Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Kongou

[Gra]W obronie Ziemi

Recommended Posts

Ruszyliście w stronę kwater, gdy weszliście do środka poczuliście przyjemny zapach. Na ścianach były tabliczki z napisami "kantyna", "pokój odpoczynkowy", "pokoje od 1-10" w 3 językach, rosyjskim, angielskim oraz japońskim. Interesowała was teraz kantyna, tak w ogóle czuliście smaczne jedzenie w powietrzu a więc nie musieliście gotować ani jeść resztek. Kantyna wyglądała następująco kilka stolików rozkładanych stało połączonych razem tworząc trzy rzędy przy których stały krzesła to wszystko zajmowało 3/4 pomieszczenia. Pozostała część to kuchnia. Gdy już weszliście do kantyny zobaczyliście za ladą gotującą Nicole. Nadal była w bikini ale miała na sobie fartuszek, stała do was tyłem, skórę miała lekko zaczerwienioną od słońca. 

- Zaraz wam nałożę więc chwilkę poczekajcie. - Uśmiechnęła się do nich i puściła im oko. Ogólnie czuliście zapach curry, mięsa i ryżu. 

 

 

W tym samym czasie w pewnej wiosce w Niemczech odbywały się lekarskie badania i właśnie młody mężczyzna był sprawdzany. Urządzenie zabuczało gdy zrobił dokładnie co mu powiedziano i na monitorze pokazało iż jest on potomkiem Fryderyka II Wielkiego. Tym mężczyzną był Wilhelm Shuller. Od razu powiedziano co z nim się stanie i że ma iść z wojskowymi do ich ciężarówki którą przyjechali do wioski. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakub szedł korytarzem z resztą załogi. Zauważył że znaki są po rosyjsku, nie był to polski ale lepsze to nisz angielski. Nie poczuł zapachu jedzenia, gdyż jego węch został uszkodzony już w dzieciństwie i przez to nie czuł niczego. Ale gdy wszedł na stołówkę wydawało mu się że zobaczył boginie. Dla głodnego Kuby który od kilku lat nie miał nic normalnego w ustach, gotująca zwykłe jedzenie kobieta była boginią, chodzi by była niewiarygodnie brzydka. Nawet nie popatrzył na Nicole, jego wzrok zawiesił się na jedzeniu, znieruchomiał a oczy zaświeciły mu się jak znicze. Nie wierzył własnym oczom. Przez jego głowę przemknęła jedynie jedna myśl.

Nie wiem co zrobiłem że mnie tu wysłali, ale zrobiłbym to jeszcze tysiąc razy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wilhelm niechętnie zgłosił się na badania. Jego życie jak na dzisiejsze czasy było wygodne. Skończył szkołę i miał zamiar pomóc w rodzinnym biznesie, a tu nagle wojna, a później badania. Wykonał wszytko tak jak mu kazano i chciał wracać, ale okazało się, że ma lecieć na drugi koniec świata zwalczać kosmitów, tylko dlatego, że jest potomkiem króla Prus, który nie żyje od kilku setek lat.
- Nie mówicie poważnie, prawda - spytał. - Nie mogę teraz jechać. Czy to nie może poczekać - uśmiechnął się przyjaźnie do wojskowych. Mimo to wiedział, że to nic nie da. 
Co to starożytność, żeby do wojska brać bogatych i dobrze urodzonych. Nie nadaję się na trepa - westchnął w myślach. - Fryderyk II Wielki. Już nie miałem kogo mieć za przodka. Mógłby być nie wiem... Juliusz Cezar, albo Trajan. Kpina. - Zanurzył się w rozmyślaniach wciąż patrząc na wojskowych. - A co jeśli tak na prawdę sobie to zmyślili? Co jeśli jest to po prostu sposób, żeby wcielić kilku ludzi do armii za darmo. Pewnie tak właśnie jest. Oczywiście jeśli się nie zgodzę to wezmą mnie siłą. Wolę zachować pozory bycia odważnym i honorowym.
- Skoro nie mam wyjścia to ruszajmy. Im szybciej wrócę tym lepiej - powiedział do żołnierzy i ruszył w kierunku ciężarówki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Smacznego. - rzucił wyprzedzając. Był głodny, więc cokolwiek było w stanie zadowolić jego podniebienie. Widząc, że znaki są po rosyjsku lekko się zirytował, bo dla niego był to tylko ciąg dziwnych znaczków jakie mogłoby narysować dziecko z przedszkola. Matt popatrzył przez chwilę na gotującą, a potem na ,,nowego". Atmosfera wydawała się być tutaj trudna a pomimo zamienienia kilku słów z innymi pozostawał nieufny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rosjanin idąc z załogą zauważył swój język na tabliczkach. "Normalnie duma narodu." Po wejściu do kantyny poczuł niemalże nieznany zapach żarcia, po którym nie trzeba było powstrzymywać wymiotów. Uważał to jednak za zły znak. Jeżeli da się rozpieścić, zmięknie. Tacy żołnierze to jedynie kule u nóg.

- Rozkaz, pani szefowo - powiedział do Nicole, po czym usiadł przy najbliższym stoliku. Zaczął wystukiwać palcami sobie tylko znaną melodię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zylo przewrócił oczami. W zasadzie zastanawiał się co ona tu robiła. Jeśli ona miała być ich przełożoną to zaczynał się obawiać o przyszłość czegokolwiek. Nie dość że cały czas chodziła w bikini to jeszcze opalała się kiedy oni ćwiczyli. 

No i oczywiście sposób naboru. Czyli branie kogo się da bo ma korzenie naukowe. Generał który opracował te metodę z pewnością znał się na zarządzaniu zasobami ludzkimi. 

Usiadł obojętnie przy najbliższym ze stolików i oparł głowę o rękę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nicola podała im po dużym talerzu curry z mięsem po czym podeszła do lodówki.

- Tu macie piwo jeśli chcecie. - Po czym wyszła gdy jej krótkofalówka zadzwoniła. Jedynie co usłyszeliście to to że ma się stawić w barakach.

 

Kameleon

 

Ciężarówka jechała przez ciężki teren, cały czas przez las pomimo tego iż były normalne drogi. Dzięki temu cały czas były wyboje i cała załoga pojazdu od czasu do czasu podskakiwała na fotelach. Nie było to przyjemne tym bardziej że nie wiedziałeś gdzie dokładnie jedziesz.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakub nie pewnie usiadł przy stole. Już miał połknąć cały posiłek jednym kęsem, gdy umysł spłatał mu figla, a bardziej coś mu przypomniał. Nagła wizja, wspomnienie przedstawiało moment gdy na rozkaz wyrzucali zwłoki ludzi z tunelów, zwłoki ludzi którzy umarli z głodu. Opanowała go furia i jeść się mu odechciało. Jego rodacy głodują a on dostaje takie frykasy? Mogą to zabrać i dać potrzebującym, on sam o siebie zadbać potrafi. Wziął jedynie piwo i wychodząc burczał tylko pod nosem.

-- Burdel nie jednostka wojskowa. miałem walczyć a nie siedzieć tu bez sensu. Niech dadzą mi karabin i wyślą na front, albo przynajmniej laboratorium chemiczne. Cokolwiek!

Przed drzwiami jeszcze spojrzał na piwo. Na etykiecie były jakieś azjatyckie znaczki. Gdy zobaczył jedyne znany mu znaczki, ilość alkoholu w piwku, natychmiast wyrzucił je do pobliskiego kosza z uśmiechem na twarzy.

-- Przyjacielu, życzę smacznego trunku  --  powiedział sarkastycznie. po rosyjsku.

Po czym wyszedł przed budynek ,odetchnąć i się uspokoić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rosjanin spojrzał zdziwiony na wychodzącego Polaka, ale nic nie powiedział. Rozumiał sytuację i wiedział, że w Polsce nie ma lekko. Wzruszył tylko ramionami i spojrzał na talerz. Była to prawdopodobnie jedna z lepszych rzeczy, jaką widział na tym świecie. Mając na wspomnieniu swoich towarzyszy, którzy znając życie głodowali i lali się o ciepłą wodę na surowej pizgawie wysoko w Uralu, uśmiechnął się tylko. "Niech wam fortuna sprzyja" - pomyślał, po czym spałaszował całą miskę. 

Jadł szybko i bez większych manier. Żołnierzowi nie były one potrzebne. Miał zabijać, nie podcierać sobie tyłek na salonach. Po skończonym posiłku beknął solidnie i mruknął "Niech pójdzie w lepsze ręce", po czym wstał i, łapiąc w chodzie piwo wyszedł z kantyny. Otworzył szybko trunek w drodze na zewnątrz, po czym wziął łyka.

"Szczyny. Witam w Nie-Mateczce-Rosji. Nawet w tak biedne strefy wojskowe, jak moja dawna dawali lepsze procenty." Mimo wszystko pił dalej. Czasy są zbyt ciężkie, aby wybrzydzać.

Planował jeszcze trochę pobiegać. Nie był przyzwyczajony do "wolnego dnia", nie w jego jednostce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdzie oni mnie wiozą? To chyba nie jest porwanie. Stać mnie na okup, tylko po co cała ta otoczka? - Wilhelm rozejrzał się po współpasażerach. - Nie... Za dużo roboty. To czemu wozić go po lasach? Nie ma normalnych dróg, aby dojechać do bazy wojskowej czy lotniska? Nie wiedziałem, że nasza armia jest tak bardzo w tyle. - Wyciągnął i zapalił papierosa. -  Z drugiej strony skoro ściągają ludzi mojego typu wręcz z ulicy i wożą po zadupiach to jednak mnie to nie dziwi. Dobra. Trzeba się czegoś dowiedzieć.

- Wiecie coś więcej - spytał wyciągając paczkę papierosów w kierunku żołnierzy. - Jakieś szczegóły? Czy macie mnie gdzieś po prostu dostarczyć? - Sam zaciągnął się dymem w oczekiwaniu na odpowiedź lub jej brak. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie piję piwa, nie zrobi mi to... - rzekł ale złapała go chwila zdumienia widząc zachowanie Polaka. Wyrzucił świeże jedzenie, i ogółem dziwnie się zachowywał. Podczas gdy sam cieszył się z przysmaków, spojrzał z niedowierzaniem na pozostałycg towarzyszy.

- Ale życzę smacznego. - dopowiedział zderozientowany całą sytuacją. 

Matthew nie mógł pojąć jak można nie korzystać z luksusów które im oferowano. Po zjedzeniu wyszedł z pomieszczenie na świeże powietrze. Zazwyczaj w tym momencie by zapalił, ale próbując się przyzwyczaić do warunków oparł się o pierwszą lepszą ścianę i zaczął rozmyślać nad tym co czeka świat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nicola weszła do baraku, były tam specjalne stroje bojowe dla potomków. Zaawansowane technologicznie skafandry które potrafiły unosić nad wodą użytkownika i korzystać z wysokich skoków maksymalnie na 10 metrów. Nicola szybko się przebrała i ruszyła na pas startowy gdzie stał transportowy odrzutowiec. Widać było wszystko z jadalni. Gdy wsiadła klapa się zamknęła i samolot ruszył w dużej szybkości. Odrzutowiec kierował się do Japonii.

 

 

Kameleon

 

Jeden z żołnierzy odwrócił się. 

- Cóż Monachium znajduje się pod atakiem więc nie możemy na razie skorzystać z lotniska a wszystkie bazy mają teraz chaos na głowie, nie ma sensu cię tam prowadzić. Jedziemy do Czechów na lotnisko żeby tam cię zapakować w samolot i dostarczyć ludziom którzy będą wiedzieli co dalej robić. Zapewne dalej cię gdzieś wyślą na trening albo coś, niestety nie wiemy nic więcej. Mieliśmy rozkazy odszukać potomków i odeskortować. 

 

Clocky

Siedziałaś w celi w jednym z Tokijskich więzień. Próba wysadzenia lotniska i przy okazji obrabowania pobliskiego banku nie poszła tak jak planowałaś. Jedna rzecz jaka cię ratowała to to iż po szybkich oględzinach zostałaś sprawdzona tajemniczą maszyną która wykazała połączenie z sławną polką Emilią Plater. Czekałaś na wyrok lub ułaskawienie, albo gorzej prace społeczne o wymiarze żołnierza na pierwszej linii frontu z Metronami. W tym samym czasie nad więzieniem zawisł w powietrzu transporter wojskowy z którego wyskoczyła blondynka, używając skafandra w ostatniej chwili nie połamała się i wylądowała gładko na ziemi. Od razu wybiegł funkcjonariusz. Blondynka zaczęła doskonale rozmawiać z oficerem po japońsku i ruszyli do cel. Gdy weszli do pokoju zobaczyłaś oficera policji i dziwnie ubraną blondynkę. 

- Czyli to ty jesteś tą niegrzeczną dziewczynką. - Powiedziała tym razem po polsku do Caroline uśmiechając się. 

 

 

Ogólne oświadczenie. 

Ogólnie mamy full team na sesji. Wprowadzam zasadę, jeśli ktoś nie napiszę choć 1 posta przez 24 godziny <czyt. 1 dzień> automatycznie jest wyrzucany z sesji. 

 

Dziękuję za uwagę. 

 

image.jpg.51106bfa96e8fa92be8722d49bb2e5

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dała się złapać  Tylko tego brakowało. Jeszcze ten wynik testu. Co zamierzali teraz z nią zrobić. Kiedy dziewczyna weszła do pokoju Caroline nieco zatkało. Za kogo ona się uważała, hm? Żeby tak się do niej zwracać. Po za tym, czemu była tak dziwnie ubrana. Tak skąpo. Sama nigdy by się tak nie ubrała, o nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To byłoby za łatwe, prawda - spytał, ale raczej samego siebie niż któregoś z wojaków.
Coś czuję, że ta podróż trochę potrwa. Dobrze, że przed zabraniem mnie zdążyłem ukończyć kurs włoskiego i odhaczyłem kolejny język z listy do nauczenia czy w przypadku kursu - liźnięcia.. Francuski, niemiecki i angielski był w szkole. Później łacina i hiszpański, która są ze sobą dość ściśle powiązane. Nie wspominając, że na medycynie ten pierwszy jest przydatny. Tyle rzeczy do nauki, a tak mało czasu. Mam nadzieję, że będę miał okazję nauczyć się czegoś nowego od reszty "wybrańców" i nie uznam tego czasu za stracony. Jeśli przeżyję.

- Często zdarza wam się znajdować ludzi z wybitnymi przodkami - spytał żołnierzy starając się nie nudzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clocky

 

- Masz coś do powiedzenie? - Zapytała się Nicola. - Hmm twój przodek, Emilia Plater nie była by dumna z kogoś kto próbuje wysadzić niewinnych ludzi w takich czasach.  Cóż, jeśli chcesz wiedzieć nazywam się Nicola Kosla, jestem dowódcą 6 oddziału specjalnego. Moim przodkiem był Nicola Tesla, i w tym momencie jestem twoją przepustką na zewnątrz pod jednym warunkiem, albo pod kilkoma. Po pierwsze bez warunkowo będziesz się mnie słuchać, po drugie nie będziesz próbowała uciekać i po trzecie nie będziesz działać na niczyją szkodę. Jeśli nie przyjmiesz mojej propozycji zostaniesz stracona jutro rano jako zdrajczyni rasy ludzkiej. Wybieraj. 

 

Kameleon

- Nie, pierwszy raz kogoś takiego spotykamy. Jeszcze nikt z Niemczech nie został wezwany, będziesz nas tak jakby chyba reprezentował. - Powiedział kierowca, ogólnie przyjemni ludzie. Można było z nimi porozmawiać i nawet pośmiać jeśli była by okazja, a przynajmniej tobie się tak mogło wydawać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna nieco zmarszczyła brwi. Pochyliła się bardziej ku ziemi patrząc na podłogę. Zastanawiała się. Chyba życie było ważniejsze. Po za tym, jeśli teraz usłucha, zrobi co trzeba... To może dadzą jej potem wolność? A wtedy powri do dawnych nawyków. Zaśmiała się cicho.

- Nie mogę się nie zgodzić, bo i inaczej zginę. Co innego mi pozostaje? Dobra. - powiedziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widzę, że nie martwi ich śmierć kompanów na froncie. Nie mój problem. Przynajmniej nie trafiłem na sztywniaków. W takich chwilach trzeba szukać pozytywów. 

- Postaram się zrobić to jak najlepiej. Co do tego nie miejcie wątpliwości. -  Uśmiechnął się, aby powstrzymać swoją ciekawość. Dobrze byłoby się dowiedzieć jak wygląda sytuacja. Z drugiej strony nie chce poruszać tematu wojny. Wiele już nasłuchał się od ojca i dziadka l. O tej wojnie tak jak o wcześniejszych. 

Wyciągnął kolejnego papierosa dla zabicia czasu i odwrócenia swojej uwagi od rzeczywistości. Nie na dlugo. 

- Wecie może co dzieje się na froncie -  Wilhelm nie wytrzymał i musiał o to zapytać. Lepiej niech mają dobre wieści. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clocky

 

Nicola odwróciła się do oficera i powiedziała po japońsku.

- Rozkuć ją, zabieramy ją na szkolenie. - Gdy wydała rozkaz oficer od razu posłusznie wykonał. Dziewczyna była wolne, w tym momencie Nicola podała jej dłoń. - Miło będzie współpracować. Ruszajmy. - Ruszyła drzwiami na powierzchnie gdzie czekał ich transport. 

 

Kameleon

 

Nie odwracając się do Wilhelma żołnierz zaczął mówić.

- Z początku to była jedna wielka masakra, przybyli od strony Arabelii, rozpętał się chaos. Dobrze że w pobliżu stacjonowała na lotnisku 4 lotnicza a na obrzeżach był 7 kompania zmotoryzowana. Wytrzymali do przybycia jednostek specjalnych w których ty masz się znaleźć. Czyszczą teraz miasto ale nadal jest niebezpiecznie żeby od tak tam sobie wjechać. Na szczęście większość cywili została ewakuowana na Kilinikę Grosenhausen. Przed tą dzielnicą umieszczono główną linię obronną. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czyli nie jest tak źle. A przynajmniej lepiej niż się spodziewałem -  westchnął i oparł głowę o siedzenie z zamiarem drzemki. Uznał to za najlepszą opcję w jego sytuacji. W razie czego i tak go obudzą. Eskorta to eskorta. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakub siedział na jednej z ławek nie opodal pasa startowego. Wkurzony obserwował całą jednostkę, zaczynał opracowywać plan ucieczki i ruszenia na front. Nagle zauważył tą blondynkę, była przedziwnie ubrana. Nie wierząc zamrugał dwa razy, kiedy ta wchodziła do odrzutowca. 

Kurwa, o chuj tu chodzi? W co ona się ubrała? Muszę czym prędzej spierdalać z tego wariatkowa!  -- pomyślał w szoku.

Edited by Yoda

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zylo obojętnie zjadł posiłek. Niezbyt chciało mu się tu przebywać, chciał iść do laboratorium, popracować w spokoju. Zresztą, to poszedł zrobić, odłożył talerz po sobie. Potem wyszedł z kantyny poszukać laboratorium. Chciał porobić coś przyjemnego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rusek podczas biegu wokół pasu startowego zauważył startujący odrzutowiec z Nicole w środku. "Do svidaniya" - pomyślał. W pewnym momencie zauważył siedzącego Jakuba. Z braku lepszych rzeczy do roboty podbiegł do niego z małym uśmiechem.

- Coś się dzieje towariszu? Wyglądasz na nieźle podminowanego - powiedział z uśmiechem. W jego jednostce żart z podminowaniem był dosyć sławny z powodu pola minowego, które było mistrzem w swoim fachu i niszczyło przyjemność z każdych ćwiczeń bojowych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sytuacja nie zrobiła na nim wrażenia. Dalej stał bezczynnie obserwując niebo. Mało było w jego rodzimym miejscu przelatujących samolotów, więc to narazie wydawało się być jedyną rozrywką dla Kanadyjczyka. Ukradkiem oka obserwował współbiorących udział w projekcie, ale na ten moment bardziej niż na rozmowie wolał skupić się na myślach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-- Po chuj tu jesteśmy Panie Markov? Siedzimy tu a tam wojna. Nasi giną. Trzeba im pomóc  --  tu zrobił Jakub małą przerwę by pozbierać wściekłe myśli w jedno zdanie. -- Co ja bym dał za karabin i transport na front, lub przynajmniej jakieś dobre laboratorium! Jak nie pomógłbym osobiście, to przynajmniej bym coś wymyślił by ich wspomóc. Rozumie pan? Ja nie potrafię tak siedzieć!  --  znów zrobił przerwę.  --  Kombinuje jak spieprzyć z tego burdelu. Statek odpada, zbyt duże jednostki a i kij wie gdzie jesteśmy. Samolot byłby dobry, ale czort wie jak tym ustrojstwem latać. Więc puki co obserwuje i kombinuje, jak tu się wydostać, by kilku kosmitów utłuc.

Polak emocjonalnie tłumaczył starszemu towarzyszowi swój problem. Jakub już był taki, patriota mimo wszystko. Chciał zemsty za rodziców, ale i ochronić ojczyznę. A tu nic nie mógł zrobić. Ta bezczynność i brak informacji wprawiał go w furie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Pierwszy dzień i już chcesz spierdalać? - zapytał się Rusek szczerząc zęby. Przysiadł się do rozmówcy. - Trochę cierpliwości. Szczerze powiedziawszy wybierając się tutaj spodziewałem się czegoś zupełnie innego, niż zastałem. Spodziewałem się prawdziwego wojska, w którym termin "dzień wolny" istnieje tylko w opowieściach, żarcie jest ohydne, a pole do ćwiczeń daje w kość. Zastałem bieg z plecakiem, który sam w sobie ciężki nie był i zajebiste żarcie, który w mojej jednostce było jedynie mokrym snem głodujących wojów - tu przerwał i wciągnął powietrze. - Nawet powietrze jest lepsze. Nie śmierdzi potem i chęcią jebnięcia twarzą w śnieg, by nie słuchać porannej tyrady. Mimo wszystko trzeba czekać. - Markov ziewnął soczyście. - Nie wiem, w jakiej sytuacji się znajdujesz, ale rozumiem ogół. Każdy ma swoje ukryte motywy, które go zżerają. - Rusek zamlaskał marszcząc brwi. - Co zrobisz po ucieczce? Jesteśmy gdzieś w środku Wypizdowia Wielkiego, które jest niezłym paradoksem szczerze mówiąc. Tam, gdzie dorastałem było szaro i ponuro. Może to przez gruzy i pył? - zapytał z uśmiechem. Nie miał złego nastawienia do przeszłości. Co było, to było. Tego się nie zmieni. - Tu zaś jest tak... kolorowiej. Chociaż może mi się tylko wydawać przez lepsze warunki.

"Nie mówiąc o tym, że narwani, młodzi ludzie przeważnie giną pierwsi" - pomyślał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...