Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Shey

Brony
  • Content Count

    680
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

8 Neutral

About Shey

  • Rank
    Renegate
  • Birthday September 18

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Wrocław

Recent Profile Visitors

2839 profile views
  1. Shey

    White Nie podobał jej się efekt jaki osiągnęła. Nie taki był cel ale z drugiej strony nie wiedziała czego innego się spodziewała. Ta klacz miała się po prostu przyznać? Próba zasługująca na skwitowanie śmiechem. Nie powinna dawać emocjom wpływać na jej decyzje i ocenę sytuacji mimo że chwilę wcześniej miała zamiar rozszarpać podmieńca, najlepiej tego który odpowiadał za wrobienie Crimson w takie bagno... Z tego ciągu myśli dość boleśnie otrzeźwiło ją uderzenie kamieniem. White zacisnęła zęby i chwytając się za głowę niemo spojrzała na sprawcę tego czynu. Nie była na niego wściekła, chociaż w pierwszym momencie poczuła jak coś się w niej gotuje, znajome odczucie któremu rzadko daje dość do głosu. - Nie będzie takiej potrzeby - Odpowiedziała gwardziście nieco głośniej. Właściwie tylko po to by inni ją usłyszeli i zdziwili się nagłą pobłażliwością. Ten ogier mógł nie rzucać tego kamienia, to nie było potrzebne zwłaszcza jak nie znał całej sytuacji. Tak naprawdę się wtrącił ale każdy może mieć dosyć gdy jest codziennie poniżany... A z drugiej strony, może sama nie była lepsza robiąc taki spektakl na ulicy. Ruszyła z powrotem do budynku gdzie zostawiła Pumpkin, miała nadzieje że nadal tam będzie. Batty - Nie jest powiedziane że beze mnie byście zginęli - Powiedziała mając wrażenie jakby ktoś ją przeceniał. Dlatego też nie patrzyła na Lance'a tylko gdzieś w dal. Zastanawiała się ile jeszcze przed nią drogi do White... I w zasadzie nigdy za bardzo nie znała odpowiedzi na takie pytania bo podróżując musiała znać tylko kierunek a odległość często pomijała. Zapominała o niej lub nie pytała, po prostu uznawała że jeśli ktoś zamierza gdzieś dojść powinien zrobić to i tak a odliczanie dni do celu psuje wędrówkę. - Mogliśmy jakąś wziąć od buntowników - Rzuciła nagle gdy ktoś wspomniał o kawie. - Ale nie było na to za dużo czasu - ,,I przynajmniej sprawa się nie rypła i każdy żyje'', Pomyślała i spojrzała na Spear'a. ,,W większości''. Po czym wróciła do patrzenia w siną dal. Teraz zastanawiała się co u Fire i reszty. Mogła nie mieć za różowo bo jednak wypuściła gwardzistów. Decyzja która wśród większości załogi zapewne będzie się cieszyć złą sławą, zwłaszcza gdy im wszystkim zależało na tym by nikt o nich nie wiedział. Cóż, będzie musiała sobie jakoś poradzić, nie pierwszy ani nie ostatni raz. - Raczej sobie bym to darowała bo nie wiemy gdzie i w czym się pojawimy - Problem ze zmęczeniem magicznym obchodził już ją mniej. Nagła wizja śmierci otrzeźwia każdego... A więc zawsze znajdzie się odrobina sił by wyczarować ostatnie zaklęcie. - Dostałam szybki awans? - Spytała gdy dotarło do niej że dowódca gwardzistów powiedział że jest jedną z nich.
  2. Shey

    White - Tymi oczami które masz teraz? Nigdy nie sądziłam że się zgodzę z kimś takim jak ty ale w to akurat jestem skłonna uwierzyć - Zignorowała tą uwagę co do tego że nawet, gdy ktoś jest jednorożcem są dla niego granice. Przynajmniej na tyle na ile mogła bo trafiły w punkt o którym jej rozmówca raczej nie wiedział. White nie czuła się dumna ze swojej przynależności, nie gdy jej pobratymcy zachłystnęli się władzą i uznali że znają jedyną słuszną drogę. To ostanie chyba należało do najgorszej zbrodni, katastrofy mają to do siebie że czają się na obu ekstremach moralnego kontinuum. - Powiedziałam to co chciałam, ciesz się życiem. - ,,Póki jeszcze je masz'' - Dodała już w myślach. Sama nie wiedziała po co było to całe przedstawienie. W sumie wyglądało to tak jakby miała nadzieje że podmieniec sam się ujawni co byłoby doszczętnie głupie. Niestety akurat tej cechy nie dało się im przypisać. No, przynajmniej większości z nich. Zastanawiała się jednak nad czymś innym, czy był to tylko gniew czy rodziła się w niej powoli nienawiść. Batty Tak naprawdę nie była przekonana czy te robale stanowią realne zagrożenie ale jednak bezpieczniej było tego nie sprawdzać. Spear będzie najpewniej marudził ale nie obchodziło jej to, będzie mógł się jeszcze chwilę przespać podczas postoju by odpocząć. Jakiś na pewno będzie. Również pozbierała swoje rzeczy gdy zrobiła to reszta i wskazała kopytem w przeciwnym kierunku do stworzeń które zakłóciły ich spokój. Jeszcze przez parę chwil milczała by się odezwać gdy uznała że odległość jest wystarczająca. - Wybaczcie ale obóz nam się nieco zarobaczył - Wysiliła się na uśmiech chcąc jakby zażartować. ,,Akurat nie mogło to się stać w żadnym innym czasie aniżeli moja warta'' - Pomyślała będąc przez chwilę zła na życie. Szybko jednak odpuściła swoje emocje, tej walki nie mogła wygrać. Sinister - Możesz z całą premedytacją zignorować moje gadanie - Lekko się uśmiechnęła wiedząc jak wiele w tej sytuacji jest po prostu nie tak jak powinno być. - Może to całe chwalenie to tylko przewrotne wołanie o pomoc tonącej osoby? Kto wie, czasami sama nie jestem pewna swoich motywacji ale tak to już... - Zrobiła chwilę przerwy jakby się zacięła. - Nie, nie ważne - Powiedziała jakby dalsza cześć tamtego zdania była nieistotna ale równie dobrze mogła nie wiedzieć w jaki sposób dokończyć tą wypowiedz. - Co do zaufania, to coś śmiesznego... -Przyjrzała się je z zaciekawieniem gdy podniosła kopyto a dopiero potem spojrzała na jej uśmiech. - Bo jest niby czymś realnym ale gdy pryska nie pozostaje po tym nawet ślad. Niestety nie sądzisz że to co mi proponujesz w tym momencie to umowa a nie zaufanie? - W zasadzie tak naprawdę się zdziwiła i było to widoczne na jej twarzy. Jakby zrozumiała że taki pakt jest konieczny dla Demona Pustki bo nie czuje się na tyle silna by grać w zaoferowaną grę bez zabezpieczenia. Wpadł jej do głowy jednak pewien nowy pomysł. - Słuchaj, nie do końca mi się to podoba bo co jeśli uznasz że Cię wykiwałam bo nie dostałaś tego czego oczekiwałam? A możesz tego nie dostać gdy uścisnę twoje kopyto, tu jest cały problem - Chciała dać swojemu rozmówcy do zrozumienia że potrzebuje bezwarunkowe zaufanie i bez tego całe przedsięwzięcie może nie wyjść. Zastanawiała się jednocześnie czy jej pragnienie rozrywki jest wystarczająco silne by zignorować to co podpowiadał rozsądek. Star już chyba się pogodziła że przegrała tą dyskusję i to Sinister będzie grać główne skrzypce przez dłuższy czas. Gdyby tylko miała ciało i moc mogłaby temu zaradzić po prostu pokazując swojej uczennicy gdzie jej miejsce. To był główny problem przez ostatnie już kilkanaście lat. Zaczynał już nudzić ale zignorowanie go nie wchodziło w grę, za bardzo tego chciała by po prostu zamknąć na to oczy. To co, jak na razie pozostawało to frustracja i gniew... I w zasadzie nie powinno dziwić ich relacje się pogarszały. Nigdy nie były super ale z biegiem czasu powoli zaczynały sięgać dna. Ponownie zwróciła uwagę na rozmawiającą dwójkę w momencie gdy gwardzistka wspomniała o zamianie ciał. Szybko spojrzała na Sinister, znała ją z kantowania i rzadko kiedy decydowała się na rozwiązanie spraw bez tego. Uznawała to za zabawniejszy sposób. Niby teraz zachowywała się nieco dziwne ale raczej była pewna że sprawa jest przesądzona jeśli uściśnie to kopyto.
  3. Shey

    White - Przypadek - Odpowiedziała bez cienia zastanowienia. Wiedziała że nadal ma na sobie ich zapach skoro ta klacz zdała sobie sprawę że jest śledzona nawet nie odwracając głowy. Zastanawiała się jednak jakie to ma ograniczenia, czy wiatr wiał w jej stronę? Batty wiele razy mówiła że jest to kluczowe przy podkradaniu się do zwierzyny ale White nigdy nie była w tym ekspertem. - A raczej cała seria waszych przypadków gdy postanowiliście wziąć na celownik... Kogoś kto wam nie zawinił. - Raczej nie miała wątpliwości z kim tak naprawdę rozmawia. - Zawsze wiedziałam że jesteście plugawymi stworzeniami które się chwycą wszystkiego by osiągnięć cel ale nawet dla was powinny istnieć jakieś granice. - Wykrzywiła się w geście odrazy i wyglądała jakby chętnie przypuściła by atak tylko po to aby ją zdemaskować ale nie była tak głupia. Wiedziała że tłum i gwardia najpewniej żle zrozumieją jej intencje wiec teraz musiała odpuścić mimo swoich emocji. - Ostrzegam że to jeszcze nie koniec. Batty ,,No chyba żartujesz że obudziłaś się akurat w tym momencie'', pomyślała gdy usłyszała pewien znajomy głos należący do najbardziej wyspanego kucyka w tym obozowisku. - Zamknij się - Szepnęła ale dość teatralnie by Pearl mogła ją usłyszeć. Zastanawiała się jak wyjść z tej sytuacji i doszła do wniosku że trzeba obudzić resztę... I oddalić się stąd ale i Spear i Lance na pewno się odezwą zanim ogarną co się dzieje. Dlatego trzeba najpierw sprawić by te robale najpierw zainteresowały się czymś innym. Znowu podniosła ten sam kamień który rzuciła wcześniej i rzuciła go jeszcze kawałek dalej. Nie widziała powodu dla którego ta sztuczka miała nie zadziałać drugi raz. Wskazała kopytem na Pear, potem na Speara i Lance'a chcąc wydać jej jakieś polecenie. Potem Batty nadal przykładała ucho do ziemi pilnując czy coś się nie zbliża w ich kierunku. Sinister - Poniekąd w tym problem że nie potrzebujesz kurtyzany - Odpowiedziała dość poważnie. - Bo zapewne rozrywki nie zapewnią Ci te proste, łatwe sposoby. Mam na myśli alkohol i inne narkotyki wszelkiej maści, w zasadzie nie chwalę się ale codziennie przez miesiąc mogłabym ćpać tak by te specyfiki się nie powtarzały. Każdy jednak ma swoje ulubione trucizny więc dla prostoty ograniczam się tylko do paru - Machnęła kopytem. - Chociaż widzę potencjał w czymś innym... - Wahała się nie będąc pewna czy powinna mówić dalej. Mimo wszystko postanowiła już kontynuować, być może dlatego że już zaczęła a być może dlatego że coś musiała wymyślić bo wymagała tego presja sytuacji. - Jesteś za silna by czuć jakiekolwiek wyzwania W TYM świecie, prawda? - Wygięła usta w lekkim, cwanym uśmiechu... Ale brakowało w nim pewności siebie. Zupełnie jakby miała zamiar wyciągnąć zza swojej grzywy tajemniczą, starożytną broń która powinna zakończyć każde starcie bez najmniejszego problemu. Szkopuł był jednak w tym że nie wiedziała czy zadziała. - Powiedzmy że istnieje sposób żebym ciebie osłabiła... - Zrobiła małą przerwę chcąc zobaczyć najpierw jak Demon Pustki zareaguje na tą wieść. - Musisz mi na to jedynie pozwolić i oczywiście możesz mi całkowicie zaufać w tej kwestii - Nie siliła się by wyglądać na wiarygodną, wręcz przeciwnie. Zachowywała się jakby celowo miało to wyglądać na szemrany interes. Star... Star nie była zbyt zadowolona z rozwoju sytuacji. Czuła że straciła pałeczkę prowadzenia która teraz znajdowała się w kopytach tej niewdzięcznej Sinister... Ale nie mogła tak po prostu odpuścić. - Z mojego ciała zapewne nie ma już nawet prochu więc ta metoda odpada - Nie powiedziała jednak nic więcej bo coś jednak na tym świecie musiało ją trzymać a więc było to o wiele trwalsze niż kości. Zastanawiała się za to jaki dobry powód mogłaby dać by zostać ożywioną, problem w tym że nie chciała aby to było coś co by związało ją z kimkolwiek. Ceniła niezależność... A po za tym, niby miała propozycje od czarnej róży. Wystarczy poczekać aż ta gwardzistka skończy z Sinister.
  4. Shey

    White Mimo że znała się z Crimson dosyć krótko zdążyła ją polubić. Co prawda, z początku nie sądziła że będzie to możliwe ale z biegiem czasu coś się zmieniło... A teraz patrzyła jak gwardziści nie szczędząc przemocy wyciągają ją z budynku. Wzięła na siebie całą wagę tych okoliczności ratując zarówno Pumpkin jak i White. Już wcześniej biała klacz przeczuwała że Crimson jest dosyć solidną osobą, taką która nie odwróci się pod wpływem presji sytuacji od rodziny czy kucyka którego po prostu polubiła. W tym momencie tylko to udowodniła... Popatrzyła na tłum który tylko stał... I nikt nie miał odwagi by coś zrobić ale nie zamierzała ich oceniać. Przecież sama nie miała wystarczająco woli by wystąpić przeciwko stróżom prawa mimo że wiedziała coś jeszcze. Znęcali się nad niewinną osobą, nie tym kucykiem co trzeba. Poczuła jak do oczu znowu napływają jej łzy bo znowu czuła się bezsilna... Jednak to nie było niczym nowym, tak było od tego przeklętego szturmu na Canterlot którego pamięta aż za dobrze. Próbowała się pozbierać ale udało jej się tylko na tyle by w codziennym życiu móc udawać że wszystko jest w porządku. Im dłużej stała przy oknie tym było gorzej bo teraz ktoś rzucił Crimson o podłoże a potem, zanim mogła mieć szansę na podniesienie się ciągnęli ją po ziemi. Zupełnie jakby traktowanie jak żywą istotę już się jej nie należało. A potem... Mimo takiego rozproszenia White coś zauważyła, coś co nie zgadzało się w tym całym obrazku. Klacz która jako jedyna wydawała się szczęśliwa, jedyna która pomachała kopytem.. Nie trzeba było dużo rozumu by od razu domyślić się kto to mógł być. - Wiem... - Powiedziała ze smutkiem. - Ale to jeszcze nie koniec. Oddaj klucz w recepcji. - Rzuciła przedmiot Pumpkin. - Ja być może zamierzam zrobić coś głupiego... - ,,I może w końcu się ogarnąć'', dodała w myślach i teleportowała się na koniec tłumu, tak by spotkać tego odchodzącego kucyka i nawet nie zamierzała przez moment spuszczać jej z oczu. Wiedziała o ich zdolnościach i nie chciała dać się nabrać jak źrebak. Zastanawiała się tylko kiedy ich spojrzenia się spotkają... Batty - Chyba wiem - Odpowiedziała udając niepewność. - W końcu jakoś dożyłam tych... - Zawsze ją to denerwowało bo chciała się pochwalić że wcale tak mało nie przeżyła ale... No właśnie nie wiedziała do końca ile. - Nie ważne. - Spojrzała jeszcze na niego dość niechętnie i przy okazji zastanawiała się co mu jest. ,,Przecież uratowałam go już dwa razy więc nawet jeśli teraz go zawiodę to jestem jeszcze raz na plusie'', pomyślała i nieco się uśmiechnęła. To nie miało żadnego znaczenia bo nie chciała ryzykować życia Pearl i Lance'a, oni byli więcej warci niż ten jeden dupek. Gdy się rozbudziła przypomniała sobie że nie zapytała czy na poprzednich wartach coś się działo ale jeśli Spear nic nie powiedział to zakładała że było spokojnie. Cieszyła się na tą myśl bo to oznaczało że w jej przypadku powinno być podobnie... Jednak prawo Murphiego było bezlitosne i dało o tym znać w postaci czterometrowej gąsienicy. ,,Co u licha?'', Pomyślała przystając w miejscu parę metrów od stworzenia. Broń co prawda miała przygotowaną... Ale to nie zawsze był najlepszy pomysł. Spotkała się z podobnymi zwierzętami i wiedziała że najprawdopodobniej i to jest czułe na drgania i dźwięk. Wzrok pod ziemią nie wydaje się potrzebny. ,,Ty ale nie chrap'', spojrzała się w stronę Speara i magią przekręciła mu głowę na bok by język nie utrudniał przepływu powietrza i przymknęła mu pyszczek by oddychał przez nos. Na ogół to pomagało a tą wiedzę wyniosła gdy nocowała na podłodze razem z innymi delikwentami w schronisku. Od tamtego momentu życie stało się dla niej o wiele prostsze. Gdy pozbyła się przynęty wypadało się zająć tym stworzeniem a więc wybrała większy kamień i uderzyła nim parę razy o ziemie symulując kroki zwierzęcia. Miała nadzieje że zachowa się w najbardziej przewidywalny sposób a tymczasem przyłożyła ucho do podłoża. Też miała dobry słuch i próbowała ocenić czy jest coś jeszcze pod obozem. Co prawda wątpiła w to ale wypadało się upewnić.
  5. Shey

    White Trochę się zdziwiła widząc na twarzy Crimson ten nikły uśmiech... Wydawał się nieco nie na miejscu w tej sytuacji bo nie wyglądało na to że miała plan. - Ale... - Próbowała jeszcze coś odpowiedzieć ale ktoś skutecznie jej to przerwał niespodziewanym buziakiem a chwilę potem poprawił uderzaniem w żołądek. White zgięła się w pół i upadła na podłogę, podobnie jak Pumpkin w pierwszej chwili wyglądała zszokowana takim obrotem sprawy ale to szybko ustąpiło grymasowi spowodowanym przez ból. Oddychała ciężej przez chwilę trzymając się za trafione miejsce... Jako jednorożec nie była zbyt wytrzymała na ból, zwłaszcza jeśli ktoś wiedział jak go zadać. Tylko szczerze mówiąc mogła się spodziewać tego co tu się wydarzyło ale tak to już jest jeśli coś nam przysłania trzeźwy osąd sytuacji. Tym czymś dla White było poczucie winy i żal bo mogła temu zapobiec jeszcze wczoraj... Gdy Crimson rzucała jej ostatnie spojrzenie mogła odnieść wrażenie że nawet nie jest zła a jeśli już to na siebie że przed tym ciosem się nie uchyliła. - Ta... - Odezwała się ale mimo krótkiej, twierdzącej odpowiedzi jeszcze chwilę poleżała na deskach i sama wyglądała jakby zamierzała wylać parę łez ale raczej nie ze smutku. Podmieńce chciały ją ukarać w inny sposób więc to zrobiły w najbardziej tchórzliwy i niemoralny sposób jaki mogły... Ale chyba nie chciała się mścić a raczej mieć po prostu od nich spokój. Pytanie tylko czy to był koniec. - Nie płacz, może coś na to poradzimy... - Tylko nie miała pojęcia jak, Crimson ucieczką sama potwierdziła swoją winę ale z drugiej strony, czy i tak zostałaby wysłuchana przez gwardię? W coś takiego ciężko było uwierzyć. White chwyciła kopyto Pumpkin i wstała wyglądając przez okno. Miała nadzieje zobaczyć po prostu nie złapanego uciekiniera. Batty. - To już...? - Spytała ledwo słyszalnym głosem ale mimowolne przewrócenie na drugi bok poszło jej całkiem sprawnie. Zupełnie jakby miała osobny pasek energii do tej czynności... Bez wątpienia pobudka bardzo musiała ją zaskoczyć jakby noc okazała się nieco za krótka jednak nie zamknęła ponownie oczu i powoli wstała. - Skoro mnie obudziłeś to bez sensu żeby ona jeszcze wstawała- Wydawała się mocno nieobecna, może dlatego że dla kucoperzy ranek to nie była dobra pora do aktywności. Mimo to nie była zła jakby kontaktowała że dzień wcześniej sama wyraziła taką wolę. - Zaraz się ogarnę, idź spać - Faktycznie, z każdą chwilą miała bardziej otwarte oczy i mniej śpiący głos.
  6. Shey

    White White swoim smutnym spojrzeniem starała się nie do końca patrzyć w oczy Crimson. ,,A może powinnam ich zabić?' , Pomyślała o tej trójce podmieńców. ,,Może wtedy daliby mi spokój... A teraz wychodzi na to że Crimson zostanie wyrzutkiem i to tylko dlatego że wcześniej ocaliłam kapłana Crystal.'' Nie chciała w to wierzyć ale ciężko zaprzeczyć istnieniu faktom które sama widziała. - Nawet jeśli ktoś Cię widział jak kogoś zabijałaś... To nie byłaś ty - Powiedziała szeptem chcąc dać jej do zrozumienia że dla niej jest niewinna a cały ten burdel to fiesta urządzona przez sługusów Chrysalis. Oczy White co chwilę zmieniały położenie, najpierw patrzyły się w dół a potem w lewy górny róg jej pola widzenia jakby chciała znaleźć jakiejś wyjście z tej sytuacji. - To nie może tak być - Nadal mówiła cicho ale głos był przepełniony protestem i... Jakby gniewem ale trzymanym na wodzy. Coś jak wzbierająca fala która jeszcze nie wiedziała gdzie ma swój kulminacyjny moment. - Bo to przeze mnie jesteś w tym bagnie... - Wyglądało na to że White nie chce odpuścić i tak po prostu uciec jednocześnie skazując na dożywotnią niedolę swoją przyjaciółkę. - Ja... Ja to postaram się odkręcić... Przecież ktoś musiał Cię widzieć na mieście - Przyśpieszyła tempo mówienia. - Wyjaśnimy sprawę bo znajdziemy jakieś alibi. znowu będzie wszystko w porządku. Batty - Zazdrościsz? - Spytała krótko Speara mimo tego że Lance najwyraźniej chciał zakończyć ten temat zanim zacznie się na dobre. Nie była jednak jego podwładną więc w zasadzie mogła to łatwo zignorować. Z drugiej strony i tak nie chciało jej się rozmawiać z tym zrzędliwym osobnikiem więc tylko zmarszczyła brwi... I jej spojrzenie zdawało się wyrażać jedynie jedno krótkie zdanie: A co ciebie to obchodzi?. Uratowała mu życie więc przynajmniej mógłby być mniej złośliwy... Zwłaszcza w momencie w którym każdy był zmęczony. Położyła Pearl przy ognisku wcześniej upewniając się że na ziemi nie ma większych, tych mniej wygodnych kamieni a obok niej swoje miejsce znalazł jeden z owoców którego nawet nie zdążyła zjeść. - Miałeś szansę na randkę w pewnej dziurze ale nie moja wina że Ci się nie spodobała. - Spear na pewno wiedział o którą chodzi a Lance mógł pomyśleć że chodziło o bazę buntowników. Przynajmniej tak uznała Batty. - Wezmę trzecią - Znała się nieco na wartowaniu i wiedziała że ta na ogół uznawana jest na najgorszą. Podobno w tym czasie sen stawał się najgłębszy. Sama ulokowała się z tej samej strony ogniska co Pearl ale w pewnej odległości od niej. Po chwili położyła się na boku opierając głowę o plecak a pod nim był jej pistolet, zawsze wolała mieć go przy sobie z różnych względów.
  7. Shey

    White Można powiedzieć że odetchnęła z ulgą gdy Crimson nie była na nią zła... Przynajmniej w tym momencie. - Cześć rozrabiako... - Odpowiedziała na jej powitanie zastanawiając się nad swoją dalszą kwestią. Nie wiedziała od czego zacząć ale wiedziała że musi się streszczać, czas w tym momencie był ważny. - Nie sądzisz że taka nagła zmiana charakteru mogła wydać się podejrzana wczoraj w nocy? - Zapytała próbując ją nieco naprowadzić. - Cieszę się że się dobrze bawiłaś ale nie wiem co wczoraj robiłaś - Otworzyła ze zdenerwowania szerzej oczy gdy uzmysłowiła sobie że podmieniec który ukradł jej wygląd mógł zaciągnąć Crimson do łóżka. - I mam nadzieje że wy nie... Nie ważne - Nie dokończyła ale musiała przejść do rzeczy. - Na miasto wyciągnął cię podmieniec a teraz jesteś poszukiwana przez gwardię i twój wizerunek wisi na połowie ulic... Jak to ujęli, ,,nie unikniesz najgorszej kary za podniesienie kopyta na strażników dzisiejszego porządku''. Wiem że to pewnie nie ty ale mam wrażenie że gwardia nie będzie słuchać wyjaśnień - Nakreśliła jej sytuację w jakiej się znaleźli. - Nikt nie ma opuszczać miasta ale my musimy się stąd jakoś wydostać. Masz jak się przemalować lub zmienić wygląd? - Zapytała i rozejrzała się za jej torbą. Zastanawiała się czy posiada tam farbę czy cokolwiek do charakteryzacji. - I musimy się umyć bo podmieńce znajdą nas wszędzie. Batty - Może jeszcze masz tą szansę... - Odpowiedziała już śpiącej towarzyszki. Wyglądało na to że Batty sama nie wiedziała czy mieć nadzieję czy ją porzucić... Pokręciła głową i uzmysłowiła sobie że naprawdę z chęcią by teraz zapaliła ale nie miała co. Nigdy nie przywiązywała do tego wagi w przeciwieństwie do Kati która na pewno posiadałaby co najmniej dwie paczki. - To dobrze że nie masz mi tego za złe - Dodała wiedząc że i tak Pearl jej nie słyszy. - Gdy z nikim się nie zostaje na dłużej łatwo się rozstaje z każdym - Skrzywiła się wracając myślami do smoczycy którą też zostawiła za sobą. Wiedziała że ta chciała udać się z nią, Batty nie miała nic przeciwko temu jednak to raczej nie miało szans się udać. Nie w tej nowej Equestrii. Wstała i delikatnie podniosła Pearl lewitacją tak by jej nie obudzić. - Minął zaledwie dzień a ja już zaczynam tęsknic za tym łuskowcem? - Spytała samą siebie po chwili ściszonym głosem... A potem skierowała się do obozu już więcej do siebie nie mówiąc. Miała ten zwyczaj, prawdopodobnie po to by nie zapomnieć jak to się robi podczas długich, samotnych wędrówek. Czasami jednak objawiał się w nie do końca prawidłowych momentach ale... Wzruszyła ramionami wiedząc że i tak tego nikt nie słyszał.
  8. Shey

    White - Ja, Pearl. To ja - Powiedziała kręcąc głową jakby chciała żeby okazało się to tylko złym snem. - To wszystko moja wina - Położyła po sobie uszy gdy prawda zaczynała powoli ją przygniatać. Nie powtrzymało ją jednak to od wejścia do pokoju, wiedziała że będzie musiało jakoś przetrawić to co się stało a im wcześniej tym lepiej... Uciekanie od podobnych sytuacji jeszcze nigdy w życiu jej nie pomogło. Po drodze rzucała krótkie spojrzenia na porozwalane rzeczy zastanawiając się czy Crimson mogła walczyć ze swoimi napastnikami i niestety przegrać... Gdy wreszcie skierowała wzrok na śpiącą przyjaciółkę White jakby zapomniała o Pumpkin. Westchnęła widząc to w jak bardzo beztroskim stanie się znajduje... Gdy tak naprawdę groziło im wszystkim niebezpieczeństwo zarówno ze strony gwardii i podmieńców. Co do tych pierwszych raczej wątpiła że uwierzą w prawdę bo wydawała się tylko ckliwą, nieszczęśliwą historyjką wymyśloną na poczekaniu by tylko uniknąć sprawiedliwości. Z kolei drudzy byli po prostu robalami, z tym się raczej nie dyskutuje a rozgniata kopytem. - Ja się wmieszałam w ich sprawy a pokonując trójkę z nich najwyraźniej tylko bardziej ich wkurzyłam - Wróciła do tematu i zaczęła wyjaśniać. - I najwyraźniej chcą żebym zapłaciła za to krzywdząc innych... Albo dorwać mnie - Skrzywiła się. Naprawdę wykorzystywali szemrane metody... Jednak czy takowe istniały gdy ktoś po prostu chce osiągnąć swój cel? - Na szczęście jest cała - Powiedziała oceniając stan Crimson. - Trzeba ją obudzić i jakoś ją stąd zabrać - Podeszła do łóżka ale nadal trzymała pewien dystans jakby nie chciała poczuć ciężaru kopyta wyrwanego ze snu kucyka. Zdała się jednak na odwagę i szturchnęła ją w bok będą gotowa odskoczyć... Batty - Nie za wygodnie Ci? - Spytała gdy lekko się obejrzała za siebie i dostrzegła że ktoś opiera swój kark o jej bok. Chwilę potem, gdy nie otrzymała odpowiedzi również zamilkła i poświęciła swoja uwagę gwiazdom.... A raczej jednej, konkretnej. Tej od której Batty wyznaczała kurs swoich wędrówek. To dzięki niej nigdy nie zgubiła drogi do domu, mimo że od trzynastu lat nigdy tam nie dotarła. Winiła to tym że był zbyt na uboczu i zbyt nie po drodze... Wiedziała jednak że zawsze może tam wrócić i to liczyło się najbardziej. - Nie jest to dla mnie komplement - Skitowała krótko jednak chwilę potem wysiliła się na dłuższą wypowiedz. Pearl akurat na to zasługiwała. - I nie wiem czy dałabym radę się podporządkować zasadom które ustalił ktoś inny niż natura - Skrzywiła się. Nie do końca wiedziała dlaczego jest w tym stylu ale zwalała to na swoje usposobienie albo coś co miało miejsce zanim straciła pamięć. - A wy idziecie tam gdzie wyśle was przełożony - Zamilkła na chwilę zbierając myśli ale w końcu kontynuowała. - Ktoś musi ratować życie, White... Zawsze starała robić to samo więc chyba byś się z nią dogadała - Wysiliła się na krótki, nikły uśmiech. Był dość wymuszony. - Nie wiem, na razie staram się o tym nie myśleć. Czeka nas jeszcze trochę drogi i lepiej być czujnym.
  9. Shey

    White Również była zdezorientowana podobnie jak ogier z recepcji z tą różnicą że nie chciała dać po sobie tego poznać... Mimo że nie do końca jej to wychodziło. - Musiał mi chyba gdzieś wypaść... - Powiedziała zupełnie jakby zastanawiała się jak to się mogło stać. - Przepraszam za ten wypadek, dopilnuje by sie nie powtórzył - Wzięła klucz i odwróciła się do recepcjonisty bokiem. - Dziękuje panu. - Odebrała klucz i dopiero teraz rzuciła spojrzenie na Pumpkin mówiące że sama za bardzo nie ma pojęcia co tu się dzieje. - Nic tu nie ma sensu. - Powiedziała będąc już na piętrze. - Chyba że... - Nagle przystanęła jakby coś do niej dotarło. - Cholera jasna, wrobili ją. - Zdała sobie sprawę że jej przyjaciółka może nie wiedzieć o kogo chodzi więc szybko uzupełniła. - Podmieńce - Rzuciła cicho. - Zabrali ją w nocy, potem rozbili oddział co by się zgadzało bo Crimson nie zabija. - Dla White przynajmniej na razie było to prawdą, nigdy nie widziała by pozbawiła kogoś życia. - A dziś rano podszyli się pode mnie. - Z każdego wyjaśnienia niestety to chyba najbardziej wiarygodne. - Słuchaj, jeśli tak było to ktoś może jej pilnować. Zaczekaj tu i jakby co... Ratuj się. - Pumpkin mogła zauważyć że White nie miała swojej broni jakby jej zapomniała. Mimo to ruszyła dalej w kierunku drzwi wraz z kluczem z zamiarem ich otwarcia. Nie wiedziała co spotka po drugiej stronie ale zdawała się nie bać. Batty Trochę się skrzywiła gdy Pearl znowu ja zaskoczyła. ,,Nawet nie krzyknęła'' - Pomyślała i aż pokręciła głową z niezadowolenia. Dalej zastanawiała się jakby tu ją przestraszyć gdy nagle coś ją przygniotło... Dosyć spore coś sądząc po masie bo z płuc Batty zostało momentalnie wydarte powietrze owocując dość głośnym ,,ugh''. Przez moment wydawało się że się udusi co Pearl powinno naprawdę dać do myślenia ale jej poduszka na szczęście w porę otrząsnęła się z szoku i odpowiedziała. - Chcesz mnie zabić? - Spytała jakby całkiem poważnie ale bez gniewu... Jedyne co zdradzało Batty to jej delikatny uśmiech po którym poprzednie przedstawienie mogło się wydawać jedynie grą aktorską. - Kurde chyba zapisze się do tej gwardii jak tak dobrze karmią... - Parsknęła śmiechem jakby wyobraziła sobie reakcję Speara na tą wiadomość. Sinister Znowu nie oglądała się za siebie i jedyne co robiła to zdawała się czekać na wyrok... Tak naprawdę jednak się zastanawiała czując całą tą niszczycielską potęgę czy znowu ten demon z nią pogrywa czy teraz już naprawdę przegięła. ,,Poniekąd śmierć nie wydaje się taka zła'' - Przyznała przed samą sobą niezbyt wiele myśląc o otoczeniu. Na swój sposób to pomagało... Mimo że zachowywała się jak źrebak który zamykał oczy gdy miało się stać coś złego. Jak zwykle jednak najgorsze nie nadeszło a Sinister zdawała się powoli oswajać do tego dziwnego zwyczaju... I w pewnym momencie nawet wydała dźwięk jakby próbowała powstrzymać parsknięcie śmiechem. - Nie zrozum mnie żle ale nie jestem kurtyzaną by kogoś zabawiać - Sinister najwyraźniej lubiła stąpać na krawędzi. ,,I wolałabym żeby nikt nie bawił się moimi oczami'' - Dodała już w myślach nie mając na tyle odwagi by powiedzieć to na głos. - Jestem jedynie ćpunką i pracoholiczką. Moje życie to dragi, praca i okazjonalne integracje z kucykami. - Mówiła luźno, dość szczerym tonem. Nietypowe podejście jak na nią. - Jak Ci mogę zapewnić coś co ciebie zainteresuje? - Puściła Stalker i odwróciła się dopiero teraz do niej twarzą. Zobaczyła już nowy wygląd gwardzistki co nieco zdawało się ją zdziwić ale nie kwestionowała tego a po prostu przyjęła do wiadomości. - Słuchaj, musimy dzisiaj? - Zapytał nagle. - Coś wymyślę... - Najwyraźniej nie chciała odmówić ale nie miała pojęcia co zaproponować. - Chyba że... Dawno tego nie robiłam ale mogłabym spróbować - Sprawiała wrażenie jakby trochę się uśmiechnęła. Star tymczasem wydawała się zaniepokojona bardziej niż Sinister podczas kolejnego pokazu siły nowo poznanej klaczy. Najwyraźniej bardziej martwiła się o swoje życie... I wyraźnie była niezadowolona z tego jak zachowywała się jej podopieczna. Zawsze była zbyt krnąbrna i nierozważna, nie myślała o ryzyku i tego co mogłaby osiągnąć gdyby zdecydowała się być bardziej... Po prostu posiadać odpowiednią twarz do danej sytuacji. Gdy przedstawienie się skończyło pokręciła głową i milczała czekając na swoją kolej. - Tak - Odpowiedziała bez wahania na zadane jej pytanie. - Szczególnie jakbym dostała swoje...
  10. Shey

    White Jak tylko znalazła się w środku budynku uznała że Pumpkin mogła mieć rację co do tego by tutaj poszukać Crimson. Zwykły, typowy motel zdawało się być miejscem gdzie mogła się zatrzymać po nieprzespanej nocy... I nie było tu tyle kucyków co mogło by na ną donieść. Zanim nadeszła ich kolej w kolejce do recepcji czekała dosyć niecierpliwie, raz nawet spojrzała za siebie chcąc sprawdzić czy patrol nie kieruje się w tą stronę ale zaraz skupiła się i starała się zachowywać naturalnie. Szło jej to bez najmniejszego problemu, przynajmniej do momentu aż starszy jednorożec nie zachowywał się w sposób jakby ją znał. - Tak... - Odpowiedziała po krótkiej chwili zdezorientowania. - To znaczy czy mógłby mi pan przypomnieć numer pokoju w którym śpi? - Spytała grzecznie zastanawiając się o co chodzi w tej sytuacji. Na pewno tutaj wcześniej nie była a więc ktoś musiał się za nią przebrać? Czy to była Crimson która wynajęła sobie pokój pod przykrywką? Tylko nie miała jak się rozdwoić... Nie myślała jednak nad tym jak to możliwe, za chwilę wszystko się okaże. - Potrzebuje czegoś od niej. Batty - Jak stoję z siłą? - Zapytała nieco zdziwiona tym pytaniem trochę wcinając się w jej słowa. Wcześniejszą groźbę o braku kolacji najwyraźniej puściła mimo uszu najwyraźniej uznając taki akt za zbyt złowrogi i okrutny że nawet nie była w stanie jego powtórzyć. Mimo to uśmiechnęła się delikatnie wiedząc że miecze bywają obusieczne. - A czy szlachetny jednorożec nie powinien umieć wyczarować sobie skrzydeł? - Jej zaskoczenie nie odpuszczało i teraz nawet zmarszczyła brwi... - Skoro tak to mogę jakiś substytut zapewnić. - Nie czekała na odpowiedz Pearl i podniosła ją powoli lewitacją wydając przy tym dźwięk jakby był to dla niej ogromny ciężar. - Tak w zasadzie tobie brak kolacji by się przydał. - Dodała wredną uwagę z udawanym wysiłkiem. Przenosiła ją swoją magią nad piaskami, centymetry nad niewielkimi wydmami by potem podnieść jej lot najwyraźniej z zamiarem wykonania beczki... Ale wtedy Batty ziewnęła i chyba straciła koncentracje i Pear przez sekundę mogła poczuć jak swobodnie upada. Wszystko jednak wyglądało na zaplanowane i zanim uderzyła w ziemie została chwycona ponownie. - Ups, niech mi pani wybaczy! - Powiedziała nieco z paniką w głosie ale jednak wyszczerzyła zęby w uśmiechu Sinister Dla Sinister ta rozmowa zdawała się ciągnąć zdecydowanie już za długo ale raczej nie mogła nic na to poradzić. Wiedziała jednak że musi bardziej uważać by znowu nie powiedzieć paru słów za dużo jak na przykład co było w tej przeklętej świątyni. Z drugiej strony tak naprawdę nie zrobiła tam nic złego, nikogo nie skrzywdziła i obaj o tym wiedzieli. Tylko reszta społeczeństwa dostało bajkę o tym że jaka to jest niebezpieczna... - Może tak a może nie. Jakbym miała odpowiedzieć jednym słowem podziałabym ,,zależy''- Odpowiedziała na jej pierwsze pytanie. Zdawało się że dla Sinister to bez różnicy czy rozmawia z klaczą czy z ogierem. Jedyną oznaką zdziwienia było podniesienie uszu jakby chciała lepiej usłyszeć w jakiej formie mówi o sobie gwardzista. - I co w związku z tym? - Odpowiedziała po chwili przerwy nieco prowokującym tonem. - Nie pierwszy raz ktoś udaje tego kim nie jest i oszukuje, tak w życiu po prostu jest i jedyne co wypada to się przyzwyczaić - Zastanawiała się co robi teraz Star, od dłuższego momentu się nie odzywała... Miała tylko nadzieje że nie patrzy na tą klacz bo wraz ze wcześniejszym ostrzeżeniem nie skończy się to miło. Chyba że demon pustki zmienił zdanie, nie powiedziała jednak tego jasno więc Sinister wolała nie ryzykować. - Obie wiemy że nie zrobiłam nic złego więc nie, nie będę uciekać. - Postawiła twardo na swoim ale ciężko było określić po co. Przecież jeśli chciała żyć mogła po prostu wybrać ucieczkę... - Jeśli w takim razie masz mnie zabić zrób to teraz - Dodała bez emocji jakby naprawdę było jej wszystko jedno. Prawda była taka że nie chciała tutaj zginąć bo miała niedokończone sprawy... Ale czasami ma się po prostu dość. - A jeśli nie i niczego ode mnie nie chcesz to z chęcią odejdę - Zaakcentowała ostatnie słowo. Tymczasem Star, jako że była odwrócona w kierunku gwardzisty widziała jak klacz zdejmuje z głowy hełm i odsłania swoje prawdziwe obliczę. Eteryczna postać wydawała się mocno zaskoczona, może trochę oszołomiona tym widokiem ale też jakby... zawiedziona. Najwyraźniej bardziej liczyła na ogiera. Nie wtrącała się jednak w rozmowę tylko lekko się uśmiechnęła gdy jej niegdyś podwładna nieco zmieniła podejście co do gwardzistki. Wiedziała dlaczego tak się stało... Bo działo się to za każdym razem gdy ktoś oskarżał ją o coś czego nie zrobiła czy dawał jej oznakę że wcześniej kłamał. - Takie ciało nie może być naturalne prawda? - Spytała z wyraźnym zainteresowaniem którego źródło było dosyć oczywiste.
  11. Shey

    White Zauważyła współczujące spojrzenie ogiera ale nie zareagowała na nie, w zasadzie to stanowiło kiedyś jej codzienne obowiązki i w zasadzie miała bezpieczne miejsce do spania więc jak na razie się tym nie przejmowała. Bardziej martwiło ją poruszenie panujące w tym miejsce... Wiedziała co to oznacza, czas działał na ich niekorzyść i cholera wie gdzie mogła się ukrywać Crimson. Bez wątpienia miała dość charakterystyczny wygląd... Ale może go w jakiś sposób zmieniła? Rzuciła okiem na inne kucyki zamknięte w dybach i sznur przygotowywany przez gwardzistów specjalnie dla nich. Wykrzywiła twarz w grymasie wiedząc co ich czeka. Nie poświęciła im jednak dużo czasu wiedząc że ma coś innego do roboty i zaczęła się rozglądać za ich zgubą tak mocno że nawet nie odpowiedziała ogierowi których ich prowadził. - Motel może nie być złym pomysłem... - Odrzekła ale coś podpowiadało jej by zajrzeć najpierw do baru. Crimson lubiła takie miejsca ale z drugiej strony rozum argumentował że tam byłaby za bardzo widoczna przez swój wygląd... - Potem zajrzymy na szybko do lokalu z napojami wyskokowymi - Ruszyła w stronę pensjonatu dość szybko ale nie na tyle by zgubić Pumpkin. Przed samym wejściem planowała zwolnić by nie wzbudzać podejrzeć że jest w pośpiechu. Batty Z dziwnym zadowoleniem patrzyła jak wykonany przez nią podstęp się powiódł i Pearl ląduje głową w piasku. ,,Mam nadzieje że zdążyła chociaż zamknąć oczy'', pomyślała oczekując na jej reakcje... Podniesiony głos rodowitego jednorożca jednak oznajmił że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Oczywiście nie licząc grzywy która teraz była ubrudzona. Batty z początku wydawała się zdziwiona podchwyceniem zabawy przez jej przyjaciółkę ale szybko wróciła do swojej roli. Lekko schyliła głowę i położyła po sobie uszy wysłuchując wywodów nieprawdziwie oburzonej klaczy. - Au, tylko nie to - Zapiszczała gdy piach zaczął na nie spadać. - Jakie... Potężne zaklęcie - Brzmiała jakby naprawdę nie mogła uwierzyć że taka moc istnieje. ,,Ciekawe czy powinniśmy ustalić bezpieczne słowo zanim to się wymknie spod kontroli...'', pomyślała i nie mogła powstrzymać rozbawienia, nie powiedziała jednak tego na głos. - To pani decyduje czy kara jest wystarczająca - Odrzekła z pełnym poważaniem gdy powstrzymała swój uśmiech. Sinister ,,A co mnie to interesuje?'', pomyślała gdy ogier powiedział że czeka na kogoś. ,,Chyba nie chce żebym zajęła miejsce tej zagubionej osoby...''. Zastanawiała się czy przypadkiem nie zwraca na siebie zbytniej uwagi i czy to sprawi że to spotkanie połączy ich drogi na nieco dłużej. - Czy ciemność musi coś robić by wystraszyć źrebaka? - Rzekła na stwierdzenie że nie została wyrządzona jej krzywda - Nie, wystarczy samo to że jest... I z Tobą chyba jest podobnie - Wzruszyła ramionami i na razie nie rozwinęła tematu. - Jak to jest nie być nie tak? - Spytała jakby z nostalgią. - To było tak dawno temu że niemal o tym zapomniałam... Bo ze mną też jest raczej coś nie tak - Zastanawiała się czy jest choć trochę możliwym że są do siebie chociaż odrobinę podobni. Sinister zdziwiona takim wnioskiem otworzyła nieco szerzej oczy ale bez przeszkód kontynuowała starając się skupić tylko na jednej rzeczy. Pomagało to zapomnieć o tym że odczuwa strach. - Widzisz, wystarczyło że berło Crystal wypaplało wszystkim w świątyni że władam czarną magią żeby społeczeństwo mnie wykluczyło a gwardia... Nie ważne - Trochę się zapomniała że nie powinna tego mówić i miała nadzieje że ogier nie wiedział co tam się stało. - Przestałam być taka jak inni i nie znalazłam drogi powrotnej więc szukanie jej chyba na nic się nie zdaje - Wyrzuciła nadal mając w głosie żal. - Ciemność z biegiem czasu się nie zmienia a dorośli jednak przestają się jej bać - Wróciła do poprzedniego zagadnienia.. - Bo to oni się zmieniają, zaczynają rozumieć że tam nie ma nic strasznego... Jednak trudno oczekiwać od innych żeby się zmienili by móc Ciebie zrozumieć... Żeby po prostu dojrzali bo dla większości jest to za trudne.
  12. Shey

    White Naprawdę nie chciała żeby istniała potrzeba ratowania Crimson z kopyt gwardzistów. Po części to mogła być jej wina, przyczyniła się do tego że czara goryczy się przelała i nienawidziła tej myśli... Ale na razie musiała działać a nie użalać się nad sobą a więc gdy nie zdążyła odpowiedzieć Pumpkin słowami odwzajemniła jej gest i ruszyła na zewnątrz. Trochę się skrzywiła na widok zapakowanego po brzegi wozu gdy przypomniała sobie jak wyglądało śniadanie ale na roztrząsanie tego nie było miejsca bo i tak nic nie zmieni w tej sprawie. - Cesarzowa wydaje się lepsza niż królowa, to prawda - Potwierdziła słowa ogiera ale bez entuzjazmu. - Ale ciężko powiedzieć że którakolwiek z opcji którą dostrzegamy jest dobra - ,,Naprawdę nie ma żadnej lepszej możliwości?'', pomyślała ale nie zadała tego pytania na głos. - W Canterlot uratowałam jednego z kapłanów w świątyni, tym czynem zdaje się że nadepnęłam im na odcisk. Dowiedzieli się gdzie mieszkam, - Znikąd zaczęła opowieść jakby chciała się nią pochwalić. - Śledzili mnie w drodze do Ponyville i tam zaatakowała mnie trójka z nich... By w zasadzie przegrać i wygadać się że planują atak na Crystal aby zabrać jej moc... - Pokręciła głową wiedząc że obecna gwardia nie spodziewa się niczego innego i będą na to przygotowani. - Wracając do tego kto nami rządzi - Zdała sobie sprawę że nieco zboczyła z tematu, między nimi było już więcej kucyków więc ściszyła głos. - Wybieranie lepszej z gorszej opcji do niczego dobrego nie prowadzi - Zrobiła małą pauzę. - Sprawia że można przeżyć kolejny dzień ale odliczanie do upadku już się zaczęło. - ,,Pytanie czy ktoś je powstrzyma'', pomyślała i znowu nie powiedziała tego na głos. Z jej umysłu wyrwał ją lekki kuksaniec a chwilę potem spojrzała na miejsce w które wskazywało kopyto Pumpkin.... Nie chciała tego zobaczyć a gdy to zrobiła nie mogła temu zaprzeczyć. Crimson naprawdę mocno przeskrobała i niewątpliwie nie jest w dobrej sytuacji. - Nadal możemy złapać ją przed nimi - Szepnęła konspiracyjnie do przyjaciółki. White w tym momencie nie była pewna czy chce pokazywać się gwardii... Jeśli zobaczy ją ten sam kapitan co wtedy wieczorem może być dziwnie ale szła twardo za ogierem. Batty - Doprawdy - Potwierdziła słowa Pearl i odwróciła głowę bokiem do niej patrząc gdzieś w dal. - Zakładać możesz wiele... Może piasek jest wygodny a może nie... Może lubię jak ktoś jest na górze a może nie... - Wydawało się że Batty lubi trzymać innych w niepewności. - Może masz u mnie specjalne względy a może nie, chociaż osobiście nie wiem skąd Ci to mogło przyjść do głowy... - Trochę się skrzywiła chcąc tym zagraniem potwierdzić swoje zdziwienie słowami Pearl. - Ale w tej sytuacji jednak jest jedna czy dwie rzeczy które są pewne - Zrobiła jeszcze przerwę by przedłużyć tą chwilę, przy okazji wpatrywała się w nocny krajobraz. - Taki paskudny mieszaniec jak ja nie widzi przeszkód by się trochę ubrudzić - Wyciągnęła kopyto w jej kierunku by je chwycić. - I to że zamiast zakładać wolę ściągać - Puściła jej oko i spróbowała pociągnąć ją w dół by straciła równowagę i wylądowała na piachu. Sinister Zaczynało ją to trochę męczyć, miała wrażenie że cały czas musiała się pilnować co mówi i lawirować pomiędzy tym co ma na myśli a tym co pozwoli się z tego jej jakoś wyplątać. Prawdą było że od początku nie chciała za bardzo kłamać, ta aura strachu którą ten ogier wokół siebie rozpościerał zmuszała poniekąd do szacunku. Nigdy czegoś takiego jeszcze nie spotkała i to niepokoiło ją jeszcze bardziej... Jednak z drugiej strony wiedziała że czymś go zaintrygowała gdyby tak nie było ta rozmowa wyglądała by zupełnie inaczej. Star w tym czasie się nie odzywała, stała w miejscu i jakby nad czymś myślała... Ostatnie jednak co można było o niej powiedzieć to to że wyglądała na zadowoloną czy szczęśliwa. - Pewnie że się boję - Odpowiedziała na jego drugie pytanie dosyć cicho i przewracając oczami jakby została zapytana o coś oczywistego. Mówiła jednak bez wyraźnego wahania nadal będąc odwrócona do niego tyłem i tuląc swojego chowańca. - Bo dlaczego bym nie miała? - Odwróciła zagadnienie. - Jesteś silniejszy, nie znam twoich zamiarów i niezależnie od tego jak bardzo mi się to może nie podobać jestem na twojej łasce - Czuła że różnica mocy między nimi jest spora. Co prawda lubiła zaskakiwać gdy ktoś z góry oceni ją jako kogoś kto znajduje się na przegranej pozycji, niestety w tej sytuacji znajdowała się różnica bo teraz naprawdę była to prawda. Nie znaczyło to jednak że po prostu zaakceptuje jego wolę gdy zacznie rozporządzać jej osobą, tego jednak już nie powiedziała zachowując to dla siebie. - A co o Tobie myślę? - To pytanie było znacznie trudniejsze i Sinister poruszyła nerwowo ogonem. - W zasadzie ciężko powiedzieć że się znamy - Rzekła w sposób godny dyplomaty. - Ale myślę że jest z Tobą coś nie tak... Jesteś inny od reszty gwardzistów śmierci... - Nie do końca wiedziała jak to nazwać co się z nią dzieje ale wiedziała że przeciętny ogier elity Crystal nie jest do tego zdolny. - Powiedziałabym że wydajesz się zaślepiony i idziesz w jednym kierunku z całym swoim zdecydowaniem. W zasadzie to godne pochwały jeśli ten kierunek Ci odpowiada... - Nie chciała sugerować że ktoś go omotał i zmącił jego wizje postrzegania świata. To jak na jej gust podchodziło za blisko pod działania buntowników z którymi Sinister nie czuła się związana.
  13. Shey

    White - Czy wierzę? - Spytała jakby zaskoczona tym pytanie a potem, po sprawdzeniu czy nikt ich nie słucha dodała: - Raz mi nawet wyciął numer... Ale wolałabym o tym nie mówić - Pokręciła głową. - I w zasadzie to dobrze że nie mogła go zamienić na powrót w kamień, to znaczy że nie może używać klejnotów harmonii bo jeśli się nie mylę tylko one to potrafią - Mimo wszystko jednak White nie odetchnęła z ulgą, takie pocieszenie niknie wśród tylu przeciwności. Spojrzała znowu na Pearl gdy ta znowu mówiła jak wiele im zawdzięcza ale tym razem tego nie skomentowała by się co chwila nie powtarzać. - Nie zostawimy - Odpowiedziała na kolejne jej słowa. - I na razie o tym nie myślmy tylko ją znajdźmy a potem będziemy działać w razie konieczności. Tak będzie prościej... Batty Wszystko wydarzyło się dosyć szybko... Zanim jednak tak się stało Batty znieruchomiała i obserwowała Pearl w skupieniu jakby obmyślała jaki kolejny ruch może wykonać. Gdy ta jednak ruszyła w nią całym ciałem oliwkowa klacz najwyraźniej zaspała i nawet nie zareagowała. - Ty! - Krzyknęła znikąd orientując co się dzieje ale jej wywód został przerwany nagłym atakiem kaszlu... Najwyraźniej wraz z powietrzem zaczerpnęła piasek do gardła. Nie chcąc by to samo stało się z jej oczami zamknęła je i otworzyła dopiero gdy wszystko się uspokoiło. - Khe, khe - Zaczęła na powrót Batty ale nieco mniej ochoczo niż poprzednio. - Chyba tak... - Nie brzmiała jakby była zawiedziona czy jakby ten fakt jej przeszkadzał. - Ale podoba mi się widok z dołu, nie muszę wstawać - Zadarła nosa do góry chcąc tym potwierdzić że nie żartuje. W normalnych warunkach postarała by się Pearl sypnąć piaskiem w oczy ale to dla niej było zbyt nie miłe a po drugie uważała że coś tak prostego to działa tylko na pijanych ogierów z baru.
  14. Shey

    White - Nie o coś takiego mi chodziło. - Powiedziała nieco zaskoczona interpretacją swojej rozmówczyni... Ciężko jednak nie przyznać że Pumpkin również miała racje. - Raczej miałam na myśli chaos jako to czego nie znamy a nie takie ekstremum jakie potrafi zrobić jedynie Discord... - White wyglądała jakby była przygotowana że draconequus pojawi się znikąd i wywinie jakiś numer co niestety nie miało miejsca. Paradoksalnie jego obecność byłaby ulgą. Po pierwsze oznaczało by to że Crystal nie zdołała go pokonać a po drugie być pomógłby w poszukiwaniu Crimson po paru czy kilkunastu prośbach. Podobno Fluttershy go... Sprowadziła na lepszą drogę ale nadal pozostał sobą. - Wydaje mi się że przyda mi się pomoc - Odpowiedziała przerywając swój ciąg myśli. - Prawda jest taka że również mogę się tutaj zgubić... Batty Nie odpowiedziała już Spearowi tylko przyglądała się szczęśliwej Pearl i Batty mimo zmęczenia czuła że ten stan również jej się odrobinę udziela. Z jednej strony przyczyniała się do tego szczerość i moc tej radości ale również fakt że na pustkowiach naprawdę ciężko o kogoś aż tak pozytywnego. - To nic... - Próbowała się wciąć między zdania tej dwójki ale jedna z osób wydawała się o wiele bardziej pobudzona niż powinna i od razu po niespodziewanym komplemencie została z zaskoczenia przytulona. Było widać że jej się to spodobało nawet bardziej niż powinno a może po prostu dobre słowo ją speszyło. - Ty chyba też masz coś dobrego że tak ci humor dopisuje? - Zapytała odzyskując rezon i gdy odłożyła drewno na skraj obozu dodała: - Jakbyś ruszyła to byś nie straciła kąpieli w oazie - Uśmiechnęła się a potem nagle się skrzywiła przypominając sobie ten odór szczątków rozbebeszonego pająka. - W zasadzie... Nie napotkaliśmy nic z czym sobie nie poradziliśmy - Nie skłamała odpowiadając Lance'owi ale z drugiej strony nie powiedziała prawdy że o włos mogło się to skończyć w drugą stronę. - Mają w środku sok pod tą cienką skórką, polecam przebić kłem - Zwróciła się do Pearl ale nie podała jej owocu jakby zamierzała się przez chwilę po siłować z użyciem magii i poprzekomarzać. Sinister Nie wiedziała w zasadzie co się dzieje za nią więc nastawiła uszu próbując usłyszeć dźwięk ściąganego hełmu... Nie mogła w zasadzie zrobić niczego więcej chyba że próby odgadnięcia co myśli ten ogier się do czegoś zaliczają. Powoli czuła się jakby położyła swój los na szali i czekała czy waga jej grzechów przeważy ciężar po drugiej stronie. Coś jednak ją ratowało w tej sytuacji, czymś go zainteresowała ale nie wiedziała jeszcze co to takiego i nie mogła sobie pozwolić żeby to zepsuć - Może i zagadka wydaje się bez sensu... - Odparła jakby przyznając rację ale nie dała jeszcze za wygraną. - Uczucia dla ciebie również takie są, prawda? - Spytała ale nie oczekiwała na odpowiedz więc zapewne chciała wskazać podobieństwo. - Może prawdziwą intencją tej gry było sprawdzenie jak zachowasz się poznając coś czego nie znasz... A nie zapominajmy że uczucia dla ciebie też były obce i musiałeś je jakoś poznać - Teraz się uśmiechnęła, Star nieświadomie jednak pomogła. - Zaufałeś świeżo poznanej klaczy, nie zdjąłeś hełmu który zakłóca Ci postrzeganie świata a na sam koniec nawet nie obejrzałeś tych motyli z każdej strony. - Nie wiedziała czy zrozumie tą analogię, starała się to dobrze wytłumaczyć ale miała nadzieje że również zbije to go z tropu. - Czy to jest to co spodziewałeś się usłyszeć wiedząc co chce powiedzieć przez moją zagadkę?
  15. Shey

    White - Jest dziwna... - Zgodziła się jeszcze ze słowami Pumpkin i ruszyła za jej rodziną do stołu. Nic więcej jednak nie dodała tylko usiadła na jednym z wolnych krzeseł i jedząc swoją porcję pogrążyła się w myślach. Zastanawiała się właściwie co się stało w nocy... I czy Crimson naprawdę mogła uciec bez słowa. W swoim życiu nie poznała wiele kucyków takich jak ona... To znaczy z niecodziennym i czasami dziwnym usposobieniem ale nawet biorąc to pod uwagę nic, dosłownie nic nie miało sensu. Z drugiej strony nie chciała wierzyć że została porwana we śnie, to nie tak że było to niemożliwe ale jakie są akurat szanse że trafi akurat w tą noc? Jeśli tak się stało to musiała mieć naprawdę niezłego pecha... Trzecia, ostatnia opcja również nie pasowała. Crimson niby mogła stracić nad sobą panowanie i się mścić na gwardii ale wczoraj wieczorem gdy siedziała na dachu szopy wydawała się spokojna. - Niestety - Cicho odpowiedziała wyrwana z ciągu myśli. - Chyba nie zna go zbyt dobrze - Nie była pewna czy dobrze pamięta ale Crimson nigdy nie była w ty mieście. Przecież pomysł odprowadzenia Pumpkin w nocy nie odpadł bez przyczyny. - Ale ona odnajduje się w chaosie - Lekko się uśmiechnęła wspominając bójkę z baru na czarnym rynku. Prawie każdy walczył na każdego a jej wydawało się to nie przeszkadzać. Batty - Można powiedzieć że znalazłam - Odpowiedziała krótko jakby posługiwała się eufemizmem opisującym kradzież. - A tak naprawdę owocowy skorpion mnie poczęstował... Przynajmniej z początku a potem sama się poczęstowałam, w miejscu zerwania odrosły praktycznie od razu nowe - Obejrzała się za siebie jeszcze ostatni raz jakby chciała się upewnić czy wydarzyło się to naprawdę, zwłaszcza jak Spear dodał że nie wykrył tej osady. - Masz na myśli oazę? - Zmarszczyła zdziwiona brwi i pokręciła głową na boki szukając jakiś domów czy czegoś w tym stylu. - Powinny być w porządku - Powiedziała po czym dodała znacznie ciszej. - Nie smakowały trująco...
×
×
  • Create New...