Jump to content

Shey

Brony
  • Posts

    681
  • Joined

  • Last visited

2 Followers

About Shey

  • Birthday September 18

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Wrocław

Recent Profile Visitors

3372 profile views

Shey's Achievements

Stary koń

Stary koń (7/17)

8

Reputation

  1. White - Tak, powinniśmy - Odpowiedziała ogierowi. - Ale wypadałoby się pożegnać bo po tej akcji nie będę tutaj wracać przez jakiś czas. Tym gwardzistom można wiele zarzucić ale głupi nie są. Niestety mogli widzieć Crimson na wczorajszej imprezie i przez to mogą przeszukać to miejsce w pierwszej kolejności. A więc... Pumpkin, miło było Cie poznać - Podeszła do niej by ją uściskać. - Jeszcze się zobaczymy ale jak sprawa nieco przycichnie, obiecuje. Batty - Do cholery - Batty się oburzyła patrząc na dowódcę. Jej zdaniem robił problemy z niczego. - Jakbyście nas kurwa poinformowali że macie takie urządzenie to nie byłoby tego jebanego problemu... - Miała nadzieje że zajarzy że to również ich wina. Potem dodała już znacznie spokojniej jakby swoją całą frustrację wlała w poprzednie zdanie. - A tego pana to chyba bóg opuścił jeśli myślał że się na to zgodzę - Nie odezwała się do niego bezpośrednio ale zmierzyła go wzrokiem od kopyt aż po głowę. Nie wierzyła w uczynność przypadkowych osób w takich miejscach. Najpewniej by okradł Speara w odpowiednim momencie określając to mianem zapłaty za usługę... A jakby się okazało że jest z tamtą czwórką ogierów co chciały sobie ulżyć wykorzystując dwie nowe klacze mogłoby być jeszcze mniej przyjemnie. - Już wolę się użerać się z profesjonalistami.
  2. White - I wygląda na to że ma naprawdę dobrą recepturę - Wysiłek jaki pochłonęła próba magicznego usunięcia przebarwień na grzywie i sierści Pumpkin sprawiła że White musiała wziąć jeszcze parę głębszych oddechów. - Słuchaj, twojemu ojcu nic nie grozi. W końcu nie będzie robił nic podejrzanego prawda? - Spojrzała na niego by potwierdził. - A ja w końcu jestem byłą gwardzistką. Poradzę sobie i nie pozwolę im mnie złapać - Uśmiechnęła się ale niezbyt szczerze. Po prostu chciała pokazać że w to wierzy. - Ale jeśli coś by poszło nie tak, coś nieprzewidzianego... - Dobrze wiedziała że prawie zawsze potrafi to wystąpić w nawet najlepiej ulepionym planie. Tak zwany czynnik losowy, element chaosu który sprawiał że życie nie zawsze idzie po naszej myśli. - Znajdź Sinister, i powiedz co się stało. Z Ponyville idziesz na południe w kierunku lasu Everfree. Gdy napotkasz opuszczoną chatkę nad rzeką skręć w lewo i idź jeszcze jakieś 25 minut. Pilnuj by nie zbliżyć się do granicy lasu, nie jest tam bezpiecznie. Potem powinnaś zobaczyć swój cel, zapukaj mocno ale nie próbuj wchodzić do środka. Może jej nie być więc możliwe że będziesz musiała zaczekać... I w każdym razie nie zbliżaj się do ogródka, wydaje mi się że parę roślin ruszały się same z siebie. Batty ,,I co się lampicie?'' - Pomyślała z irytacją. Nie wiedziała co robić a sytuacja wymknęła się spod kontroli. Była ostatnią o swoim rozumie i nie wiadomo ile jeszcze to potrwa. Jeden strzał odda ale walczyć nie jest w stanie... Wtem zjawili się najemnicy i z początku nie wiedziała czy to dobrze czy żle. Równie dobrze mogła by to być jakaś grubsza zmowa by ograbić całą czwórkę a potem wykorzystać tą ładniejszą połowę grupy. - Jeszcze tak - Wycharczała z liną w pysku a potem spojrzała podejrzliwie na chusteczkę. Może mu nie ufała albo uznała że może być czymś nasączona. Niezależnie od powodu została na ziemi i Batty skupiła się na wypowiadanych przez ogiera słowom. Nie chciała zgubić ich sensu a było ich dosyć sporo. - Prawie zrobiłam coś głupiego - Stwierdziła poprawiając pasek na której zwisała jej duża broń. Gdy spojrzał jak trzyma Pearl na smyczy wypluła linę z ust i przydeptała ją kopytem. Drugą pęciną wytarła strużkę krwi wypływającą z nosa. Prawdopodobnie ją bardziej roztarła niż zmazała ale w tym stanie nie wiele ją to obchodziło. - Nie roztroję się - Rozejrzała się za ogierami z jej grupy którzy powoli acz skutecznie oddalali się w dwie różne strony. - W trójkącie jeszcze dam radę ale czwartego bierzcie na siebie - Szybko przywiązała linę do paska na broń zostawiając około półtora metra długości i poszła nakierowywać Lance'a w kierunku hotelu. Nie był ciężki do prowadzenia, wystarczyło go tylko poprawiać gdy schodził na boki. Możliwe że dałaby radę ogarniać i Spear'a... Ale chciała mieć kogoś z przedstawicieli prawa przy sobie mimo że całkowicie im nie ufała. Zawsze to ochrona przed kimś kto chciałby wykorzystać tą gówniana sytuacje w której się znaleźli.
  3. White Wpadając do środka stodoły nie wiedziała czego się spodziewać ale miała nadzieje że Pumpkin żyje. Te kulki, z tego co zauważyła White nie zabijały jednak nie była pewna do czego zdolna jest ich cała torba zdetonowana w jednej chwili. Gęsty dym gryzł oczy i atakował nozdrza, oczywiście że się skrzywiła na ten zapach ale brnęła dalej. Strach i niewiedza co się stało z jej przyjaciółką ciążyła o wiele bardziej niż ta niedogodność. Wreszcie gdy atmosfera w stodole się trochę rozwiała zobaczyła klacz, żyła ale cóż. Wyglądała jak wyglądała ale na szczęście to da się jeszcze naprawić. - Nic się nie stało... - Zaczęła próbując ją uspokoić. - No prawie ale zaraz coś na to zaradzimy - Uśmiechnęła się. Zaklęcie sprzątające powinno poradzić sobie z tą farbą, nie była pewna jak z włosami które najpewniej będzie trzeba mocno potraktować grzebieniem a może i czymś jeszcze. - Ale najpierw wyjdźmy stąd, dobrze? - Lekko ją objęła by poprowadzić ją ku wyjściu. Batty Na uwagę sprzedawcy że nie pamięta czy ma tylne wyjście uśmiechnęła się. Tyle razy spotkała się z takim podejściem w różnych jego wariacjach że to już było czymś zwykłym a jednak bawiło, nic by nie stracił jakby zrobił wyjątek ale po co to robić za darmo skoro można zyskać? Wniosek był oczywisty. - Wyjdziemy normalnie, po ludzku tylko bądźmy czujni. - Starała się to powiedzieć tylko na tyle głośno by usłyszała to jej grupa. - Tyle w temacie - Spojrzała na kolejkę za nimi. - Płaćmy i się stąd zmywajmy - Spojrzała z oczekiwaniem na Pearl bo miała najwięcej funduszy, najwyżej potem dogadają się co do kosztów... Ale powoli przestawało się podobać Batty jej zachowanie, miała zbyt krótki lont jakby cały czas była rozdrażniona. Gdy zastanowiła się dlaczego tak może być nie musiała długo myśleć. Ta baza, te stwory, otarcie się o śmierć i utrata prawie każdego z jej oddziału to jest coś co mogło dać w kość. Do tego nawet nie miała chwili spokoju więc nic dziwnego że mogła mieć takie nastawienie jakie miała.
  4. White - Tylko uważaj w tej stodole - Krzyknęła za biegnącą klaczą i będąc przez chwilą sama wróciła myślami do tego co zamierzają zrobić. Zastanawiała się czy nie ma lepszego pomysłu na uratowanie Crimson... Bo na pewno jakiś był, aktualny plan nie był idealny. Mogło coś pójść nie tak ale niestety nie mieli czasu na układanie rozwiązania do każdego problemu. To co mieli musiało wystarczyć - Ja mam nadzieje że nie proszę o zbyt dużo - Powiedziała gdy ojciec Pumpkin wrócił z przebraniem. Wtem rozległ się huk i White odruchowo spojrzała w stronę stodoły. - Ona chyba nie otworzyła tej torby... - Powiedziała z nadzieją i pognała jej na ratunek. Wiedziała że te kulki raczej nie zabijają ale kto wie jeśli wszystkie wybuchły na raz. Przyśpieszyła biegu nie wiedząc czego może się spodziewać w środku. Czuła smród ale teraz to była drugorzędna sprawa. Batty - A tam - Rzuciła do Speara machając kopytem. - Trochę przypraw i tak szybko się nie nudzą - Rozejrzała się po sklepie. Mieli kminek? Powinien być. - Po drodze znajdziemy jeszcze jakieś urozmaicenie - Powiedziała i spojrzała na to co trzymała Pearl. - Jackpot wygrałaś? - Stwierdziła gdy okazało się że przeciery ważne są jeszcze rok. - Ale nie narzekam - Zapakowała to co zmieściła - Trzeba jeszcze zapłacić nie? - Spojrzała na Lance'a i ściszonym głosem dodała. - Jeden z tamtych kręci się przy wyjściu - Oczywiście to mógł być przypadek że się tutaj znalazł... Ale uznała że nie zaszkodzi poinformować innych. Sinister - No nie gadaj że nigdy wcześniej nikogo nie kroiłaś skalpelem? - Powiedziała Sinister nadal leżąc na podłodze. Wyglądało na to że była dosyć wygodna. - Cóż, to prawda że nie wiem kiedy kłamiesz a kiedy nie... Ale chyba na razie się szanujemy więc liczę na twoją szczerość. Może jestem naiwna nadal w to wierząc ale na to już nic nie poradzę nie ważne ile razy się na tym przejadę - Odwróciła głowę w jej kierunku obserwując ją do góry nogami. - I tutaj się chyba różnimy bo ja nie zostałam stworzona jako narzędzie a ty najwyraźniej tak... I ja nie rozumiem twojej chęci by być tym narzędziem. Nawet Stalker który został stworzony jako narzędzie przestał nim być a stał się dla mnie kimś więcej... I to nie za moją sprawą a jego, powiedzmy że było dla mnie zaskoczeniem jak rozwinęła się ta relacja. Ja też mam pragnienie by stać się kimś więcej ale nie wiem po co i jak... Chociaż widzę dlaczego możesz to lubić, masz jasność co do tego kim jesteś i co masz robić. Znasz swoje miejsce a w tym jest pewien komfort... I jedna jaskółka wiosny nie czyni - Skomentowała patrząc na kości. Kolejna szóstka rywalki nie podobała jej się ani trochę. - To zaklęcie zakłada że umrzesz a umieranie nie jest przyjemne. To często powoduje ból który jest poza moją strefą komfortu i dlatego mówię że używam go ostatni raz. Wiesz, to takie pocieszenie które po jakimś czasie okazuje się kłamstwem - D dostała ciekawe zadanie. Sinister znowu nie była pewna czy by sobie z nim poradziła więc robiło się ciekawie... Po za tym Stalker momentami może zacząć być ciężarem, zwłaszcza przy niektórych próbach. To nie tak że może zginąć ale wolała żeby nic mu się nie stało. Wróciła do obserwowania zmagań córki Crystal, czyżby dla niej również zaczynało być poważnie? Jej słowa na to by wskazywały ale to jeszcze nie mógł być koniec. To by poszło za łatwo i niestety miała racje gdy nagle zniknęła i pojawiła się znowu. Przeszła zadanie chociaż Sinister nie była pewna jak. - W jaki sposób zamieniłaś się w światło? - Spytała zbita z tropu. Nie słyszała o czymś takim. Nie czekając na odpowiedz podniosła się mimo że szok spowodowany bólem nadal nie minął. Jej ciało się trzęsło a kończyny mimowolnie drgały. - To teraz ja... - Mruknęła do siebie i rzuciła. ,,Cztery'', pomyślała patrząc na wynik. ,,Dwa do potęgi drugiej, to jakiś żart?''. Była trzy pola za swoją przeciwniczką. Gdzie się podziało jej szczęście? Nie wiedziała ale miała nadzieje że zaraz się znajdzie i znikąd wyrzuci dwie szóstki pod rząd.
  5. White - Masz dobre pomysły Pumpkin - Powiedziała serdecznie się uśmiechając i biorąc lusterko. - Godzina powinna być odpowiednia. Wydaje mi się że Crimson wyciągnę w ciągu pierwszych dziesięciu minut ale im dłużej będą sprawdzać dostawę tym mamy więcej czasu na ucieczkę. Po za tym, jeszcze jedno... Wszędzie są jej listy gończe, będziemy zwracać na siebie uwagę na mieście. Przydałoby się jakieś przebranie żeby chociażby zasłonić te jej charakterystyczne włosy - Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś kapelusza. - I torba Crimson. Miała ją w hotelu czy zostawiła ją w stodole? - Spojrzała na Pumpkin która być może zwróciła na to uwagę. - Wydaje mi się że jej nie miała. Batty Bardzo szybko po spotkaniu najemników i agresywnej grupy ogierów ponownie zapanował względny spokój. Kuce rzygające pod siebie to była raczej norma i Batty nie liczyła tego do czegoś niezwykłego. Tak w zasadzie, nikt się nawet specjalnie nie przejął tymi paroma wystrzałami z broni palnej jakby działo się to na porządku dziennym... I być może faktycznie tak było. Po dotarciu do sklepu pierwsze na co zwróciła uwagę to ceny. W zasadzie się nie zdziwiła tym widokiem, kto potrzebuje i tak kupi a jak nie ma innego źródła to nikt gdzie indziej nie pójdzie. Nie ma takiej możliwości. Szczerze mówiąc gdyby podróżowała sama kupiłaby jedynie coś na śniadanie i może obiad a dalej z pożywieniem na trasie radziła by sobie sama. Wolała jednak nie ryzykować będąc z ekipą gwardzistów, nie była pewna czy znajdzie się na tyle dziko rosnącego jedzenia dla czterech osób. Widok mięsa jej nie obrzydził, często miała z nim kontakt gdy skórowała zwierzynę i po prostu do jego obecności się przyzwyczaiła. ,,Mieliśmy się chyba nie rozdzielać...'' - Pomyślała przewracając oczami które chwilę wcześniej podążały za Lance'em. Byli jednak w sklepie, chyba nic złego nie powinno się stać. - Dobra, Spear. Mięso sobie tym razem darujemy... - Paluszki i chipsy były w porządku ale Batty wiedziała że dało się zejść taniej. - Jest tutaj mąka? - Spytała i rozejrzała się po sklepie w poszukiwaniu rzeczy które ja interesowały. Zobaczyła Pearl przy lodówce ale nie odezwała się by ją powstrzymać. W końcu to ona miała najwięcej gotówki więc mogła sobie pozwolić. Postanowiła jednak mieć ją na oku by ktoś postronny się nią nie zainteresował. - Z wodą i sola będziemy mieć suchary które wyjdą taniej niż te paluszki czy chipsy... I jeśli znajdziemy, zaoszczędzony procent dorzuciłabym do suszonych owoców - Wiedziała że same kalorie nie są najważniejsze a warzywa już dzisiaj wyglądały na nieświeże nie mówiąc już o tym co będzie z nimi jutro czy za dwa dni. Sinister - Po co pytasz skoro najwyraźniej czytasz mi w myślach? - Spytała nieco zaskoczona. Powoli nie wiedziała co o tym myśleć. Normalnie, ten rodzaj umiejętności wsadziła by między bajki ale przy niej zaczynała poddawać to kwestionować. - Czy to że liczyłam że zdechniesz było aż tak przewidywalne? - Miała nadzieje że tak. Nie chciała od tego momentu pilnować się w swojej własnej głowie co byłoby nieco niezręczne. - Jak na razie myślę że jesteś w porządku - Powiedziała co o niej sądzi. - I jeśli ta gra to dzieło twojej matki to nie sądziłam że mnie zaprosisz do tej partii. Tak to zaszczyt ale nie rozumiem czym sobie na niego zasłużyłam? Skąd pomysł że co nie co potrafię i nie odpadnę po pierwszym rzucie? A ze Star od początku tak było, ja po prostu tego nie widziałam. Oczywiście dałoby się to naprawić gdyby widziała we mnie coś więcej niż narzędzie... Ale jest chyba zbyt bardzo zaślepiona by zobaczyć we mnie coś więcej. A twojej magii raczej nie chce, chyba że jesteś z jej rodowodu co jest niemożliwe - Przeczytała swoje zadanie i skrzywiła się. Ogień Stalkerowi nie powinien być straszny ale dla niej to zupełnie inna bajka. - Te kości na pewno nie są kantowane? Na sześć rzutów cztery dwójki - Pokręciła głową. W międzyczasie otoczyła ją sfera z czarnych płomieni. Jeden z nich nieco liznął szpon Stalkera który momentalnie spalił. - O w czapę, to żle wróży - Wyrwało jej się a Stalker, wiedząc że to może go skrzywdzić cofnął się bardziej na środek. ,,Teleportacja nie zadziała'', pomyślała kręcąc głową. ,,D też mogła próbować użyć tego zaklęcia w swoim poprzednim zadaniu a jednak tego nie zrobiła''. Wiedziała teraz że to gra Crystal, tak proste rozwiązania nie powinny zadziałać. - Popiół, on zawsze zostaje - Nagle powiedziała patrząc na spalony pazur chowańca. Nie było jednak do końca jasnym w jaki sposób ta wiedza miała być użyteczna. - I chyba zaczynam wiedzieć na czym polega ta gra - Stwierdziła. Wiedziała że grał w nią źrebak więc sposób na pokonywanie trudności liczył się bardziej niż brutalna siła. Nagle poczuła się nieco pewniej. W znajdywaniu luk była raczej dobra. Wyprostowała się, wysoko podniosła głowę i zamachnęła się rogiem w dół posyłając na swoje pole deszcz. Wyglądało na to że padał znikąd - Napis nie kłamał - Uśmiechnęła się słysząc syczenie parującej wody ale to nie był koniec. Nacięła swoją skórę nożem i do przezroczystej cieczy na posadzce dołączyła szkarłatna. Chwilę potem nie padała już woda a krew a ta gdy spotykała się z ogniem dawała już nieprzyjemny zapach. Płomienie jednak były nieubłagane i wysiłki Sinister nie miały na nie efektu. - Trzy, to magiczna liczba - Powiedziała i rzuciła ostatni czar czując już żar na swojej, lepiącej się od krwi sierści. Samo zaklęcie było nietypowe, D ze swojej znajomości magii mogła powiedzieć że wiązało się z czarną magią, z dziedziny nekromancji ale było w nim coś jeszcze. Coś czego nie dało się do końca uchwycić. - Skacz - Rzuciła do Stalkera wskazując wyciągniętym kopytem kierunek. Chowaniec wykonał rozkaz dając susa przez ogień który momentalnie przemienił go w popiół. Chwilę potem, klacz podążyła za nim z podobnym efektem. Można było pomyśleć że to koniec gry ale nic bardziej mylnego. Deszcz, z każdą kolejną kroplą wchodząc w reakcje z popiołem przywracał go do życia. Sprawiał że serce Sinister formowało się na nowo na powrót bijąc i pompując krew przez aortę która wychodziła do nielicznych pęcherzyków płucnych. Z każdą chwilą jednak ich przybywało i proces nabierał tempa. Pojawiały się nowe narządy, nerki, wątroba i mózg. Potem zaczął się formować szkielet, truchło powoli nabierało mięśni i kształtu kucyka. Głowa nagle ze świstem zaczerpnęła powietrzna i wydała z siebie krzyk świadczący o doznawanym bólu. Reszta ciała zaczęła się wiercić rzucana spazmami to na bok to na plecy. Jednak wraz z tym jak pojawiała się świeża skóra przykrywając tkanki wszystko powoli milkło... I dopiero wtedy dało się ponownie poznać Sinister. Dygotała ale była tutaj, przeszła zadanie. Jej chowaniec również ale jego proces odrodzenia był nieco inny. Szybszy bo z tego co się dało zauważyć że oprócz piór i szponów składał się z łusek, galaretowatej cieczy i białych włókien podobnie ułożonych do mięśni. Najwyraźniej również miał narządy wewnętrzne ale raczej nie podobne do tych z żywych organizmów. Szybko wtulił swoją głowę w szyję swojej pani by uspokoić jej zszargane nerwy. - Pierwsze zaklęcie od Star - Westchnęła gdy doszła z powrotem do zmysłów. - Za każdym razem przyrzekam sobie że używam go ostatni raz - Podniosła kopyto i położyła je na szyi Stalkera. Najwyraźniej jego zadanie nie ograniczało się do chronienia jej ale też do zapewniania komfortu.
  6. White ,,Tak, to tylko moja paranoja'' - Pomyślała po rozejrzeniu się na boki. Zaraz potem spojrzała znowu na Pumpkin która wyglądała już dużo lepiej. Jakby odnalazła swój spokój i jeszcze coś. White nie do końca była pewna co to takiego ale słowa klaczy rozwiały wszystkie wątpliwości. - No ładnie - Powiedziała zadowolona. - To dobre nastawienie - Sama z niego często korzystała. Pamiętała każdą chwilę w której cel przewyższał strach... I robiła to co uważała za słuszne. Gdy dotarli do domu pozwoliła Pumpkin streścić wszystko co zaszło po drodze. Nie wyglądało to najlepiej. Crimson, nawet jeśli wszystko się uda w tym mieście jest skończona. Co gorsza, w reszcie też jeśli gwardia roześle listy gończe więc zostaje jej ukrycie się na czarnym rynku. Pytanie jednak co to za życie? Pod pewnymi względami nie różniło się to od sporej celi... Ale to nie były problemy na teraz. Najpierw trzeba rozwiązać jeden a dopiero potem kolejne. Sukcesywnie, raz po razie a potem sprawy się układają. Dla White zawsze to działało. - Cieszę się że chcesz pomóc - Powiedziała. - Doceniam wdzięczność... Wydaje mi się że lepiej będzie jeśli się rozdzielimy żeby gwardia nie widziała nas razem - Nie była pewna że wszystko się uda ale wolała tego głośno nie mówić przez wzgląd na Pumpkin. - Pozostaje kwestia sygnału. Takiego który przejdzie pod okiem gwardii a mi powie że to dobry moment... Chyba że obejdzie się bez niego - Spojrzała na ogiera. - Ile czasu trwa sprawdzanie zapasów? Bo może mogłabym obserwować posterunek gdzieś z boku i widząc was, przystąpić do akcji. Batty Skineła głową na wyjaśnienia Lance'a. Najwyraźniej dla niej kupowanie najpotrzebniejszych rzeczy było chlebem powszednim. - Daj spokój Pearl - Powiedziała nie spodziewając się od niej przeprosin. Nie o to jej chodziło. - Mam podobne myśli, sama najchętniej bym ich odstrzeliła... Jeszcze jeden raz nie zrobiłby dużej różnicy a świat byłby nieco lepszym miejscem - Skrzywiła się. - Ale cenię własne życie, to nie miejsce na bycie dobrym gdy chroni ich przeklęte prawo - Pokręciła głową. Tak po prostu nie powinno być. - Ruszajmy po znowu zostawią nas w tyle. Sinister - No no, już nie udawaj takiej porządnej panny - Zganiła ją patrząc z niezadowoleniem. ,,Liczyłam na to że zdechniesz''- Pomyślała wiedząc że ta gra najwyraźniej trochę potrwa. ,,Ale to tylko dlatego że to oznacza moją wygraną'' - Dodała jakby się okazało że D opanowała również telepatię. - I muszę przyznać że cwane pomyślane z takim użyciem magii, sama nie wiem czy bym na to wpadła... Ale przyznaj że to nie twój pierwszy raz z taką próbą prawda? Miałaś więcej szans. - Stwierdziła umniejszając jej sukces. Nie chciała być gorsza. Rzuciła kością i znowu wypadła dwójka. Skrzywiła się na ten widok ale go nie skomentowała. - Pewnie bym ją zabiła. To nie jest do końca wybór a konieczność... Jest silniejsza ode mnie i chce mojej mocy, samo to już mówi wszystko - Ruszyła na swoje pole. - Musiałabym ją zabić zanim doszła by do siebie po wskrzeszeniu by samej móc żyć - Nie brzmiała jednak na zdeterminowaną. - A gdybyś była w to zamieszana... Pewnie próbowałabym cię przekonać, nie wiem czy by się udało ale jeśli nie to prawda jest taka że nie wiele to zmienia. Najwyżej po zabiciu jej, zabiłabyś mnie - Wzruszyła ramionami.
  7. White - Będzie dobrze - Powiedziała próbując ją jakoś pocieszyć. Nie wiedziała jednak jak, nie była w stanie odebrać czy wymazać czyiś krzywd a te właśnie Pumpkin odczuwała w tym momencie. - Staraj się o tym nie myśleć tylko skupić się na zadaniu, tylko w ten sposób jej pomożesz - Rozejrzała się znowu na boki patrząc czy ktoś się im nie przysłuchuje. Może to już wyglądało na paranoję ale wolała być pewna jak tylko mogła że plan się uda. Sama już była poddenerwowana i pod presją sytuacji ale starała się tego nie okazywać. Czuła że to ona musi być teraz tą silną, w końcu była w gwardii prawda? To musiało coś znaczyć. - I uleczę jej rany jak tylko się do niej dostane, w końcu to jest coś co umiem bardzo dobrze. Można powiedzieć że sprawa się trochę skomplikowała ale styl w jaki ją rozwiążemy się nie zmienił. Batty ,,I tak po prostu sobie idą?'', Pomyślała obserwując ogiery które ich zaczepiły się wycofują. ,,Coś za łatwo się poddali''. Była niemal pewna że będą z nimi jeszcze problemy. - Albo są dobrze wychowani albo spróbują jeszcze raz - Stwierdziła nie mówiąc nic do Speara. Nie było to potrzebne... Ale Pearl stała się jakaś inna. Batty zdała sobie z tego sprawę gdy patrzyła na jej iskrzący róg. Albo może była taka zawsze ale dopiero teraz to pokazała? Tego nie wiedziała. - Moją bronią nie ma co się przejmować. Na razie jest bezpieczna więc załatwmy resztę spraw - Zgodziła się z Lance'em i podeszła do Pearl. - Zawsze jesteś taka groźna czy tylko jak zdejmujesz tamto żelastwo? - Spytała szeptem. Sinister Spell - Bez niego bym nie grała - Powiedziała wiedząc że sama w tej grze nie miałaby zbyt wielu szans. - Chcesz wiedzieć jak to było? - Spytała z lekkim wzdychnięciem jakby nie chciała o tym rozmawiać. - To od początku. Matkować mi nie matkuje, już prędzej zważając na jej wiek to babciuje mi - Na jej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek. - Kiedyś między nami było dobrze, potem się zepsuło bo przejrzałam na oczy co ze mną robi. Jeszcze jakby odrobinę mnie poważała ale nie, to nigdy nie miało miejsca. Uczyła mnie tylko dlatego żebym ją wskrzesiła. To był jedyny interes... A skończyło się tak że obie nie mamy do siebie zaufania. Teraz nie powie mi jak ją wskrzesić bo boi się że chwilę po tym ją zabije więc teraz szuka kogoś innego, kogoś kto ją przy okazji obroni - Pokręciła głową jakby żałowała że tak to się potoczyło. To nie tak że oprócz nienawiści do Star, nie czuła do niej innych emocji. Po części faktycznie była dla niej jak matka ale nie chciała jej wybaczyć pewnych spraw. - A kto by się nią teraz przejmował? To nie tak że może umrzeć czy coś więc ,,jakoś to przeżyje'' - Najwyraźniej lubiła z tego faktu żartować. - Jak ją znam to jest odczuwa głębokie niezadowolenie i niesprawiedliwość że została tak potraktowana - Wzruszyła ramionami. - Spoko, nie jestem aż taka głodna. Jakoś ten twój promień na to też pomógł... Po za tym mam środki blokujące głód - Dodała tak dyplomatycznie jak tylko mogła. Potem już tylko obserwowała jak D radzi sobie ze swoim zadaniem. Sin, z tego co widziała nie chciałaby go dostać. Nie lubiła zimna. - Niestety nie mam - Odpowiedziała krótko. Zastanawiała się po co zwleka? Przecież im dłużej stoi w tym mrozie tym gorzej. Czyżby chciała się popisać?. Nie wiedziała ale na to wyglądało... A potem stało się jeszcze dziwniej. Wystrzeliła się z mięśni kopyt jak pocisk, zamarzła lecąc przez środek zawieruchy a na sam koniec stała jak posąg. ,,To nie tak że będąc zamarzniętym na kość można robić cos innego'', Pomyślała nie wiedząc co ma robić w tym momencie. Temu lodowi trochę zajmie aż stopnieje... Zakładając że D żyje ale musiała. Gra się nie skończyła a ona sama nie wybrała by tego sposobu wiedząc że nie da rady sprostać ujemnej temperaturze. - Jesteś pierdolnięta - Skwitowała. - Wiesz że powinnaś umrzeć? Typowy kucyk by to zrobił... Nie - Zaprzeczyła temu co powiedziała. - Typowy organizm by umarł. Przecież woda się rozszerza gdy zamarza i rozrywa tkanki...
  8. White Było spokojnie, jak przed burzą... Idąc przez to miasto do domu Pumpkin miała tylko nadzieje że chmury ich zamiarów nie przyniosą wielu błysków. Wtem jednak usłyszała pewną rozmowę i szybko się zorientowała że ta dwójka gwardzistów musiała rozmawiać o Crimson. Z początku spojrzała na nich z zaciekawieniem ale całkiem prędko przeszło to w coś innego. ,,Jak tak można?'', pomyślała odwracając wzrok. ,,Przecież to... Zupełnie jakbyśmy stawali się ludźmi''. Była rozgoryczona a jej poczucie sprawiedliwości legło w gruzach. ,,Nawet nie mają odpowiedniej osoby, niestety oni tego nie wiedzą.'' Przez takie sytuacje White potrafiła na moment znienawidzić życie, przez nieporozumienie prowadzące do niepotrzebnej krzywdy... A zło, drzemiące w innych tylko rozpędzało całą tą karuzelę. Musiała to jednak odsunąć na bok, musiała być silna zarówno dla Crimson by ją móc uratować jak i dla Pumpkin by pomóc jej w tym momencie. - Potrzebujesz chwili? - Spytała przystając na moment. White nie wydawała się zdenerwowana a raczej smutna. - Nie mdlej mi tutaj. Batty ,,No co?'', pomyślała patrząc po innych i obserwując ich zaskoczenie. Z kolei oni mogli wyczytać to nieme pytanie z wyrazu jej pyszczka. - Wy mi swoim pojawieniem też więc jesteśmy kwita - Powiedziała patrząc na ogiera przyglądającemu się jej broni. Wiedziała że gdyby dostał ją z amunicją to pewnie z powrotem otrzymałaby same łuski. Potem zwróciła się szeptem do Pearl. - Też mi się to nie podoba... Ale tak zdecydowałam. Niektóre rzeczy znaczą dla mnie więcej - Zwróciła uwagę jeszcze na utaplanego w błocie ogiera. Gdy spotkała się z jego gniewnym spojrzeniem wystawiła mu język i odsłoniła swoje lekko wydłużone kły. W zasadzie zdziwiła się jego zachowaniem, mógł naskarżyć że ma jeszcze drugą broń ale tego nie zrobił. Cóż, jego strata. - Do widzenia, miło było - Odwróciła się i weszła w głąb pomieszczenia. Sinister - Zapewne tego nie zobaczysz, nie wiem czy nadal wiem jak to się robi - Stwierdziła i uśmiechnęła się na jej drwiącą minę. - I nie, lepiej nie pytaj jak chciałam cię nazwać, tylko się wkurwisz... A jak kiedyś będziesz mi czytać w umyśle i się na to natkniesz to uznaj że moje usta prawie wyprzedziły pomyślunek. D, może być chociaż krótkie i bez tego czegoś. - Była zadowolona, to lepsze niż nic. - Moje, na przykład skraca się do Sin. Oznacza to grzech lub winę w jednym z języków ludzi. Nawet to określenie mi pasuje - Powiedziała i spojrzała na Stalkera. - On by go przeszedł, nie ja więc się nie martw - Wystawiła język i spojrzała na swoje zadanie. Zmarszczyła brwi. -Jaka zawartość, od dwóch dni nie jadłam - Zdała sobie sprawę że powinna umierać z głodu ale tak nie było. Ten promień którym została potraktowała na samym początku znajomości musiał mieć cudowne właściwości. - Dobra, ja załatwiłam połowę a ty drugą co? - Nie było już czasu na rozmowę z D, platforma zaczęła się podnosić. Sinister wskoczyła na plecy Stalkera i mocno owinęła kopyta wokół jego szyi. On sam, oblizał swoje pazury u obu przednich łap i zaczął przepalać nimi kamień. Nikt nie powiedział że nie można zrobić sobie uchwytu w tej karuzeli. - Dobrze się zaczepiłeś? - Spytała a jej zwierzak pokiwał głową. Sinister tego nie mogła widzieć ale szpony przeszły przez całą grubość kilkunastocentymetrowej platformy. Wszystko zaczęło się rozpędzać, cały świat wirował tak szybko że przestała rozpoznawać krajobraz. Faktycznie czuła się niedobrze ale na całe szczęście nie musiała utrzymać zawartość żołądka. Okazało się jednak że to nie będzie główny problem a coś innego. Przeciążenie dawało się jej we znaki i to co widziała z każdą chwilą coraz bardziej ciemniało. Nie była pewna czy starczy jej sił by się utrzymać... Niestety, gdy koło przyśpieszyło jeszcze bardziej nim się obejrzała już leciała do tyłu ale to nie był koniec. Stalker wykazał się refleksem i złapał ją owijając swój ogon o jej tułów. Zrobił to dosyć delikatnie, uważając by nie została skaleczona przez jeden z jego kolców. Wyglądało na to że przeciążenia powyżej 10 g nie wpływają na jego samopoczucie. Gdy było po wszystkim, nieco zmarniała Sinister potrzebowała chwili by dojść do siebie. - I co? - Powiedziała leżąc. Nadal kręciło jej się w głowie. - Twój zmysł estetyki jest zadowolony? - Spytała i pogłaskała swojego wybawcę. - No kto jest moim rycerzem, no kto? - Mimo wszystko uśmiechnęła się wiedząc że nadal jest w grze. Pazury jej chowańca musiały być wysuwane, teraz miały zaledwie kilka centymetrów długości.
  9. White Przystaneła na chwilę jakby zbierając myśli. Najwidoczniej nie spodziewała się takiej reakcji Pumpkin. - Naprawdę nie wiem co powiedzieć - Spojrzała na jej twarz czy przypadkiem nie ma na niej paru łez. - Nie sądziłam że to dla ciebie znaczy aż tak wiele. Wydawało mi się to po prostu właściwym zachowaniem... I tak, lepiej żebyś została. To tutaj masz swoje życie i wielu czekało na twój powrót, wczoraj wieczorem to pokazali bardzo wyraźnie - Z całą pewnością Pumpkin za swoją rodziną również tęskniła. - Kiedyś się jeszcze spotkamy, masz moje słowo. Batty Przewróciła oczami gdy łopatologicznie tłumaczył jej winę. Może nie było to ładne zachowanie ale najwyraźniej Batty o to się nie troszczyła. To że czwórki ogierów nie przekonał iskrzący się róg a dopiero pistoletowa dwururka świadczył o tym że sponyfikowani magię mają w dupie a przekonuje ich tylko ołów. W zasadzie nie było to dla niej coś nowego. Nie widziała z tej sytuacji idealnego wyjścia o jakie się starała. Bez broni straci główny argument który mówił by trzymać się od niej z daleka. Jeśli wybiorą nierówną walkę... Co prawda Pearl miałaby spore szansę wygrać ale Batty rozpatrywała najgorszy scenariusz. Taki w którym jej pobita przyjaciółka jest zabierana właściwie nie wiadomo gdzie przez ogiera który nazwał ją słodką dupeczką. Tutaj też coś zgrzytało ale naglę znalazła pewną lukę. - Broń palna jest problemem tak? - Spytała. - Więc proszę, broń palną. - Rozładowała pistolet z amunicji i podała go dowodzącemu ogierowi. Nie kwapiła się by oddać coś co wyglądało na rewolwerową strzelbę którą nosiła na drugim boku, tego którego nie widział... A tak poza tym, była magiczna więc sam stwierdził że jest w porządku. Co prawda, mógł o tym nie wiedzieć ale czy Batty wiedziała o tym że nie powinna straszyć innych w ten sposób? No właśnie. - To pamiątka, ma do mnie wrócić - Nie cierpiała się z nią rozstawać ale okazało się to najlepszym wyjściem z możliwych. Sinister - Kiedyś płakałam, to było dosyć dawno temu - Stwierdziła. - W najgorszą już wpadłam, nazywa się... Właściwie jak mam się do ciebie zwracać? Wiesz, demon pustki czy obietnica tego co ma nadejść to nie do końca mi brzmi - Przystawiła kopytko do pyszczka. - Może być Ma... Właściwie może nie. Wydaje mi się że musze to jeszcze przemyśleć. - Było blisko, prawie zrobiła coś czego mogła znacząco pożałować. - Lubię to zaklęcie, jest proste, ratuje tyłek przed wieloma rzeczami i ma całkiem dobry efekt... A Stalker, cóż. Wykonałam go w ten sposób by nie musieć się przejmować sobą gdy martwi się o mnie - Nieco szerzej otworzyła oczy gdy po rzucie kostką okazało się że wypadło sześć. Faktycznie nieźle ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Miała przewagę ale rzuciła również raz więcej. - Dostałaś niezły tor przeszkód, ja bym nigdy go nie przeszła choćbym miała tysiąc szans - Pokręciła głową podziwiając jej jakby nienaturalną zwinność. Pierwszy raz widziała jednorożca który się tak poruszał. - Mój zwierzak też co nieco potrafi, nawet wydaje mi się że dałby radę Ci dorównać w tym tańcu - Gdy skończyła mówić właśnie minęła ostatnie wahadło które prawię ją trafiło. Nie wiedziała czy Obietnica tego co ma nadejść słuchała tego co mówiła ale dla niej nie robiło to żadnej różnicy. - Raczej martwiłam się o to że ci się uda, wiesz też chce wygrać - Powiedziała rzucając kostką. Niestety wypadła tylko dwójka i Sinister przeklęła w duchu. Potrzebowała jedno oczko więcej by się z nią zrównać ale nadal nie było najgorzej... Tu rządził przypadek a ona jemu ufała, wiele razy pokazywał na co go stać. Nie zastanawiając się dłużej ruszyła na swoje pole.
  10. White - Wydaje mi się że im wcześniej to zrobimy tym lepiej. Dla Crimson też nie jest lekko tam w środku - Stwierdziła zastanawiając się co ich zostawiona przyjaciółka może teraz przeżywać. - Więc możemy wrócić do ciebie, przygotujecie się i dostarczycie jedzenie a ja... Wyjdę nieco wcześniej i poczekam na odpowiedni moment i zrobię moją część - Nakreśliła plan, wydawał się prosty ale nie brał pod uwagę komplikacji. - Coś pominęłam? - Spytała zastanawiając się dalej. - I przed tym musimy się pożegnać. Jak się uda to będą jej szukać więc nie może tutaj zostać. Batty - Poczekaj - Powiedziała do Pearl i zwróciła wzrok na dowodzącego ogiera. Jeśli choć trochę znał się na kucach powinien znać to spojrzenie, Batty nie zamierzała się zgadzać z tym co osądził i mógł nawet przez chwilę odnieść wrażenie że zamierza zrobić coś głupiego. - Może się jednak trochę wysilisz co? - Spytała ignorując jego wcześniejsze zaczepki. - W tym pojedynku wiadomo kto ma większe szanse - Stwierdziła uznając że musi wiedzieć o co jej chodzi. - I to jest efekt tego że postanowiłam ich nastraszyć by mieć spokój? Nie powiedziałabym żeby to było w porządku - Podsumowała i zaproponowała swoje rozwiązanie. - Nikomu nic się nie stało, po prostu się rozejdziemy i nie będzie problemu. Sinister - A co dla ciebie oznacza wystarczająco ładnie? - Spytała. - Wiesz, pewnie nie chcesz żebym za szybko odpadła bo to byłoby rozczarowujące nieprawdaż? - Podsunęła pomysł który mógł wpłynąć na jej chęć pomocy. - Jakbyś wcześniej powiedziała to też bym rzuciła jakąś dwójkę czy trójkę a piątkę zachowałabym na potem by przeskoczyć te trudniejsze zadania. - Miała udawaną skwaszoną minę jednak jak tylko pojawił się napis na powrót się skupiła. Nie chciała dać fatalnego występu. ,,Postaraj się chronić ciało'' - Powtórzyła w myślach słowa gwardzistki. - Dzięki kapitanie oczywistość - Mruknęła pod nosem mając już plan jak to zrobić. Jej oczy wypełniła zieleń a jej nadmiar ulatniał się w postaci fioletowej poświaty. Po chwili Sinister zamieniła się w czarny dym a szpikulce przeleciały przez niego nie czyniąc mu żadnej szkody. Postanowiła użyć sprytu zamiast typowego zaklęcia ochronnego w postaci bariery. Wyglądało jednak na to że zapomniała o swoim zwierzaku. Kolce, przyszpilając go do ziemi przebijały jego ciało na wylot... Wyglądało na to że zginął tak szybko że nawet nie czuł bólu, nie wiercił się w agonii. To było jednak mylne wrażenie. Stalker spośród innych chowańców wyróżniał się co najmniej jedną rzeczą. Nie ważne ile razy został nakłuty czy przebity, jemu nie robiło to różnicy. Cały metal który wszedł w kontakt z jego gęstą, zielono-żółtą krwią zaczął płonąć tak gwałtownie że zmuszał by zamknąć oczy lub odwrócić wzrok od tego oślepiającego blasku. Gdy pożarł przygasł po zaledwie kilku sekundach okazało się że Stalker znów stoi tak jak wcześniej, bez widocznych ran nie licząc paru zmierzwionych piór a Sinister ziewa tuż obok niego. - Zgaduje że twoja kolei - Powiedziała z chytrym uśmieszkiem patrząc na swoją przeciwniczkę, chciała zobaczyć jej reakcje.
  11. White - Nie można polegać na kimś kogo nie ma, a nie widziałam już jej całe lata... - Przewróciła oczami. - Bardziej narzekam - Sprostowała sytuację. Wiedziała jednak że Pumpkin może mieć trochę racji. Częściej niż kiedyś wspominała o pomocy innych, jakby sama stała się bardziej nieporadna. - Tak, Sinister z chęcią by to zrobiła. Tutaj nie mam co zaprzeczać ale dla, powiedzmy czyjegoś dobra przemyślała by tą sprawę i wydaje mi się że dałaby się przekonać że to nie najlepszy pomysł. - A żywy podmieniec, najpierw trzeba takiego znaleźć i mieć pewność że nim jest. Niestety ale wydaje mi się że to oni bardziej wiedzą gdzie my jesteśmy... Ale podoba mi się twój pomysł z dostawą. Jest, w miarę bezpieczny. Batty Lekko się uśmiechnęła na widok przerażonych ogierów, zupełnie jakby czerpała z tego przyjemność. Pozwoliła sobie nawet posłać zdziwione spojrzenie Pearl która również wydała się zaskoczona jej wybrykiem. ,,No co? To normalne'' - Pomyślała. Miała już kontynuować ale coś się zmieniło. Wtrącił się ktoś jeszcze i zamierzał popsuć całą zabawę. - Typowe - Skomentowała przewracając oczami. Znała tą śpiewkę, zawsze się w ten sposób tłumaczą gdy pojawia się przedstawiciel prawa. Nie zdążyła jednak powiedzieć nic więcej, przez nagły huk wystrzału musiała położyć na chwile swoje uszy. Nie ważne ile razy ktoś strzelał zawsze cierpiała tak samo. Kiedyś chyba będzie musiała coś na to poradzić ale to nie był na to dobry moment. - Niestety - Powiedziała. - Jest jeszcze prawo silniejszego - Nadal nie schowała swojej broni. - Tamci chcieli to wykorzystać a ja im tylko pokazałam że nie doszacowali ceny mojego tyłka... Nic więcej, nic mniej. Sinister - Oby ale już jest całkiem dobrze, sam brak Star to już coś - Uśmiechnęła się ale tak naprawdę nie wiedziała do końca co o tym wszystkim sądzić. Na pewno jej życie się trochę skomplikowało. Pytanie jednak jak to się rozwinie bo jeśli ta znajomość się rozwinie... Może być różnie ale wolała o tym na razie nie myśleć. - Moje zwierzątko ma imię, Stalker - Sinister pogłaskała go za uchem gdy odwrócił głowę w jej stronę. Poświęciła mu chwilę a potem wróciła do obserwowania gwardzistki, akurat rzucała kością. ,,Dwa? Jeśli tak będzie się starać to nawet obędzie się bez kantowania... Zresztą, ja zawsze mam farta niezależnie od tego czyją kostką rzucam'', - Pomyślała. ,,Ale gorszym problemem będą zadania''. Nie sądziła żeby z taką łatwością poradziłaby sobie z tymi dwoma golemami. - W razie czego mogę być damą którą ocalisz z opałów? - Spytała odwzajemniając uśmiech. Rzuciła kostką i wypadła liczba pięć. - No, mogłaś mnie przepuścić i byś miała swój minimalny wynik na który liczyłaś. - Ruszyła ze swoim chowańcem o odpowiednią ilość pól i czekała na swoje zadanie.
  12. White - Oby tylko zachował to dla siebie - Powiedziała nadal ściszonym głosem. Rozejrzała się przy okazji czy przypadkiem nie śledzą ich postronne oczy. - To chyba nasz jedyny, dobry pomysł... A w zasadzie okazja bo co innego jesteśmy w stanie zrobić? Nie będzie żadnych szans na uratowanie jej podczas egzekucji. Więc mamy przekonać ich że Crimson jest niewinna? - Zmarszczyła brwi. - Niestety, nie da rady. Są szczęśliwi bo już mają winnego i to im wystarczy - Mówiła już normalnym tonem była uważna żeby nikt im się nie przysłuchiwał. - I szczerze mówiąc, wolałabym byś brała w tym udziału. Widzisz, to nie będzie bezpieczne... Chyba że masz naprawdę dobry pomysł jak to załatwić - Spojrzała na nią. - Chciałabym zrobić to jak najbardziej po cichu, tak by się nawet nie zorientowali od razu że czegoś im brakuje. Batty by się tutaj przydała... Ale mogę poprosić Sinister o pomoc, na pewno się zgodzi. Batty Spodziewała się tej reakcji ogiera, już nie od dzisiaj wiedziała że zasugerowanie pedalskiego rozwiązania pewnych spraw to ujma na honorze dla wielu... Ale tak naprawdę co to za różnica? Czy doznania nie były podobne? Zresztą, tacy jak on to po prostu chcieli się zaspokoić i nic więcej. Stąd nie miała szacunku dla takich osób. Odwróciła się z zamiarem odejścia ale nagle poczuła dotknięcie na części swojego ubrania. Gwałtownie odskoczyła i po tym, jak znowu spojrzała na swój tył zauważyła jak Pearl przerzuca ogiera przez balustradę. Przez moment milczała a jej spojrzenie wyrażało gniew. - O, nawet nie musisz daleko szukać... - Na widok dodatkowych trzech ogierów przewróciła oczami. - Darujmy sobie już grę wstępną i postawmy sprawę jasno. - Powiedziała wyciągając pistolet. Był dwustrzałowy i miał ten sam kaliber co typowa strzelba - To wy nie chcecie po dobroci przyjąć naszej odmowy - Celując w ubrudzonego ogiera spojrzała mu prosto w oczy. Sinister - Otacza siebie armią bo nie ma wyboru - Przewróciła oczami. - To jest po prostu... Oszczędność czasu. Jakby jej nie miała to co chwila mógłby przychodzić do niej jakiś chłystek próbując ją zabić bo naruszyła jego poczucie moralności czy jakikolwiek innych ograniczających konstruktów - Skrzywiła się. - Co za tym idzie, słabi są potrzebni tylko dlatego że istnieją... Bo ich istnienie nawzajem stwarza pewną możliwość a jest nią bronie swoich wybrańców przed podobnymi sobie. - Uśmiechnęła się. - Żałosne ale bez nich mogło by być nudno, są jednak na pewien sposób uroczy. Sinister cierpliwie czekała aż Star skończy swoją dłuższą wypowiedz. Tylko parę razy na nią spojrzała ale nie skomentowała tego co powiedziała - A nie mówiłam? - Powiedziała wspominając swoje słowa. Rozglądała się i podziwiała tym co się działo wokół niej. - Ale podoba mi się twój styl, przynajmniej na razie. - Pogłaskała swojego pupilka. Lubiła dotyk piór na kopycie. - Rozumiem że on też jest swoim obrazem? - Spytała chcąc mieć pewność. - I mogę korzystać ze swoich narzędzi? Wiesz, jestem dwuklasową postacią. Mag i rzemieślnik w jednym.
  13. White Odetchnęła z ulgą gdy przekupstwo zadziałało i ogier sięgnął po ciasta. Wiedziała jednak że to nie w tym była główna rola tego że jest im przychylny, kucyki ziemskie wiele wycierpiały w tych czasach i będą cierpieć dalej jeśli nic się nie zmieni. Słuchała z zainteresowaniem i z małym zaskoczeniem przyjęła informacja o luźnym kamieniu służącym za wyjście ewakuacyjne. - Cóż, niektórzy uważają się za mądrzejszych niż jest to w rzeczywistości a nawet nie mają pojęcia o tym, czego nie wiedzą - Powiedziała. - A nie zapytają osoby która powinna wiedzieć to najlepiej - Lekko się uśmiechnęła i kontynuowała szeptem również patrząc w niebo. - Trudno, ich strata... I dziękuje, to naprawdę nam pomoże. Batty - Kreatywność to moje drugie imię więc na nudę nie narzekamy - Powiedziała uśmiechając się gdy Pearl przytuliła się do niej i odwzajemniła uścisk kładąc kopytko na jej szyi. - Poza tym czy my wyglądamy na nieprzygotowane? - Spytała marszcząc brwi. - Wybacz mi ale nie ma szans, nie masz nic do zaoferowania... Ale głowa do góry, mam pewien pomysł - Kontynuowała. - Czemu nie zapytasz jakiegoś ogiera? Jak dobrze trafisz to i nawzajem sobie pomożecie - Puściła do niego oko. Sinister Spell - Wydaje mi się że żartowałam - Powiedziała Star. - Ale chyba nie zrobiłam tego wystarczająco jasnym - Pokręciła głową. -Jednak, te banały jak je nazwałaś nie były dla Equestrii totalnie bezużyteczne, parokrotnie się przydały - Zauważyła. - Mimo że w nie nie wierzę, dla mnie nigdy nie wniosły nic dobrego. To jest jak... Jak można polegać na kimś i wierzyć że Cię uratuje? Silny nie potrzebuje słabych. - Za psychopatkę? - Spytała Sinister. - Raczej nie ale jak już doszliśmy do wniosku że jesteś nieco inna i mam wrażenie że trzeba brać na to poprawkę - Znowu podążała za nią wzrokiem gdy ją okrążała. ..Chyba lubi to robić'', pomyślała ale nie przejęła się tym. Znała dziwniejsze fetysze. Gorsze było to spojrzenie ale dawała radę je wytrzymać, to nie była pierwsza minuta styczności z nią. - A więc nie ma co tego przedłużać, dawaj tą grę planszową - Zmieniła swój wybór. - Ciekawe czy będę mogła powiedzieć a nie mówiłam gdy dowiem się o co będzie w niej chodzić - Uśmiechnęła się.
  14. White Nie odezwała się już tylko z lekkim wymuszeniem odwzajemniła słaby uśmiech Pumpkin. Najwyraźniej wysoko stawiała swoje wymagania i nie chciała by na kolejną osobę spadł ciężar jej decyzji. To po prostu było nie w porządku że podmieńce wybrali taki sposób by ją ukarać... Ale czego innego mogła się spodziewać gdy pokazała że umie się bronić? Niestety nie może być zawsze przy każdym i tu kryła się słabość którą tak bezczelnie wykorzystali. Na ziemie wróciła na ziemie dopiero gdy do Pumpkin zagadał jakiś ogier. Spojrzała na niego i po dalszym ciągu rozmowy już wiedziała kim jest. Jak zwykle podział rasowy, kiedyś prawie nieistniejący teraz ukazywał się w pełnej okazałości. Ani jednego jednorożca nie było na werandzie a najpewniej i w całym ośrodku... Ale przynajmniej budynek był zadbany, to już coś. - Albo wrócił do normalności - Mruknęła niezbyt głośno. - Pumpkin powiedziała mi że pracował pan, znaczy zaprojektował - Poprawiła się wiedząc że jest architektem. - Obecny posterunek gwardii, to prawda? - Na chwilę zamilkła by ocenić jego mowę ciała, jak zareaguje na to pytanie. - Sprowadza mnie właśnie ten fakt, chciałabym wiedzieć o o tym budynku coś więcej. Jak jest zbudowany. - Zerknęła na chwilę na przyjaciółkę a potem na ciastka kupione na straganie. Chyba myślała że to dobry moment właśnie na coś takiego. Batty Odwzajemniła uśmiech Pearl ale nic więcej już nie dodała gdy wszyscy zamilkli. To powoli nie było miejsce na żarty, nie ważne czy prawdziwe czy nie, teraz liczyło się skupienie. - Wyglądamy lepiej niż te chlejusy, to już wiele znaczy - Odpowiedziała na uwagę Lance'a, również zachowała delikatny ton. Nie skinęła głową jednak poszła za nimi do starego budynku. Nie wyglądał dobrze ale jak zawsze, niezbędne minimum jakim było łóżko powinien mieć. Typa gapiącego się na jej tyłek zignorowała, niestety nie zdążyła poprawić niezbyt długiego płaszcza by mu to uniemożliwić. ,,Cóż, przeżyje'', pomyślała o swoim błędzie. Wtem usłyszała że Pearl oberwało się gorzej bo ją zaczepił... Spojrzała na niego, potem na przyjaciółkę i się odezwała. - Dla ogierów to zawsze musi być on, co nie? - Powiedziała. - Jakby nie było innych możliwości. Sinister - A więc masz może dla mnie nieco współczucia? - Star zastukała kopytkami, co ciekawe nie stanęła na tylnych ani nie poleciała na twarz jakby grawitacja na nią nie działała. - Bo mocą przyjaźni możesz to naprawić - Powiedziała i jakby, dopiero po chwili dotarło do niej znaczenie tych słów. Obróciła się i zażenowana sytuacją dodała tylko: - Japierdole, co ja robię. Aż taka ze mnie desperatka? - Wyglądało na to że nie liczyła że to zadziała... A może to był żart z jej strony? - Ja też nie - Zignorowała Star, najwidoczniej miała w tym masę praktyki. - Ale czasami lubię rzucić monetą... - Pokręciła głową. - Czasami żle się to kończy - Spell wyraźne była zaskoczona gdy gwardzista wymieniał jako swoje gry walkę z nim lub odwiedziny Tireka w tartarze. Chociaż w tym drugim miała jeszcze jakieś szanse, mogła wyczekać odpowiedni moment i ukrasć zwycięstwo przy odrobinie szczęścia. - Ale liczę że zwróciłam na siebie twoją uwagę - ,,Niestety'', dodała w myślach. - I być może nawet mnie trochę polubiłaś, dlatego liczę że dostanę taryfę ulgową - Prawie wystawiła język ale powstrzymała się. Nie była pewna jakby to zostało odebrane. - Zabawna w chowanego raczej odpada, wyczuwasz nawet duchy a co dopiero mnie. Gra planszowa brzmi najbezpieczniej ale nie wiadomo co chorego Ci strzeli do łba bo to brzmi nudno jak na inne propozycje... A więc berek? - Spytała. - Ale jeszcze zaczekaj - Zmrużyła oczy. - Co jeśli przegram? Kijowo się gra nie znając stawki. Zwłaszcza jeśli chodzi o zapewnianie rozrywki za kogoś kogo coś zjadło.
  15. White - Ale czy masz powód by się nie bać? - Spytała. - To nie tak że zawsze znajdzie się ktoś by cię obronić, a ja... Cóż, już raz zawiodłam i efekty widać dookoła - Zagryzła wargę. - Nie tylko raz jeśli liczyć by to co się stało z Crimson ale tak, jeśli do tej pory nie łamałaś prawa - Ściszyła głos. - To jest to coś wyjątkowego. Co do mojej przyjaciółki, ona sama jest niebezpieczna a nie tylko jej strażnik, dlatego się o nią nie martwię. Co prawda, ma tendencje do robienia głupich rzeczy ale jakoś umie z nich wychodzić - Spojrzała na Pumpkin. - Nie podejrzewam ciebie bo wydajesz się taka sama, podmieńce mogą kogoś udawać ale nie są idealne. Można się zorientować, stąd jestem spokojna. A nad stresem panuje bo byłam gwardzistką, to nie pierwsza taka sytuacja. Batty - Mam więc nadzieje że to będzie jedna z tych nocy - Powiedziała do Pearl. - Z tych zimnych - Dodała z uśmiechem. - Bo wtedy można pokazać na co nas stać by kogoś ogrzać - Puściła do niej oko. Szła dalej w milczeniu rozglądając się na boki, raczej nie była zaskoczona tym co widziała. - Dom jak każdy inny - Skomentowała obserwując najemników ale nie przyglądała się im zbyt długo by nie prosić się o kłopoty. Zastanawiała się czy któregoś z nich przypadkiem nie zna ale chyba nie. To już zbyt daleko od terenów po których podróżowała. - Co robimy? - Spytała cicho. - Idziemy załatwić spanie a potem jakieś żarcie? Tutaj lepiej nie wyglądać na zagubionego... Sinister - Widzisz, nie miałam innego wyjścia - Odpowiedziała Star beznamiętnie. - Rzuciłaś kiedyś niedokończone zaklęcie? - Spytała by zobrazować sytuacje na temat tego co się stało. - Ale jeśli masz do wyboru śmierć albo szansę na życie każdy wybierze tak samo. - Jak prawie każdego złoczyńcę którego zna Equestria - Skwitowała Sinister. - Czy kogoś pominęłam? - Spytała. - Historia to nie mój konik i okazuje się że czarna magia nie jest mile widziana w szkole. To chyba też nic nowego... - Śledziła gwardzistę wzrokiem gdy ta ją okrążała, przynajmniej do momentu gdy nie groziło to skręceniem karku. - I chyba nie mam wyboru jak pójść w ten układ - Powiedziała. - Żeby w końcu z tej naszej paplaniny coś wyszło... Ale pamiętaj że jeśli liczysz mnie do tej gry to i liczysz mojego zwierzaka, wiesz jestem do niego przywiązana - Nagle podniosła kopytko i otworzyła szerzej oczy. - A nie, czekaj. Zgubiłam linę - Zaczęła się obracać w poszukiwaniu rzeczonego przedmiotu. - No nie, znowu? - Uśmiechała się przy tym. - Ale chyba wiesz o co mi chodzi.
×
×
  • Create New...