Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Panda Hippis

[Mature] Ten jedyny klejnot (Generalek)

Recommended Posts

Zbliżała się już noc. Słońce zachodziło za horyzontem. Na dworze jakiś starszy kuc zapalał lampy ręcznie, by w nocy się świeciły i było jasno. Ty leżałeś w swoim domu na kanapie i czytałeś kolejne romansidło wypożyczone z księgarni niedaleko. Stawałeś się coraz bardziej śpiący, lecz nie poddawałeś się i czytałeś dalej... Książka bardzo Cię wciągnęła. Była o księciu, który ratuje damę z opresji. Gość jest bardzo odważny, a klacz - piękna. Oczywiście zakochują się w sobie, a dalej to tak jak na romansidło przystało... 

Zauważyłeś, że zbliżasz się do końca książki i postanowiłeś ją dokończyć rano. Poszedłeś do lodówki i wziąłeś z niej zimny cydr. Usiadłeś znów na kanapie, włączyłeś radio i rozkoszowałeś się chwilą, zanim pójdziesz do łóżka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze kilka stron, jeszcze kilka stron! Oczy lekko łzawiły, domagając się odpoczynku, ale nie mogłem teraz przerwać! Musiałem...

Potrząsłem głową, kiedy zrozumiałem, że przeczytałem jakieś dwie strony, nie rozumiejąc tekstu. To takie dziwne uczucie, kiedy niby czytam, ale to daje taki sam efekt, jakbym patrzył się na szafkę nocną. Pośpiesznie wróciłem do fragmentu, przed którym się "wyłączyłem" i włożyłem zakładkę między strony. Czas kończyć. Książka zamknęła się z charakterystycznym plaśnięciem. Oh, cholera. Kawałek zakładki wystający z pomiędzy kartek wyraźnie mówił, że do końca romansu zostało niewiele. Ah, to naprawdę kusi! Nie, nie, nie, czas iść spać. Skończę ją rano.

Eh, tak się wciągnąłem, że zapomniałem zupełnie o cydrze w lodówce. Kupiłem go specjalnie do czytania. Zeskoczyłem z kanapy i ruszyłem do kuchni. Po co miałby się marnować? Zwykłem codziennie pić jedną butelkę, więc jutro kupię nową. A tą zamierzałem wypić teraz.

Wróciłem na kanapę i oparłem głowę o oparcie. Po chwili zastanowienia postanowiłem włączyć radio. Odrobina muzyki dobrze mi zrobi. Urządzenie zatrzeszczało, po czym zaczęły wydobywać się z niego żywe dźwięki. Rozpoznałem piosenkę. O nie...

Piosenka opowiadała niemal taką samą historię jak w książce - no, tylko, że jej bohaterami byli zwykły ogier i zwykła klacz. Znów on odnalazł tą jedyną. Znów miłość zwyciężyła.

Zacząłem rozmyślać o książce, biorąc co chwila łyka z butelki. Przed oczami przelatywały mi obrazy, które "widziałem" już podczas czytania i te, które stworzyłem, zastanawiając się, co będzie dalej. Rycerz wyznający miłość ukochanej. Rycerz całujący ukochaną. Rycerz ratujący ukochaną przed śmiercią. Rycerz robiący to z ukochaną. Tylko jedno pytanie ciągle się nasuwało. Dlaczego on do cholery wyglądał jak ja?!

Wpadłem w kiepski nastrój. To nie mogłem być ja. Ja nigdy nie potrafiłem zagadać do klaczy. Ja nigdy nie potrafiłem wyznać komuś miłości. Ja nigdy nie byłem odważny. Ja nigdy tego nie robiłem.

Łzy zaczęły płynąć po policzkach. Łkałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy tak rozmyślałeś i zacząłeś szlochać jak baba, ktoś zapukał do drzwi. Jeden raz, drugi, trzeci... Widać ten ktoś był bardzo niecierpliwy. Tym bardziej, że na zewnątrz zaczął padać deszcz i grzmiało. Tajemniczy gość podszedł do okna i w nie również zaczął pukać. Kuc miał na sobie kaptur, który skutecznie zasłaniał cały pyszczek, więc nie byłeś w stanie określić jakiej jest płci i czy ma dobre zamiary. 
Postanowiłeś jednak przestać się mazać, odstawić swój cydr i otworzyć drzwi tajemniczej istocie... Przecież nie będzie moknąć na dworze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, czas się ogarnąć. Nie będę tak ryczeć całą noc. Otarłem oczy kopytem. Przecież ten gość nie powinien siedzieć na dworze i moknąć. Zeskoczyłem z kanapy i ruszyłem do drzwi. Pewnie jakiś bandyta, zginę marnie. Miałem nadzieję, że w półmroku nie będzie widać zakrwawionych oczu.

Otworzyłem drzwi po krótkiej walce z wątpliwościami... i zamkiem.

- Witam, jestem Angelo Sauper. Czym mogę służyć? - wyrzuciłem z siebie zaraz po otwarciu drzwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przed wejściem stał dość niewysoki kuc. Wciąż miał na sobie kaptur, lecz mogłeś już dostrzec, że to była klacz, ze względu na smukłą sylwetkę. Po chwili, kucyk zdjął kopytkiem kaptur z głowy. To była najpiękniejsza klacz jaką kiedykolwiek mogłeś widzieć! 
Jej sierść miała kolor kremowy, a prawe oczko było otoczone czarną "plamką". Grzywa oraz ogon były koloru czereśniowego, natomiast oczy - błękitne. Jej Cutie Mark był nadal przysłonięty, więc nie było widać jaka jest jej specjalność. 

- D-dzień dobry... Ja jestem... Clear Pearl - odpowiedział cicho przemarznięty już kucyk. - Czy mogłabym się u pana zatrzymać? Tylko na jedną noc... Nie chcę sprawiać problemów, więc jeśli pan odmówi... Nie zdenerwuję się... - dopowiedziała szybko klacz i spojrzała wręcz błagającym spojrzeniem na Ciebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O cholera. Szczęka opadła mi na sam jej widok. Ona... taka piękna... I jeszcze do tego prosiła o nocleg. U mnie.

Pewnie jakaś bandytka, kto wie, co może może trzymać pod tym płaszczem, odezwał się mój wewnętrzny pesymista. Może nóż? Albo smukłe i ponętne uda oraz...? O CZYM JA MYŚLĘ?!

Wyrzuciłem wszystkie myśli z głowy. Grzechem już było to, że dałem takiej istocie zmarznąć.

- Ja... Dobrze, proszę wejść - przesunąłem się w bok, robiąc miejsce na wejście do środka. Błagałem, że nie było widać rumieńca na mojej twarzy.

Zginąć z kopyt takiej istoty to nie grzech.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz powoli i niepewnie weszła do środka. Rozglądnęła się po wnętrzu i uśmiechnęła się lekko.

- Prawie jak w domu... - wyszeptała i zdjęła płaszcz.
Bok klaczy był pusty, pozbawiony Uroczego Znaczka. Clear dość szybko zrozumiała co zrobiła i znów przykryła się płaszczem, by zakryć puste miejsce. Podeszła do kominka i zaczęła się ogrzewać. Ciepło, które dawało palące się drewno kominkowe, może nie było zbyt mocne, ale wystarczało, by kucowi zrobiło się cieplej.

- Wie pan... Przez chwilę poczułam się prawie jak w domu... - mówiła klacz, dalej się ogrzewając. Wtem spojrzała na książkę, która leżała na stole. - Czyta pan romanse? Ja też kiedyś czytałam... Ale złapałam doła, bo nie miałam... I dalej nie mam... Tego jedynego ogiera... - mówiła już nieco ciszej, po czym wstała od kominka i spojrzała w Twoje oczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak, zacząłem... - odpowiedziałem. Po chwili ona patrzyła mi w oczy. Odwzajemniłem spojrzenie jak hipnotyzowany. Te oczy... Te piękne błękitne oczy... Czułem, jak przyśpiesza mi tętno. Widziała... Musiała widzieć moje oczy zakrwawione od wcześniejszego płaczu. Co miałem zrobić? Skłamać? Potrafiłem nieźle kłamać, ale na samą myśl, że mogę zawieść jej zaufanie... Nie mogłem, nie potrafiłem. Musiałem powiedzieć prawdę. Musiałem po prostu.

- Ja też do tej nie znalazłem tej jedynej... - zacząłem, ale nie mogłem się zmusić, by dokończyć. "... Ale to się teraz zmieniło". Jak to głupio i żałośnie brzmiało! Zakochałem się w klaczy, którą ledwo zobaczyłem. Nie, nie zakochałem, zauroczyłem, poprawił wewnętrzny pesymista. Ona w końcu odejdzie, a ja znowu będę sam jak palec! A to tylko dlatego, że nie potrafiłem dokończyć tego cholernego zdania. Ale co ona mogłaby sobie pomyśleć? Przecież ona nawet mnie nie znała! Odrzuci, znienawidzi, odejdzie...

Dopiero po chwili zorientowałem się, że patrzę w jej oczy przynajmniej pół minuty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz nieco się zarumieniła. Oderwała od Ciebie wzrok i usiadła na kanapie, na której wcześniej leżałeś, czytając książkę. Zauważywszy niewypitą butelkę cydru, Clear, mając nadzieję, że nie będziesz miał jej za złe, wzięła łyka napoju, tym samym opróżniając butelkę.

- W-wybaczy pan... Byłam bardzo spragniona - powiedziała cicho, wręcz wyszeptała przeprosiny.

Kuc szybko wziął do ręki Twoją książkę i spojrzał na okładkę. Klacz znów lekko się uśmiechnęła i przymknęła oczy. 

- Też ją czytałam... Jest bardzo ciekawa, ale potrafi zdołować - opowiadała. - Książę i księżniczka... W sumie... Pan nieco przypomina nieco tego księcia - Clear zachichotała cicho. Chciała rozluźnić atmosferę. - Ale ja taka niegrzeczna... Nie dość, że się wprosiłam, to robię co mi się podoba... Może wskaże mi pan, gdzie mogę spać... Może być nawet na podłodze... To ja pójdę i nie będę już panu przeszkadzać... - powiedziała cicho klacz, znów dokładnie Ci się przypatrując i nieco rumieniąc.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zarumieniłem się jeszcze bardziej, kiedy wspomniała, że przypominam księcia z książki. Przed oczami znów stanęły mi obrazy z książki ze mną... i z nią w roli głównej.

Skupiłem swoją magię na sofie i uruchomiłem mechanizm w środku. Oparcie cofnęło się do tyłu, tworząc łóżko. Magią wyciągnąłem z szafy pościel, kołdrę oraz poduszkę, po czym położyłem je na leżu.

- Proszę. Ja... prześpię się przy kominku. Nie mógłbym pozwolić, by taka wspa... - ugryzłem się język. Co za idiota ze mnie! - ... By taka miła osóbka spała na podłodze - poprawiłem się szybko. Mówiąc to, wyciągnąłem za pomocą magii koc z szafy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clear tym bardziej się zaczerwieniła. Może tego nie było widać, ale ona również była nieśmiała. Jak gadała to zapominała o świecie, przestawała się bać. Widząc, że używasz swojej magii, klacz podeszła do Ciebie i patrzyła co robisz. Widziała jak rozkładasz łóżko. Myślała z początku, że to dla Ciebie, ale gdy usłyszała, że to dla niej to bardzo się zdziwiła.

-  A-ale... To pański dom. Ja mogę przespać się na podłodze, na fotelu.. Pan niech śpi na łóżku - mówiła cicho klacz. Nie chciała się narzucać i wykorzystywać Twojej gościnności. 

Clear wzięła Cię za kopytko i zaprowadziła do łóżka, sama zaś usiadła na fotelu przy kominku. 

- To pan jest wspaniały... - wyszeptała na tyle głośno, byś to usłyszał, po czym skuliła się na miękkim siedzeniu i przykryła swoim płaszczem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Usłyszałem to. Czy przez całą noc będę się rumienił?

- Nie, nie jestem - szepnąłem do siebie. Nie potrafiłem nawet spróbować powiedzieć jej o moich uczuciach.

Chwyciłem w zęby koc i położyłem się koło kominka.

- Jak chcesz. Ja nie zamierzam dzisiaj spać w tym łóżku. Możesz z niego skorzystać - powiedziałem, okrywając się kocem. No dalej, idź do niego. - Proszę.

Przymknąłem oczy, zostawiając wąskie szparki, przez którą mogłem na nią patrzeć przez całą noc.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz okryła się dokładnie płaszczem, by nie było widać jej pustego boku i wstała z fotela. Podeszła do Ciebie, przykucnęła i pocałowała Cię w policzek.

- Dziękuję, Angelo. Jeśli chcesz, druga połowa łóżka jest wolna... Gdybyś nie mógł zasnąć... - wyszeptała Clear i przejechała Ci kopytkiem po grzywie.
Klacz podeszła do łóżka, po czym położyła się na nim i przykryła się całkowicie kołdrą. Ziewnęła i obróciła się w Twoją stronę. Uśmiechnęła się i przymknęła swoje duże, błękitne oczka.

- Dobranoc... Kiedyś się wybudzisz... - ostatnie słowa, Clear wyszeptała bardzo cicho, lecz to pierwsze było bardzo dobrze słyszalne.
Chwilę później, klacz zamknęła oczy i starała się zasnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ona. Mnie. Pocałowała. W. Policzek. O kurwa, za przeproszeniem.

- Dobranoc - ukryłem twarz między kopytami. Serce waliło mi jak oszalałe. Maksymalną siłą woli powstrzymywaniem się przed wskoczeniem do jej łóżka. O nie, ja dzisiaj nie zasnę.

Dobra, spokojnie. Uspokój się. Głębokie, powolne oddechy. Nie myśl o niej.

Z uspokojonym oddechem wróciła senność. Dobra, może zasnę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz wreszcie zasnęła. Od razu zaczęła się rozkopywać. Po jakichś kilku minutach, kołdra prawie spadała z łóżka, odsłaniając wspaniałe krągłości Clear. Ona natomiast nie zwracała na to uwagi, tylko śniła...
Śniła o tym, że jest w jakieś klatce na środku pustyni. Nie miała ani jedzenia, ani picia... Powoli umierała z odwodnienia. Wtem zauważyła jakiegoś ogiera, który przedziera się przez gorący piasek, w pełnym słońcu, tylko na swoich kopytach. Ów zamaskowany kuc, swoim ostrym jak brzytwa mieczem, rozwala klatkę na kawałki i pomaga jej wstać. Ogier dał jej nawet butelkę swojej wody. I wtedy... On odsłonił swoją twarz. Clear była bardzo, ale to bardzo zdziwiona, ponieważ jej wybawcą okazał się... Angelo! Po chwili patrzenia sobie w oczy, oba kuce zbliżyły swoje usta... Właśnie miał nastąpić ten kulminacyjny moment, gdy...
Klacz nagle się obudziła. Rozejrzała się szybko dookoła i odetchnęła z ulgą. Była w mieszkaniu. Spojrzała w dół i z przerażeniem odkryła, że połowa od Twojej strony jest odkryta i mogłeś zauważyć to, czego klacz nie powinna pokazywać. Oprócz tego, zauważyła małą plamkę na pościeli. Widocznie ze strachu straciła nad sobą kontrolę... Na szczęście nie było tego zbytnio widać. Clear szybko się przykryła i odwróciła się znów w Twoją stronę. Tym razem nie zamykała oczu. Leżała i rozmyślała nad swoim snem...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żeby tylko nie było widać rumieńca! Czułem palący wstyd. Ja... powinienem był się odwrócić. To było nieetyczne. Czułem wściekłość na całego siebie. Co ja narobiłem?

Chwila... ona się na mnie patrzy! Czy wie, że ja patrzyłem...? Na pewno! Brawo, Angelo, właśnie straciłeś swoją szansę. Pewnie mnie już nienawidzi. Nie dziwię się jej. Mimowolnie wcisnąłem twarz mocniej między kopyta.

O nie. Chyba się zdradziłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz zarumieniła się, gdy spojrzała na Ciebie. Wciąż rozmyślała nad swoim snem... Kremowa klaczka odsunęła się trochę od krawędzi łóżka, tak jakby robiła dla Ciebie miejsce... Teraz patrzyła prosto w sufit. Podpierała sobie kopytkami głowę i wspominała dzisiejszy wieczór.

- Wie pan co... Nie mogę zasnąć. Kiedyś spałam z mamą, bo miałam koszmary... Potem ich się pozbyłam, a teraz... One znowu wróciły - mówiła Clear dosyć głośno, by w razie gdybyś spał, to Cię obudzić.

Klaczka wpuściła jedno ze swoich kopyt pod kołdrę i uśmiechnęła się lekko. Znów spojrzała na Ciebie, a potem na wolne miejsce na łóżku. Szybko jednak odwróciła głowę w drugą stronę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy ona...? O cholera, o cholera, o cholera!  Zagryzłem wargę. Ciągle całą siłą się powstrzymywałem się... Nie, już nie mogę. Ciągnie mnie do niej jak na magnes. Ale tak normalnie położyć się?!

- Ja... czyżby panna miała koszmary. Smutno mi to słyszeć. Chciałbym pannie pomóc - powoli wstałem, ciągle zastanawiając się, co ja robię. - Na marginesie - nazywam się Angelo, nie ma potrzeby mówić per pan - powiedziałem, podchodząc do łóżka. Przed oczami ciągle stał mi obraz jej... wiadomo. Ha, "stał", na samą myśl o niej.

Znieruchomiałem nagle, zatrzymując kopyto, które zamiar miałem położyć na łóżko, w powietrzu. Co ja miałem zamiar zrobić? Przespać się z nią? Utulić ją do snu? Wyznać miłość?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clear ziewnęła, nawet na Ciebie nie patrząc. Myślała jednak o tym, że leżycie w jednym łóżku i się tulicie...

- Dobrze, Angelo... A Ty możesz do mnie mówić Clear, albo Clear Pearl... Albo Pearl, jak chcesz... - powiedziała cicho klaczka, spoglądając na Ciebie. - Widzę, że chcesz się położyć. Nie ma sprawy... To w końcu Twoje łóżko - klacz znów ziewnęła i odruchowo kopnęła w kołdrę tak mocno, że znów odsłoniła jej krągłości. Ona jednak nie zwracała już na to uwagi... Zrobiła się naprawdę śpiąca. - Nie wstydź się, przecież nie gryzę. Zawsze mogę położyć się na fotelu, jeśli przeszkadzam...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sytuacja zaczęła się robić coraz bardziej ciekawa. Oczywiście z punktu widzenia Mistrza Gry bogów. Przygryzłem ponownie wargę. Nie mogłem się teraz cofnąć. Wsunąłem się szybko do łóżka. Czułem promieniujące od niej ciepło, a jej krągłości przyciągały wzrok. Moje całe ciało szalało, a ja ledwie się powstrzymywałem.

Nie.

Stanowcza myśl wykwitła w moim umyśle. Chwyciłem kopytem kołdrę i podciągnąłem kołdrę, zakrywając to, co nie powinno być widoczne. Ale mimo wszystko...

Pochyliłem się nad jej uchem i szepnąłem:

- Nie miej koszmarów, Pearl... Proszę.

Położyłem się. Moje prawe kopyto dotykało jej... ale nie chciałem go cofać.

- Nie martw, Pearl - wyszeptałem najciszej, jak mogłem - Ty nigdy nie będziesz mi przeszkadzać...

Chyba w końcu uda mi się zasnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Na dziś koniec ^ ^ Jutro jedziem dalej!)

 

Klacz zaczerwieniła się bardzo mocno, gdy szeptałeś jej miłe słówka do ucha. Clear odwróciła się do Ciebie i wtuliła w Twoje ciało. Było takie cieplutkie i mięciutkie... 

- Przy Tobie... Nie będę ich miała... - wyszeptała z powrotem do Twojego ucha.

Na dole pod kołdrą robiło się trochę wilgotno z jej strony. Klacz nie za bardzo wiedziała co robić, więc wtuliła się w Ciebie mocniej i zamknęła oczy. Zrobiło jej się nieco gorąco, więc wystawiła kopyta i odrobinkę swojego tyłeczka poza kołdrę. Pearl pocałowała Cię w nosek i położyła głowę na Twoim ramieniu.

- Dobranoc... Angelo.. Mrr - wyszeptała i natychmiastowo zamknęła oczy. 
A pod kołdrą powoli robiło się bardziej wilgotno...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Umarłem. Tak, na sto procent umarłem. Musiałem pójść do raju, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że tuli się do mnie anielica? A może poszedłem do piekła, a istota przede mną to ponętny sukkub? Uśmiechnąłem się. Kogo to obchodzi?

Czułem tą wilgoć. Doprowadzała mnie do szaleństwa. Chociaż patrząc na swoje poprzednie czyny, już byłem szalony. Pozwolenie nieznajomej klaczy na wejście do jego domu. Ustąpienie jej swojego łóżka. Podglądanie jej. A teraz leżenie z nią w jednym łóżku. Jestem szalony, czyż nie? A nazwa tej choroby psychicznej brzmi Clear Pearl.

Czułem się rozdarty między niebem a piekłem. Z jednej strony chciałem, by tak spała cudnie w moich ramionach, była taka słodka... Ale z drugiej strony najchętniej bym ją wziął, tu i teraz. Sygnały od niej też były sprzeczne. Wyglądało na to, że zasypia... ale pod kołdrą robiło się coraz bardziej mokro. Zagryzłem wargę. Dziś spełniały się moje marzenia... ale żeby spełniły się całkowicie, nie mogę się biernie przyglądać. Trzeba było zrobić tylko jedną rzecz... a wtedy wszystko będzie zależało od niej.

Mimo, iż serce już przedtem waliło jak szalone, to teraz aż dziw, że nie miałem jego ataku. Powoli zbliżyłem twarz do jej uszka. Czułem się, jakbym miał skoczyć z urwiska z przeciętą do połowy liną do skoków. Otworzyłem usta, ale ciągle bałem się wypowiedzieć te słowa. Bałem się odrzucenia, strachu, nienawiści. Bo kimże ja byłem, by mówić takie rzeczy? Znałem tylko jej imię...

Przełamałem w końcu tą diabelnie grubą barierę stworzoną z własnych wątpliwości. Szepnąłem:

- Pearl, ja... - nagle wątpliwości uderzyły ze zdwojoną siłą. Co ja sobie myślałem? Miałaby to odwzajemnić kucykowi, którego ledwo poznała? Niedorzeczność. Zagryzłem wargę, aż do krwi. Musiałem to powiedzieć, inaczej ona mogła po prostu odejść, a wtedy bym się zabił. Ale czy nie jest za wcześnie?

Nie, DOŚĆ! Nie mogłem dać tym razem wątpliwościom władzy nad moim życiem! Odsunąłem się głowę od jej ucha. Przekażę jej to w prosty i skuteczny sposób!

Zbliżyłem się powoli do jej twarzy. Musiałem to zrobić! Musiałem!!!

Zamknąłem oczy i szybkim ruchem ją pocałowałem.

Pół sekundy później dotarło do mnie, co ja zrobiłem. Oderwałem się od jej ust, przerażony. Właśnie zaprzepaściłem wszelkie szanse. Gdyby się tak do mnie nie tuliła, po prostu wyskoczyłbym z łóżka i wybiegł na ulicę. Czułem, jak moje oczy zaczynają wilgotnieć. Znienawidzi mnie. Zawiodłem jej zaufanie. Było już za późno na naprawę błędu. Wszystko spieprzyłem.

Z przerażeniem czekałem na jej reakcję.

Edited by Generalek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pearl obudził pocałunek. Nieco się zdziwiła, ale nic nie mówiła. Odsunęła się od Ciebie i obróciła na drugi bok. Oczywiście pod kołderką wciąż robiło się coraz bardziej wilgotno i to nie tylko od klaczy...

Clear przykryła się cała i zamknęła oczy. Rozmyślała o wielu różnych rzeczach. Słyszała próbę Twojego wysłowienia się i o tym również myślała. Nad Twoim całusem również. Mógł być nieco dłuższy według niej... Po dłuższej chwili, gdy Ty traciłeś nadzieję, że jeszcze ją ujrzysz, ona odwróciła się w Twoją stronę, przysunęła się i złożyła pocałunek na Twoich ustach. Bardzo długi buziak... 

- Nie wstydź się... Tutaj nic Ci się nie stanie - wyszeptała klacz, gdy oderwała się od Twoich ust. Położyła swoje kopytko na twoim. Czułeś, że coś wilgotnego po nim spływa. - Jestem tu tylko na jedną noc... Później muszę iść dalej - mówiła jakby zachęcająco, lecz ospale.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnie słowa ostudziły cały mój "zapał". "Jestem tu tylko na jedną noc... Później muszę iść dalej". Nie dość, że zakochałem się na zabój w nieznajomej klaczy, to do tego w takiej, którą pewnie widzę pierwszy i ostatni raz! Byłem takim idiotą...

- Gdzie idziesz? Skąd? Dokąd? - zapytałem, wtulając się w jej ciepłe ciałko - Opowiedz mi o sobie - poprosiłem. Głowę ustawiłem tak, by usta miała tuż przy moim uchu. Dzięki temu mogłem lepiej słyszeć, a ona nie widziała mojej wymalowanej na twarzy rozpaczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie chcę o sobie opowiadać... To nie jest naprawdę za ciekawe i nudne... Szczególnie, że jestem wtrm tj wbrzni. - szeptała klacz, lecz ostatnie zdanie wymamrotała za cicho, byś mógł to zrozumieć. - A idę do swojej rodziny w Canterlocie. Z Hoofington. Byłam tak schowana w łóżeczku, taka cicha, że po prostu zapomnieli mnie zabrać.. - opowiadała cicho.
Po chwili jednak zmieniła swoją pozycję. Znów wywaliła kołdrę, odkrywając swoje ponętne ciałko. Odchyliła głowę od Twojego ucha i położyła ją na poduszce, tuż przed Tobą. Clear uśmiechnęła się szeroko i puściła Ci "oczko". Jej wilgotne kopytko wciąż leżało na Twoim. Swoimi dwoma wolnymi kopytami, objęła Cię bardzo mocno i pogłaskała po grzywie.

- Nie martw się... Może jeszcze się spotkamy, Angelo - powiedziała z uśmiechem na ustach, po czym znów dała Ci buziaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...