Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Kongou

[Gra]W obronie Ziemi

Recommended Posts

-- Panie Markov, zapytał bym czy zna pan z armi Matthew'a. Ale słyszę że jest pan lepiej wychowany.  --  powiedział głośno po angielsku, trochę łamaną angielszczyzną.  --  A przy okazji, chyba trzeba kotkowi ogonek uciąć, nie sądzisz towarzyszu Matthew --  spojrzał z diabelskim uśmiechem porozumiewawczo na Rosjanina.

Jakuba zdenerwowało zachowanie Matthew'a, takie nie żołnierskie. Nie solidarne. W dodatku to pytanie, jak on śmie, do kobiety. A ten niby dowcip o Rosji? Jakub nie lubiła Rosji ale to było poniżej normy, takie dno na dnie dna. A wydawało mu się że polubi tego ,,typka".

Edited by Yoda

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widział już z kim się nie dogada. I nawet nie miał zamiaru. Wiedział, że myśli i tak o nim ,,głupi jankes", a sam ocenił Polaka w kategorii rwącego się do konflktów gówniarza. Nie przejęły go specjalnie te słowa, wręcz rozweseliły. ,,Żart" o Rosji potraktował bardziej w formie prześmiewczego stereotypu, niż żeby obrazy. Z obojętności jego twarz zmieniła się w ironiczny uśmieszek, a postawa w przechylenie na jeden bok z założonymi rękami. Współpraca obecnie się nie układała, ale wolał darować sobie złośliwości, pomimo wielkiej pokusy.

Edited by Selenium v.2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Caroline prychnęła cicho.

- Chyba... Nie, jednak nie. Ostatnio byłam razczej zakuta więc nie było mowy o rozgrzewce. Mimo to jestem w dobrej kondycji. - stwierdziła po czym poprawiła nico przepaskę. Nie ma co, trafiła w ciekawe towarzystwo, choć raczej niezintegrowane.

Edited by Clocky

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Kiedyś zdarzyło mi się topić koty, ale ucinać ogony... Możemy spróbować - powiedział niby zamyślony Rusek.  Szczerze powiedziawszy nie czuł żadnego urazu do Matt'a, chociaż ten żart z niedźwiedziami go zabolał. Bardzo. Wiedział doskonale, że Rosja została przetrzebiona z ludności. W końcu ten kraj nadaje się teraz tylko na miano gruzowiska, w którym trzeba walczyć o przetrwanie. Mimo wszystko NIEZWYKLE nie spodobało mu się to porównanie, jakkolwiek prawdziwe by się ono nie okazało. Markov był człowiekiem po przejściach, mało go w życiu zaskakiwało. Ogólnie miał o sobie mniemanie mięsa armatniego, a wszelkie obrazy w jego stronę spływały po nim jak po kaczce. Jednak nie podobała mu się obraza jego kraju. Widział w nim zgliszcza i pogorzeliska. Głodował i chorował w nim. Raz nawet niemalże umarł w jego obronie. Można by powiedzieć, że był patriotą. Paradoksalnym, ale jednak. - Amerykaninie, wjechałeś właśnie niedźwiedziem na cienki lód. Polecam się stamtąd wyczołgać, dopóki nie pękł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dzięki panowie. Będę o was pamiętał... - zamyślił się na chwilę, aby w końcu uśmiechnąć się w kierunku żołnierzy i powiedzieć. - Gdziekolwiek mnie mają zamiar zabrać. 
Zabrzmiało jakbym ich żegnał na zawsze i byli mi strasznie bliscy. Może to ostatni rodacy jakich zobaczę. Nigdy nie wiadomo.
Wilhelm wszedł do samolotu i stojąc zaraz za progiem czekał na jakieś instrukcje czy wyjaśnienia. 
Mam nadzieję, że to już koniec przesiadek. I że w końcu ktoś opowie mi co, jak i czego od mnie będą wymagać. Niech nie spodziewają się, że będę biegał z jakimiś plecakami po lasach czy innych innych trasach. Nie, żebym uważał, że mi to nie przystoi albo nie mam kondycji. Po prostu czułbym, że marnuję swój potencjał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kameleon

 

W wejściu do samolotu stał kapitan statku, przywitał cię i powiedział żebyś wygodnie usiadł w którymś z foteli ponieważ podróż będzie długa. Gdy to zrobił drzwi samolotu zostały zamknięte a sam samolot zaczął jechać na pas startowy aż w końcu wzbił się w powietrze. 

 

Wszyscy

 

Baza została uprzątnięta przez Nicole i resztę żołnierzy którzy byli w stanie pracować wy natomiast byliście pod strażą w kwaterach. Nie zauważyliście jak dotąd że w oknach były już szyby. Po jakiejś godzinie przyszła do was Nicola w normalnych ubraniach, długich jeansowych spodniach oraz białej koszuli.

- Zapewne macie jakieś pytania odnośnie tego co widzieliście podczas ataku. - Oparła się o ścianę. 

 

(( A i ten kombinezon, Yoda pomógł znaleźć. Taki tylko że bez hełmu.))



shinkawa_model_108_augmented_performance_suit_by_ignusdei-d5nsj9c.thumb.jpg.2b7d7c0b08ddfb8eacd993f8ef7d2bfe.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dzięki - powiedział krótko do kapitana i wszedł do wnętrza. Zajął jeden z foteli i wciąż jakby na kogoś czekając, przymknął oczy o spróbował zasnąć.
Dzień pierwszy. Robi się tajemniczo i mrocznie. Zostałem pozostawiony sam sobie. Chyba oczekują, że taki człowiek jak ja nie może się nudzić. Nie wiem. Może zacznę powtarzać sobie włoskie zwroty? To może nie być zły pomysł.
Poprawił się w fotelu i wyciągnął mocno już zniszczoną kartkę z kieszeni płaszcza. Przejrzał ja szybko i zaczął czytać.
- Salve - przeczytał na głos i westchnął. 
Łacina prześladuję mnie nawet we włoskim. Pierdolę. Idę spać. 
Położył się wygodnie na siedzeniu i wrócił do próby zaśnięcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Da, pytania zawsze jakieś się znajdą - powiedział Rusek z uśmiechem. "Rozmiary..." - Czy to, czym zabiłaś bestię jest jedyną bronią przeciw nim? - zapytał się mimo dręczącej myśli o "rozmiarach...". To pytanie nurtowało go niemiłosiernie. Gdyby mieć dobry zespół mogący zabijać najeźdźców w każdym kraju, straty dałoby się prosto zminimalizować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakub miał multum pytań, zaczynając od tego, co mają z tym wspólnego jego przodkowie, przechodząc przez to jakim cudem jej broń od tak zniknęła, a kończąc na tym kiedy otrzymają szkolenie, broń i rozkaz do ataku. Czym dłużej myślał tym miał więcej pytań. Ale żadnego nie zadał, głównie przez barierę językową. Przy innych żołnierzach się nie przejmował że coś głupiego palnie, ale to był dowódca, to było co innego. Poza tym mogły wyjść jego braki na jaw, i co wtedy, strach pomyśleć. Więc stał przy oknie, nerwowo drapiąc się po brodzie, słuchając uważnie i wyczekując aż ktoś zada jedno z jego pytań. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To była moja broń, polega to na tym że twój przodek zawarł coś na wzór paktu że ktoś z jego potomstwa będzie w przyszłości bronił ziemi. Wchodzi w to mnóstwo okultyzmu i technologi obcych których sama jeszcze dokładnie nie rozumiem bo nie miałam do informacji pełnego dostępu. Każdy ma inną broń zależnie od swojego przodka. Tesla lubił prąd więc mam broń która strzela prądem i daje mi możliwości szybszego ruchu. Co do  tego czy to jest jedyna skuteczna broń? Tak Jedyna, niestety nie wiem dlaczego tak jak wcześniej wspomniałam. I to z oddziałami jest niemożliwe ponieważ jest nas za mało. W obecnej chwili jest nas 56 osób wraz z wami z czego 5 aktywnych oddziałów plus 2 szkolone. Ciężko jest odnajdywać potomków ważnych ludzi. Tak czy inaczej jest w was pokładana duża odpowiedzialność a na mnie jeszcze większa ponieważ muszę was wyszkolić i oddać do służby żywych. - Było widać po niej zmęczenie pomimo uśmiechu. - W wliczam w to opiekę nad wami.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Okultyzm i technologia obcych, świetne połączenie  --  Jakub powiedział sarkastycznie zły do siebie (Po polsku).  -- Może jeszcze cyrograf z Lucyferem podpisać?

Chciał z nimi walczyć, lecz to były dwie rzeczy których się bał, których nie był w stanie zrozumieć. Dodatkowo wpieniało go to że jest ich tak mało. I to że nie zrozumiał wszystkiego. Był w czarnej dupie. Wreszcie się czegoś dowiedział i dowiedział się że jest ziemia i w tym on jest w czarnej dupie. 56 osób ma obronić cały świat, niezły dowcip. Myślał wpierw gdy dostał nowy przydział że trafi do jakiejś jednostki badawczej, do laboratorium pomóc badaczom. Potem że na jakieś specjalne szkolenie, że szykuje się kontr atak lub przynajmniej jest plan obrony, a tu statystyki, niezłe zdziwko. Mniej niż 56 osób ma obronić całą planetę? Tu armi trzeba a nie oddziału samobójców. Ale co mu zostało, przynajmniej przed sądem ostatecznym będzie mógł powiedzieć że próbował. 

Edited by Yoda

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wilhelm obracając się z boku na bok, stwierdził, że jest potwornie głodny. Nie jadł nic od wielu godzin. 

Miejmy nadzieję, że dostanę coś do jedzenia na miejscu. Spróbuję zabić głód papierosem. 

Wyciągnął jednego z paczki i odpalił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Rozumiem - powiedział Rusek drapiąc się po brodzie. Nie chciał zastanawiać się nad tą częścią z technologią i okultyzmem. Wiedział, że jest na to po prostu za głupi. Zastanowił się za to nad liczbą żołnierzy. Bo, mówiąc szczerze, była ona mierna. Mimo wszystko szanse na wygrane nie są zerowe. Są znikome.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słysząc o okultyźmie trochę się przeraził, ale doszedł do wniosku, że musi to zrobić. Poza tym zapewnienie o technologii było uspokajające, mimo, że wolał tradycyjną broń, to ta mogła okazać się bardziej efektywna. I tak nie zmienił swojego zdania, ale widząc miny innych stwierdził, że chyba już nie będą tacy chętni do walki, co ukazał uśmiechając się jedną stroną ust.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...