Arashel Jajir

Brony
  • Content count

    268
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

30 Good

About Arashel Jajir

  • Rank
    Araś
  • Birthday April 25

Informacje profilowe

  • Miasto
    Bytom

Recent Profile Visitors

1795 profile views
  1. Grałeś na Chapmanach? Gdyby był na sklepach w Polsce to bym ograł z miłą chęcią. Wiem, że są dość niepochlebne opinie (np. ostatni film ksantypa), ale mnie osobiście się te próbki podobają :o
  2. ODKOOOOP ;pp No to ogólnie cześć, jestem śmieszkiem i od 7,5 roku (mniej więcej) sobie pogrywam. A na czym? Zaczęło się od cienkiej jak barszcz gitary klasycznej, którą po połowie roku wymieniłem na Takamine GD10 (niestety już nie żyje) :( Wraz z postępem mojej gry zmieniał się mój gust muzyczny, więc gdzieś z siedem miesięcy po zakupie takamine uzbierałem na pierwszego elektryka, strata Tokai z klasycznym tremolo w układzie S-S-H. Wiadomo, nie było to nic niesamowitego, chociaż tak mi się spodobała, że teraz ją w sumie odnawiam ;p Przez ten czas przewinął mi się też Vintage v100 i SG Mirror, ale pozbyłem się ich. Nie dla mnie, nie ten feel. No ale S-S-H przestało mi wystarczać wraz z moim postępem w grze. Jakieś 2-3 lata temu zainteresowałem się melodeath metalem, trzeba było kupić coś nowego. Padło na LTD Alexi 600, która jest niesamowitą gitarą i szczerze żałuję, że ją sprzedałem. W sumie to nawet zbieram, żeby kupić ten sam model. To był feel, którego szukałem, leżała mi w łapie perfekcyjnie, a od patrzenia na nią nabierałem takiej chęci do gry, że to jest masakra. Ale nadszedł w końcu czas na odważny krok. Zainspirowany Keithem Merrowem kupiłem pierwszą siódemkę. Schecter Hellraiser C-7 w kolorystyce białej, pierwsza w życiu nowa gitara. Czy żałuję? Nie, absolutnie. Mój egzemplarz jest starannie wybrany po długim czasie ogrywania tych gitar w sklepie. Mam zamiar wymienić mu elektronikę na pasywną, na pewno pójdzie DiMarzio Illuminator, z resztą jeszcze wszystko w planach. Na sto procent po wakacjach kupię coś nowego, może nowego akustyka, chociaż na oku mam Chapmana Ghost Freta (niestety, nie można nigdzie ograć, a równe opinie na temat tych gitar krążą) i właśnie LTD Alexi 600. Od serca polecam każdemu zabawę z muzyką. Wymaga ciężkiej pracy, ale satysfakcja i radość jest niesamowita.
  3. Ostatnio? Szczególnie ta wersja. No to jest coś pięknego po prostu!
  4. Widocznie niezdecydowani. Ja uważam, że zdecydowanie za mało angielskiego jak na konwent międzynarodowy.
  5. SZEJK JOR TEJLS. Tyle mam do powiedzenia na temat tego filmu. I fell under their spell. 10/10
  6. Yo. Jakoś rok(?) od mojego ostatniego posta tutaj, ale jednak muszę napisać. Nie będę się rozpisywał o plusach, bo to jednak każdy ma w swojej własnej opinii. Minusy jednak to rzecz dość oczywista i równa dla wszystkich. Zacznijmy od języka. No kurka wodna, robimy konwent, było nie było, między narodowy tak? I co? Większość paneli po polsku, konkurs cosplay prowadzony w języku polskim, helperzy nie mówią po angielsku. No halo... Druga rzecz, mniej poważna, klimat. Rozumiem, szkoła to szkoła, są rzeczy nienaruszalne, ale chociaż trochę tych kucyków na korytarzach czy w salach by się przydało. Nie wierzę, że to naprawdę taki problem powiesić dwa plakaty na krzyż na salę. Trzeci grzech przypisuję uczestnikom konwentu. Ludzie, przyjechali do nas goście z zagranicy, a wy zamiast wziąć i porozmawiać chociażby łamaną "komunikatywną" angielszczyzną woleliście siedzieć w swoim własnym gronie. Ja rozumiem, angielski rzecz "trudna". Po co rozmawiać po obcemu jak można po swojemu? Ano po to, żeby dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy. Na ten przykład przez dwadzieścia minut rozmawiałem z przesympatycznym Czechem o Cheetosach w Czechach, których po prostu nie ma. W ogóle nie wiedział o co mi chodzi, aż poszedłem, kupiłem i przyniosłem. Czwarta sprawa to higiena. I nie chodzi mi tylko o to, że prysznice były ogólnodostępne i można było chociaż w tych majtach się przepłukać. Ehm ehm... Panowie. Sikamy do muszli, nie na podłogę. Naprawdę głupio mi to poruszać, ale jednak. No eh. Zawiodłem się. A brak papieru w ubikacjach też swoją drogą. W pewnym momencie skończyły mi się chusteczki i jak chciałem wydmuchać nos (mam poważne problemy z zatokami) to musiałem szukać ludzi z chusteczkami po konwencie. Oddawanie krwi. Ja nie mogłem, jednak na pewno krew będę oddawał w najbliższej przyszłości, dawno temu moja mama jak i ja zostaliśmy uratowani dzięki krwi między innymi właśnie z takich akcji. Smutno mi się zrobiło, gdy przyszli zapytać się o oddawanie krwi, a paru ludzi po prostu się zaśmiało. Nawet osiem czekolad nie pomogło (a słyszałem, że były niemieckie). No i najmniej przyjemna rzecz. Na konwencie na trochę zostałem, jednak na noc poszedłem do domu jako że mieszka dośc blisko. Nie żałuję. Idąc sobie w nocy przez miasto widziałem ludzi odpowiedzianych za konwent. Trzeźwi to oni nie byli, zdecydowanie. Zastanawiam się teraz (może przesadzam), czy gdybym na przykład zranił się dość mocno to którykolwiek z organizatorów zadzwoniłby na pogotowie. Wiem, że byli też trzeźwi i czyści (tak, niektórzy byli również naćpani) organizatorzy, tylko że oni również potrzebują snu i odpoczynku. Jest mi naprawdę smutno. Ah, no i w tym momencie propsy dla Śliwy i Neona. No i paru helperów naprawdę nieprzyjemnych. Smutno mi to mówić, ale to prawda. Panowie, nie jesteście gestapo. Nie musicie być tacy opryskliwi i niemili, czasem da się porozmawiać normalnie i rzeczy załatwić uprzejmością. Podziękowania dla wszystkich, którzy mnie znają, których widziałem, którzy rozpoznali mnie chociażby po tym roku od ostatniego konwentu. Świetnie się z wami bawiłem. Byłem obecny prawie wszędzie i zawsze, teleportowałem się po terenie konwentu i na każdy panel starałem się wpaść. Jednak mogło mnie gdzieś zabraknąć, za co przepraszam. A tak poza tym, witam ponownie społeczność forum
  7. Wypada mi chyba tylko przeprosić, internet w dniach miałem szczątkowy i nie mogłem napisać nic. Jeśli można, chciałbym dokończyć ten pojedynek. Bez limitu czasowego. Wybacz, Tomku.
  8. Pustynny wojownik był zdziwiony, jego przeciwnik natychmiast zaczął wykonywać niebezpieczne ruchy. Arashel postanowił działać, za ułamek sekundy miał go uderzyć pocisk przeciwnika... - Gashok da yrus! - łańcuch stopił się i zatrzymał na polu lewitacyjnym, które utworzyło się pod nim. Pośrodku komnaty zrobiło się jaśniej, gorąca ciecz biła również ciepłem po twarzy. Piasek natomiast został przechwycony przez Jednego z Braci. Ten odsunął się w bok i swoimi czarami sprawił, że stopiony metal utworzył linię i zaczął wirować. Posłał go w kierunku przeciwnika, wcale mu nie zazdroszcząc. Czerwień rozjaśniła pomieszczenie.
  9. Jasnoniebieski ogier pewnie stał na arenie. Widać było, że jest zdeterminowany. Chociaż nie był to pojedynek o najlepszą suknię z butiku Carousel, miał zamiar go wygrać. Ku chwale dawno zapomnianych, pogrzebanych w piaskach Braci. Nie odezwał się do przeciwnika, musiał się skoncentrować i nikt nie mógł mu w tym przeszkodzić. Spojrzał na łańcuchy i w lot wymyślił, co zrobi. - Dahgruk! - piasek z małej buteleczki, przyczepionej do płaszcza wyleciał. Zaczął szybko wirować wokół tylnych kopyt przeciwnika, łańcuchy zaś złapały za przednie. .
  10. Bo tak.
  11. Pociąg zmienił peron i zapewne by mi uciekł.
  12. Dzięki panowie, było świetnie. Szczególne podziękowania dla Emskiego za opanowanie sytuacji z pociągiem.
  13. Tak, nawet siedzę obok Ciebie.
  14. Jesteś mną?