Jump to content

Shey

Brony
  • Posts

    681
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Shey

  1. White - Masz dobre pomysły Pumpkin - Powiedziała serdecznie się uśmiechając i biorąc lusterko. - Godzina powinna być odpowiednia. Wydaje mi się że Crimson wyciągnę w ciągu pierwszych dziesięciu minut ale im dłużej będą sprawdzać dostawę tym mamy więcej czasu na ucieczkę. Po za tym, jeszcze jedno... Wszędzie są jej listy gończe, będziemy zwracać na siebie uwagę na mieście. Przydałoby się jakieś przebranie żeby chociażby zasłonić te jej charakterystyczne włosy - Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś kapelusza. - I torba Crimson. Miała ją w hotelu czy zostawiła ją w stodole? - Spojrzała na Pumpkin która być może zwróciła na to uwagę. - Wydaje mi się że jej nie miała. Batty Bardzo szybko po spotkaniu najemników i agresywnej grupy ogierów ponownie zapanował względny spokój. Kuce rzygające pod siebie to była raczej norma i Batty nie liczyła tego do czegoś niezwykłego. Tak w zasadzie, nikt się nawet specjalnie nie przejął tymi paroma wystrzałami z broni palnej jakby działo się to na porządku dziennym... I być może faktycznie tak było. Po dotarciu do sklepu pierwsze na co zwróciła uwagę to ceny. W zasadzie się nie zdziwiła tym widokiem, kto potrzebuje i tak kupi a jak nie ma innego źródła to nikt gdzie indziej nie pójdzie. Nie ma takiej możliwości. Szczerze mówiąc gdyby podróżowała sama kupiłaby jedynie coś na śniadanie i może obiad a dalej z pożywieniem na trasie radziła by sobie sama. Wolała jednak nie ryzykować będąc z ekipą gwardzistów, nie była pewna czy znajdzie się na tyle dziko rosnącego jedzenia dla czterech osób. Widok mięsa jej nie obrzydził, często miała z nim kontakt gdy skórowała zwierzynę i po prostu do jego obecności się przyzwyczaiła. ,,Mieliśmy się chyba nie rozdzielać...'' - Pomyślała przewracając oczami które chwilę wcześniej podążały za Lance'em. Byli jednak w sklepie, chyba nic złego nie powinno się stać. - Dobra, Spear. Mięso sobie tym razem darujemy... - Paluszki i chipsy były w porządku ale Batty wiedziała że dało się zejść taniej. - Jest tutaj mąka? - Spytała i rozejrzała się po sklepie w poszukiwaniu rzeczy które ja interesowały. Zobaczyła Pearl przy lodówce ale nie odezwała się by ją powstrzymać. W końcu to ona miała najwięcej gotówki więc mogła sobie pozwolić. Postanowiła jednak mieć ją na oku by ktoś postronny się nią nie zainteresował. - Z wodą i sola będziemy mieć suchary które wyjdą taniej niż te paluszki czy chipsy... I jeśli znajdziemy, zaoszczędzony procent dorzuciłabym do suszonych owoców - Wiedziała że same kalorie nie są najważniejsze a warzywa już dzisiaj wyglądały na nieświeże nie mówiąc już o tym co będzie z nimi jutro czy za dwa dni. Sinister - Po co pytasz skoro najwyraźniej czytasz mi w myślach? - Spytała nieco zaskoczona. Powoli nie wiedziała co o tym myśleć. Normalnie, ten rodzaj umiejętności wsadziła by między bajki ale przy niej zaczynała poddawać to kwestionować. - Czy to że liczyłam że zdechniesz było aż tak przewidywalne? - Miała nadzieje że tak. Nie chciała od tego momentu pilnować się w swojej własnej głowie co byłoby nieco niezręczne. - Jak na razie myślę że jesteś w porządku - Powiedziała co o niej sądzi. - I jeśli ta gra to dzieło twojej matki to nie sądziłam że mnie zaprosisz do tej partii. Tak to zaszczyt ale nie rozumiem czym sobie na niego zasłużyłam? Skąd pomysł że co nie co potrafię i nie odpadnę po pierwszym rzucie? A ze Star od początku tak było, ja po prostu tego nie widziałam. Oczywiście dałoby się to naprawić gdyby widziała we mnie coś więcej niż narzędzie... Ale jest chyba zbyt bardzo zaślepiona by zobaczyć we mnie coś więcej. A twojej magii raczej nie chce, chyba że jesteś z jej rodowodu co jest niemożliwe - Przeczytała swoje zadanie i skrzywiła się. Ogień Stalkerowi nie powinien być straszny ale dla niej to zupełnie inna bajka. - Te kości na pewno nie są kantowane? Na sześć rzutów cztery dwójki - Pokręciła głową. W międzyczasie otoczyła ją sfera z czarnych płomieni. Jeden z nich nieco liznął szpon Stalkera który momentalnie spalił. - O w czapę, to żle wróży - Wyrwało jej się a Stalker, wiedząc że to może go skrzywdzić cofnął się bardziej na środek. ,,Teleportacja nie zadziała'', pomyślała kręcąc głową. ,,D też mogła próbować użyć tego zaklęcia w swoim poprzednim zadaniu a jednak tego nie zrobiła''. Wiedziała teraz że to gra Crystal, tak proste rozwiązania nie powinny zadziałać. - Popiół, on zawsze zostaje - Nagle powiedziała patrząc na spalony pazur chowańca. Nie było jednak do końca jasnym w jaki sposób ta wiedza miała być użyteczna. - I chyba zaczynam wiedzieć na czym polega ta gra - Stwierdziła. Wiedziała że grał w nią źrebak więc sposób na pokonywanie trudności liczył się bardziej niż brutalna siła. Nagle poczuła się nieco pewniej. W znajdywaniu luk była raczej dobra. Wyprostowała się, wysoko podniosła głowę i zamachnęła się rogiem w dół posyłając na swoje pole deszcz. Wyglądało na to że padał znikąd - Napis nie kłamał - Uśmiechnęła się słysząc syczenie parującej wody ale to nie był koniec. Nacięła swoją skórę nożem i do przezroczystej cieczy na posadzce dołączyła szkarłatna. Chwilę potem nie padała już woda a krew a ta gdy spotykała się z ogniem dawała już nieprzyjemny zapach. Płomienie jednak były nieubłagane i wysiłki Sinister nie miały na nie efektu. - Trzy, to magiczna liczba - Powiedziała i rzuciła ostatni czar czując już żar na swojej, lepiącej się od krwi sierści. Samo zaklęcie było nietypowe, D ze swojej znajomości magii mogła powiedzieć że wiązało się z czarną magią, z dziedziny nekromancji ale było w nim coś jeszcze. Coś czego nie dało się do końca uchwycić. - Skacz - Rzuciła do Stalkera wskazując wyciągniętym kopytem kierunek. Chowaniec wykonał rozkaz dając susa przez ogień który momentalnie przemienił go w popiół. Chwilę potem, klacz podążyła za nim z podobnym efektem. Można było pomyśleć że to koniec gry ale nic bardziej mylnego. Deszcz, z każdą kolejną kroplą wchodząc w reakcje z popiołem przywracał go do życia. Sprawiał że serce Sinister formowało się na nowo na powrót bijąc i pompując krew przez aortę która wychodziła do nielicznych pęcherzyków płucnych. Z każdą chwilą jednak ich przybywało i proces nabierał tempa. Pojawiały się nowe narządy, nerki, wątroba i mózg. Potem zaczął się formować szkielet, truchło powoli nabierało mięśni i kształtu kucyka. Głowa nagle ze świstem zaczerpnęła powietrzna i wydała z siebie krzyk świadczący o doznawanym bólu. Reszta ciała zaczęła się wiercić rzucana spazmami to na bok to na plecy. Jednak wraz z tym jak pojawiała się świeża skóra przykrywając tkanki wszystko powoli milkło... I dopiero wtedy dało się ponownie poznać Sinister. Dygotała ale była tutaj, przeszła zadanie. Jej chowaniec również ale jego proces odrodzenia był nieco inny. Szybszy bo z tego co się dało zauważyć że oprócz piór i szponów składał się z łusek, galaretowatej cieczy i białych włókien podobnie ułożonych do mięśni. Najwyraźniej również miał narządy wewnętrzne ale raczej nie podobne do tych z żywych organizmów. Szybko wtulił swoją głowę w szyję swojej pani by uspokoić jej zszargane nerwy. - Pierwsze zaklęcie od Star - Westchnęła gdy doszła z powrotem do zmysłów. - Za każdym razem przyrzekam sobie że używam go ostatni raz - Podniosła kopyto i położyła je na szyi Stalkera. Najwyraźniej jego zadanie nie ograniczało się do chronienia jej ale też do zapewniania komfortu.
  2. White ,,Tak, to tylko moja paranoja'' - Pomyślała po rozejrzeniu się na boki. Zaraz potem spojrzała znowu na Pumpkin która wyglądała już dużo lepiej. Jakby odnalazła swój spokój i jeszcze coś. White nie do końca była pewna co to takiego ale słowa klaczy rozwiały wszystkie wątpliwości. - No ładnie - Powiedziała zadowolona. - To dobre nastawienie - Sama z niego często korzystała. Pamiętała każdą chwilę w której cel przewyższał strach... I robiła to co uważała za słuszne. Gdy dotarli do domu pozwoliła Pumpkin streścić wszystko co zaszło po drodze. Nie wyglądało to najlepiej. Crimson, nawet jeśli wszystko się uda w tym mieście jest skończona. Co gorsza, w reszcie też jeśli gwardia roześle listy gończe więc zostaje jej ukrycie się na czarnym rynku. Pytanie jednak co to za życie? Pod pewnymi względami nie różniło się to od sporej celi... Ale to nie były problemy na teraz. Najpierw trzeba rozwiązać jeden a dopiero potem kolejne. Sukcesywnie, raz po razie a potem sprawy się układają. Dla White zawsze to działało. - Cieszę się że chcesz pomóc - Powiedziała. - Doceniam wdzięczność... Wydaje mi się że lepiej będzie jeśli się rozdzielimy żeby gwardia nie widziała nas razem - Nie była pewna że wszystko się uda ale wolała tego głośno nie mówić przez wzgląd na Pumpkin. - Pozostaje kwestia sygnału. Takiego który przejdzie pod okiem gwardii a mi powie że to dobry moment... Chyba że obejdzie się bez niego - Spojrzała na ogiera. - Ile czasu trwa sprawdzanie zapasów? Bo może mogłabym obserwować posterunek gdzieś z boku i widząc was, przystąpić do akcji. Batty Skineła głową na wyjaśnienia Lance'a. Najwyraźniej dla niej kupowanie najpotrzebniejszych rzeczy było chlebem powszednim. - Daj spokój Pearl - Powiedziała nie spodziewając się od niej przeprosin. Nie o to jej chodziło. - Mam podobne myśli, sama najchętniej bym ich odstrzeliła... Jeszcze jeden raz nie zrobiłby dużej różnicy a świat byłby nieco lepszym miejscem - Skrzywiła się. - Ale cenię własne życie, to nie miejsce na bycie dobrym gdy chroni ich przeklęte prawo - Pokręciła głową. Tak po prostu nie powinno być. - Ruszajmy po znowu zostawią nas w tyle. Sinister - No no, już nie udawaj takiej porządnej panny - Zganiła ją patrząc z niezadowoleniem. ,,Liczyłam na to że zdechniesz''- Pomyślała wiedząc że ta gra najwyraźniej trochę potrwa. ,,Ale to tylko dlatego że to oznacza moją wygraną'' - Dodała jakby się okazało że D opanowała również telepatię. - I muszę przyznać że cwane pomyślane z takim użyciem magii, sama nie wiem czy bym na to wpadła... Ale przyznaj że to nie twój pierwszy raz z taką próbą prawda? Miałaś więcej szans. - Stwierdziła umniejszając jej sukces. Nie chciała być gorsza. Rzuciła kością i znowu wypadła dwójka. Skrzywiła się na ten widok ale go nie skomentowała. - Pewnie bym ją zabiła. To nie jest do końca wybór a konieczność... Jest silniejsza ode mnie i chce mojej mocy, samo to już mówi wszystko - Ruszyła na swoje pole. - Musiałabym ją zabić zanim doszła by do siebie po wskrzeszeniu by samej móc żyć - Nie brzmiała jednak na zdeterminowaną. - A gdybyś była w to zamieszana... Pewnie próbowałabym cię przekonać, nie wiem czy by się udało ale jeśli nie to prawda jest taka że nie wiele to zmienia. Najwyżej po zabiciu jej, zabiłabyś mnie - Wzruszyła ramionami.
  3. White - Będzie dobrze - Powiedziała próbując ją jakoś pocieszyć. Nie wiedziała jednak jak, nie była w stanie odebrać czy wymazać czyiś krzywd a te właśnie Pumpkin odczuwała w tym momencie. - Staraj się o tym nie myśleć tylko skupić się na zadaniu, tylko w ten sposób jej pomożesz - Rozejrzała się znowu na boki patrząc czy ktoś się im nie przysłuchuje. Może to już wyglądało na paranoję ale wolała być pewna jak tylko mogła że plan się uda. Sama już była poddenerwowana i pod presją sytuacji ale starała się tego nie okazywać. Czuła że to ona musi być teraz tą silną, w końcu była w gwardii prawda? To musiało coś znaczyć. - I uleczę jej rany jak tylko się do niej dostane, w końcu to jest coś co umiem bardzo dobrze. Można powiedzieć że sprawa się trochę skomplikowała ale styl w jaki ją rozwiążemy się nie zmienił. Batty ,,I tak po prostu sobie idą?'', Pomyślała obserwując ogiery które ich zaczepiły się wycofują. ,,Coś za łatwo się poddali''. Była niemal pewna że będą z nimi jeszcze problemy. - Albo są dobrze wychowani albo spróbują jeszcze raz - Stwierdziła nie mówiąc nic do Speara. Nie było to potrzebne... Ale Pearl stała się jakaś inna. Batty zdała sobie z tego sprawę gdy patrzyła na jej iskrzący róg. Albo może była taka zawsze ale dopiero teraz to pokazała? Tego nie wiedziała. - Moją bronią nie ma co się przejmować. Na razie jest bezpieczna więc załatwmy resztę spraw - Zgodziła się z Lance'em i podeszła do Pearl. - Zawsze jesteś taka groźna czy tylko jak zdejmujesz tamto żelastwo? - Spytała szeptem. Sinister Spell - Bez niego bym nie grała - Powiedziała wiedząc że sama w tej grze nie miałaby zbyt wielu szans. - Chcesz wiedzieć jak to było? - Spytała z lekkim wzdychnięciem jakby nie chciała o tym rozmawiać. - To od początku. Matkować mi nie matkuje, już prędzej zważając na jej wiek to babciuje mi - Na jej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek. - Kiedyś między nami było dobrze, potem się zepsuło bo przejrzałam na oczy co ze mną robi. Jeszcze jakby odrobinę mnie poważała ale nie, to nigdy nie miało miejsca. Uczyła mnie tylko dlatego żebym ją wskrzesiła. To był jedyny interes... A skończyło się tak że obie nie mamy do siebie zaufania. Teraz nie powie mi jak ją wskrzesić bo boi się że chwilę po tym ją zabije więc teraz szuka kogoś innego, kogoś kto ją przy okazji obroni - Pokręciła głową jakby żałowała że tak to się potoczyło. To nie tak że oprócz nienawiści do Star, nie czuła do niej innych emocji. Po części faktycznie była dla niej jak matka ale nie chciała jej wybaczyć pewnych spraw. - A kto by się nią teraz przejmował? To nie tak że może umrzeć czy coś więc ,,jakoś to przeżyje'' - Najwyraźniej lubiła z tego faktu żartować. - Jak ją znam to jest odczuwa głębokie niezadowolenie i niesprawiedliwość że została tak potraktowana - Wzruszyła ramionami. - Spoko, nie jestem aż taka głodna. Jakoś ten twój promień na to też pomógł... Po za tym mam środki blokujące głód - Dodała tak dyplomatycznie jak tylko mogła. Potem już tylko obserwowała jak D radzi sobie ze swoim zadaniem. Sin, z tego co widziała nie chciałaby go dostać. Nie lubiła zimna. - Niestety nie mam - Odpowiedziała krótko. Zastanawiała się po co zwleka? Przecież im dłużej stoi w tym mrozie tym gorzej. Czyżby chciała się popisać?. Nie wiedziała ale na to wyglądało... A potem stało się jeszcze dziwniej. Wystrzeliła się z mięśni kopyt jak pocisk, zamarzła lecąc przez środek zawieruchy a na sam koniec stała jak posąg. ,,To nie tak że będąc zamarzniętym na kość można robić cos innego'', Pomyślała nie wiedząc co ma robić w tym momencie. Temu lodowi trochę zajmie aż stopnieje... Zakładając że D żyje ale musiała. Gra się nie skończyła a ona sama nie wybrała by tego sposobu wiedząc że nie da rady sprostać ujemnej temperaturze. - Jesteś pierdolnięta - Skwitowała. - Wiesz że powinnaś umrzeć? Typowy kucyk by to zrobił... Nie - Zaprzeczyła temu co powiedziała. - Typowy organizm by umarł. Przecież woda się rozszerza gdy zamarza i rozrywa tkanki...
  4. White Było spokojnie, jak przed burzą... Idąc przez to miasto do domu Pumpkin miała tylko nadzieje że chmury ich zamiarów nie przyniosą wielu błysków. Wtem jednak usłyszała pewną rozmowę i szybko się zorientowała że ta dwójka gwardzistów musiała rozmawiać o Crimson. Z początku spojrzała na nich z zaciekawieniem ale całkiem prędko przeszło to w coś innego. ,,Jak tak można?'', pomyślała odwracając wzrok. ,,Przecież to... Zupełnie jakbyśmy stawali się ludźmi''. Była rozgoryczona a jej poczucie sprawiedliwości legło w gruzach. ,,Nawet nie mają odpowiedniej osoby, niestety oni tego nie wiedzą.'' Przez takie sytuacje White potrafiła na moment znienawidzić życie, przez nieporozumienie prowadzące do niepotrzebnej krzywdy... A zło, drzemiące w innych tylko rozpędzało całą tą karuzelę. Musiała to jednak odsunąć na bok, musiała być silna zarówno dla Crimson by ją móc uratować jak i dla Pumpkin by pomóc jej w tym momencie. - Potrzebujesz chwili? - Spytała przystając na moment. White nie wydawała się zdenerwowana a raczej smutna. - Nie mdlej mi tutaj. Batty ,,No co?'', pomyślała patrząc po innych i obserwując ich zaskoczenie. Z kolei oni mogli wyczytać to nieme pytanie z wyrazu jej pyszczka. - Wy mi swoim pojawieniem też więc jesteśmy kwita - Powiedziała patrząc na ogiera przyglądającemu się jej broni. Wiedziała że gdyby dostał ją z amunicją to pewnie z powrotem otrzymałaby same łuski. Potem zwróciła się szeptem do Pearl. - Też mi się to nie podoba... Ale tak zdecydowałam. Niektóre rzeczy znaczą dla mnie więcej - Zwróciła uwagę jeszcze na utaplanego w błocie ogiera. Gdy spotkała się z jego gniewnym spojrzeniem wystawiła mu język i odsłoniła swoje lekko wydłużone kły. W zasadzie zdziwiła się jego zachowaniem, mógł naskarżyć że ma jeszcze drugą broń ale tego nie zrobił. Cóż, jego strata. - Do widzenia, miło było - Odwróciła się i weszła w głąb pomieszczenia. Sinister - Zapewne tego nie zobaczysz, nie wiem czy nadal wiem jak to się robi - Stwierdziła i uśmiechnęła się na jej drwiącą minę. - I nie, lepiej nie pytaj jak chciałam cię nazwać, tylko się wkurwisz... A jak kiedyś będziesz mi czytać w umyśle i się na to natkniesz to uznaj że moje usta prawie wyprzedziły pomyślunek. D, może być chociaż krótkie i bez tego czegoś. - Była zadowolona, to lepsze niż nic. - Moje, na przykład skraca się do Sin. Oznacza to grzech lub winę w jednym z języków ludzi. Nawet to określenie mi pasuje - Powiedziała i spojrzała na Stalkera. - On by go przeszedł, nie ja więc się nie martw - Wystawiła język i spojrzała na swoje zadanie. Zmarszczyła brwi. -Jaka zawartość, od dwóch dni nie jadłam - Zdała sobie sprawę że powinna umierać z głodu ale tak nie było. Ten promień którym została potraktowała na samym początku znajomości musiał mieć cudowne właściwości. - Dobra, ja załatwiłam połowę a ty drugą co? - Nie było już czasu na rozmowę z D, platforma zaczęła się podnosić. Sinister wskoczyła na plecy Stalkera i mocno owinęła kopyta wokół jego szyi. On sam, oblizał swoje pazury u obu przednich łap i zaczął przepalać nimi kamień. Nikt nie powiedział że nie można zrobić sobie uchwytu w tej karuzeli. - Dobrze się zaczepiłeś? - Spytała a jej zwierzak pokiwał głową. Sinister tego nie mogła widzieć ale szpony przeszły przez całą grubość kilkunastocentymetrowej platformy. Wszystko zaczęło się rozpędzać, cały świat wirował tak szybko że przestała rozpoznawać krajobraz. Faktycznie czuła się niedobrze ale na całe szczęście nie musiała utrzymać zawartość żołądka. Okazało się jednak że to nie będzie główny problem a coś innego. Przeciążenie dawało się jej we znaki i to co widziała z każdą chwilą coraz bardziej ciemniało. Nie była pewna czy starczy jej sił by się utrzymać... Niestety, gdy koło przyśpieszyło jeszcze bardziej nim się obejrzała już leciała do tyłu ale to nie był koniec. Stalker wykazał się refleksem i złapał ją owijając swój ogon o jej tułów. Zrobił to dosyć delikatnie, uważając by nie została skaleczona przez jeden z jego kolców. Wyglądało na to że przeciążenia powyżej 10 g nie wpływają na jego samopoczucie. Gdy było po wszystkim, nieco zmarniała Sinister potrzebowała chwili by dojść do siebie. - I co? - Powiedziała leżąc. Nadal kręciło jej się w głowie. - Twój zmysł estetyki jest zadowolony? - Spytała i pogłaskała swojego wybawcę. - No kto jest moim rycerzem, no kto? - Mimo wszystko uśmiechnęła się wiedząc że nadal jest w grze. Pazury jej chowańca musiały być wysuwane, teraz miały zaledwie kilka centymetrów długości.
  5. White Przystaneła na chwilę jakby zbierając myśli. Najwidoczniej nie spodziewała się takiej reakcji Pumpkin. - Naprawdę nie wiem co powiedzieć - Spojrzała na jej twarz czy przypadkiem nie ma na niej paru łez. - Nie sądziłam że to dla ciebie znaczy aż tak wiele. Wydawało mi się to po prostu właściwym zachowaniem... I tak, lepiej żebyś została. To tutaj masz swoje życie i wielu czekało na twój powrót, wczoraj wieczorem to pokazali bardzo wyraźnie - Z całą pewnością Pumpkin za swoją rodziną również tęskniła. - Kiedyś się jeszcze spotkamy, masz moje słowo. Batty Przewróciła oczami gdy łopatologicznie tłumaczył jej winę. Może nie było to ładne zachowanie ale najwyraźniej Batty o to się nie troszczyła. To że czwórki ogierów nie przekonał iskrzący się róg a dopiero pistoletowa dwururka świadczył o tym że sponyfikowani magię mają w dupie a przekonuje ich tylko ołów. W zasadzie nie było to dla niej coś nowego. Nie widziała z tej sytuacji idealnego wyjścia o jakie się starała. Bez broni straci główny argument który mówił by trzymać się od niej z daleka. Jeśli wybiorą nierówną walkę... Co prawda Pearl miałaby spore szansę wygrać ale Batty rozpatrywała najgorszy scenariusz. Taki w którym jej pobita przyjaciółka jest zabierana właściwie nie wiadomo gdzie przez ogiera który nazwał ją słodką dupeczką. Tutaj też coś zgrzytało ale naglę znalazła pewną lukę. - Broń palna jest problemem tak? - Spytała. - Więc proszę, broń palną. - Rozładowała pistolet z amunicji i podała go dowodzącemu ogierowi. Nie kwapiła się by oddać coś co wyglądało na rewolwerową strzelbę którą nosiła na drugim boku, tego którego nie widział... A tak poza tym, była magiczna więc sam stwierdził że jest w porządku. Co prawda, mógł o tym nie wiedzieć ale czy Batty wiedziała o tym że nie powinna straszyć innych w ten sposób? No właśnie. - To pamiątka, ma do mnie wrócić - Nie cierpiała się z nią rozstawać ale okazało się to najlepszym wyjściem z możliwych. Sinister - Kiedyś płakałam, to było dosyć dawno temu - Stwierdziła. - W najgorszą już wpadłam, nazywa się... Właściwie jak mam się do ciebie zwracać? Wiesz, demon pustki czy obietnica tego co ma nadejść to nie do końca mi brzmi - Przystawiła kopytko do pyszczka. - Może być Ma... Właściwie może nie. Wydaje mi się że musze to jeszcze przemyśleć. - Było blisko, prawie zrobiła coś czego mogła znacząco pożałować. - Lubię to zaklęcie, jest proste, ratuje tyłek przed wieloma rzeczami i ma całkiem dobry efekt... A Stalker, cóż. Wykonałam go w ten sposób by nie musieć się przejmować sobą gdy martwi się o mnie - Nieco szerzej otworzyła oczy gdy po rzucie kostką okazało się że wypadło sześć. Faktycznie nieźle ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Miała przewagę ale rzuciła również raz więcej. - Dostałaś niezły tor przeszkód, ja bym nigdy go nie przeszła choćbym miała tysiąc szans - Pokręciła głową podziwiając jej jakby nienaturalną zwinność. Pierwszy raz widziała jednorożca który się tak poruszał. - Mój zwierzak też co nieco potrafi, nawet wydaje mi się że dałby radę Ci dorównać w tym tańcu - Gdy skończyła mówić właśnie minęła ostatnie wahadło które prawię ją trafiło. Nie wiedziała czy Obietnica tego co ma nadejść słuchała tego co mówiła ale dla niej nie robiło to żadnej różnicy. - Raczej martwiłam się o to że ci się uda, wiesz też chce wygrać - Powiedziała rzucając kostką. Niestety wypadła tylko dwójka i Sinister przeklęła w duchu. Potrzebowała jedno oczko więcej by się z nią zrównać ale nadal nie było najgorzej... Tu rządził przypadek a ona jemu ufała, wiele razy pokazywał na co go stać. Nie zastanawiając się dłużej ruszyła na swoje pole.
  6. White - Wydaje mi się że im wcześniej to zrobimy tym lepiej. Dla Crimson też nie jest lekko tam w środku - Stwierdziła zastanawiając się co ich zostawiona przyjaciółka może teraz przeżywać. - Więc możemy wrócić do ciebie, przygotujecie się i dostarczycie jedzenie a ja... Wyjdę nieco wcześniej i poczekam na odpowiedni moment i zrobię moją część - Nakreśliła plan, wydawał się prosty ale nie brał pod uwagę komplikacji. - Coś pominęłam? - Spytała zastanawiając się dalej. - I przed tym musimy się pożegnać. Jak się uda to będą jej szukać więc nie może tutaj zostać. Batty - Poczekaj - Powiedziała do Pearl i zwróciła wzrok na dowodzącego ogiera. Jeśli choć trochę znał się na kucach powinien znać to spojrzenie, Batty nie zamierzała się zgadzać z tym co osądził i mógł nawet przez chwilę odnieść wrażenie że zamierza zrobić coś głupiego. - Może się jednak trochę wysilisz co? - Spytała ignorując jego wcześniejsze zaczepki. - W tym pojedynku wiadomo kto ma większe szanse - Stwierdziła uznając że musi wiedzieć o co jej chodzi. - I to jest efekt tego że postanowiłam ich nastraszyć by mieć spokój? Nie powiedziałabym żeby to było w porządku - Podsumowała i zaproponowała swoje rozwiązanie. - Nikomu nic się nie stało, po prostu się rozejdziemy i nie będzie problemu. Sinister - A co dla ciebie oznacza wystarczająco ładnie? - Spytała. - Wiesz, pewnie nie chcesz żebym za szybko odpadła bo to byłoby rozczarowujące nieprawdaż? - Podsunęła pomysł który mógł wpłynąć na jej chęć pomocy. - Jakbyś wcześniej powiedziała to też bym rzuciła jakąś dwójkę czy trójkę a piątkę zachowałabym na potem by przeskoczyć te trudniejsze zadania. - Miała udawaną skwaszoną minę jednak jak tylko pojawił się napis na powrót się skupiła. Nie chciała dać fatalnego występu. ,,Postaraj się chronić ciało'' - Powtórzyła w myślach słowa gwardzistki. - Dzięki kapitanie oczywistość - Mruknęła pod nosem mając już plan jak to zrobić. Jej oczy wypełniła zieleń a jej nadmiar ulatniał się w postaci fioletowej poświaty. Po chwili Sinister zamieniła się w czarny dym a szpikulce przeleciały przez niego nie czyniąc mu żadnej szkody. Postanowiła użyć sprytu zamiast typowego zaklęcia ochronnego w postaci bariery. Wyglądało jednak na to że zapomniała o swoim zwierzaku. Kolce, przyszpilając go do ziemi przebijały jego ciało na wylot... Wyglądało na to że zginął tak szybko że nawet nie czuł bólu, nie wiercił się w agonii. To było jednak mylne wrażenie. Stalker spośród innych chowańców wyróżniał się co najmniej jedną rzeczą. Nie ważne ile razy został nakłuty czy przebity, jemu nie robiło to różnicy. Cały metal który wszedł w kontakt z jego gęstą, zielono-żółtą krwią zaczął płonąć tak gwałtownie że zmuszał by zamknąć oczy lub odwrócić wzrok od tego oślepiającego blasku. Gdy pożarł przygasł po zaledwie kilku sekundach okazało się że Stalker znów stoi tak jak wcześniej, bez widocznych ran nie licząc paru zmierzwionych piór a Sinister ziewa tuż obok niego. - Zgaduje że twoja kolei - Powiedziała z chytrym uśmieszkiem patrząc na swoją przeciwniczkę, chciała zobaczyć jej reakcje.
  7. White - Nie można polegać na kimś kogo nie ma, a nie widziałam już jej całe lata... - Przewróciła oczami. - Bardziej narzekam - Sprostowała sytuację. Wiedziała jednak że Pumpkin może mieć trochę racji. Częściej niż kiedyś wspominała o pomocy innych, jakby sama stała się bardziej nieporadna. - Tak, Sinister z chęcią by to zrobiła. Tutaj nie mam co zaprzeczać ale dla, powiedzmy czyjegoś dobra przemyślała by tą sprawę i wydaje mi się że dałaby się przekonać że to nie najlepszy pomysł. - A żywy podmieniec, najpierw trzeba takiego znaleźć i mieć pewność że nim jest. Niestety ale wydaje mi się że to oni bardziej wiedzą gdzie my jesteśmy... Ale podoba mi się twój pomysł z dostawą. Jest, w miarę bezpieczny. Batty Lekko się uśmiechnęła na widok przerażonych ogierów, zupełnie jakby czerpała z tego przyjemność. Pozwoliła sobie nawet posłać zdziwione spojrzenie Pearl która również wydała się zaskoczona jej wybrykiem. ,,No co? To normalne'' - Pomyślała. Miała już kontynuować ale coś się zmieniło. Wtrącił się ktoś jeszcze i zamierzał popsuć całą zabawę. - Typowe - Skomentowała przewracając oczami. Znała tą śpiewkę, zawsze się w ten sposób tłumaczą gdy pojawia się przedstawiciel prawa. Nie zdążyła jednak powiedzieć nic więcej, przez nagły huk wystrzału musiała położyć na chwile swoje uszy. Nie ważne ile razy ktoś strzelał zawsze cierpiała tak samo. Kiedyś chyba będzie musiała coś na to poradzić ale to nie był na to dobry moment. - Niestety - Powiedziała. - Jest jeszcze prawo silniejszego - Nadal nie schowała swojej broni. - Tamci chcieli to wykorzystać a ja im tylko pokazałam że nie doszacowali ceny mojego tyłka... Nic więcej, nic mniej. Sinister - Oby ale już jest całkiem dobrze, sam brak Star to już coś - Uśmiechnęła się ale tak naprawdę nie wiedziała do końca co o tym wszystkim sądzić. Na pewno jej życie się trochę skomplikowało. Pytanie jednak jak to się rozwinie bo jeśli ta znajomość się rozwinie... Może być różnie ale wolała o tym na razie nie myśleć. - Moje zwierzątko ma imię, Stalker - Sinister pogłaskała go za uchem gdy odwrócił głowę w jej stronę. Poświęciła mu chwilę a potem wróciła do obserwowania gwardzistki, akurat rzucała kością. ,,Dwa? Jeśli tak będzie się starać to nawet obędzie się bez kantowania... Zresztą, ja zawsze mam farta niezależnie od tego czyją kostką rzucam'', - Pomyślała. ,,Ale gorszym problemem będą zadania''. Nie sądziła żeby z taką łatwością poradziłaby sobie z tymi dwoma golemami. - W razie czego mogę być damą którą ocalisz z opałów? - Spytała odwzajemniając uśmiech. Rzuciła kostką i wypadła liczba pięć. - No, mogłaś mnie przepuścić i byś miała swój minimalny wynik na który liczyłaś. - Ruszyła ze swoim chowańcem o odpowiednią ilość pól i czekała na swoje zadanie.
  8. White - Oby tylko zachował to dla siebie - Powiedziała nadal ściszonym głosem. Rozejrzała się przy okazji czy przypadkiem nie śledzą ich postronne oczy. - To chyba nasz jedyny, dobry pomysł... A w zasadzie okazja bo co innego jesteśmy w stanie zrobić? Nie będzie żadnych szans na uratowanie jej podczas egzekucji. Więc mamy przekonać ich że Crimson jest niewinna? - Zmarszczyła brwi. - Niestety, nie da rady. Są szczęśliwi bo już mają winnego i to im wystarczy - Mówiła już normalnym tonem była uważna żeby nikt im się nie przysłuchiwał. - I szczerze mówiąc, wolałabym byś brała w tym udziału. Widzisz, to nie będzie bezpieczne... Chyba że masz naprawdę dobry pomysł jak to załatwić - Spojrzała na nią. - Chciałabym zrobić to jak najbardziej po cichu, tak by się nawet nie zorientowali od razu że czegoś im brakuje. Batty by się tutaj przydała... Ale mogę poprosić Sinister o pomoc, na pewno się zgodzi. Batty Spodziewała się tej reakcji ogiera, już nie od dzisiaj wiedziała że zasugerowanie pedalskiego rozwiązania pewnych spraw to ujma na honorze dla wielu... Ale tak naprawdę co to za różnica? Czy doznania nie były podobne? Zresztą, tacy jak on to po prostu chcieli się zaspokoić i nic więcej. Stąd nie miała szacunku dla takich osób. Odwróciła się z zamiarem odejścia ale nagle poczuła dotknięcie na części swojego ubrania. Gwałtownie odskoczyła i po tym, jak znowu spojrzała na swój tył zauważyła jak Pearl przerzuca ogiera przez balustradę. Przez moment milczała a jej spojrzenie wyrażało gniew. - O, nawet nie musisz daleko szukać... - Na widok dodatkowych trzech ogierów przewróciła oczami. - Darujmy sobie już grę wstępną i postawmy sprawę jasno. - Powiedziała wyciągając pistolet. Był dwustrzałowy i miał ten sam kaliber co typowa strzelba - To wy nie chcecie po dobroci przyjąć naszej odmowy - Celując w ubrudzonego ogiera spojrzała mu prosto w oczy. Sinister - Otacza siebie armią bo nie ma wyboru - Przewróciła oczami. - To jest po prostu... Oszczędność czasu. Jakby jej nie miała to co chwila mógłby przychodzić do niej jakiś chłystek próbując ją zabić bo naruszyła jego poczucie moralności czy jakikolwiek innych ograniczających konstruktów - Skrzywiła się. - Co za tym idzie, słabi są potrzebni tylko dlatego że istnieją... Bo ich istnienie nawzajem stwarza pewną możliwość a jest nią bronie swoich wybrańców przed podobnymi sobie. - Uśmiechnęła się. - Żałosne ale bez nich mogło by być nudno, są jednak na pewien sposób uroczy. Sinister cierpliwie czekała aż Star skończy swoją dłuższą wypowiedz. Tylko parę razy na nią spojrzała ale nie skomentowała tego co powiedziała - A nie mówiłam? - Powiedziała wspominając swoje słowa. Rozglądała się i podziwiała tym co się działo wokół niej. - Ale podoba mi się twój styl, przynajmniej na razie. - Pogłaskała swojego pupilka. Lubiła dotyk piór na kopycie. - Rozumiem że on też jest swoim obrazem? - Spytała chcąc mieć pewność. - I mogę korzystać ze swoich narzędzi? Wiesz, jestem dwuklasową postacią. Mag i rzemieślnik w jednym.
  9. White Odetchnęła z ulgą gdy przekupstwo zadziałało i ogier sięgnął po ciasta. Wiedziała jednak że to nie w tym była główna rola tego że jest im przychylny, kucyki ziemskie wiele wycierpiały w tych czasach i będą cierpieć dalej jeśli nic się nie zmieni. Słuchała z zainteresowaniem i z małym zaskoczeniem przyjęła informacja o luźnym kamieniu służącym za wyjście ewakuacyjne. - Cóż, niektórzy uważają się za mądrzejszych niż jest to w rzeczywistości a nawet nie mają pojęcia o tym, czego nie wiedzą - Powiedziała. - A nie zapytają osoby która powinna wiedzieć to najlepiej - Lekko się uśmiechnęła i kontynuowała szeptem również patrząc w niebo. - Trudno, ich strata... I dziękuje, to naprawdę nam pomoże. Batty - Kreatywność to moje drugie imię więc na nudę nie narzekamy - Powiedziała uśmiechając się gdy Pearl przytuliła się do niej i odwzajemniła uścisk kładąc kopytko na jej szyi. - Poza tym czy my wyglądamy na nieprzygotowane? - Spytała marszcząc brwi. - Wybacz mi ale nie ma szans, nie masz nic do zaoferowania... Ale głowa do góry, mam pewien pomysł - Kontynuowała. - Czemu nie zapytasz jakiegoś ogiera? Jak dobrze trafisz to i nawzajem sobie pomożecie - Puściła do niego oko. Sinister Spell - Wydaje mi się że żartowałam - Powiedziała Star. - Ale chyba nie zrobiłam tego wystarczająco jasnym - Pokręciła głową. -Jednak, te banały jak je nazwałaś nie były dla Equestrii totalnie bezużyteczne, parokrotnie się przydały - Zauważyła. - Mimo że w nie nie wierzę, dla mnie nigdy nie wniosły nic dobrego. To jest jak... Jak można polegać na kimś i wierzyć że Cię uratuje? Silny nie potrzebuje słabych. - Za psychopatkę? - Spytała Sinister. - Raczej nie ale jak już doszliśmy do wniosku że jesteś nieco inna i mam wrażenie że trzeba brać na to poprawkę - Znowu podążała za nią wzrokiem gdy ją okrążała. ..Chyba lubi to robić'', pomyślała ale nie przejęła się tym. Znała dziwniejsze fetysze. Gorsze było to spojrzenie ale dawała radę je wytrzymać, to nie była pierwsza minuta styczności z nią. - A więc nie ma co tego przedłużać, dawaj tą grę planszową - Zmieniła swój wybór. - Ciekawe czy będę mogła powiedzieć a nie mówiłam gdy dowiem się o co będzie w niej chodzić - Uśmiechnęła się.
  10. White Nie odezwała się już tylko z lekkim wymuszeniem odwzajemniła słaby uśmiech Pumpkin. Najwyraźniej wysoko stawiała swoje wymagania i nie chciała by na kolejną osobę spadł ciężar jej decyzji. To po prostu było nie w porządku że podmieńce wybrali taki sposób by ją ukarać... Ale czego innego mogła się spodziewać gdy pokazała że umie się bronić? Niestety nie może być zawsze przy każdym i tu kryła się słabość którą tak bezczelnie wykorzystali. Na ziemie wróciła na ziemie dopiero gdy do Pumpkin zagadał jakiś ogier. Spojrzała na niego i po dalszym ciągu rozmowy już wiedziała kim jest. Jak zwykle podział rasowy, kiedyś prawie nieistniejący teraz ukazywał się w pełnej okazałości. Ani jednego jednorożca nie było na werandzie a najpewniej i w całym ośrodku... Ale przynajmniej budynek był zadbany, to już coś. - Albo wrócił do normalności - Mruknęła niezbyt głośno. - Pumpkin powiedziała mi że pracował pan, znaczy zaprojektował - Poprawiła się wiedząc że jest architektem. - Obecny posterunek gwardii, to prawda? - Na chwilę zamilkła by ocenić jego mowę ciała, jak zareaguje na to pytanie. - Sprowadza mnie właśnie ten fakt, chciałabym wiedzieć o o tym budynku coś więcej. Jak jest zbudowany. - Zerknęła na chwilę na przyjaciółkę a potem na ciastka kupione na straganie. Chyba myślała że to dobry moment właśnie na coś takiego. Batty Odwzajemniła uśmiech Pearl ale nic więcej już nie dodała gdy wszyscy zamilkli. To powoli nie było miejsce na żarty, nie ważne czy prawdziwe czy nie, teraz liczyło się skupienie. - Wyglądamy lepiej niż te chlejusy, to już wiele znaczy - Odpowiedziała na uwagę Lance'a, również zachowała delikatny ton. Nie skinęła głową jednak poszła za nimi do starego budynku. Nie wyglądał dobrze ale jak zawsze, niezbędne minimum jakim było łóżko powinien mieć. Typa gapiącego się na jej tyłek zignorowała, niestety nie zdążyła poprawić niezbyt długiego płaszcza by mu to uniemożliwić. ,,Cóż, przeżyje'', pomyślała o swoim błędzie. Wtem usłyszała że Pearl oberwało się gorzej bo ją zaczepił... Spojrzała na niego, potem na przyjaciółkę i się odezwała. - Dla ogierów to zawsze musi być on, co nie? - Powiedziała. - Jakby nie było innych możliwości. Sinister - A więc masz może dla mnie nieco współczucia? - Star zastukała kopytkami, co ciekawe nie stanęła na tylnych ani nie poleciała na twarz jakby grawitacja na nią nie działała. - Bo mocą przyjaźni możesz to naprawić - Powiedziała i jakby, dopiero po chwili dotarło do niej znaczenie tych słów. Obróciła się i zażenowana sytuacją dodała tylko: - Japierdole, co ja robię. Aż taka ze mnie desperatka? - Wyglądało na to że nie liczyła że to zadziała... A może to był żart z jej strony? - Ja też nie - Zignorowała Star, najwidoczniej miała w tym masę praktyki. - Ale czasami lubię rzucić monetą... - Pokręciła głową. - Czasami żle się to kończy - Spell wyraźne była zaskoczona gdy gwardzista wymieniał jako swoje gry walkę z nim lub odwiedziny Tireka w tartarze. Chociaż w tym drugim miała jeszcze jakieś szanse, mogła wyczekać odpowiedni moment i ukrasć zwycięstwo przy odrobinie szczęścia. - Ale liczę że zwróciłam na siebie twoją uwagę - ,,Niestety'', dodała w myślach. - I być może nawet mnie trochę polubiłaś, dlatego liczę że dostanę taryfę ulgową - Prawie wystawiła język ale powstrzymała się. Nie była pewna jakby to zostało odebrane. - Zabawna w chowanego raczej odpada, wyczuwasz nawet duchy a co dopiero mnie. Gra planszowa brzmi najbezpieczniej ale nie wiadomo co chorego Ci strzeli do łba bo to brzmi nudno jak na inne propozycje... A więc berek? - Spytała. - Ale jeszcze zaczekaj - Zmrużyła oczy. - Co jeśli przegram? Kijowo się gra nie znając stawki. Zwłaszcza jeśli chodzi o zapewnianie rozrywki za kogoś kogo coś zjadło.
  11. White - Ale czy masz powód by się nie bać? - Spytała. - To nie tak że zawsze znajdzie się ktoś by cię obronić, a ja... Cóż, już raz zawiodłam i efekty widać dookoła - Zagryzła wargę. - Nie tylko raz jeśli liczyć by to co się stało z Crimson ale tak, jeśli do tej pory nie łamałaś prawa - Ściszyła głos. - To jest to coś wyjątkowego. Co do mojej przyjaciółki, ona sama jest niebezpieczna a nie tylko jej strażnik, dlatego się o nią nie martwię. Co prawda, ma tendencje do robienia głupich rzeczy ale jakoś umie z nich wychodzić - Spojrzała na Pumpkin. - Nie podejrzewam ciebie bo wydajesz się taka sama, podmieńce mogą kogoś udawać ale nie są idealne. Można się zorientować, stąd jestem spokojna. A nad stresem panuje bo byłam gwardzistką, to nie pierwsza taka sytuacja. Batty - Mam więc nadzieje że to będzie jedna z tych nocy - Powiedziała do Pearl. - Z tych zimnych - Dodała z uśmiechem. - Bo wtedy można pokazać na co nas stać by kogoś ogrzać - Puściła do niej oko. Szła dalej w milczeniu rozglądając się na boki, raczej nie była zaskoczona tym co widziała. - Dom jak każdy inny - Skomentowała obserwując najemników ale nie przyglądała się im zbyt długo by nie prosić się o kłopoty. Zastanawiała się czy któregoś z nich przypadkiem nie zna ale chyba nie. To już zbyt daleko od terenów po których podróżowała. - Co robimy? - Spytała cicho. - Idziemy załatwić spanie a potem jakieś żarcie? Tutaj lepiej nie wyglądać na zagubionego... Sinister - Widzisz, nie miałam innego wyjścia - Odpowiedziała Star beznamiętnie. - Rzuciłaś kiedyś niedokończone zaklęcie? - Spytała by zobrazować sytuacje na temat tego co się stało. - Ale jeśli masz do wyboru śmierć albo szansę na życie każdy wybierze tak samo. - Jak prawie każdego złoczyńcę którego zna Equestria - Skwitowała Sinister. - Czy kogoś pominęłam? - Spytała. - Historia to nie mój konik i okazuje się że czarna magia nie jest mile widziana w szkole. To chyba też nic nowego... - Śledziła gwardzistę wzrokiem gdy ta ją okrążała, przynajmniej do momentu gdy nie groziło to skręceniem karku. - I chyba nie mam wyboru jak pójść w ten układ - Powiedziała. - Żeby w końcu z tej naszej paplaniny coś wyszło... Ale pamiętaj że jeśli liczysz mnie do tej gry to i liczysz mojego zwierzaka, wiesz jestem do niego przywiązana - Nagle podniosła kopytko i otworzyła szerzej oczy. - A nie, czekaj. Zgubiłam linę - Zaczęła się obracać w poszukiwaniu rzeczonego przedmiotu. - No nie, znowu? - Uśmiechała się przy tym. - Ale chyba wiesz o co mi chodzi.
  12. White - Jest ciekawa... - Potwierdziła. - Mimo że byłam częścią tej historii sama nie do końca wierzę że tak to się potoczyło - Dała się prowadzić Pumpkin, w końcu to ona znała to miejsce dużo lepiej. Również zaczęła na powrót mówić gdy oddaliły sie od straganu. - To chyba najważniejsze - Zgodziła się. - Szanowanie to wstęp do wszystkiego innego. To znaczy gdy kogoś szanujesz to go nie oszukasz, prawda? Jeśli kogoś szanujesz masz powód by się z nim zaprzyjaźnić i tak dalej... A Crimson po prostu jest niewinna ale niestety wiemy to tylko my i te nieszczęsne podmieńce. Co do nich, to chcą bym zapłaciła za to co zrobiłam więc nie zdziwiłabym się jakby co najmniej część z nich trzymałaby się blisko mnie by obserwować jak cierpię... I co najgorsze nie jest powiedziane że im to wystarczy, bo tak naprawdę moja obecność naraża również Ciebie, więc nie będzie to głupie jeśli w pewnym momencie się wycofasz. Sinister ma tego swojego pupilka koło siebie więc powinna być bezpieczna. Batty - To nie zima, nie trzeba spać w jednym łóżku by było cieplej. No wiesz, nie będzie nam nazbyt gorąco? - Powiedziała z uśmiechem ale zaraz zwróciła się do gwardzisty. Zabawa zabawą ale były sprawy równie ważne. - Przekroczyliśmy granicę Equestrii? - Spytała nieco zaskoczona. - Podobno nie wolno posiadać niektórych rzeczy... Potem mi jeszcze powiecie co wywalić - I jak powiedziała tak zrobiła, bez mrugnięcia okiem wyrzuciła malutką butelkę czemu towarzyszył odgłos tłuczonego szkła. - W Canterlot kogoś mam więc nie powinno być problemu... A jeśli jednak nie mam to nie ma powodu bym tam została. Poza tym możecie potraktować to jako pożyczkę. Sinister - Gdy Spell mówiła o tym że jesteśmy na siebie skazane przez niefortunne zbiegi okoliczności... Dobrze przestawiła istotę sytuacji - Powiedziała to nieco z grymasem jakby nie chciała przyznawać jej racji. - Po za tym, chciałabyś być wskrzeszona przez kogoś kto z chęcią by Cię zamordował podczas twojego pierwszego oddechu w nowym ciele? Nie mówię że tak się stanie ale tego nie zaryzykuje. Nie po to poszedł cały mój trud. - Może jestem masochistką, kto wie... Ale czy każdy z nas po trochu nie jest? Życie nie jest wcale lekkie ale i tak to robimy gdy mamy ku temu chociaż parę powodów a tak się składa że akurat mam więc tą moją prababcię jakoś zniosę... Bez urazy oczywiście ale mówię jak jest - Nie musiała nawet spoglądać na Star by wiedzieć że ją to uraziło. - Matka chyba nie powinna taka być a Sombra został pokonany więc nie wiem skąd pomysł że byłby dla Ciebie równym przeciwnikiem. W końcu pokonałaś elementy prawda? - Spytała. - A twoje pytanie zdaje się być podchwytliwe jak sam szlag. To znaczy kładziesz mnie w trudnym położeniu - Zmrużyła oczy grając w otwarte karty. - Wiesz że jeśli oczekujesz szczerości nie powinno się stawiać zwykłych kucyków w takich sytuacjach? - Powiedziała z uśmiechem. - Powiem tyle że Twoja matka po coś stworzyła Cię z wolną wolą... I po za tym, czy to naprawdę konflikt interesów? Zwykła ciekawość? Nie wydaje mi się.
  13. White - Nie musisz tyle przepraszać - Powiedziała w miarę pogodnie. - Wiem jak wygląda obecna sytuacja i to że powiedziałaś to na głos nic nie zmienia - Zamilkła na chwilę. - A czemu się trzymam z Sinister? Wydaje mi się że to Cię nie zaskoczy ale to raczej nie przyjaźń - Ściszyła głos. - Czasami myślę że dzieli nas zbyt wiele żeby mogło to zaistnieć więc chodzi raczej o obowiązek. Nie chce zbyt wiele mówić o jej przeszłości ale kiedyś była bardziej zagubiona. Pełna żalu i gniewu. Nie skończyła w lochu lub w gorszym miejscu tylko dlatego że przyrzekłam pewnej osobie że taki wybryk się z jej strony nie powtórzy... Ale to co popchnęło ją w tą stronę nadal gdzieś w niej jest i boje się ze to znowu wyjdzie na powierzchnie - Pokręciła głową. - A Crimson? Zdaje się za bardzo lubić bójki ale tak poza tym nie wydaje się złą osobą... No i kiedyś pewnie ścigałabym ją za mazanie po ścianach farbą ale to już nie moje zmartwienie - Uśmiechnęła się. - Może to być dobry pomysł by mu o tym nie mówić - Pumpkin zgadła co chodziło jej na myśli. - Ale chyba nie wyglądamy na kogoś kto interesuje się architekturą hobbystycznie. Może się uda tak poprowadzić rozmowie że przy okazji wygada się jak zaprojektował ten posterunek. Batty - Dobra myśl Spear - Spojrzała na Pearl by zobaczyć jej reakcje na to co powie. - Jak weźmiemy wspólny pokój będzie taniej, prawda? - Uśmiechnęła się i do dalszej dyskusji dwójki gwardzistów nie wtrącała się. Dopiero odezwała się ponownie gdy wzrok Lance'a spoczął na niej gdy każdy wymienił fundusze którymi dysponował - Ze złota trochę wyszłam. Wiecie, życie ze smoczycą ma pewne minusy - Co ciekawe o plusach nie wspomniała. - Piętnaście monet... Jakiś diament, trochę opium i srebrnych błyskotek - Spojrzała się po reszcie na ich reakcje. Dla niej to wszystko była waluta jak każda inna. - I parę, jeszcze innych rzeczy ale tutaj raczej ich nie spieniężę. Sinister Po tej serii pytań, Spell i Star spojrzały na siebie przez dłuższą chwilę w milczeniu. Obie wydawały się niechętne by odpowiadać ale ta druga dała szybciej za wygraną. - Sinister faktycznie zabiła swoją matkę ale nie, nie jestem nią - Towarzyszył temu delikatny uśmiech, jakby przypomniała sobie coś przyjemnego. - I... - To był wypadek i zabiłam ją przez ciebie - Powiedziała Spell wtrącając się. - Zabiło ją zaklęcie wyczarowane z twojego rogu więc jak dla mnie sprawa jest jasna. Po za tym, to było dla twojego dobra. Pamiętasz że cię ograniczała? Gdy zniknęła rzucanie zaklęć szło ci dużo sprawniej. - Może dlatego że czarna magia jest powiązana z odczuciem nienawiści? - Splunęła na ziemie. - Pokłócić się możemy zawsze potem, teraz odsuńmy to na bok dobrze? - Star pokazała kopytem na gwardzistę. - Nie weźmie pierwszego lepszego ciała bo nie jest odpowiednie. Moje się nadaje bo ma... Jej krew. - Sinister wróciła do odpowiedniego tematu. - Ale to też nie tak że potrzebuje akurat jej naczynia, nie gdy oboje obie wiemy jak stworzyć nowe ciało przy użyciu elementów z innego - Tylko to się nie stanie z powodu innych komplikacji - Teraz z kolei Sinister ucięła ten temat. - Można powiedzieć że jesteśmy skazane na siebie a doprowadziły do tego niefortunne zbiegi okoliczności... Ale wracając do tego co Ci proponuje. Wspominałaś że brakuje Ci rozrywki, że jesteś za silna i nawet walka nie sprawia satysfakcji. Przy okazji brakuje Ci doświadczeń takiego zwykłego, bardziej szarego kucyka... Nie wiem czy wiesz ale istnieje taka gra, w zasadzie jest ich parę rodzajów ale chodzi w nich o mniej więcej o to samo. Często zaczynasz w nich jako nieudacznik, szary niewyróżniający się obywatel społeczeństwa by, być może kiedyś zostać bohaterem po wielu próbach. Czasami jesteś górą a czasami wszystko się wali i nie idzie po twojej myśli... Dwie osoby wystarczą, opcjonalnie można dodawać duchy jeśli ma się z nimi kontakt.
  14. White - Gdy zadawałam to pytanie miałam nadzieje że to bardziej świeża sprawa... Ale możesz nas zaprowadzić do tego architekta - Zadecydowała by nie stać pod posterunkiem dłużej niż to konieczne - Nie jestem pewna jak mu przedstawić tą sprawę bo na pewno zapyta po co nam ta wiedza ale chyba powinien być po naszej stronie? - Snuła domysły starając się wyłuskać ten pomysł który da największe szanse na powodzenie. - I może kupimy mu jakiś drobiazg, coś w stylu czekolady? Batty - Wiesz że gdybyś mogła ich uratować to z pewnością byś to zrobiła? Jeśli tak to nie ma co się obwiniać mimo że to nie jest łatwe - Spojrzała na nią. - Nie lubię gdy jesteś smutna, nie do twarzy Ci z tym - Spróbowała się uśmiechnąć jednak nie wyszło to zbyt dobrze i po chwili odwróciła wzrok. - Czasami tak jest że nie daliśmy rady się czemuś sprzeciwić, kąpieli jednak nie ma co odmawiać. To samo dobro - Zmieniła temat widząc że Pearl jest weselsza i odwróciła się do Speara. - Mogę Ci ten pancerz przysypać piaskiem z grzywy i nikt nawet nie zauważy. Sinister - Tak, to idiotyzm - Star potwierdziła co spotkało się z krytycznym spojrzeniem Sinister. - Chcesz wiedzieć co bym zrobiła w twojej sytuacji? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie - Poprosiłabym o wyłożenie kawy na ławę, bez prowadzenia moich gier i kluczenia pomiędzy rzeczywistością a pięknymi obietnicami - Śledziła ją wzrokiem gdy ta ją okrążała. Było jednak w tym spojrzeniu coś nie tak, jakby oszukiwała spoglądając za nią a nie prosto w oczy. - Wtedy byś wiedziała o co mi naprawdę chodzi ale to dla mnie to opcja bez tej magii... To znaczy, mam pewien zwyczaj gdy gram w karty i los nie obdarzy mnie w danym momencie szczęściem. Lubię wtedy udawać, obiecywać. Ten czar pryska dopiero gdy mój przeciwnik mnie sprawdzi i okazuje się że było więcej krzyku niż to wszystko warte...
  15. White - Ale wszystko co powiesz może być pomocne - Odpowiedziała. - To że jest jeden posterunek już wiele mówi, na przykład oszczędza nam szukania gdzie ona może być - Słuchała dalej tego co ma do powiedzenia. Przemknęła jej myśl że Pumpkin wie dosyć sporo ale musiał ktoś znać dokładne plany tego budynku. Na przykład ktoś kto go budował a to bez wątpienia mogły być kucyki ziemskie. - Na razie zbieram informacje, będziemy mieć tylko jedną szansę i wychodzi na to że najtrudniejsze nie będzie dostanie się do niej a ucieczka... Dlatego najlepiej byłoby to zrobić po cichu, tylnymi drzwiami jak to często robiła Crimson. Znasz może kogoś kto pracował przy budowaniu tego posterunku? Batty - W porównaniu do klaczy co wpuściła skunksa do świątyni? Nie obraz się ale złagodniałaś na starość - Uśmiechnęła się po czym przybrała bardziej neutralny wyraz twarzy gdy temat stał się poważniejszy. Słuchała i co chwila spoglądała na Pearl. - Pierwszy raz widzę Cię taką ponurą - Czuła że to po części jej wina bo przecież zapytała... Ale nigdy nie wiadomo kiedy się trafi na czyjegoś trupa w piwnicy. - Może nie byłam na wojnie ale wiele o niej słyszałam - Nic dziwnego skoro przebywała tyle w towarzystwie byłych ludzi. - To nie jest coś dobrego - Skwitowała. Sinister - Tak, oczekuje że powierzysz mi twoje życie w moje kopytka. - Powiedziała klaszcząc w nie. - Bo widzisz, na ogół światy w których się rodzimy są silniejsze od nas. Kształtują nas a my jedynie reagujemy na zmiany i przeciwności losu starając się w nich nie utonąć... I tak, istnieje szansa że będę próbować Cię zabić a Ty, jeśli jesteś typowym kucykiem będziesz walczyć.. Ale istnieje również szansa - Powoli zmniejszała dzielącą ich odległość. Musiało to być dość nieprzyjemne dla Sinister bo jej twarz delikatnie wykrzywiała się w grymasie. - Że dostaniesz ode mnie coś przyjemnego, coś wartego trudów i ryzyka... Ale jedynie w momencie gdy będę czuła że mam nad Tobą władzę. - Zatrzymała się tuż przed nią ale nie przybiła swojego kopytka. - A ta umowa, nie daje mi tej pozycji - Nie spoglądała jej w oczy. - Da mi to jedynie zaufanie... Ale się nie bój, nie chodzi tutaj o ten rodzaj magii... Z mojej strony nie padnie ani jedno zaklęcie a przynajmniej nie te które masz na myśli.
  16. White Zanim skończyła przytulać Pumpkin wytarła z policzka swoją łzę, nie chciała by ktokolwiek to zauważył. Powinna być twarda jako gwardzistka czyż nie? Czasami jednak miała wrażenie że to normalne życie, w nowej Equestrii stworzonej przez Crystal ją w końcu dopadło i zmieniło. Jakby już się nie nadawała do tej roboty... Ale musiała jeszcze raz zagryźć zęby i iść dalej. Sytuacja tego wymagała a te setki treningów jednak czegoś ją nauczyły. - Może - Mruknęła cicho. - Ale ona wytnie pół posterunku zanim ją uwolni... A potem pozostałą część by z niego wyjść. Niestety to też nie jest coś co chcemy bo konsekwencje takiego czynu okażą się zbyt wielkie - Pokręciła głową. - Chyba że... - Pomyślała o tym co nauczyły ją te parę dni z Crimson. - Mam pewien pomysł. Masz pojęcie gdzie ją będą trzymać? Batty - Można powiedzieć że to amnezja. Wiecie, bywają takie chwile gdy popełniasz błąd a ten kosztował mnie dosyć sporo... Mnie. - ,,Jeśli wiecie o co mi chodzi'' - Pomyślała. - Chociaż po twoim opisie Lance, to co te robaki mi zrobiły nie różni się wiele od tego zaklęcia - Nie powiedziała jednak więcej zmieniając temat na przyjemniejszy spoglądając z uśmiechem na Pearl jakby ją oceniała a potem nie wytrzymała i się roześmiała - I po tym skończyłaś jako ułożona klacz w gwardii? - Na twarzy miała zapisane nieme ,,jak to się mogło stać?'' ale wiedziała że życie potrafi układać scenariusze. - Co można powiedzieć, zapewne do dziś czują... - Kontynuowała. - Czują wagę tamtych chwil.
  17. White Odetchnęła z ulgą widząc że Pumpkin nadal stoi przed budynkiem. Dzięki temu nie musiały się szukać nawzajem co byłoby tylko stratą czasu... Ale właściwie White nie wiedziała na co te dodatkowe chwile przeznaczyć, jak na razie nie miała żadnego planu czy pomysłu. - To nie twoja wina - Powiedziała łagodnie ale nie umiała schować smutku w swoim głosie. - Rzecz w tym że dobrali by się do niej gdzie indziej więc to i tak wyszłoby podobnie bez ciebie - Podeszła bliżej do Pumpkin z zamiarem przytulenia jej. Nie wiedziała jak ją pocieszyć w inny sposób. ,,A co jeśli ją też podmienili?'' - Pomyślała. Trochę się wzdrygnęła ale szybko się uspokoiła. ,,Nie, chyba nie ma powodu by wpadać w taką paranoję...'' Zawsze rozwiązywała jeden problem na raz ale teraz zaczynały się nawarstwiać... A do tego zadawała sobie pytanie jak mogła dopuścić do tego by Crimson została wrobiona przez podmieńce w coś takiego. Nie wiedziała jak to odkręcić... I poczuła jak samotna łza spływa jej po policzku. Batty Można powiedzieć że ignorowała zmęczenie Speara i nie rzuciła mu więcej jak jedno zaciekawione spojrzenie. Uznała że drążenie tego tematu tylko go rozdrażni, zwłaszcza jeśli faktycznie padał na pysk a pogorszenie relacji czy nastroju nie leżało w nikogo interesie. - W zasadzie nie wiem, spotkałam tylko was a nie widziałam jeszcze żadnych ćwiczeń bojowych czy musztry. - Zaczęła mówić ale zmieniła temat, nie trzeba cały czas rozmawiać o trudach. To w końcu zmęczy każdą osobę która nie umie odwracać od tego swojej uwagi. - Macie jakieś zabawne historię jak jeszcze byliście źrebakami? - Zapytała. Wolała ominąć temat Equestrii uznając że rozmowa zaraz zejdzie na temat wojny. - Sama swoich nie pamiętam... Między innymi dlatego mnie ciekawią
  18. White Nie podobał jej się efekt jaki osiągnęła. Nie taki był cel ale z drugiej strony nie wiedziała czego innego się spodziewała. Ta klacz miała się po prostu przyznać? Próba zasługująca na skwitowanie śmiechem. Nie powinna dawać emocjom wpływać na jej decyzje i ocenę sytuacji mimo że chwilę wcześniej miała zamiar rozszarpać podmieńca, najlepiej tego który odpowiadał za wrobienie Crimson w takie bagno... Z tego ciągu myśli dość boleśnie otrzeźwiło ją uderzenie kamieniem. White zacisnęła zęby i chwytając się za głowę niemo spojrzała na sprawcę tego czynu. Nie była na niego wściekła, chociaż w pierwszym momencie poczuła jak coś się w niej gotuje, znajome odczucie któremu rzadko daje dość do głosu. - Nie będzie takiej potrzeby - Odpowiedziała gwardziście nieco głośniej. Właściwie tylko po to by inni ją usłyszeli i zdziwili się nagłą pobłażliwością. Ten ogier mógł nie rzucać tego kamienia, to nie było potrzebne zwłaszcza jak nie znał całej sytuacji. Tak naprawdę się wtrącił ale każdy może mieć dosyć gdy jest codziennie poniżany... A z drugiej strony, może sama nie była lepsza robiąc taki spektakl na ulicy. Ruszyła z powrotem do budynku gdzie zostawiła Pumpkin, miała nadzieje że nadal tam będzie. Batty - Nie jest powiedziane że beze mnie byście zginęli - Powiedziała mając wrażenie jakby ktoś ją przeceniał. Dlatego też nie patrzyła na Lance'a tylko gdzieś w dal. Zastanawiała się ile jeszcze przed nią drogi do White... I w zasadzie nigdy za bardzo nie znała odpowiedzi na takie pytania bo podróżując musiała znać tylko kierunek a odległość często pomijała. Zapominała o niej lub nie pytała, po prostu uznawała że jeśli ktoś zamierza gdzieś dojść powinien zrobić to i tak a odliczanie dni do celu psuje wędrówkę. - Mogliśmy jakąś wziąć od buntowników - Rzuciła nagle gdy ktoś wspomniał o kawie. - Ale nie było na to za dużo czasu - ,,I przynajmniej sprawa się nie rypła i każdy żyje'', Pomyślała i spojrzała na Spear'a. ,,W większości''. Po czym wróciła do patrzenia w siną dal. Teraz zastanawiała się co u Fire i reszty. Mogła nie mieć za różowo bo jednak wypuściła gwardzistów. Decyzja która wśród większości załogi zapewne będzie się cieszyć złą sławą, zwłaszcza gdy im wszystkim zależało na tym by nikt o nich nie wiedział. Cóż, będzie musiała sobie jakoś poradzić, nie pierwszy ani nie ostatni raz. - Raczej sobie bym to darowała bo nie wiemy gdzie i w czym się pojawimy - Problem ze zmęczeniem magicznym obchodził już ją mniej. Nagła wizja śmierci otrzeźwia każdego... A więc zawsze znajdzie się odrobina sił by wyczarować ostatnie zaklęcie. - Dostałam szybki awans? - Spytała gdy dotarło do niej że dowódca gwardzistów powiedział że jest jedną z nich.
  19. White - Tymi oczami które masz teraz? Nigdy nie sądziłam że się zgodzę z kimś takim jak ty ale w to akurat jestem skłonna uwierzyć - Zignorowała tą uwagę co do tego że nawet, gdy ktoś jest jednorożcem są dla niego granice. Przynajmniej na tyle na ile mogła bo trafiły w punkt o którym jej rozmówca raczej nie wiedział. White nie czuła się dumna ze swojej przynależności, nie gdy jej pobratymcy zachłystnęli się władzą i uznali że znają jedyną słuszną drogę. To ostanie chyba należało do najgorszej zbrodni, katastrofy mają to do siebie że czają się na obu ekstremach moralnego kontinuum. - Powiedziałam to co chciałam, ciesz się życiem. - ,,Póki jeszcze je masz'' - Dodała już w myślach. Sama nie wiedziała po co było to całe przedstawienie. W sumie wyglądało to tak jakby miała nadzieje że podmieniec sam się ujawni co byłoby doszczętnie głupie. Niestety akurat tej cechy nie dało się im przypisać. No, przynajmniej większości z nich. Zastanawiała się jednak nad czymś innym, czy był to tylko gniew czy rodziła się w niej powoli nienawiść. Batty Tak naprawdę nie była przekonana czy te robale stanowią realne zagrożenie ale jednak bezpieczniej było tego nie sprawdzać. Spear będzie najpewniej marudził ale nie obchodziło jej to, będzie mógł się jeszcze chwilę przespać podczas postoju by odpocząć. Jakiś na pewno będzie. Również pozbierała swoje rzeczy gdy zrobiła to reszta i wskazała kopytem w przeciwnym kierunku do stworzeń które zakłóciły ich spokój. Jeszcze przez parę chwil milczała by się odezwać gdy uznała że odległość jest wystarczająca. - Wybaczcie ale obóz nam się nieco zarobaczył - Wysiliła się na uśmiech chcąc jakby zażartować. ,,Akurat nie mogło to się stać w żadnym innym czasie aniżeli moja warta'' - Pomyślała będąc przez chwilę zła na życie. Szybko jednak odpuściła swoje emocje, tej walki nie mogła wygrać. Sinister - Możesz z całą premedytacją zignorować moje gadanie - Lekko się uśmiechnęła wiedząc jak wiele w tej sytuacji jest po prostu nie tak jak powinno być. - Może to całe chwalenie to tylko przewrotne wołanie o pomoc tonącej osoby? Kto wie, czasami sama nie jestem pewna swoich motywacji ale tak to już... - Zrobiła chwilę przerwy jakby się zacięła. - Nie, nie ważne - Powiedziała jakby dalsza cześć tamtego zdania była nieistotna ale równie dobrze mogła nie wiedzieć w jaki sposób dokończyć tą wypowiedz. - Co do zaufania, to coś śmiesznego... -Przyjrzała się je z zaciekawieniem gdy podniosła kopyto a dopiero potem spojrzała na jej uśmiech. - Bo jest niby czymś realnym ale gdy pryska nie pozostaje po tym nawet ślad. Niestety nie sądzisz że to co mi proponujesz w tym momencie to umowa a nie zaufanie? - W zasadzie tak naprawdę się zdziwiła i było to widoczne na jej twarzy. Jakby zrozumiała że taki pakt jest konieczny dla Demona Pustki bo nie czuje się na tyle silna by grać w zaoferowaną grę bez zabezpieczenia. Wpadł jej do głowy jednak pewien nowy pomysł. - Słuchaj, nie do końca mi się to podoba bo co jeśli uznasz że Cię wykiwałam bo nie dostałaś tego czego oczekiwałam? A możesz tego nie dostać gdy uścisnę twoje kopyto, tu jest cały problem - Chciała dać swojemu rozmówcy do zrozumienia że potrzebuje bezwarunkowe zaufanie i bez tego całe przedsięwzięcie może nie wyjść. Zastanawiała się jednocześnie czy jej pragnienie rozrywki jest wystarczająco silne by zignorować to co podpowiadał rozsądek. Star już chyba się pogodziła że przegrała tą dyskusję i to Sinister będzie grać główne skrzypce przez dłuższy czas. Gdyby tylko miała ciało i moc mogłaby temu zaradzić po prostu pokazując swojej uczennicy gdzie jej miejsce. To był główny problem przez ostatnie już kilkanaście lat. Zaczynał już nudzić ale zignorowanie go nie wchodziło w grę, za bardzo tego chciała by po prostu zamknąć na to oczy. To co, jak na razie pozostawało to frustracja i gniew... I w zasadzie nie powinno dziwić ich relacje się pogarszały. Nigdy nie były super ale z biegiem czasu powoli zaczynały sięgać dna. Ponownie zwróciła uwagę na rozmawiającą dwójkę w momencie gdy gwardzistka wspomniała o zamianie ciał. Szybko spojrzała na Sinister, znała ją z kantowania i rzadko kiedy decydowała się na rozwiązanie spraw bez tego. Uznawała to za zabawniejszy sposób. Niby teraz zachowywała się nieco dziwne ale raczej była pewna że sprawa jest przesądzona jeśli uściśnie to kopyto.
  20. White - Przypadek - Odpowiedziała bez cienia zastanowienia. Wiedziała że nadal ma na sobie ich zapach skoro ta klacz zdała sobie sprawę że jest śledzona nawet nie odwracając głowy. Zastanawiała się jednak jakie to ma ograniczenia, czy wiatr wiał w jej stronę? Batty wiele razy mówiła że jest to kluczowe przy podkradaniu się do zwierzyny ale White nigdy nie była w tym ekspertem. - A raczej cała seria waszych przypadków gdy postanowiliście wziąć na celownik... Kogoś kto wam nie zawinił. - Raczej nie miała wątpliwości z kim tak naprawdę rozmawia. - Zawsze wiedziałam że jesteście plugawymi stworzeniami które się chwycą wszystkiego by osiągnięć cel ale nawet dla was powinny istnieć jakieś granice. - Wykrzywiła się w geście odrazy i wyglądała jakby chętnie przypuściła by atak tylko po to aby ją zdemaskować ale nie była tak głupia. Wiedziała że tłum i gwardia najpewniej żle zrozumieją jej intencje wiec teraz musiała odpuścić mimo swoich emocji. - Ostrzegam że to jeszcze nie koniec. Batty ,,No chyba żartujesz że obudziłaś się akurat w tym momencie'', pomyślała gdy usłyszała pewien znajomy głos należący do najbardziej wyspanego kucyka w tym obozowisku. - Zamknij się - Szepnęła ale dość teatralnie by Pearl mogła ją usłyszeć. Zastanawiała się jak wyjść z tej sytuacji i doszła do wniosku że trzeba obudzić resztę... I oddalić się stąd ale i Spear i Lance na pewno się odezwą zanim ogarną co się dzieje. Dlatego trzeba najpierw sprawić by te robale najpierw zainteresowały się czymś innym. Znowu podniosła ten sam kamień który rzuciła wcześniej i rzuciła go jeszcze kawałek dalej. Nie widziała powodu dla którego ta sztuczka miała nie zadziałać drugi raz. Wskazała kopytem na Pear, potem na Speara i Lance'a chcąc wydać jej jakieś polecenie. Potem Batty nadal przykładała ucho do ziemi pilnując czy coś się nie zbliża w ich kierunku. Sinister - Poniekąd w tym problem że nie potrzebujesz kurtyzany - Odpowiedziała dość poważnie. - Bo zapewne rozrywki nie zapewnią Ci te proste, łatwe sposoby. Mam na myśli alkohol i inne narkotyki wszelkiej maści, w zasadzie nie chwalę się ale codziennie przez miesiąc mogłabym ćpać tak by te specyfiki się nie powtarzały. Każdy jednak ma swoje ulubione trucizny więc dla prostoty ograniczam się tylko do paru - Machnęła kopytem. - Chociaż widzę potencjał w czymś innym... - Wahała się nie będąc pewna czy powinna mówić dalej. Mimo wszystko postanowiła już kontynuować, być może dlatego że już zaczęła a być może dlatego że coś musiała wymyślić bo wymagała tego presja sytuacji. - Jesteś za silna by czuć jakiekolwiek wyzwania W TYM świecie, prawda? - Wygięła usta w lekkim, cwanym uśmiechu... Ale brakowało w nim pewności siebie. Zupełnie jakby miała zamiar wyciągnąć zza swojej grzywy tajemniczą, starożytną broń która powinna zakończyć każde starcie bez najmniejszego problemu. Szkopuł był jednak w tym że nie wiedziała czy zadziała. - Powiedzmy że istnieje sposób żebym ciebie osłabiła... - Zrobiła małą przerwę chcąc zobaczyć najpierw jak Demon Pustki zareaguje na tą wieść. - Musisz mi na to jedynie pozwolić i oczywiście możesz mi całkowicie zaufać w tej kwestii - Nie siliła się by wyglądać na wiarygodną, wręcz przeciwnie. Zachowywała się jakby celowo miało to wyglądać na szemrany interes. Star... Star nie była zbyt zadowolona z rozwoju sytuacji. Czuła że straciła pałeczkę prowadzenia która teraz znajdowała się w kopytach tej niewdzięcznej Sinister... Ale nie mogła tak po prostu odpuścić. - Z mojego ciała zapewne nie ma już nawet prochu więc ta metoda odpada - Nie powiedziała jednak nic więcej bo coś jednak na tym świecie musiało ją trzymać a więc było to o wiele trwalsze niż kości. Zastanawiała się za to jaki dobry powód mogłaby dać by zostać ożywioną, problem w tym że nie chciała aby to było coś co by związało ją z kimkolwiek. Ceniła niezależność... A po za tym, niby miała propozycje od czarnej róży. Wystarczy poczekać aż ta gwardzistka skończy z Sinister.
  21. White Mimo że znała się z Crimson dosyć krótko zdążyła ją polubić. Co prawda, z początku nie sądziła że będzie to możliwe ale z biegiem czasu coś się zmieniło... A teraz patrzyła jak gwardziści nie szczędząc przemocy wyciągają ją z budynku. Wzięła na siebie całą wagę tych okoliczności ratując zarówno Pumpkin jak i White. Już wcześniej biała klacz przeczuwała że Crimson jest dosyć solidną osobą, taką która nie odwróci się pod wpływem presji sytuacji od rodziny czy kucyka którego po prostu polubiła. W tym momencie tylko to udowodniła... Popatrzyła na tłum który tylko stał... I nikt nie miał odwagi by coś zrobić ale nie zamierzała ich oceniać. Przecież sama nie miała wystarczająco woli by wystąpić przeciwko stróżom prawa mimo że wiedziała coś jeszcze. Znęcali się nad niewinną osobą, nie tym kucykiem co trzeba. Poczuła jak do oczu znowu napływają jej łzy bo znowu czuła się bezsilna... Jednak to nie było niczym nowym, tak było od tego przeklętego szturmu na Canterlot którego pamięta aż za dobrze. Próbowała się pozbierać ale udało jej się tylko na tyle by w codziennym życiu móc udawać że wszystko jest w porządku. Im dłużej stała przy oknie tym było gorzej bo teraz ktoś rzucił Crimson o podłoże a potem, zanim mogła mieć szansę na podniesienie się ciągnęli ją po ziemi. Zupełnie jakby traktowanie jak żywą istotę już się jej nie należało. A potem... Mimo takiego rozproszenia White coś zauważyła, coś co nie zgadzało się w tym całym obrazku. Klacz która jako jedyna wydawała się szczęśliwa, jedyna która pomachała kopytem.. Nie trzeba było dużo rozumu by od razu domyślić się kto to mógł być. - Wiem... - Powiedziała ze smutkiem. - Ale to jeszcze nie koniec. Oddaj klucz w recepcji. - Rzuciła przedmiot Pumpkin. - Ja być może zamierzam zrobić coś głupiego... - ,,I może w końcu się ogarnąć'', dodała w myślach i teleportowała się na koniec tłumu, tak by spotkać tego odchodzącego kucyka i nawet nie zamierzała przez moment spuszczać jej z oczu. Wiedziała o ich zdolnościach i nie chciała dać się nabrać jak źrebak. Zastanawiała się tylko kiedy ich spojrzenia się spotkają... Batty - Chyba wiem - Odpowiedziała udając niepewność. - W końcu jakoś dożyłam tych... - Zawsze ją to denerwowało bo chciała się pochwalić że wcale tak mało nie przeżyła ale... No właśnie nie wiedziała do końca ile. - Nie ważne. - Spojrzała jeszcze na niego dość niechętnie i przy okazji zastanawiała się co mu jest. ,,Przecież uratowałam go już dwa razy więc nawet jeśli teraz go zawiodę to jestem jeszcze raz na plusie'', pomyślała i nieco się uśmiechnęła. To nie miało żadnego znaczenia bo nie chciała ryzykować życia Pearl i Lance'a, oni byli więcej warci niż ten jeden dupek. Gdy się rozbudziła przypomniała sobie że nie zapytała czy na poprzednich wartach coś się działo ale jeśli Spear nic nie powiedział to zakładała że było spokojnie. Cieszyła się na tą myśl bo to oznaczało że w jej przypadku powinno być podobnie... Jednak prawo Murphiego było bezlitosne i dało o tym znać w postaci czterometrowej gąsienicy. ,,Co u licha?'', Pomyślała przystając w miejscu parę metrów od stworzenia. Broń co prawda miała przygotowaną... Ale to nie zawsze był najlepszy pomysł. Spotkała się z podobnymi zwierzętami i wiedziała że najprawdopodobniej i to jest czułe na drgania i dźwięk. Wzrok pod ziemią nie wydaje się potrzebny. ,,Ty ale nie chrap'', spojrzała się w stronę Speara i magią przekręciła mu głowę na bok by język nie utrudniał przepływu powietrza i przymknęła mu pyszczek by oddychał przez nos. Na ogół to pomagało a tą wiedzę wyniosła gdy nocowała na podłodze razem z innymi delikwentami w schronisku. Od tamtego momentu życie stało się dla niej o wiele prostsze. Gdy pozbyła się przynęty wypadało się zająć tym stworzeniem a więc wybrała większy kamień i uderzyła nim parę razy o ziemie symulując kroki zwierzęcia. Miała nadzieje że zachowa się w najbardziej przewidywalny sposób a tymczasem przyłożyła ucho do podłoża. Też miała dobry słuch i próbowała ocenić czy jest coś jeszcze pod obozem. Co prawda wątpiła w to ale wypadało się upewnić.
  22. White Trochę się zdziwiła widząc na twarzy Crimson ten nikły uśmiech... Wydawał się nieco nie na miejscu w tej sytuacji bo nie wyglądało na to że miała plan. - Ale... - Próbowała jeszcze coś odpowiedzieć ale ktoś skutecznie jej to przerwał niespodziewanym buziakiem a chwilę potem poprawił uderzaniem w żołądek. White zgięła się w pół i upadła na podłogę, podobnie jak Pumpkin w pierwszej chwili wyglądała zszokowana takim obrotem sprawy ale to szybko ustąpiło grymasowi spowodowanym przez ból. Oddychała ciężej przez chwilę trzymając się za trafione miejsce... Jako jednorożec nie była zbyt wytrzymała na ból, zwłaszcza jeśli ktoś wiedział jak go zadać. Tylko szczerze mówiąc mogła się spodziewać tego co tu się wydarzyło ale tak to już jest jeśli coś nam przysłania trzeźwy osąd sytuacji. Tym czymś dla White było poczucie winy i żal bo mogła temu zapobiec jeszcze wczoraj... Gdy Crimson rzucała jej ostatnie spojrzenie mogła odnieść wrażenie że nawet nie jest zła a jeśli już to na siebie że przed tym ciosem się nie uchyliła. - Ta... - Odezwała się ale mimo krótkiej, twierdzącej odpowiedzi jeszcze chwilę poleżała na deskach i sama wyglądała jakby zamierzała wylać parę łez ale raczej nie ze smutku. Podmieńce chciały ją ukarać w inny sposób więc to zrobiły w najbardziej tchórzliwy i niemoralny sposób jaki mogły... Ale chyba nie chciała się mścić a raczej mieć po prostu od nich spokój. Pytanie tylko czy to był koniec. - Nie płacz, może coś na to poradzimy... - Tylko nie miała pojęcia jak, Crimson ucieczką sama potwierdziła swoją winę ale z drugiej strony, czy i tak zostałaby wysłuchana przez gwardię? W coś takiego ciężko było uwierzyć. White chwyciła kopyto Pumpkin i wstała wyglądając przez okno. Miała nadzieje zobaczyć po prostu nie złapanego uciekiniera. Batty. - To już...? - Spytała ledwo słyszalnym głosem ale mimowolne przewrócenie na drugi bok poszło jej całkiem sprawnie. Zupełnie jakby miała osobny pasek energii do tej czynności... Bez wątpienia pobudka bardzo musiała ją zaskoczyć jakby noc okazała się nieco za krótka jednak nie zamknęła ponownie oczu i powoli wstała. - Skoro mnie obudziłeś to bez sensu żeby ona jeszcze wstawała- Wydawała się mocno nieobecna, może dlatego że dla kucoperzy ranek to nie była dobra pora do aktywności. Mimo to nie była zła jakby kontaktowała że dzień wcześniej sama wyraziła taką wolę. - Zaraz się ogarnę, idź spać - Faktycznie, z każdą chwilą miała bardziej otwarte oczy i mniej śpiący głos.
  23. White White swoim smutnym spojrzeniem starała się nie do końca patrzyć w oczy Crimson. ,,A może powinnam ich zabić?' , Pomyślała o tej trójce podmieńców. ,,Może wtedy daliby mi spokój... A teraz wychodzi na to że Crimson zostanie wyrzutkiem i to tylko dlatego że wcześniej ocaliłam kapłana Crystal.'' Nie chciała w to wierzyć ale ciężko zaprzeczyć istnieniu faktom które sama widziała. - Nawet jeśli ktoś Cię widział jak kogoś zabijałaś... To nie byłaś ty - Powiedziała szeptem chcąc dać jej do zrozumienia że dla niej jest niewinna a cały ten burdel to fiesta urządzona przez sługusów Chrysalis. Oczy White co chwilę zmieniały położenie, najpierw patrzyły się w dół a potem w lewy górny róg jej pola widzenia jakby chciała znaleźć jakiejś wyjście z tej sytuacji. - To nie może tak być - Nadal mówiła cicho ale głos był przepełniony protestem i... Jakby gniewem ale trzymanym na wodzy. Coś jak wzbierająca fala która jeszcze nie wiedziała gdzie ma swój kulminacyjny moment. - Bo to przeze mnie jesteś w tym bagnie... - Wyglądało na to że White nie chce odpuścić i tak po prostu uciec jednocześnie skazując na dożywotnią niedolę swoją przyjaciółkę. - Ja... Ja to postaram się odkręcić... Przecież ktoś musiał Cię widzieć na mieście - Przyśpieszyła tempo mówienia. - Wyjaśnimy sprawę bo znajdziemy jakieś alibi. znowu będzie wszystko w porządku. Batty - Zazdrościsz? - Spytała krótko Speara mimo tego że Lance najwyraźniej chciał zakończyć ten temat zanim zacznie się na dobre. Nie była jednak jego podwładną więc w zasadzie mogła to łatwo zignorować. Z drugiej strony i tak nie chciało jej się rozmawiać z tym zrzędliwym osobnikiem więc tylko zmarszczyła brwi... I jej spojrzenie zdawało się wyrażać jedynie jedno krótkie zdanie: A co ciebie to obchodzi?. Uratowała mu życie więc przynajmniej mógłby być mniej złośliwy... Zwłaszcza w momencie w którym każdy był zmęczony. Położyła Pearl przy ognisku wcześniej upewniając się że na ziemi nie ma większych, tych mniej wygodnych kamieni a obok niej swoje miejsce znalazł jeden z owoców którego nawet nie zdążyła zjeść. - Miałeś szansę na randkę w pewnej dziurze ale nie moja wina że Ci się nie spodobała. - Spear na pewno wiedział o którą chodzi a Lance mógł pomyśleć że chodziło o bazę buntowników. Przynajmniej tak uznała Batty. - Wezmę trzecią - Znała się nieco na wartowaniu i wiedziała że ta na ogół uznawana jest na najgorszą. Podobno w tym czasie sen stawał się najgłębszy. Sama ulokowała się z tej samej strony ogniska co Pearl ale w pewnej odległości od niej. Po chwili położyła się na boku opierając głowę o plecak a pod nim był jej pistolet, zawsze wolała mieć go przy sobie z różnych względów.
  24. White Można powiedzieć że odetchnęła z ulgą gdy Crimson nie była na nią zła... Przynajmniej w tym momencie. - Cześć rozrabiako... - Odpowiedziała na jej powitanie zastanawiając się nad swoją dalszą kwestią. Nie wiedziała od czego zacząć ale wiedziała że musi się streszczać, czas w tym momencie był ważny. - Nie sądzisz że taka nagła zmiana charakteru mogła wydać się podejrzana wczoraj w nocy? - Zapytała próbując ją nieco naprowadzić. - Cieszę się że się dobrze bawiłaś ale nie wiem co wczoraj robiłaś - Otworzyła ze zdenerwowania szerzej oczy gdy uzmysłowiła sobie że podmieniec który ukradł jej wygląd mógł zaciągnąć Crimson do łóżka. - I mam nadzieje że wy nie... Nie ważne - Nie dokończyła ale musiała przejść do rzeczy. - Na miasto wyciągnął cię podmieniec a teraz jesteś poszukiwana przez gwardię i twój wizerunek wisi na połowie ulic... Jak to ujęli, ,,nie unikniesz najgorszej kary za podniesienie kopyta na strażników dzisiejszego porządku''. Wiem że to pewnie nie ty ale mam wrażenie że gwardia nie będzie słuchać wyjaśnień - Nakreśliła jej sytuację w jakiej się znaleźli. - Nikt nie ma opuszczać miasta ale my musimy się stąd jakoś wydostać. Masz jak się przemalować lub zmienić wygląd? - Zapytała i rozejrzała się za jej torbą. Zastanawiała się czy posiada tam farbę czy cokolwiek do charakteryzacji. - I musimy się umyć bo podmieńce znajdą nas wszędzie. Batty - Może jeszcze masz tą szansę... - Odpowiedziała już śpiącej towarzyszki. Wyglądało na to że Batty sama nie wiedziała czy mieć nadzieję czy ją porzucić... Pokręciła głową i uzmysłowiła sobie że naprawdę z chęcią by teraz zapaliła ale nie miała co. Nigdy nie przywiązywała do tego wagi w przeciwieństwie do Kati która na pewno posiadałaby co najmniej dwie paczki. - To dobrze że nie masz mi tego za złe - Dodała wiedząc że i tak Pearl jej nie słyszy. - Gdy z nikim się nie zostaje na dłużej łatwo się rozstaje z każdym - Skrzywiła się wracając myślami do smoczycy którą też zostawiła za sobą. Wiedziała że ta chciała udać się z nią, Batty nie miała nic przeciwko temu jednak to raczej nie miało szans się udać. Nie w tej nowej Equestrii. Wstała i delikatnie podniosła Pearl lewitacją tak by jej nie obudzić. - Minął zaledwie dzień a ja już zaczynam tęsknic za tym łuskowcem? - Spytała samą siebie po chwili ściszonym głosem... A potem skierowała się do obozu już więcej do siebie nie mówiąc. Miała ten zwyczaj, prawdopodobnie po to by nie zapomnieć jak to się robi podczas długich, samotnych wędrówek. Czasami jednak objawiał się w nie do końca prawidłowych momentach ale... Wzruszyła ramionami wiedząc że i tak tego nikt nie słyszał.
  25. White - Ja, Pearl. To ja - Powiedziała kręcąc głową jakby chciała żeby okazało się to tylko złym snem. - To wszystko moja wina - Położyła po sobie uszy gdy prawda zaczynała powoli ją przygniatać. Nie powtrzymało ją jednak to od wejścia do pokoju, wiedziała że będzie musiało jakoś przetrawić to co się stało a im wcześniej tym lepiej... Uciekanie od podobnych sytuacji jeszcze nigdy w życiu jej nie pomogło. Po drodze rzucała krótkie spojrzenia na porozwalane rzeczy zastanawiając się czy Crimson mogła walczyć ze swoimi napastnikami i niestety przegrać... Gdy wreszcie skierowała wzrok na śpiącą przyjaciółkę White jakby zapomniała o Pumpkin. Westchnęła widząc to w jak bardzo beztroskim stanie się znajduje... Gdy tak naprawdę groziło im wszystkim niebezpieczeństwo zarówno ze strony gwardii i podmieńców. Co do tych pierwszych raczej wątpiła że uwierzą w prawdę bo wydawała się tylko ckliwą, nieszczęśliwą historyjką wymyśloną na poczekaniu by tylko uniknąć sprawiedliwości. Z kolei drudzy byli po prostu robalami, z tym się raczej nie dyskutuje a rozgniata kopytem. - Ja się wmieszałam w ich sprawy a pokonując trójkę z nich najwyraźniej tylko bardziej ich wkurzyłam - Wróciła do tematu i zaczęła wyjaśniać. - I najwyraźniej chcą żebym zapłaciła za to krzywdząc innych... Albo dorwać mnie - Skrzywiła się. Naprawdę wykorzystywali szemrane metody... Jednak czy takowe istniały gdy ktoś po prostu chce osiągnąć swój cel? - Na szczęście jest cała - Powiedziała oceniając stan Crimson. - Trzeba ją obudzić i jakoś ją stąd zabrać - Podeszła do łóżka ale nadal trzymała pewien dystans jakby nie chciała poczuć ciężaru kopyta wyrwanego ze snu kucyka. Zdała się jednak na odwagę i szturchnęła ją w bok będą gotowa odskoczyć... Batty - Nie za wygodnie Ci? - Spytała gdy lekko się obejrzała za siebie i dostrzegła że ktoś opiera swój kark o jej bok. Chwilę potem, gdy nie otrzymała odpowiedzi również zamilkła i poświęciła swoja uwagę gwiazdom.... A raczej jednej, konkretnej. Tej od której Batty wyznaczała kurs swoich wędrówek. To dzięki niej nigdy nie zgubiła drogi do domu, mimo że od trzynastu lat nigdy tam nie dotarła. Winiła to tym że był zbyt na uboczu i zbyt nie po drodze... Wiedziała jednak że zawsze może tam wrócić i to liczyło się najbardziej. - Nie jest to dla mnie komplement - Skitowała krótko jednak chwilę potem wysiliła się na dłuższą wypowiedz. Pearl akurat na to zasługiwała. - I nie wiem czy dałabym radę się podporządkować zasadom które ustalił ktoś inny niż natura - Skrzywiła się. Nie do końca wiedziała dlaczego jest w tym stylu ale zwalała to na swoje usposobienie albo coś co miało miejsce zanim straciła pamięć. - A wy idziecie tam gdzie wyśle was przełożony - Zamilkła na chwilę zbierając myśli ale w końcu kontynuowała. - Ktoś musi ratować życie, White... Zawsze starała robić to samo więc chyba byś się z nią dogadała - Wysiliła się na krótki, nikły uśmiech. Był dość wymuszony. - Nie wiem, na razie staram się o tym nie myśleć. Czeka nas jeszcze trochę drogi i lepiej być czujnym.
×
×
  • Create New...