Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Ból głowy był niczym w porównaniu do złości, jaka przepełniała Hillingtona. Latarnie uliczne migotały lekko, kiedy się pojawiał, a co poniektóre z trzaskiem pękały. Podniósł dłoń i przyjrzał się jej. Zdecydowanie była to dłoń ludzka. Wspomnienia wczorajszego dnia wprawiały go w jeszcze większą irytację. Ściskał w ręce wizytówkę, ostatkiem woli powstrzymując się, by jej nie zniszczyć. Ruszył pod wybrany adres, mając problem z odnalezieniem się w całym tym ciasnym, nowym świecie.

Minął dziurę, którą zrobił poprzedniego dnia i zatrzymał się naprzeciwko budynku, w którym mieszkać miał jego nowy... Tylko nie to.

Skupił się, skoncentrował myśli i postarał się pojawić w mieszkaniu nowego towarzysza. Nie był nauczony korzystać z drzwi, a zwiedzanie sześciennego, ludzkiego gniazda o wielu komorach nie wydawało się być dobrym pomysłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teleportacja nic nie dała. Twoje moce najwidoczniej nie działały, to pewnie przez tą formułkę wypowiedzianą przez kobietę gdy byłeś jeszcze  w celi. Najwyraźniej będziesz musiał wejść do środka, całe szczęście że na drzwiach były numerki. A ty miałeś znaleźć numer cztery. Na pierwszym piętrze. Nie byłeś do końca pewien która jest godzina ale chyba było już otwarte, no i widziałeś ludzi mijających cię na ulicy, zarówno pieszo jak i w samochodach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Otworzył drzwi i zaczął kierować się ku odpowiednim drzwiom i na odpowiednie piętro. Szedł ostrożnie i cicho stąpając, aż znalazł odpowiednie mieszkanie. Spojrzał jeszcze raz na wizytówkę, dla pewności. Westchnął i zapukał w drzwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez pewien czas nie byłeś w stanie usłyszeć niczego. Minęła chwila i w drzwiach przekręcił się klucz. 

- Tak, słucham? - zapytał otwierając drzwi. Faktycznie, wyglądałeś inaczej, całkiem możliwe że ten mężczyzna by cię nie poznał. W zasadzie był ubrany podobnie jak wczoraj, ale bez płaszcza. Przyglądał ci się, jakby oczekiwał odpowiedzi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington wyglądał na nadąsanego. Otworzył usta, ale wstrzymał się z wypowiedzią. Przez chwilę. 

- Wczoraj... Upadłem - wypowiedział w końcu. - Na stację metra. Uwięziono mnie w ciele. Mam ci służyć - skrzywił się, wypowiadając ostatnie słowo. Nie do końca panował jeszcze nad twarzą i emocjami, które były zupełnie nowe. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyraz twarzy mężczyzny sugerował zmieszanie i zdziwienie. 

- Służyć? Nie potrzebuje służącego. Ale w zasadzie to niegrzecznie rozmawiać przez próg. Wejdź. - otworzył drzwi szerzej i przesunął się pozwalając ci wejść. 

Wnętrze mieszkania wyglądało trochę jak biuro detektywistyczne. Ściany były pokryte tapetami, na jednej wisiały wycinki z gazet, zdjęcia i mapa miasta. - Więc. Nie przedstawiłeś mi się. - powiedział. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzał na próg z powątpiewaniem.

- Tak? - zapytał. A potem z wahaniem go przekroczył i wszedł do środka, zamierając w bezruchu. - Moje imię wczoraj przestało być aktualne. Straciłem je razem z łaską i pozycją. Możesz nazywać mnie Hillington. Nie ma to znaczenia - poinformował, a w głosie nie zabrzmiał nawet cień żalu. Wpatrywał się w człowieka z wyrazem, który trudno było zinterpretować, ale ogólnie wyglądał niesamowicie nieporadnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To dość kiepsko. - stwierdził mężczyzna. Przyjrzał się tobie. - Chcesz się czegoś napić? Herbatę albo kawę. Zawsze dobrze się czegoś napić. Zwłaszcza jeśli najpewniej będziemy musieli porozmawiać. - dodał wzruszając ramionami. Przeszedł przez pokój przypominający biuro i wyszedł drzwiami za biurkiem pokazując ci ruchem głowy żebyś szedł za nim. Potem skręcił w prawo i wszedł do kuchni. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poszedł za mężczyzną, rozglądając się po mieszkaniu.

- Nie znam ani jednego ani drugiego, więc nie wiem co mi proponujesz. - odpowiedział. - Tak, musimy porozmawiać. Dlaczego wysłano mnie do ciebie? I dlaczego nic o tym nie wiesz? Do czego jestem... potrzebny?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Herbata to taki napar z ziół. Po prostu ci ją zrobię. - powiedział nalewając wody do czajnika i stawiając go na kuchence. Wskazał na krzesło po czym zaczął przygotowywać kubki. - Nie będę pytać co się stało że utraciłeś wszystko. Jeśli kiedyś zechcesz sam mi to wyjaśnisz. - oznajmił. - Zakon prawdziwego krzyża najprawdopodobniej chce cię traktować jako osobę która będzie mogła pilnować mnie. Niezbyt mnie lubią od czasu kiedy odszedłem i robią wszystko żeby mnie kontrolować. - oparł się o ścianę. - Najpewniej nie miałem o tym wiedzieć ale cóż, pochwaliłeś mi się. - westchnął. - Cóż, skoro już tu jesteś pomogę ci. Co ty na to? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mam być stróżem? Ale jak, skoro odebrano mi niesprawiedliwie i zdradzieckie zdolności? Jeśli walczysz z wysłannikami piekieł, jestem bezużyteczny bez tego, co miałem jeszcze wczoraj... To znaczy, części tego. Jak chcesz pomóc? - zapytał. - Jakie prawo ma ten zakon, aby sądzić i stawiać się wyżej w hierarchii? To banda głupców! Potraktowano mnie jak pospolitego demona, pomiota! 

Zacisnął mimowolnie pięści, czując jak wzbiera w nim irytujące poczucie gniewu. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wow, spokojnie, wiem że ich nie cierpisz. Ja też ich nie lubię. Jednak gniew nic nie da. Uspokójmy się i przemyślmy sprawę. A nóż uda nam się obu na nich zemścić. - powiedział, po chwili gwizdek czajnika zaczął wykonywać swoją funkcje. Vincent zalał herbatę. 

- Słodzi... a ta, głupie pytanie. - powiedział podając ci kubek z naparem. - Spróbuj. Potem powiesz mi czy słodzisz. - stwierdził. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington wziął kubek w dłonie i przyjrzał się uważnie napojowi. Wziął ostrożnie łyka i na chwilę odstawił na miejsce. 

- Dziękuję - powiedział. Nie do końca rozumiał ideę picia gorącego, gorzkiego napoju, ale postanowił, że przyzwyczai się do ludzkich obyczajów. 

- Nie chcę zemsty. Chcę odzyskać siebie. I imię. I łaskę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wiem jak to u was działa, ale jeśli się da mogę ci pomóc. - powiedział słodząc swoją herbatę i mieszając. Po chwili wziął łyka. - Więc, powinienem wyjaśnić ci jak działa świat co? - zapytał. - To może zacznijmy od tego co wiesz? - zapytał drapiąc się po brodzie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Kiedy byłem tu ostatnio, organizowaliście turnieje, wyprawy krzyżowe i dobrowolnie dawaliście się zakuwać w zbroje i mieszkaliście w zamkach i drewnianych chatach. To były... Interesujące czasy - odpowiedział. - Mojemu podopiecznemu udało się dożyć dobrych czterdziestu trzech lat życia, co uważam za sukces. Chyba... Chyba dość sporo się zmieniło?

Kiedy skończył, zrobiło się niezręcznie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż, teraz zamiast mieczy używa się broni palnej, chyba że jesteś w zakonie prawdziwego krzyża i biegniesz z mieczem na demona. Ludzie nie zakuwają się w zbroje, teraz raczej tworzy się kamizelki kuloodporne. Rycerstwo nie istnieje, a czterdzieści lat to dopiero połowa życia. - powiedział. - Można powiedzieć że nic nie jest już podobne do tamtych czasów. - dodał po chwili. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington zamierzał coś odpowiedzieć. Otworzył nawet usta i podrapał się po podbródku.

- ...Och. - Napił się herbaty w zamyśleniu. - Ostatecznie, to z demonami walczysz. Z tym dam radę. Co chcesz, żebym robił? - zapytał po chwili.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż, to zależy. Wpierw, wypadało by dowiedzieć się w jaki sposób uwolnić twoje moce. Założę się że jest jakaś formuła która pozwalała by to zrobić. Co prawda nie na zawsze, jednak zawsze coś prawda? - odchrząknął. - Ale najpierw może przyzwyczaimy cię do życia nas maluczkich. - oznajmił. - To może od podstaw. Ktoś się z tobą wita, jak mu odpowiadasz? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington wpatrywał się w mężczyznę, jakby został spetryfikowany. Następnie wstał gwałtownie z krzesła, jak sprężyna.

- Nie ma czasu do stracenia. Najpierw zdolności, potem nieistotne formułki... Jeśli mam cię chronić, nie potrzebuję do tego zwrotów grzecznościowych, tylko prawdziwej broni... - tu urwał nagle. - Twoja godność...?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Vincent Tracy. - przedstawił się. - Cóż, jeśli chcesz odzyskać swoje zdolności to najpierw muszę się o tobie dowiedzieć. Przed całą sytuacją, kim byłeś? Serafinem? - zapytał siadając na krześle naprzeciwko ciebie i splatając palce w obu dłoniach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cherubem - odparł Hillington. - Ale nie takim... Jak z "Madonny Sykstyńskiej" Rafaela Santi. Nie wyglądamy tak. Byłem Sługą Bożym.  Wiem trochę o waszym świecie, ale umknęło mi ostatnie kilka wieków. W Niebie jest dużo zajęć - odpowiedział, starając się odepchnąć na bok natrętne jak muchy emocje i odczucia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spokojnie, wiem że nie wyglądacie jak małe dzieci. - powiedział podnosząc rękę. - Cóż, będzie nam w takim razie znacznie łatwiej niż gdybyś był serafinem. Ale wciąż nie będzie zbyt łatwo. - stwierdził. - Przywoływania demonów wymagają formuły opisującej samego demona, w przypadku innych istot nadludzkich jest trochę inaczej. Hmm... poczekaj. Gdzieś chyba miałem książkę. - powiedział i po chwili wyszedł z kuchni. Słyszałeś przesuwanie książek, ale tak to nic poza tym. Po chwili mężczyzna wrócił do pomieszczenia z grubą księgą. Usiadł na swoim poprzednim miejscu. Przeglądał ją przez chwilę. - Dobra, teraz powiedz mi, jakie jest najbardziej znane ci miejsce na ziemi. - poprosił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie przyzwać, chcę znaleźć sposób na przełamanie twoich więzów. Nie byłem nigdy w tym specjalistą ale sądzę że dam radę. - powiedział. Przyjrzał się tobie. - Co pamiętasz o człowieku, tym o którym mówiłeś? - zapytał ponownie zaglądając w księgę. - Kim był, co robiłeś że mu pomagałeś? - doprecyzował. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nazywał się Jan Vilem, był wojownikiem. Szeptałem, kiedy trzeba było. Chroniłem. Pomagałem wypełnić misję, ale o niej mówić nie mogę. Miało to związek z ówczesnymi wydarzeniami historycznymi. Jan zmarł na dżumę, ale na to niewiele mogłem poradzić. Nie wcieliłem się wtedy w człowieka, stróżowałem 'po cichu'. To ma swoje wady - odpowiedział. Zamyślił się, a potem zamrugał i zmarszczył brwi. - Nie możesz ujrzeć mojej prawdziwej postaci - ostrzegł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...