Jump to content

Koszmar Przemian [oneshot][dark][comedy][slice of life]


Cahan
 Share

Recommended Posts

Jestem studentem medycyny i uważam ten fanfik za cudowny. Dobrze pokazuje jak bardzo cierpimy przez biochemię, i jak bardzo mordercza może być ta nauka. Co prawda śmierć Solarisa może zasmucić kogoś tam gdzieś, ale reszta na pewno się ucieszy. Polecam do przeczytania i pośmiania się 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Już dawno przestałem wierzyć, że można jeszcze w tak dobrym stylu żartować z kucia na medycynie i trupów w formalinie. Zwykle tylko przewracam oczami, jak słyszę kolejny tekst o tym ile to studenci nie piją i że są z nauką tak głęboko w d****, że już w dwunastnicy, a tu proszę - Cahan, świetnie się bawiłem, czytając twoje opo <3 To było tak cudownie absurdalne, a jednocześnie ten czarny humor wydawał się tak bliski :3

 

Muszę koniecznie obczaić inne twoje fanfiki :3

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 5 years later...

Opowiadanie na konkurs literacki z okazji Nightmare Night? Ale to chyba nie to Nightmare Night, bo ja kojarzę inne opowiadanie. Może zmiksowały mi się konkursy, a może mi już pamięć szwankuje, bo „Koszmaru Przemian” coś nie kojarzę. Cóż, jeżeli pamięć płata mi figle, a w sieci gdzieś wisi stara moja opinia o tym opowiadaniu, to będzie można sobie porównać, co się zmieniło, a co pozostało takie samo. A jeżeli nie, wówczas będzie to moje pierwsze starcie z fanfikiem :D

 

Pierwsze starcie, to w sumie dobre określenie. Cóż, biolchem, medycyna to nie moja bajka, w tej materii jestem totalnie zielony jak trawa, toteż ilekroć przewijało się fachowe słownictwo, anegdoty zapewne zrozumiałe wyłącznie dla studentów kierunku, tudzież rozmaite porównania i inne rzeczy, czułem się troszkę zagubiony. Jakbym nie miał tego czytać, bo niczego nie zrozumiem. Było troszkę dziwnie, szczęśliwie, bardziej uniwersalne, studenckie smaczki już do mnie trafiły, głównie presja zakuwania do egzaminów, dwóje i tróje, te rzeczy. Wtedy, owszem, choć od jakiegoś czasu już nie jestem studentem, czułem się trochę jak w domu. To znaczy, jak w akademiku ;)

 

Mamy tu do czynienia z czarną komedią, osadzoną w klimatach studenckich, z ukierunkowaniem na medycynę, acz nie zabraknie elementów świątecznych, takich jak przebranie Gifted Hoofa. Luźne skojarzenia z „Silent Night, Deadly Night”. Cóż, autorka w tematach biologiczno-chemicznych czuje się jak ryba w wodzie, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, ale równie dobrze porusza się w konwencji czarnej komedii, gdyż w tekście znalazło się sporo czarnych żartów, specyficznego, uszczypliwego humoru, absurdu, dziwnych rzeczy oraz sympatycznych nielogiczności, acz te mogą wynikać z moich wyobrażeń, które miałem podczas czytania. W każdym razie, wszystko współgra ze sobą znakomicie, chociaż nie wydaje mi się, by był to tekst dla każdego. Ale w sumie mnie rozbawił, pomimo utrzymującego się aż do końca wrażenia zagubienia. Chociaż nie, niezupełnie – im dalej w tekst brnąłem, tym pewniej się czułem.

 

Główny bohater zakuwa, choć jednocześnie miota się, fakt, że przeszkadza mu zbierające słodycze dzieciarnia nie ułatwia sprawy. Tym bardziej, że już za sprawą drugiej wizyty doznaje ataku furii, w wyniku której nakręca się spirala niefortunnych wydarzeń... no, właściwie, to jednego niefortunnego wydarzenia, przez co Gifted Hoof będzie zmuszony zmienić rutynę i wyruszyć z domu do prosektorium, celem zatarcia śladów wypadku, którego by nie było, gdyby nie medycyna, gdyby nie sesja. Rzeczywiście, autorka obiecała, że przekonamy się jak marny jest to żywot i trzeba przyznać, że spełniła oczekiwania w stu procentach.

Nie należy doszukiwać się tutaj realizmu, czy nawet jakiejś moralności, wiele rzeczy zostało postawionych na głowie, ale bez tego nie byłoby efektu. Czyli dzieciaka w jakichś latexach, książki-cegły, która nagle zmienia się w narzędzie nieumyślnego mordu, przemknięcia się niepostrzeżenie do prosektorium, wykonania ekspresowej procedury na trupie i bezpiecznego powrotu do domu, do zakuwania.

 

Opisy wyszły świetnie, podobnie zresztą jak dialogi, zaś balans między nimi chyba nie mógł być lepszy. Odniosłem wrażenie, że opowiadaniu niczego nie brakuje, że nie ma potrzeby poprawiania w nim czegokolwiek... No, może poza jednym:

 

Cytat

„Gifted Hoof ze wszystkich sił starał się nie wpatrywać zbyt intensywnie w stojącą przed nim jednorokę.”

 

Domyślam się, że miało być: „jednorożkę”. Jeżeli się pomyliłem, to przepraszam, bo jednak w opowiadaniu niczego nie trzeba poprawiać.

 

Decyzja o narracji pierwszoosobowej okazała się strzałem w dziesiątkę. Coś mi się zdaje, że usposobienie protagonisty oraz jego działania, miały symbolizować czystą frustrację spowodowaną trudnym kierunkiem, zakuwaniem, a także ciche myśli o wyładowaniu się na kimś, oczywiście ze skutkiem śmiertelnym. Wiecie, jedni to by chcieli wysadzić coś w powietrze, drudzy zamordować kogoś, tak rekreacyjnie. Ma w sobie coś, co mimo zupełnie innego kierunku nauczania, sprawia, że idzie się z nim utożsamić, przynajmniej na poziomie wybranych okresów z czasów studiów. Da się go lubić, da się nie lubić, może nie jest to najlepiej wykreowany bohater w dziejach, ale spełnia swoje zadanie i jego poczynania śledzi się z zaciekawieniem, no i do tego jeszcze humor, cynizm, wszystko to ma swój urok, tak charakterystyczny przy czarnych komediach.

 

Klimacik jest dosyć specyficzny, początkowo faktycznie czuć, że to Nightmare Night, potem już niezupełnie, bo jest bardziej studencko, a potem medycznie, tak bym to nazwał. Ciekawa mieszanka, niemniej, w ostatecznym rozrachunku, ten typ klimatu nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia, co przy wybranych dziełach autorki. Co nie znaczy, że był zły – po prostu według mnie ustępuje on przygodzie i fantastyce, znanym chociażby z „Cienia Nocy”, czy też „Początku”, ewentualnie kawałkom życia a'la „Otaczają mnie idioci!”. Z kolei ten typ humoru, to zdecydowanie coś w czym autorka czuje się pewniej, w porównaniu z humorem zawartym np. w „Księżniczce Przyjaźni”. Widać, w jakich klimatach autorka czuje się swobodniej i jakie żarty przychodzą jej z łatwością i udają się z pazurem. Zresztą, wystarczy zajrzeć do „Rosiczki atakują” po podobny przykład, jak znajomość tematu przekłada się na jakość dowcipu oraz płynność akcji. 

 

No i jak na komedię, która przecież swoje lata ma, tekst zestarzał się całkiem dobrze i myślę, że nawet dzisiaj może rozbawić, może zapewnić nietypową rozrywkę, czy też wprawić w dziwne zakłopotanie, tudzież inne odczucia, zależy. Na pewno nie była to kolejna czarna/ randomowa komedia, jakich już trochę na tymże forum mamy. Myślę, że warto dać temu opowiadaniu szansę, tym bardziej, jeżeli ktoś zbliża się do momentu podjęcia decyzji o studiach wyższych i zastanawia się nad medycyną – ten fanfik z pewnością pomoże temu komuś zweryfikować swoje zapędy :chainsaw:

I zastanówcie się dwa razy, zanim wyrzucicie podręcznik przez okno :godpony:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

A zatem to drugi fik na mojej bardzo niespodziewanej, acz też w sumie bardzo krótkiej liście. Cahan jest płodną fandomową pisarką z dużym warsztatem, dlatego nie spodziewam się znaleźć nic do czego mógłbym się przyczepić w stylistyce czy innych takich ważnych fandomowych słowach jeśli chodzi o pisarstwo. No i jak tutaj widać, nie zaskakuję się. Pod względem czysto technicznym jest bardzo dobrze, akapity są strawne, wypełnione możliwie najbardziej informacjami i opisami. Na te drugie nie mam co narzekać. Jest zachowana równowaga między kwiecistą mową, jaką ja sam reprezentuję, a czymś normalnym, codziennym, czymś co mogłoby powstać w głowie jako pojedyncza myśl. Czuć tutaj styl komedii, w samych opisach.

Ten kawałek: "Przez chwilę zastanawiał się, czy otworzyć przebierańców, po czym doszedł do wniosku, że pediatrą i tak nie zostanie, więc równie dobrze może im otworzyć", bardzo mnie rozbawił. Już chciałem poprawiać błąd a tu proszę. Bardzo miły smaczek, szanuję humor. Cieszę się, że jest obecny nie tylko w tym zdaniu, ale tak ogólniej, szerzej, w całym fanfiku. Jako niegdysiejszy ścisłowiec, biolog dokładnie, szanuję nawiązania do rzeczy, które zapewne dopiero bym w pełni poznał, gdybym kontynuował swoją edukację. Trochę lżej szanuję nawiązania do dzisiejszego świata i techniki, ale to czysto osobiste, ponieważ sam umieszczam Equestrię gdzieś około końca Długiego Wieku XIX i pierwszej wojny. Ot, temporal dissonance.

Komedyjka w swych początkach dobrze ukazuje stereotypowo widziane - choć pewnie nie do końca, zważywszy na to, kto jest autorką - studenckie życie w jedną z ważniejszych nocy w roku kucykowym. Przychodzą przebierańcy, a biedny kuc może nie tyle chce, co po prostu musi się uczyć. I tutaj zaczynają się niespodzianki, które może dało się wyczuć w początkowych wersach. Podoba mi się, jak gość podchodzi do problemu

Spoiler

zajebania solarisa książką od biochemii oraz ukrycia ciała

i decyduje się połączyć przyjemne z pożytecznym, świętowanie z załatwieniem tak ważnej kwestii. Dziwi mnie jednak trochę wybór stroju, którym jest

Spoiler

Święty Mikołaj. Mają go tam w ogóle? No cóż, widocznie mają, skoro Cahan tak mówi, tak jak LoLa.

Ogólnie rzecz biorąc całość jest napisana jaki tako bardzo niecodzienny side quest w czyimś jak najbardziej codziennym, choć z pewnością nie przyziemnym życiu. Idealnie na komedię, która nie bez powodu - którego nie zdradzę - ma tag dark. Zakończenia się nie spodziewałem, choć szczerze mówiąc ma dużo sensu zważywszy na to kim jest ten - ha, tfu! - jednorożec.

Ogólnie wystawiam tutaj dobre 8/10. Dobra rzecz do czytania, przyjemna i wbrew pozorom dość lekka lektura. Nie jest to idealnie mój humor, ale podoba mi się ta pewna doza absurdu.

Edited by Po prostu Tomek
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

„Koszmar przemian” to czarna komedia. Bardzo mnie rozbawiła.

 

Nie będę tutaj streszczał fabuły, aczkolwiek jest tutaj jakiś zamysł, który sprawia, że tekst nie jest tylko zbiorem anegdotek z rzycia studenta medycyny. To się chwali. Więcej, fabuła jest napędem dla nowych anegdotek, wynikają z niej nowe śmiesznostki. Inaczej niż w przypadku „Nerdconu” nie czułem, że humor jest nieco wymuszony. On po prostu wynika z prozy życia codziennego studenta medycyny. Prawdę mówiąc akurat te wątki nie były tak zabawne, jest to dowcip adresowany do określonej grupy czytelników. Natomiast dowcip po pewnym zdarzeniu, staje się już bardziej zrozumiały.

 

Technicznie jak zwykle bez zarzutu, wszak Cahan już poprawiła moje uwagi, tym razem była szybsza. 

 

Niestety, nie będę się wdawał w szczegóły, drogi czytelniku, łatwo bowiem zepsuć odbiór utworu zdradzając zbyt wiele szczegółów. Pragnę natomiast byś sam ten utwór przeczytał i się przekonał czy mam rację. 

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...