Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Shey

Brony
  • Content Count

    680
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

8 Neutral

About Shey

  • Rank
    Reroute to Remain
  • Birthday September 18

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Wrocław

Recent Profile Visitors

2,259 profile views
  1. Shey

    White Pozwoliła się prowadzić idąc za Pumpkin w pewnej odległości. Jak na razie nie do końca wiedziała co o tym myśleć bo opcji na to co mogło się stać było zbyt wiele. Można powiedzieć że Crimson wyparowała jak igła w stogu siana ale ona ze swojego uciekła i wyszła zwiedzać każdy inny. - Było w porządku - Odwzajemniła uśmiech. Nie chciała przechwalać warunków ale również nie zamierzała w związku z tym kłamać. - W zasadzie nie musicie - Odpowiedziała po chwili zastanowienia. - Kiedyś to byłby mój obowiązek a dzisiaj to jedyne co mogę próbować zrobić z tym światem - Mruknęła nieco ciszej jakby wyznawała coś co było nie w porządku, nie pamiętała czy kiedykolwiek nadmieniła cokolwiek na temat swojej przeszłości ale po tych słowach raczej powinni się tego domyślić. - I tak wiem że zniknęła - Zmarszczyła nieco brwi nie rozumiejąc dlaczego tak się stało. - Oby - Dodała wiedząc że Crimson może stanowić zagrożenie sama dla siebie. ,,Zaczyna się niezbyt miło'' - Pomyślała. Słuchała co Herold miał do powiedzenia w milczeniu jakby zwracając uwagę tylko na sam ekran i zdawało się że z każdym jego słowem White szerzej otwiera oczy. ,,No nie'' - Rozejrzała się nagle po zebranych by zbadać ich reakcje. - Nie chciałam mieć racji ale ona potrafi stanowić zagrożenie dla samej siebie - Od razu założyła że wie kto załatwił tych gwardzistów. - Pytanie czy już uciekła i jej tu nie ma czy miała mniej szczęścia i potrzebuje pomocy... - White wiedziała że Crimson jest twarda i umie o siebie zadbać ale niestety wypadki przy pracy potrafiły się zdążyć w mało odpowiednim momencie. - Ktoś z was próbował znaleźć jej ślady żeby zobaczyć w którą stronę się udała? - Chyba zamierzała przyśpieszyć śniadanie. Żałowała również że nie było wraz z nią Batty albo Sinister z tym jej stworem. Wtedy poszukiwania na pewno okazałyby się bardziej owocne. Batty - Mhhm - Nie spodziewała się czegoś tak dobrego... I w dodatku do tej pory ciężko było jej przetrawić fakt że owocowy skorpion ją poczęstował. Spojrzała na zwierzę jeszcze raz zamierzając je potem naszkicować w swojej książce. Co prawda, nie miała o nim zbyt dużo informacji ale ta jedna okazała się tak szczególna że aż warta opisania. Nagle chwilę rozkoszy przerwał czyjś krzyk. - Ta... - Odkrzyknęła wycierając pęciną resztę soku z ust. - Zaraz wracam ale jeszcze... - Nie dokończyła rozglądając się jeszcze za czterema owocami by podzielić się nimi z resztą. Potem, powoli skierowała się do Speara zabierając swoje rzeczy. Sinister Sinister na jego słowa wykrzywiła pyszczek w grymasie, na szczęście miała tą ulgę że była odwrócona od niego tyłem i nie mógł tego dostrzec. - Jeśli tak to odebrałeś to jest mi po prostu przykro... Jednak nie taka była moja intencja - Jej słowa były szczerze. - Tak naprawdę obie starały się coś udowodnić i obie wierzymy że mamy racje a ocena należy do ciebie - Zaczęła się nieco pocić bo naprawdę wplątała się w bagno. - Niby czym? - Star, nadal pozostając kompletnie spokojną odpowiedziała pytaniem na pytanie wcinając się w wypowiedz swojej byłej uczennicy. - Nie chce żebyś przepadł - Odpowiedziała po chwili zastanowienia Spell rozważając różne możliwości. - Jak na mój gust wydaje się to o wiele za proste - Najwyraźniej jego propozycje uznała za pułapkę.- Bo mam żadnej pewności że nie przepadniesz mnie zamiast siebie... - A tymczasem dwa motyle o odcieniu niebieskiego praktycznie identycznym dla ludzkich oczu nadal pozostawały na tym samym miejscu.
  2. Shey

    White - To dziwne... Powiedziała na wieść że naprawdę Crimson zniknęła. - I niepokojące - Dodała ciszej jednak wiedziała że zauważenie tego faktu w niczym nie pomogło. - Jednak na razie nie ma co zakładać czarnego scenariusza, w końcu nie jest małą klaczą która na noc musi wracać do domu... A do tego umie się obronić - Uśmiechnęła się. To z pewnością była cenna umiejętność nawet jeśli nie zamierzało się jej używać. Lepiej jest być przygotowanym niż bezbronnym wiedząc że świat to nie jest już cukierkowo-piękne miejsce i czasami po prostu trzeba stanąć za swoim zdaniem... Lub w obronie innych. - Wiem to bo widziałam - White zapewniła Pumpkin. - Chodźmy jednak coś zjeść i obejrzeć to obwieszczenie, jeśli nie pojawi się do tego momentu pójdę jej szukać... - ,,Oby nie zrobiła nic głupiego'' - Pomyślała wiedząc że pewien gwardzista nadepnął jej na odcisk. Batty Szczerze mówiąc nie zwracała uwagi na owocowego skorpiona a skupiła się na kąpieli i nasłuchiwaniu innych, nieznanych dzwięków które mogłyby oznaczać kłopoty. Starała się raczej śpieszyć by nie kazać czekać Spearowi zbyt długo... I do tego Lance'owi i Pearl którzy również mogli się niepokoić że zajmuje im to po prostu za dużo czasu. Z jej żwawych ruchów które starały doprowadzić się do porządku jej waniliową grzywę wyrwał świst powietrza oznaczający że coś w nią leciało, coś małego ale nie oznaczało to że nie jest to niebezpieczne. Odruchowo obróciła głowę i tak szybko jak przeszła w stan gotowości wyszła z niego gdy okazało się że to był tylko owoc... Złapała go w lewitacje zanim ten zdążył upaść na ziemię i spojrzała zdziwiona na skorpiona. - Dzięki? - Powiedziała nieco niepewnie. Pierwszy raz jakiekolwiek stworzenie czymś ją poczęstowało bo te, które spotykała w swoim życiu prędzej miały ochotę na poczęstowanie się nią. Nie narzekała jednak na tą miłą odmianę i swoimi, nieco wydłużonymi kłami z racji bycia w połowie kucoperzem naruszyła skórkę i pozwoliła sobie na spróbowanie soku.
  3. Shey

    White Można powiedzieć że od spotkania Crimson życie White przybrało trochę więcej akcji. Z jednej strony przestało być nudne i zwykłe jednak przez to bardziej męczyło... I spokojna noc jak ta była bardzo wskazana. Otworzyła senne oczy przy pierwszym pianiu koguta ale nie śpieszyła się by wstać a jedynie przewróciła się na drugi bok. Nie przejmowała się nawet gdy inni zaczęli hałasować, przynajmniej do pewnego momentu. - I tak już nie spałam - Odpowiedziała Pumpkin gdy ta lekko uchyliła drzwi. Na wieść że Crimson znikneła spojrzała odruchowo w kierunku stodoły i skierowała wzrok na dach mając nadzieje że może śpi na nim. - Nic mi nie mówiła - Powiedziała zaniepokojona ignorując że za niedługo będzie obwieszczenie cesarzowej. Teraz jej to nie obchodziło. ,,Z jakiego powodu miałaby uciekać?'' - Pomyślała ale szybko uznała że to nie ma zbytnio sensu... Chyba że był jakiś powód o którym nie wiedziała. Z drugiej strony bardziej liczyła na to żeby była bezpieczna i nie w kopytach gwardii. - Naprawdę szukałaś wszędzie? - Postanowiła się upewnić. - Może jeszcze ja sprawdzę...
  4. Shey

    White - To dobrze - Odwzajemniła uśmiech. - Nad tobą również i śpij spokojnie - Pumpkin przebywając wbrew swojej woli na czarnym rynku na pewno nie mogła odpoczywać bez zmartwień a ta noc była pierwszą z wielu gdzie miała komfort bezpieczeństwa. Nie chciała jednak pytać o to ile tam spędziła wiedząc że najlepiej będzie jej o tym nie przypominać. Zamknęła drzwi i wkrótce potem położyła się na swoim łóżku, Można powiedzieć że była zmęczona ale i nadal poddenerwowana sytuacją która wydarzyła się pod koniec imprezy. Kucyki wydawały się do tego przyzwyczajone jednak gwardia pozwalała sobie na zbyt wiele. Porządek zaprowadzony prawami nie wydawał się zły, zdawał się nawet potrzebny by żyć ale ten za bardzo ograniczał swobodę... Spojrzała jeszcze na chwilę przez okno i zobaczyła Crimson na dachu szopy w której miała spać. Nie zamierzała jednak do niej iść mimo że wyglądało to na dobry moment by z nią pogadać. Nie chciała kusić losu i prosić się o kolejne problemy z gwardią.
  5. Shey

    White - Miło to słyszeć - Uśmiechnęła się gdy Pumpkin powiedziała że White jest dla niej ważna. - I też mam nadzieje że mi się uda... Bo to nie sposób na życie - Popatrzyła na księżyc a potem w miejsce gdzie słońce już schowało się za horyzontem. - Może dla niej działać już dosyć długo ale nie wydaje mi się że można tak cały czas - Skrzywiła się nieco ale nie na widok swojego lokum. Mimo wszystko była w gwardii więc czasami zasmakowała bardziej spartańskich warunków i musiała je zaakceptować. Innego wyboru po prostu nie miała niezależnie od tego czy jej się to podobało czy nie bo nikt nie pytał ją o zdanie. - To w zupełności wystarczy - Zapewniła swoją rozmówczynię. - Najważniejsze żeby było sucho i w miarę ciepło, od całej reszty nie umrę - Uśmiechnęła się z radości wypełniającej jej serce wspominając dzisiejszy wieczór poza tym drobnym incydentem. To jak inni się cieszyli się na powrót Pumpkin tylko upewniło ją że uratowała dobrego kucyka który rozświetlał życie innych. Batty Zlustrowała oazę swoimi pionowymi źrenicami od prawej do lewej, wydawała się spokojna i nieszkodliwa... Czyli dokładnie takie jakie są najgorsze bo usypiają czujność. Przez chwilę również nasłuchiwała po czym wzdychneła nieco głośniej i odłożyła delikatnie swoją broń na suche kamienie. Już jakiś czas temu miała dość dzisiejszego dnia. Za dużo się działo, za dużo rozmów i sporów co wyczerpało ją psychicznie a oprócz tego ciągle starała się być czujna na zagrożenia mogące czyhać na dosłownie każdym centymetrze. Na to ostatnie nie narzekała, pustkowia takie były ale towarzystwo po prostu zawsze ją męczyło bardziej niż powinno. Nie do końca wiedziała dlaczego tak jest ale tłumaczyła to sobie w jeden sposób: Byli za głośni. Zupełnie jakby cisza była czymś złym a Batty właśnie w niej odnajdywała spokój ducha... Który znowu ktoś zakłócił niszcząc tą magiczną i może nieco nawet romantyczną atmosferę. Trochę już poirytowana spojrzała się na krzak i podniosła kopyto w geście samoobrony gdy wyszedł z niego dość duży skorpion. Obserwowała go przez moment i dopiero sposób w jaki się pożywiał uspokoił. Roślinożerne stworzenie było naprawdę miłą odmianą od reguły. - A, koneser owoców widzę - Powiedziała szeptem wiedząc że nie będą sobie wadzić nawzajem. - Nie taka zła ta woda - Dodała zanurzając w niej prawie całe kończyny. Spodziewała się że ten chłód będzie trudniejszy do wytrzymania a był dosyć delikatny, taki w sam raz na otrzeźwienie ale nie taki by zmarznąć. Spojrzała na swoje odbicie pod sobą i pokręciła głową. Spear się nie mylił co do swoich słów i w zasadzie dobrze zrobiła w końcu przystając na jego propozycje. Nie zwlekając już dłużej bo przecież ktoś na nią czekał przystąpiła do zmywania z siebie tych cuchnących pozostałości pająka. Sinister To nie był zwykły, pierwszy lepszy gwardzista ale ktoś więcej... Przypomniała sobie jego słowa z początku rozmowy ,,Powstałem w jednym celu''. Czy to możliwe że jest tworem magicznym który naprawdę żyje? To znaczy bez emocji ale nadal ma serce które pompuje krew w przeciwieństwie do jej chowańca. To by znaczyło że ma pewną słabość jednak z drugiej strony wykonał go ktoś niesamowicie potężny z ogromną wiedzą. ,,Crystal - Pomyślała o cesarzowej. - Czy to możliwe że ona go zrobiła?''. Wiedziała że wpakowała się w niezłe kłopoty które z każdą chwilą okazywały się coraz mniej zabawne. Z całych swoich sił kombinowała jak się wydostać z tej sytuacji bo wątpiła że po tym spotkaniu tak po prostu się rozstaną... To byłoby zbyt piękne a życie w ten sposób zdawało się nie działać. - I tak nie patrzę - Odezwała się po chwili milczenia obojętnym tonem. Obrót sprawy nieco ją zaskoczył chociaż starała się tego nie okazać. Ta zagadka miała jedynie kupić nieco czasu a okazała się niesamowicie skuteczna... Prawdę mówiąc nawet Sinister jeszcze nie wiedziała jaka jest właściwa odpowiedz ale to nie był problem na teraz. Szukała czegoś innego, czegoś co pozwoli wywrócić ten stół z kartami ale żadna z opcji nie sprawiała wrażenia wystarczająco dobrej a więc musiała grać dalej. Spojrzała na swojego chowańca i zasłoniła mu kopytem oczy jakby był dzieckiem które chciało zobaczyć coś czego nie powinno. Uśmiechnęła się wiedząc że to bez sensu... Nigdy nie zyskała całkowitej pewności w tej kwestii ale zachowywał się raczej jakby wyczuwał magię w innych istotach i rzeczach. - A tego ducha możesz wygnać, w tym momencie się nie przyznaje że to moja pra razy ileśtam moja babcia. Nie ufam jej na tyle żeby ryzykować moim życiem - Sinister często kładła je na szali, zupełnie jakby ze śmiercią chciałaby przywitać się przedwcześnie ale prawda była taka że miała parę niedokończonych spraw. Po za tym na ciekawość Star nie miała wpływu i to było najbardziej nie w porządku. ,,To wcale nie tak że wraz z Twoją śmiercią moje istnienie również zniknie - Pomyślała Star. Z jednej strony to dobrze że jej przeszła podopieczna o tym nie wiedziała ale z drugiej stwarzało pewne komplikacje jak w tym momencie. - Przydałoby mi się już to nowe ciało''. Wzdychneła zmęczona nieżyciem spoglądając na gwardzistę... I w jej głowie zrodził się pewien pomysł. - Ta zagadka jest bez sensu - Zarzuciła dość ostrym tonem. - Każda z nich jest taka sama - Akurat tej nie znała ale Sinister zawsze wyciągała odgrzewanego kotleta w takich sytuacjach. - Zrobi z ciebie idiotę ujawniając jakiś fakt o którym nie mogłeś mieć pojęcia... A tak po za tym żaden z nich! - Nadal była na podwyższeniu z pnia drzewa. - Mamy noc do cholery a te motyle mają kolor błękitu królewskiego - Odwróciła się i spojrzała w ciemnoniebieskie niebo. - Ale jak tam chcesz, możesz w to grać - Nie do końca było jasnym co aż tak ją zdenerwowało żeby podnosić głos. - Sprzedasz mi potem to zaklęcie na wygnanie duchów? Próbowałam paru ale żadne z nich jeszcze nie zadziałało a twoje... Wiem że będzie odpowiednie - Sinister zignorowała Star i zadała ogierowi kolejne pytanie jeszcze mu przy tym słodząc. Można powiedzieć że toczyła się tu pewnego rodzaju walka o wpływy. - Jak widzisz, czasami ciężko z nią wytrzymać.
  6. Shey

    White - Problem w tym że poznałam znam ją dzień dłużej niż Ty - Powiedziała do Pumpkin ze wzrokiem skierowanym na Crimson. W tym momencie wyglądała jakby rzecz która mogłaby ją złamać nie istniała na tym świecie... Przynajmniej sprawiała takie wrażenie ale to nie znaczy że tak było. White zaczeła się zastanawiać czy kiedykolwiek ktoś zainteresował się tym jaka była w środku? Pod tym kamuflażem złożonym z farb i cech które pokazywała bo udawana gruboskórność działa tylko na krótki okres by potem tylko wszystko pogorszyć gdy coś zbierającego się pod skórą przekroczy pewien niewidzialny próg wytrzymałości. To mogło być prawie wszystko od gniewu po poczucie beznadziejności ale prawie niemożliwe do uchwycenia dla innych. - Jeśli faktycznie tak jest... - Biała klacz sprawiała wrażenie że zgadzała się ze słowami Pumpkin. - Jeśli była gnębiona tak długo może uznawać że nie zasługuje na pomoc - Pokręciła delikatnie głową wiedząc że to złe podejście ale ukazanie temu komuś kto w to wierzy może być niesamowicie trudne. - Pewnie spędzę z nią pewnie trochę czasu, postaram się od niej dotrzeć... Batty - Ja też nie ale nie chce ich tak po prostu zbywać - Odpowiedziała krótko przeskakując do następnego tematu. - Skoro się nie dogadamy to po co w ogóle próbujemy? - Najwyraźniej przywykła do ciszy i jej nie przeszkadzała. - Pomogłam bo nie chciałam się tłumaczyć twojemu dowódcy co się stało. Wydaje się dobrym... Ogierem - Zawahała się jakby te dwa słowa jej nie pasowały. - Poza tym Pearl również tego dobrze by nie zniosła i nie chciałam na to patrzyć - Zamilkła na chwilę patrząc w stronę oazy. - A w bazie... Po prostu to był impuls, wydawało mi się to po prostu słuszne i wyszło na dobre. Nic więcej, nic mniej - Wzruszyła ramionami i skierowała się powoli w stronę wody. - Dzięki - Rzuciła jeszcze na odchodne zostawiając za sobą zebrane drewno... Ale nie broń która trzymała w pogotowiu. Nie miała złudzeń że to co robi może być średnio bezpieczne i nie zamoczyła się dalej niż do połowy wysokości swoich nóg. Sinister Spell Gdy Spell skończyła swoją wypowiedz wiedziała że mogła przekroczyć pewną niewidzialna granicę ale nie obchodziło ją to. Powiedziała to co uważała za stosowne w słowach które uważała za właściwe i to się w tym momencie dla niej liczyło. Wielu takiego zachowania mogło nie rozumieć uznając je za głupie bo jaki jest sens w oddaniu życia za swoje słowa? Za coś, czego nie musiałeś przecież robić. Wystarczyło schować dumę, podkulić ogon i się przymknąć... Albo chociażby skłamać i problem potrafił zniknąć jakby dotknięty czarodziejską różdżką. To nie była jednak jej droga i jedyne co pozostawało to przyjęcie konsekwencji swojej decyzji. Nie patrzyła za siebie, wystarczająco mocno się bała gdy patrzyła w oczy swojego chowańca - stwora o wyglądzie wiwerny z piórami zamiast łusek. Mimo że tak naprawdę był sztucznym tworem już dawno przestał pełnić rolę sługi czy strażnika a stał się kimś więcej... Przyjacielem z którym się liczyła bardziej niż z resztą społeczeństwa. Na nim zawsze mogła polegać i nawet w tej trudnej chwili, być może ostatniej znalazła ukojenie w jego obecności. - Było fajnie, co nie? - Spytała cichym głosem i przytuliła się. Za jej plecami działo się coś złego, czuła to swoim zmysłem magii... I nawet powietrze zdawało się gęstnieć od tej niegodziwej aury. - Przepraszam - Dodała już prawie bezgłośnie i zamknęła oczy. Wiedziała że ani walka ani ucieczka nie należała do możliwych. Ta abominacja bez emocji, gwardzista Cesarzowej nie powinien istnieć. Znała trochę tajemnic doprowadzających innych do szaleństwa ale nigdy czegoś co byłoby absolutnie złe w całym swoim spektrum. Dobroć... Lojalność... Szczodrość... Śmiech... Uczciwość... Magia... Usłyszała sześć słów za swoimi plecami a potem kolejne zdania. Najwyraźniej celowo to przeciągał by nacieszyć się niemocą Sinister. Najgorsze jednak nie chciało nadejść i ku jej zdziwieniu wiatry magii o sile huraganu wygasły. Nadal żyła, nadal czuła bicie swojego serca a więc wyglądało na to że dostała od losu drugą szansę. - Uczucia to jednocześnie... - Zatrzymała się na dłuższą chwilę już bardziej myśląc nad doborem słów. Może zyskała do niego większy szacunek albo ogień który czuła nie dalej niż minutę temu przygasł po tym pokazie siły. - Największy skarb i utrapienie - Mimo wszystko wysiliła się na delikatny uśmiech niewidzialny dla innych, wspominając najlepsze chwile które się jej przytrafiły. Nie zostało ich zbyt wiele ale wystarczająco by się nie załamała pod ciężarem sytuacji w której się znalazła. - Nie jestem w stanie Ci udowodnić że jesteś lepszy czy gorszy, to pojęcia zależne od tego kto na ciebie patrzy... Tak samo jest z dobrem i złem które nie istnieją bo są relatywne - Nie zamierzała jednak dać wygrać jego ignorancji. - Ale mogę udowodnić że nawet ktoś tak doskonały jak ty może się pomylić - W magicznym błysku teleportacji pojawiły się na pozór dwa takie same owady o niebieskich skrzydłach i niemal od razu zadała proste pytanie. - Który z tych motyli ma kolor nieba? - Postawiła wszystko na jedną kartę jak to miała w zwyczaju tylko tutaj oszustwo nie wchodziło w grę więc musiała zrezygnować z powiedzenia kłamstwa by go zmylić. - Wybór barwy jest nieprzypadkowy...
  7. Shey

    White Patrzyła jak Pumkin rozmawia z Crimson, próbowała wyczytać ich emocje czy wyłapać jakikolwiek oczywisty znak że nie chodzi o jakąś dużą sprawę. Na przykład machnięcie kopytem czy przewrócenie oczami... I w tej chwili gdy to nie nadeszło zaczęło dręczyć ją poczucie winy. Gdyby nie kierowała się swoją niechęcią do czarnego rynku z gwardią by się nawet nie spotkały i mogłoby obyć się bez problemu. Tylko czy na pewno? W tamtym miejscu też się potrafi dużo dziać i nikt nie wie jak by to się potoczyło. Z drugiej strony po nocy i tak tam się skierują... Więc jeśli fatum czeka na Crimson i White i tak dostanie swoje pięć minut. Biała klacz potrząsnęła głową próbując jakoś przerwać ten krąg nie do końca miłych myśli i zobaczyła że Pumkin wraca. - Jasne - Odpowiedziała wracając swoim duchem do teraźniejszości. Chciała spytać jak poszła jej rozmowa... Ale skoro nic nie powiedziała to raczej nie ma czym się martwić. Poza tym to był kolejny długi dzień z rzędu i chciała po prostu odpocząć. - Z Crimson będzie w porządku? - Mimo wszystko wolała się upewnić stosując dość ogólnikowe pytanie. Batty - Nie często powierzam życie kawałkowi stali - Odpowiedziała na jego pierwsze spostrzeżenie po wciągnięciu powietrza przez usta by nie czuć tego ohydnego zapachu. - I nie myślę o tym co mogło się stać a raczej co doprowadziło to tego że stało jak się stało że zaryzykowałam bardziej niż powinnam - Dodała po czym się zreflektowała się że on to może nie do końca odebrać w ten sam sposób co ona. - Znaczy, chodzi o mnie. Popełniłam gdzieś błąd - Wyglądało na to że w stosunku do siebie była surowa ale być może właśnie to utrzymało ją przy życiu wiele razy wcześniej. - Woda i tak będzie lodowata - Mruknęła wiedząc że są w górach w trakcie nocy. - Tylko cholera wie jakie ten glut ma właściwości... Prowadź jeśli będzie blisko - Zdecydowała się w końcu dając za wygraną. Sinister - A więc Cesarzowa wydaje się dosyć szczodra w swoim celu skoro tak ciężko na niego pracuje - Skomentowała Star nie naciskając już dalej. Może nie chciała sugerować że ta wiedza jest dla niej istotna albo uznała że i tak się nie dowie od tego gwardzisty o tutaj. - Ćpałeś kiedyś? - Spytała dosyć bezpośrednio jednak w jej głosie była ciekawość a nie to odczucie sugerujące że ma to być obelga. - Powiadają że jeśli raz spróbujesz na zawsze będziesz pamiętać to uczucie - Pośpieszyła z wyjaśnieniem. - Z tym talentem jestem pewna że jest podobnie... Na odebranie jego jest już za późno i mogę się jedynie cieszyć z tego co mam - Powiedziała twardo akceptując swój łut szczęścia w ogromie bólu i żalu. Podrapała znowu Stalkera który przymknął oczy. - Rzecz w tym że szansa na normalne życie została mi odebrana już na zawsze... Zanim jednak to się stało poznałam tą wartość. Jak sam powiedziałeś jesteś upośledzony o to doświadczenie - Star zamrugała parę razy jakby sprawdzała czy śni bo Sinister zaczynała stąpać bo naprawdę cienkim lodzie - Bo nie można czuć jak coś jest dla ciebie cenne skoro się tego nie zaznało. Samo wyobrażenie to tylko marna imitacja, iluzja tego czym chciałbyś by dana rzecz była ale gdy ją dotkniesz rozumem czy sercem sprawy stają się inne, bardziej osobiste i nie możesz zapomnieć tego uczucia - Pokręciła głową a potem się uśmiechnęła gdy przyszła jej do głowy kolejna myśl. - Można powiedzieć że chce mieć ciasto ale je zjadłam... Ale zjadłam je bo ktoś wpakował mi je do ust i zamierzam pluć jadem w stosunku do osoby która to zrobiła bo taka jest moja wola.
  8. Shey

    White - Wezmę to pod uwagę, nie wątpię że macie... skuteczniejsze metody - Zrobiła przerwę sugerując że chciała użyć mniej właściwego słowa jakim było barbarzyńskie ale zważając na to że rozmawia z jednorożcem wiedziała że musi dbać o dobre relacje. ,,Nie będzie jednak takiej potrzeby'' - Pomyślała nadal grając swoją rolę wywyższonej właścicielki. Miała tylko nadzieje że reszta, ci którzy poznali ją na przyjęciu nie uzna że to jej prawdziwa twarz i przez to ich zachowanie w stosunku do niej ulegnie radykalnej zmianie. Poczekała aż gwardzista wyjdzie i dopiero wtedy odepchnęła z ulgą zwieszając nieco głowę w dół by być trochę fizycznie niższa. - Nie wiem - Odpowiedziała patrząc na Pumpkin z bezradnością w głosie. - Krótko ją znam - Dodała trochę ciszej dając jej znać że nie miała pojęcia co dla Crimson byłoby najodpowiedniejsze w tym momencie. Czasami niektórzy muszą zostać samemu i przemyśleć, inni się wygadać i wyrzucić to z siebie a jeszcze inni... Wybrali by na przykład jakaś formę rekreacji by o tym zapomnieć. - Jednak czuje że chyba powinnaś spróbować... Mogłam ją zdenerwować swoim wtrąceniem się ale naprawdę chciałam załagodzić sytuację... - Tak jak inni zaczęła sprzątać jednak poświęcała jeszcze cześć uwagi Pumkin jakby chciała coś jeszcze dodać albo zapytać. Batty Gdy Spear powoli zrównywał z nią swój krok wydawała się nie zwracać uwagi na niego jakby była głęboko pogrążona w swoich myślach. Nie zajmowała się nawet wyczyszczeniem noża czy przeładowaniem swojej broni zupełnie jakby chciała jak najszybciej wrócić do obozu, do reszty gdzie mogła chwilę odpocząć... Albo przynajmniej nie być w stanie ciągłej gotowości do szybkiej reakcji na potencjalne niebezpieczeństwo, to musiało męczyć psychicznie a dla Batty to był już długi dzień. Nie mówiąc już o tym że swoim zdaniem popełniła błąd co dodatkowo jej ciążyło na duchu. - Tak, chce wrócić do obozu - Odparła na poprzednie pytanie gdy ogier zadał kolejne, ona sama wyraźnie była nie w sosie. - I nie chodzi o ciebie tylko nie cierpię patrzeć śmierci w oczy - Znał już ją krótką chwilę więc był w stanie zauważyć że sposób jej wypowiedzi stał się jeszcze bardziej prostszy i lakoniczny jakby nie miała już siły. Szła jednak do przodu dosyć żwawo co mogło wskazywać na to że to nie jej siły fizyczne były na wyczerpaniu. Sinister Spell Star z uznaniem pokiwała głową w kierunku gwardzisty chcąc wyrazić swoją aprobatę że przynajmniej nieznajomy podziela jej sposób myślenia. Potem, gdy jego kopyto przez nią przeszło na wylot skrzywiła się z niesmakiem jakby oznaczało to koniec zabawy w słowne przepychanki. Skoro nie miała mocy teraz jej rozmówca wiedział że jej zdania nie mają żadnej, realnej mocy. - Nie... - Sinister stojąca koło Stalkera spróbowała się wciąć do rozmowy. - A więc jednak jednak ktoś o mnie napisał w księgach? No proszę... - Zadowolenie wróciło na jej twarz patrzącą jak kopyto gwardzisty nabiera pogrążonej w mroku mocy. Nadal się nie bała jednak gdy została dotknięta mocno się zdziwiła... A potem przyjemność fizycznego dotyku zwyciężyła i przysunęła się trochę bliżej by mocniej to poczuć. - Mmm - Widać że chciała odpowiedzieć na jego pytanie ale... Ciężko było jej przerywać tą chwilę. - W sumie - Wzruszyła ramionami. - Sama nie wiem, myślałam że chociaż ze swoją elita się dzieli czymkolwiek - Nie sprawiała wrażenia jakby chciała to wiedzieć za wszelką cenę a raczej kierowała się zwyczajną ciekawością która wynikała... Właściwie to nie mógł być pewny czy bała sie że ktoś chce jej pokrzyżować własne plany czy dopatrywała się w Crystal jakiejś szansy. - Jest bardziej paranoidalna ode mnie - Dodała już znacznie ciszej. Spell tymczasem pokręciła głową i na pewno zastanawiała się na odpowiedzą mimo że praktycznie od razu wiedziała co chce powiedzieć. Nie forsowała jednak i nie przerwała Star chcąc najwidoczniej zachować jakikolwiek poziom tej rozmowy by nie stała się zwykłą przepychanką dzieci. Musiała już długo znać głaskaną klacz skoro mimo dzielącej ich nienawiści wyczuwalnej w powietrzu w pewien sposób potrafiły się dogadać... Albo po prostu nie miały innego wyboru. - Problem w tym że to fałszywe szczęście nie jest tego warte - Prychnęła z dezaprobatą. Można było zauważyć że nagle stwardniała, jej oczy przestały się szklić a głos był zdecydowany i dość głośny jak na dzielącą ich odległość. - Nawet nie wiesz co mi zrobiła więc nie masz prawa się wypowiadać skoro nie znasz tej historii. Jest tak... - Podniosła głowę i splunęła na ziemie. - Nie ma na to odpowiedniego słowa ale nawet śmierć się nią brzydzi... Albo nie miała na tyle przyzwoitości by chociaż umrzeć. Prawdę mówiąc wolałabym nie mieć jej krwi i tego daru nawet jakbym miała by przeciętna - Stalker się poruszył jakby rozumiał sens tych słów. Sinister praktycznie powiedziała że Star tak zalazła jej za skórę że byłaby wstanie się zrzec swojego chowańca... Co go najwidoczniej w pewien sposób zabolało ale ciężko było zgadnąć jak skoro był w większości stworzony z magii. Nie wystąpił jednak przeciwko swojej pani ale skupił wzrok na źródle problemu... I gdyby mógł z pewnością by ją zabił.
  9. Shey

    White Sama zastanawiała się czy to ma faktyczne szanse zadziałać. Co prawda, mogła pochwalić się wyglądem godnym arystokratki ale raz już ją to zawiodło kiedy próbowała się wprosić na pewne przyjęcie z wyższych sfer. Została odprawiona z kwitkiem przez ogiera pilnującego wejścia słowami ,,że w jej żyłach nie ma ani kropli błękitnej krwi''. W tamtej chwili ją to zatkało bo jakim cudem mógłby to wyczuć jak wszystko zrobiła w jak najlepszym porządku... ,,Oprócz jednego'' - Pomyślała w środku dostając nagłego olśnienia a na zewnątrz nadal utrzymywała się w swojej roli. ,,Reakcja była nieodpowiednia a jego słowa to był tylko test'' . Spojrzała jeszcze na Crimson by tylko skinąć delikatnie w jej kierunku głową wyrażając najprawdopodobniej aprobatę. - Nie mógł pan o tym wiedzieć więc pańska wina zostaje umniejszona - Spojrzała znowu na niego nieco przyjaźniej ale tuż pod jej skórą aż kotłowało się od zupełnie innych emocji. ,,Szlachetne jednorożce'' - Pomyślała i mimo to że tylko grała kogoś takiego zaczynała odczuwać do siebie obrzydzenie. Musiała jednak jakoś to przełknąć, było ciężko ale robiła to dla kogoś co dodawało jej sił. - Jestem pewna że poradzę sobie w drodze powrotnej... Mam tutaj jeszcze coś do załatwienia - Miała nadzieje że gwardzista połączy fakty że Crimson była na domniemanym jednodniowym urlopie i spóźniła się z powrotem do miasta... Gdzie powinien być apartament White którego nie miała. Nie mogła więc pozwolić na odprowadzenie siebie insynuując że nie skończyła ze swoją podwładną. Batty W chwilach zagrożenia takich jak ta czas dla Batty zawsze zwalniał, czasami miała nawet wrażenie że na moment się zatrzymuje by mogła poukładać swoje myśli. Nigdy nie była jednak pewna czy powinna rozważyć kolejny ruch ze swojej strony jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego. szansa jedna na sto czy wprost przeciwnie - pogodzić się ze swoim losem i przeprosić śmierć że lepiej nie wykorzystała swoich dni. ,,Czemu ta robota zawsze musi być taka brudna'' - Poczuła jak jej grzywę i sierść zwilża cuchnący, zielony płyn i rozluźniła mięśnie przygotowując się na uderzenie tego masywnego pająka. Przymknęła jedno oko gdy coś do niego wpadło a drugim obserwowała... Jak truchło zostaje zatrzymane lewitacją i z dużą siłą rzucone na bok. Stała tak jeszcze chwilę w bezruchu, zupełnie jakby słowa Speara z początku do niej nie dotarły nadal trzymając przedmiot który był tak gęsto oblepiony wnętrznościami że ledwo przypominał nóż. Przetarła lewą powiekę czystą częścią kopyta i nadal ją mrużąc spojrzała na ogiera. - Moja... - Zbierała myśli po tym jak najwidoczniej pogodziła się ze swoim losem. - Idźmy zanim wyjdą kolejne... - Podniosła swoją broń i część zgromadzonego drewna. Drżała ale ciężko było rozróżnić czy ze strachu czy ze szczęścia że żyje. Spear mógł się jednak tylko domyślać a żeby poznać prawdziwy powód mógł jedynie zapytać. Sinister Spell / Sinister Star - Nie dziwię się że jestem pierwsza - Star uśmiechnęła się widząc rozbawienie nieznajomego odnośnie tego że miała tupet mu wybaczyć. Wiedziała że ta rozmowa będzie zabawna od samego początku ale nie wyobrażała sobie takiego obrotu sprawy. ,,Nie wie że jestem tylko zjawią bez mocy?'' - Zapytała samą siebie. ,,Ten od czarnej róży od razu to rozpoznał... Chociaż ten tutaj jest dużo potężniejszy'' - Mimo że nie była tutaj ciałem potrafiła to poczuć. Tak naprawdę nie sądziła czy byłaby w stanie nawiązać równą walkę u schyłku swojego życia gdy była najsilniejsza. ,,Może padł ofiarą swojego talentu i dla niego wyglądam jak normalny kuc''. - Nikt z nowych pokoleń o mnie nie słyszał - Ucięła krótko temat wyjawiając że może mieć całkiem sporo lat na karku. Pokazała jednak swój bok ujawniając obrys czteroramiennej gwiazdy w towarzystwie fioletowego dymu. Jeśli widział uroczy znaczek tej drugiej mógł wychwycić pewne podobieństwo. Starała się zignorować niuans że został stworzony a nie urodzony jednak subtelnym uniesieniem brwi zdradziła że coś ją w tym zainteresowało. Po za tym pozostała niewzruszona gdy się do niej zbliżał, nawet w chwili w której doskoczył z szybkością pegaza. Nie miała ciała więc nie mogła zostać zraniona i dlatego nie mogła zostać przestraszona. Takie było jej rozumowanie działające w jej umyśle od długich lat. Wielokrotnie coś przez nią przelatywało i nauczyła się nie zwracać na to uwagi. Posłała mu jedynie wymowne spojrzenie zdające się mówić ,,Nie ze mną te numery dzieciaku''. - Zwykły pokaz siły jest dobry dla tłumów - Rzekła odwracając do niego głowę. - Ja wolę dłuższe zabawy. Takie w których możesz w kimś zasiać pewne ziarenko, pielęgnować je i patrzeć jak wzrasta. - Sinister Spell w tym czasie drapała Stalkera po szyi znajdując w tym najwyraźniej większy komfort niż we wpatrywaniu się w gwardzistę. - Być dla kogoś przyjacielem, jego mentorką i mówić mu że będzie najlepszy, karmić jego ambicje i mamić coraz bardziej coraz wzniosłymi obietnicami. Po jakimś czasie patrzysz jak jego irytacja i zniecierpliwienie rosną, to sprawia że forsuje siebie poza swoje granice co sprawia mu cierpienie - Szybkim rzutem oka demon pustki mógł zobaczyć jak Spell słucha tej rozmowy a jej dolna warga zaczyna drgać co było jawnym znakiem tłumienia emocji w miarę jak Star opowiadała. Wyglądało jakby tego doświadczyła. - I najlepsze jest to że robi to specjalnie dla ciebie by nie być rozczarowaniem i w tym momencie zaczyna robić się przyjemnie - Widocznie się rozmarzyła ale szybko wróciła do tematu. - Potem odbierasz mu jakąś radość z życia, najlepiej najbliższą osobę i najlepiej tak by wyglądało to na wypadek albo żeby była w tym jego wina. Czekasz potem jeszcze trochę... Właściwie to czekasz aż żal, brak odpoczynku, ból oraz czarne zaklęcia złamią jego wole i zacznie zatracać się w sobie. Będzie zbyt zniszczony psychicznie by powiedzieć ci nie gdy poprosisz o jedną małą przysługę... By na koniec pozostawić go z niczym, nawet bez jego mocy magicznej ślepo posłusznym mojej woli - Spojrzała teraz jak reaguje na to Spell która upuściła pojedynczą łzę na trawę. Ich wzrok się spotkał na krótką chwilę ale żadna z nich nic nie dodała w tej sprawie. - Ale obawiam się że ani twoja, ani moja wizja nie wchodzi tutaj w grę - Pokręciła głową. - Mam jednak pytanie a wydajesz się w miarę kompetentny. Czego tak naprawdę chce ta Cesarzowa Crystal? Chyba czegoś więcej niż władzy?
  10. Shey

    White Wiedziała że to się dobrze nie skończy... Zwłaszcza że prawie złapali ich na gorącym uczynku jakim było zorganizowanie drobnej ale przyjemnej imprezy. Jak tylko jednorożec ze straży wszedł do środka można było zauważyć zmianę w zachowaniu White. To znaczy przybrała mniej rozbawiony wyraz twarzy, bardziej pasujący do chłodnej i dystyngowanej osobistości a nawet zadarła trochę nosa do góry jakby chciała sprawiać wrażenie że jest tutaj przypadkiem. Nie odezwała się z początku i pozwoliła sprawom rozegrać się według odgórnie ustalonej kolejności praktycznie nie zmącając ich swoją obecnością. Tak naprawdę nie wiedziała co ma począć w tej sytuacji by nie splamić reputacji rodziny Pumkin bo jeśli rozegra się tutaj walka... Nikogo nie ominie przesłuchanie kim była ta awanturniczka. Swoim aktorstwem chciała jedynie kupić trochę czasu ale Crimson nie mogła się powstrzymać i wcale nie pomagała. Oberwała promieniem i kolejny taki atak może skończyć się dla niej tragicznie. Nie wątpiła w to że ona ma plan jak się wydostać ale byli tu jeszcze postronni. White musiała coś zrobić i musiała zrobić to teraz... Więc delikatnie odchrząknęła posługując się przy tym gracją godną wyższych sfer zwracając na siebie uwagę tej poróżnionej interesami dwójki. - Nie ma powodu do zmartwień panie... - Spojrzała na niego z dość mocnym chłodem jakby rozeźlona że się nie przedstawił. Nie musiała nawet udawać ponieważ w środku była wściekła za to co uczynił. Kontynuowała jednak dalej bez oporu wścielając się w swoją nową, wypaczoną dla potrzeb sytuacji osobowością. - I do marnowania drogocennej magii na kogoś takiego jak ona nawet jeśli to zaklęcie ofensywne ale jeśli już do tego doszło mam nadzieje że nauczy ją to chociażby odrobiny dobrych manier - Teraz skierowała wzrok na krótką chwilę na Crimson by dać jej do zrozumienia jakim rozczarowaniem się stała ale szybko wróciła do rozmowy z osobą na swoim poziomie. - Dostaje dzień urlopu na rok, już go wykorzystała i nie będzie sprawiać więcej problemów... I dopilnuje że jeśli jej język się nie poprawi, straci go. Batty Jak zwykle w walce często liczy się percepcja i refleks, to znaczy ten kto pierwszy dostrzeże i wyprowadzi cios na ogół odnosi zwycięstwo. Oczywiście zakładając że przeciwników nie dzieli przepaść mocy lub wytrzymałości a w tym wypadku... Raczej tak nie było, przynajmniej w ocenie Batty która by się mocno zdziwiła gdyby się pomyliła. Jeden padł, drugi wkrótce miał do niego dołączyć a potem pozostaje tylko zwinąć się z tego miejsca i dołączyć do reszty. Bardzo prosta sprawa zwłaszcza że Spear okazał trochę kompetencji jako gwardzista i wystrzelił promień magiczny w swojego przeciwnika odrzucając go do tyłu. - Bierz drewno i uciekamy zanim wyjdą... - Odprowadziła wzrokiem stworzenie i więcej nie zaprzątała sobie nim głowy uznając że po nim. W końcu taki atak nieźle by połamał większego kucyka. - Kolejne - Dokończyła zdaniem jednak coś było nie tak już w tej chwili. Czuła to a raczej słyszała swoim słuchem który dzień wcześniej był utrapieniem. Teraz jednak okazał się na wagę złota bo jeszcze zanim Spear zdążył ją ostrzec usłyszała jak coś leci w jej kierunku. Wiedziała że najlepiej się odsunąć w lewo albo w prawo... I instynktownie wykonała unik przed nieznanym w lewo uznając to za swój lepszy kierunek. Spojrzała się w tamtą stronę i właśnie w tej chwili obok niej przeleciała masa lepkiej pajęczyny ale to nie był koniec bo pająk wystrzelił jeszcze raz z tą różnicą że teraz on był pociskiem. Nie mogła posłużyć się jednak poprzednim manewrem bo czuła jak jedno z jej kopyt mimo wszystko zostało przytwierdzone do gruntu bo sieci okazało się po prostu za dużo. Miała jednak nóż którego nie wypuściła ze swojej magii, skierowała jego długie ostrze w stronę przeciwnika i z całej swojej mocy pchnęła nim celując w żuwaczki które musiały być słabszym miejscem. ,,Wszystko albo nic'' - Pomyślała nawet nie zamykając oczu chcąc w razie czego oglądać najgorsze. Sinister Wiedziała że ten gwardzista jest realny nawet w tej sytuacji gdy spróbował zabawić się jej kosztem i udawać że jednak nie istnieje. Po prostu czuła to gdy patrzyła mu w oczy. Ta aura... Z czymś takim się jeszcze nie spotkała i nie była pewna czy byłaby w stanie zachować zmysły na trzeźwo. Teraz jednak ośmielona i otumaniona na raz narkotykiem i niewyspaniem nie było to niewykonalne. Skoro to ten z oddziałów śmierci nie dziwiła się dłużej że White tak długo zajęło powrót do normalności po tym ataku na Canterlot. Nie miała jednak czasu o tym myśleć bo postać jednak postanowiła się odezwać. Słuchała więc poświęcając większą cześć swojej uwagi pozostając niewzruszona na swoisty komplement i przybrała lekki grymas dopiero gdy powiedział o skosztowaniu jej. Zastanawiała się czy specjalnie powiedział to tak by brzmiało to dwuznacznie. Zanim jednak przystawiła kopytko do swojego pyszczka by się zastanowić jej rozmówca wystrzelił prosto w nią swoim promieniem... I poczuła się jakby właśnie dała sobie jakiegoś dobrego stymulanta prosto w żyłę. Dobrze znała to ciepło rozpływające się po organizmie jednak ostatnio była na odwyku... I poczuła jak wracają jej zmysły, normalny stan umysłu co było kompletnym przeciwieństwem do tego czego się spodziewała. Stalker ruszył się o parę centymetrów przez tą akcje ale zrozumiał że nic złego się nie stało. Zupełnie jakby miał posiadał mocną więź ze swoją panią po której mógł ocenić czy została skrzywdzona. Nagle zaczęła odczuwać rosnący lęk, strach i czarne myśli spowodowane obecnością i magiczną poświatą tej istoty. Czuła go dużo wyraźniej i poczuła jak bicie jej serca przyśpiesza przez wyrzut adrenaliny do krwi. Nie była jednak pierwszym lepszym kucykiem z ulicy który by zamarł na ten widok bez słowa. Wiele razy parała się szemraną magią która innych by doprowadziła do utraty siebie w swoim własnym umyśle. Nie była tak czysta jak White a to była jej przewaga. Zgadzała się z pewnym zdaniem które kiedyś usłyszała - Będąc skażonym złem jest się umocnionym do walki z nim. Tak samo jest z szaleństwem.... Jej osobowość była odchylona od ogólnie przyjętej normy a więc każda psychoza wydawała się bardziej normalna niż zwykle. Mimo to sierść na karku zjeżyła się jej i nie była patrzeć prosto w oczy swojemu rozmówcy jednak uciekła się do prostej sztuczki. Patrzyła za niego co sprawiało wrażenie że jednak utrzymuje kontakt wzrokowy. Star biegła w tym czasie w najlepsze z chytrym uśmieszkiem. Nie musiała się obawiać o nic skoro jej tu nie było! Żadnego dźwięku gałązki, sapania czy czegokolwiek innego. Praktycznie plan idealny można by rzec, przynajmniej dopóki coś przez nią nie przeleciało. ,,Czy to był konar?'' - Zadała sobie pytanie i wyglądała jakby na chwilę straciła wątek. Otrząsnęła się i posłała urażone spojrzenie gwardziście zupełnie jakby jego obecność na jej świadomość zupełnie nie wpływała. Wskoczyła z lekkością na pień przeciętego drzewa zyskując przewagę wysokości... Ale dla niej to było po prostu podwyższenie na które po prostu zasługiwała a nie przewaga taktyczna. Sinister tymczasem odzyskała głos zwalczając drobną tremę. - Cieszę się że mój twór przypadł ci do gustu - Wysiliła się na drobny uśmieszek. Wyglądało na to że ceniła komplementy od kogoś silniejszego od niej. - Ale... - Przymknij się zrozumiano? - Star ją skarciła w niezbyt miły sposób. Wyglądało na to że ktoś odebrał jej dobry humor. - To nie ładnie traktować mnie w ten sposób - Skrzywiła się w złości. - I to jeszcze za taki niewinny psikus? - Machnęła prawym kopytem w powietrzu zbywając temat. - Ale jestem gotowa to wybaczyć. - Potem wskazała tą samą kończyną na siebie. - Jestem Sinister Star a ty? - Spytała z wyraźną ciekawością.
  11. Shey

    Batty Pomimo magicznych błysków dających pewne oświetlenie dużo nie widziała w tej dziurze... Ale po dźwiękach wnioskowała że dużo się tam działo i dziękowała sobie że nie zgrywała bohaterki która by tam po prostu skoczyła. Wiedziała że nie jest jedną z nich nie mówiąc już o tym że nieznane może zadać druzgoczący cios i nie zawsze chciała z tym igrać. Na szczęście Spearowi udało się zaklęcie teleportacji mimo że sprowadził gości. Takie było ryzyko ale ważne że się wydostał. Teraz mógł liczyć na pomoc drugiej osoby która prędko wzięła za cel jedno z tych stworzeń i pociągnęła za spust uwalniając dawkę magii. Szybkość jednak sprzyja niedokładności i pocisk chybił pająka. Batty nawet nie myśląc wzięła poprawkę i za kolejną próbą uśmierzyła ból istnienia pierwszego z przeciwników. To nie był jeszcze koniec ale jak na jej gust dało się to nazwać dobrym początkiem. Spostrzegła drugie zagrożenie ale był pewien problem - bezpośrednio za nim znajdował się Spear i wiedziała że najpewniej, jeśli zdecyduje się strzelić upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. To jednak dalece rozbiegało się z jej intencjami więc opuściła broń która upadła bezwiednie na ziemie i sięgneła po bagnet z zamiarem skrócenia tego stworzenia o żuwaczki by potem rozbebeszyć go tak dla pewności. Miała nadzieje że zdąży zanim stanie się coś złego. Sinister Sinister usłyszała głos który w swojej arogancji miał odwagę się czepiać o godzinę w której się wybrała by podziwiać piękną okolicę a po nawet mogła zobaczyć jego właściciela na co prychnęła. ,,Na to mnie nie nabierzesz, jebańcu'' - Stwierdziła mając na myśli swój mózg. ,,Jakie szanse są że spotkam gwardzistę w tym lesie? Raczej małe bo nikt normalny tego nie patroluje.'' - Uśmiechnęła się zacięcie świętując w duchu kolejne zwycięstwo logiki nad chorymi wytworami swojej wyobraźni. Niestety zdażyła już zapomnieć że kogoś tutaj mieli szukać... I właśnie znaleźli się nawzajem. - Nie wydaje mi się - Jej ton głosu wskazywał na to że traktuje swojego rozmówce z góry. - Po za tym moje pozwolenie mam tam - Pokazała na Stalkera. Z krzaków wystawała mu jedynie opierzona głowa z lekko rozchylonymi szczekami by dało się podziwiać ilość zębów w jego arsenale i przednie łapy z pazurami. Tułów miał lekko pochylony jakby był gotowy do skoku jednak otwartej wrogości raczej nie ukazał a bardziej zaciekawienie połączone z ostrożnością. - I wyprowadzam je właśnie na spacer... - Zamierzała iść dalej ale... Mimo że była otumaniona końską dawką narkotyku coś jej nie grało w tym temacie. Od kiedy twory jej magii mogły widzieć twory jej wyobraźni? No właśnie tu mniej więcej leżał pies pogrzebany. - To ty to zrobiłeś prawda? - Zapytała już nieco spuszczając z tonu ale nie była zażenowana swoją pomyłką. Star w międzyczasie od razu wiedząc co jest na rzeczy spróbowała zagrać w pewną grę. Wiedziała że wychodzą naprzeciw potężnemu jednorożcowi biegłemu w sztuce magicznej i chciała zajść go od tyłu po szerokim łuku zostawiając Sinister z tyłu. To mogło być głupie ale jedynie gdyby żyła. Prawda była taka że jej tutaj nie było, nie miała żadnej mocy a więc nie mogła nikomu nic zrobić ale ona sama nie mogła paść celem ataku. Jedyne co ją motywowało do tego zachowania to po prostu dzika ciekawość czy ten gwardzista się zorientuje i chciała ją zaspokoić nie mając nic do stracenia.
  12. Shey

    Batty Przewróciła oczami gdy znów zaczął mówić że największym problemem jest to na co ona nie miała najmniejszego wpływu. Nadal nie rozumiała czym niby zawiniła że może być za to karana ponieważ nie wybrała kim się urodzi. - Ja nie będę chętna ku niemu... I to wystarczy - Powiedziała ze spokojem ale jej wyraz twarzy zmienił się na zaskoczony gdy usłyszała trzask gałęzi a potem upadek Speara w ciemną pustkę. ,,Ten to ma pecha...'' - Pomyślała i ruszyła w jego kierunku z już wcześniej zaświeconym rogiem by chociaż trochę rozjaśnić sprawę. Spojrzała na niego z góry i odpowiedziała na jego pytanie. - Nie mam - Stwierdziła sucho przypominając sobie że ostatnią zużyła jakiś czas temu i od tamtej pory w jej kopyta nie wpadła żadna następna. Nagle jednak sytuacja stała się mniej ciekawa gdy okazało się że tam coś jest. - Teleportuj się?! - Krzyknęła będąc zdziwiona że od razu na to nie wpadł. W końcu był szlachetnym jednorożcem posiadającym pełny dar magii. Sięgnęła jednak po swoją broń i mierzyła w dół chcąc go osłaniać podczas rzucania tego szybkiego zaklęcia. Sinister Trójka poszukiwaczy niebezpiecznych przygód które z całą pewnością lepiej byłoby uznać za zbędne dzielnie lub z brawurą wynikającą z arogancji posuwała się naprzód. Ciężko było tą wycieczkę nazwać cichym podejściem, Stalker wraz ze Star radzili sobie wyśmienicie ale Sinister... Złapała narkotykowy zjazd właśnie w tym najmniej odpowiednim momencie. Co chwilę nerwowo rozglądała się na boki widząc rzeczy których tak naprawdę nie było ale jej nadaktywny, zestresowany mózg przeistaczał nieożywione rzeczy w potwory chcących jej śmierci. - Sin, co jest? - Spytała Star skracając jej imię. - Nie gadaj że znowu się przećpałaś? - Dodała z zażenowaniem patrząc na jej zachowanie. - Idźcie dalej, dajcie mi chwilę. - Powiedziała wyciągając sprzęt i sypiąc kolejną kreskę. ,,Czym się strułaś tym się lecz'' - Pomyślała widząc kilkanaście metrów od siebie małego źrebaka którego na pewno nie mogło tam być. To byłby nonsens ale z drugiej strony co ją to obchodziło. Ten był przynajmniej zajęty własnymi sprawami i jej nie straszył. Zrobiła to co miała zrobić i wpadła na kolejne wyjaśnienie tej zjawy która tak naprawdę mogła być duchem. Podobno środki psychoaktywne mogą pomóc w chwilowym zdarciu zasłony oddzielającej tamten świat... ,,Ah, znowu te dziwne myśli'' - Pomyślała znowu i ruszyła dalej czując przyjemne pieczenie w nosie. ,,Zaraz będzie lepiej''
  13. Shey

    White Wish Jeszcze przez krótką chwilę popatrzyła w oczy Crimson by potem trochę spochmurnieć rozglądając się po innych którzy wręcz uciekali do swoich domów przed tą kontrolą gwardii która miała być tutaj lada moment. White wyglądała na nieco rozczarowaną, ten czas spędzony na zabawie tak szybko minął i trochę ciężko było jej przełknąć że to już koniec. Po chwili jednak delikatnie się uśmiechnęła wiedząc że gdyby miło się nie bawiła to przyjęcie by się dłużyło. - Na pewno to nie problem? - Spytała chcąc się jeszcze upewnić gdy rozmowa między dwoma klaczami dobiegła końca. Chyba nie chciała uchodzić za jakąś księżniczkę względem Crimson zawsze dostając lepsze miejsce do spania. Batty - Być może dlatego że nie ma tego w tobie - Odparła niemal od razu na pierwsze jego zdanie. Potem czekała chwilę z odpowiedzą chcąc nad nią pomyśleć lub po prostu przeznaczała kolejne sekundy upewniając się że nic się do nich nie podkrada korzystając ze swojego słuchu. - Nie, nie pamiętam nawet jeśli byłam w Equestrii - Trochę teraz ona się skrzywiła. - Nie jestem nawet do końca pewna ile mam lat. Nie wiem czy o tym mówiłam ale piętnaście lat temu straciłam większość pamięci - Nie rozwinęła jednak tematu nie uznając tego teraz za istotne. Urwała pokaźną gałąź i spojrzała się na niego chcąc zobaczyć emocje na jego twarzy. Ona sama nie wydawała się wzruszona, może nie dlatego że nic nie było w stanie jej przestraszyć ale dlatego że słowa są dosyć okrojone jeśli chodzi o oddawanie istoty problemu. - Nie uważam się za uprzywilejowaną w walce z wyszkolonym jednorożcem... No, może w jednym jedynym wypadku gdy on nie wie że jest celem - Skwitowała krótko i rozejrzała się ile drewna już nazbierali. Chciała powoli już wracać uznając że narobili już dość sporo hałasu ale z drugiej strony nie warto było robić drugiej wycieczki po chrust. - Dopóki kogoś nie zastrzelę to wierzę że nie będę miała ich na ogonie a wizyta u starej przyjaciółki to jeszcze nie zbrodnia - Nadal zdawała się nie rozumieć że sam fakt bycia mieszańcem może stwarzać problemy. Sinister - I? - Spytała po dziesięciu sekundach Sinister unosząc brew. - Reumatyzm ciebie dopadł że nie możesz wyprostować nogi? - Nie bądź śmieszna - Skrzywiła się Star. - Choroby to domena ciała którego nie mam... Po za tym nie poczułaś tego? - Spytała nie dowierzając że jej uczennica mogła to przeoczyć. - Ta fala magii... Coś jakby krzyk agonii dziesiątek czy setek istnień... - Tylko totalny ignorant by tego nie wyczuł - Stwierdziła machając kopytem wiedząc że może jest o jeden czy dwa poziomy magiczne pod swoją rozmówczynią ale bez przesady. - Nie pierdol że chcesz tak iść - Nagle zdała sobie sprawę do czego to prowadzi. - Ehem, to też domena ciała... - Odparła zamyślona ale teraz już ze smutkiem. - No coś ty, jesteś tak samo szurnięta jak ja i tam nie pójdziesz? - Znikąd pojawił się eteryczny zegarek i pokazała wskazówki Sinister. - Jeszcze pół godziny do zakazu przemieszczania się a jak ten uzdolniony ktoś będzie nie miły to zawsze można dać nogę - Uśmiechnęła się przekonująco. - Taka okazja może się nie powtórzyć. - No w sumie... Masz rację, Stalkerowi przyda się spacer - Dość łatwo dała za wygraną, zupełnie jakby ją również ciekawiło co to takiego. Poświęciła tylko jeszcze chwilę by posprzątać niegrzeczne rzeczy ze swojego domu takie jak rozłożony na części karabin i wyszła przez drzwi chowając klucz pod wycieraczkę. Zabrała jeszcze pióropusz i zrzuciła swoje przebranie by przywrócić swój wygląd do tego znanego z wpadki w świątyni - No, prowadź do tej aury śmierci - Zachęciła swojego zwierzaka zachowując od niego odstęp około pięciu metrów by w razie czego to on otrzymał pierwsze uderzenie. Z resztą, on sam jako istota magiczna potrafił wyczuwać magię i inne istoty nawet lepiej niż ona z powodu braku normalnego wzroku.
  14. Shey

    White - W tej sytuacji raczej nie chodzi o ciebie... - Mówiła bardziej szeptem jakby nie chciała by usłyszał to nikt poza nią. Do tego na komplement Crimson nawet się odrobinę zarumieniła. - Tylko o mnie bo nie wiem czy byłabym w stanie... Chyba się... Z resztą, nie ważne. Kiedy indziej - Uśmiechnęła się delikatnie ale raczej sztucznie jakby chciała tym przykryć zakłopotanie. - Też kiedyś uciekłam - Zmiana tematu teraz była dla niej jak znalazł. - Myślałam że tak będzie lepiej ale niestety to nie rozwiązuje problemu - Pokręciła głową. - A nawet jeśli oddalisz się wystarczająco daleko by nie widzieć że coś jest nie tak nadal będzie to ciążyć jako wspomnienie, przynajmniej tak jest w moim przypadku. Spojrzała potem na biegnącą Pumkpin kiwając głową że nie musi się tak śpieszyć. - Ja bym chyba została bo do Ponyville i tak nie zdążymy a utknąć na całą noc na rynku mi się nie uśmiecha - Ukradkiem zerknęła na Crimson badając jej reakcje. - Oczywiście jeśli to dla was nie problem żebyśmy jeszcze zostały - Nie chciała się z drugiej strony naprzykrzać i nadużywać gościnności. - I może znajdzie się jeszcze odrobina tego cydru? Batty - A bo ja wiem... - Zaczeła szukać jakiegoś logicznego wytłumaczenia. Trochę skrzywiła się gdy poczuła odór który tak naprawdę sama rozprzestrzeniła. - Nie zdziwiłabym się jak jeszcze by się podniósł - Wytłumaczyła swoje postępowanie i nie wiele myśląc odrzuciła truchło dalej w mrok a na swoim nożu użyła zaklęcia czyszczącego przedmioty. - To nie bycie miłym, po prostu uznaje że nie trzeba o wszystkim rozpowiadać - Sprostowała jego spostrzeżenie. - Możesz olać temat zawdzięczania komuś życia - Stwierdziła sucho. - Niektórzy potrafią i wychodzi im to raz lepiej a raz gorzej, nie ma w tym prawidłowości - Delikatnie się uśmiechnęła jakby samo ostatnie słowo ją bawiło. - A więc jeśli ktoś mnie będzie tłukł batem na twoich oczach najlepiej odwróć wzrok lub jakoś to przebolej bo nie zamierzam się wycofać w połowie drogi... I nie, nie słyszałam o tej elicie - Na chwilę przestała mówić. - Chyba że pogłoski się liczą ale nikt nie chce mówić o co dokładnie biega. Sinister W niewielkim wymiarze jaki posiadała Sinister z chwilą odkąd wypaliła się ostatnia świeczka panowała nieprzenikniona ciemność a jedynym rozlegającym się dźwiękiem był ciężki, niespokojny oddech. Sytuacja jednak po chwili się zmieniła gdy Stalker wstał i zaczął stukać pazurami o kamienną nawierzchnie podchodząc do swojej pani próbując ją wybudzić. - Coo? - Spytała nieprzytomna niemal skrzecząc przez swoje wyschnięte podniebienie i gardło. - Znowu padłam przy pracy? - Spytała głaszcząc swoje urocze zwierzątko. ,,Gdzie to ja skończyłam?'' - Pomyślała próbując pozbierać myśli. - No tak - Ponownie zapaliła światło i wzięła w lewitacje papierowy rulonik mając zamiar wrzucić coś do nosa by odzyskać siły. Chowaniec Sinister jednak zadziałał szybciej niż ona i przykrył biały proch łapą. - Ja wiem że to nie jest dla mnie dobre - Co dziwne zaczęła mu się tłumaczyć zamiast go pogonić. Mogła bo miała nad nim władzę jednak nie o to tutaj chodziło. - Ale powiedzmy że podnosi mnie to na duchu - Jej ton głosu był dosyć błagalny, jakby bardzo chciała by to zrozumiał ale wątpiła że tak się stanie. Nie mógł pojmować życia nie będąc żywym i nie winiła go przez tą wadę. - Skończę z tym ale jeszcze jest za wcześnie... - No proszę - Star w swoim starym zwyczaju pojawiła się znikąd. - Twój podwładny zaczyna mieć więcej rozumu niż ty - Szyderczo się uśmiechnęła. - Mam nadzieję że pamiętasz o naszych uzgodnieniach? - Nie czekając na odpowiedz Sinister przystąpiła do swojej sprawy. - Ile jeszcze? - Wyjazd stąd - Odpowiedziała próbując podnieść głos jednak nie do końca była wstanie. - Nie masz prawa tutaj być. - A kto mi zabroni? - Nie miała współczucia nawet w tej sytuacji. - Ty? - Spytała lekceważąco. - Aktualnie jesteś za słaba by cokolwiek zdziałać - Pokręciła głową i podeszła do niej na odległość dwóch kroków. - Rano powiedziałaś że wieczorem znajdziesz chwilę czasu dla mnie i raczej nie masz jak się wyplątać. Sinister wyglądała na zdezorientowaną ale jedynie do momentu w którym spojrzała na zegar... I z początku wydawało jej się niemożliwym że tyle przespała jednak przez ostatnie dwie noce nie zmrużyła oka a do tego poddawała swoje ciało sporemu wysiłkowi magicznemu. - No dobra - Dała za wygraną nie mając siły się nawet kłócić. - Ale za pół godziny jak się ogarnę - Nadal nie rozumiała po co Star potrzebuje tam swojej uczennicy... Ale Sinister uznała że skoro to jest droga do spokoju uznała że to przeboleje. Po upływie godziny Sinister wyglądała o mniej więcej połowę lepiej. Nawodnienie, uzupełnienie witamin, minerałów oraz szybki prysznic jednak potrafią zdziałać cuda. - Gotowa? - Star spytała znudzona patrząc znowu na zegar jak upływają sekundy. - Czekaj, jeszcze szczotka... - Rozejrzała się po swoich rupieciach i schowała w torbę krwawe kamienie kupione po istnej, słownej batalii ze sprzedawcą. - Z drugiej strony i tak się nie czeszę... - Smyraj ten swój eter czy co tam masz z nim zrobić i miejmy to już za sobą - Starała się robić dobrą minę do złej gry... Ciekawiło ją jednak jakie są szansę na to że wylądują w klatce jednak Star zbyt bardzo zależało by ją od tego odwieść. - Nie pośpieszaj mnie gdy sama doprowadzałaś się do ładu przez godzinę - Powiedziała powoli jeszcze przytrzymując Sinister w niepewności by po chwili zniszczyć kamień.
  15. Shey

    White - Zwykle tańczę sama... - Powiedziała widząc że Crimson podaje jej kopytko lecz mimo swoich wcześniejszych słów chwyciła za nie. - Jednak myślę że trochę urozmaicenia się przyda - Uśmiechnęła się i wkroczyła na parkiet za nią. Cichsza muzyka w zasadzie nie była dla niej czymś złym, wprost przeciwnie ponieważ nie zagłuszała rozmów. White z początku miała trochę problemów z dostosowaniem się do stylu swojej partnerki ale w miarę szybko udało jej się załapać o co chodzi nadal zachowując pewną dozę gracji i elegancji w swoich ruchach. - Szkoda że nie... - Klacz chciała zacząć jakiś temat, niestety nie było dane jej dokończyć pytania przez to że najwyraźniej Crimson zachciała być nieco bliżej niej... - Um - Zaczęła zakłopotana i niezbyt pewnie po tym incydencie którego się nie spodziewała. - Ja też nie... - W zasadzie nie do końca wiedziała jak to wyjaśnić, zwłaszcza po tym co zostało powiedziane przez nią potem. White już dłużej chyba nie była w stanie udawać że niczego nie widzi w jej akcjach. - Nie było żle... To znaczy nie jestem zła jednak... - Plątała się w swoich słowach. Nie przeszkodziło jednak to w chwyceniu kopyta by mogła wstać. - Ale zwykle o tym nigdy nie myślałam i chyba lepiej będzie jak zostaniemy przyjaciółkami? - Spokojnie wyrzuciła to wreszcie z siebie patrząc w jej oczy. Batty Podeszła do miejsca w którym stał Spear jednak nic na razie mu nie odpowiedziała. Rozświetliła swój róg dając jeszcze więcej światła uznając że jeśli coś jeszcze ma ich znaleźć to i tak nie będzie miało to z tym większych problemów. Chciała jednak jeszcze lepiej przyjrzeć się okolicy by upewnić się czy nie ma więcej tego cholerstwa wokół. Po chwili obserwacji chwyciła lewitacją nóż i rozpruła bardziej brzuch istoty która nadal się wiła. Wyznawała zasadę że na ogół ostrożności nigdy za wiele. - To już nie są moje, znajome tereny więc nie - Sucho stwierdziła. Może byłaby wstanie coś o tym powiedzieć jakby bliżej się przyjrzała ale nie widziała w tym sensu. - Różnorodność tych stworów jest ogromna więc chyba nie da się poznać ich wszystkich... - Pokręciła głową. - Więc jedyne dobre wyjście by się chronić to zawsze pozostawanie czujnym - Zaczęła pomagać mu w zbieraniu drewna by szybciej zakończyć cały proces. - Jak coś to nikt nie musi o tym zdarzeniu wiedzieć - Nadal nie do końca rozumiała jego pojmowanie ale uznała że to mu będzie na rękę. Nie był to akt przyjaźni ale po prostu nie chciała mieć z nim sprzeczek.
×
×
  • Create New...