Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

- A więc rządy tej bandy powinny runąć - skwitował. - Nie mogą trzymać mnie na smyczy całą wieczność. A ja nie mogę już niżej upaść - odpowiedział i uśmiechnął się sam do siebie, odwracając się od Vincenta. Zaraz potem wrócił do mniej przyjemnych myśli, niż utarcie nosa zakonowi. - Nie mogę cię zaatakować, nawet gdybym chciał. Masz rację, uniosłem się. Dziękuję ci za twoje zaangażowanie w sprawę. Doceniam je.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna odchrząknął. 

- To moja praca. Ale jeśli chodzi o pełne przełamanie twoich kajdan, będziemy musieli znaleźć kogoś kto był Arią oraz Tamerem. Oni się na tym znają. - powiedział drapiąc się po podbródku. - Co do rządów tej bandy. Ich główna siedziba jest w Rzymie, ale tak na prawdę są na całym świecie. Niedługo przed odejściem dowiedziałem się że Jonathan Faust, przedstawiciel Japońskiej części, chce wyszkolić syna Diabła na broń zakonu. - westchnął. - Wygrana z nimi jest naprawdę trudna. Jeśli w ogóle możliwa. - zakończył. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie ma rzeczy niemożliwych - odparł.

- Nie wiem, czy w ciele ludzkim jestem w stanie coś zrobić. Czy potrafię cokolwiek użytecznego w walce. Kiedyś potrafiłem leczyć, ale nie wiem ile z tego pozostało. Niemniej zrób co masz zrobić i idźmy już stąd, bo się tu duszę - dodał, tym razem spokojniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż, możemy iść zbadać te fabrykę. Ale jeśli chodzi o znalezienie osoby która odeszła z zakonu i zna się na klątwach może być trudne. Będę musiał popytać kilka osób. - stwierdził. - W zasadzie mogę nawet zacząć teraz. - powiedział, tu wyjął telefon i wpisał coś na nim. Przez chwile tak pisał. - Okej. To jak, idziemy badać fabrykę? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vincent założył jeszcze swój płaszcz po czym oboje wyszliście na korytarz. Mężczyzna zamknął drzwi i wyszliście na ulice. Oczywiście byłeś prowadzony bo nie znałeś jeszcze dokładnego układu ulic, jednak kierowaliście się na obrzeża. 

Po pewnym czasie stanęliście pod bramką, była otwarta na oścież. Fabryka była dużym budynkiem, teraz w wielu miejscach pełna graffiti, w niektórych miejscach odpadał tynk. Większość okien było wybite. Gdzieś musiały być jakieś drzwi. Jedyne jakie widzieliście były za duże żebyście je otworzyli. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Gdzieś tu powinny być pomniejsze drzwi, one pewnie będą otwarte. - powiedział mężczyzna po czym wszedł na teren fabryki. Prawie od razu dało się poczuć że coś jest nie tak i że w tym miejscu coś się czai. Coś złego. Idąc dalej, na lewy bok fabryki znaleźliście drzwi, niewielkie i metalowe, lekko otwarte. Mężczyzna pociągnął je do siebie. Mogliście zobaczyć wnętrze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vincent wyjął spod płaszcza rewolwer, nie pamiętasz czy zauważyłeś go wcześniej ale był to ten sam co wczoraj. 

Wnętrze wyglądało w zasadzie bardzo zwyczajnie. Stare taśmy produkcyjne i maszyny, niektóre był wybrakowane, wnętrze było brudne, poplamione wieloma nieprzyjemnymi rzeczami. Czuliście też zapach krwi. Po chwili usłyszeliście łoskot i warczenie, po drugiej stronie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zwrócił głowę w stronę warkotu. Nigdy jeszcze chyba Hillington nie miał okazji zmierzyć się z demonem w ziemskiej scenerii. Spojrzał na Vincenta z nieodgadnionym wyrazem twarzy, co dla niego było raczej standardowe.

- Czy jesteś w stanie teraz nadać mi postać pośrednią? - zapytał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vincent wyjął z kieszeni flamaster, po chwili zaczął rysować coś na dłoni, ostatecznie stworzył krąg. Potem wyjął mały nóż i przeciął dłoń. Powiedział pod nosem te samą formułkę co wcześniej aby złamać twoje kajdany i poczułeś że się zmieniasz. 

Wtedy coś wyskoczyło zza jednej z maszyn. Zaryczało. Teraz mogliście ujrzeć formę demona. Przypominał mieszankę kilku kreatur, miał krótkie tylne nogi, za to dość długie przednie, chodził na czterech łapach, miał kudłate cielsko a pysk wyglądał nieco jak pysk pitbula. Poza rogami i kolcami wzdłuż kręgosłupa. Zaczął na was warczeć na co Vincent wyjął pistolet. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozprostował kości i strzelił palcami. Skrzydła niestety nie były jeszcze w stanie działać po upadku z poprzedniego dnia. Dłoń Hillingtona rozjarzyła się białym światłem, oczy rozbłysły. Spojrzał na Vincenta pytająco.

- Czy mam spróbować go zabić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stwór na razie tylko szczerzył zęby i warczał. Najwidoczniej próbował was przestraszyć, a zwłaszcza ciebie. Chyba mu się nie podobałeś. 

- Sądzę że tak... - powiedział wyjmując rewolwer i celując w stwora, ten zawarczał jeszcze po czym skoczył na was, Vincent odskoczył w bok. Mogłeś go uderzyć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington wysłał w stronę psowatego strugę oślepiającego światła, które powinno demona spopielić. Po chwili namysłu postanowił rozbłysnąć, dla lepszego efektu. Miał nadzieję, że operacja się uda.

Z ciała zaczęło wydobywać się białe światło, które coraz bardziej się wzmagało.

- Zamknij oczy - powiedział, kierując swe słowa do Vincenta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vincent przymknął oczy starając się nie patrzeć na światło. Przydały by się gogle do spawania, światło naprawdę było oślepiające, dla demona jednak było mordercze, niezwykle wręcz bo bestia zaczęła się wycofywać, chyba próbowała jeszcze oddać ale zawyła przeraźliwie, dźwięk brzmiał jak drapanie talerza widelcem i rysowaniem po tablicy gwoździem. Naraz. Po chwili cielsko zaczęło płonąć zostawiając na ziemi kupkę popiołu. 

- Możesz chyba już przestać nawalać tym światłem. - powiedział Vincent. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- W obecnej chwili nie. Chociaż zawsze są jakieś demony. Sądzę że szybko coś się stanie. - stwierdził. Po chwili usłyszeliście łoskot zamykanych drzwi i cichy śmiech. Należał do mężczyzny. Po chwili w kierunku Vincenta poleciał głaz który on uniknął. Szybko dostrzegłeś osobę. Czułeś od niej potężną aurę, do tego demoniczną. Był to niewysoki chłopak z dziwną fryzurą o zielonych włosach. Jego ubiór też w sumie był dziwny. 

- Brat mówił że coś ciekawego tu się pojawi, ale żeby upadły? To ci dopiero. Mam nadzieje że jesteś silny. - rzucił chłopak. Zobaczyłeś że Vincent celował do niego pistoletem. Czułeś jednak jego niepokój. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington skrzywiłby się na widok demona, ale w obecnej postaci nie było takiej możliwości. Pozostało więc spojrzeć na niego wyniośle i z góry, co też zrobił. 

- Vincencie? - zapytał, czekając na sygnał.

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet gdyby Vincent chciał ci dać sygnał, nie zdążyłby bo prawie od razu po twojej wypowiedzi dziwny chłopak skoczył na ciebie uderzając cię w brzuch. W odpowiedzi w jego stronę poleciał pocisk który jednak został uniknięty, wtedy też doskoczył do Vincenta i kopnął go odpychając go na dość spory dystans. 

- Nie przeszkadzaj. - rzucił chłopak i spojrzał na ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington dotknął dłonią brzucha, w który został uderzony. Miał wrażenie, że z płuc zostało wypchnięte całe powietrze. Dostrzegł jednak, że mała nieludzka kreatura zaatakowała jego człowieka więc pozbierał się czym prędzej i skoczył w kierunku chłopaka. Złapał go dłonią i długich palcach i chciał przycisnąć do ziemi, jednocześnie traktując światłem. Promienie rozbłysły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Światło w normalnych warunkach spaliło by większość demonów ale ten został tylko poparzony. Zrzucił cię z siebie i odskoczył, złapał za poparzone miejsce i warknął wściekle. 

- Jak śmiesz traktować tak jednego z Królów Piekła?! - zawołał wściekle i rzucił się na ciebie, wykonał kilka ciosów pięścią i na koniec kopnął. Cały jego styl walki był chaotyczny, zupełnie jakby walczył tylko siłą i gniewem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie jestem piekłem, a więc nie jesteś moim królem - odparł Hillington. Wzniósł się w powietrze - tylko na chwilę, właściwie aby przedłużyć skok i uczepic się ściany. Teraz wyglądał jak wielki nietoperz, gotów rzucić się na nieprzyjaciela i rozszarpać. Wysłał w stronę demona kilka promieni światła, aby przynajmniej go oślepić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Demon zasłonił oczy ręką toteż nie oślepiłeś go, ale ponownie poparzyłeś. Chociaż obrażenia tylko rozjuszyły twojego przeciwnika, wydał z siebie dziwaczne warknięcie po czym wbił obie dłonie w ziemie, tylko po to by wyrwać kawałek skały którym prawie natychmiast rzucił w ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hillington postanowił skorzystać ze szczątkowej umiejętności teleportacji. Zniknął ze ściany i pojawił się za demonem, zastanawiając się w jaki sposób ma go pokonać. Nie byłoby problemu w przegnaniu go, gdyby nie upadł, ale...

Ale upadł. Machnął ręką, chcąc zdzielić potwornego jegomościa pazurami. Widząc, że światło jednak odrobinę parzy oponenta, wydzielił kolejną jego dawkę i postanowił przynajmniej przez chwilę w ogóle nie gasnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...