Skocz do zawartości

Recommended Posts

Napisano

Ból głowy był niczym w porównaniu do złości, jaka przepełniała Hillingtona. Latarnie uliczne migotały lekko, kiedy się pojawiał, a co poniektóre z trzaskiem pękały. Podniósł dłoń i przyjrzał się jej. Zdecydowanie była to dłoń ludzka. Wspomnienia wczorajszego dnia wprawiały go w jeszcze większą irytację. Ściskał w ręce wizytówkę, ostatkiem woli powstrzymując się, by jej nie zniszczyć. Ruszył pod wybrany adres, mając problem z odnalezieniem się w całym tym ciasnym, nowym świecie.

Minął dziurę, którą zrobił poprzedniego dnia i zatrzymał się naprzeciwko budynku, w którym mieszkać miał jego nowy... Tylko nie to.

Skupił się, skoncentrował myśli i postarał się pojawić w mieszkaniu nowego towarzysza. Nie był nauczony korzystać z drzwi, a zwiedzanie sześciennego, ludzkiego gniazda o wielu komorach nie wydawało się być dobrym pomysłem.

  • Odpowiedzi 104
  • Created
  • Ostatnia odpowiedź

Top Posters In This Topic

Napisano

Teleportacja nic nie dała. Twoje moce najwidoczniej nie działały, to pewnie przez tą formułkę wypowiedzianą przez kobietę gdy byłeś jeszcze  w celi. Najwyraźniej będziesz musiał wejść do środka, całe szczęście że na drzwiach były numerki. A ty miałeś znaleźć numer cztery. Na pierwszym piętrze. Nie byłeś do końca pewien która jest godzina ale chyba było już otwarte, no i widziałeś ludzi mijających cię na ulicy, zarówno pieszo jak i w samochodach. 

Napisano

Przez pewien czas nie byłeś w stanie usłyszeć niczego. Minęła chwila i w drzwiach przekręcił się klucz. 

- Tak, słucham? - zapytał otwierając drzwi. Faktycznie, wyglądałeś inaczej, całkiem możliwe że ten mężczyzna by cię nie poznał. W zasadzie był ubrany podobnie jak wczoraj, ale bez płaszcza. Przyglądał ci się, jakby oczekiwał odpowiedzi. 

Napisano

Hillington wyglądał na nadąsanego. Otworzył usta, ale wstrzymał się z wypowiedzią. Przez chwilę. 

- Wczoraj... Upadłem - wypowiedział w końcu. - Na stację metra. Uwięziono mnie w ciele. Mam ci służyć - skrzywił się, wypowiadając ostatnie słowo. Nie do końca panował jeszcze nad twarzą i emocjami, które były zupełnie nowe. 

Napisano

Wyraz twarzy mężczyzny sugerował zmieszanie i zdziwienie. 

- Służyć? Nie potrzebuje służącego. Ale w zasadzie to niegrzecznie rozmawiać przez próg. Wejdź. - otworzył drzwi szerzej i przesunął się pozwalając ci wejść. 

Wnętrze mieszkania wyglądało trochę jak biuro detektywistyczne. Ściany były pokryte tapetami, na jednej wisiały wycinki z gazet, zdjęcia i mapa miasta. - Więc. Nie przedstawiłeś mi się. - powiedział. 

Napisano

Spojrzał na próg z powątpiewaniem.

- Tak? - zapytał. A potem z wahaniem go przekroczył i wszedł do środka, zamierając w bezruchu. - Moje imię wczoraj przestało być aktualne. Straciłem je razem z łaską i pozycją. Możesz nazywać mnie Hillington. Nie ma to znaczenia - poinformował, a w głosie nie zabrzmiał nawet cień żalu. Wpatrywał się w człowieka z wyrazem, który trudno było zinterpretować, ale ogólnie wyglądał niesamowicie nieporadnie.

Napisano

- To dość kiepsko. - stwierdził mężczyzna. Przyjrzał się tobie. - Chcesz się czegoś napić? Herbatę albo kawę. Zawsze dobrze się czegoś napić. Zwłaszcza jeśli najpewniej będziemy musieli porozmawiać. - dodał wzruszając ramionami. Przeszedł przez pokój przypominający biuro i wyszedł drzwiami za biurkiem pokazując ci ruchem głowy żebyś szedł za nim. Potem skręcił w prawo i wszedł do kuchni. 

Napisano

Poszedł za mężczyzną, rozglądając się po mieszkaniu.

- Nie znam ani jednego ani drugiego, więc nie wiem co mi proponujesz. - odpowiedział. - Tak, musimy porozmawiać. Dlaczego wysłano mnie do ciebie? I dlaczego nic o tym nie wiesz? Do czego jestem... potrzebny?

Napisano

- Herbata to taki napar z ziół. Po prostu ci ją zrobię. - powiedział nalewając wody do czajnika i stawiając go na kuchence. Wskazał na krzesło po czym zaczął przygotowywać kubki. - Nie będę pytać co się stało że utraciłeś wszystko. Jeśli kiedyś zechcesz sam mi to wyjaśnisz. - oznajmił. - Zakon prawdziwego krzyża najprawdopodobniej chce cię traktować jako osobę która będzie mogła pilnować mnie. Niezbyt mnie lubią od czasu kiedy odszedłem i robią wszystko żeby mnie kontrolować. - oparł się o ścianę. - Najpewniej nie miałem o tym wiedzieć ale cóż, pochwaliłeś mi się. - westchnął. - Cóż, skoro już tu jesteś pomogę ci. Co ty na to? - zapytał. 

Napisano (edytowany)

- Mam być stróżem? Ale jak, skoro odebrano mi niesprawiedliwie i zdradzieckie zdolności? Jeśli walczysz z wysłannikami piekieł, jestem bezużyteczny bez tego, co miałem jeszcze wczoraj... To znaczy, części tego. Jak chcesz pomóc? - zapytał. - Jakie prawo ma ten zakon, aby sądzić i stawiać się wyżej w hierarchii? To banda głupców! Potraktowano mnie jak pospolitego demona, pomiota! 

Zacisnął mimowolnie pięści, czując jak wzbiera w nim irytujące poczucie gniewu. 

Edytowano przez Arcybiskup z Canterbury
Napisano

- Wow, spokojnie, wiem że ich nie cierpisz. Ja też ich nie lubię. Jednak gniew nic nie da. Uspokójmy się i przemyślmy sprawę. A nóż uda nam się obu na nich zemścić. - powiedział, po chwili gwizdek czajnika zaczął wykonywać swoją funkcje. Vincent zalał herbatę. 

- Słodzi... a ta, głupie pytanie. - powiedział podając ci kubek z naparem. - Spróbuj. Potem powiesz mi czy słodzisz. - stwierdził. 

Napisano

Hillington wziął kubek w dłonie i przyjrzał się uważnie napojowi. Wziął ostrożnie łyka i na chwilę odstawił na miejsce. 

- Dziękuję - powiedział. Nie do końca rozumiał ideę picia gorącego, gorzkiego napoju, ale postanowił, że przyzwyczai się do ludzkich obyczajów. 

- Nie chcę zemsty. Chcę odzyskać siebie. I imię. I łaskę. 

Napisano

- Nie wiem jak to u was działa, ale jeśli się da mogę ci pomóc. - powiedział słodząc swoją herbatę i mieszając. Po chwili wziął łyka. - Więc, powinienem wyjaśnić ci jak działa świat co? - zapytał. - To może zacznijmy od tego co wiesz? - zapytał drapiąc się po brodzie. 

Napisano

- Kiedy byłem tu ostatnio, organizowaliście turnieje, wyprawy krzyżowe i dobrowolnie dawaliście się zakuwać w zbroje i mieszkaliście w zamkach i drewnianych chatach. To były... Interesujące czasy - odpowiedział. - Mojemu podopiecznemu udało się dożyć dobrych czterdziestu trzech lat życia, co uważam za sukces. Chyba... Chyba dość sporo się zmieniło?

Kiedy skończył, zrobiło się niezręcznie. 

Napisano

- Cóż, teraz zamiast mieczy używa się broni palnej, chyba że jesteś w zakonie prawdziwego krzyża i biegniesz z mieczem na demona. Ludzie nie zakuwają się w zbroje, teraz raczej tworzy się kamizelki kuloodporne. Rycerstwo nie istnieje, a czterdzieści lat to dopiero połowa życia. - powiedział. - Można powiedzieć że nic nie jest już podobne do tamtych czasów. - dodał po chwili. 

Napisano

- Cóż, to zależy. Wpierw, wypadało by dowiedzieć się w jaki sposób uwolnić twoje moce. Założę się że jest jakaś formuła która pozwalała by to zrobić. Co prawda nie na zawsze, jednak zawsze coś prawda? - odchrząknął. - Ale najpierw może przyzwyczaimy cię do życia nas maluczkich. - oznajmił. - To może od podstaw. Ktoś się z tobą wita, jak mu odpowiadasz? - zapytał. 

Napisano

Hillington wpatrywał się w mężczyznę, jakby został spetryfikowany. Następnie wstał gwałtownie z krzesła, jak sprężyna.

- Nie ma czasu do stracenia. Najpierw zdolności, potem nieistotne formułki... Jeśli mam cię chronić, nie potrzebuję do tego zwrotów grzecznościowych, tylko prawdziwej broni... - tu urwał nagle. - Twoja godność...?

Napisano

- Vincent Tracy. - przedstawił się. - Cóż, jeśli chcesz odzyskać swoje zdolności to najpierw muszę się o tobie dowiedzieć. Przed całą sytuacją, kim byłeś? Serafinem? - zapytał siadając na krześle naprzeciwko ciebie i splatając palce w obu dłoniach. 

Napisano

- Cherubem - odparł Hillington. - Ale nie takim... Jak z "Madonny Sykstyńskiej" Rafaela Santi. Nie wyglądamy tak. Byłem Sługą Bożym.  Wiem trochę o waszym świecie, ale umknęło mi ostatnie kilka wieków. W Niebie jest dużo zajęć - odpowiedział, starając się odepchnąć na bok natrętne jak muchy emocje i odczucia. 

Napisano

- Spokojnie, wiem że nie wyglądacie jak małe dzieci. - powiedział podnosząc rękę. - Cóż, będzie nam w takim razie znacznie łatwiej niż gdybyś był serafinem. Ale wciąż nie będzie zbyt łatwo. - stwierdził. - Przywoływania demonów wymagają formuły opisującej samego demona, w przypadku innych istot nadludzkich jest trochę inaczej. Hmm... poczekaj. Gdzieś chyba miałem książkę. - powiedział i po chwili wyszedł z kuchni. Słyszałeś przesuwanie książek, ale tak to nic poza tym. Po chwili mężczyzna wrócił do pomieszczenia z grubą księgą. Usiadł na swoim poprzednim miejscu. Przeglądał ją przez chwilę. - Dobra, teraz powiedz mi, jakie jest najbardziej znane ci miejsce na ziemi. - poprosił. 

Napisano

- Nie przyzwać, chcę znaleźć sposób na przełamanie twoich więzów. Nie byłem nigdy w tym specjalistą ale sądzę że dam radę. - powiedział. Przyjrzał się tobie. - Co pamiętasz o człowieku, tym o którym mówiłeś? - zapytał ponownie zaglądając w księgę. - Kim był, co robiłeś że mu pomagałeś? - doprecyzował. 

Napisano

- Nazywał się Jan Vilem, był wojownikiem. Szeptałem, kiedy trzeba było. Chroniłem. Pomagałem wypełnić misję, ale o niej mówić nie mogę. Miało to związek z ówczesnymi wydarzeniami historycznymi. Jan zmarł na dżumę, ale na to niewiele mogłem poradzić. Nie wcieliłem się wtedy w człowieka, stróżowałem 'po cichu'. To ma swoje wady - odpowiedział. Zamyślił się, a potem zamrugał i zmarszczył brwi. - Nie możesz ujrzeć mojej prawdziwej postaci - ostrzegł.


Discord Server

Partnerzy

  • For Glorious Equestria
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts
×
×
  • Utwórz nowe...