Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Yuri tylko spojrzała na Kage, mróżąc z lekka swoje oczy. Cóż... Fakt jest faktem, i tak dużo by już pewnie nie osiągnęła.

Do przedziału weszła zaraz za Sethem, trzymając swój blaster w obu dłoniach. Był on jednak opuszczony, a sam wyraz twarzy trzymającego go osoby był pozbawiony jakichkolwiek już emocji. 

Usiadła obok osobliwego jednak "ambasadora", słuchając uważnie jego słów jak to miała w nawyku. Patrzyła się cały czas w stronę Kalamarianina, zastanawiając się czy nie postanowi jednaj wypalić z groźbami sądu wojskowego.

Ostatnie słowa Kage lekko ją zdziwiły, ale starała się tego nie okazywać... Przynajmniej tak.jej się wydawało. Spojrzała teraz w dół, sprawiając wrażenie że zastanawia się nad odpowiedzią.

-... Delikatne. Dziwne uczucie pojawiło się jeszcze gdy stałam w przejściu do tego przedziału, ale dopiero przy podejściu do drugich drzwi w zasadzie nie wiedziałam co robię. Taka... Bezbronność. Widział mnie Pan siedzącą pod ścianą - To właśnie było wszystko do czego byłam zdolna przy spokojnych namowach pana Setha. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kalamarianin zamrugał. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech - jak u czegoś drapieżnego, co właśnie wyczuło okazję na obiad.

- Bardzo cieszy mnie takie pokojowe podejście. A jak jeśli chodzi o... hm, kryształy?

- Eksport? Tu jest jeden z warunków, będących - obawiam się - koniecznością. Eksport mógłby się odbywać, oczywiście i byłbym rad gdyby zostało to umożliwione. Niestety, jesteśmy odcięci od wszelkich kontaktów zewnętrznych za sprawą Belugan. Przydałby się ktoś, kto przemówiłby do rozsądku - rzekł.

- Ach. No tak, no tak. To oczywiście da się załatwić. Hm. Czy mogę spojrzeć na to cudo techniki? - zapytał.

- Jak najbardziej. Działa na ludzi i rasy zbliżone lub pochodne pod względem fizjologicznym i anatomicznym. Jest tam taki przycisk...

- Tak, tak, widzę - rzekł Kalamarianin. Chwycił przyrząd i wycelował nim w Yuri. W tym momencie pociąg zaczął zwalniać, ale nie znalazł się na stacji. Zawisł w powietrzu w obszernej, kryształowej komorze.

- YU-1337 - odezwał się, naciskając guzik. - Rozkazuję ci zastrzelić pana ambasadora Kage - rzekł. Ubezpieczył się, wyciągając blaster spod stołu i celując nim w Setha. Ten z kolei zamarł, a uśmiech dotychczas będący na jego twarzy zszedł. Spojrzał najpierw na Yuri, potem na Kalamarianina, nie zdradzając póki co zdenerwowania.

- Proszę?

- Pozwolę sobie powtórzyć: YU-1337, zastrzel siedzącego obok ciebie Kage.

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

YU-1337 spojrzała ponownie na swojego przełożonego, o dziwo teraz na jej twarzy zawitał uśmiech. Dziewczyna chyba miała wahania nastrojów, biedna.

Wstała powoli, odsuwając krzesło za siebie, następnie złapała swoją broń która przed chwilą jeszcze leżała na stole. Odbezpieczyła, jednak nie wycelowała w przedstawiciela Kage. Nie celowała nigdzie, patrzyła się tylko przez chwilę na swoją broń,  następnie zaś uniosła głowę - widok kryształowej komnaty był rzeczywiście urzekający dla jej ludzkich oczu.

- Proszę odłożyć broń, Sir. - W końcu powiedziała, unosząc blaster w stronę Kalamarianina. - Zachowuje się Pan, z całym szacunkiem, niegodnie nawet jak na ambasadora Najwyższego Porządku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- YU- 1337, czy wiesz jaka jest kara za dezercję i zdradę? Czy słyszałaś o sali 455 w Głównej Bazie? Czy chciałabyś zetknąć się z nią osobiście? - zapytał, a wyraz jego twarzy przybrała mieszanina desperacji i złości, wyraz wyjątkowo niekorzystny dla Kalamarian. - Najwyższy Porządek wydał rozkaz podpisania umowy z Beluganami, nie z Kage. I widzę jak wiele w tym było słuszności, ponieważ wszystko co do tej pory usłyszałem o rasie Kage to prawda! Oszuści i barbarzyńcy. Robaki, które należy wyplenić! - niemal syczał, mrużąc wyłupiaste oczy. Nie był urodzonym dyplomatą - to stanowisko zajął zapewne za sprawą projekcji. - i Najwyższy Porządek ma siły, aby to zrobić. Jeśli nie wrócę, dowództwo podejmie odpowiednie kroki. A wówczas cały twój lud, panie Seth, będzie tylko mglistym wspomnieniem w umysłach Belugan. 

- Pozwolę sobie napomknąć, że jest pan obecnie gościem na naszych terenach. Przybyłem tu ze swoimi ludźmi, w ramach ochrony. I nie sądzę, aby pan chciał ich poznać od barbarzyńskiej, oszukańczej strony. Poddaje się pan? Jeńcy polityczni są w naszej barbarzyńskiej nacji nietykalni. Chyba, że stawiają opór. Pani Yu, co by pani radziła panu ambasadorowi?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie jestem dyplomatką, panie Seth. Ale wydaje mi się, że najlepszym wyjściem byłoby poddanie się. No, ale co dezerter - szturmowiec może wiedzieć. - odpowiedział, nadal celując w swojego przełożonego. Tak naprawdę to kotłowało się w niej wiele emocji. Od złości na samą siebie,  po niechęć do Kalamarianina jak i aprobatę dla dosyć wyrafinowanego języka Setha, aż do dziwnego uczucia będącego czymś w rodzaju załamania psychicznego. Była jednak pewna że zmiana strony nie wchodziła już w grę. Najbardziej tak na prawdę obawiała się tylko reszty swojego oddziału... Cóż, będzie jej ich brakowało w pewnym sensie.

Edited by Ternos23

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Więc poddaję się - rzekł Kalamarianin, nawet już nie patrząc na Yuri. Skierował morderczy wzrok ku ambasadorowi Kage, który na powrót zaczął się lekko i niewinnie uśmiechać. Był to taki uśmiech, który najprawdopodobniej budził w przeciwniku głęboką niechęć i odrazę. Dyskretny uśmiech zwycięstwa. 

Pociąg zatrzymał się zupełnie, a Kalamarianin wyjrzał przez okno, niezabezpieczone już tarczą cząsteczkową. Powoli zaczął opuszczać blaster, uważnie obserwując ruchy Kage. 

A potem, pchnięty nagłym impulsem i najpewniej głupią chęcią postawienia na swoim, nacisnął spust i wystrzelił w stronę Setha. Seth jęknął, zaskoczony. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reakcją Yuri rzecz jasna była odpowiedź ogniem. Ze względu na fakt że celowała do ambasadora przez dłuższy czas, miała chwilę żeby wycelować tam gdzie go zaboli... A raczej zabije. Cóż, do tego musiało dojść, Kalamarianin nie wykazywał zbyt dużego rozsądku odkąd Yuri go poznała.

Rzuciła okiem na Kage, próbując dojrzeć gdzie dokładnie został trafiony, następnie jej wzrok znowu wrócił na przełożonego, chcąc upewnić się czy nie sprawia juz kłopotu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osmalona dziura w piersi Kalamarianina musiała skutkować śmiercią. Nawet jeśli ich serce i płuca były nieco innego kształtu niż ludzkie. Rzucił jeszcze ostatnie, nienawistne spojrzenie w stronę Yuri i tak już pozostał, nie zdążyliśmy zamknąć oczy. Trup opadł bezwładnie na ławkę, a z piersi unosiła się jeszcze wąska nic dymu, podczas gdy po przedziale roznosił się swąd palonego mięsa. 

Kage nie wyglądał na zadowolonego, choć powodem takiego stanu rzeczy mogła być dziura po trafieniu blasterem pod obojczykiem. Siedział, wpatrując się ze zmarszczonymi brwiami w trupa przed sobą. Wstał. 

- Nie tak miały wyglądać pokojowe negocjacje, przyznam - rzekł powoli, rozważnie szukając odpowiednich słów. Dotychczas wydawało się, że trzyma rękę na pulsie. Teraz nawet on wyglądał na zagubionego. 

- Dziękuję. Mogę sobie wyobrazić, jak wiele musiało to panią kosztować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yu spoglądała teraz na trupa leżącego zaraz obok. Dziwne uczucie, zabić kogoś wyżej we własnej hierarchii. Okrążyła teraz stół dookoła, następnie nachylając się zaraz przy martwym Kalamarianinie, z którego ulatywał dosyć nieprzyjemny w zapachu dym. Smażone Kalmary, powiedzmy.

- Byłeś kiepskim dyplomatą, i jeszcze gorszym strzelcem. Spoczywaj w pokoju. - Delikatnym ruchem dłoni zamknęła mu oczy, następnie zaś podziękowanie Setha doszło jej uszu. Spojrzała tylko na niego, znowu nie miała żadnego konkretnego wyrazu twarzy.

- Całe życie, dla dokładności. A teraz Pan pozwoli. - Odłożyła blaster na stół,  podchodząc do Kage. Następnie wbiła oczy w dziurę po trafieniu - cóż, cieszmy się że nie była śmiertelna. 

- Nie wygląda dobrze. Powinnam to opatrzyć, nie wiem jednak czy jest to dobre miejsce na tego typu zabiegi... Brak światła i dziwne uczucie że zaraz ktoś tu wpadnie.

Edited by Ternos23

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Życie? Proszę nie przesadzać. Nie, z tego jakoś się wykpi. Nie ma innej możliwości. A teraz pani pozwoli... To prawda, że to nie czas i miejsce na opatrywanie ran. Musimy zabrać stąd pani przyjaciół, póki pociąg nie wznowił biegu. A wznowi z pewnością za kilka minut, zatem musimy się spieszyć - wyjaśnił, wstając z miejsca i ruszając ku przejściu między przedziałami. Gdy już znalazł się niemal przy wyjściu, zawrócił, aby chwycić ciało Aluka i najpierw podjąć próbę dźwignięcia go w obie ręce, aby następnie zrezygnować z niej przez ranę i zwyczajnie zacząć go taszczyć po podłodze. Z trudem, należy dodać. 

Kage poczekał, aż Yuri wyjdzie i podszedł do śluzy pociągu. Za oknem widać było przemykające cienie, a gdy już Seth otwarł drzwi, na zewnątrz ujrzała kilkanaście sylwetek w czarnych szatach i zamaskowanych twarzach. Jedynym co rozróżniało ich od ciemności za plecami były żółte, świecące oczy. 

- Zabrać żołnierzy i Beluganina - wydał rozkaz "ambasador i przekazał w ręce jednego z wojowników zwłoki. 

Interesujące było też to, na czym stali Kage. O pierścień przewodzący kolei opierało się coś żywego i długiego, co musiało sięgnąć najbliższej skalnej półki kilkanaście metrów niżej i oprzeć się o nią. W ciemnościach trudno było jednak dojrzeć szczegóły.

- Zabierzemy was do naszego miasta. Powiedziałbym, że nie wzbudzi to podejrzeń. Póki nikt nie odkryje przykrego losu Pana ambasadora, będzie czas na obmyślenie planu - odezwał się Seth.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No, może całe dotychczasowe. - Uśmiechnęła się kącikiem ust, spoglądając ponownie na martwego ambasadora. Zasadniczo to chciała nawet pomóc Kage w turlaniu go, niestety, prawdopodobnie radziłaby sobie tak samo jak on i to w dodatku bez rany. 

- ... Pozwoli Pan że korzystam z chwili i wezmę z powrotem swój hełm. - Powiedziała, wychodząc z przedziału. Chwilę później była ponownie wśród leżących wokół żołnierzy, patrząc na nich z cichym westchnieniem. Podniosła z ziemi swój hełm, który został zwalony przez z nieprzytomnych szturmowców. Obejrzała go szybko z każdej storny, a następnie nałożyła na głowę. 

-... Jestem niegodna noszenia munduru. - Skomentowała normalnym głosem, wracając zaraz potem w pobliże śluzy. 

Uniosła lekko prawą brew widząc całe zgrupowanie czarnych postaci, nie mówiąc już o żywym stworzeniu używanym jako platforma. Przewodnik wspominał o tym że Kage ujeżdżali formę jakiś olbrzymich robaków, prawdopodobnie to był jedem z ich przedstawicieli.

- Co na temat pustej kolejki i leżącego tu Beluganina? - Spytała Yu, spoglądając ponownie na Setha.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Beluganina nie będzie. A puste wagony ich wystraszą, owszem, ale niewiele będą mogli zrobić. Przez setki lat zagnali nas w mało uczęszczane, niebezpieczne obszary kompleksu jaskiń, ale dzięki temu łatwiej nam się bronić. Król postanowi zapewne najdłużej jak tylko się da ukrywać fakt o zaginięciu ambasadora, a to da nam czas do namysłu. Proszę za mną...

Kage wstąpił na grzbiet potężnego insekta, ostrożnie stawiając kroki. Pomógł mu jeden z wojowników, który następnie wyciągnął rękę do Yuri. Pancerz pokrywający ciało wielkiego robaka był szorstki, więc stopy się na nim nie ślizgały, ale sam fakt chodzenia po żywym stworzeniu odejmował dość sporo pewności. Tym bardziej, gdy korpus opadał dość stromo w dół.

Znajomy Kage usadził się na czymś w rodzaju platformy przytwierdzonej do ciała zwierzęcia. Takie platformy znajdowały się wzdłuż całego robaka i to one pozwalały jeźdźcom na bezpieczne przemieszczanie się na grzbiecie tego specyficznego 'wierzchowca'.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Hm. Brzmi jak kiepski horror. - Odpowiedziała Yuri, podając rękę wojownikowi, następnie zeskakując na dół na robaka. Miała dziwne wrażenie że zaraz się zawali, ale cóż, nie za bardzo mogła wybrzydzać. Starała trzymać się blisko Setha, bowiem był on jedyną postacią która mogła jej prawdopodobnie cokoliwek powiedzieć. Na, a tak poza tym, nadal trzeba go było opatrzyć.

- Powiem Ci, panie Seth, - Zaczęła, spoglądając w chwili obecnej na niedalekie skupiska kryształów - że nie tak sobie wyobrażałam dzisiejszy dzień. I zakładam że fakt iż siedzę teraz tutaj, a nie z resztą swojego "niedysponowanego" oddziału jest dziełem przypadku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie do końca, acz reszta oddziału zaraz powinna tu przybyć. Muszę przyznać, że o ile nie spotykałem się wcześniej z wieloma szturmowcami, nie sądziłem, że w ich szeregach są także kobiety. I proszę nie wziąć moich słów do siebie, ale aby rozbroić pani oddział, najpierw musiałem pozbyć się pani. To przez obyczaje. Mamy dość dużo takich niepisanych praw, ale dodam, że nie jesteśmy zacofani. Kobiety Kage raczej nie zostają wojownikami, choć nikt im tego nie zabrania. Tradycja - rzekł, rozkładając ręce.

wojownicy wkrótce wnieśli nieprzytomnych towarzyszy i porozkładali ich na platformach. CJ wylądował na tej samej co Seth i Yuri. Wkrótce olbrzymi insekt obniżył cielsko, rozległ się nieprzyjemny dla ucha chrobot chitynowych odnóży i robak ruszył przed siebie, przemykając pod trasą pociągu i pod pociągiem.

- Nie zapytałem o pani imię, a podejrzewam że YU-1337 nim nie jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zdarzają się one rzadko, to prawda, ale od czasu można znaleźć w oddziale jedną czy dwie. Najwyższy Porządek nie wybrzydza. - Odpowiedziała, spoglądając w dół na CJ. Pyknęła go lekko w nos palcem, jakby sprawdzając czy się nie zbudzi.

- Powiedzmy, że jestem zadowolona z obyczajów pańskiego ludu, panie Seth. Choć w teorii doprowadziły one do śmierci mojego przełożonego z moich własnych rąk. Dziwny los. - Westchnęła cichutko pod nosem, kilka sekund ciszy. YU już nie polubiła odgłosu insekta, ale cóż, przynajmniej miała transport.

- To właśnie moje imię. YU-1337. Szturmowcy to numery, nie ludzie. Ale, jeżeli prywatnie chodzi, nazywają mnie Yuri, lub po prostu Yu. Jak pan uważa za ładniej brzmiące.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kage kiwnął głową, trzymając prawą dłoń na ranie po trafieniu blasterem. CJ nie obudził się mimo zaczepek Yuri, ale oddychał - to było zdecydowanie na plus.

Jazda na insekcie - jak się okazało, nazywały się milodony - okazała się być dość długa i co gorsza usypiająca. Stwór poruszał się w tak dziwny sposób, że kołysanie samo zamykało powieki i  tylko wysiłek siły woli pozwolił jej nie zasnąć.

 

Milodon zatrzymał się po przemierzeniu paru ciemniejszych komór i tych zupełnie pozbawionych światła. Zwinnie poruszał się między olbrzymimi skalnymi formacjami i kryształami, a punktem docelowym okazała się być ogromna, szeroka komora jaskini z płytkim, rozległym jeziorem pośrodku.

Budynki stały zarówno na jeziorze, jak i wzdłuż ścian. Znaczna ich część wbudowana była w ściany i groty jaskini i sięgały aż po sklepienie. Sprawiały wrażenie lekkich i nie sposób było dojść, z czego były skonstruowane. Materiał wyglądał jak posplatane ciasno pnącza, ale owe pnącza miały strukturę kryształów. Przestrzeń groty poprzecinana była wiszącymi chodnikami, schodami i najróżniejszymi mniejszymi budowlami, często opierającymi się o stalagmity. Całość tworzyła dziwną, ale harmonijną spójność. Oświetlenie zapewniały kryształy fluorescencyjne, porozmieszczane gęsto niczym lampy najróżniejszych rozmiarów. Przyjazd wojowników zwrócił uwagę mieszkańców, a Yuri mogła zauważyć dymorfizm zachodzący między kobietami, a mężczyznami. Kobiety miały skórę tak jasną, że aż białą, podobnie sprawa miała się z jasnymi włosami i czerwonymi oczami. Póki co nikt nie podchodził bliżej.

- Pani oddział zostanie przetransportowany do cel. Kwestia bezpieczeństwa naszego i ich oraz - nie ukrywajmy - realizmu. Gdyby obudzili się w komnatach gościnnych, czuliby się zapewne zmieszani i nie tak powinno wyglądać porwanie, prawda? A ja nie chciałbym zgrzytów. Powinni ocknąć się niebawem, a więc musimy się spieszyć. Proszę wybaczyć bezczelność - wiem, że powinienem w pierwszej kolejności gościną podziękować za uratowanie mi życia, ale myślę, że lepiej będzie jeśli będzie pani obecna przy ich pobudce - rzekł Kage, po uprzednim zsunięciu się z grzbietu insekta. W świetle milodon wyglądał naprawdę paskudnie. Miał zdecydowanie zbyt dużą ilość odnóży.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yu ziewała od czasu do czasu, nie odczuwała jednak aż tak dużej senności. Cóż, była żołnierzem eskorty, to  jednak w jakimś stopniu ją zobowiązuje. Spoglądała na ranę Setha, niestety nie mogła tak naprawdę mu pomóc w żaden sposób. Znaczy się, oczywiście że mogła - była przecież szkolona w opatrywaniu tego typu obrażeń - ale nie przy świetle w którym nawet biel jej pancerza była ledwo widoczna.

 

Miasto, jak jej się wydawało, było dosyć... pięknym miejscem. Tyle kryształów, tyle kolorów - I w końcu odpowiednie światło! Nie wydawało jej się by Kage byli na prawdę barbarzyńscy. Ale cóż, pozory zawsze mogły przecież mylić.

Zdziwiła ją trochę tak mocna różnicami w wyglądzie między mężczyznami a kobietami Kage. Białe sylwetki przyciągały tak na prawdę dużo więcej uwagi niż te czarne... plus, Yuri od razu polubiła czerwone oczy kobiet. Ten kolor był jej dużo bliższy niż żółty, za którym... cóż, nie przepadała.

- Więc w zasadzie też trafiam do celi? - Uśmiechnęła się lekko, niestety hełm zasłaniał jej twarz przez cały czas - Dobrze wiedzieć. Powiedz mi tylko czy nie powinni czegoś wiedzieć. Tak... dla pewności wolę zapytać. I Idź coś zrób z tą raną, panie Seth. Blastery to niebezpieczne zabawki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie. Nie powinna pani pamiętać zbyt wiele, dla swojego własnego bezpieczeństwa. Zwłaszcza jeśli chodzi o rozmowę z ambasadorem i ze mną - odpowiedział.

Zbliżyła się do nich kobieta o krótkich włosach, dość szczupła i średniego wzrostu. Mimo przyciągającej wzrok urody nie mogła zapewne uchodzić za piękność. Ubrana była w kaftan, proste spodnie i wysokie buty. Ukłoniła się, gdy już stanęła przed Yuri i Sethem.

- A oto i jeden z tych nielicznych przypadków, które postanowiły zaciągnąć się do zbrojnych. Pani Yuri, przedstawiam Lanko, akolitkę. Lanko, oto pani Yuri - nasz sprzymierzeniec i moja dzisiejsza wybawicielka. Zaprowadź ją proszę do aresztu.

Młoda Kage uśmiechnęła się i wypięła pierś, dumna z siebie. A chwilę później spojrzała na Setha jakby dopiero teraz dotarła do niej informacja o areszcie.

- Aresztu? Skoro...

- Do aresztu, nie inaczej - przerwał jej z uprzejmym uśmiechem.

Lanko ponownie ukłoniła się i poprosiła Yuri, aby szła za nią, widocznie walcząc ze sobą. Podjęła rozmowę dopiero gdy oddaliły się od "ambasadora".

- Dlaczego prowadzę panią do celi?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czyli trzymamy się wersji potulnego baranka podatnego na sugestie. Zrozumiano. - Kiwnęła tylko głową, następnie jej wzrok powędrował w stronę krótkowłosej dziewczyny. Na jej ukłon odpowiedziała następnym kiwnięciem głowy, tym razem trochę głębszym.

- Miło Cię poznać, Lanko. A teraz, nie traćmy więcej czasu. - Rzekła, ruszając zaraz za akolitką, cokolwiek mogło to tutaj oznaczać. Po paru metrach zdjęła z siebie hełm, następnie robiąc głęboki wdech. Powietrze od razu było inne niż to filtrowane przez maskę. Na pewno było lekko chłodniejsze.

- Pan Seth uważa, że powinnam być przy swoich gdy się w końcu ockną. Co za tym idzie, będę musiała spędzić z nimi trochę czasu w celi, dlatego teraz mnie tam prowadzisz. Mimo wszystko, przybyłam tutaj jako jedyny przytomny szturmowiec, a to o mnie dobrze nie mówi. - Odpowiedziała, spoglądając na swoją aktualną eskortę. Tak na prawdę to całą drogę zastanawiała się jak wybrnąć z pytań reszty oddziału... a te na pewno padną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A. Czyli ta śmieszna 'misja pokojowa' się nie sprawdziła. Mówiłam, że to nie wyjdzie, ale kto by mnie słuchał. Wiedziałam. Wiedziałam od początku - stwierdziła, chyba jeszcze bardziej dumna z siebie niż przedtem. Poprowadziła Yuri do niskiego korytarza wydrążonego w skałach, oświetlanego maleńkimi kryształami które wyrastały gdzieniegdzie z kamienia. Korytarz był długi, a jego dno miejscami porastały grzyby. 

- No niestety, dobry Beluganin to martwy Beluganin, tak uważam. Z nimi nigdy nie dało się robić interesów. Mają tę swoją śmieszną technikę ale wie pani co? Zwykły lud wcale nie ma tam dobrze. Większość pracuje w kamieniołomach, albo kopalniach kryształów i to tylko z wierzchu wygląda dobrze. A właśnie, gdzie wasz ambasador? 

Lanko wykazywała o wiele mniej ogłady od Setha i wcale nie kryła się ze swoją bezczelnością. Mimo to sprawiała wrażenie sympatycznej - przywodziła na myśl szczeniaka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż, przynajmniej próbowaliście. To zawsze plus dla was. - Odpowiedziała Yuri, spoglądając na ziemię. Zasadniczo to chciała mieć pewność że się nie potknie o żaden wystający element podłoża, czy wejść w grzyby. Nie lubiła grzybów. Tak samo jak wielu innych rzeczy, ale cóż.

- Ja się niestety na ich rasie nie znam, ale powiem tak - nie lubię ich wyglądu. Dwie głowy to zdecydowanie o jedną za dużo. - Uśmiechnęła się lekko pod nosem - zaś takie traktowanie ludzi... cóż, nie wydaje mi się żeby Najwyższy Porządek przejmował się takimi sprawami.

Gdy Lanko spytała o ambasadora, przed oczami Yuri nagle ukazało się jego ostatnie, pełne nienawiści spojrzenie. Świetnie, teraz będzie ją je prześladować przez resztę życia...

- ... Ambasador nie żyje. - Odpowiedziała krótko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No tak. To się... zdarza.

Niedługo potem dotarły do budynku  aresztu, położonego na najniższym piętrze, w średniej wielkości grocie. Lanko doprowadziła Yuri do celi o bielonych, wygładzonych ścianach, osadzonej w grocie przypominającej naturalną kopułę. Jednej ze ścian nie było, ale granica była oddzielona od reszty wnętrza metalową linią - za barierę musiało służyć pole magnetyczne bądź cząsteczkowe. W środku nie było jeszcze reszty szturmowców.

- Wybacz, ale będę musiała odebrać ci broń - oznajmiła Lanko niezbyt pewnie. W tym momencie brawura ją opuściła i widocznie miała nadzieję na uprzejmość ze strony Yuri.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yuri kiwnęła tylko głową, zgadzając się ze słowami białej dziewczyny. Cóż, takie jest już życie.

Rozejrzała się po celi, ta biel była dosyć... uspokajająca, jak dla niej. Nie podobał jej się fakt że barierę robiła tarcza cząsteczkowa - Jakoś nie pasowało to do ogólnego wyglądu celi jej zdaniem. Ale cóż zrobić.

Spojrzała znowu na dziewczynę, unosząc lekko prawą brew. Tak na prawdę to spodziewała się że reszta jej oddziału będzie już na miejscu.

- . . . Będziesz musiała, hm? Powiedz mi najpierw, proszę, czy ta cela jest przeznaczona dla całego oddziału szturmowców. Odczuwam lekki dyskomfort ze względu na bycie tu samotną, w dodatku jeszcze bez broni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Z tego co wiem, za chwilę reszta powinna ich przynieść, i... O, już idą - powiedziała, z ulgą przyjmując pojawienie się wojowników, niosących wciąż bezwładnych szturmowców. Wnieśli ich do celi i ułożyli w rzędzie. Podobnie postąpili z hełmami, które zostały położone równiutko pod ścianą. Wyszli, zostawiając Yuri z zakłopotaną Lanko i kolegami z oddziału w stanie nieświadomym.

- Czy... teraz mogę twój blaster?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Hm. Szczerze to zastanawiam się co byś uczyniła gdybym postanowiła się sprzeciwić. Ale, miła z Ciebie dziewczyna, nie ma co Ci problemów sprawiać. - Oddała spokojnie zabezpieczony blaster w ręce Lanko, następnie zaś postąpiła kroku w stronę celi, stając za metalową linią. na jej twarzy nadal rysował się lekki uśmiech.

- Nie sądziłam że kiedyś dobrowolnie wejdę do więziennej celi...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...