Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Moonlight

[Tawerna] Kawiarnia Osobliwości Madame Lulamoon!

Recommended Posts

Batpony chyba przybył trochę za wcześnie na miejsce, żeby się przekonać czy panna Lunamoon wyspała się i wróciła do żywych. W tobołku niesionym na grzbiecie miała świeżo upieczone domowe ciasto marchewkowe pokrojone w kawałki. Zapach wypieku unosił się w powietrzu i drażnił nozdrza przechodzących obok kucyków. Rubby tymczasem zapukała do tawerny i czekając na zewnątrz przyglądała się konstrukcji. 

 

*Jakiego koloru jest tawerna? Różni się czymś od zwykłych? Chodzi o to co Rubby widziała*  

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Materiał, z którego zrobiono namiot był wyblakły, gdzieniegdzie tylko widoczne były błękitne plamy, pośród kolorowych, doszytych łat. 

Madame leżała otulona kocami, a obok niej drzemał jej opiekun. Filiżanki i czajniczki nie ruszały się, sztuczka bez iluzjonisty nie mogła trwać wiecznie. W namiocie było spokojnie i cicho, a jedyne dźwięki wydawała z siebie sama gospodyni, majacząc przez sen, że nie chce przesuwać kamieni na polu. 
Gdy do namiotu wkradł się zapach ciasta marchewkowego, Madame zmarszczyła nos i ocierając oczy, uśmiechnęła się mimowolnie. 
- Hoo'far, wstawaj. Chyba mamy gościa... - wymamrotała to śpiącego ogiera - Proszę, zapraszam. Jam jest Madame Lulamoon. Ze mną są słowa, ze mną jest sztuka, ale też mniejsze zmniejszenie. Zapraszam miłego gościa, odpowiem na wszystkie pytania... tylko proszę o kawałek tego, pięknie pachnącego ciasta...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rubby weszła do środka usiadła, poczęstowała sztukmistrzynie oraz jej przyjaciela ciastem. 

- Specjalnie upieczone dla ciebie. Mam nadzieję, że lepiej się czujesz od mojej wcześniejszej wizyty. Też chciałabym przeprosić za swoje wcześniejsze zachowanie. Zresztą... nieważne... kimkolwiek jesteś.... po prostu wybacz. - po pyszczku klaczy było widać, że coś jest na rzeczy, coś niedobrego.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Madame wytarła zaspane oczy i spojrzała zaniepokojona na klacz wręczającą jej pięknie pachnące ciasto. - Co mam wybaczyć panno Rubby? Byłam niewyspana, martwiłam się zbytnio o przyjaciółkę i trochę mnie poniosło. Odespałam te ciężkie noce, gdy czuwałam w kawiarni. Mam nadzieję, że podobało Ci się moje przedstawienie. Nie martw się, Iluzjoniści są po to, by trwać na scenie... bo przedstawienie musi trwać. Do końca. - Trixie spróbowała uśmiechnąć się do klaczy, ale coś zaniepokoiło ją w jej spojrzeniu. - Co się dzieje, panno Rubby?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz milczała, wpatrywała się długo w twarz jednorożca, rozważając w głowie różne scenariusze w końcu wzięła głęboki oddech i powiedziała. 

- Chodziło o moje wcześniejsze zachowanie, a tak po za tym większość z łowców uważa panią za wiedźmę i będzie głosować, na ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz słyszała słowa Rubby, ale nie rozumiała ich znaczenia. Patrzyła na nią lekko zaspanymi oczami mimowolnie kręcąc głową. Po policzku zaczęły plac pojedyncze łzy. - Pan Galion obiecał, że się za nami wstawi. Przecież się zmieniłam. Zrobiłam te kawiarnię dla was, długo ćwiczyłam, wciąż martwiąc się o przyjaciółkę... To nie może być prawda, panno Rubby... Co z moimi przyjaciółmi, nie może ich zostawić...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klaczy było trudno, bardzo trudno patrzyć na jednorożca i nie zmusić się do odwrócenia wzroku. 

- Panno Trixie. Może ma pani coś czym można by przekonać innych o pani niewinności..... 

Jednak Rubby wiedziała, że podczas zadawania tego pytania jest już za późno i w jakiejś innej dziwnej rzeczywistości jednorożec już był na stosie.   

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hoo'far otworzył ciężkie powieki i zsunął z pyszczka maskujące go bandaże. Czuł się nieswojo, nie słyszał skrzypienia starych skrzyń i tuptania porcelanowych psich-czajniczków, do których zdążył już przywyknąć. Pulsowało mu w skroni, a w gardle suszyło, niczym na pustyni w jego rodzinnych stronach. Wciąż miał w głowie dawne majaki, które wywołało wypicie wywaru z jednego z czajniczków. Ktoś musiał przy nich majstrować, gdy biedna Madame zasnęła z przemęczenia.

W tym momencie zorientował się, że coś jeszcze jest nie tak. Nie wyczuł ciepła ciała iluzjonistki, nie słyszał jej sennych monologów. Jedyne, co wyczuwał to kuszący zapach ciasta marchewkowego. Zaniepokojony zerwał ostatnie skrawki materiału z głowy i zaczął panicznie szukać madame wzrokiem, lecz nie było jej za ladą. Magia kawiarni zamilkła w cichej żałobie, kryształowa kula straciła blask i pękła, stając się bezużyteczną szklaną masą. Atmosfera azylu ulotniła się wraz z ostatnim tchnieniem jej właścicielki.

Hoo'far nie miał wątpliwości, że bezpowrotnie stracił swoją nową przyjaciółkę. Wiedział, że nigdy nie opuściłaby swojego stanowiska, podczas trwania przedstawienia... sztuki, która miała dodawać innym otuchy. Jedyne, co pozostało mu po przyjaciółce to niezjedzony kawałek ciasta i turban, który musiała upuścić, gdy ją wynosili. Nawet nie zdążył jej pożegnać... gdyby nie zatruty napar, mógłby jej jakoś pomóc. Gdyby wiedział, ukryłby ją w swojej karawanie.

Teraz pozostały mu tylko łzy, strach i talia kart, która wysypała się z wnętrza turbanu i zakryła podłogę. Nie potrafił uwierzyć w winę tak wspaniałej Iluzjonistki, więc nie powstrzymując płaczu, zaczął zbierać karty i sprzątać kawiarnię, by móc powitać swoją przyjaciółkę z powrotem. Nie dopuszczał do siebie innych myśli w tym zimnym i smutnym namiocie. Nie potrafił myśleć o stosie...

Edited by Moonlight
  • Sad 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...