podziękować później, kiedy nie będzie obawiał się jakiegoś mocnego czytania w myślach. W końcu jakby nie patrzeć właśnie wydarzyło się... no całkiem sporo rzeczy, które tak często się nie dzieją. I im więcej się takich rzeczy odbywa na oczach Hamzata, tym bardziej Hamzat próbuje uważnie rozeznać się o co chodzi i jakimi mocami może dysponować nie tylko bogini tutaj przed nim, ale też inni, przyszli nieprzyjaciele. - Już nie jesteś, to fakt - niestety jego prosty umysł i język dał się złapać, nie mógł powstrzymać docinka na wystawione praktycznie na tacy wspomnienie o kamieniu, jednak prędko dodał - Jedyne o co mogę prosić to to, bym mógł towarzyszyć twemu majestatowi póki nie będziesz czuć się w stu procentach w porządku. Jak wiesz, Pani, dużo się pozmieniało. Znam dobrze pustynię i mogę pomóc. Jaki jest nasz następny cel? Towarzyszyć, oczywiście, w celu wsadzenia rzeczonemu majestatowi miecza w dupsko zanim Bhati osiągnie pełnię sił, jednak tę konkretną myśl wojownik zachował dla siebie, bardzo głęboko. Trochę może szkoda, jednak złudne piękno - pomijając te cholerne skrzydła - czy oszukańcza dobroć nie może zamazać mu celu misji. Prawda?
  10. Wódz obdartej bandy rozbójników nie oponował, pozwalając Irielowi zająć się swoimi sprawami. Gdy skończył, zmierzchało już. Las szybko ciemniał i do obozowiska z jednej strony poczęła napływać lekka mgła, wskazując na to, że po pierwsze jest wiosna lub jesień, a po drugie, gdzieś niedaleko jest zbiornik wodny. Nikt nie miał nic przeciwko podarowaniu wygnańcowi jakiegoś niewielkiego kozika za darmo, ot tak by miał czym jeść i ciąć, jednak nie znalazła się niestety żadna konkretniejsza broń. Zbójcy dzielili się jedzeniem, ubraniem, nawet chorobami, ale swój oręż traktowali zapewne lepiej niż hipotetyczne żony, i najlepszą odpowiedzią jaką niebianin otrzymał było coś w stylu 'no wiecie, łapiduchu, znajdźcie se'. Nawet powołanie się na herszta nie pomagało. Patrząc na to tak w ostatecznym rozrachunku, nie jest źle. Mężczyźnie nie udało się zdobyć żadnego poważnego rynsztunku, ale ma się w co ubrać, gdzie spać - trzeba będzie zrobić coś z tymi wszami w legowisku, gdzie się ogrzać, i nawet z kim pogadać. Czas mija, a bandyci powoli szykują się do snu i wystawiają warty. Dość szybko przywykli do widoku tego niespodziewanego gościa, dlatego nie przeszkadzają eks-aniołowi jeśli ten chciałby połazić, pozwiedzać czy komuś dupę pozawracać. Na pewno też nie będą przeszkadzać jeśli ten po prostu pójdzie spać.
  11. Wszystkim userom świętującym wedle fajniejszego gregoriańskiego kalendarza Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Dużo zdrowia, bo bez zdrowia to i tak nic nie ugracie. Hajsu, bo niestety w tym świecie każdemu potrzebny. I rozwiązania problemów, których dwa poprzednie zdania nie ogarniają.

    1. PervKapitan

      PervKapitan

      Jak nie lubię słuchać życzeń za bardzo, tak w Twoich czuć szczerość i chęci. Nojs.

    2. BiP

      BiP

      I wzajemnie udanych i bogatych Świąt 

  12. Kurwa znowu. Znowu wszyscy tak na Hamzata patrzą jakby miał nie wiadomo jakie ważne słowa do powiedzienia. Jakby miał podjąć kluczowe decyzje. I mężczyzna tak sobie bardzo krótką chwilę myślał, myślał... W końcu pustynny wojownik zdał sobie sprawę, że w sumie poniekąd tak jest. Podejmuje ważne decyzje. Jest prorokiem w trakcie misji, głosem bożym. Z tym że na razie jego grupka to jedna spoko niewierna dziewczynka, jeden mający kompletnie wyjebane wielbłąd, i jeden łysy kapłan religii, której jedna bogini jest w domyśle wrogiem całej drużyny. No kurde, Nadżibullah powiedział sam sobie w myślach skupiając się na planie, nie ma lekko. Plan jaki ma mężczyzna jest prosty. Przede wszystkim nie zamierza nawet próbować kłamać. Co najwyżej mówić okrężną drogą ale nie kłamać, bowiem jakoś tak czuł, że bogini się skapnie. Plus jest taki, iż nawet kłamać nie musi - nie ma najlżejszego pojęcia jak złączyć te dwa składniki i czy to na stówę przyniesie posągowi cielesność. Może jednak podjąć próbę. Nie ma co się oszukiwać, Hamzat jest ciekawy co się stanie i czy wielki posąg zamieni się w wielką piękną kobietę czy normalną piękną kobietę. - Pani, niestety nie została mi dana możliwość jednoznacznego ujrzenia sposobu użycia składników, lub też jakikowiek rezultat - nomada rozłożył ręce w bezradnym geście, mówiąc w sumie szczerą prawdę. - Jednak logika nakazywałaby w pierwszym rzędzie... może to głupio zabrzmi, ale sugeruję zjeść łuskę i zapić jadem. Może też radziłbym trochę wody, bo smak pewnie ma to paskudny.
  13. Żołdacy zapewne rozeszli się po domach. Zapewne też zajęli się bardziej pilnowaniem sakw z łupami lub dobrym żarciem niż skupieniem. Bartek specjalnie nawet daje im pewną chwilę, bowiem im bardziej się rozproszą, tym lepiej. Jednak w pewną chwilę po gromkim wezwaniu szlachcica do w sumie niczego innego jak tylko państwowej grabieży, do mospana na białym koniu mogły dotrzeć dwie rzeczy. Jedną z tych rzeczy jest komenda "Ognia!", będąca jakby formalną odpowiedzią na wszelkie pytania i podejrzenia szlachcica. Drugą jest jedna z wielu strzał i kul wystrzelonych przez przygotowanych do starcia chłopów. Konkretnie jest to ten bełt, co Bartosz, od początku przysłuchujący się wymianie zdań i przyglądający całej sytuacji wypuścił jednocześnie z rozkazem ostrzału. Jeśli trafi bardzo dobrze, problem z głowy. Jeśli trafi mniej dobrze, to może i tak mniej czy bardziej krwiopijcę zrani, a wtedy będzie łatwiej czy go dobić czy publicznie obwiesić. Z takimi myślami Bartosz przystąpił do wykonywania swojego planu. Brodacz szybko i sprawnie przeładowuje, zamienia kuszę na miecz, po czym rusza biegiem do ataku.
  14. Powód jaki podał anioł by usprawiedliwić się z niemożności dopełnienia toastu w tradycyjny sposób zaskoczył herszta, jednak też był w jego oczach wystarczający by nie być obrażonym. Głośno okazał swoją radość i machnął dłonią w stronę gapiów, dając im do zrozumienia, że wszystko jest jak najbardziej zajebiście. Z pełną powagą wysłuchał krótkiej historii cyrulika o coniebądź egzotycznym imieniu. Jednak samego Iriela nie zajmował raczej w tej chwili wąsaty człeczyna. Iriel miał na głowie poważniejsze sprawy, na przykład doświadczenie fizycznych i w żaden sposób nieutemperowanych skutków wypicia i tak całkiem sporej ilości miodu. Co ciekawe, doznania te na chwilę obecną są całkiem przyjemne. To dobry gatunkowo miód, więc alkohol tylko delikatnie drapie w gardle, pozwalając skupić się na słodkim, aksamitnym i jakby... leśnym smaku trunku. Pachniał też fajnie, może nawet troszkę woskiem. Da się odczuć, że butelki czegoś takiego prawie na bank goszczą na królewskim stole. Po nowym i zupełnie pozbawionym wspomagania ciele wygnańca rozlało się pomału przyjemne ciepełko, dochodząc aż do głowy i dając mózgowi delikatnego kuksańca. - Imię sugeruje, panie, że pochodzicie z daleka - jeżeliby eks-anioł miał kłopot z utrzymaniem się na ziemi, głos wąsacza może mu w tym pomóc. Mężczyzna skrzywił się nieco kiedy ten opowiadał o zapominaniu i kopniaku. Dla niego sygnały były dość jasne. - Jak powiedziałem, u nas jesteście wciąż bardzo mile widziani. Widzicie, mistrzu... ta banda taka jest. Biedacy, uciekinierzy, obdartusy, szarlatani, oszuści, rabusie, wygnańcy. Nikt tu nikogo nie osądza, o ile każdy wkłada coś do wspólnej michy. I tak sobie żyjemy, bez panów i kleru, na lewo. Całkowicie, przepraszam was za wyrażenie, wyjebane. Jak widzicie, może komfortu pałacy nam nieco brakuje, ale póki mamy co jeść i co ubrać, jakoś to leci. Myślę, że się tu odnajdziecie. Czy macie jakieś pytania, życzenia, Mistrzu Irielu? Jeśli nie, możecie na spokojnie wziąć sobie ze składu luźne łachy i urządzić wyrko. Rozpytajcie za nożem, widełki możecie chyba sobie sami wystrugać.
  15. Pustynny wojownik otrząsnął się, jego organizm ponownie dał się zaskoczyć - i rozczarować- zmianie temperatury. Mrugnął kilkukrotnie i zmrużył oczy, by nie denerwowało go słońce i piach. Następnie Hamzat szybko zebrał się do kupy, zapisując sobie w głowie że wielbłąd z jakiegoś powodu jest teraz tutaj, i powoli ruszył spomiędzy wydm z powrotem do reszty swojej kompanii. Po drodze namyślał się jak ładnie ubrać w słowa ten krótki i treściwy opis jaki otrzymał. Zastanawiał się też, czy może wielbłąd też z jakiegoś powodu nie czuje tego przyjemnego chłodku, może dlatego przyszedł. Może też po prostu lubił mężczyznę, jednak brzmi to nieco mniej czadowo od wizji Boga troskliwie wkładającego Nadżibullaha do jakiejś... niebiańskiej beczki lodu na czas rozmowy. Kiedy tylko udało mu się wrócić niedaleko starożytnej świątyni, podszedł do kapłana i bogini, których jak zakładał nie było specjalnie trudno znaleźć. - Haruseptcie, Pani - oczywiście posąg przywitał formalnym pokłonem, jednak łysemu strzelił na powitanie po prostu pełną respektu pionę. - Mam dwie wiadomości. Dobrą i złą. Zła jest taka, że słabnie łączność z Panem Neheny. Tak całkiem mocno. Przerywa niesamowicie, nie wiem z jakiego powodu, i niestety nie mogłem porządnie porozmawiać. Jednak dobra wiadomość jest taka, że dostałem wizję. Sokół siedzi na gałęzi drzewa, wśród zieleni, jakby w oazie albo w dolinie rzeki. Kwiaty, zioła, pnącza, wszystko fajne zielone i zdrowe. Pod drzewem, w trawie, leżała złota łuska i ząb węża. Harusepth może potwierdzić że tak się składa, że niedawno walczyliśmy z wielkim wężem. Co o tym sądzisz, Pani?
  16. Herszt rozpromienił się natychmiast po tym, jak dotarły do niego słowa cyrulika. Mężczyzna miał swoje własne powody, by być szczęśliwym z takiego obrotu sprawy. Największym z tych powodów do radości, wystarczający by zbójca wstał znad papieru i zaproponował po solidnej szklanicy kradzionego miodu, jest fakt że chorzy wracają do zdrowia i szybciej, i częściej niż kiedy do dyspozycji bandy był tylko Bezdech. Jakkolwiek zielarz mniej czy bardziej zdawał egzamin do tej pory, to był przytomny może w trzech przypadkach na dziesięć. Wąsal po polaniu usiadł ponownie, szczerząc się i pozwalając jego myślom zejść na zdecydowanie mniej szlachetne, bardziej przyziemne i pragmatyczne powody, dla których poważany cyrulik w bandzie to spoko rzecz. Uśmiech nie schodzi mu z ust. - Świetnie! Wspaniale! Radem bardzo tak dobrym wieściom! - mężczyzna dał upust swoim emocjom gromkim głosem, wzbudzając uwagę i zainteresowanie okolicznego elementu. Chwycił za swoją szklanicę. - Wypijmy. Oto toast, za naszą wspólną przygodę. I twoje zdrowie. Wąsaty rozbójnik wychylił tę szklanicę, takie dobre 400 mililitrów miodu, na jeden raz. Trzasnął naczyniem o ziemię z taką siłą, że szkło odbiło się od drzewa jakieś trzy stopy na lewo od głowy eks-anioła. Co ciekawe, nie tylko on, ale nawet jacyś tam nieliczni gapie w tle ewidentnie oczekują, że wygnaniec postąpi tak samo. Cokolwiek zrobi, wkrótce wódz bandy odzywa się ponownie, już nieco ciszej i poważniej. - No, to skoro dołączyłeś do naszego zacnego grona, mistrzu, to wypadałoby się przedstawić. Mnie wołają Mieszek, i na razie tyle wystarczy. A was jak należałoby zwać? I tak bardziej na poważnie, skąd się tu wzięliście? Wybaczcie pytania, jednak sami wiecie, niełatwo prowadzić bandę wszarzy żeby łupić chciwych kupców.
  17. - Chciałem zapytać jeszcze o coś - Hamzat nie ma po co ukrywać, że praktycznie zawsze ma pytania przy rozmowie z Bogiem. Ciężko nie mieć. Jednak mężczyzna orientuje się, że istnieje jeszcze coś takiego jak priorytety, dlatego zaraz dodał - Ale w sumie to może poczekać na czas po walce. Jeśli przeżyję, zawsze będę mógł się pomodlić i spytać, a jak nie, to i tak niedługo pogadamy twarzą w twarz. Dziękuję ci za światło Twej porady, Boże. Nadżibullah już miał skończyć i zapewne też wrócić do rzeczywistości, wdzięczny za pomoc i gotów do rozkminiania dalszych planów. Jednak zaraz przypomniał sobie o pewnym ważnym szczególe. Znaczy, ważnym z jego perspektywy bo w sumie w takim ogólnym poglądzie wszechświata jaki księżycowy mógł mieć na co dzień, nie miało to większego znaczenia. - A nie, jednak jest taka sprawa. Ale związana z misją - mężczyzna nie ma niestety na tyle odwagi by rozmawiać z bóstwem jak z równym, więc siłą rzeczy czuje się nieco niezręcznie tak jednak się wracając od progu. - Powiedziałem łysemu i posągowi, że idę pogadać z Neheny. Możesz wspomóc jakimś pomysłem na to co miałbym im 'przekazać'? Nie ufam swojej wiedzy o ichniej mitologii na tyle, by przed cholerną boginią, zapewne nie wiem szwagierką Neheny czy coś, sklecić coś wiarygodnego. To byłoby już wszystko. Jeszcze raz dzięki wielkie, po prostu mi się dopiero przypomniało.
  18. Podczas gdy Iriel doprowadzał chorych do najpawdopodobniej najlepszego stanu zdrowotnego w jakim w życiu byli, herszt bandy tych obozujących w lesie bandytów zajmował się swoimi sprawami. Trzeba było go znaleźć, jednak w sumie zapewne wystarczy po prostu zapytać, by trafić prosto do wąsatego zbójcy. Bezdecha też niespecjalnie trudno było zbyć, by ewentualnie później z nim porozmawiać. Tak naprawdę zielarz już gdzieś w dwóch trzecich zapomniał co tutaj w ogóle robi, a w trzech czwartych wąchnął solidnie czegoś pachnącego makiem i zapomniał też kim jest. Kiedy eks-anioł dotarł na miejsce, zastał herszta który czytał - tak, czytał - skrawek poszarpanego prymitywnego papieru. Mężczyzna podniósł znad niego wzrok i przywitał łże-cyrulika gestem dłoni. - I jak tam? Jeśli wszystko dobrze, możecie mistrzu odpocząć - oznajmił, po czym z tą szczerą, jedyną w swoim rodzaju gościnnością dodał - Napracowaliście się dzisiaj. Jestem wam niezmiernie wdzięczny za pomoc i... w sumie, nie mam dużo, nie mogę zaproponować też życia w pieleszach, ale jak nie macie gdzie pójść, to możecie się tu zatrzymać i z nami zostać. Na zasadzie że wikt i opierunek w zamian za pomoc medyczną, i nawet niekoniecznie na stałe, ale na jakiś czas.
  19. Hamzat ostrożnie uśmiechnął się i już mniej ostrożnie odetchnął z ulgą. Fajnie, że nie miał boskiego nakazu zlikwidowania przyjaciół. Bóg w ogóle wydaje się nie mieć nic do niewiernych, jeśli są skorzy do dogadania i takie zdanie nomada zdecywodanie podziela. Problem pojawia się niestety jednak jeśli tacy niewierni są zatwardziali, albo gorzej, atakują i wyrzynają albo siłą nawracają wiernych. Tak jak mogą robić to na przykład starzy bogowie. Ludzie robią to na bieżąco, praktycznie ciągle, nawet bez ich bóstw na ziemi. I właśnie ludzi też ma na myśli, bo o starych pomniejszych bóstwach to nawet nie wątpi, że trzeba tępić. Aż się wzdrygnął na myśl o rytualnym pogrzebaniu gardeł i... brr... równouprawnieniu. Barbarzyńca poczuł się poniekąd zobowiązany uświadomić Księżycowego o istnieniu takiej opcji, ale czy Bóg nie czyta w myślach? - Panie, węża zajeb... zabiliśmy - mężczyzna nawet nie mrugnął przy błyskawicznej poprawce. - Mamy jego łuski i trochę jadu, i właśnie myśleliśmy czy jakoś nie pomogą.
  20. Bartek ani myślał nawet ruszyć się ze swojej kryjówki, by nie wspomnieć nawet o odezwaniu się. W takim też milczeniu obserwował uważnie siły nowego przeciwnika. Widać, że szlachcic się w tańcu nie pierdoli. Ci cali dragoni są porządną siłą i należało się z tym liczyć. Strzelby i rapiery to też niezły łup, jeśli brodaczowi i jego rebeliantom udało by się zwyciężyć. Rozmyślając o tym co się za niedługo zapewne wydarzy, po cichu przykazał swoim ludziom rozprowadzić rozkaz, by gdy Wypruwacz da sygnał, najpierw oddać salwę ze wszystkiego co mają na dystans, a potem zaatakować. Sam bardzo powoli i ostrożnie przygotował kuszę, by w razie czego spróbować trafić ziemskiego pana bełtem w korpus albo w ten świński ryj. Następnie mężczyzna wrócił do cichej obserwacji, zastanawiając się co pozostawieni w wiosce ochotnicy powiedzą temu grubemu fagasowi.
  21. Kurwa.To wszystko robiło się bardzo mało ciekawe bardzo bardzo szybko, jednakże Bartek zachował zimną krew, nie stracił głowy. Więcej, nie dał nawet po sobie poznać, że się wieściami przestraszył czy coś, bo się faktycznie nie przestraszył. Był po prostu rozsierdzony. Dlatego też praktycznie od razu jak wysłuchał wiadomości, zwrócił się w stronę chłopów oczekujących na rozkazy, idąc na żywioł. Starał się aż promieniować morale. - Dobra. Nie ma lekko, ale bywało gorzej. Trzeba się streszczać. - oznajmił, zbierając ludzi dookoła siebie by móc mówić tylko raz. - Nie bójcie się, mamy jak wspominałem parę przewag. Koledzy, to jest nasz test. Walczymy na swoim terenie, o swoje własne domy i rodziny, o lepsze życia. Na pewno wygramy, ale musimy mieć plan. Plan jest taki, że wszyscy bierzemy te swoje bronie i tarcze, i spierdalamy ukryć się w polu i lesie naokoło. Mamy wszyscy te brudne, buro-szare, brązowe albo brązowozielone ubrania, a do tego to nasze pola i lasy, znamy tu każdą bruzdę. Marne szanse że nas wypatrzą. Ukrywajcie się w grupach między sześcioma a dwudziestoma osobami. Dzieci z babami niech skitrają się w las. Na koniec... chcę zobaczyć co zrobią. Paru moich i tutejszych niech więc zostanie w wiosce by grać na zwłokę i rozpytać. Z atakiem czekamy albo na wykrycie albo na moją komendę. Usłyszeli? To jazda! Po tych słowach brodaty chłop wyciągnął miecz, popatrzył ponuro w stronę z której miał nadejść wróg i ruszył zająć pozycję z jedną z grup. Mieli broń zarówno do walki z bliska i na dystans, byli u siebie, było ich więcej. Nawet arkebuzy skurwieli nie ochronią.
  22. Po zezwoleniu udzielonym przez kamienny posąg, Hamzat szybko udał się w jakieś odosobnione miejsce. Z jednej strony to niby pustynia, puste otwarte pole wszędzie naokoło. Okazjonalne skały, piach, wszystko skąpane w słońcu. Jednak nomada nie był taki specjalnie głupi, więc wykorzystał jakąś kotlinę między wydmami czy coś. Zabiegał, aby takie miejsce było możliwie relatywnie niedaleko, ale skryte przed wzrokiem nawet kogoś kto miał z 10 metrów wzrostu. Następnie usiadł... i tyle. I już, Księżycowy zjawił się niemal natychmiast, nieważne czy to on przyszedł to Hazmata czy Hamzat do niego. Wojownik płynnie przeszedł od pełnego szacunku pokłonu do konwersacji. - A zatem, Boże, sprawa wygląda tak - oznajmił bez zbędnych ceregieli. - Dotarłem na miejsce. Mamy do czynienia z ożywionym kamiennym posągiem kobiety, takim naprawdę dużym. Nie wiem czy jest magicznie wzmacniana czy nie, wiem jeno że moja broń jest nieskuteczna. Ma przy sobie właśnie sępy, jak w wizji. Na razie zajmuje ją Harusepth, który nazywa posąg panią Bhati. Albo podobnie. Oboje są skonfundowani i rozczarowani tym, że ich kraina upadła. W sumie... przyznam się, ostrzegałeś i pamiętam, żeby nie ufać ale... też w sumie szkoda mi ich trochę, zwłaszcza Haruseptha. Zarówno on jak i Sigrid, choć oboje niewierni, są bardzo w porządku.
  23. ... żeż kurwa mać! - zaklął siarczyście Bartek. Oczywiście, no jasne. Jakoś tak czuł, że niestety wszystko może było do tej pory za łatwe i jakoś bardzo dobrze nie będzie. Może nie spodziewał się aż tak złych wieści, jednak jeszcze nie tracił głowy. Wciąż mieli różne przewagi poza liczbą, trzeba było je tylko rozważnie wykorzystać, jakby co do czego doszło. Brodacz zwraca się zatem do tego chłopskiego syna, który dopiero co przybiegł z tymi mrożącymi krew w żyłach nowinami. - Bez paniki. Spokojnie. Pierwsze co muszę wiedzieć, to jak daleko są? Następnie, oczywiście czekając na odpowiedź ale nie zwlekając, od razu przekazuje innym ludziom obecnym naokoło swoje wstępne rozkazy. - Słuchajcie, ogłoście larum i nakażcie mężczyznom mogącym nosić broń chwycić za narzędzia z jakimi czują się najlepiej. Kosy, siekiery, widły, cokolwiek. Jeśli mogą, niech porobią sobie tarcze na szybko ze skórzanych pasków i desek, okiennic czy pokryw od beczek. Teraz proszę niech jeden z was już leci przekazać to, a reszta niech momencik poczeka, jak kolega tutaj odpowie, to powiem coś więcej.
  24. Po otrzymaniu wieści od swoich nazwijmy to szpiegów, Bartek zaczął być trochę podejrzliwy. Trochę małe te siły, ale zważywszy na to że wieści o rebelii tutaj nie dotarły a szlachta nigdy nie brała chłopstwa na poważnie, miało to pewien sens. Jednak mimo tego, mężczyzna postanowił nie dać się zwieść pozorom i na wszelki wypadek zachować ostrożność. Plan ataku jaki zrodził się w głowie Wypruwacza nie był bardzo skomplikowany - zaatakować z dwóch stron, zająć spichlerz jako budynek o większym znaczeniu, bo może akurat są tam jakieś zapasy. Drugi krok takiego planu niestety mógł być trochę trudniejszy, czyli utrzymać spichlerz i zdobyć dwór. Bartosz jakoś tak trochę czuł, że po pierwsze wszyscy powinni się w miarę szybko uwinąć, a po drugie, w miarę możliwości, nie dopuścić by jakaś wiadomość o ataku wyszła poza dwór. Wszyscy mają być dawno martwi a dobra dawno zabrane, kiedy ktokolwiek pojawi się sprawdzić. To byłby rezultat jakiego brodacz oczekiwał i na jaki liczył, jednak masa rzeczy mogła pójść nie tak. Wypruwacz przedłożył plan swoim. Nowym ochotnikom nadał tymczasowych dowódców spośród swoich ludzi, by pilnowali porządku i nadzorowali trening praktyczny. Czyli walkę. Ostatecznie zdecydował się wziąć trzydziestopięcioosobową grupę, dwunastu swoich i resztę ochotników. Wszyscy mieli rozstawić się w ukryciu, niedaleko głównego wejścia do posiadłości i niedaleko spichlerza w dwóch grupach. Na miejsce będą się przekradać polami i lasami w mniejszych skupiskach w zasięgu słuchu, by ułatwić skrytość. Grupa przy wejściu zacznie atak na sygnał, a grupa przy spichrzu tak z dwie minuty po sygnale. Sygnał wyda oczywiście Bartek, który oczywiście chce pojechać tam osobiście, aby wpierw zapoznać się z terenem i rozstawić ludzi, po zapadnięciu zmroku.
  25. Zielarz od czasu całego zajścia zaczął obdarzać cyrulika może nie tyle nieco większym szacunkiem, co starał się nieco częściej przypominać sobie, że cyrulik faktycznie istnieje. Duży wpływ na ten stan rzeczy ma fakt, że chory chociaż może nie zaczął podskakiwać, to nawet wyglądał nieco zdrowiej, by nie wspomnieć o tym że zachowywał się zdecydowanie mniej cierpiętniczo. Hersztowi udało się także przekazać Bezdechowi informację o poprzednim sukcesie Iriela, w jednym z tych momentów kiedy zielarz nie bujał w obłokach. Ogólnie na chwilę obecną odziany w szubę mężczyzna postanawia chwilowo trzymać się nieco z boku. Z jednej strony dlatego, że był ciekaw na czym rzekomy medyk się zna, z drugiej strony był wciąż nieco za mało skupiony, by być bardziej przydatnym niż wlewanie w chorych swoich specyfików. Dlatego też absolutnie nikt nie zawraca aniołowi dupy, pozwalając mu w końcu ogarnąć co i jak. Ostatecznie Iriel mógł znaleźć jeszcze paru rozbójników, z różnorakimi pomniejszymi dolegliwościami lub początkowymi stadiami chorób. Nic co zajęłoby niebianinowi zbyt długo... jeśli uda mu się znów rozruszać swoje moce. Jeśli nie, cóż, zawsze pozostaje tęga wiedza i praktyka.
×
×
  • Create New...