Shey

Brony
  • Content Count

    671
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

8 Neutral

About Shey

  • Rank
    Kickstart my Heart
  • Birthday September 18

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Wrocław

Recent Profile Visitors

1,187 profile views
  1. Shey

    Sinister - Uspokoiłam tą hołotę - Zeskoczyła ze stołu i wskazała na siebie z dumą. - Poleżą sobie tak w błogiej przyjemności parę minut i może ochłoną - Wiedziała że większość z nich nadal ma świadomość a jej słowa z trudem do nich trafiają. Po chwili skierowała się do swojej paczki z amfetaminą i sprawdziła czy wszystko z nią w porządku. Wyglądało na to że nic się nie rozsypało. Podniosła lewitacją zarówno ogiera który jej groził jak i broń by położyć go na jednym z niewielu ocalałych stolików. Przyłożyła głowę do jego piersi i nagle znowu się odezwała - To bierzesz pan tą kreskę czy nie? - Powiedziała twardo dając gwardziście że oczekuje zwięzłej, stanowczej odpowiedzi. - Tak subtelne bicie serca... - Teraz mówiła jakby do siebie. - Tak łatwo byłoby je teraz zakończyć... - Przejechała ostrym przedmiotem po jego brzuchu tak by pozostawić ślad jednak nie zranić. - Co powinnam z tobą zrobić? Zabójstwo jednak byłoby za proste - Odwróciła wzrok w kierunku swojej torby - O wiele za proste, za krótko byś cierpiał - Uśmiechnęła się jednak jej wyraz twarzy nie świadczył o dobrych intencjach. Ujawniał za to że w jej głowie właśnie zrodził się bliżej nieokreślony złowieszczy pomysł. - Tylko który wybrać... Ty - Zwróciła się to barmana wskazując na niego kopytem. - Powiedz która cyfra bardziej ci się podoba - Zachichotała. - Jedynka czy dwójka? White - Posłuchaj mnie - Zwróciła się do niej łagodnym głosem nie chcąc jej bardziej wystraszyć. Wiedziała że samo to że została sprzedana ogierowi jako niewolnica było wystarczająco traumatyczne. Uwolniła ją od obroży najzwyczajniej w świecie teleportując ją z jej szyi na ziemie... Nie miała ochoty na szukanie kluczyka gdy nie miała najmniejszego pojęcia ile jeszcze potrwa zaklęcie Sinister. - Nie należysz już do niego - Zdeptała kopytem przedmiot uwłaszczający jej wolnej woli. - Nie możemy jednak tu zostać... Wstawaj i nie bój się, ze mną jesteś bezpieczna i zrobię wszystko by cie stąd wyprowadzić. Batty Wszyscy z uwagą słuchali głosu ogiera który wydobywał się z dyktafonu. Ciężko powiedzieć że napawał optymizmem ale Batty wydawała się nieco uspokojona... Prawdopodobnie dlatego że ten gwardzista wyjaśnił parę spraw o których nie mieli pojęcia. Po pierwsze nie walczą z czymś co jest niematerialne. Słyszała o stworach złożonych z magii i one były o wiele groźniejsze niż zwykła, organiczna zwierzyna... A po drugie - Dało się je zabić. Reszta, nie licząc Katii jednak była bardziej zdenerwowana i jeden z członków ekspedycji nie wytrzymał presji. - Spieprzamy stąd - Rzucił do wszystkich i w pośpiechu ruszył w kierunku wyjścia. - Tchórz - Katii krótko skwitowała i splunęła na metalową podłogę wyrażając swoja pogardę. - Na zewnątrz też są - Stwierdziła Batty wspominając harpię która zniknęła w wodzie. - Jeśli faktycznie są inteligentne odetną nam drogę ucieczki... Jesteśmy w gównie po uszy. - Dodała zastanawiając się nad opcjami. - Skoro nie uciekniemy mamy tylko jedną możliwość - Walczyć jednak... - Za mną - Teraz odezwała się Fire która wiedziała że bezczynność jest najgorsza... Batty dobrze myślała i analizowała sytuacje ale czasami brakowało jej szybkości działania ~ Spontaniczności. Lubiła dobrze przemyśleć sprawę jednak nie było to wskazane w momencie gdy w każdej chwili coś mogło na nich prawie znienacka wyskoczyć. Ruszyła w kierunku końca korytarza, tam gdzie znajdowało się działko służące do obrony by skręcić w prawo do hangaru. A stamtąd była już prosta droga do jednej z dwóch elektrowni tej bazy. - Idziemy do zbrojowni? - Spytała chcąc się dowiedzieć co planuje. Jednocześnie nasłuchiwała czy przypadkiem nie słyszy chrobotania o którym wspomniał gwardzista. To że ich nie widziała nie znaczyło że nie może oddać strzału celując przy pomocy echolokacji - Potrzebujemy lepszej broni jeśli mamy... - Nie, potrzebujemy zasilania. Nie wiemy ile ich tu jest i potrzebujemy spalić gniazdo... - Powiedziała na głos swoje założenia jednak teraz miała wątpliwości czy nie za wcześnie uznała że te stworzenia mają coś takiego. - Na filmach działa - Dodała sobie otuchy niezbyt dobrym argumentem ale to lepsze niż nic.
  2. Shey

    Sinister Ze spokojem spojrzała na miejscowego dealera rzucającego obelgami i posłała mu krzywy uśmiech. Wiedziała że prędzej czy później ktoś przyjdzie do niej z pretensjami ale nie spodziewała się że tak szybko...Czekała aż skończy swoją paplaninę ale sytuacja dosyć szybko się zaogniła... Krótko mówiąc Crimson zrobiła to znowu i prawdopodobnie bar znowu pójdzie do remontu. Nie zamierzała brać udziału w bójce, to nie było dla niej i przyglądała się chaosowi z dziwnym zadowoleniem. Przynajmniej do momentu aż ktoś nie postanowił spróbować swojego szczęścia. - To twoja szansa White - Odezwała się do niej czując na swoim boku ostry przedmiot. Odwróciła się teraz w kierunku napastnika i spojrzała mu w oczy. - Jesteś pewny że masz wystarczająco mocne karty? - Uniosła jedną brew a jej ciało poczynając od najbardziej zagrożonego miejsca zamieniło się w dym by po chwili zniknąć. Pojawiła się stojąc na stolę z dala od całego zamieszania... Co prawda zostawiła pakunek z amfetaminą ale była niemal pewna że go odzyska bo miała sposób na ogarnięcie tego burdelu. Szybko wyjęła butelkę z napisem Laudanum i dotknęła ją kopytem zwiększając kruchość szkła, moc i szybkość działania zawartego narkotyku... Po czym stłukła ją o kant stołu otrzymując setki szklanych pocisków nasączonych morfiną. Nieśmiertelnych w żaden sposób ale wystarczających by uszkodzić skórę i wprowadzić środek odurzający o niespotykanym działaniu uspokajającym. Odłamki powędrowały w tłum atakując plecy przeciwników z dala od delikatnych narządów takich jak oczy i omijając gwardzistę z którym rozmawiała... Nie chciała mieć problemów z tym tajemniczym Christianem. Szczególną uwagę jednak poświęciła ogierowi który wyprowadzał swoją niewolnice na smyczy a ona sama nie była celem zaklęcia. White Jak tylko ten ogier zaczął wtrącać swoje dwa grosze wiedziała że to nie skończy się dobrze... I nie myliła się gdy chwilę potem zobaczyła bójkę na cały bar. - O czym ty... - Nie zdążyła dokończyć Gdy Sinister zniknęła i został tylko pewien ogier z nożem. Rzuciła mu karcące spojrzenie i bez zastanowienia ruszyła w kierunku ogiera który wyprowadzał swoją niewolnicę omijając bijatykę. Nie miała pojęcia gdzie jest Crimson która mówiła że jej pomoże... Wyglądało na to że była zdana na siebie, zmęczona używaniem magii ale czuła że to jedyna okazja na uratowanie tej klaczy i wiedziała że nie może jej zawieść. Batty. - Sami również się powiesili na tych kablach? - Powiedziała Batty jakby była pewna że jednak coś tu jest... W przeciwieństwie do Katii i Fire. - Niezbyt tu miło... - Wygląd tego pomieszczenia był dosyć przerażający nawet dla klaczy która nie miała oporów przed skórowaniem zwierząt i zdobywaniu trofeum. - Zaczyna mi to przypominać jakiś film sci-fi o obcych... - Zaczęła Fire również czując się tutaj niekomfortowo i uważając by nie dotknąć kopytami zaschniętej krwi. - A na dodatek aktorzy to my. Teraz jestem zdania że nie powinniśmy opuszczać okrętu... - Dajcie spokój, dopóki tego nie widać nie może nas skrzywdzić - Odezwała się znowu pewna siebie Katii. - I wszystko da się zabić. - Nie wiem o czym mówisz bo nigdy takiego nie oglądałam - Stwierdziła Batty mówiąc dosyć oczywistą rzecz. - Ale kto normalny chciałby oglądać coś takiego dla rozrywki? - Spytała nie mogąc tego pojąć a chwilę potem zauważyła pewną rzecz. - Zaraz... To dyktafon? - Przyjrzała się i ostrożnie podszedła bliżej... Nie chciała od razu wyrwać tego z jego kopyta najpierw sprawdzając czy nie jest to połączone z zastawioną pułapką. Trochę irracjonalne zachowanie bo jakie stworzenie by było na tyle inteligentne by to wykonać ale przyzwyczajenie zrobiło swoje. Po chwili czujnego sprawdzania złapała urządzenie i spróbowała odtworzyć ostatnią nagraną wiadomość.
  3. Shey

    Sinister i White - Reaguje niezłe bo jestem zaprawiona w boju, lubię czuć ogień w przełyku... - Uśmiechnęła się szybko jej odpowiadając by potem zająć się klientem. - Ile chce za jedną kreskę? - Spytała retorycznie. - Hmm, jestem tu nowa a i tak nie przyszłam tu zarobić tylko zareklamować siebie i swój towar że nie sprzedaje syfu... Osiem bitów - Odpowiedziała po krótkim zastanowieniu. - Cena może się wydać podejrzana bo jakim cudem mi się to opłaca skoro to odrobinę ponad połowa normalnej ceny? Odpowiedź jest prosta. Mam darmową siłę roboczą - Ucięła temat. - A jeśli nadal uważacie że sprzedaje lewy towar - Spojrzała na innych zainteresowanych. - To się pieprzcie - Zabrała sprzed nosa gwardzisty plastikową podkładkę i wsypała zawartą na niej narkotyk do tequilii - Wasze zdrowie... - Powiedziała radośnie i wypiła łyk wzmocnionego alkoholu - Motorhead - Użyła ludzkiego określenia na osobę regularnie zażywającą amfetaminę. - To mogłoby być moje drugie imię.. White uważnie słuchała Crimson i na zdanie o zasadach się skrzywiła. Nie trzeba było geniusza by uświadomić sobie że się z tym nie zgadzała. - To akurat nie są reguły czy prawa - Stwierdziła odwracając głowę w jej kierunku. - Czy w kawiarni w Ponyville dzieją się takie rzeczy? Czy jest tam znak zakazu szczania i rzygania pod siebie? - Zrobiła chwilę przerwy na wzięcie małego łyka napoju. - Nie. Czy brak zasad to powód który pozwala zachowywać się jak zwierzęta? To mnie razi... A jeśli chodzi o twój plan zamieszania, myślę że już masz wystarczającą kartotekę tutaj. Po za tym to go nic nie nauczy, kupi sobie kolejną klacz niewolnice i nadal będzie zadowolony - Znowu spojrzała na tego ogiera zastanawiając się jak do tego doszło że został tak zdemoralizowany. - Zrobię to w sposób oficjalny. Wybacz, za długo pracowałam w gwardii by zmieniać metody. Batty - C-co wid-dzisz? - Wyjąkał ogier stojący na samym tyle w kierunku smoka. - Za sobą czy przed sobą? - Spytała - Bo jeśli chcesz podpytać co o tobie sądzę to nie będzie nic miłego... - Do rzeczy jaszczurko - Zdenerwowana Batty zaczęła tracić cierpliwość. - To nie pora by się popisywać pani nieustraszona. - Jaszczurko?! - Krzyknęła gniewnie ale zaraz złagodniała. - Jeśli powiedziałby to ten z tyłu już by skwierczał - Ogier o którym mówiła cofnął się jeszcze dwa kroki. - Więcej ciał, wygląda na to że uciekali na zewnątrz... Jeden skończył przebity własną włócznią a dwójka wisi pod sufitem, zostali czymś przywiązani - Podała dosyć rzeczowy opis. Taki jaki lubiła pewna klacz. - I jest napis... "OBŁĘD'' napisany krwią. - Pozabijali siebie sami? - Spytała Fire nie widząc innej opcji. - Ci gwardziści na zewnątrz też to mogli zrobić strzelając na oślep... - Być może... A być może jednak coś tutaj jest. Harpia nie zniknęła sama z siebie. Możemy wejść do środka i się przekonać... - Przełknęła ślinę i kontynuowała. - Tylko jak to spotkamy ktoś ma jakiś pomysł na zabicie tego? Nie sądzę że kulę się na coś tutaj zdadzą - Mimo to przeładowała swoją broń otwierając rewolwerowy magazynek i wymieniając dwa kryształy. - Pieprzenie - Teraz dodała swoje słowo Kati i schylając się weszła do środka bazy. - Piknik robicie? - Uważaj na... - Fire chciała ją ostrzec ale było za późno. Smok natrafił swoją nogą na przycisk aktywujący pułapkę i... Nic się nie stało. - Masz szczęście że te urządzenia są bez przeglądu od 10 lat. To jedyne wejście do bazy, korytarz długi na 80 metrów a na samym końcu znajduje się niezbyt miłe działko dla nieproszonych gości. - Wcześnie mówisz... - Kati jak dotąd bez cienia strachu straciła trochę pewności siebie. W zasadzie gdyby ten mechanizm zadziałał mogła by być martwa. - Coś jeszcze o czym powinnam wiedzieć? - Tak - Stwierdziła Fire i również wkroczyła do środka. - Nie idź szybko i stawiaj małe kroki. Powiem gdy będzie trzeba coś ominąć ale zgaduje że większość pułapek zostało już zdetonowanych - W następnej kolejności weszła Batty z zaklęciem magicznym dającym światło by inni również mogli coś zobaczyć.
  4. Shey

    Sinister i White - Miała... - Odpowiedziała najpierw Crimson wyraźnie błądząc w wspomnieniach. - Ale ja ją trochę popsułam... - Mimo wszystko uśmiechnęła się. - Widzisz, pomagałam jej przy pędzeniu tego a reszta wioski miała stracha że klacz ze smykałką do czarnej magii może dodać coś od siebie... - Wróciła do zwijania skręta i z zadziwiającą sprawnością dokończyła go. - Co prawda mocno kusiło ale nie chciałam się mścić psując dzieło matki - Odpaliła papierosa z ciekawszym wnętrzem i zaciągnęła się. - Może i większy wyrok ale wystarczy nie dać się złapać co nie? - Wskazała kopytem na nią. - Chyba coś o tym wiesz - Wzięła kolejny łyk alkoholu znowu się przy tym krzywiąc ale odrobinę mniej niż poprzednim razem. - W zasadzie nigdy tego nie piłam czyli można powiedzieć że przeżyłam swój pierwszy raz z tequilą przy tobie - Parsknęła śmiechem nie mogąc wytrzymać i nagle o czymś sobie przypomniała. Klient nadal czekał. White za to słuchała Crimson i uważnie przyglądała się całej sytuacji. Gdy ogier uderzył tamtą klacz wystarczająco mocno by ta upadła na podłogę wyraz twarzy byłej gwardzistki się nie zmienił i mogło by się wydawać że jednak to jej nie ruszyło... - Jedyną osobą co zasługuje na tresurę w tym barze jest on sam - Rzekła twardo - I ci co szczają pod siebie - Dodała nie zapominając o tym fakcie. Nadal wpatrywała się w oprawcę niewinnej istoty nie przejmując się że może to dostrzec. - Naprawdę boli mnie to że nie mogę jej pomóc w tym momencie... - Tylko na chwilę spuściła go z oczu by napić się swojego drinka. - Świeżak co? - Spytała bez cienia złośliwości Sinister w momencie w którym White rozmawiała z Crimson. Mimo to wydawała się odrobinę rozczarowana, liczyła jednak na osobę która będzie bardziej znać się na rzeczy i która kupi większą ilość towaru... Nie zwykła handlować z klientami co nabywali narkotyki tylko na własny użytek. - Trzy z czterech rzeczy które zaproponowałam odpadają od razu - Zaczęła jakby chcąc go zmartwić. - Ale amfetamina będzie prawie idealna - Uśmiechnęła się do niego i wyjęła kilogramowy pakunek... - Pewnie nie wiesz jak działa - Zaczęła szukać w swojej torbie czegoś jeszcze i po chwili wydobyła prostokątny kawałek plastiku nakładając jedną, standardową dawkę. - Po tym poczujesz przyjemne, przyśpieszone bicie serca, zwiększoną koncentracje, brak potrzeby snu i jedzenia... - Z porcji narkotyku ułożyła kreskę i położyła przedmiot po jego stronie stołu. - Mniej więcej taką ilość bierze przeciętna osoba i będzie działać przez około dwie, trzy godziny jednak jeśli nigdy tego nie próbowałeś zalecam mniejszą dawkę... Bo nie ma róży bez kolców. Są efekty niepożądane takie jak uczucie chodzenia owadów po skórze czy urojenia prześladowcze. To pierwsze jest w zasadzie niegroźne a to drugie nie wystąpi jak nie przegniesz z ilością - Musiała go trochę nastraszyć, ona również była nowa i jeśli ten gwardzista zeświruje zaszkodzi jej wizerunkowi w tym miejscu jak inni się dowiedzą skąd ma towar. - Więc pytanie czy się decydujesz i jeśli tak to ile tego chcesz?
  5. Shey

    Sinister i White - Robiła ten wyrób na sprzedaż - Stwierdziła beznamiętnie. - A jak czasami zniknęła jej jedna butelka to na ogół tego nie zauważała... - Wzruszyła ramionami uśmiechając się przy tym. - Nie zajmowała się jednak tak bardzo narkotykami jak ja, to znaczy nie typowymi bo jest dużo ziół o działaniu odurzającym a nie ma ich w spisie. Dobra była, potrafiła odpowiednią mieszanką wyleczyć katar w dwa dni a wiadomo że on zawsze trwa siedem dni... W szczególności u ogierów - Zaśmiała się. - Skręcać się nauczyłam w zasadzie sama kiedy odkryłam że ze sprzedając narkotyki zarobię dużo więcej niż sprzedając chwasty - Sinister poczuła na siebie wzrok White i mimo że nic nie powiedziała wiedziała o co chodzi. - No co? - Spytała zaskoczona. - To ich wybór czy to kupują czy nie... Po za tym jak nie ja to kto inny a ja dbam o jakość i nie wciskam syfu który ma szansę zabić. Przynajmniej jeśli masz mózg i nie przedawkujesz tego w cholerę - Przerwała na chwilę skręcanie skręta i sięgneła po swoją Tequile. Nabrała odrobinę powietrza w płuca, wypiła łyk trunku i dopiero po wydechu się odezwała. - Ugh, kopie mocniej niż wódka - Przetarła usta kopytem i zauważyła że ktoś ma do niej interes. - Coś się znajdzie... - Zaczęła jakby chciała się trochę podroczyć. - Hah, wcale nie wzięłam całej torby - Przeszło jej przez głowę że ktoś może spróbować odebrać jej te dobra ale coś zabrało tą myśl... - Mam trawkę, amfetaminę, lsd i trochę opium w płynie. Kokainy niestety nie zabrałam, wszystko ostatnio wysłałam do Manehattanu i nie zdążyłam zrobić kolejnej porcji ale jeśli chcesz coś czego nie wymieniłam... - Zmrużyła oczy. - Zapytaj, mam też trochę mniej spotykanego towaru. White nadal siedziała zmęczona, ze złym humorem i trzymana przez Crimson. Tylko spojrzała się krzywo na Sinister gdy wspomniała o handlu narkotykami jednak nic nie powiedziała. W zasadzie wiedziała że ma rację, jak nie ona to kto inny a jej towarem przynajmniej nikt się nie zatruje... - Na razie nie stara się aż tak bardzo bym straciła kontrolę... - Odpowiedziała szeptem Crimson patrząc najpierw na nią a potem na skręta. - Ale jeśli zacznie zabawiać się z nią tutaj na oczach wszystkich to nie wiem co zrobię
  6. Shey

    Sinister i White - Spodziewałam się tego - Machnęła kopytem jakby to było nieistotne. - A nawet jeśli i tak nie byłaby lepsza od tej co robiła moja mama... - Trochę przygasła gdy wspomniała o tym ale w tej samej chwili skończyła skręcać jointa. Od razu go odpaliła, zaciągnęła się parę razy dymem i dobry humor powrócił zadziwiająco szybko... Prędzej niż by to wynikało z działania używki. - Mam jedną receptę na nerwowość i spięcie. Nazywa się... - Przerwała i z delikatnym uśmiechem szukała w myślach słowa które jej umykało. Przy okazji czuła jak napięte mięśnie przez dźwiganie reszty towaru wracają do normalnego stanu i przestają boleć. - Zielone z fioletowym to doskonałe połączenie na to - Podała Crimson swój medyczny wyrób uznając że nie będzie miała problemu z tym że już używał go kto inny i wyjmując drugą bibułkę zaczęła skręcać kolejnego. - Ah, tak - Biała klacz odparła na słowa ogiera w ten sposób uznając że szkoda języka by wypowiedzieć co o tym sądzi. Chwilę potem jak na nieszczęście właśnie zauważyła jednego, skrajnie pijanego kucyka oddającego mocz pod siebie... Odwróciła głowę w innym kierunku i przysłoniła kopytem jedno oko nie chcąc na to patrzeć. W międzyczasie barman przyniósł zamówienie i White, podobnie jak Crimson nie mogła doczekać się by go skosztować uznając że odrobinę pod wpływem alkoholu lepiej zniesie to miejsce. - Mam nadzieje że... - Nie dane było jej dokończyć ponieważ poczuła że ktoś ją złapał pod stołem. Zdziwiona spojrzała się na Burn a potem rozejrzała się po pomieszczeniu szukając przyczyny jej zachowania. Nie zajęło to zbyt długo by doskonale zrozumiała o co chodzi. - To ten ogier - Stwierdziła ze złością w głosie. - Ma pieniądze i wydaje mu się że mu wszystko wolno... - Pokręciła głową. - Albo przynajmniej tyle na ile mu starczy portfela - Złapała magią swojego drinka i wzięła delikatnego łyka nie zważając na wcześniejsze obawy że ktoś z obsługi mógł dodać coś od siebie do whisky. Nic nie wskazywało na to że zamierza wyrwać się z uścisku Crimson. Batty - Też czujecie się obserwowani? - Batty spytała z niepokojem czując jak serce podchodzi jej do gardła. Rzadko kiedy się bała... Tak naprawdę strach w niej wzbudzało tylko to czego nie znała. - Nic dziwnego - Stwierdziła Fire która szła jako druga zaraz za Kati. - Taka okolica sprzyja takiemu uczuciu - Również była zdenerwowana i gwałtownie machała ogonem. - Strach was obleciał? - Głos smoka był raczej kpiący. - Dopóki mnie coś nie ugryzie nie uwierzę że coś tutaj jest - Gdy dotarła do drzwi schyliła się i zajrzała do środka nie zważając na przykry zapach. Jako jedyna miała zdolność widzenia przy sporym braku oświetlenia. - Da się to szerzej otworzyć? - Kłusowniczka zignorowała słowa poprzedniczki zadając pytanie pegazowi. - Lepiej jest mieć bezproblemową drogę ucieczki... - Raczej nie... - Odpowiedziała Fire kręcąc głową. - Zgaduje że zasilanie padło, najpierw trzeba byłoby je przywrócić włączając jedną z turbin i mieć nadzieje że kable są nietknięte. Te drzwi sporo ważą, to jednak trzydzieści centymetrów stali.
  7. Shey

    Sinister i White - W takim razie może co nieco opowiesz mi o niej na zapleczu? - Powiedziała zalotnym głosem i nieco zmrużyła oczy... Po chwili kontynuowała jakby przed momentem nie padła żadna propozycja. - Pojadę po klasyku z moich stron - Ze swoich toreb wyjęła bibułkę i marihuanę z widocznym dodatkiem innych ziół. - Macie tutaj wódkę robioną na pokrzywach? - Spytała wiedząc że są raczej marne szanse na to. - A jeśli nie macie tego syfu to niech będzie ta tequila, nie wiem jak to się stało ale nigdy jej nie próbowałam więc teraz najwyżej będzie ten pierwszy raz - Uśmiechnęła się wypowiadając ostatnie dwa słowa i odwróciła się w stronę Crimson. - Też ci skręcić? - Ja dziękuje... - White odparła ogierowi wiedząc że nie wzięła ze sobą więcej gotówki niż parę monet. Było jej trochę głupio z tego powodu ale naprawdę nie spodziewała się wypadu do kawiarni a co dopiero w takie miejsce. - Po za tym ja rozumiem że to czarny rynek, brak zasad przyjętych przez ogół i kultury osobistej... Ale czy mógłbyś rozważyć wprowadzenie chociaż jednej? - Spytała i zanim kontynuowała zrobiła małą przerwę. - Brzmi ona nie szczać pod siebie. - Nie no - Tak szybko jak zaczęła mówić sama sobie przerwała by polizać bibułkę która bez odrobiny wilgoci się po prostu nie sklei. - Nie wygłupiaj się i zamów coś - Kiwnęła jej głową by się nie martwiła o rachunek. - W takim razie... - Co prawda rzadko w ogóle piła alkohol a jak już to najczęściej wino i była niepocieszona tym że mają z nim problemy. - Cola z dodatkiem delikatnej w smaku whisky. Najlepiej Tullamore Dew - Nie zamierzała się spić ale odrobina na rozluźnienie jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Batty Każdy rozglądał się dookoła próbując coś zobaczyć... Mimo że okolica wydawała się nienaturalnie martwa i nieprzyjemna nie wydawało się że coś im grozi jednak nikt nie czuł się bezpiecznie. Dużo osób widziało jak ciało martwej harpii jakby rozpłynęło się w powietrzu... - Ja... - Batty znowu się odezwała po chwili ciszy i czuła na sobie wzrok wieli kucyków. - Nie spotkałam się z niczym podobnym... - Pokręciła głową wiedząc że jeśli tutaj coś jest nie wie jak sobie z tym poradzić. - Mam przeczucie że powinniśmy stąd odlecieć tak samo jak te harpie. - Nie lecieliśmy taki kawał by teraz zawrócić - Odezwała się Fire która wyszła zza sterów i zatrzymała się na dziobie okrętu. - Sprawdźmy co jest w środku... - Wskazała kopytem na wejście do dawnej bazy buntowników. - Może ta harpia na chwilę starczy temu drapieżnikowi. - Nie jestem przekonana że... - Chciała powiedzieć coś więcej jednak Kati która przyleciała przerwała jej. - Co jest? - Spytała widząc że wszyscy mają jakieś niewyjaśnione opory przed zejściem na ląd. - Będziemy tak sterczeć? - Chcesz iść pierwsza to proszę bardzo - W tym momencie odebrała swój pistolet od innego kucyka i uzupełniła amunicje chowając dwa dodatkowe pociski do uchwytu broni. - Coś tutaj jest... Ci gwardziści nie zabili się sami a harpie również tego nie zrobiły... - Proponuje zebrać parę osób i udać się do środka. Kati pójdzie pierwsza skoro chce, ja bo najlepiej znam rozkład pomieszczeń tej bazy, Batty bo ma najlepszą broń i słuch - Wyjawiła swój pomysł. Naprawdę jej zależało by się nie poddać i nie zawrócić z podkulonym ogonem. - I dwóch lub trzech innych kucyków jakbyśmy coś spotkali... - Nadal uważam że to głupi pomysł... - Jednorożec z genami kucoperza znowu wyraził swoje wątpliwości. - Ale w zasadzie chciałabym się dowiedzieć co to...
  8. Shey

    White i Sinister White Była w stanie zignorować wiele rzeczy. Hazard? Nic strasznego, przecież ten kto nie chce przegrać fortuny w karty nie musi brać w tym udziału. Bójki również nie wymykały się ponad jej zrozumienie. Obydwie strony liczą że wygrają a niektórzy robią to dla zabawy czy sportu. W tej sytuacji osoby postronne również mogą się w to nie mieszać jeśli nie chcą. Problem pojawiał się dopiero przy tym kucyku... Ona nie chciała zostać sprzedana i nie mogła nic na to poradzić. Krótko mówiąc to był sposób by zdenerwować White. Wracając do baru zapach alkoholu i dymu papierosowego który się tu unosił nie był jej obcy ale odór moczu to inna kwestia. Naprawdę? - Rozbrzmiało w głowie białej klaczy. - Jak można się tak schlać żeby zapomnieć pójść do toalety... - Nawet nie brała pod uwagę że ktoś mógł to zrobić z lenistwa. Cofnęła lekko nos nie chcąc wąchać tego zapachu i jednocześnie przypomniała sobie podobną sytuacje. Już raz stchórzyła i nie zamierzała zrobić tego ponownie. - W zasadzie to nie odór rozkładającego się ciała... - Westchnęła, podniosła wysoko swoją głowę zarzucając grzywą i dumnym krokiem szła za Crimson. Sinister za to nie miała absolutnie żadnych problemów z barem i tym co się w nim znajdowało. Zapach moczu? Wiele odczynników chemicznych ma gorszy i bardziej ostry zapach więc można było powiedzieć że była przyzwyczajona. Hazard, nieprzyjemne kuce czy margines społeczeństwa również jej nie ruszał. Sama uwielbiała gry w których stawką często były spore pieniądze. Gdy oczy wszystkich zwróciły się na Crimson a ta stłukła pustą butelkę Sinister tylko się uśmiechnęła i zbliżyła się do niej. - Wejście smoka? - Wyszeptała jej na ucho jak mówiła coś uwodzicielskiego a potem zwróciła się do właściciela. - A to biedaki - Miała na myśli tych co wylądowali w szpitalu przez odniesione rany. - Mocniej ucierpieli fizycznie czy psychicznie? - Spytała niewinnym głosem. - Brr. Bić się w siedmiu z jedną klaczą i przegrać to musi być trauma...
  9. Shey

    Sinister i White - Tłok zwykle pcha się do najpopularniejszego gówna - Stwierdziła Sinister strzepując popiół z papierosa na ziemie i przy okazji zauważając zmianę spojrzenia u Crimson. - Twarda jesteś, nie ma co. - Dam radę... - Stwierdziła jednak z małym przekonaniem. - Ale nie wiem co ten ogier będzie jej robić... Nikt nie powinien być czyjąś własnością - Już samo nałożenie tej klaczy obroży było wystarczającym powodem dla White by zainterweniować. - Najwyżej usiąść obok mnie - Zaproponowała nie myśląc że ta oferta dla Crimson może zostać odebrana inaczej. - W razie czego przytrzymaj mnie i nie puszczaj... - Dodała jakby zapominając że pewna osoba tutaj na nią leci. White czuła się nieswojo czując spojrzenia tych brudnych ogierów jakby na coś liczyli... Albo przynajmniej wyobrażali sobie rzeczy które dla niej były nie do pomyślenia. Gdy jeden z nich się odezwał proponując pewną ofertę zatrzymała się na chwilę chcąc go spławić czy chociażby uświadomić że nie ma na to szans sam się wycofał. - Dlaczego ja nie mam tego problemu... - Powiedziała z żalem Sinister. - Może powinnam zacząć dbać o siebie bo chętnie bym pokazała tym prawdziwym - Ostatnie słowo wypowiedziała z pełną wątpliwością. - Ogierom co ja potrafię. - Ciesz się - Odpowiedziała niezadowolona White. - Nie musiałabyś się z nimi użerać - Machnęła kończyną nie chcąc o tym rozmawiać. - Za to prawdziwych dżentelmenów na pewno już nie ma w tych czasach... - A ty znowu o tym - Zaśmiała się. - Właściwie... Każdemu dałaś po pysku tymi kopytkami że schodzą ci z drogi? - Teraz Sinister zwróciła się do Crimson. Batty - Z deszczu pod rynnę... - Stwierdziła zszokowana jak ciało martwej harpii zniknęło w mniej niż sekundę a to co ją zabrało nie pozostawiło najmniejszego śladu. - Co do... - Starała się myśleć trzeźwo, nie dając ponieść się emocjom i rozumowi który bronił się przed tym zdarzeniem pytając jak to w ogóle możliwe... Nigdy nie widziała czegoś podobnego i czuła się nie przygotowana. - Zostać na statku i trzymać się razem! - Wydarła się wiedząc że pojedynczo będą lepszym celem. Zastanawiało ją po czym łowca rozpoznaje swoją ofiarę którą atakuje. - Cechy wspólne - Powiedziała pod nosem do siebie. - Między gwardzistami i harpią w wodzie - Przyłożyła kopyto do ust. - Dźwięk i ruch - Mimo jej szybciej reakcji jeden z ogierów zdążył wyskoczyć na ląd i nie mógł wrócić z powrotem. - Nie ruszaj się... - Powiedziała już dużo ciszej tak by musiał wytężyć słuch by to usłyszeć. - Nie wydawaj dźwięku... - Nie wiedziała czy to mu pomoże jednak warto było spróbować. - Ale jak je zabić? Jak zabijają ofiary? - Spojrzała na gwardzistów i ich karabiny. Zgadywała że strzelanie po omacku nie pomaga a po tych kucykach zostały same zbroje. - Żadne stworzenie nie pożera mięsa tak szybko... Dlaczego nie możemy tego zobaczyć? Czyżby były w innym świecie czy wymiarze i najpierw wciągają nas do niego by potem zabić i zjeść? - Przestąpiła nerwowo z kopyta na kopyto. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi.
  10. Shey

    White i Sinister - Ty, White i Star to aktualnie jedyne osoby z którymi utrzymuje kontakt - Stwierdziła na pytanie o jej rodzinę ale nie powiedziała co się z nią stało. - Wygląda na to że ich nie potrzebowałaś skoro poradziłaś sobie bez nich - Wzruszyła ramionami i wyciągnęła dwa papierosy z torby. - Zapalisz? - Spytała Crimson i nie czekając na odpowiedz odpaliła swojego. - Kupił ją jednorożec, założyli jej obroże i ze swoim gorylem poszli do baru... - Odpowiedziała trochę zdenerwowana gdy była wystarczająco blisko dwóch klaczy by nie musieć krzyczeć. Zachowała jednak większą odległość niż zwykle ponieważ nie chciała wąchać dymu. - Mam nadzieje że starczy mi cierpliwości.... Batty - Co one robią? - Spytał zaskoczony dowódca zachowaniem harpii. - Nagle przestały atakować? - To oczywiste że raczej się czegoś boją - Stwierdziła Batty i wyjrzała zza burtę by poobserwować wodę... Nic jednak nie zobaczyła. - Mamy... - Rozejrzała się po okręcie w poszukiwaniu czegoś. - Coś w rodzaju przynęty? - Chwyciła martwą harpię i wrzuciła do jeziora w pewnej odległości od nich. Wycelowała w to miejsce swoją bronią. Statek tymczasem najpierw przybił do brzegu jednak rozpęd który jeszcze posiadał sprawił że wypchnął go odrobinę dalej na ląd. - Opuście okręt, nie róbcie hałasu, nie zbliżajcie się ani do wejścia ani do wody. Wydaje mi się że jest tutaj coś straszniejszego od tych harpii...
  11. Shey

    Sinister - Może nie powinnam tyle mówić... - Powiedziała cicho jakby do siebie. - Nigdy z nikim tym się nie dzieliłam więc może to zły pomysł - Wzruszyła trochę zrezygnowana kopytami. - Star jest czasami jak stetryczała pra pra i tak dalej babcia. A co do Crystal... Hmm. Może akurat ma dobre intencje i nikt jej nie rozumie? - Zaśmiała się na ten jakby żart. - Albo ma więcej szarych komórek niż typowy złol. Cholera w zasadzie wie - Gdy Crimson nigdzie nie znalazła White również zaczęła się rozglądać. - Raczej się nie rzuciła, to nie podobne do niej a to miejsce nie wygląda jak po bitwie... - W tym momencie jeden z ogierów odszedł od stoiska z czymś co wyglądało na drogie kamienie czy inne błyskotki odsłaniając białą klacz. - Patrz, tam się schowała - Powiedziała pokazując kopytem. - White, idziemy do baru! - Sinister krzyknęła w jej stronę wzmacniając głos magią by przebić się przez harmider panujący na czarnym rynku. - Czas... - Mruknęła ponuro. - Czas powolutku zjada nas wszystkich. Sprawia że ciała najpierw słabną i niedołężnieją, potem gniją by na koniec nie pozostał po nich nawet proch... - Pokręciła głową jakby nie akceptowała tego faktu. - A więc do następnego spotkania - Powiedziała i stała się bardziej przezroczysta jak chwilę wcześniej. - Owocnych rytuałów - Rozpłynęła się w powietrzu całkowicie i ani po niej ani po kamieniu nie pozostał najmniejszy ślad. Batty - Jesteście z siebie zadowoleni? - Spytał ze złością dowódca. - Banda niesubordynowanych koni! - Skarcił ich i nawet nie spoglądał na harpie słysząc że pod sobą mają dużo większy problem. - Fire, daleko jeszcze? - Spytał z nadzieją że skrycie się w opuszczonej bazie ich uratuje. - Tuż za rogiem - Odpowiedziała spokojnie Fire, pilotując tą latającą cegle nie mogła poczuć dreszczyku emocji. - To znaczy za tą górą - Okręt prawie zadrapał poszyciem o szczyt a chwilę potem gdy go minęli pilot jeszcze bardziej skierował dziób maszyny w stronę ziemi... Po kolejnych piętnastu sekundach statek dotknął wody i skutecznie wytracał prędkość brodząc w substancji dużo gęstszym niż powietrze. W oddali widniało dosyć spore wejście do dawnej siedzimy buntowników a w nim tylko ciemność... - Zostawiliście otwarte drzwi - Zauważyła Batty. - Coś się mogło zagnieździć w środku... - Gwardia pukała zbyt mocno i nawet czterdzieści centymetrów stali nie dało rady - Fire zbyła temat. - Mogło ale nie musiało a to nasze jedyne potencjalne schronienie. Przygotować się do desantu! - Krzyknęła do wszystkich. - Z deszczy pod rynnę... - Kłusowniczka zagaiła sama do siebie. - Oby te słowa nie były potrzebne. - Dobra - Smok wypluł kawał mięsa i znowu się odezwał a jej głos zabrzmiał jakby zorientowała się że przesadziła... To że znowu nazwali ją wiwerną puściła mimo uszu uznając że to nie odpowiedni moment na kłótnie - Oddaje całą. No... Prawie - Z dużą siłą rzuciła ranną zdobycz w stronę harpii która miała do niej pretensje i tym razem się wznosząc leciała w stronę statku. Może miała nieco brawurowy charakter ale nie była taka głupia by sama porywać się na armię stworów. - Gdy dorosnę to wam jeszcze pokaże! - Krzyknęła na odchodne pełna złości
  12. Shey

    Sinister - Znam jeden - Odparła z uśmiechem. - Mogę się zabić i Star również przepadnie... Widzisz, jesteśmy w pewien sposób związane - Potem jednak wyraz jej twarzy spoważniał. - A mówiąc poważnie nie chce jej odpędzać mimo tego iż obawiam się że kiedyś wróci do prawdziwego życia. W ciężkich chwilach mi pomagała i tylko ona była przy mnie... To trudna sprawa to wytłumaczenia - Wzruszyła kopytami. - To jakbyś... Nie ważne - Tym razem machnęła kończyną. - Nie mam dobrego porównania - Zwiesiła głowę i znowu popatrzyła na ogiera. - To prawda że możemy mu przetrzepać sierść ale co nam to da? Nie odbierzemy tego kamienia bo wygląda podobnie do niej a nawet ja nie jestem w stanie jej dotknąć. Po za tym znam Star, pochwali mi się tym co osiągnęła uznając że i tak jej nie przeszkodzę... Każdy antagonista wyjaśnia swój plan. Ta... - Stwierdziła nie zważając na to że na nią syknął. - Dlatego przewidywanie przyszłości to taka ciężka sprawa... - Parę razy obróciła kamień przyglądając mu się. Ten ogier naprawdę był niezłe przygotowany na to spotkanie zupełnie jakby je przewidział. Czyżby coś było na rzeczy? Tego nie wiedziała. - Będzie chętna ale jeszcze nie jest tego świadoma... - Powiedziała z przekonaniem. - Spokojnie, nie mam w zwyczaju gubić ważnych rzeczy a już w szczególności takich które są przepustką do nowego życia. Batty - Byliśmy tu pierwsi! - Odezwał się jeden z wielu ogierów do harpii. Chciał jej pokazać środkowy palec ale w porę zorientował się że stracił tą możliwość dosyć dawno temu... - Przeklęte ciało - Mruknął i stając na tylnych kopytach wykonał gest Kozakiewicza. - To miejsce należy do nas i nie obawiamy się zawalczyć o nie - Reszta która nie zajmowała się rannymi zaczęła głośno klaskać by pokazać że to oni są górą w tym starciu. Tylko dowódca był zaniepokojony zachowaniem stwora który zaczął latać wokół okrętu i wydawać nieprzyjemny dźwięk. - Będzie ich więcej?! - Próbował przekrzyczeć tłum pytając Fire czy będą kolejne kłopoty. Ona jednak nie mogła go usłyszeć w całej tej wrzawie... Wiedziała jednak że harpia nie robi tego bez powodu i wyglądało to jakby wzywała posiłki. Obróciła ster i skierowała statek prosto do bazy jednocześnie obniżając lot chcąc skorzystać z dodatkowej energii by przyśpieszyć lot. Rozglądała się na boki obawiając się że faktycznie może być ich więcej... - Zastrzel ją ktoś! - Teraz krzyknął do swoich podwładnych którzy dali się ponieść chwilą i widząc że jego słowa nie mają efektu sam zaczął strzelać do harpii z rewolweru. Kati tymczasem z zadowoleniem patrzyła jak przeciwnik spada na ziemie. Nie zamierzała jednak dać jej tak skończyć po kolejnych jej słowach. Po pikowała w dół i w dosyć szybkim tempie dogoniła ją i złapała za obezwładnione skrzydło wbijając w nie swoje pazury. - Masz coś jeszcze do dodania? - Ugryzła skrzydło harpii i wyszarpała kawałek mięsa razem z piórami. - Wiesz, zapomniałam jakie kurczaki są dobre... - Powiedziała z pełną paszczą przez co zdanie było odrobinę mniej zrozumiałe od reszty.
  13. Shey

    Sinister - Nie ma mowy - Powiedziała z przekonaniem. - Naprawdę mało rzeczy robię charytatywnie. Powiedzmy że próbowałam i to po prostu nie działa... - Trochę się skrzywiła wspominając dawne dzieje. - Nie ukradnie magii Crystal... To niemożliwe żeby tak po prostu jeden jednorożec podszedł do drugiego i poczęstował się jego magią. Nie wiem o tym zbyt wiele ale jestem pewna że to złożony proces. Ja mam w sobie krew Star więc ze mną ma łatwiej dlatego - W tym momencie przerwała widząc jak jej upiór ucina sobie pogawędkę z nieznajomym ogierem. - Nie byłabym tego taka pewna, nie tylko ja znam czarną magię na tym świecie a Star właśnie znalazła kogoś kto ją widzi a teraz nawet otrzymała od niego jakiś przedmiot... To zwiastuje problemy - Stwierdziła zastanawiając się co powinna z tym faktem zrobić. Nie mogła przecież wyrwać jej tego kamienia... - Ale to nie pora na to, idźmy po White a potem do baru - Powiedziała kierując się do wyjścia z biblioteki. - Chyba muszę się napić. Star o dziwo posłusznie wyciągnęła kopyto w stronę ogiera. Prawdopodobnie tylko dlatego że wiedziała że ma coś do zaoferowania... Kucyk kolejny raz ją zaskoczył gdy wyciągnął eteryczny kamień który mogła nawet dotknąć jednak nie okazała zdziwienia. - Rozumiem - Stwierdziła beznamiętnie. Wiedziała że każdy ma sekrety trzymane przed innymi w tajemnicy. - Może szczęście a może tak miało być... A co jeśli ja kogoś dotknę i zniszczę kamień? Również zadziała? Batty Ogier który uwolnił się ze szponów harpii spadł na okręt... To znaczy prawię bo tylko przednimi kopytami i mimo piekącego bólu dochodzącego z pleców nadal walczył o swoje życie jakby to czego dotąd dokonał było jeszcze niewystarczające. Nie był jednak sam w tej bitwie bo drugi kucyk od razu ruszył mu na pomoc. Chwycił go za kończynę i jednym silnym ruchem wciągnął na pokład. - Dług spłacony? - Spytał żartobliwie bo w tej sytuacji rolę się odwróciły. Mina mu jednak zrzedła gdy zobaczył że ogier którego uratował upada na ziemie. Wyglądało na to że rany spowodowane pazurami gdy stwór go uniósł okazały się poważniejsze niż wyglądały... Tymczasem kucyk który zabił drugą harpię również ruszył by pomóc swojemu koledze. To była przyczyna przez którą jeszcze żyli, ratowali siebie nawzajem. To prawda że wojna odsłania to co najgorsze w ludziach jednak równocześnie potrafi wyciągnąć z nich jedne z lepszych cech. Braterstwo i poświęcenie tak ważne w trudnych chwilach. Ogier z łatwością podniósł martwego stwora odsłaniając ciało kolegi. Nie wyglądało to dobrze... - Medyk, szybko! - Krzyknął i kopytem zaczął uciskać miejsce które najbardziej krwawiło próbując zatamować ranę. - Poskładamy cie... - Powiedział próbując dodać mu otuchy. - Jakoś. Batty z kolei nadal była zajęta podtrzymywaniem zaklęcia które chroniło wszystkich, wiedziała że dopóki bariera istnieje sprawy nie mogą się potoczyć gorzej niż dotychczas. Zignorowała harpię która teraz leciała prosto na nią... Nie powinna się przebić. Kati natomiast dobrze się bawiła, przynajmniej do momentu aż harpia nie zaczęła gadać obrażając ją. - Nie jestem wiwerną ptaszku! - Wykrzyczała bez zająknięcia mimo że pazury wbijające się w jej ogon sprawiały jej ból. - Jak możesz pomylić te marne podróbki jakimi są wiwerny ze SMOKIEM? - To zdanie wypowiedziała równie głośno co poprzednie wyjątkowo akcentując rasę do której należy. - Baw się dobrze nielocie... - Po tych słowach splunęła ogniem celując tylko w jej dłonie by w końcu przestała się nimi trzymać. Nie chciała od razu tego kończyć chcąc ją jeszcze bardziej upokorzyć.
  14. Shey

    Sinister - Jakbyś trochę schudła i założyła urodzinową czapkę to byłoby nawet blisko... - Zmrużyła oczy jakby naprawdę sądziła że wtedy ktoś by ją z nim pomylił w tym wypadku. - Niestety nie często mam czas pielęgnować grzywę. Jestem bardzo zajętą, pracującą klaczą która nie przejmuje się swoim wyglądem - Uśmiechnęła się wskazując na to że to nie tędy droga jeśli chce ją urazić. - Tylko ta - Teraz zwróciła się do sprzedawcy będąc zaskoczona niską ceną. Podała ogierowi jego należność i odwracając się kontynuowała rozmowę z Crimson. - Nie dziabnie, aktualnie nie ma zębów a co dopiero mówiąc o reszcie ciała. W zasadzie to jeden z powodów dla których obawiam się przywrócić ją do życia. Nie obchodzi mnie ile kucyków zacznie znowu krzywdzić ale będzie na mnie polowała chcąc mojej części mocy a wiem że gdy umierała była silniejsza ode mnie... - Gdy to mówiła po raz pierwszy było słychać w jej głosie strach. - Ta, przynajmniej teraz masz pewność że w barze tequili nie zabraknie. Nie przejmuj się nią, potrafi robić to cały czas o każdej osobie z którą zamienię więcej niż pięć zdań. Teraz jednak gdy nie używam tyle czarnej magii co kiedyś jej słowa nie mają takiego znaczenia. - Gdybym mogła opętywać kucyki to życie byłoby o wiele bardziej zabawne - Stwierdziła ze smutkiem. Robiła wiele rzeczy żeby się nie nudzić ale czasami to nie wystarczało. - Niestety tymczasowo czasy dawnej świetności mam za sobą. Chociaż jest coś o czym wcześniej nie pomyślałam... - W jej głowie zrodził się pewien pomysł by spróbować coś innego. - Przyjaźń deprawuje? A to ci niespodzianka - Była trochę zła że nie powiedział o niej więcej ani o innych przykładach użycia tych kamieni. - Kupiec wami gardzi? Ja bym mu pokazała że nie powinien... To zwykle działa. - Stwierdziła podając mu swoją metodę.- Jeśli je zdobędę... To raczej nie będzie dzisiaj więc jak znajdę ciebie? Jesteś tutaj codziennie i przeglądasz księgi? Batty - A to ci zwinna cholera... - Stwierdziła widząc że stwór uniknął pocisku. Gdy dwie harpie wleciały w tłum kucyków Batty postanowiła zrobić użytek ze swojego rogu, iskierki magii wydobywające się spomiędzy jej włosów jasno to sygnalizowały. Nie była w tym jednak tak dobra jak inne jednorożce... Zawsze zajmowało to dłuższą chwilę przez co dwójka ogierów została potraktowana pazurami a jeden z nich nawet porwany w powietrze. Ten drugi wykorzystując swój nieprzeładowaną broń spróbował uderzyć ją w brzuch mając nadzieje że go wypuści. Nie chciała pozwolić im tak po prostu zginąć, ta motywacja dodała jej sił i w końcu wyczarowała barierę i rozszerzając ją chciała odepchnąć harpie. - Zabijcie je! - Krzyknęła skupiając się na podtrzymywaniu zaklęcia. Jeden z ogierów odrzucił swoją strzelbę i podniósł dwustrzałowy pistolet mając nadzieje że jest nabity. Wycelował i spróbował trafić w przeciwnika który był zajęty ściąganiem skóry z jego współtowarzysza. Kati tymczasem wleciała w trzecią harpię i zadała jej jedną ranę... Ta jednak nie pozostała dłużna i zaczęła wbijać swoje pazury w ogon smoka. Wydała cichy odgłos spowodowany bólem i ze wściekłością zanurkowała w kierunku przeciwnika by kolejnym ciosem odciąć jej skrzydło lub przynajmniej je uszkodzić tak by nie mogła dalej latać.
  15. Shey

    Sinister - Hmm - Zareagowała na wieść że Crimson sama zajmuje się swoją grzywą. - To w zasadzie widać... - Powiedziała jakby coś było nie tak. Nie mogła pozostać dłużną za tą babcię. - Musisz popracować nad tymi rozdwojonymi końcówkami, polecam odżywkę którą stosuje Fleur de Lis... No i mogłabyś się jednak częściej je farbować bo masz odrosty - Dodała ze skrzywioną miną jakby było to co najmniej odrażające. - Szczur co prawda może dziabnąć ale jest na tyle rozgarnięty że jeszcze nie dziabnął tego nie odpowiedniego kucyka - Wskazała na siebie kopytem. - A co do tej... Nazwijmy ją roboczo Gryzelda nie będzie musiała używać zębów by rozłączać na przykład jednorożca - Uśmiechnęła się zastanawiając się w co ją uzbroić. Jak na razie przeglądając tą książkę wiedziała jedną rzecz, ciężko będzie się zdecydować bo każdej rodzai broni przecież się nie zmieści. - Ta... Dziecko nie dostało swojego cukierka - Wystawiła jej język przyrównując jej zachowanie do źrebaka. - Wygląda na to że gdzieś poszła, chyba nadal próbuje otworzyć tą księgę o czarnej magii - Powiedziała rozglądając się by upewnić się że Star na pewno nie ma przy nich. - Czemu pytasz? - Wtedy jeszcze nie wiedziałam że istnieje coś takiego jak magia przyjaźni - Odpowiedziała akolicie zagryzając wargę. - Niestety nie wiem o Discordzie zbyt dużo jednak wiem że tępe narzędzie nie zawsze warto spisywać na straty. Widzisz, można je naostrzyć a do tego potrzeba tylko odrobiny pracy i odpowiedniej okazji... A cuda same się nie zdarzają - Stwierdziła z uśmiechem. - Powinnam być martwa setki lat temu a jednak tutaj jestem i z tobą rozmawiam. Czy to nie jest przykład cudu który stworzyłam? - Jej głos sprawiał wrażenie jakby uznawała się za lepszą od niego. - Jestem ciekawa jaką zakazaną wiedzę straciliście w odmętach czasu a co wasze pokolenia dołożyły od siebie tworząc nowe czary... - Trochę się rozmarzyła ale zaraz wróciła na ziemie. - Strach silniejszy niż chęć zysku? - Spytała z zaskoczeniem. - To coś nowego - Wzruszyła kopytami i kontynuowała. - Zgaduje że mają innych kupców ale to stawia pytanie do czego je można jeszcze wykorzystać - Star zawsze była spragniona wiedzy. - A więc mam przekonać moje tępe narzędzie by kupiło taki woreczek i dało ci go do kopyta? Batty - Teraz chyba zaszarżują! - Krzyknął zaniepokojony dowódca widząc że zarówno on jak i inni muszą przeładować broń. - Na to czekam... - Odpowiedziała Batty celując w kolejną harpię, jako jedyna nie szastała amunicją i mimo że miała jedynie sześć pocisków zostały jej jeszcze cztery. Miała nadzieje że zdąży zrobić to co chce zanim zbyt wiele ogierów zostanie rozszarpanych. Po raz kolejny nacisnęła spust i liczyła że trafi, zrobiła wszystko co mogła biorąc pod uwagę nawet znikomą poprawkę na prędkość z jaką poruszał się okręt i cel. - Ta... Odlatuj. Nie ma tutaj miejsca dla naszej dwójki - Stwierdziła widząc jak mało przeciwników zostało a ona jeszcze nie zdążyła w żadnym zatopić swojego ostrza. Odrzuciła pistolet w stronę Batty nie chcąc go przypadkiem zgubić podczas szarpaniny i wzbiła się do lotu kierując się na osamotnioną harpię.