Jump to content

Uciekinier [Dark] [Oneshot] [Drabble]


Niklas
 Share

Recommended Posts

lDHTDtX.png

 

Historia, która narodziła się na ostatnią chwilę podczas tegotygodniowej edycji Pisania na setkę.

W skrócie zwykle chodzi o stworzenie krótkiego opowiadania na 100 słów z tematów

wybranych przez prowadzącego. Tym razem jednakże Coldwind postanowił pozwolić nam

na stworzenie kilkurozdziałowego fica, pod warunkiem, że każda część nie będzie

miała więcej niż 100 słów. Postanowiłem spróbować swoich sił i wykorzystałem

wszystkie 9 tematów, które stały się tytułami poszczególnych rozdziałów.

 

Oto bowiem jest historia pewnego ogiera, który po tygodniach udręki, w końcu

ucieka swojemu oprawcy. Nie liczy się dla niego nic poza własną skórą.

Jednak nie wszystko jest takie jakie się wydaje...

 

UCIEKINIER

  • Upvote 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Opowiadanie stworzone z rozdziałów będących drablami to bardzo ciekawy pomysł. Wprawdzie wybór takiej formy ma pewną wadę (rozmiar, który zmusza autora do ograniczenia opisów, albo dialogów), ale z drugiej strony stanowi miejmy nadzieję przyjemne dla autora wyzwanie pisarskie. Wyzwanie, które może skutkować ciekawym i ,,egzotycznym" dziełem. Z niekrywaną ciekawością sięgnąłem  po to dzieło, by przekonać się, co wyszło z tego eksperymentu. 

 

Łał. Jestem pod wrażeniem. Pod naprawdę dużym wrażeniem. To dziewięć drabli. Dziewięćset słów (albo i mniej), które tworzą historię zawierającą w zasadzie wszystkie ważne elementy dobrego fanfika, wymieszane w odpowiednich proporcjach.  Mamy tu ciekawego bohatera, o niepewnej przeszłości i jeszcze mniej pewnej przyszłości. Może nie wypowiada zbyt wiele słów (co zapewne wynika z formy), ale mimo to byłem w stanie go poczuć. Mamy też dawkowaną stopniowo akcję, poprzedzielaną scenami uspokojenia. Weźmy tą scenę z wilkiem (swoją drogą, bardzo fajny pomysł na odpowiednik patykowilka, tyle, ze z piasku). Niby to tylko sto słów, a czuć napięcie, oraz niebezpieczeństwo. No i mamy też zaskakujące zakończenie, które drastycznie zmienia obraz tego, co widzimy przez cały fik. I nie jest to zakończenie całkiem z plota, a mające pewien sens w perspektywie całości. Do tego tłumaczy wiele (nie tłumacząc w zasadzie prawie nic), ale jednocześnie nie wyjaśnia tez wszystkiego do końca. 

Nie zabrakło też odobiny opisów, które pozwalają zobaczyć ten świat. Może nie widzimy jaki duży jest to bunkier, jak głęboko pod ziemią, ale samo stwierdzenie, ze jest to bunkier z dwoma kucami w środku wystarcza by móc go sobie wyobrazić. Tak samo te kilka słów o pustyni czy lesie. Może są pozbawione detali, ale wystarczają by sobie wyobrazić podróż bohatera. 

Czyli w zasadzie, w tej skąpej formie jest całkiem dobrze przedstawiona historia.

 

Lez poza treścią, warto jeszcze rzucić okiem na formę. Tekst oczywiście jest schludny, ładny i pozbawiony błędów, czy literówek. Tak powinien wyglądać każdy tekst. A co do formy dzieła jako zbioru drabli, to muszę przyznać, ze w tym wypadku sprawdza się bardzo dobrze. Scenki ze sobą współgrają, tworząc harmonijną całość, a podczas lektury nie czuć za bardzo ograniczeń wynikających z krótkiej formy. 

 

podsumowując ten krótki komentarz, warto się z tym dziełem zapoznać w ramach pewnej ciekawostki i w ramach przyjemniej lektury. A autorowi gratuluję, bo stworzył coś naprawdę fajnego i wyjatkowego

 

 

Edited by Sun
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiej formy drabbla. Naprawdę wciągający tekst, delikatny zarys który dużo daje. I jeszcze ta końcówka! Przyznam, że spodziewałam się, że w pewnym momeńcie tej nieskończoności główny bohater przetrze oczy i obudzi się w bunkrze. I mimo, że nie znamy nawet imienia "zabitej" klaczy, to jest głęboką postacią. I bardzo przyjemnie się czytało. 

 

Podsumowując mimo tego że to jest drabbl, to jest profesjonalny,. Żeby tekst był profesjonalny nie musi być 100-nym fan-fickiem. Tutaj liczy się treść. A ten tekst spełnia wszystkie wymagania. 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Krótki drabbl, który zabiera nas w surrealistyczną, tajemniczą podróż, którą każdy może postrzegać na swój sposób.

 

SPOJLERY

 

Tak, już dłuższy czas temu odbył się pewien konkurs, który rozruszał tyłki fandomowych pisarzy i spłodził parę, krótkich dzieł. Albo to tylko moje wrażenie, albo po prostu w tym okresie, czyli również parę eventów wcześniej, poziom był o wiele wyższy, niż choćby rok czy dwa lata temu. Ale może to tylko moje widzimisię. Nieważne. Tym razem w konkursie na drabble doszło do paru innowacji. Otóż można było napisać drabble wielorozdziałowe, a wyglądało to w ten sposób, że każdy kolejny rozdział był osobnym drabblem, co łączyło się w większą całość. Każda część musiała również mieć swój temat przewodni, na co pozostawiono ograniczoną ilość czasu. No i wiadomo jak to jest. Gdy się zakłada jakieś restrykcje, to zawsze jest trudniej, bo trzeba kombinować tak, aby się dostosować. Powyższy drabbla został podzielony na dziewięć części. Każda to max sto słów. Więc prześledźmy każdą po kolei.

 

Pierwszy rozdział o tytule “Ostateczność”. Jesteśmy świadkami sceny morderstwa. Ogier zabija klacz, aby móc się wreszcie wydostać z zamkniętego bunkra, w którym zostali uwięzieni przez tajemniczego oprawcę. Trochę mi się to skojarzyło z “Piłą”, gdzie również występował psychopata poddający próbom schwytanych nieszczęśników. Oglądałem tylko pierwszy film z cyklu i nawet mi się spodobał. Tutaj jest zresztą podobnie. Rozdział kończy się tak, że nie wiemy, czy bohaterowi udało się wydostać z więzienia.

 

Drugi rozdział, “Światło”. Z głośników wydobywa się złowieszczy chichot, co jeszcze wzmacnia skojarzenia krążące wokół “Piły”. Właz od bunkra otwiera się, wpuszczając do środka jasne światło oślepiające ogiera. Gdy już jego oczy przyzwyczajają się do nowych widoków, dostrzega przed sobą skalną pustynię, a na horyzoncie coś zielonego, jakby roślinność. Po zebraniu podstawowego ekwipunku ze skrzyni, postanawia udać się w tamtą stronę.

 

Trzeci rozdział, “Chwila Spokoju”. Ogier idzie przed siebie, zostawiając bunkier za sobą. Wędrówka dłuży się niemiłosiernie, lecz jest jednocześnie chwilą wytchnienia od wcześniejszych, przerażających przeżyć. Główny bohater odczuwa pewne wyrzuty sumienia związane z zabiciem swojej towarzyszki, jednak szybko porzuca wszelkie wątpliwości. Jak to sam ujął; albo ona, albo on. Po prostu przetrwanie.

 

Czwarty rozdział, “Miłe złego początki”. W tym fragmencie jesteśmy świadkami ataku patykowilka, który nagle wyskakuje na bohatera. Niestety próba załatwienia bestii przy pomocy śrutu nie skutkuje żadnymi konsekwencjami, oprócz zdenerwowania potwora, więc ogier rzuca się do ucieczki. Zwrócę również uwagę na to, że sceny tego typu są napisanie bardzo dynamicznie. Krótkie, urwane zdania, a do tego nie wprowadzające chaosu i czytelne. Dobrze to zostało napisane. Ogier ucieka w kierunku zieleni.

 

Piąty rozdział, “Zapadła Noc”. Ucieczka się powiodła. Główny bohater biegł tak długo, aż dopadła go noc. Więc… powinien być ekstremalnie wycieńczony. No i w sumie jest. Dodatkowo chyba zaczyna mieć drobne halucynacje. Ciemność zastała go nagle. Wiem, że ściemnić może się naprawdę szybko, ale chyba nie aż tak szybko, jak to wyniosłem z lektury tego drabbla. Ponadto nasz bezimienny widzi jakieś słowo na niebie, które miałoby układać się z jasnych punkcików nazywanych przez nas gwiazdami. Jednak oprócz tego nic szczególnego się nie dzieje.

 

Szósty rozdział, “Zieleń Trawy”. Ogier budzi się, gdy słońce góruje na niebie. Otoczenie miękkiej, zielonej trawy działa na niego uspokajająco. Orientuje się, że jest na skraju lasu i postanawia wyruszyć w głąb puszczy. Znajduje strumyk. Gasi pragnienie, po czym rusza dalej. W sumie dobrze by było trzymać się tego strumienia, bo to dobry punkt orientacyjny. Strumyczek może później wpadać do rzeki, a gdzie rzeka, tam i miasto. Poza tym wody nigdy by mu nie zabrakło. No ale to nic, bo podświadomie czuje coś niedobrego. Wszystko wokół zaległo głęboką ciszą.

 

Siódmy rozdział, “Szczęście”. Ogier idzie przez puszczę. Milczenie lasu sprawia, że słyszy jedynie swój oddech. W pewnym momencie widzi na niebie zorzę polarną, co raczej nie powinno mieć miejsca w tej strefie klimatycznej, w końcu obok jest pustynia, no ale to świat MLP, więc… Ten widok pokrzepia go lekko i dodaje siły. Pragnie czym prędzej wydostać się z tarapatów i wrócić do domu.

 

Ósmy rozdział, “Nieskończoność”. Niestety okazuje się, że powrót w rodzinne strony nie jest możliwy. Nieważne jak bardzo bohater się stara, za każdym razem trafia w to samo miejsce, do bunkra. A wtedy koszmar rozpoczyna się od nowa. Cały ciąg wydarzeń odtwarza się jak w jakieś pętli. To sprawia, że ogier ostatecznie odpuszcza i rzuca broń na podłogę. Rozpłakuje się i przyznaje, że nigdy nie chciał zabić klaczy.

 

Dziewiąty rozdział, “Wrota”. No dobra. Więc fik opowiada o ogierze, który trafił do czegoś w rodzaju czyśćca. Miało to ostatecznie wymusić na nim przyznanie się do winy za popełnioną niegdyś zbrodnię. Podejrzewam, że chodziło o zabicie klaczy. Tylko jeżeli to odbyło się w taki sam sposób, jak to zostało pokazane na samym początku, to nie jestem pewien, czy powinno aż tak bardzo się go karać. Zabójstwo jest bee, ale skoro miał do wyboru własną śmierć albo śmierć tego kogoś innego, bo został do tego zmuszony, to chodziło tu jedynie o przetrwanie. Wiemy, że nie jest złym gościem, nawet podczas wędrówki czuł wyrzuty sumienia. Jasne, poświęcenie i heroizm są godne pochwały, ale bronienie swoje życia jest jak najbardziej naturalny odruchem. Klacz również dostała broń, po prostu była wolniejsza, więc widząc przed sobą kogoś, kto nas próbuje zabić, nie ma sensu się zastanawiać, tylko walić póki jeszcze można. To trudny temat. Ja bym orzekł w ten sposób, że nie ma winnych w tej sprawie. Tylko ten oprawca zasługuje na karę. Ale ogier? Dlaczego? Po prostu życie postawiło go w tej dramatycznej sytuacji i nie było czasu na zastanawianie się. Trzeba było działać i tyle.

 

No ale drabbl jest naprawdę dobry. Krótka, zwięzła opowieść o trudnych wyborach moralnych, które potrafią na długo pozostawać w czyjeś pamięci i dręczyć uczestników dramatu przez całe życie. A może nawet i po życiu. Zostało to wszystko napisane bardzo dobrze. Nie mam się do czego przyczepić.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Grento YTP napisał:

Dziewiąty rozdział, “Wrota”. No dobra. Więc fik opowiada o ogierze, który trafił do czegoś w rodzaju czyśćca. Miało to ostatecznie wymusić na nim przyznanie się do winy za popełnioną niegdyś zbrodnię. Podejrzewam, że chodziło o zabicie klaczy. Tylko jeżeli to odbyło się w taki sam sposób, jak to zostało pokazane na samym początku, to nie jestem pewien, czy powinno aż tak bardzo się go karać. Zabójstwo jest bee, ale skoro miał do wyboru własną śmierć albo śmierć tego kogoś innego, bo został do tego zmuszony, to chodziło tu jedynie o przetrwanie. Wiemy, że nie jest złym gościem, nawet podczas wędrówki czuł wyrzuty sumienia. Jasne, poświęcenie i heroizm są godne pochwały, ale bronienie swoje życia jest jak najbardziej naturalny odruchem. Klacz również dostała broń, po prostu była wolniejsza, więc widząc przed sobą kogoś, kto nas próbuje zabić, nie ma sensu się zastanawiać, tylko walić póki jeszcze można. To trudny temat.

 

Chyba jedyną rzeczą, której nie dodałem z powodów wytycznych drabbli to właśnie ta nieco bardziej rozbudowana scena. Bo moim założeniem w całości było to, że klacz tak naprawdę nigdy tej broni w kopytach nie miała, ale taką projekcję widział nasz strudzony bohater i powtarzał ją sobie tak długo, aż w jego oczach stała się prawdą. Musiał ją zabić, bo albo ona, albo on. No i dopiero po wielu takich pętlach przyznał się do swojego błędu.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Historyjka składająca się z kompilacji ściśle powiązanych ze sobą drabbli? Interesujące. Pamiętam poniekąd odwrotną sytuację tj. gdy Kruczek napisał jeden fanfik, ale podejmujący wszystkie zapodane tematy do drabbli. Tutaj mamy kilka fanfików, ale po jednym drabblu na każdy. Zważywszy na brzmienie tematów, byłem bardzo ciekaw jak autor połączy ze sobą te zagadnienia, jaką dobierze formę w tym sensie, czy zdecyduje się wyłącznie na opisy, a może na dialogi, a może dobierze określone proporcje, zbalansuje to jakoś między sobą.

 

Generalnie, traktując poszczególne odcinki zbiorczo, okazało się, że autor podążył ścieżką określoną w opcji pierwszej, czyli opisy. Mnie pasuje, nie tylko dlatego, że lubię czytać ciekawe opisy, ale również dlatego, iż na moje oko, lepiej nadają się do drabbli. A przynajmniej, na ile mogę to stwierdzić bazując na moim skromnym doświadczeniu z tą właśnie formą, no i przywołując w pamięci te drabble, które z podobały mi się najbardziej, a bądź co bądź, troszkę ich zdążyłem przeczytać ;)

 

Cieszy również jednostajne tempo akcji na rozpiętości całej historii, w ogóle, podoba mi się spójność kompozycji. Niemalże każdy odcinek składa się dokładnie z trzech akapitów, na modłę starego, dobrego schematu: wstęp – rozwinięcie – zakończenie. Co więcej, bodajże przy okazji dwóch ostatnich odcinków przewiną się pewne, nazwijmy to, innowacje, czyli dodatkowe wersy, stwarzające iluzję, jakoby te kluczowe, wieńczące dzieło partie tekstu były zdecydowanie dłuższe, no i przewinie się nawet jedna kwestia mówiona. Tylko jedna, ale wymyślona i umieszczona w najlepszym ku temu miejscu, toteż rzeczywiście, moment ten zyskał pewną aurę wyjątkowości, na tle reszty opowiadania. I chyba słusznie, gdyż jest to kluczowa scenka, która rozwiązuje postawiony w ramach fabuły problem, prowadząc do konkluzji, która przywodzi mi na myśl pewne opowiadanie napisane przez...

 

Spoiler

...pewnego gościa, który liże kucoperze :bester:

 

Coś jeszcze? Nastrój. Okładka zasugerowała mi klimaty westernu, dzikiego zachodu. Ale jednak nie, to nie do końca to. W ramach poszczególnych odcinków przewiną się wprawdzie skromne opisy lokacji, jednakże wiele wskazuje na to, że może to być... cokolwiek. Dowolna sceneria, wskazówki odnośnie tego, jak otoczenie mogłyby wyglądać, nie zawężają zbioru możliwości zbyt radykalnie, toteż wyobraźnia czytelnika działa nieskrępowanie, projektując różne ciekawe miejsca, które przemierza bohater. Najważniejszym ograniczeniem wydaje się być motyw zawarty w odcinku opatrzonym nagłówkiem „Nieskończoność”. Niemniej, to już praktycznie końcówka, rozwiązanie zagadki, toteż trudno mówić o jakimkolwiek ograniczeniu wyobraźni czytelnika, który od tego momentu zapewne skupi się na postaci głównego bohatera, na tym, co zapewne odczuwa, jak to jest, znaleźć się w jego skórze i co byśmy poczuli/ zrobili my, gdybyśmy znaleźli się w jego położeniu. Niewiele drabbli próbuje wywołać taką reakcję, w sumie, zapewne to nawet nie było intencją autora, ale, jak na akurat mój rozum, są tutaj takie możliwości ;) Wystarczy wczytać się w tekst, potraktować go nie jak kolejny zestaw śmiesznych drabbli, ale jako pełnoprawny fanfik. Skądinąd wiem, że forma ta ma swoich antyfanów, niemniej, „Uciekinier”, poprzez skonstruowanie jednej, dłuższej historii z drabbli, próbuje wyłamywać się ze stereotypów. Zresztą, gdyby tak zliczyć słowa, mamy ich tam aż 844, co nie odbiega zbytnio od standardów pierwszych edycji forumowego konkursu literackiego.

 

O, wiedziałem, że ten tytuł coś mi przypomina – jedną z pierwszych misji w grze „Mafia” :D

 

Ale scenerie, to nie jedyny aspekt tejże historii, który można uznać za niemalże w pełni pozostawiony wyobraźni czytelnika, to nie jedyny element, który może być dowolny. Ani głównego bohatera, ani jego – epizodycznej, ale jednak – towarzyszki, nie poznajemy z imienia, ba, nie wiemy o nich nic, to może być każdy. I skoro postacie również mogą być dowolne, można nie tylko podstawić za nich określone charaktery z serialu tudzież innych fanfików, ale można równie dobrze samemu wejść w tę rolę (tj. głównego protagonisty). Kiedyś nie zwracałem na to zbytniej uwagi, ale od jakiegoś czasu podoba mnie się, gdy w ramach w miarę krótkiego opowiadania autor decyduje się tak kreować postać protagonisty, że może być nim każdy. Z drugiej strony, zważywszy na big reveal na końcu, w tym kontekście nabiera to jeszcze innego sensu.

 

Spoiler

Pochodzenie, rasa, profesja, charakter, imię, to wszystko nie ma znaczenia w obliczu śmierci.

 

Mając za sobą ogólną ocenę „Uciekiniera”, pora omówić po kolei poszczególne odcinki ;) Co sprezentował nam autor?

 

 

Ostateczność nie bawi się w prowadzenie czytelnika za rączkę, ani w żadną introdukcję – od razu zostajemy wrzuceni w sam środek rzeczy, czyli pewnego kuca, który mierzy do swojej towarzyszki ze strzelby. Dlaczego? O co tutaj chodzi? Już kolejny akapit spieszy nam z odpowiedzią – para znalazła się w bunkrze, z którego jest tylko jedno wyjście, a kluczem do niego, jest broń rzucona znajdującym się wewnątrz kucykom. Kto im tę broń zrzucił? Nie wiadomo. Kolejny akapit to rozwiązanie sprawy – wystrzał, trup, akt ostateczności po, jak się okazuje, wielu tygodniach w niewoli. Istotnie, w chwilach, takich jak tak, pierwszą potrzebą jest przetrwanie. Wciąż niewiele wiemy, jak oni się tam znaleźli, o co chodzi temu, który zaaranżował tę sytuację, nie mamy też gwarancji pomyślnego zakończenia sprawy dla protagonisty, no bo gdzie jest ów bunkier? Co jest na zewnątrz? Co tam na niego czeka? Tekst znakomicie nakręca czytelnika na kolejne odcinki, to mi się podoba.

 

Tak w ogóle, zdziwiła mnie jedna rzecz. Mianowicie, początek mówi o tym, że kuc mierzy do towarzyszki ze strzelby, ale zaraz potem przewija się informacja, że najwyraźniej pewien ktoś wrzucił do bunkra pistolet. Z tekstu wynika, że wewnątrz był tylko jeden rodzaj broni, kto pierwszy, ten lepszy, czyli kto za nią złapie, ten uzyska szansę na wolność. Zatem pistolet, czy strzelba?

 

No i oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie napomknął, że cała ta sytuacja przypomniała mi jedną z ostatnich pułapek z „Jigsawa”, w której to dwoje ocalałych graczy zostaje przykutych łańcuchami do przeciwległych stron pomieszczenia, pośrodku Kramer stawia strzelbę, po czym pokazuje im naboje mówiąc, że to jest ich klucz do wolności, a następnie nabija nimi pukawkę i wychodzi. Co robią nasi dzielni protagoniści? Kto pierwszy, ten lepszy, babka łapie za broń i... no, wiadomo, że pociąga za spust.

 

Spoiler

I wtedy to okazuje się, że klucze znajdowały się wewnątrz naboi, czyli nie chodziło oto, że jedno musi zastrzelić drugie, ale by właśnie nie strzelać, nie zabijać. Zważywszy na to, jak się kończy „Uciekinier”, myślę, że to skojarzenie jest bardzo trafne.

 

Światło ukazuje nam moment wydostania się głównego bohatera z bunkra, zatem ktokolwiek, do kogo należy chichot z głośników, jednak mówił prawdę. Na naszego protagonistę czeka ekwipunek oraz notka, życząca mu powodzenia. Zatem spełniły się obawy z poprzedniego odcinka – to najprawdopodobniej jeszcze nie koniec, a próba w bunkrze była zaledwie początkiem. Teraz dopiero ma się rozpocząć walka o przetrwanie.

 

Chwila spokoju to dokładnie to, o czym mówi nam nagłówek – spokojna wędrówka ku zieleni, co, jak już wspominałem, jest dość szerokim kwantyfikatorem i na podstawie tychże skromnych, ale całkiem ładnych opisów, można sobie wyobrazić przeróżne rzeczy. Prawie wszystko, czego dusza zapragnie. Nie mija wiele czasu, nim bohatera ruszają wyrzuty sumienia. Cały czas usprawiedliwia się, że to było jedyne wyjście, że gdyby to nie on wystrzelił, zrobiłaby to ona. Przeżyć mogła tylko jedno z nich. Zaraz, przeżyć? :rd5:

 

Miłe złego początki to konfrontacja, wobec której dostaliśmy mały foreshadowing przy okazji Światła. Bestią okazuje się wilk zbudowany z kamieni i piasku. Bohater wykorzystuje pozostałą mu amunicję, lecz wystrzał ze strzelby nie czyni potworowi krzywdy. Widząc to, w przypływie adrenaliny, decyduje się na najkorzystniejszą taktykę, znaną doskonale każdemu, kto wychowywał się na klasycznych Residentach – unikać konfrontacji, omijać, uciekać, oszczędzać amunicję :scootshock:

 

Zapadła noc, no i taktyka okazała się skuteczna – przeszedł do następnej lokacji, zostawiając potwora za sobą, zachowując nie tylko zdrowie, ale i ekwipunek. Niestety, to nie gra, więc bohatera dopada zmęczenie, ale najwyraźniej najgorsze ma już za sobą. Mamy króciutki, ładny opis rozgwieżdżonego nieba, współgrający ze wspomnianym przed chwilą fragmentem, poświęconym protagoniście oraz jego zmachaniu pomyślną ucieczką. Wszystko w porządku, jest ciekawy nastrój, tekst naprawdę mi się podoba :D

 

Zieleń trawy to nie tylko widok miły dla oczu, o właściwościach relaksujących, ale także przebłysk wolności. Znów mamy krótkie, ale znakomicie skomponowane, wpadające w oko i ucho opisy scenerii, a także wyziewający z odcinka spokój, który nakazuje nam sądzić, że to koniec, że już po wszystkim, że wraz z głównym bohaterem możemy odetchnąć z ulgą. Nie miejcie jednak złudzeń – wrażenie to okazuje się mylne tak szybko, jak na ekranie pojawia się ostatnie zdanie z tego odcinka, siejące ziarno niepewności.

 

Szczęście to coś, czego trudno się spodziewać po tym, jak zakończył się poprzedni odcinek. Co tu więcej mówić – kolejne bardzo zgrabnie skomponowane opisy, poszczególne fragmenty brzmią naprawdę dobrze i tekst po prostu się podoba :) Jest nastrój, co prawda bohater nadal wędruje bezkresną puszczą, ale znów mamy noc, mamy zorzę, omen szczęścia, wspomnienie babci głównego bohatera... Na miejscu jest wszystko, czego trzeba, by utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że akcja zmierza ku dobremu, może nawet rozbudzić w nim nadzieję. Ale tylko po to, by ją strzaskać już w kolejnym odcinku :nipples:

 

Nieskończoność jest to punkt zwrotny, moment, w którym wszystko się zapętla, a my zaczynamy się domyślać, do jest grane. Nie jest to jednak nieskończoność polegająca na tym, że po wyjściu z bunkra bohater jest skazany na bezkresne przemierzanie nieskończonej puszczy, niczym Mario, usiłujący wbiec po schodach na najwyższe piętro, nie posiadając jeszcze odpowiedniej ilości zebranych gwiazdek. To znaczy, o ile gracz nie stosuje pewnego glitcha :rdblink: Jest to jednocześnie odcinek, w którym bohater uświadamia sobie prawdziwe rozwiązanie tejże zagadki. Ze łzami w oczach, podejmuje decyzję o przerwaniu tej pętli, stając oko w oko z występkiem, przez który w ogóle tu trafił.

 

Wrota to konkluzja historii, w której ostatnie wątpliwości czytelnika powinny zostać rozwiane. Co okazało się dla mnie całkiem satysfakcjonujące, bohatera jednak czeka... chyba pozytywne zakończenie. No, na upartego, niby nie wiadomo, co znajduje się po drugiej stronie wrót, ale mamy bardzo silne podstawy ku temu, by sądzić, iż...

 

Spoiler

...jest tam upragniony raj. Bohater zadośćuczynił za swoje grzechy. Zrozumiał. Najwyższa pora spocząć w pokoju.

 

 

Tak oto prezentuje się fabuła. Generalnie, była to ciekawa i wciągająca historyjka, ciekawie skonstruowana, w liczbach przypominająca opowiadanie na jeden z pierwszych w historii konkursów literackich, w którym to limity słów były dosyć srogie. Gdyby to było na rzeczy, murowany zwycięzca, bez dwóch zdań :D Podobał mi się nastrój, jaki udało się wykreować w ramach tej jakże oszczędnej w słowa formy, no i jest kilka rzeczy, które mogą być rozpracowywane przez wyobraźnię czytelnika, dzięki czemu, pomimo „sztywnej” treści, każdy może to sobie wyobrażać nieco inaczej ;)

 

Ogólnie – bardzo dobry tekst, który ciekawi, zastanawia i satysfakcjonuje, nie tylko słownictwem, kompozycją zdań, czy też nastrojem. Warto po niego sięgnąć, do czego oczywiście Państwa gorąco zachęcam.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...