Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

latest?cb=20130608025235

 

Stacja orbitalna planety Quarzite, 36 ABY

 

Zabawne, jak bardzo różnili się szturmowcy sprzed bitwy o Yavin i po bitwie o Yavin.

Jeśli można było przyznać coś Najwyższemu Porządkowi, to perfekcyjne szkolenie (w zakres którego wchodziło także pranie mózgu) i skutkująca temu lojalność żołnierzy. Kto mógł pomyśleć te kilkadziesiąt lat wcześniej, że klony staną się przestarzałym, nietrafionym pomysłem? I choć w istocie oddziały klonów spełniały wymogi estetyczne (równe rzędy, równy wzrost, taki sam mechaniczny chód), to jednak żołnierze różniący się wielkością byli o wiele bardziej ekonomiczni. Nie starzeli się tak szybko, nie zapadali tak łatwo na choroby zakaźne.

Jeden z najniższych szturmowców stał w sali z panoramicznym oknem wychodzącym na Quarzite. Cały, nieszczególnie wielki oddział żołnierzy czekał na windę, która doprowadzi ich do bezpiecznego wnętrza planety. Względnie bezpiecznego - gdyby okazało się, że jest inaczej, to od tego byli szturmowcy właśnie.

Nieopodal stał kalamarianin, Ande-ek Akul przybywający na Quarzite z misją pokojową. Zadaniem YU-1337, podobnie jak zadaniem całej reszty szturmowców zebranych na stacji było zadbanie, aby bucowaty dyplomata dotarł z powrotem do bazy Najwyższego Porządku cały i zdrowy. W tym momencie, falując od czasu do czasu swoimi długimi, na wyrost bogatymi szatami, manipulował przy holoodbiorniku.

Winda przyjechała.  Wielki wagon mogący pomieścić w sobie i setkę humanoidalnych istot oznajmił swoje przybycie nieprzyjemnym, ochrypłym piskiem.

Beluganin, jeden z technicznych pracujących na stacji, dotknął palcem panelu przy drzwiach i wrota rozsunęły się, ukazując okrągłe, ciemne pomieszczenie o metalowych ścianach, sklepieniu i podłodze. Jeden z towarzyszy Yuri popchnął ją do przodu, zachęcając do wkroczenia do środka.

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Racja, nadzwyczaj lojalni i sprawni żołnierze byli towrzeni na drodze  szkoleń Najwyższego Porządku. Zabójczy, bezwzględni i fanatczyni - ale potrafiący autonomicznie myśleć, dużo lepiej niż każdy "estetyczny" klon. YU-1337 była jednym z wielu owoców szkolenia, z czego czuła się dumna. Jednak ukryła tę dumę głęboko w środku, ponieważ YU wiedziała, że zbytnia pewność siebie nie przystoi szturmowcom.

 

Lekkie pchnięcie wybiło ją z równowagi, jednak było to tak ledwo widoczne że tylko dobry obserwator mógł to zauważyć. Zaraz zajęła miejsce gdzieś z tyłu okrągłej windy, ażeby nie wadzić reszcie swojego oddziału, oraz rzecz jasna eskortowanemu dyplomacie, który jakoś szczególnie nie przypadł YU-1337 do gustu. Ale sha, opinie trzeba zostawić dla siebie - liczy się tylko odpowiednie wykonanie zadania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oddział nie był zbyt liczny, bo i Najwyższy Porządek wierzył w skuteczność i wyszkolenie swoich żołnierzy. Dwudziestka na misję dyplomatyczną absolutnie wystarczała, tym bardziej, że  nikt nie przewidywał kłopotów. Jak się wkrótce okaże, zupełnie niesłusznie.

Wokół metalowego rdzenia przeplatanego diodami znajdowały się podświetlone kręgi, na którym rozkazano stanąć żołnierzom. Po pięć osób na każdy krąg. Rozległ się sygnał i windy z zawrotną prędkością pomknęły w stronę planety.

Yuri w towarzystwie dwóch innych żołnierzy, ambasadora i Beluganina. Oboje sprawiali wrażenie na wyrost dumnych i oboje mierzyli się przez chwilę wzrokiem.

- Wielki to będzie dzień dla Quartzitu i wszystkich Belugan. Cieszymy się, że planeta zostanie wdrożona w ligę planet przyjaznych Najwyższemu Porządkowi - odezwał się miejscowy. Kalamarianin skinął głową ze zrozumieniem.

-  Nas także ogromnie cieszy, że mimo powszechnie panujących, krzywdzących opinii wasz wódz zdecydował się podążyć za głosem rozsądku. Ale jak słyszałem, Beluganie nie są jedyną inteligentną rasą przebywającą pod powierzchnią Quartzitu? Hm?

- Nie jesteśmy z tego zadowoleni, ale lata trwał spór między nami, a barbarzyńskim plemieniem Kage. W tej chwili nie stanowią zagrożenia - odparł zdawkowo Beluganin z absolutnie pokerową twarzą, choć trudno było dokładne stwierdzić nastrój u kogoś posiadającego dwie szczęki i cztery pary warg.

 

Winda zatrzymała się, a grodzie otwarły, przepuszczając całe towarzystwo pod przewodnictwem ambasadora Belugan. Stacja była raczej słabo oświetlona, a na niedostatek światła wpływały także ściany z ferrobetonu, tylko miejscami rozjaśnione niebieskimi panelami świetlnymi.

Ambasador ruszył dalej, w stronę wyjścia ze stacji.

- Życie i cała nasza cywilizacja rozwinęły się pod powierzchnią planety, w rozległych komorach jaskiń, rozciągających się przez skorupę. Na powierzchni życie nie jest możliwe; panuje tam zbyt wysokie ciśnienie, które miażdży organizmy żywe. Przez długi czas przebywaliśmy z dala od zdarzeń Galaktyki, do momentu, w którym...

 

Drzwi rozsunęły się, prowadząc na taras wychodzący na jedną z tych ogromnych komór. Wszędzie z gruntu i sklepienia wyrastały olbrzymie kryształy. Niektóre z nich wytwarzały nawet światło. Przechodziły od różów, przez fiolety i granaty aż do morskich zieleni.

- ... Korzystne zwłaszcza ze względu na zapotrzebowanie na kryształy, między innymi wykorzystywane przez dawne sekty użytkowników Mocy. Występuje tu kyber, tak rzadki minerał i jeden z naszych towarów eksportowych. Jego walory energetyczne...

Wprawne oko Yuri dostrzegło ruch pomiędzy kryształami z jej lewej strony, poniżej tarasu, kilkadziesiąt metrów dalej. Ruch w cieniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile Yuri nie interesowała się polityką i dyplomacją w żadnym stopniu - jeden z jej wcześniejszych dowódców mawiał mówić, że "Wszystko wykonać można z użyciem blastera, a jak nie, to dorzuć ładunki." - przez co o aktualnej sytuacji politycznej miała pojęcie słabe, o tyle zawsze lubiła słuchać co inni mają do powiedzenia na ten temat. Choć misje dyplomatyczne były w jej opinii nużące, to jednak lubiła brać w nich udział, głównie przez wzgląd na gadatliwych dyplomatów.

Szybki zjazd w dół planety spowodował lekkie mroczki przed oczami dziewczyny, ta jednak uznała że jest to rzecz normalna przy tak nagłych zmianach położenia, oraz że i tak zaraz jej przejdzie. Nadal, był to pewnego rodzaju dyskomfort.

Rzeczywiście, mroczki ustały, ale dopiero po dobrej minucie od zatrzymania wind. Cóż, ważne że jej wzrok widział już normalnie - zaraz, zapewne, jej będzie potrzebny.

Choć rzecz jasna słuchanie dyplomatów było miłą częścią jej misji, przede wszystkim miała pilnować żeby tym nic się nie stało - a pierwszym krokiem do tego było rozpoznanie. W jej wypadku, ograniczało się to do uważnego rozglądania się.

… Niestety, kryształ mieniący się w blasku nawet tak ograniczonego światła był w stanie przykuć jej oko na dłużej. Najładniejszy, to jest jeden wahający się między ciemnym różem, a czymś pokroju czerwieni, złapał jej wzrok na dobrą minutę. Los chciał że to właśnie ten kryształ był po lewej stronie - toteż zauważyła że coś w cieniu się poruszyło, zaraz za kryształami. Uznała za raczej nikogo tam być nie powinno - po coś ten taras tutaj był. Na razie tylko obserwowała, gotowa do pyknięcia szturmowca obok niej gdyby jednak okazało się, że ruch był jak najbardziej prawdziwy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale cień, źródło owego ruchu, zniknął równie szybko co się pojawił, pozostawiając Yuri tylko niejasne przeczucia.

Z tarasu ruszyli szerokim mostem w stronę stacji kolei nadziemnej. Przewodnik wciąż się produkował, starając się ukazać Blugan widocznie z jak najlepszej strony.

-... Nasza chluba, nadźwiękowa kolej nadziemna! Najszybszy sposób na podróżowanie przez nasze tereny. Pozwolę sobie dodać, może nieco jednostronnie, że rasa Kage za czasów swego istnienia zdolna była tylko siodłać olbrzymie milodony, szkodniki żywiące się solami mineralnymi zawartymi w kryształach. Olbrzymie... robale. Noszące na grzbiecie mniejsze robale, proszę wybaczyć bezczelność...

Stacja składała się z peronu i dwóch olbrzymich, metalowych pierścieni umieszczonych po obu jej krańcach. To pomiędzy nimi musiały zatrzymywać się wagony pociągu. Kilka metrów poniżej znajdowało się dno komory przykryte przejrzystą wodą, przez którą przebijały zielonkawe kryształy.

Pociąg obwieścił swoje przybycie świstem powietrza i gwizdem mechanizmów. Poruszał się z ogromną prędkością, ale system pierścieni zbudowanych na całej długości jego trasy był w stanie wspaniale ową prędkość kontrolować, o czym świadczyło chociażby błyskawiczne wyhamowanie kolei.

Przed ambasadorami rozsunęły się drzwi, wpuszczając ich do ciemnego, podświetlanego błękitnymi światłami pomieszczenia. Najpierw ambasadorowie, potem szturmowcy.

- I... uhm, pańscy żołnierze proszeni są do drugiego przedziału. To tuż obok, za drzwiami. - Beluganin wskazał oddziałowi mały przedział i sam odprowadził Ande-ek Akula w drugą stronę, proponując mu posiłek.

- Luksusy - stwierdził CJ-4457, nieoficjalnie nazywany Joe i ruszył w stronę foteli. Drzwi się zamknęły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna próbowała jeszcze przez krótką chwilę coś dojrzeć wokół kryształów, choćby namiastkę jeszcze jednego ruchu. Ale niestety, cień zniknął tak szybko jak się pojawił, zaś Yuri miała dziwne przekonanie że nie będzie to jedna z tych "spokojnych" misji, na jakich to zdarzało się jej bywać.

Westchnęła cicho, robiąc kilka dłuższych kroków by naprawić luźny szyk uformowany wokół dyplomatów. I tak nie miała nic lepszego do roboty niż słuchanie Bulgana, który, jakby nie patrzeć, dosyć słusznie zachwalał system podziemnej koleji. YU nie była jednak do końca przekonana co do komfortu który był oferowany przez tak szybki środek transportu. Głównie martwiło ją hamowanie - może było ono widowiskowe, ale wątpiła czy tak nagła utrata prędkości dobrze wpłynie na ciała pasażerów. 

W każdym razie, nie miała innej alternatywy, dlatego też wskoczyła do środka bez większego zastanowienia, a potem - oddelegowana przez tutejszego - zniknęła za drzwiami drugiego przedziału. Zajęła spokojnie jedno z miejsc, kładąc swoją broń na kolanach, zaś sposób jej siedzenia przywoływał na myśl wygląd wyprostowanej przyzwoitki.

- Przynajmniej są fotele. - Odpowiedziała na komentarz CJ, spoglądając w jego stronę. - O ile dobrze pamiętam, ostatnim razem wszyscy musieliśmy stać przez większość podróży, stłoczeni w małym przedziale.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Może to awans społeczny - zaproponował inny z oddziału, DF-2331 'Duff'. Odważył się zdjąć hełm z głowy, bo i chwilowo, w zamkniętym pomieszczeniu, nie było sensu go nosić. Odsłonił bladą twarz. DF mimo swojego przyjaznego przysposobienia kojarzył się trochę ze szczurem i świadczyły o tym zarówno wygląd jak i sposób bycia.

Za przykładem DF podążyła cała reszta oddziału, rozluźniając się nieco. Za oknem widać było przemykające kryształy i kolejne komory. Póki co prędkość nie była odczuwalna - za pewne dzięki tak dalece rozwiniętej technice Belugan.

- Ta. Awans - odparł CJ. - Orientuje się któryś z bystrzaków może ile będzie trwać podróż?

- A co?

- A można byłoby umilić sobie czas niezobowiązującym hazardem, mój ty niemiły przyjacielu - odparł CJ, szczerząc się złośliwie i wyjmując z futerału u pasa zmęczone, papierowe karty. - Wchodzisz w to, Yu?

Rozsunęły się drzwi do przedziału od strony przeciwnej, niż wchodzili do niego żołnierze. Wmaszerowała przez nie spokojnym krokiem wysoka postać. Ale nie był to ani Człowiek, ani Klamarianin, ani nawet Beluganin. Najbliżej byłoby mu do tych pierwszych, gdyby nie szara skóra i oczy i świecących, żółtych tęczówkach. Ubrany był inaczej niż belugiański ambasador, bo w ciemnogranatową, przepasaną szatę oraz spodnie tego samego koloru. Szata kończyła się kapturem.

Osobnik jak gdyby nigdy nic przeszedł spokojnie przez wagon, wyprostowany i dumny. Skinął żołnierzom na przywitanie i ruszył dalej, w stronę wagonu ambasadorów. Oczy Yu napotkały na nieaktywne wibroostrze wiszące u pasa, którego nawet nie starał się ukryć.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Awans dla całej dwudziestki? Skąd tak nagłe honory? - Odpowiedziała krótkowłosa, sama zdejmując z głowy hełm. Nie żeby jej jakoś bardzo przeszkadzał, ale głupio by się czuła jako jedyna "zakryta" w przedziale. Na jej twarzy malował się lekko ironiczny uśmiech, pozostałość po jej niedawnej wypowiedzi.

Za karty podziękowała, hazardu jakoś nigdy nie lubiła. Grać może i umiała, ale brakowało jej najmniejszego choć szczęścia w kartach. Wolała się grze przyglądać z góry, podglądając karty graczy id czasu so czasu i szacując kto miał większe szanse. 

Niestety, nie miała okazji tej gry obejrzeć. Zanim cokolwiek zostało ustalone, w przedziale zjawił się dziwny jegomość. Rzecz jasna, Yuri gościa nie polubiła już od pierwszego spojrzenia - zaś wibromiecz u jego pasa wcale tego wizerunku nie poprawiał, tak samo jak wspomnienie cienia znikającego wśród kryształów.

Obserwowała go uważnie gdy ten przechadzał się po ich przedziale. Gdy był już blisko drzwi, YU nagle wstała, trzymając w rękach swój blaster, przodem do szaregj postaci. Odkaszlnęła, chcąc zwrócić jego uwagę.

- Proszę mi wybaczyć bezczelność - Zaczęła - ale tam dalej jest teren zastrzeżony. Zanim przejdzie pan do następnego przedziału, uprzejmie prosiłabym o identyfikację swojej osoby. - Słowo "Uprzejmie" było wręcz wyduszone z jej gardła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapadło milczenie, rozmowy ucichły. Żołnierze instynktownie spojrzeli na mężczyznę jak stado wilków na potencjalną ofiarę. Kilku z nich wstało, ale póki co nie odbezpieczyli blasterów, a jedynie trzymali je przed sobą ostrzegawczo.

Zatrzymał się i odwrócił. Miał długie, czarne włosy spięte z tyłu głowy i tatuaże na twarzy, choć to widoczne było dopiero gdy stanął w świetle, przez wzgląd na podobieństwo barwnika do karnacji. Jeśli chodzi o wiek, gdyby był człowiekiem miałby zapewne coś koło trzydziestki.

Uniósł ręce w obronnym geście.

- Proszę wybaczyć, rzeczywiście, powinienem się przedstawić. Seth Botehs, ambasador Kage. Niezwykle mi miło - ukłonił się nisko, zachowując spokój absolutny. Potem rzucił ukradkowe spojrzenie na wibroostrze wiszące u pasa. - Pani chodzi o broń? Racja, oczywiście. Powinienem ją odłożyć przed wejściem tutaj, ale... Cóż, to tradycja mojej nacji, aby mieć zawsze broń u boku. Na szczęście. Och, bądźmy rozsądni i nowocześni.

Sięgnął ku pasowi na którym zawieszone było wibroostrze. Uniósł drugą dłoń, uważnie obserwując żołnierzy i odpiął broń, aby wziąć ją w obie ręce i oddać Yuri.

- Czy teraz mogę przejść? - zapytał niewinnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yu-1337 lustrowała przedstawiciela Kage uważnie przez cały czas. Sam fakt że tak po prostu sobie przeszedł przez przedział pełen szturmowców był dla niej co najmniej... niepokojący. Na dodatek, samo słowo Kage wzbudziło w niej jeszcze większy niepokój - Przewodnik sam wypowiadał się o nich niezbyt pozytywnie, nie wspominając już o mówieniu o nich w formie przeszłej.

Wzięła wibroostrze w lewą dłoń, w prawej nadal trzymając opuszczony blaster. spoglądała na twarz wytatuowanego "dyplomaty", zastanawiając się nad odpowiedzią dla jego prośby. Nie miała zamiaru go przepuszczać, nadal... nie miała w zasadzie na jakiej podstawie go zatrzymać.

 - . . . Nie znam się na tutejszych zwyczajach, natomiast muszę się trzymać procedur. Ze względu na fakt że zjawił się pan tutaj... nagle, będę musiała najpierw poinformować ambasadora Ande-ek Aluka o pańskim przybyciu. Więc, jeżeli pan pozwoli... - Przekazała ostrze najbliższemu szturmowcowi ze swojego oddziału. - Pójdę przodem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

CK przejął broń od Yuri, podobnie jak reszta niepewnie przyglądając się przybyszowi. On był jeden, ich było dwudziestu. Ale z jakiegoś powodu miało się wrażenie, że to przedstawiciel Kage trzyma rękę na pulsie i panuje nad sytuacją. Oddał broń, a wydawał się być w całkiem dobrym humorze. Entuzjazmu nie podzielał żaden ze szturmowców. 

- Regulaminowo eskorta powinna wynosić co najmniej dwóch żołnierzy - wtrącił kolejny z oddziału, LV-0554. Wyszedł na środek, aby towarzyszyć Yuri i ubezpieczać ją z tyłu, czyli zza ambasadora Setha Botehs. Nim jednak ruszył, nachylił się do niej, nawet nie próbując ukrywać faktu, że próbuje jej coś przekazać do ucha.

- Jesteś pewna? Może ty idź, a my tu z nim poczekamy. Wygląda na takiego, który chciałby się dostać do ambasadorów. I zachowuje się podejrzanie miło jak na gościa o świecących oczach i tatuażach na twarzy. Jak na tych, no. Kage. Skoro tłukli się z Beluganami, to węszę podstęp. Idź i zapytaj Aluka - szepnął. 

Kage w tym czasie uważnie przyglądał się żołnierzom z delikatnym uśmiechem na twarzy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yuri w zasadzie miała do LV skinąć by ją ubezpieczał w czasie eskorty, ale ten sam wyszedł z propozycją. I dobrze, rozumieli się najwidoczniej bez słów... Czy nawet spojrzeń w tym wypadku. 

Wysłuchała propozycji, spojrzała na "ambasadora", pomyślała kilka sekund... Następnie tylko skinęła głową w stronę towarzysza z cichym "Pilnujcie go", odwracając się z powrotem do przedstawiciela Kage.

- Zapomniałabym zupełnie... Muszę poinformować naszego dyplomatę iż życzy pan sobie dołączenia do jego towarzystwa. Sam pan rozumie, żadne z nas nie chce mieć problemów z... Nieproszonymi gośćmi. - Uśmiechnęła się delikatnie, jednak można było wyczuć że nie jest to wyraz szczery. Cóż, Yuri nie starała się w tym momencie być jakoś bardzo przekonywująca.

Wyszła zaraz z przedziału zamykając za sobą drzwi, nagła niepewność mieszana z przerażeniem zasiedliła się w jej myślach. Eh, byle jej się tylko wydawało...

Podeszła szybkim krokiem pod drzwi, unosząc dłoń - w tym momencie stwierdziła że zapomniała zabrać hełmu.  Ale pal go licho teraz - i stukając kilkukrotnie w drzwi od przedziału w którym powinien być ambasador razem z przewodnikiem.

Edited by Ternos23

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oczywiście - odparł Kage, sprawiając wrażenie jakby nie wyłapał ukrytej, fałszywej uprzejmości.

Drzwi rozsunęły się automatycznie, po uprzednim, donośnym i nieco ochrypłym "wejść" kalamarianina. Za oknami widać było, że pociąg przejeżdżał akurat przez bardzo słabo oświetloną komorę jaskini. Coś musiało hamować wzrost kryształów, bo rosły tylko na oddalonym o kilkadziesiąt metrów dnie, a ich światło było słabe. Właściwie jedynym poza nimi źródłem światła były pierścienie kolei.

Przedział dla dyplomatów niewiele różnił się od przedziału w którym siedzieli żołnierze, prócz tego, że szyby były podświetlone błękitnym światłem. Tarcza cząsteczkowa chroniła ów przedział zarówno jeśli chodzi o okna, jak i drzwi.

Oboje podnieśli głowę. Kalamarianin spojrzał na Yuri ze zwyczajną dla siebie pogardą, którą w mniejszym lub większym stopniu prezentował absolutnie każdemu i Beluganin, który wzrok miał pytający, a nawet nieco zaniepokojony.

Ande-ek Aluk machnął ręką, nakazując Yuri mówić. Dosłownie w tym samym momencie do jej uszu dobiegł dyskretny, ledwie niemal słyszalny dźwięk z przedziału żołnierzy i tym dźwiękiem był stłumiony jęk. Żaden z ambasadorów nie miał prawa tego usłyszeć - dźwięk był na tyle cichy, że siedzieli za daleko aby go wyłapać. Niestety, Yuri nie mogła zobaczyć, co tam się dzieje - wejście było zasłonięte.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna zrobiła krok do przedziału, już unosząc dłoń ku głowie by zasalutować jak każdy żołnierz powinien - ale wtedy jej uszu doszedł cichy jęk. Odwróciła lekko głowę w stronę przedziału w którym jeszcze przed sekundą była, a na jej twarzy pojawiły się dosyć widoczne kropelki potu.

- Proszę wybaczyć nagłe najście - zaczęła, w jej głosie można było usłyszeć nutę niepewności - Ale w przedziale żołnierzy pojawił się "przedstawiciel Kage". Prosił o audiencję... - Jej ostatnie słowa były o ton cichsze. Ewidentnie nasłuchiwała odgłosów które mogły dobiegać z przedziału obok. Jej twarz malowała niepewne przerażenie... Szczerze to ten cichy jęk, który słyszała na początku, spowodował jej aktualny wygląd. Nie chodziło o sam fakt jęku - chodziło o jego brak donośności, który był dla Yuri o wiele bardziej przerażający. Czuła się jak w jakimś psychologicznym horrorze - a aktualne oświetlenie na prawdę jej w tym nie pomagało.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przedsta... - Beluganin nagle podniósł się z miejsca ze zmieszaniem na twarzy. Otwarł szeroko jedne ze swoich ust, potem nagle przysiadł i znów zerwał się z miejsca. Wyciągnął przed siebie rękę z wyciągniętym palcem, patrząc z determinacją na Yuri. - Pojmać go! Albo zabić, jeśli to nieuniknione! Natychmiast, wykona...

- Stop, stop, stop - powiedział Kalamarianin, z niesmakiem przyglądając się belugańskiemu towarzyszowi, którego widocznie poniosły nerwy. - Jeśli dobrze pamiętam ambasadorze, proszę wybaczyć, to ja wydaję rozkazy moim ludziom.

Gestem nakazał Beluganinowi usiąść i skierował wyłupiaste, wodniste oczy na Yuri.

- YU, jest was dwudziestu i jeden szaleniec. Reprezentujemy Najwyższy Porządek i żądam, abyście zneutralizowali zagrożenie. Czy miał ze sobą broń? Jeśli tak, wspaniale. Będzie to obrona własna. Masz dopilnować, aby nikt nie zakłócał porządku obrad i tak się stanie. Wykonać. Pozwalam wam odejść.

A z przedziału żołnierzy nie było słychać już absolutnie żadnego odgłosu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Został rozborjony zaraz po pojawieniu się. - Yuri złapała blaster w obie dłonie, stojąc bokiem do ambasadorów, cały czas patrząc w stronę przedziału szturmowców.  - Z całym szacunkiem, Sir, radziłabym zaczekać w pozycji stojącej. - dodała, wychodząc z przedziału, nie patrząc nawet na swojego przełożonego. Być może był to kompletny brak szacunku dla ambasadorów, ale dla Yuri ważniejsze było bezpieczeństwo Kalamarianina,  oraz rzecz jasna jej samej.

 

Dwoma susami znalazła się przed drzwiami od przedziału szturmowców. Nasłuchiwała jeszcze chwilę, odbezpieczając swoją broń. Następnie jednym pewnym ruchem uruchomiła mechanizm drzwi, trzymając teraz blaster w gotowości. Za chwilę się okaże czy jest tylko panaroidalnym żołnierzem którego trzeba będzie jeszcze trochę wyszkolić, czy też jej obawy były całkiem słuszne.

Byle nie masakra, byle nie masakra.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drzwi automatycznie zamknęły się za wychodzącą Yuri.

 

Jeśli chodzi o przedział żołnierzy który zaledwie chwilę wcześniej opuściła, wszyscy jej towarzysze leżeli bezwładnie na ziemi. Trzech na podłodze, niektórzy byli w pozycji półleżącej na fotelach, dwóch leżało z głowami na stołach. Ale cokolwiek się stało, najprawdopodobniej nie byli martwi. Żaden z nich nie miał na sobie ran, uszkodzeń mechanicznych ani innych oznak ataku.

Kage tymczasem beztrosko odbierał wibromiecz z rąk bezbronnego żołnierza. Odwrócił się do Yuri, przypinając broń do pasa i wyprostował się. Postąpił krok w jej kierunku.

- Czy pozostali ambasadorzy mnie oczekują? - zapytał uprzejmie, jakby to nie on zwalił z nóg cały oddział. Prawie cały. Widząc spojrzenie Yuri, uśmiechnął się wyrozumiale.

- Proszę się nie martwić o swoich towarzyszy, o pani. Gwarantuję, że nic im nie będzie. To tylko chwilowa niedyspozycja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna tylko rzuciła okiem na jej towarzyszy, przynajmniej będąc zadowolona że leżą bez taplania się we własnej krwi. Tak na prawdę to czuła nawet podziw dla zdolności przybysza - mimo wszysko właśnie położył 19 szturmowców.

Jej twarz rzecz jasna wyrażała przerażenie, ale wewnątrz była również determincaja. Jasne było że Kage nie zamierzał sobie uciąć przyjemnej pogawędki z Ambasadorem - na cholerę by bił cały oddział - dlatego też w jej odpowiedzialności leżało zapewnienie eskortowanym celom bezpieczeństwa. Bez słowa cofnęła się tylko w przejściu, przy okazji zmykając drzwi - a następnie wypalając wiązką w panel sterujący. Miała nadzieję że zostaną chociaż zblokowane.

 

Kolejny sus, Yuri zaraz znalazła się przy drzwiach od pomieszczenia ambasadorów, otwierając drzwi, w międzyczasie cały czas celując w stronę przedziału szturmowców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Plan byłby dobry, gdyby nie fakt, że drzwi ani drgnęły. Dyplomaci musieli zamknąć je od środka, a błękitne zabarwienie uświadomiło Yuri, że zadziałała również tarcza cząsteczkowa, odcinając ich przedział od reszty pociągu.

Kage niespiesznie zbliżał się w stronę Yuri i drzwi. Zbliżał się pewnie, ignorując kompletnie fakt posiadania przez nią blastera. Wyglądało na to, że czuł się swobodnie i zupełnie bezpiecznie.

- Och, czy to pole magnetyczne? - zapytał, zatrzymując się ledwie kilka kroków od niej. Ręce miał ułożone za plecami, ale wibroostrze wciąż zalegało u pasa. - Zupełnie mi się to nie podoba. Tak to właśnie jest, kiedy się próbuje wyjść z inicjatywą i załatwić ważne sprawy jak na dorosłych przystało.

Uklęknął przy ścianie, przy metalowej płytce, którą zdjął, aby ułatwić sobie dostęp do przewodów w ścianie.

- Proszę wybaczyć ciekawość. Czy mogę spytać, co przekazał pani i pani towarzyszom szanowny ambasador Belugan? - zapytał, nie patrząc w stronę Yuri, tylko skupiając się na grzebaniu w kablach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W pierwszej chwili miała wrażenie że przedział się zaciął przez jej strzał. W drugiej - że to ambasador, kierowany własnym dobrem, zablokował przejście. W trzeciej to zasadniczo nic już nie myślała, bowiem właśnie oto człowiek - no dobra, postać - która przed chwilą powaliła oddział wyszkolonych żołnierzy grzebał jak gdyby nigdy nic przy kablach. 

- . . . Belugan kazał pojmać lub zastrzelić. - Odpowiedziała po dłuższej chwili, odchodząc od drzwi. Nie starała się nawet sprawiać wrażenia bycia jakimikolwiek zagrożeniem dla Kage. Oboje doskonale wiedzieli że i tak by nic więcej zrobić nie mogła. Cóż, przynajmniej utnie sobie pogawędkę.

- Jeśli można, Panie... "Przedstawicielu" - Zaczęła, w jej głosie można było usłyszeć tylko zrezygnowanie - Co było przyczyną obezwładnienia moich kolegów po fachu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Pojmać lub zastrzelić? - zapytał. - Nie mogę uwierzyć, że to my nazywani jesteśmy barbarzyńcami. Co za hipokryzja. Niezmiernie mi miło, że postanowiła pani nie wykonać tego rozkazu, ale obawiam się, że może to mieć negatywny skutek dla pani kariery - odparł, wyciągając z kieszeni szaty podłużny, metalowy przedmiot przypominający z kształtu długopis. Włożył go do dziury z przewodami.

- A dlaczego obezwładniłem pani kolegów? Przyznam, nienawidzę biurokracji i przedłużających się spraw tejże natury. Obawiałem się, że może to potrwać i przewidywałem nieco chłodne podejście od strony ambasadorów. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. - Odwrócił twarz ku Yuri. - Zanim ostatecznie zniweluję pole ochronne i otworzę drzwi... Proponuję pani również szybkie i bezbolesne obezwładnienie. Propozycja może wydać się bezczelna, ale przysięgam, że poparta jest dobrą wolą. Może pani zresztą próbować mnie zatrzymać, zachęcam do tego. W przeciwnym razie pani przełożony może wyciągnąć błędne wnioski takie jak dezercja czy nawet zdrada, a tego byśmy nie chcieli. Prawda? - zapytał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Szczerze, widząc co stało się z resztą mojego oddziału, uznałam że nie ma dużego sensu nawet w próbie wykonania tego rozkazu. - Odpowiedziała, jakby nigdy nic siadając kilka kroków za Kage,  opierając się o ścianę ciemnego przedziału. - Być może udało mi się jednak przechytrzyć samą siebie w tym momencie. Zasadniczo to nie mogę zrozumieć czemu pana, z całym szacunkiem, nie zastrzeliłam w czasie gdy pan spokojnie grzebie w kablach. 

Sekunda ciszy, słychać jak Yuri ponownie zabezpiecza blaster. Najwidoczniej pozdradała już kompletnie jakiekolwiek zmysły robiące z niej żołnierza.

- Moja odpowiedź zależy od pana następnych akcji. Jeżeli bowiem ambasadorowie zginą, to zasadniczo nie mam co się więcej pokazywać Najwyższemu Porządkowi, więc tu mi wszystko jedno. Jeżeli porozmawiać, cóż, wtedy mogę prosić o ogłuszenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wykluczam zabicia jednego z ambasadorów, niestety. Ale nie tego, którego pani chroni. Dlatego też myślę, że...

Drzwi które próbował otworzyć Kage rozsunęły się i obok ucha YU świsnęła wiązka energii z blastera i chybiła dosłownie o włos od pleców nieoficjalnego ambasadora, który na ułąmek sekundy zastygł, a następnie odwrócił głowę. Przez jego twarz przemknął wyraz gniewu, ale było to nic w porównaniu z furią rysującą się na twarzy Kalamarianina stojącego za Beluganinem z blasterem.

- YU-1337! - Zahuczał Ande-ek Aluk, ale nie zdążył wspomnieć o stanięciem przed sądem Najwyższego Porządku i całej masie potencjalnych kar. Kage poderwał się z ziemi , doskoczył do Beluganina i nim drzwi na powrót się zamknęły, chwycił Beluganina za szyję, uniósł w piwietrze i kilka razy porządnie grzmotnął nim o ścianę. Gdy już broń wypadła z rąk niezbyt zdolnego strzelca, Seth Botehs nacisnął na punkt w karku jęczącego ambasadora, aby ten już sekundę później osunął się bezwładnie na podłogę.

- Co za niefortunny zbieg okoliczności - stwierdził, wrócił do dziury z przewodami i po kilku sekundach manipulacji metalowym przedmiotem pole ochronne na powrót opadło.

- Proszę za mną, o pani. Obecnie nie mamy chyba innego wyjścia niż rozmowa z pani przełożonym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

YU rzecz jasna zaraz upadła na bok, by w sekundę później podnieść się na nogi jak na wyszkoloną osobę przystało. No teraz to już w ogóle nie miała po co nawet się starać udawać że skończyła jak reszta jej oddziału. Wiedząc co dzieje się z dezerterami oraz zdrajcami, jakoś natychmiast prysła jej lojalność i oddanie.

... Filmy motywacyjne niszczą ludzi.

Chwilę później Beluganin leżał na podłodze, a po następnej - niebieskawa tarcza nagle zniknęła.

- Pan przodem, Seth. Jest mi pan winien sporo wyjaśnień za zniszczenie kariery i wszystkich dotychczasowych kontaktów. - Odparła, spoglądając teraz na dziurę po pocisku ambasadora. Zadadniczo to w duchu radowała się że ambasadorów nie uczą strzelać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Proszę nie mówić 'hop', o pani. Dołożę wszelkich starań, aby pani kariera nie legła w gruzach... Choć proszę zastanowić się, tak między nami - czy kariera pionka jest szczytem pani ambicji? - zapytał, rzuciwszy Yuri znaczące spojrzenie. Wkroczył dumnie do środka, napotykając na Kalamarianina gorączkowo próbującego otworzyć drugie drzwi.

- Panie ambasadorze, jest mi niezmiernie miło. Nazywam się Seth Botehs i jestem przedstawicielem Kage. Najmocniej przepraszam za unieszkodliwienie tamtego, ale obawiam się, że było to konieczne. Czy zechce pan usiąść ze mną przy stole i omówić warunki zawarcia współpracy handlowej między planetą Quarzite, a Najwyższym Porządkiem? Byłbym wdzięczny - rzekł. Jedno spojrzenie Kalamarianina na ostrze u pasa i kiwnął z wolna głową, podchodząc ostrożnie i powoli do stolika. Kage uśmiechnął się triumfalnie i wskazał Yuri miejsce obok siebie.

- Na wstępnie chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Proszę nie winić swoich żołnierzy za powstałą sytuację. Mój lud, mimo krążącego o nim stereotypu jest rozwinięty technologicznie i mamy sposoby na szybkie obezwładnienie nawet kilkunastu ludzi, którymi - wierzę - możemy się podzielić z Najwyższym Porządkiem. Jednym z nich jest to. - Wyciągnął na stolik ten sam przedmiot, którym manipulował w przewodach. Kalamariańskiemu dyplomacie aż błysnęły oczy. - Produkuje ultradźwięki niesłyszalne dla ludzkiego ucha, które w ciągu ułamków sekund paraliżują, bądź - jeśli ktoś jest odpowiednio daleko - powodują, że staje się podatny na sugestie. To stało się z panią tutaj. Proszę powiedzieć, czy zbliżając się do przedziału z pani oddziałem poczuła pani zawroty głowy? Proszę przedstawić, jak to wyglądało z pani strony - rzekł, ukradkiem mrugając do Yuri.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...