Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Shey

Brony
  • Content Count

    680
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

8 Neutral

About Shey

  • Rank
    Reroute to Remain
  • Birthday September 18

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Wrocław

Recent Profile Visitors

2,016 profile views
  1. Shey

    White - Wezmę to pod uwagę, nie wątpię że macie... skuteczniejsze metody - Zrobiła przerwę sugerując że chciała użyć mniej właściwego słowa jakim było barbarzyńskie ale zważając na to że rozmawia z jednorożcem wiedziała że musi dbać o dobre relacje. ,,Nie będzie jednak takiej potrzeby'' - Pomyślała nadal grając swoją rolę wywyższonej właścicielki. Miała tylko nadzieje że reszta, ci którzy poznali ją na przyjęciu nie uzna że to jej prawdziwa twarz i przez to ich zachowanie w stosunku do niej ulegnie radykalnej zmianie. Poczekała aż gwardzista wyjdzie i dopiero wtedy odepchnęła z ulgą zwieszając nieco głowę w dół by być trochę fizycznie niższa. - Nie wiem - Odpowiedziała patrząc na Pumpkin z bezradnością w głosie. - Krótko ją znam - Dodała trochę ciszej dając jej znać że nie miała pojęcia co dla Crimson byłoby najodpowiedniejsze w tym momencie. Czasami niektórzy muszą zostać samemu i przemyśleć, inni się wygadać i wyrzucić to z siebie a jeszcze inni... Wybrali by na przykład jakaś formę rekreacji by o tym zapomnieć. - Jednak czuje że chyba powinnaś spróbować... Mogłam ją zdenerwować swoim wtrąceniem się ale naprawdę chciałam załagodzić sytuację... - Tak jak inni zaczęła sprzątać jednak poświęcała jeszcze cześć uwagi Pumkin jakby chciała coś jeszcze dodać albo zapytać. Batty Gdy Spear powoli zrównywał z nią swój krok wydawała się nie zwracać uwagi na niego jakby była głęboko pogrążona w swoich myślach. Nie zajmowała się nawet wyczyszczeniem noża czy przeładowaniem swojej broni zupełnie jakby chciała jak najszybciej wrócić do obozu, do reszty gdzie mogła chwilę odpocząć... Albo przynajmniej nie być w stanie ciągłej gotowości do szybkiej reakcji na potencjalne niebezpieczeństwo, to musiało męczyć psychicznie a dla Batty to był już długi dzień. Nie mówiąc już o tym że swoim zdaniem popełniła błąd co dodatkowo jej ciążyło na duchu. - Tak, chce wrócić do obozu - Odparła na poprzednie pytanie gdy ogier zadał kolejne, ona sama wyraźnie była nie w sosie. - I nie chodzi o ciebie tylko nie cierpię patrzeć śmierci w oczy - Znał już ją krótką chwilę więc był w stanie zauważyć że sposób jej wypowiedzi stał się jeszcze bardziej prostszy i lakoniczny jakby nie miała już siły. Szła jednak do przodu dosyć żwawo co mogło wskazywać na to że to nie jej siły fizyczne były na wyczerpaniu. Sinister Spell Star z uznaniem pokiwała głową w kierunku gwardzisty chcąc wyrazić swoją aprobatę że przynajmniej nieznajomy podziela jej sposób myślenia. Potem, gdy jego kopyto przez nią przeszło na wylot skrzywiła się z niesmakiem jakby oznaczało to koniec zabawy w słowne przepychanki. Skoro nie miała mocy teraz jej rozmówca wiedział że jej zdania nie mają żadnej, realnej mocy. - Nie... - Sinister stojąca koło Stalkera spróbowała się wciąć do rozmowy. - A więc jednak jednak ktoś o mnie napisał w księgach? No proszę... - Zadowolenie wróciło na jej twarz patrzącą jak kopyto gwardzisty nabiera pogrążonej w mroku mocy. Nadal się nie bała jednak gdy została dotknięta mocno się zdziwiła... A potem przyjemność fizycznego dotyku zwyciężyła i przysunęła się trochę bliżej by mocniej to poczuć. - Mmm - Widać że chciała odpowiedzieć na jego pytanie ale... Ciężko było jej przerywać tą chwilę. - W sumie - Wzruszyła ramionami. - Sama nie wiem, myślałam że chociaż ze swoją elita się dzieli czymkolwiek - Nie sprawiała wrażenia jakby chciała to wiedzieć za wszelką cenę a raczej kierowała się zwyczajną ciekawością która wynikała... Właściwie to nie mógł być pewny czy bała sie że ktoś chce jej pokrzyżować własne plany czy dopatrywała się w Crystal jakiejś szansy. - Jest bardziej paranoidalna ode mnie - Dodała już znacznie ciszej. Spell tymczasem pokręciła głową i na pewno zastanawiała się na odpowiedzą mimo że praktycznie od razu wiedziała co chce powiedzieć. Nie forsowała jednak i nie przerwała Star chcąc najwidoczniej zachować jakikolwiek poziom tej rozmowy by nie stała się zwykłą przepychanką dzieci. Musiała już długo znać głaskaną klacz skoro mimo dzielącej ich nienawiści wyczuwalnej w powietrzu w pewien sposób potrafiły się dogadać... Albo po prostu nie miały innego wyboru. - Problem w tym że to fałszywe szczęście nie jest tego warte - Prychnęła z dezaprobatą. Można było zauważyć że nagle stwardniała, jej oczy przestały się szklić a głos był zdecydowany i dość głośny jak na dzielącą ich odległość. - Nawet nie wiesz co mi zrobiła więc nie masz prawa się wypowiadać skoro nie znasz tej historii. Jest tak... - Podniosła głowę i splunęła na ziemie. - Nie ma na to odpowiedniego słowa ale nawet śmierć się nią brzydzi... Albo nie miała na tyle przyzwoitości by chociaż umrzeć. Prawdę mówiąc wolałabym nie mieć jej krwi i tego daru nawet jakbym miała by przeciętna - Stalker się poruszył jakby rozumiał sens tych słów. Sinister praktycznie powiedziała że Star tak zalazła jej za skórę że byłaby wstanie się zrzec swojego chowańca... Co go najwidoczniej w pewien sposób zabolało ale ciężko było zgadnąć jak skoro był w większości stworzony z magii. Nie wystąpił jednak przeciwko swojej pani ale skupił wzrok na źródle problemu... I gdyby mógł z pewnością by ją zabił.
  2. Shey

    White Sama zastanawiała się czy to ma faktyczne szanse zadziałać. Co prawda, mogła pochwalić się wyglądem godnym arystokratki ale raz już ją to zawiodło kiedy próbowała się wprosić na pewne przyjęcie z wyższych sfer. Została odprawiona z kwitkiem przez ogiera pilnującego wejścia słowami ,,że w jej żyłach nie ma ani kropli błękitnej krwi''. W tamtej chwili ją to zatkało bo jakim cudem mógłby to wyczuć jak wszystko zrobiła w jak najlepszym porządku... ,,Oprócz jednego'' - Pomyślała w środku dostając nagłego olśnienia a na zewnątrz nadal utrzymywała się w swojej roli. ,,Reakcja była nieodpowiednia a jego słowa to był tylko test'' . Spojrzała jeszcze na Crimson by tylko skinąć delikatnie w jej kierunku głową wyrażając najprawdopodobniej aprobatę. - Nie mógł pan o tym wiedzieć więc pańska wina zostaje umniejszona - Spojrzała znowu na niego nieco przyjaźniej ale tuż pod jej skórą aż kotłowało się od zupełnie innych emocji. ,,Szlachetne jednorożce'' - Pomyślała i mimo to że tylko grała kogoś takiego zaczynała odczuwać do siebie obrzydzenie. Musiała jednak jakoś to przełknąć, było ciężko ale robiła to dla kogoś co dodawało jej sił. - Jestem pewna że poradzę sobie w drodze powrotnej... Mam tutaj jeszcze coś do załatwienia - Miała nadzieje że gwardzista połączy fakty że Crimson była na domniemanym jednodniowym urlopie i spóźniła się z powrotem do miasta... Gdzie powinien być apartament White którego nie miała. Nie mogła więc pozwolić na odprowadzenie siebie insynuując że nie skończyła ze swoją podwładną. Batty W chwilach zagrożenia takich jak ta czas dla Batty zawsze zwalniał, czasami miała nawet wrażenie że na moment się zatrzymuje by mogła poukładać swoje myśli. Nigdy nie była jednak pewna czy powinna rozważyć kolejny ruch ze swojej strony jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego. szansa jedna na sto czy wprost przeciwnie - pogodzić się ze swoim losem i przeprosić śmierć że lepiej nie wykorzystała swoich dni. ,,Czemu ta robota zawsze musi być taka brudna'' - Poczuła jak jej grzywę i sierść zwilża cuchnący, zielony płyn i rozluźniła mięśnie przygotowując się na uderzenie tego masywnego pająka. Przymknęła jedno oko gdy coś do niego wpadło a drugim obserwowała... Jak truchło zostaje zatrzymane lewitacją i z dużą siłą rzucone na bok. Stała tak jeszcze chwilę w bezruchu, zupełnie jakby słowa Speara z początku do niej nie dotarły nadal trzymając przedmiot który był tak gęsto oblepiony wnętrznościami że ledwo przypominał nóż. Przetarła lewą powiekę czystą częścią kopyta i nadal ją mrużąc spojrzała na ogiera. - Moja... - Zbierała myśli po tym jak najwidoczniej pogodziła się ze swoim losem. - Idźmy zanim wyjdą kolejne... - Podniosła swoją broń i część zgromadzonego drewna. Drżała ale ciężko było rozróżnić czy ze strachu czy ze szczęścia że żyje. Spear mógł się jednak tylko domyślać a żeby poznać prawdziwy powód mógł jedynie zapytać. Sinister Spell / Sinister Star - Nie dziwię się że jestem pierwsza - Star uśmiechnęła się widząc rozbawienie nieznajomego odnośnie tego że miała tupet mu wybaczyć. Wiedziała że ta rozmowa będzie zabawna od samego początku ale nie wyobrażała sobie takiego obrotu sprawy. ,,Nie wie że jestem tylko zjawią bez mocy?'' - Zapytała samą siebie. ,,Ten od czarnej róży od razu to rozpoznał... Chociaż ten tutaj jest dużo potężniejszy'' - Mimo że nie była tutaj ciałem potrafiła to poczuć. Tak naprawdę nie sądziła czy byłaby w stanie nawiązać równą walkę u schyłku swojego życia gdy była najsilniejsza. ,,Może padł ofiarą swojego talentu i dla niego wyglądam jak normalny kuc''. - Nikt z nowych pokoleń o mnie nie słyszał - Ucięła krótko temat wyjawiając że może mieć całkiem sporo lat na karku. Pokazała jednak swój bok ujawniając obrys czteroramiennej gwiazdy w towarzystwie fioletowego dymu. Jeśli widział uroczy znaczek tej drugiej mógł wychwycić pewne podobieństwo. Starała się zignorować niuans że został stworzony a nie urodzony jednak subtelnym uniesieniem brwi zdradziła że coś ją w tym zainteresowało. Po za tym pozostała niewzruszona gdy się do niej zbliżał, nawet w chwili w której doskoczył z szybkością pegaza. Nie miała ciała więc nie mogła zostać zraniona i dlatego nie mogła zostać przestraszona. Takie było jej rozumowanie działające w jej umyśle od długich lat. Wielokrotnie coś przez nią przelatywało i nauczyła się nie zwracać na to uwagi. Posłała mu jedynie wymowne spojrzenie zdające się mówić ,,Nie ze mną te numery dzieciaku''. - Zwykły pokaz siły jest dobry dla tłumów - Rzekła odwracając do niego głowę. - Ja wolę dłuższe zabawy. Takie w których możesz w kimś zasiać pewne ziarenko, pielęgnować je i patrzeć jak wzrasta. - Sinister Spell w tym czasie drapała Stalkera po szyi znajdując w tym najwyraźniej większy komfort niż we wpatrywaniu się w gwardzistę. - Być dla kogoś przyjacielem, jego mentorką i mówić mu że będzie najlepszy, karmić jego ambicje i mamić coraz bardziej coraz wzniosłymi obietnicami. Po jakimś czasie patrzysz jak jego irytacja i zniecierpliwienie rosną, to sprawia że forsuje siebie poza swoje granice co sprawia mu cierpienie - Szybkim rzutem oka demon pustki mógł zobaczyć jak Spell słucha tej rozmowy a jej dolna warga zaczyna drgać co było jawnym znakiem tłumienia emocji w miarę jak Star opowiadała. Wyglądało jakby tego doświadczyła. - I najlepsze jest to że robi to specjalnie dla ciebie by nie być rozczarowaniem i w tym momencie zaczyna robić się przyjemnie - Widocznie się rozmarzyła ale szybko wróciła do tematu. - Potem odbierasz mu jakąś radość z życia, najlepiej najbliższą osobę i najlepiej tak by wyglądało to na wypadek albo żeby była w tym jego wina. Czekasz potem jeszcze trochę... Właściwie to czekasz aż żal, brak odpoczynku, ból oraz czarne zaklęcia złamią jego wole i zacznie zatracać się w sobie. Będzie zbyt zniszczony psychicznie by powiedzieć ci nie gdy poprosisz o jedną małą przysługę... By na koniec pozostawić go z niczym, nawet bez jego mocy magicznej ślepo posłusznym mojej woli - Spojrzała teraz jak reaguje na to Spell która upuściła pojedynczą łzę na trawę. Ich wzrok się spotkał na krótką chwilę ale żadna z nich nic nie dodała w tej sprawie. - Ale obawiam się że ani twoja, ani moja wizja nie wchodzi tutaj w grę - Pokręciła głową. - Mam jednak pytanie a wydajesz się w miarę kompetentny. Czego tak naprawdę chce ta Cesarzowa Crystal? Chyba czegoś więcej niż władzy?
  3. Shey

    White Wiedziała że to się dobrze nie skończy... Zwłaszcza że prawie złapali ich na gorącym uczynku jakim było zorganizowanie drobnej ale przyjemnej imprezy. Jak tylko jednorożec ze straży wszedł do środka można było zauważyć zmianę w zachowaniu White. To znaczy przybrała mniej rozbawiony wyraz twarzy, bardziej pasujący do chłodnej i dystyngowanej osobistości a nawet zadarła trochę nosa do góry jakby chciała sprawiać wrażenie że jest tutaj przypadkiem. Nie odezwała się z początku i pozwoliła sprawom rozegrać się według odgórnie ustalonej kolejności praktycznie nie zmącając ich swoją obecnością. Tak naprawdę nie wiedziała co ma począć w tej sytuacji by nie splamić reputacji rodziny Pumkin bo jeśli rozegra się tutaj walka... Nikogo nie ominie przesłuchanie kim była ta awanturniczka. Swoim aktorstwem chciała jedynie kupić trochę czasu ale Crimson nie mogła się powstrzymać i wcale nie pomagała. Oberwała promieniem i kolejny taki atak może skończyć się dla niej tragicznie. Nie wątpiła w to że ona ma plan jak się wydostać ale byli tu jeszcze postronni. White musiała coś zrobić i musiała zrobić to teraz... Więc delikatnie odchrząknęła posługując się przy tym gracją godną wyższych sfer zwracając na siebie uwagę tej poróżnionej interesami dwójki. - Nie ma powodu do zmartwień panie... - Spojrzała na niego z dość mocnym chłodem jakby rozeźlona że się nie przedstawił. Nie musiała nawet udawać ponieważ w środku była wściekła za to co uczynił. Kontynuowała jednak dalej bez oporu wścielając się w swoją nową, wypaczoną dla potrzeb sytuacji osobowością. - I do marnowania drogocennej magii na kogoś takiego jak ona nawet jeśli to zaklęcie ofensywne ale jeśli już do tego doszło mam nadzieje że nauczy ją to chociażby odrobiny dobrych manier - Teraz skierowała wzrok na krótką chwilę na Crimson by dać jej do zrozumienia jakim rozczarowaniem się stała ale szybko wróciła do rozmowy z osobą na swoim poziomie. - Dostaje dzień urlopu na rok, już go wykorzystała i nie będzie sprawiać więcej problemów... I dopilnuje że jeśli jej język się nie poprawi, straci go. Batty Jak zwykle w walce często liczy się percepcja i refleks, to znaczy ten kto pierwszy dostrzeże i wyprowadzi cios na ogół odnosi zwycięstwo. Oczywiście zakładając że przeciwników nie dzieli przepaść mocy lub wytrzymałości a w tym wypadku... Raczej tak nie było, przynajmniej w ocenie Batty która by się mocno zdziwiła gdyby się pomyliła. Jeden padł, drugi wkrótce miał do niego dołączyć a potem pozostaje tylko zwinąć się z tego miejsca i dołączyć do reszty. Bardzo prosta sprawa zwłaszcza że Spear okazał trochę kompetencji jako gwardzista i wystrzelił promień magiczny w swojego przeciwnika odrzucając go do tyłu. - Bierz drewno i uciekamy zanim wyjdą... - Odprowadziła wzrokiem stworzenie i więcej nie zaprzątała sobie nim głowy uznając że po nim. W końcu taki atak nieźle by połamał większego kucyka. - Kolejne - Dokończyła zdaniem jednak coś było nie tak już w tej chwili. Czuła to a raczej słyszała swoim słuchem który dzień wcześniej był utrapieniem. Teraz jednak okazał się na wagę złota bo jeszcze zanim Spear zdążył ją ostrzec usłyszała jak coś leci w jej kierunku. Wiedziała że najlepiej się odsunąć w lewo albo w prawo... I instynktownie wykonała unik przed nieznanym w lewo uznając to za swój lepszy kierunek. Spojrzała się w tamtą stronę i właśnie w tej chwili obok niej przeleciała masa lepkiej pajęczyny ale to nie był koniec bo pająk wystrzelił jeszcze raz z tą różnicą że teraz on był pociskiem. Nie mogła posłużyć się jednak poprzednim manewrem bo czuła jak jedno z jej kopyt mimo wszystko zostało przytwierdzone do gruntu bo sieci okazało się po prostu za dużo. Miała jednak nóż którego nie wypuściła ze swojej magii, skierowała jego długie ostrze w stronę przeciwnika i z całej swojej mocy pchnęła nim celując w żuwaczki które musiały być słabszym miejscem. ,,Wszystko albo nic'' - Pomyślała nawet nie zamykając oczu chcąc w razie czego oglądać najgorsze. Sinister Wiedziała że ten gwardzista jest realny nawet w tej sytuacji gdy spróbował zabawić się jej kosztem i udawać że jednak nie istnieje. Po prostu czuła to gdy patrzyła mu w oczy. Ta aura... Z czymś takim się jeszcze nie spotkała i nie była pewna czy byłaby w stanie zachować zmysły na trzeźwo. Teraz jednak ośmielona i otumaniona na raz narkotykiem i niewyspaniem nie było to niewykonalne. Skoro to ten z oddziałów śmierci nie dziwiła się dłużej że White tak długo zajęło powrót do normalności po tym ataku na Canterlot. Nie miała jednak czasu o tym myśleć bo postać jednak postanowiła się odezwać. Słuchała więc poświęcając większą cześć swojej uwagi pozostając niewzruszona na swoisty komplement i przybrała lekki grymas dopiero gdy powiedział o skosztowaniu jej. Zastanawiała się czy specjalnie powiedział to tak by brzmiało to dwuznacznie. Zanim jednak przystawiła kopytko do swojego pyszczka by się zastanowić jej rozmówca wystrzelił prosto w nią swoim promieniem... I poczuła się jakby właśnie dała sobie jakiegoś dobrego stymulanta prosto w żyłę. Dobrze znała to ciepło rozpływające się po organizmie jednak ostatnio była na odwyku... I poczuła jak wracają jej zmysły, normalny stan umysłu co było kompletnym przeciwieństwem do tego czego się spodziewała. Stalker ruszył się o parę centymetrów przez tą akcje ale zrozumiał że nic złego się nie stało. Zupełnie jakby miał posiadał mocną więź ze swoją panią po której mógł ocenić czy została skrzywdzona. Nagle zaczęła odczuwać rosnący lęk, strach i czarne myśli spowodowane obecnością i magiczną poświatą tej istoty. Czuła go dużo wyraźniej i poczuła jak bicie jej serca przyśpiesza przez wyrzut adrenaliny do krwi. Nie była jednak pierwszym lepszym kucykiem z ulicy który by zamarł na ten widok bez słowa. Wiele razy parała się szemraną magią która innych by doprowadziła do utraty siebie w swoim własnym umyśle. Nie była tak czysta jak White a to była jej przewaga. Zgadzała się z pewnym zdaniem które kiedyś usłyszała - Będąc skażonym złem jest się umocnionym do walki z nim. Tak samo jest z szaleństwem.... Jej osobowość była odchylona od ogólnie przyjętej normy a więc każda psychoza wydawała się bardziej normalna niż zwykle. Mimo to sierść na karku zjeżyła się jej i nie była patrzeć prosto w oczy swojemu rozmówcy jednak uciekła się do prostej sztuczki. Patrzyła za niego co sprawiało wrażenie że jednak utrzymuje kontakt wzrokowy. Star biegła w tym czasie w najlepsze z chytrym uśmieszkiem. Nie musiała się obawiać o nic skoro jej tu nie było! Żadnego dźwięku gałązki, sapania czy czegokolwiek innego. Praktycznie plan idealny można by rzec, przynajmniej dopóki coś przez nią nie przeleciało. ,,Czy to był konar?'' - Zadała sobie pytanie i wyglądała jakby na chwilę straciła wątek. Otrząsnęła się i posłała urażone spojrzenie gwardziście zupełnie jakby jego obecność na jej świadomość zupełnie nie wpływała. Wskoczyła z lekkością na pień przeciętego drzewa zyskując przewagę wysokości... Ale dla niej to było po prostu podwyższenie na które po prostu zasługiwała a nie przewaga taktyczna. Sinister tymczasem odzyskała głos zwalczając drobną tremę. - Cieszę się że mój twór przypadł ci do gustu - Wysiliła się na drobny uśmieszek. Wyglądało na to że ceniła komplementy od kogoś silniejszego od niej. - Ale... - Przymknij się zrozumiano? - Star ją skarciła w niezbyt miły sposób. Wyglądało na to że ktoś odebrał jej dobry humor. - To nie ładnie traktować mnie w ten sposób - Skrzywiła się w złości. - I to jeszcze za taki niewinny psikus? - Machnęła prawym kopytem w powietrzu zbywając temat. - Ale jestem gotowa to wybaczyć. - Potem wskazała tą samą kończyną na siebie. - Jestem Sinister Star a ty? - Spytała z wyraźną ciekawością.
  4. Shey

    Batty Pomimo magicznych błysków dających pewne oświetlenie dużo nie widziała w tej dziurze... Ale po dźwiękach wnioskowała że dużo się tam działo i dziękowała sobie że nie zgrywała bohaterki która by tam po prostu skoczyła. Wiedziała że nie jest jedną z nich nie mówiąc już o tym że nieznane może zadać druzgoczący cios i nie zawsze chciała z tym igrać. Na szczęście Spearowi udało się zaklęcie teleportacji mimo że sprowadził gości. Takie było ryzyko ale ważne że się wydostał. Teraz mógł liczyć na pomoc drugiej osoby która prędko wzięła za cel jedno z tych stworzeń i pociągnęła za spust uwalniając dawkę magii. Szybkość jednak sprzyja niedokładności i pocisk chybił pająka. Batty nawet nie myśląc wzięła poprawkę i za kolejną próbą uśmierzyła ból istnienia pierwszego z przeciwników. To nie był jeszcze koniec ale jak na jej gust dało się to nazwać dobrym początkiem. Spostrzegła drugie zagrożenie ale był pewien problem - bezpośrednio za nim znajdował się Spear i wiedziała że najpewniej, jeśli zdecyduje się strzelić upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. To jednak dalece rozbiegało się z jej intencjami więc opuściła broń która upadła bezwiednie na ziemie i sięgneła po bagnet z zamiarem skrócenia tego stworzenia o żuwaczki by potem rozbebeszyć go tak dla pewności. Miała nadzieje że zdąży zanim stanie się coś złego. Sinister Sinister usłyszała głos który w swojej arogancji miał odwagę się czepiać o godzinę w której się wybrała by podziwiać piękną okolicę a po nawet mogła zobaczyć jego właściciela na co prychnęła. ,,Na to mnie nie nabierzesz, jebańcu'' - Stwierdziła mając na myśli swój mózg. ,,Jakie szanse są że spotkam gwardzistę w tym lesie? Raczej małe bo nikt normalny tego nie patroluje.'' - Uśmiechnęła się zacięcie świętując w duchu kolejne zwycięstwo logiki nad chorymi wytworami swojej wyobraźni. Niestety zdażyła już zapomnieć że kogoś tutaj mieli szukać... I właśnie znaleźli się nawzajem. - Nie wydaje mi się - Jej ton głosu wskazywał na to że traktuje swojego rozmówce z góry. - Po za tym moje pozwolenie mam tam - Pokazała na Stalkera. Z krzaków wystawała mu jedynie opierzona głowa z lekko rozchylonymi szczekami by dało się podziwiać ilość zębów w jego arsenale i przednie łapy z pazurami. Tułów miał lekko pochylony jakby był gotowy do skoku jednak otwartej wrogości raczej nie ukazał a bardziej zaciekawienie połączone z ostrożnością. - I wyprowadzam je właśnie na spacer... - Zamierzała iść dalej ale... Mimo że była otumaniona końską dawką narkotyku coś jej nie grało w tym temacie. Od kiedy twory jej magii mogły widzieć twory jej wyobraźni? No właśnie tu mniej więcej leżał pies pogrzebany. - To ty to zrobiłeś prawda? - Zapytała już nieco spuszczając z tonu ale nie była zażenowana swoją pomyłką. Star w międzyczasie od razu wiedząc co jest na rzeczy spróbowała zagrać w pewną grę. Wiedziała że wychodzą naprzeciw potężnemu jednorożcowi biegłemu w sztuce magicznej i chciała zajść go od tyłu po szerokim łuku zostawiając Sinister z tyłu. To mogło być głupie ale jedynie gdyby żyła. Prawda była taka że jej tutaj nie było, nie miała żadnej mocy a więc nie mogła nikomu nic zrobić ale ona sama nie mogła paść celem ataku. Jedyne co ją motywowało do tego zachowania to po prostu dzika ciekawość czy ten gwardzista się zorientuje i chciała ją zaspokoić nie mając nic do stracenia.
  5. Shey

    Batty Przewróciła oczami gdy znów zaczął mówić że największym problemem jest to na co ona nie miała najmniejszego wpływu. Nadal nie rozumiała czym niby zawiniła że może być za to karana ponieważ nie wybrała kim się urodzi. - Ja nie będę chętna ku niemu... I to wystarczy - Powiedziała ze spokojem ale jej wyraz twarzy zmienił się na zaskoczony gdy usłyszała trzask gałęzi a potem upadek Speara w ciemną pustkę. ,,Ten to ma pecha...'' - Pomyślała i ruszyła w jego kierunku z już wcześniej zaświeconym rogiem by chociaż trochę rozjaśnić sprawę. Spojrzała na niego z góry i odpowiedziała na jego pytanie. - Nie mam - Stwierdziła sucho przypominając sobie że ostatnią zużyła jakiś czas temu i od tamtej pory w jej kopyta nie wpadła żadna następna. Nagle jednak sytuacja stała się mniej ciekawa gdy okazało się że tam coś jest. - Teleportuj się?! - Krzyknęła będąc zdziwiona że od razu na to nie wpadł. W końcu był szlachetnym jednorożcem posiadającym pełny dar magii. Sięgnęła jednak po swoją broń i mierzyła w dół chcąc go osłaniać podczas rzucania tego szybkiego zaklęcia. Sinister Trójka poszukiwaczy niebezpiecznych przygód które z całą pewnością lepiej byłoby uznać za zbędne dzielnie lub z brawurą wynikającą z arogancji posuwała się naprzód. Ciężko było tą wycieczkę nazwać cichym podejściem, Stalker wraz ze Star radzili sobie wyśmienicie ale Sinister... Złapała narkotykowy zjazd właśnie w tym najmniej odpowiednim momencie. Co chwilę nerwowo rozglądała się na boki widząc rzeczy których tak naprawdę nie było ale jej nadaktywny, zestresowany mózg przeistaczał nieożywione rzeczy w potwory chcących jej śmierci. - Sin, co jest? - Spytała Star skracając jej imię. - Nie gadaj że znowu się przećpałaś? - Dodała z zażenowaniem patrząc na jej zachowanie. - Idźcie dalej, dajcie mi chwilę. - Powiedziała wyciągając sprzęt i sypiąc kolejną kreskę. ,,Czym się strułaś tym się lecz'' - Pomyślała widząc kilkanaście metrów od siebie małego źrebaka którego na pewno nie mogło tam być. To byłby nonsens ale z drugiej strony co ją to obchodziło. Ten był przynajmniej zajęty własnymi sprawami i jej nie straszył. Zrobiła to co miała zrobić i wpadła na kolejne wyjaśnienie tej zjawy która tak naprawdę mogła być duchem. Podobno środki psychoaktywne mogą pomóc w chwilowym zdarciu zasłony oddzielającej tamten świat... ,,Ah, znowu te dziwne myśli'' - Pomyślała znowu i ruszyła dalej czując przyjemne pieczenie w nosie. ,,Zaraz będzie lepiej''
  6. Shey

    White Wish Jeszcze przez krótką chwilę popatrzyła w oczy Crimson by potem trochę spochmurnieć rozglądając się po innych którzy wręcz uciekali do swoich domów przed tą kontrolą gwardii która miała być tutaj lada moment. White wyglądała na nieco rozczarowaną, ten czas spędzony na zabawie tak szybko minął i trochę ciężko było jej przełknąć że to już koniec. Po chwili jednak delikatnie się uśmiechnęła wiedząc że gdyby miło się nie bawiła to przyjęcie by się dłużyło. - Na pewno to nie problem? - Spytała chcąc się jeszcze upewnić gdy rozmowa między dwoma klaczami dobiegła końca. Chyba nie chciała uchodzić za jakąś księżniczkę względem Crimson zawsze dostając lepsze miejsce do spania. Batty - Być może dlatego że nie ma tego w tobie - Odparła niemal od razu na pierwsze jego zdanie. Potem czekała chwilę z odpowiedzą chcąc nad nią pomyśleć lub po prostu przeznaczała kolejne sekundy upewniając się że nic się do nich nie podkrada korzystając ze swojego słuchu. - Nie, nie pamiętam nawet jeśli byłam w Equestrii - Trochę teraz ona się skrzywiła. - Nie jestem nawet do końca pewna ile mam lat. Nie wiem czy o tym mówiłam ale piętnaście lat temu straciłam większość pamięci - Nie rozwinęła jednak tematu nie uznając tego teraz za istotne. Urwała pokaźną gałąź i spojrzała się na niego chcąc zobaczyć emocje na jego twarzy. Ona sama nie wydawała się wzruszona, może nie dlatego że nic nie było w stanie jej przestraszyć ale dlatego że słowa są dosyć okrojone jeśli chodzi o oddawanie istoty problemu. - Nie uważam się za uprzywilejowaną w walce z wyszkolonym jednorożcem... No, może w jednym jedynym wypadku gdy on nie wie że jest celem - Skwitowała krótko i rozejrzała się ile drewna już nazbierali. Chciała powoli już wracać uznając że narobili już dość sporo hałasu ale z drugiej strony nie warto było robić drugiej wycieczki po chrust. - Dopóki kogoś nie zastrzelę to wierzę że nie będę miała ich na ogonie a wizyta u starej przyjaciółki to jeszcze nie zbrodnia - Nadal zdawała się nie rozumieć że sam fakt bycia mieszańcem może stwarzać problemy. Sinister - I? - Spytała po dziesięciu sekundach Sinister unosząc brew. - Reumatyzm ciebie dopadł że nie możesz wyprostować nogi? - Nie bądź śmieszna - Skrzywiła się Star. - Choroby to domena ciała którego nie mam... Po za tym nie poczułaś tego? - Spytała nie dowierzając że jej uczennica mogła to przeoczyć. - Ta fala magii... Coś jakby krzyk agonii dziesiątek czy setek istnień... - Tylko totalny ignorant by tego nie wyczuł - Stwierdziła machając kopytem wiedząc że może jest o jeden czy dwa poziomy magiczne pod swoją rozmówczynią ale bez przesady. - Nie pierdol że chcesz tak iść - Nagle zdała sobie sprawę do czego to prowadzi. - Ehem, to też domena ciała... - Odparła zamyślona ale teraz już ze smutkiem. - No coś ty, jesteś tak samo szurnięta jak ja i tam nie pójdziesz? - Znikąd pojawił się eteryczny zegarek i pokazała wskazówki Sinister. - Jeszcze pół godziny do zakazu przemieszczania się a jak ten uzdolniony ktoś będzie nie miły to zawsze można dać nogę - Uśmiechnęła się przekonująco. - Taka okazja może się nie powtórzyć. - No w sumie... Masz rację, Stalkerowi przyda się spacer - Dość łatwo dała za wygraną, zupełnie jakby ją również ciekawiło co to takiego. Poświęciła tylko jeszcze chwilę by posprzątać niegrzeczne rzeczy ze swojego domu takie jak rozłożony na części karabin i wyszła przez drzwi chowając klucz pod wycieraczkę. Zabrała jeszcze pióropusz i zrzuciła swoje przebranie by przywrócić swój wygląd do tego znanego z wpadki w świątyni - No, prowadź do tej aury śmierci - Zachęciła swojego zwierzaka zachowując od niego odstęp około pięciu metrów by w razie czego to on otrzymał pierwsze uderzenie. Z resztą, on sam jako istota magiczna potrafił wyczuwać magię i inne istoty nawet lepiej niż ona z powodu braku normalnego wzroku.
  7. Shey

    White - W tej sytuacji raczej nie chodzi o ciebie... - Mówiła bardziej szeptem jakby nie chciała by usłyszał to nikt poza nią. Do tego na komplement Crimson nawet się odrobinę zarumieniła. - Tylko o mnie bo nie wiem czy byłabym w stanie... Chyba się... Z resztą, nie ważne. Kiedy indziej - Uśmiechnęła się delikatnie ale raczej sztucznie jakby chciała tym przykryć zakłopotanie. - Też kiedyś uciekłam - Zmiana tematu teraz była dla niej jak znalazł. - Myślałam że tak będzie lepiej ale niestety to nie rozwiązuje problemu - Pokręciła głową. - A nawet jeśli oddalisz się wystarczająco daleko by nie widzieć że coś jest nie tak nadal będzie to ciążyć jako wspomnienie, przynajmniej tak jest w moim przypadku. Spojrzała potem na biegnącą Pumkpin kiwając głową że nie musi się tak śpieszyć. - Ja bym chyba została bo do Ponyville i tak nie zdążymy a utknąć na całą noc na rynku mi się nie uśmiecha - Ukradkiem zerknęła na Crimson badając jej reakcje. - Oczywiście jeśli to dla was nie problem żebyśmy jeszcze zostały - Nie chciała się z drugiej strony naprzykrzać i nadużywać gościnności. - I może znajdzie się jeszcze odrobina tego cydru? Batty - A bo ja wiem... - Zaczeła szukać jakiegoś logicznego wytłumaczenia. Trochę skrzywiła się gdy poczuła odór który tak naprawdę sama rozprzestrzeniła. - Nie zdziwiłabym się jak jeszcze by się podniósł - Wytłumaczyła swoje postępowanie i nie wiele myśląc odrzuciła truchło dalej w mrok a na swoim nożu użyła zaklęcia czyszczącego przedmioty. - To nie bycie miłym, po prostu uznaje że nie trzeba o wszystkim rozpowiadać - Sprostowała jego spostrzeżenie. - Możesz olać temat zawdzięczania komuś życia - Stwierdziła sucho. - Niektórzy potrafią i wychodzi im to raz lepiej a raz gorzej, nie ma w tym prawidłowości - Delikatnie się uśmiechnęła jakby samo ostatnie słowo ją bawiło. - A więc jeśli ktoś mnie będzie tłukł batem na twoich oczach najlepiej odwróć wzrok lub jakoś to przebolej bo nie zamierzam się wycofać w połowie drogi... I nie, nie słyszałam o tej elicie - Na chwilę przestała mówić. - Chyba że pogłoski się liczą ale nikt nie chce mówić o co dokładnie biega. Sinister W niewielkim wymiarze jaki posiadała Sinister z chwilą odkąd wypaliła się ostatnia świeczka panowała nieprzenikniona ciemność a jedynym rozlegającym się dźwiękiem był ciężki, niespokojny oddech. Sytuacja jednak po chwili się zmieniła gdy Stalker wstał i zaczął stukać pazurami o kamienną nawierzchnie podchodząc do swojej pani próbując ją wybudzić. - Coo? - Spytała nieprzytomna niemal skrzecząc przez swoje wyschnięte podniebienie i gardło. - Znowu padłam przy pracy? - Spytała głaszcząc swoje urocze zwierzątko. ,,Gdzie to ja skończyłam?'' - Pomyślała próbując pozbierać myśli. - No tak - Ponownie zapaliła światło i wzięła w lewitacje papierowy rulonik mając zamiar wrzucić coś do nosa by odzyskać siły. Chowaniec Sinister jednak zadziałał szybciej niż ona i przykrył biały proch łapą. - Ja wiem że to nie jest dla mnie dobre - Co dziwne zaczęła mu się tłumaczyć zamiast go pogonić. Mogła bo miała nad nim władzę jednak nie o to tutaj chodziło. - Ale powiedzmy że podnosi mnie to na duchu - Jej ton głosu był dosyć błagalny, jakby bardzo chciała by to zrozumiał ale wątpiła że tak się stanie. Nie mógł pojmować życia nie będąc żywym i nie winiła go przez tą wadę. - Skończę z tym ale jeszcze jest za wcześnie... - No proszę - Star w swoim starym zwyczaju pojawiła się znikąd. - Twój podwładny zaczyna mieć więcej rozumu niż ty - Szyderczo się uśmiechnęła. - Mam nadzieję że pamiętasz o naszych uzgodnieniach? - Nie czekając na odpowiedz Sinister przystąpiła do swojej sprawy. - Ile jeszcze? - Wyjazd stąd - Odpowiedziała próbując podnieść głos jednak nie do końca była wstanie. - Nie masz prawa tutaj być. - A kto mi zabroni? - Nie miała współczucia nawet w tej sytuacji. - Ty? - Spytała lekceważąco. - Aktualnie jesteś za słaba by cokolwiek zdziałać - Pokręciła głową i podeszła do niej na odległość dwóch kroków. - Rano powiedziałaś że wieczorem znajdziesz chwilę czasu dla mnie i raczej nie masz jak się wyplątać. Sinister wyglądała na zdezorientowaną ale jedynie do momentu w którym spojrzała na zegar... I z początku wydawało jej się niemożliwym że tyle przespała jednak przez ostatnie dwie noce nie zmrużyła oka a do tego poddawała swoje ciało sporemu wysiłkowi magicznemu. - No dobra - Dała za wygraną nie mając siły się nawet kłócić. - Ale za pół godziny jak się ogarnę - Nadal nie rozumiała po co Star potrzebuje tam swojej uczennicy... Ale Sinister uznała że skoro to jest droga do spokoju uznała że to przeboleje. Po upływie godziny Sinister wyglądała o mniej więcej połowę lepiej. Nawodnienie, uzupełnienie witamin, minerałów oraz szybki prysznic jednak potrafią zdziałać cuda. - Gotowa? - Star spytała znudzona patrząc znowu na zegar jak upływają sekundy. - Czekaj, jeszcze szczotka... - Rozejrzała się po swoich rupieciach i schowała w torbę krwawe kamienie kupione po istnej, słownej batalii ze sprzedawcą. - Z drugiej strony i tak się nie czeszę... - Smyraj ten swój eter czy co tam masz z nim zrobić i miejmy to już za sobą - Starała się robić dobrą minę do złej gry... Ciekawiło ją jednak jakie są szansę na to że wylądują w klatce jednak Star zbyt bardzo zależało by ją od tego odwieść. - Nie pośpieszaj mnie gdy sama doprowadzałaś się do ładu przez godzinę - Powiedziała powoli jeszcze przytrzymując Sinister w niepewności by po chwili zniszczyć kamień.
  8. Shey

    White - Zwykle tańczę sama... - Powiedziała widząc że Crimson podaje jej kopytko lecz mimo swoich wcześniejszych słów chwyciła za nie. - Jednak myślę że trochę urozmaicenia się przyda - Uśmiechnęła się i wkroczyła na parkiet za nią. Cichsza muzyka w zasadzie nie była dla niej czymś złym, wprost przeciwnie ponieważ nie zagłuszała rozmów. White z początku miała trochę problemów z dostosowaniem się do stylu swojej partnerki ale w miarę szybko udało jej się załapać o co chodzi nadal zachowując pewną dozę gracji i elegancji w swoich ruchach. - Szkoda że nie... - Klacz chciała zacząć jakiś temat, niestety nie było dane jej dokończyć pytania przez to że najwyraźniej Crimson zachciała być nieco bliżej niej... - Um - Zaczęła zakłopotana i niezbyt pewnie po tym incydencie którego się nie spodziewała. - Ja też nie... - W zasadzie nie do końca wiedziała jak to wyjaśnić, zwłaszcza po tym co zostało powiedziane przez nią potem. White już dłużej chyba nie była w stanie udawać że niczego nie widzi w jej akcjach. - Nie było żle... To znaczy nie jestem zła jednak... - Plątała się w swoich słowach. Nie przeszkodziło jednak to w chwyceniu kopyta by mogła wstać. - Ale zwykle o tym nigdy nie myślałam i chyba lepiej będzie jak zostaniemy przyjaciółkami? - Spokojnie wyrzuciła to wreszcie z siebie patrząc w jej oczy. Batty Podeszła do miejsca w którym stał Spear jednak nic na razie mu nie odpowiedziała. Rozświetliła swój róg dając jeszcze więcej światła uznając że jeśli coś jeszcze ma ich znaleźć to i tak nie będzie miało to z tym większych problemów. Chciała jednak jeszcze lepiej przyjrzeć się okolicy by upewnić się czy nie ma więcej tego cholerstwa wokół. Po chwili obserwacji chwyciła lewitacją nóż i rozpruła bardziej brzuch istoty która nadal się wiła. Wyznawała zasadę że na ogół ostrożności nigdy za wiele. - To już nie są moje, znajome tereny więc nie - Sucho stwierdziła. Może byłaby wstanie coś o tym powiedzieć jakby bliżej się przyjrzała ale nie widziała w tym sensu. - Różnorodność tych stworów jest ogromna więc chyba nie da się poznać ich wszystkich... - Pokręciła głową. - Więc jedyne dobre wyjście by się chronić to zawsze pozostawanie czujnym - Zaczęła pomagać mu w zbieraniu drewna by szybciej zakończyć cały proces. - Jak coś to nikt nie musi o tym zdarzeniu wiedzieć - Nadal nie do końca rozumiała jego pojmowanie ale uznała że to mu będzie na rękę. Nie był to akt przyjaźni ale po prostu nie chciała mieć z nim sprzeczek.
  9. Shey

    White - Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłam... Uważam że każdy jest jedyny w swoim rodzaju ale jednak pewne podobieństwa istnieją - Uśmiechneła się gdy Crimson przewracała oczami, nie chciała jej urazić a dla niej bycie indywidualistką zdawało się jednak dosyć ważne. - Więc wygląda na to że to jedno miejsce z niewielu gdzie zatrzymał się czas - Nie wiedziała co o tym sądzić. Miała złe zdanie o ludziach, brudna rasa biorąca wszystko co tylko zapragnie a tutaj okazuje się że również wiele stracili... i to najpewniej już nie wróci. Miała pewną możliwość połączyć się z nimi w tym odczuciu ponieważ sama uważała że jej dawne życie już nie wróci i na zawsze pozostanie wspomnieniem. Chciała o nie walczyć ale prawda była taka że nawet nie wiedziała od czego zacząć. - A Crystal z tą swoją wizją nie wygląda na osobę która złoży broń zanim osiągnie swój cel... Ale zawsze to jakaś droga by to jakoś opóźnić, sama nie wiem chociaż też się nad tym kiedyś zastanawiałam - Odpowiedziała jej również na ucho i spojrzała teraz na Pumpkin. - Tylko pisz na ten drugi adres, jest bezpieczniejszy - Wyjaśniła również się ciesząc że ta nowa znajomość się nie urwie, przynajmniej jak na razie. Znowu przez krótką chwilę zainteresowała się ciastem i chyba powoli można było uznać że dobre jedzenie to jej słabość... Co było zastanawiające patrząc na jej zgrabną sylwetkę. - W zasadzie czemu nie - Odłożyła łyżeczkę na talerzyk. - Dawno nie miałam okazji Batty Tak szczerze jakoś niespecjalnie przeszkadzała jej ta cisza i to jej towarzysz traktował ją jak powietrze. Nie miała wiele mu do powiedzenia a rozmowa tylko by ją rozpraszała i przeszkadzałaby w nasłuchiwaniu otoczenia w poszukiwaniu potencjalnych problemów. Szła z nieco pochyloną głową na granicy magicznego światła rzucanego przez Speara pozwalając by jej oczy przyzwyczaiły się do panującej wokół ciemności... I nie było żadnych wątpliwości że bardziej go ubezpieczała z wyciągniętą bronią przed potencjalnym niebezpieczeństwem niż szukała razem z nim drewna. Wierzyła że jego mniej rozsądne zachowanie, przynajmniej jej zdaniem sprawi że będzie pierwszym celem w razie ataku. Podobnie jak on zatrzymała się w pewnej odległości od uschniętych konarów które mogły być dość dobrą kryjówką jakiegoś stworzenia... Jego pomysł na sprawdzenie czy coś się tam nie czai nie był zły, w końcu lepsze to niż nic ale czego mógł nie wiedzieć to że nie wszystkie istoty oprócz jednorożców są głupie i dadzą się nabrać na tak prostą sztuczkę. Jej słuch jednak teraz okazał się zaletą a nie wadą jak przy tamtych, krzyczących drapieżnikach i była niemal pewna że coś tam jest... Nie wiedziała co dokładnie przez te ciemności ale w miarę jak Spear się zbliżał do drewna oświetlał coraz więcej i dla uważnie obserwującej Batty odkrył zarys łuskowatego stworzenia. Przygotowała broń ale na chwilę się zawahała próbując ocenić czy nie ma ich więcej bo jeśli to jest ich gniazdo... Może być niewesoło. Widząc jednak że nie ma lepszego wyboru i nie ma jak ostrzec towarzysza bez alarmowania tej istoty po prostu wystrzeliła usiłując trafić w korpus uznając za strzał w głowę zbyt niepewny w obecnych warunkach.
  10. Shey

    White - Ale zawsze może napisać? - Prawie się wbiła między ich zdania trochę zapominając o dobrych zasadach. - Nie ma chyba w tym nic złego? - Spytała patrząc na Pumkin. - Tylko nie wspominaj o niektórych tematach i będzie dobrze - Ciepło się uśmiechneła i kontynuowała. - I nie bądż teraz taka ponura... Wiem że może być ciężko o sobie z tym poradzić ale nie możesz pozwolić by odbierało ci to twoją radość - Słysząc jednak jej zachęcenie do jedzenia nie rozmawiała o tym dłużej i nałożyła na swój talerz kawałek szarlotki i drugą porcje innego ciasta którego jeszcze nie znała. - Tak, słucham ich - Teraz odpowiedziała Crimson zapewniając ją że naprawdę tak jest co już pokazała. - I doskonale to rozumiem bo spotkałam już jedną taką osobę... Pokazała mi że świat nie jest taki piękny jak sądziłam ale w zasadzie jestem jej wdzięczna za to. Nie ma sensu się oszukiwać - White trochę zmarkotniała ale jeden kęs ciasta to naprawił. - A byłaś kiedyś poza rejonami Equestrii? Batty Batty słysząc że jest cywilem prychneła niezadowolona ale nie dlatego że to stwierdzenie ją uraziło. - Czasami pomyśl zanim coś powiesz i zobacz korelacje. Nie czuje się od ciebie lepsza ale to że nie widziałeś mnie w okopach nie znaczy że jestem gorsza. - Wyprostowała się jakby chcąc pokazać że ma swoją dumę. - I nie twierdzę że moja broń jest lepsza tylko jest inna i będzie lepsza lub gorsza w innych sytuacjach. Jako żołnierz chyba powinieneś wiedzieć że typy broni się różnią i mają inne cele - Odłożyła bagaż zostawiając przy sobie uzbrojenie i parę bandaży które powinny się nie przydać. - Pójdę z tobą i nie obawiaj się że będziesz musiał mnie nosić. Nie pozwolę na to.
  11. Shey

    White - Na pewno tak będzie - White przytakneła Pumkin skiwając nawet głowa. - Mam wrażenie że tobie po prostu kijowo wychodzi pobyt w jednym miejscu... Sama mówiłaś że kiedyś miałaś ekipę z którą podróżowałaś? - Nie była do końca pewna tych słów ale dalszą rozmowę na ten temat przerwało pojawienie się cydru. - Trzeba sobie jakoś radzić - Delikatnie się uśmiechnęła i podobnie jak Crimson powąchała zawartość kufla. - To... Za pomyślne życie - Powiedziała po chwili myślenia i również przystąpiła do opróżniania cydru ale nieco mniej łapczywie niż jej towarzyszczka. - Wydaje mi się że jest to możliwe, jedyna rzecz w której jest dobry ten rynek to w szybkim podróżowaniu... A, i mogę ci podać dwa adresy pod którymi możesz mnie znaleźć. Batty - Przecież sama wspomniałam że najlepiej nie prowokować do ich użycia - Powiedziała nieco z grymasem jakby znowu była niezrozumiana. - Nigdy nie doświadczyłam wojny ale podobno straszne przeżycie... Nawet dla ludzi - Drugą część dodała specjalnie. - A co do pomocy w szukaniu jej to zobaczymy po drodze - Uśmiechnęła się do niej widząc jak chętna jest do pomocy. - Liczyłam że zdążymy zejść niżej zanim się ściemni, wtedy byłoby ciepłej ale wy nie podróżujecie w nocy? - Spytała po czym kontynuowała uznając że to raczej pytanie retoryczne. - I co to za tajemne szkolenie i co ono daję? - Dodała przekrzywiając głowę. - Poza tym też mogę iść - Wzruszyła ramionami. - I chcesz może to? - Pokazała swój pistolet. - Może tylko dwa strzały ale na coś dużego poradzi sobie lepiej niż plucie ołowiem.
  12. Shey

    White - Niestety - Odpowiedziała ogierowi na jego słowa wystarczająco głośno by każdy mógł to usłyszeć. Gdy klacz spytała Crimson o to do kogo należy odwróciła głowę w jej swojej przyjaciółki by móc zobaczyć jak zareaguje niemal dostrzegając jak ta ocenia ją od kopyt po głowę. White coraz ciężej szło zgrywanie aż tak niewinnej by nie być w stanie wyłapać tej dwuznaczności jednak nadal usiłowała jakoś to ciągnąć. Przystanęła na chwilę rzucając źrebakom przyjazny uśmiech starannie ukrywając cień zakłopotania i znowu ruszyła za Pumkin. - Tu nie ma co rozumieć bo trochę się naoglądałam ich... Powiedzmy uprzejmie ,,pracy'' - Rzuciła do ogiera z przekąsem akcentując to jedno słowo. Zajęła miejsce obok Crimson uznając że tak będzie najodpowiedniej i odprowadziła wzrokiem ogiera który poszedł zająć się posiłkiem. - Nie, nie czuje się urażona - White zapewniła Pumpkin o swoim odczuciu. - W końcu dzisiaj raczej niczego nie można być pewnym. Batty - Tylko udawałam - Rzuciła jej przyjazne spojrzenie. - Warto umieć to robić gdy nie dostaniesz zbyt mocnych kart ale wracając do niego trzeba powiedzieć że przynajmniej jest uroczy z tą swoją szczerością - Puściła mimo uszu większość dalszych słów Pearl i odpowiedziała na nie zwięźle. - Jeszcze tutaj jestem więc nie jest żle a co do przetrwania i wyvern - Poprawiła broń na swoich plecach. - Jeden celny strzał i padają ale preferuje ukrywanie bo walka z czymkolwiek rzadko jest tego warta chyba że masz zlecenie - Przymknęła się na chwilę i słuchała dalej tego co Lance ma do powiedzenia. - A więc twierdzisz że jej życie warte jest więcej niż twoje? - Spytała z lekkim zdziwieniem. - Musisz jednak pamiętać że przez większość czasu jednak walczyliście po przeciwnych stronach. Ja do nich nic nie mam jak mówiłam ale wy chyba wprost przeciwnie. Po za tym czasami jak instynkt weźmie górę to nie zdążysz zobaczyć kto do ciebie celuje zanim strzelisz... - Lekko się uśmiechnęła co było raczej dziwne w tej sytuacji. - A co do White to jestem niemal pewna że gdzieś miałam zapisany jej adres... To było dawno temu ale ona w przeciwieństwie do mnie umie wysiedzieć w jednym miejscu dosyć długo - Spojrzała na słońce gdy ktoś zauważył że się ściemnia i faktycznie było już dosyć nisko nad horyzontem. - To co, ciągniemy słomki kto pierwszy? - Spytała w kontekście wart. - Czy ustalamy? - Spojrzała na Speara mrużąc oczy.
  13. Shey

    White - Widziałam spojrzenia jakie wam rzucano gdy szłyśmy przez miasto - Również na chwilę przerwała podziwianie radości Pumkpin by spojrzeć swojej towarzyszce w oczy. - Tak, zwróciłam uwagę - Dodała ciszej i nieco chłodniej jednak to nie był czas na to. - Przynajmniej tyle mogłam naprawić jeśli chodzi o mnie - Odpowiedziała klaczy jednocześnie się zastanawiając dlaczego tak naprawdę Crimson nadstawiła karku dla tej sprawy ale nie myślała o tym długo uznając że tak naprawdę to nie jest tak ważne. Zbliżyła się nieco do ogiera i na tyle na ile było to możliwe powiedziała mu na ucho: - Stare nawyki gdy czasy były bardziej pogodne... Bez ludzi i nowej władczyni - Można powiedzieć że była to wskazówka odnośnie tego czym kiedyś się zajmowała. - I chętnie coś zjem, przez tą całą magię robię się szybciej głodna niż powinnam - Powiedziała już głośniej i odwróciła się na chwilę w stronę Crimson by zobaczyć jak ona zareaguje na zasłużony posiłek. Batty - Bezpieczniej będzie jak znikniemy... - Odpowiedziała dowódcy gwardii - Znaczy wy bo ja tam dla nich jestem obojętna bo z nimi nie walczę - Lekko się uśmiechnęła. - I poradzą sobie, może nie znają się na magii leczącej ale siniaki jeszcze wyleczą - Już miała ruszyć dalej ale słysząc głos Speara uznała że to jeszcze nie czas. - Pytanie co ciebie to obchodzi panie wścibski? - Spytała udając teatralne oburzenie po czym złagodniała. - Odrobinę troszkę szemranej waluty. Miałabym problem żeby ją opchnąć komuś bez dodatkowych pytań - Odpowiedziała kręcąc głową. - Ale możesz uznać to za kłamstwo jeśli wolisz mi nie ufać ale prawda jest taka że nie mam interesu was zabijać. Nie widziałam nagrody za wasze głowy a pieniędzy tak samo jak ja nie macie chyba za wiele? - Spytała i przyglądała się jego reakcji jakby chciała coś z niej wyczytać. - A co do szpiegostwa to jak na razie mój jedyny cel to spotkanie się z White jeśli żyje a potem... To was nie powinno interesować bo do tego czasu już się rozstaniemy - Ruszyła dalej. - Chyba że wolisz zrobić to teraz, dla mnie to nie ważne bo i tak dotrę tam gdzie chce.
  14. Shey

    White W pierwszej chwili White nie do końca zrozumiała powód dla którego Pumpkin nagle wystrzeliła do przodu zostawiając ją i Crimson w tyle. Przez chwilę zastanawiała się czy przypadkiem nie powiedziała czegoś nie tak ale po krótkiej chwili wszystko stało się jasne. Najwyraźniej jej towarzyszka nie mogła dłużej wstrzymywać radości i podekscytowania gdy wszystko to co zostało zabrane przez jakiś zbirów znowu otrzymała z powrotem. Szła dalej powoli się zbliżając do osiedla idąc z drugą klaczą. - Chociaż tyle mogłam zrobić - Odpowiedziała wyraźnie zadowolona odczuwając że zrobiła coś dobrego. - Jeszcze nie... - Dodała uważnie obserwując zbiorowisko. - Nie chce psuć tej chwili tak szybko - Spojrzała teraz na nią. - Wiesz, jednorożce pewnie im się dobrze nie kojarzą. Batty - No to z głowy - Powiedziała do nich gdy się pojawili po czym rzuciła im zdziwione spojrzenie. - Bierzecie to ze sobą? - Spytała widząc że znowu są w pancerzach gwardii. Nie czekając na ich odpowiedz ruszyła w stronę Equestrii raczej spokojnym tempem. - W zasadzie nie jest żle że idę z wami bo.. Kati bywa specyficzna i z tego co słyszę szybko próbowali by ją ułożyć a ona na pewno by się stawiała - Odwróciła się do Speara. - Jest jeszcze coś z czym nie warto się wychylać albo czego przestrzegać żeby unikać problemów? - Wybrała jego uznając że od niego otrzyma najbardziej szczerą odpowiedz bez ogródek.
  15. Shey

    White - Dzięki - Powiedziała szybko między oddechami czując że ktoś pomaga jej się utrzymać na nogach. - Z powrotem już się chyba na to nie piszę - Dodała gdy uspokoiła zawroty głowy i ruszyła za jej dwoma towarzyszkami obserwując nowe otoczenie w którym jeszcze nie poznała. Rzuciła szybkie spojrzenie kucykom zakutym w dybach zawieszając na chwilę oko na ich ranach i westchnęła wiedząc że najprawdopodobniej ich winy nie były adekwatne do kary. - Dla mnie ani to ani tamto nie jest cywilizowane - Odpowiedziała Crimson nie używając zakazanego zwrotu by nie ściągnąć na siebie problemów. Szła dalej twardo nie dając po sobie poznać jak bardzo dotyka ją krzywda na tym świecie i od czasu do czasu odwzajemniała gesty przywitania innych jednorożców. - Mogło tak być ale najwyraźniej nie przewidzieli ile stracą - Skrzywiła się na myśl że ci co wystąpią ze swojego szeregu decydują się na jeszcze cięższe życie. - Daleko jeszcze do twojego domu Pumpkin? - Spytała zmieniając temat. Batty Gwardziści w oddali zobaczyli jak latająca maszyna odrobinę zbyt mocno uderza dziobem w ziemie i nadal z pewną prędkością sunie po niej gubiąc z każdym przebytym metrem drewniane fragmenty kadłuba. Nie wyglądało to tragicznie, przynajmniej do momentu aż na drodze lądowania nie pojawił się jeden z większych kamieni. Zderzenie było raczej nieuniknione jak się okazało parę sekund później i od tej chwili statek zaczął skręcać gubiąc już przy tym skrzynie najpewniej będące ładunkiem. Gdy wszystkie dźwięki w miarę widowiskowej kraksy ucichły obserwujący mogli dostrzec kucyki wyskakujące na trawę a niektórzy nawet zdawali się ją całować najwyraźniej dziękując siłom wyższym za ocalenie życia. Oprócz tego około sto metrów od zdarzenia gwardziści zauważyli jeszcze trzy osoby. Pegaza umaszczeniem pasującym do Fire, do tego najpewniej Batty ze swoim charakterystycznym irokezem i Kati której po prostu nie mogli pomylić z nikim innym. Pierwsza dwójka na krótko przytuliła się na pożegnanie po czym mieszaniec przez chwilę zdawał się rozmawiać ze smokiem. Dyskusja trwała dobre dwie minuty po których kucyk wyjął małe pudełeczko dając je swojemu rozmówcy, podali sobie kończyny i rozstali się gdy nagle pojawił się magiczny błysk świadczący o użyciu zaklęcia teleportacji.
×
×
  • Create New...