Shey

Brony
  • Content count

    671
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

8 Neutral

About Shey

  • Rank
    Kickstart my Heart
  • Birthday September 18

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Wrocław

Recent Profile Visitors

1,122 profile views
  1. Sinister - Jakbyś trochę schudła i założyła urodzinową czapkę to byłoby nawet blisko... - Zmrużyła oczy jakby naprawdę sądziła że wtedy ktoś by ją z nim pomylił w tym wypadku. - Niestety nie często mam czas pielęgnować grzywę. Jestem bardzo zajętą, pracującą klaczą która nie przejmuje się swoim wyglądem - Uśmiechnęła się wskazując na to że to nie tędy droga jeśli chce ją urazić. - Tylko ta - Teraz zwróciła się do sprzedawcy będąc zaskoczona niską ceną. Podała ogierowi jego należność i odwracając się kontynuowała rozmowę z Crimson. - Nie dziabnie, aktualnie nie ma zębów a co dopiero mówiąc o reszcie ciała. W zasadzie to jeden z powodów dla których obawiam się przywrócić ją do życia. Nie obchodzi mnie ile kucyków zacznie znowu krzywdzić ale będzie na mnie polowała chcąc mojej części mocy a wiem że gdy umierała była silniejsza ode mnie... - Gdy to mówiła po raz pierwszy było słychać w jej głosie strach. - Ta, przynajmniej teraz masz pewność że w barze tequili nie zabraknie. Nie przejmuj się nią, potrafi robić to cały czas o każdej osobie z którą zamienię więcej niż pięć zdań. Teraz jednak gdy nie używam tyle czarnej magii co kiedyś jej słowa nie mają takiego znaczenia. - Gdybym mogła opętywać kucyki to życie byłoby o wiele bardziej zabawne - Stwierdziła ze smutkiem. Robiła wiele rzeczy żeby się nie nudzić ale czasami to nie wystarczało. - Niestety tymczasowo czasy dawnej świetności mam za sobą. Chociaż jest coś o czym wcześniej nie pomyślałam... - W jej głowie zrodził się pewien pomysł by spróbować coś innego. - Przyjaźń deprawuje? A to ci niespodzianka - Była trochę zła że nie powiedział o niej więcej ani o innych przykładach użycia tych kamieni. - Kupiec wami gardzi? Ja bym mu pokazała że nie powinien... To zwykle działa. - Stwierdziła podając mu swoją metodę.- Jeśli je zdobędę... To raczej nie będzie dzisiaj więc jak znajdę ciebie? Jesteś tutaj codziennie i przeglądasz księgi? Batty - A to ci zwinna cholera... - Stwierdziła widząc że stwór uniknął pocisku. Gdy dwie harpie wleciały w tłum kucyków Batty postanowiła zrobić użytek ze swojego rogu, iskierki magii wydobywające się spomiędzy jej włosów jasno to sygnalizowały. Nie była w tym jednak tak dobra jak inne jednorożce... Zawsze zajmowało to dłuższą chwilę przez co dwójka ogierów została potraktowana pazurami a jeden z nich nawet porwany w powietrze. Ten drugi wykorzystując swój nieprzeładowaną broń spróbował uderzyć ją w brzuch mając nadzieje że go wypuści. Nie chciała pozwolić im tak po prostu zginąć, ta motywacja dodała jej sił i w końcu wyczarowała barierę i rozszerzając ją chciała odepchnąć harpie. - Zabijcie je! - Krzyknęła skupiając się na podtrzymywaniu zaklęcia. Jeden z ogierów odrzucił swoją strzelbę i podniósł dwustrzałowy pistolet mając nadzieje że jest nabity. Wycelował i spróbował trafić w przeciwnika który był zajęty ściąganiem skóry z jego współtowarzysza. Kati tymczasem wleciała w trzecią harpię i zadała jej jedną ranę... Ta jednak nie pozostała dłużna i zaczęła wbijać swoje pazury w ogon smoka. Wydała cichy odgłos spowodowany bólem i ze wściekłością zanurkowała w kierunku przeciwnika by kolejnym ciosem odciąć jej skrzydło lub przynajmniej je uszkodzić tak by nie mogła dalej latać.
  2. Sinister - Hmm - Zareagowała na wieść że Crimson sama zajmuje się swoją grzywą. - To w zasadzie widać... - Powiedziała jakby coś było nie tak. Nie mogła pozostać dłużną za tą babcię. - Musisz popracować nad tymi rozdwojonymi końcówkami, polecam odżywkę którą stosuje Fleur de Lis... No i mogłabyś się jednak częściej je farbować bo masz odrosty - Dodała ze skrzywioną miną jakby było to co najmniej odrażające. - Szczur co prawda może dziabnąć ale jest na tyle rozgarnięty że jeszcze nie dziabnął tego nie odpowiedniego kucyka - Wskazała na siebie kopytem. - A co do tej... Nazwijmy ją roboczo Gryzelda nie będzie musiała używać zębów by rozłączać na przykład jednorożca - Uśmiechnęła się zastanawiając się w co ją uzbroić. Jak na razie przeglądając tą książkę wiedziała jedną rzecz, ciężko będzie się zdecydować bo każdej rodzai broni przecież się nie zmieści. - Ta... Dziecko nie dostało swojego cukierka - Wystawiła jej język przyrównując jej zachowanie do źrebaka. - Wygląda na to że gdzieś poszła, chyba nadal próbuje otworzyć tą księgę o czarnej magii - Powiedziała rozglądając się by upewnić się że Star na pewno nie ma przy nich. - Czemu pytasz? - Wtedy jeszcze nie wiedziałam że istnieje coś takiego jak magia przyjaźni - Odpowiedziała akolicie zagryzając wargę. - Niestety nie wiem o Discordzie zbyt dużo jednak wiem że tępe narzędzie nie zawsze warto spisywać na straty. Widzisz, można je naostrzyć a do tego potrzeba tylko odrobiny pracy i odpowiedniej okazji... A cuda same się nie zdarzają - Stwierdziła z uśmiechem. - Powinnam być martwa setki lat temu a jednak tutaj jestem i z tobą rozmawiam. Czy to nie jest przykład cudu który stworzyłam? - Jej głos sprawiał wrażenie jakby uznawała się za lepszą od niego. - Jestem ciekawa jaką zakazaną wiedzę straciliście w odmętach czasu a co wasze pokolenia dołożyły od siebie tworząc nowe czary... - Trochę się rozmarzyła ale zaraz wróciła na ziemie. - Strach silniejszy niż chęć zysku? - Spytała z zaskoczeniem. - To coś nowego - Wzruszyła kopytami i kontynuowała. - Zgaduje że mają innych kupców ale to stawia pytanie do czego je można jeszcze wykorzystać - Star zawsze była spragniona wiedzy. - A więc mam przekonać moje tępe narzędzie by kupiło taki woreczek i dało ci go do kopyta? Batty - Teraz chyba zaszarżują! - Krzyknął zaniepokojony dowódca widząc że zarówno on jak i inni muszą przeładować broń. - Na to czekam... - Odpowiedziała Batty celując w kolejną harpię, jako jedyna nie szastała amunicją i mimo że miała jedynie sześć pocisków zostały jej jeszcze cztery. Miała nadzieje że zdąży zrobić to co chce zanim zbyt wiele ogierów zostanie rozszarpanych. Po raz kolejny nacisnęła spust i liczyła że trafi, zrobiła wszystko co mogła biorąc pod uwagę nawet znikomą poprawkę na prędkość z jaką poruszał się okręt i cel. - Ta... Odlatuj. Nie ma tutaj miejsca dla naszej dwójki - Stwierdziła widząc jak mało przeciwników zostało a ona jeszcze nie zdążyła w żadnym zatopić swojego ostrza. Odrzuciła pistolet w stronę Batty nie chcąc go przypadkiem zgubić podczas szarpaniny i wzbiła się do lotu kierując się na osamotnioną harpię.
  3. Sinister - To szkoda że tak szybko się starzeje... - Powiedziała z udawanym smutkiem i kopytem przetarła niewidzialną łzę na policzku. - Masz może jakiś pomysł jakby można było mnie odmłodzić? Może wybierzemy się razem do spa albo fryzjera? - Rzuciła propozycją pół serio pół poważnie. - Ten koleś na pewno jej nie ruszał ale czy inni to nie wiem, nie pytałam - Wzruszyła ramionami - Wydaje mi się jednak że nie, jakoś mi to do niej nie pasuje ale żeby mieć pewność musisz sama zapytać... A co do tej wiwerny co rozebrałam na części to nie uznawałam go za swojego zwierzaka, z resztą on mnie za swoją panią również skoro mnie dziabnął - Trochę się skrzywiła przypominając sobie ten ból po ugryzieniu. - I potrzebowałam części do Stalkera więc po prostu miał pecha... Gryzelda? - Spytała słysząc propozycje na imię od Crimson i przekrzywiła głowę na bok. - Ale ona nie będzie gryźć więc chyba też nie pasuje, no cóż jeszcze pomyślę i coś wymyślę... - W tym momencie znalazła to czego potrzebuje. - Chyba mam... - Powiedziała przeglądając ją uważniej niż pozostałe książki. Nie chciała kupić kota w worku. - Nigdy nie płaczesz? A to ciekawe... - Sinister była raczej pewna że dałaby radę ją do tego zmusić. - Nie udawaj takiej niewinnej, zaraz pójdziemy do nie do końca wyremontowanego baru i zobaczymy chociaż w ułamku do czego jesteś zdolna - Również się uśmiechnęła i skierowała się w stronę sprzedawcy. - Nie każdy powinien się uczyć czarnej magii, nie każdy jest do tego stworzony - Stwierdziła wiedząc że niewielki ułamek kucyków rodzi się z predyspozycjami do tego. - Czy jest coś lepszego niż oszukiwać śmierć za każdym razem przenosząc się do innego, młodego ciała? - Spytała uznając to za wyjątkowo kuszące. Jedno życie to za mało by wszystko zrozumieć i zgłębić każdy mroczny sekret. - W zasadzie to nie liczyłam na wdzięczność - Odburknęła ogierowi. - Sinister była pod moją kontrolą. Wiesz, nie trudno ustawić głupiego źrebaka mającego dwanaście lat. Musiałam tylko nauczyć jej czarnej magii i poczekać aż stanie się wystarczająco potężna by mogła dać mi ciało tylko potem zjawiła się pewna klacz co wszystko zepsuła. Nie mam pojęcia jak do niej dotarła... - Znowu była wyraźnie zła. - Twoja propozycja jednak nie do końca mi się podoba. Lubię być niezależna, nie związana żadnymi paktami czy ograniczeniami. A co do ceny... - Zmrużyła lekko oczy patrząc na ogiera. - Czym mogłabym opłacić ten gest? Jeśli będę musiała zaoferować moją osobę - Przyłożyła kopyto do piersi - I wstąpić do zakonu Czarnej Róży to nie wchodzę w to. Czuje że byłabym najniżej w hierarchii gdy inni wiedzieli by że nie mogę nic im zrobić. Batty - Zwinne są cholery - Stwierdziłam widząc że spudłowałam. W międzyczasie dotarłam do pozostałych dwunastu obrońców i zajęłam miejsce pośrodku grupy. - Co zakłada twój plan? - Spytał dowódca obawiając się o swoich ludzi, sytuacja w zasadzie nie wyglądała za ciekawie. Naszą broń stanowił jeden rewolwer i sześć ciężkich strzelb które nie do końca nadawały się na harpie. - Już mówiłam - Odpowiedziałam w pośpiechu przymierzając się do kolejnego strzału. - Nie będę wyjaśniać bo jeszcze okaże się że rozumieją mowę... - Nacisnęłam spust licząc że tym razem trafię. Pocisk przewyższał prędkością większość ludzkich, nawet nowoczesnych dział a to ułatwiało całą sprawę. - Na co czekacie, one nie zabiją się same! - Zaczynałam się zastanawiać czy oni kiedykolwiek walczyli. Wiedziałam że brali udział w dużej ilości bitew ale sądząc po tym co oni tutaj pokazują to sporo różniły się od tej. Na szczęście moje słowa dotarły do nich i również próbowali pozbawić życia pozostałe harpie, mimo że nie dysponowali odpowiednią bronią robili co mogli. Tymczasem Kati była mocno zaskoczona przez niespodziewaną interwencje wiwerny. Wiedziała że ta harpia nie zaatakuje wprost tylko zmieni kierunek lotu i już miała podnosić ostrze... - Ona była moja! - Wykrzyczała w kierunku drugiego gada. - Następnym razem znajdź sobie inną - Była świadoma że raczej nie zrozumie powszechnie używanych słów ale może domyśli się po tonie jej głosu że go opieprzyła za tą akcje. - Ale dzięki... - Mruknęła już spokojniej. Zaczęła przeładowywać swoją broń wyjmując kolejne dwa pociski ukryte w uchwycie jednak w tym momencie zobaczyła że druga harpia nadal żyje... Była ranna i Kati uznała ją za niegodnego przeciwnika więc po prostu splunęła na nią ogniem by nie zajmowała więcej jej czasu. - Zbliża się następna grupa... - Powiedziała zastanawiając się dlaczego ta wiwerna jej pomogła. Czyżby stwierdziła że wygląda wystarczająco podobnie do niej i po wszystkim zacznie się przymilać? Miała nadzieje że nie.
  4. Sinister - Dzięki - Mruknęła w kierunku sprzedawcy. Zabrzmiało to bardziej jako formalność aniżeli słowa prawdziwego uznania. Obróciła się w miejscu i ruszyła w kierunku działu trzeciego, dokładnie tam gdzie znajdzie swój cel podróży. - Panienka? - Zapytała nie rozumiejąc rozbawienia Crimson. - A jak miał powiedzieć? Babcia? Panienka oznacza młodą klacz a dawniej dziewicę. Może bycie dziewicą jest już u mnie nieaktualne ale ledwo przekroczyłam trzydziestkę co nie czyni mnie starą - Uśmiechnęła się jednocześnie zastanawiając się jak zareaguje na wieść na to że już nie jest czysta. Miała nadzieje na jedno... Że nie zapyta z kim do tego doszło. - Nie jesteś zazdrosna? - Spytała z podejrzliwością. - A co powiesz na to że te zwierzaczki się nie męczą? - W międzyczasie obydwie klacze znalazły się w odpowiednim dziale i Sinister zaczęła poszukiwania. Po kolei lewitacją wyjmowała księgi pobieżnie je wertując aż trafi na tą jedyną. - I tak mam do niego kolegę a teraz chce im dorobić koleżankę... Tylko nie wiem jak ją nazwać. Myślałam nad Giwerna, no wiesz wiwerna z giwerami ale ta nazwa wydaje się głupia. Giwerna do boju czy Giwerna bierz ich brzmią dla mnie śmiesznie - Wzruszyła kopytami nie będąc przekonana do tego imienia. - Ty chyba lubisz mocny towar nie? Mogę ciebie poczęstować tylko to nie moja wina jeśli się rozpłaczesz albo rozniesiesz tą bibliotekę w strzępy - Przyłożyła kopyto do ust jakby się zastanawiając. - Chociaż wydaje mi się że przy tobie to w grę bardziej wchodzi ta druga opcja... - Z własnej woli to za dużo powiedziane... Moje życie się kończyło ale ja nie zamierzałam umierać - Stwierdziła i zapytała zdziwiona. - Dużo masz jeszcze tych przedmiotów przy sobie? Zaraz wyjdzie że nie muszę nic opowiadać bo poznasz moje myśli za pomocą kolejnego... - Przestąpiła nerwowo z jednego kopyta na drugie jakby było to możliwe ale mimo to kontynuowała. - Moim planem jednak nie było skończenie jako upiór. Zaklęcie które rzuciłam miało dać mi kolejne życie w ciele które zawierało chociaż cząstkę mojej krwi i odkryło w sobie talent podobny do mojego - Wskazała kopytem na Sinister która kierowała się do działu ludzkiej techniki. - Czekałam właśnie na to ciało. Jak zwykle przy skomplikowanych formułach coś poszło nie tak. Może miałam za mało mocy w momencie rzucania czaru a może po prostu minęło zbyt dużo czasu... - Teraz w jej bezbarwnym głosie bez emocji można było wychwycić żal. - A ta niewdzięcznica nie chce mi dać innego zamiast swojego! - Nagle wybuchła gniewem krzycząc mu w twarz. - Wybacz - Powiedziała uspokajając się tak szybko jak się wściekła. Normalnie to słowo nie przeszło by jej przez gardło ale powoli zaczynała szanować tego ogiera. - Po prostu nauczyłam ją tyle czarno magicznych zaklęć a ona nie chce mi dać jedynej rzeczy której chce... A co do waszego zakonu, to godne podziwu że nadal podążacie tą drogą mimo tej przeciwności jaką była Celestia i tego że nie pamiętacie kim był założyciel. Batty - Jesteśmy w tyłku - Zawyrokowała Fire mimo że pierwsza grupa harpii została praktycznie wybita. Nadal pozostawała druga ich część a moment w którym dotarły był mało odpowiedni. Nie mogła wykonać zwrotu by obrócić się do nich bokiem, nie miała na to czasu. Do tego praktycznie wszyscy obrońcy byli na przodzie a jedyne dwie wieżyczki które miały możliwość je zaatakować zostały obrócone w złym kierunku na jej polecenie. - Nie zgrywajmy bohaterów... - Zaczął mówić dowódca tylnych dział widząc że byli sami na siedmiu przeciwników a jedynym zdolnym do walki kucykiem był on z jednym rewolwerem. - Pod pokład - Wydał polecenie w kierunku czwórki ogierów oddając trzy strzały w kierunku zbliżających się harpii a potem sam schował się by ratować swoje życie. Tymczasem Batty przycelowała w jedną z bestii znajdującą się na samym przodzie zgrai i po naciśnięciu spustu zaczęła biec wycofując się do reszty obrońców. Wiedziała dwie rzeczy, jeśli trafiła ta harpia jest martwa i to że w grupie mają większe szanse na przeżycie. - Mam plan - Powiedziała pewna siebie. - Zaskoczymy je - Masz to zostawić! - Kati krzyknęła widząc że jedna z paskud dopiera się do jedynej rzeczy która trzymała ich w powietrzu. Skierowała pistolet który miała w pazurach akurat w nią uznając ją za większe zagrożenie i raz po razie wystrzeliła dwie ołowiane kule. Miała nadzieje że trafiła ale nie obserwowała efektu ponieważ teraz miała inny problem. Druga leciała wprost na nią jakby nie jadła z tydzień a gadzie mięso było jej przysmakiem. Nie miała czasu przeładować broni więc wyciągnęła rękę w kierunku przeciwnika z wysuniętym ostrzem. Jeśli spróbuje ją zranić atakując w ten sposób sama zrobi sobie krzywdę.
  5. Sinister - Pewnie istnieją ale nigdy nie interesowałam się tą dziedziną magii. Mogli by jednak mi nie uwierzyć i uznać że widzę niestworzone rzeczy bo czarna magia wyżarła mi mózg - Uśmiechnęła się. - Mam jednak nadzieje że jeszcze go mam... Bójki może nie trwają godzinę ale ten ogier z tą klaczą może wyjść stąd za 59 minut i co wtedy? - Spytała znowu z wątpliwościami. - Jak na moje to już lepiej by było wsypać jej amfetaminę do drinka... Chociaż jak nigdy nie brała to znowu cholera wie jak zareaguje na takie połączenie. Nie wiem, ja się w to nie mieszam bo nie chce mieć tutaj wrogów - Stwierdziła umywając kopyta od tej sprawy. - A co do niesienia White w drodze powrotnej zawsze mogłabym przywołać Stalkera by to on nią niósł. No, chyba że będziesz zazdrosna o to - Puściła jej oko. - Chce wykonać trzeciego stwora - Powiedziała wiedząc że pewnie potem zapyta o drugiego. - Z wykorzystaniem ludzkiej techniki a książka w tym zadaniu będzie pomocna - W tym momencie znalazły się przy stoisku z książkami a Sinister zwróciła się do sprzedawcy. - Znajdę tutaj coś obszernego o ludzkiej broni? Karabiny, działa, rakiety i typy pocisków? - Spytała wymieniając o co jej chodzi. - Nie chce samych opisów, chce wiedzieć jak to jest dokładnie zrobione. Star na początku była zdziwiona że nawet mógł ją zobaczyć ale machnęła na to kopytem. Kogo to obchodziło? Na pewno nie ją a przynajmniej może z kimś normalnie porozmawiać kto nie jest Sinister. - Ciesze się że jesteś na tyle inteligenty by wiedzieć że nie mogę ci nic zrobić - Powiedziała jakby go doceniając. - Wydawało mi się że jednak jesteś tylko pozerem. Wiesz, ta czarna szata mnie zmyliła bo z wyglądu zdaje się że mogłaby nawet zasłonić dobre serce... - Odwróciła wzrok od książki i ze skupieniem analizowała amulet pokazany przez ogiera. - Nie jestem zwykłym upiorem więc również daruj sobie groźby. Nie jesteś w stanie mi zagrozić ale nie musisz się wierzyć - Wzruszyła kopytami. - Możesz spróbować i zmarnować swój czas na ten rytuał jeśli tego chcesz... - Powiedziała ściszając i zwalniając szybkość mówienia z każdym kolejnym słowem. Potem zapytała używając już normalnego tonu. - Czarna róża? Pierwszy raz o czymś takim słyszę... Wybacz moją ignorancje ale trudno dowiadywać się o nowościach bez ciała. Batty - Dorwałem ją! - Krzyknął z przypływu radości jeden z celowniczych, ten który zasłynął z pewnej uwagi. - Oberwała prosto w ten paskudny ryj więc cycuszki nietknięte... - Współtowarzysze zawsze uznawali że jest bardziej dziwny jednak nikt nie znał go od tej strony. - Nie pora na rozproszenie - Znowu zganił go dowódca. Pozostała piątka harpii która rozleciała się na boki znalazły się w strefie rażenia tylnych dział i teraz one częstowały je ołowiem... - Pierwsza wieża na lewo, druga na prawo - Ładowniczowie w pośpiechu zmieniali 20 nabojowe magazynki by mogły wznowić ostrzał. - Ktoś musi się zając tą na górze - Wszyscy między odgłosami wystrzałów słyszeli dźwięk rozdzierania cienkiej aluminiowej blachy wzmacnianą stalową siatką ochraniającej balon dzięki któremu byli w powietrzu... Mimo że opancerzenie było słabe dawało trochę czasu aż pazury harpii wydrapią w nim otwór na tyle duży by przebić gumę znajdującą się dwadzieścia centymetrów pod nim. - Wasza dwójka - Powiedział wskazując kopytem dwójkę pegazów ze strzelbami. - To wasze zadanie. - Daj im spokój - Powiedziała Kati kręcąc głową. - Ja tu jestem od głupich zadań na tym okręcie - Dodała rozpościerając swoje skrzydła. - Pożyczam - Zwróciła się do mnie zabierając mój pistolet i zanim mogłam zaprotestować wystartowała. Nie byłam jednak zła, kiedyś powiedziałam że może go brać do woli jeśli go nie zgubi. Ja tymczasem wyciągnęłam i odbezpieczyłam swoją strzelbę... W zasadzie to niepoprawna nazwa bo w zależnie od ustawień jest albo karabinem wyborowym, shotgunem czy czymś czego określić się po prostu nie da. Jeszcze nie strzelałam, miałam najbardziej precyzyjną broń i czuwałam czy któraś przypadkiem nie da rady przetrzeć się przez obronę. Wierzyłam w umiejętności Kati ale nie chciałam by walczyła sama na dwie lub trzy harpie.
  6. Sinister - Mi się czasami zdarza zaglądać do bibliotek - Stwierdziła nie będąc zaskoczona że Crimson raczej do nich nie uczęszcza. - Jednak większość moich umiejętności nauczyłam się sama metodą prób i błędów bo nie ma takiej książki co by opisywała taki rodzaj magii... - Uśmiechnęła się. - Chyba że chodzi o czarną magię, jej nauczyła mnie właśnie Star dlatego nie wiem jakbym się wytłumaczyła gwardii skąd mam tą wiedzę - Wzruszyła ramionami - A co do White nie sądzę że zmęczyło jej samo karmienie podmieńca. Dodaj do tego walkę z nimi, teleportacje trzech osób i półtoragodzinny galop od mojego domu do Ponyville i z powrotem po pilnik do metalu... - Przestała się uśmiechać wiedząc że ją oszukała by miała szansę nie zdążyć na wypad na czarny rynek. Teraz Sinister było trochę głupio z tego powodu. - Po za tym dostrzegam pewien problem... Skoro chcecie odbić pewną klacz a White będzie po tym drinku co się stanie jak jego działanie padnie w nieodpowiednim momencie? - Spytała z wątpliwościami. - To byłaby trochę wtopa... Tak, ludzka technika. Potrzebuje tej wiedzy do pewnego projektu - Znowu się uśmiechnęła i powoli skierowała swoje kroki do odpowiedniego stoiska. - Nigdy nie kupiłaś sobie nowego basu? Skoro tak bardzo lubiłaś grać... - O, jak na przypadkowego ogiera jesteś całkiem użyteczny... - Star odezwała się do pomocnego kucyka. Odsunęła się od niego i zbliżyła swój pysk do jego ucha. - Tylko spróbuj przewrócić na kolejną stronę zanim skończę czytać... - Wyszeptała złowieszczo. Wiedziała że każdy kucyk studiujący czarną magię jest bardziej podatny na jej wpływ. To dlatego Sinister zaczęła ją widzieć dopiero gdy po raz pierwszy jej użyła i być może to zdanie pojawi się w jego głowie jako myśl lub może nawet ją usłyszy... Oczywiście jeśli używał jej odpowiednio dużo. Niezależnie od efektu skierowała wzrok na książkę i szybko, jednocześnie sporządzając notatki zaczęła studiować tekst pomijając pierwsze zaklęcie które znała. Batty - Wszyscy na stanowiska a reszta pod podkład! - Rozległ się krzyk Fire i jednocześnie uruchomiła silnik który napierając obrotów napędzał wirnik z tyłu statku. Myśli biegały jej po głowie zastanawiając się nad sposobem jak wyprowadzić ich z tej mało wesołej sytuacji... Okręt był bardziej zaprojektowany do walki z większymi celami, konkretniej mówiąc nad większymi i wolniejszymi wiwernami. Główne uzbrojenie stanowiły cztery wieżyczki uzbrojone w dwa, samopowtarzalne działa czterdzieści milimetrów wystrzeliwujące ołowiane kule ładunkiem prochu. Dwie zostały umiejscowione z przodu, w superpozycji zupełnie jak na ludzkich pancernikach gdzie druga została umiejscowiona na podwyższeniu co umożliwiało prowadzić ostrzał ponad pierwszą. Pozostałe miały swoje miejsce z tyłu, mniej więcej w trzech czwartych okrętu po jego lewej i prawej stronie. Na pokładzie zostało 19 obrońców, ósemka z nich obsługiwała działa, dwójka dowodziła ogniem a szóstka robiła za ochroniarzy ze specjalnymi strzelbami mającymi szansę zrobić krzywdę nawet wiwernie ale były ciężkie co w tej walce na pewno okaże się minusem. Ostatni osoba, ta najbardziej wyróżniająca się z tłumu kolorowych kucyków była młodą, wiśniową smoczycą. Co prawda nie miała żadnej broni palnej ale tak samo jak harpie miała pazury i skrzydła a nawet coś więcej... Parę metalowych karwaszy z wysuwanymi ostrzami. - Co to się porobiło na tym świecie że te stworzenia najbardziej przypominają na nim ludzi - Stwierdził jeden z celowniczych. - A no tak, kuce. - Ja tam nie narzekam - Odezwał się drugi - Przynajmniej na cycuszki można popatrzeć - Reszta posłała mu zdziwione spojrzenia. - No co? Może trochę opierzone ale nadal cycki - Nagle można było usłyszeć dźwięk wystrzału, jeden z nadgorliwych kucyków już zaczął strzelać. - Przypomnij mi się potem to dam ci przepustkę żebyś skoczył do burdelu. Przyda ci się - Stwierdził trochę rozbawiony ale to nie była pora na żarty. Zwłaszcza że jeden z celowniczych próbował dokonać niemożliwego. - Debile! Ładować śrut bo za nic nie trafimy tych harpii - Miał racje, te stworzenia były mniej opancerzone niż wiwerny ale znacznie szybsze. Okręt ku zdziwieniu wszystkich nagle wykonał zwrot o dziewięćdziesiąt stopni w prawo sprawiając że lecieli prosto na harpie. - Co robisz?! - Krzyknął do Fire dowódca przednich dział. - To samobójstwo, zawsze starasz się utrzymać dystans między nami a przeciwnikiem a teraz lecisz prosto na nie? - Samobójstwo? - Odpowiedziała zaskoczona. - Tylko w przypadku wiwern które potrafią ważyć ponad tonę. Harpie są za szybkie, nie utrzymam dystansu... Jeśli polecę prosto do bazy i tak nie zdążymy a jedynie sprawi że obydwie grupy dotrą w tym samym momencie i przeciążą naszą obronę. Lepiej wyeliminować jedną opóźniając dotarcie drugiej. Wszyscy na przód - Zadecydowała Fire. - Tylne działa również skierujcie na przód tak by ochraniały nasze boki. Od tyłu nie wejdą, będą musiały zrobić ostry skręt wytracając prędkość i chwilę im zajmie odzyskanie energii a my zdążymy przerzucić siły. - Hmm, no dobra - Odpowiedział ogier zadowolony z wyjaśnienia. - Otworzyć ogień z odległości 800 metrów.
  7. White To nie moja sprawa. Spojrzałam na otaczające mnie kucyki zajmujące się własnymi sprawami i czułam jak powietrze przepełnione było cuchnącą obojętnością... Czasami się zastanawiam dlaczego nie mogę być taka jak oni, przecież to tylko zwykła, szara osoba i dla świata nie ma to znaczenia czy jej pomogę czy nie. Będzie nadal taki sam i klacze nadal będą sprzedawane jako niewolnice. Przynajmniej dopóki nie rozerwę tego miejsca na strzępy ale czy ta walka w ogóle miała sens? Sama nie miałam żadnych szans na dokonanie tego. Po za tym co jeśli ona nie doceni tej pomocy bo będzie skazana na pracę na farmie? - Dawaj, ruszaj. Uratuj ją w blasku swojej chwały - Powtórzyłam cicho słowa Sinister. Czy to prawda że pomagam innym tylko dlatego by poczuć się bohaterem przez parę minut? Jestem tylko pustą klaczą która kiedyś marzyła by urodzić się księżniczką i pomagam innym tylko dla uczucia że zrobiłam coś dobrego? Pokręciłam głową znając odpowiedz na to pytanie. - Tak - Stwierdziłam ponuro. - Kiedyś tak było - Powiedziałam już weselej i uśmiechnęłam się przywołując wspomnienia z dawnych czasów... - Dlaczego taki kucyk jak ty chce pokonać Storm Kinga? - Zapytała mnie oliwkowa klacz z waniliową grzywą uważnie mi się przyglądając. Byłyśmy w drodze do baru i mimo że nie chciałam tam iść nie mogłam puścić Batty w takie miejsce samej zaledwie tydzień po jej chorobie. Mogło by się stać coś złego i powinien pilnować jej ktoś trzeźwy... - Dopiero wtedy gdy to zrobię zaczną doceniać mnie i moje dobre serce bo nie pomogę tylko jednej osobie tylko wszystkim... To będzie coś wielkiego... - Uśmiechnęłam się przekonywająco. - I pustego - Stwierdziła dodając dwa słowa do mojej wypowiedzi które mną wstrząsnęły. Potem było jeszcze gorzej. - I jeśli to jedyny powód dla którego chcesz to zrobić wcale nie masz dobrego serca. Z drugiej strony wątpię że istnieje coś takiego jak dobro czy zło. - Co masz na myśli? - Spytałam nie mając pojęcia o co jej chodzi. - Widzisz... Czy dobre uczynki są dobre gdy prowadzą do tragedii i czy krzywdy są złe gdy prowadzą do czyjegoś szczęścia? - To niemożliwe... - Przystanęłam by móc bardziej wytężyć myślenie. - Jakim... - Był sobie kiedyś stary, dobry krawiec... - Zaczęła swoją opowieść przerywając mi. - Jako kilkuletni ogier uratował życie pokaleczonemu szczeniakowi i znalazł mu nowych właścicieli. Dobry uczynek? - Spytała retorycznie. - No to słuchaj dalej... Gdy wyrósł na silnego psa zagryzł właściciela gospodarzy... - Ale dlaczego? - Nie wierzyłam że coś takiego w ogóle miało miejsce. - Rany szczeniaka okazały się głębsze niż te na skórze - Wzruszyła ramionami. - Gdy był nieco starszy pomógł szkolnemu koledze w nauce który potem wynalazł potężną truciznę - Chciałam zaprotestować jednak Batty nie dała mi dojść do słowa. - Pewnego dnia pomógł znajomemu szybciej dotrzeć do domu, wsadził go na swój wóz i skrócił jego podróż. Gdy ten otwierał drzwi zastał złoczyńców plądrujących jego skrzynie... Gdyby wrócił nieco później straciłby tylko trochę monet a nie życie. - A co ze złymi uczynkami prowadzącymi do czyjegoś szczęścia? - Zaczynałam dostrzegać pewną cechę wspólną łączącą te trzy przypadki. - Załóżmy że gdyby zdradził żonę a dziecko zrodzone z chwili zapomnienia wynalazło by lek na jedną z cięższych chorób? - Spytała będąc już mniej pewna słów. - To już gdybanie - Znowu wzruszyła ramionami. - Jednak możliwe. - To co zrobił było dobre ale nie można ponosić odpowiedzialności za złe czyny innych. Każdy z tych trzech przykładów pod tym względem jest taki sam - Odpowiedziałam uderzając kopytem w piach. - Nikt nie jest wszechwiedzący. - Jak zwykle nie dopuszczasz do siebie zdania innych... Czy ten fakt cokolwiek zmienia? Jego mały, dobry uczynek przyczynił się do większego zła - Uśmiechnęła się. - Chcesz nieco bliższy przykład? Masz kochających rodziców, chcą dla ciebie jak najlepiej starając wychować ciebie na porządnego kuca i nie dopuszczają do ciebie zła. Na pierwszy rzut oka to niewątpliwie dobre ale miłość ich zaślepia. Nie dostrzegają że masz w życiu za dobrze, za lekko - Spojrzała na mnie i wiedziała że jestem zdenerwowana, mimo to kontynuowała. - Przez to jesteś rozpuszczona i odbierają ci możliwość doznania porażek a to właśnie z nich uczymy się najwięcej. Tego samego dnia po raz pierwszy spróbowałam alkoholu, nie trudno się domyślić że się upiłam ale nigdy bym się nie spodziewała że przez to wywołam bójkę... No cóż, nie uznałam że kucyk którego obrzygałam okaże się tak wybuchowy a ja nawet pod wpływem środka odurzającego miałam wystarczający czas reakcji by uchylić się przed ciosem który trafił w kolejnego ogiera... Potem rozpętało się piekło więc Crimson nie miała racji że nigdy nie zrobiłam nic wbrew zasadom, co prawda swoim ale to nadal zasady. A co do tej klaczy byłam w kropce. Co jeśli jej pomogę a ona wyląduje na ulicy i przez to będzie nieszczęśliwa? Zobaczyłam jak zakładają jej obrożę i ogiera ciągnącego za łańcuch ze zbyt dużą siłą. Znowu poczułam złość i wątpliwości zniknęły Ona miała w sobie coś więcej niż fizyczne piękno... Ta niewinność i nieśmiałość. Nie zamierzałam pozwolić by ten kwiat w tym zgniłym świecie został zadeptany. Dam jej szansę a jak ją wykorzysta zależy od niej. Sinister Szła posłusznie za Crimson i gdy oddaliły się od White na odległość która gwarantowała dyskretną rozmowę odezwała się. - Z tym drinkiem raczej nie wypali, nie wiem czy to ciebie zaskoczy ale ona nie pija alkoholu - Sinister w momencie w którym znalazła się w środku księgarni i zobaczyła pokłady książek gromadzące się na półkach otworzyła nieco szerzej oczy i poczuła dreszcz na plecach. - Tyle zakazanej wiedzy... - Powiedziała rozmarzona a potem mina jej zrzedła. - Zakazana wiedza? - Spytała Star nagle się pojawiając. - Gdzie? - Dlaczego psujesz ten moment? - Spojrzała na lewo mimo że Crimson miała po prawej stronie. - A po za tym ciebie przypadkiem miało dzisiaj w ogóle nie być bo White? - Wyczaiłam chwilę że jej nie ma - Rzekła szczerząc zęby. - Podejdziemy do działów z nekromancją i czarną magią? - Wysiliła się na proszący ton głosu tylko dlatego że sama nie mogła wiele zrobić bo miała pewien problem... - Może... Ale najpierw ludzka technika - Teraz odwróciła się w stronę swojej materialnej przyjaciółki. - Nie miałaś okazji poznać Star ale akurat stoi obok mnie. - Powiedziała niezadowolona. - W zasadzie nie wiem czemu Ci to mówię... I tak jej nie zobaczysz a z polubieniem jej będzie jeszcze ciężej. ,,Wygląda na to że to była krótka acz wspaniała przyjaźń'' To jedno z jej zdań, to konkretne zostało wypowiedziane w momencie gdy upadłaś w kanałach na ziemie - Wzruszyła ramionami i znowu skierowała wzrok na swojego złego ducha stojącego przy stoisku z czarną magią. Z uporem maniaka, bezskutecznie próbowała otworzyć jedną z ksiąg. Batty Kolejna podróż w nieznane się rozpoczęła... Czułam rozpierającą mnie energię na samą myśl o tym. Co prawda to jedna z wielu, podobnych do siebie przygód ale ta miała inny cel niż wszystkie inne. Po raz pierwszy nie próbowałam dowiedzieć się czegoś o sobie uznając że odwiedzając te same miejsca co mój ojciec coś sobie przypomnę. O nie, to nie była jedna z tych. Teraz leciałam na statku eskortowym powiedzmy że wypożyczonego od taty White z grupą sponyfikowanych buntowników i miałam zamiar spotkać się z pewną białą klaczą. Pewnie spytacie się co robi rodowity kucyk z bandą byłych ludzi? Przecież to nie pasuje do siebie... No cóż, to śmieszna historia. Zacznijmy od niejakiej Fire Wing, w zasadzie naszym jedynym pilotem i jednocześnie osoby którą najlepiej znam. Pierwsze co można o niej powiedzieć to miłość do latania jednak nie przy użyciu zwykłych skrzydeł a maszyn. Nie do końca rozumiem czym to się różni ale zgaduje że to dlatego iż nie jestem nawet pegazem i nie znam tego uczucia... Ale wracając do tematu jest przywódczynią tej ferajny która kiedyś walczyła z Celestią i podobno napsuli jej sporo krwi. Crystal jednak ich pokonała z zaskoczenia i uciekając wylądowali na tym samym statku co ja. A, nie wspomniałam że czasami dorabiam bity na moje podróże latając przez jedne z najniebezpieczniejszych gór świata. Teraz to powinno mieć więcej sensu. Smocza grań bo tak ma na imię to miejsce, w zasadzie źle je nazwali bo nie ma tam ani jednego smoka jednak jest tam całkiem sporo wiwern i to czyni tą przeprawę trudną. Łuski to jednak w sumie łuski, olać fakt że jedne stworzenia mają o parę kończyn więcej i te smocze podróbki nie zieją ogniem a kwasem. To totalnie nie robi przecież różnicy... - Daleko jeszcze? - Spytałam Fire Wing wiedząc że te tereny zna najlepiej. W końcu mówiła mi że zna te tereny jak własną kieszeń wykonując tyle lotów nad górami które za czasów ludzi nosiły nazwę Ural. - Dziesięć minut - Stwierdziła pewna siebie. - Widzisz tamtą górę? - Pokazała mi kopytem jedną z nich. - Za nią będzie kolejna góra a jeszcze za nią jezioro które kiedyś służyło mi za lotnisko mojego samolotu. Gwardii Celestii tak długo zajęło znalezienie tej bazy bo szukali dużego lotniska. Dobra logika... - Przyznała im racje. - Jednak nie wiedzieli że niektóre ogromne samoloty mogą startować z wody a półtorakilometrowy akwen to dla mnie aż nadto by wystartować lub wylądować wszystkim - Uśmiechnęła się wiedząc że jest dobrym pilotem. - W takim razie źle się do tego zabrali - Nie wiedziałam co mogłam więcej na ten temat powiedzieć. Nie znałam się na tropieniu ludzkich maszyn.
  8. Sinister i White - Praca w gwardii - White stwierdziła beznamiętnie. - Tam się wykonuje większość rzeczy oficjalnie.. Po za tym jestem już zmęczona, ten dzień zaczyna mi się dłużyć - Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się mimo że nie spodobało jej się określenie Crimson o niej. - Ale masz racje, twój sposób ma najwięcej sensu. Pragnę jej pomóc bo za nic nie chciałabym być na jej miejscu... - To zdanie raczej wskazywało że White wykazywała się dużą empatią. - Zobacz jak na nią patrzą te ogiery, nie trudno się domyślić do jakich celów wykorzystywali by ją jako niewolnicę. Dreszcze mnie przechodzą jeśli ktokolwiek miałby mnie do tego zmuszać - Odrobinę się wzdrygnęła jakby mimowolnie to sobie wyobraziła. - Prawda jest jednak taka że nie wiem czy jestem w stanie pomóc... Co innego gdybym była wypoczęta. - I tego w tobie nie rozumiem - Sinister pokazała kopytem na White. - Pomagasz innym mimo że nic z tego nie masz... No może poza kolejnymi wrogami - Złośliwie się uśmiechnęła. - Po co ci to? - Jeśli tego nie pojmujesz nie ma najmniejszego sensu tego tłumaczyć - Powiedziała patrząc na swoją przyjaciółkę. - Idźcie po tą książkę, poczekam tutaj i zobaczę kto ją kupi... Może w barze odpocznę.
  9. Sinister i White - Jeśli nie pozwolą postaram się na to coś zaradzić - Powiedziała zastanawiając się nad sposobem przemycenia tego towaru przed gwardią. - Mogę dodać kolejny punkt do planu? - Zapytała niewinne mając nadzieje że Crimson również ją tam zaprowadzi. - Po barze na arenę? - W drodze do księgarni gdy ktoś przydepnął kopyto Sinister rzuciła gniewne spojrzenie klaczy i na tym się skończyło, chciała jej to jakoś odpłacić ale uznała że szkoda na to czasu. - Niezłe cacko - Stwierdziła gdy zobaczyła czołg. - Tylko jak każde ludzkie dzieło ma jedną wadę... - Dodała nie ujawniając o co dokładnie chodzi. - Naprawdę to ciebie bardziej interesuje niż losy tej klaczy o której toczy się właśnie licytacja? - Trochę ją skarciła. Zdeptany ogon mogła bez problemu zignorować jednak nie mogła nie przejmować się tym. Najpierw poczuła jak wzbiera w niej złość jednak potem przeważył nad nią smutek... Była bezsilna, nic nie mogła zrobić by ją stąd wydostać ani nie miała bitów by spróbować zaoferować najwyższą kwotę i zwrócić jej wolność. - To nie w porządku by kogoś wyceniać. - Miała pecha - Wzruszyła ramionami. - Wygląda na to że świat o który starasz się walczyć nie jest piękny... Dawaj, ruszaj - Powiedziała prowokując ją. - Uratuj ją w blasku swojej chwały. - Jeśli bym spróbowała najpewniej skończyłam na następnej licytacji - Prychnęła niezadowolona. - Po prostu już stąd idźmy.
  10. Sinister i White - Czasami to głupie - Stwierdziła beznamiętnie. - Jednak w większości przypadków to nie ma znaczenia. Możesz liczyć że błagając obudzisz resztki dobroci w sercach twoich oprawców ale są na to raczej małe szanse... Więc darowanie sobie tego trudu może i jest mądre. Sama nie wiem - Uśmiechnęła się do Crimson. - A co do słabych drinków zawsze możesz wziąć ze sobą Tequile, to żaden problem chyba że gwardia nie będzie wpuszczać z alkoholem - Wzruszyła ramionami i spojrzała że White już a raczej dopiero teraz wraca. - Co tak długo? - Chwilę z nim porozmawiałam. To miła odmiana że nie musiałam walczyć z jego rasą - Odpowiedziała niewinnie. - Dowiedziałam się że ten niemy podmieniec to jego przyjaciółka z którą przeprowadzał ucieczkę z roju ale jej się nie udało. - A to szkoda... - Odpowiedziała bez cienia współczucia. - Idziesz z nami na te igrzyska? - Kontynuowała zmieniając temat. - Jeśli się nie zgodzisz komuś pęknie serce... - Nie musisz mnie przekonywać, niezależnie od was i tak miałam plan się tam wybrać - Popatrzyła trochę zdziwiona na Crimson bo wiedziała że to o nią chodziło Sinister. - W takim razie zapowiada się fajna zabawa... - Powiedziała już z większą dozą emocji w głosie. - To teraz idziemy kupić tą książkę a potem do baru? - Spytała proponując plan a potem dodała - Myślicie że oprócz walk gladiatorów organizują też walki stworzeń?
  11. Sinister - Nadmiar mocy czy władzy uzależnia... - Jej głos brzmiał jakby się zastanawiała czy przywoływała w myślach pewne zdarzenie. - Ten moment gdy kucyk błaga ciebie bo tylko taka możliwość mu została... Totalnie bezbronny błaga byś nie robiła mu dalszych krzyw mimo że wie że zasłużył ale wypiera się tego - Powiedziała dobitnie kręcąc głową. - Wydaje mi się że masz racje, gdyby była silniejsza od Celestii po prostu wbiła by do Canterlot sama w biały dzień i faktycznie wygrała "tylko" - Zwróciła uwagę na słowo którego użyła Crimson, dla niej było nie na miejscu bo to potężny czynnik. - Elementu zaskoczenia. To jednak teraz bez znaczenia bo liczy się tylko to że wygrała a sposób w jaki to osiągnęła jest nie ważny - Teraz się uśmiechnęła. - Możemy ją poznać... To znaczy zobaczyć bo nie sądzę że będzie możliwość rozmowy z nią. Musiałabym tylko dopytać White kiedy ma się pokazać i gdzie bo ona powinna wiedzieć - Spojrzała na wymienioną osobę w tym zdaniu i zastanawiała się co jej tak długo zajmuje... Domyślała się że rozmawia z nim o bzdetach bo nie mogła go tylko nakarmić i pójść dalej. - Też ją zabieramy ze sobą? White - A więc zapytaj jeszcze raz jak mogłam Ci nie pomóc - Powiedziała już trochę z silniejszym uśmiechem czując że bardzo powoli ale jednak siły jej wracają. Wiedziała że i tak będzie zmęczona przez resztę tej nocy dopóki nie położy się w końcu do łóżka... To był długi dzień dla niej. - Powiedziałabym gdzie mieszkam jakbyś potrzebował pomocy jeszcze raz ale jest pewien problem - Trochę westchnęła. - Inne podmieńce wiedzą gdzie mieszkam i jest pod obserwacją więc to byłoby nieco głupie gdyby natknęły się na drona który uciekł z roju. Widzisz tamte dwie klacze które wspomniałeś że nam się przyglądają? - Spytała i obróciła się by upewnić się że to one. - Obok tej co wygląda jak po wypadku w fabryce farby stoi moja przyjaciółka, Sinister. Jej dom jak na razie jest bezpieczny a mieszka przy lesie Everfree około 45 minut drogi na północ od Ponyville, wydaje mi się że powinieneś trafić. Raczej nie będzie miła dla ciebie i pierwsze co będzie próbować zrobić to spławić nieznajomego ale powiedz że znasz mnie i chcesz ze mną porozmawiać. A co do drogi cienia... - Odpowiedziała zastanawiając się nad doborem słów by przekazać to co na ten temat myśli w sposób dość dobitny ale nie używając przekleństw. - Nie jestem aż tak tępa by ją wybrać bo każdy chyba wie że z nimi jest coś nie tak - Teraz się trochę skrzywiła mówiąc o tych maszynach do zabijania. - Słuchanie twojej historii to nie było straconym czasem. Miło wiedzieć że nie każdy podmieniec jest taki sam a do tego zobaczyłam moją siostrę po tylu latach, może fałszywą jednak przez moment o tym nie miałam pojęcia... Ale masz racje, tamta dwójka już się pewnie niecierpliwi. Do zobaczenia więc... - Powiedziała odwracając się do niego tyłem i kierując się w stronę Sinister i Crimson. - Jeśli nasze drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują.
  12. Sinister - Na szczęście ich nie potrzebuje... - Teatralnie odetchnęła i przetarła niewidzialny pot z czołga kopytem a potem zapytała. - Czy większość kucyków jej nie uwielbia? Ile jednorożców gromadzą jej świątynie? Całkiem sporo. Robi też rzeczy które są dla nas poza zasięgiem... Nikt z nas nie ma na tyle mocy co z naszego punktu widzenia chyba faktycznie czyni ją bogiem czy tam bóstwem - Wzruszyła ramionami. - Ale dopóki jej nie zobaczę, dopóki nie oberwie strzału z karabinu co udowodni że nie można jej zabić nie uwierzę że jest czymś innym niż niezwykłym kucykiem z potężną magią - Stwierdziła będąc sceptyczna co do spekulacji że Crystal jest stworzeniem nie z tego świata. - A nie ma się przypadkiem ujawnić za parę dni na jakiś igrzyskach? - Zapytała nie będąc w zasadzie pewna, mocno nie śledziła ostatnich wydarzeń ale coś obiło jej się o uszy. - Staram się używać najpewniejszego sposobu - Uśmiechnęła się. - Nie jestem przekonana że mój urok osobisty dałby radę kogoś zmusić do czegoś takiego... Chyba że połączyłabym mój urok z urokiem Stalkera... White - To nie powinien być powód który zbudza podziw, jest dużo przypadków kiedy żywe stworzenie walczy mimo że jest w beznadziejnej sytuacji i nie jest to tylko domena kucyków, ludzi czy jakiekolwiek innego gatunku - Stwierdziła. - W niektórych wypadkach jest to nawet głupie - Wzruszyła ramionami. - Kapłan mi powiedział że mogę szukać pracy w gwardii lub obrać drogę cienia... - Gdy wypowiadała drugą część zdania jakby się wzdrygnęła. - Więc byłby to powrót do starego życia gwardzistki co brzmi atrakcyjnie. Dużo łatwiejsza droga dla mnie ale przy okazji zdradziłabym wszystko w to co wierze a to zbyt wysoka cena - Popatrzyła się na niego nieco ze zdziwieniem gdy wspomniał że podmieńce to naturalny wróg kucyków a potem że jest nietypowa jak na te czasy. - Staram się pomagać w miarę możliwości każdemu kto nie ma złych zamiarów, próbuje sprawić tym żeby ten świat był odrobinę wspanialszym miejscem... - Jej twarz przybrała raczej smutny wygląd bo wiedziała że jak na razie to jest bezskuteczne... - White Wish - Powiedziała zaraz po tym jak podmieniec zapytał o jej imię. Pierwsze o czym pomyślała widząc kwas to fakt że chwilę temu go przytulała... Na szczęście nie użył tego w tamtym momencie. - Ciekawa umiejętność... - Rzekła nie będąc do końca pewna jaką to ma użyteczność.
  13. Sinister - Ej - Trochę się najwidoczniej uraziła bo kiedyś prowadziła takie gry, przynajmniej do czasu aż nie potraktowała jednego z graczy czarną magią. - Ja wcale nie jestem nerdem - Stwierdziła już spokojniej. - A taka zabawa to całkiem fajna sprawa bo przez moment możesz być kimś kim nie jesteś - Uśmiechnęła się. - No nie wiemy zbyt wiele o niej, to fakt ale jeśli nie jest kucykiem to czym? Obserwatorem który uznał że ma dość patrzenia jak ten świat się pierdoli i postanowiła zrobić swój porządek? - Spytała zastanawiając się. - W sumie brzmi to nawet nawet jak dla mnie - Spojrzała na Crimson i na jej udawaną, przerażoną minę. - Kto by to zrobił? No nie jestem tym kucykiem co by tą buteleczkę wepchnął by mu do gardła. Przekonałabym by to sam zrobił, brzmi niedorzecznie ale mam swoje sposoby - Wiedziała że raczej jej nie uwierzy że ma taki dar przekonywania. - Ale najpierw dałabym mu skopolaminę. Słyszałam że działa tak mocno że jeden ze złodziei wykorzystał to do napadu. Ofiara była tak podatna na sugestię że sama pomagała mu wynosić meble ze swojego domu... White - To dobrze że ten głos przez kogoś został zapamiętany, trochę szkoda że ja go nie mogłam usłyszeć... - Trochę się chyba rozmarzyła ale zaraz wróciła na ziemie. - Przez moment myślałam czy by ich nie ostrzec o tym ataku ale nie wiem czy by mi uwierzyli - Wzruszyła ramionami. - Raczej nie dadzą się zaskoczyć, gwardia będzie pewnie wszędzie i kontrola na każdym kroku. Chociaż wydają się trochę nie poradni skoro nie usłyszeli walki w środku Ponyville. Sama nie wiem co o tym myśleć... Ja się jednak nie dam się zamknąć w kokonie żywa, nie skończę jako posiłek dla nich - Rzekła pewna siebie. - A Jeśli chodzi o Butterfly to mam nadzieje że jeszcze ją spotkam... Jak znowu mnie znajdą i dojdzie do kolejnego starcia postaram się dowiedzieć która z nich to ona, zostawić ją na koniec i dać jej szansę... - Spojrzała na podmieńca i zdała sobie z czegoś sprawę... - Jak masz na imię?
  14. Sinister - Wątpię że urodziła się z czymś takim. Ja się... - Powiedziała zastanawiając się jak to powiedzieć. - Uznajmy że urodziłam się z wielką mocą jak na jednorożca i nie powiedziałabym że umiałam nad nią zapanować a to co umiem to raczej nie jest do porównania co mogłaby zrobić Crystal - Zaciągnęła się i wypuściła dym nosem. - To maleństwo nie zrobi dużo. Co prawda jest silniejsze niż standardowy materiał wybuchowy ale tego nadal jest mało i będzie to raczej pierdnięcie a nie porządny wybuch - Uśmiechnęła się. - Ale jakby zmusić kogoś żeby połknął to jego szczątki zbierali by po całym barze. Też by im trochę zajęło czyszczenie tego... - Popatrzyła na Crimson nawiązując do pewnej sytuacji. - Te, yhym "szlachetne kucyki" patrzą żeby było im wygodnie. Nic po za tym i White chyba robi im na przekór licząc że wezmą z niej przykład? Nie jestem pewna ale może jednak jest trochę naiwna - Wzruszyła ramionami. - Mówiła mi że od zawsze takiego zachowania nienawidziła... - Wyciągnęła kartkę papieru i Crimson przez moment mogła przeczytać co jest na niej napisane. Wyglądało na to że jest to karta postaci Stalkera... - Może jednak nie rodzimy się jako tabula rasa i jest ktoś kto wyznacza nam jakiś kierunek, gracz albo jakiś twórca? I jest też taki mistrz gry co pociąga za sznurki, rzuca kłody po nogi i ze złością patrzy że za łatwo sobie poradziliśmy? - Znowu spojrzała na swoją towarzyszkę. - Wybacz, może to zabrzmiało głupio ale czasami mam wrażenie że życie to jedna wielka gra i swoje pięć minut ma ten co ma najlepsze karty... White - Niestety... Mam nadzieje że dobrze zapamiętałeś ten głos... Szkoda że nie będzie już cieszyć nim nikogo - Rzekła ze współczuciem. - Jednak wydaje mi się że twój wybór był słuszny. Nie wyciągnąłbyś jej nawet gdybyś wrócił a teraz zobacz, coś możesz na to poradzić - Ciepło się uśmiechnęła mimo zmęczenia. - Rój zaatakuje Crystal za parę dni kiedy się ujawni, powiedzieli mi to sądząc że z łatwością mnie pokonają. To było głupie ale Toxic Snare chyba nie grzeszy inteligencją... A te modyfikacje z kodem genetycznym wiele wyjaśniają. Obawiam się co jeszcze Chrysalis może wymyślić bo szczerze mówiąc nie wiem czy dałabym radę Butterfly Iron gdyby włączyła się do walki ale nie sprzeciwiła się rozkazowi wojownika - Wzruszyła ramionami i lekko się zachwiała. - Spokojnie, nie pokazałam im wszystkiego i staram się nie wykorzystywać tego samego zagrania dwa razy na tych samych przeciwników. Być może kryje się za tymi kapłanami coś więcej, może nieświadomie wykonują część jej planu... A jeśli są świadomi tego co robią to żałuje że go uratowałam - Krótko skwitowała. - Nie ma szans że znowu wyślą Iron do ataku na mnie? Jeśli tak to mój plan się trochę sypnął - Powiedziała trochę zmartwiona.
  15. Sinister - A już myślałam - Krótko stwierdziła na to że Crimson wypiera się bycia nimfomanką. - Dla mnie to zabrzmiało jakbyś już miała jakieś plany co do niej - Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. - Wielkie możliwości na ogół przychodzą z pewną ceną więc taki podmieniec musiał za to coś stracić. Z drugiej strony jestem ciekawa co musiała poświęcić Crystal żeby zdobyć taką moc... Zawarła jakieś pakty i jeśli tak to z czym? - Powiedziała z zastanowieniem. - Wiesz, co do tego pobicia i dostarczaniem broni do gwardzistów to mogłam skończyć podobnie jak ty jeśli byś mnie nie uratowała - Po tych słowach wyjęła z torby buteleczkę o pojemności 50 ml z bezbarwnym, oleistym płynem. - Nitroglikol, jeden gram zawiera sto siedemdziesiąt procent energii wybuchu powszechnie stosowanego trotylu. Nie znalazł zastosowania w wojsku ze względu na zbyt dużą lotność... Ja z moją magią temu zaradziłam i teraz jest trzykrotnie silniejszy od trotylu - Zaczęła krótki wykład o chemii. - Widziałaś może kiedyś wybuch pocisku artyleryjskiego? - Spytała z ciekawością. - Ja niestety nie ale słyszałam opowieści, wyobraź sobie że przeze mnie zrobiłby trzy razy większy krater lub dziurę w budynku - Powiedziała chowając buteleczkę do osobnej przegrody żeby nic jej nie stłukło. - A wracając do White... To dziwne że przejawia te cechy i nie rozumiem tego że nadal je ma. Widzisz, nie jest z Equestrii a z poza jej granic. Urodziła się w miejscu gdzie każdy raczej troszczył się o czubek swojego nosa a tu proszę, White taki rodzynek - Wzięła jednego papierosa i zapaliła. - Dzięki - Mruknęła i wyjaśniła sprawę Batty. - Pytasz czemu miałabyś ją nie poznać? Nawet White nie wie czy się z nią jeszcze zobaczy... Pewnie dlatego kazała mu się zamienić w tą postać by zobaczyć ją być może po raz ostatni. White - Nic się nie stało - Trochę zwiesiła głowę i słabo się uśmiechneła. - Nie przewróciłam się i nie pobrudziłam sierści więc nie ma czym się martwić - Otworzyła jednak trochę szerzej oczy gdy usłyszała imię podmieńca z którym walczyła. - Butterfly Iron? Ciekawe imię - Stwierdziła. - Żyje i nawet jej nie zraniłam, nie mogę jednak powiedzieć tego o Toxic Snare i wojowniku którymi nimi dowodził. Przykro mi że nie udało jej się uciec, za tą próbę prawdopodobnie straciła struny głosowe... - Powiedziała trochę z bólem, mimo że nie mogła nic zrobić żałowała że jego przyjaciółka nie miała tyle szczęścia co on. - To ja ją zaatakowałam pierwsza ale wtedy myślałam że każdy podmieniec jest taki sam. Wybacz, mój błąd - Podniosła kopyto i przyłożyła do piersi jakby chciała to bardziej pokazać. Po chwili jednak musiała je znowu położyć na ziemi nie mogąc ustać na trzech kończynach. - Nie jestem jednak taka pewna że zagięła ją znowu do swojej woli. Wydawała się inna... I wierzę że nie bez powodu jej imię zawiera słowo Iron - Uśmiechnęła się. - Jeśli spotkam ją jeszcze raz to dam jej szansę i nie obchodzi mnie to że pewnie rozwściecze ich jeszcze bardziej... Naraziłam się rojowi bo zrobiłam to co uważałam za słuszne, chcieli zabić kapłana Crystal ale on nie krzywdził kucyków. To Crystal jest prowodyrem - Stwierdziła lekko z obrzydzeniem. - Dzięki za radę. Ty mnie nie chcesz pokonać i zabrać do gniazda... Dlaczego więc miałabym nie pomóc? Nie zachowujesz się jak tamta dwójka, nie próbowałeś zdobyć miłości siłą.