Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
MewTwo

Ku nowemu, wolnemu... życiu ? (multisesja)

Recommended Posts

...kap...kap...kap.

 

Kolejne krople deszczu bębniły o liście drzew w lesie Everfree. Padało bez przerwy. I znowu

 

...kap...kap...kap

 

Obudziłeś się z głębokiego snu. Zamroczony, starałeś się przetrzeć oczy zakryte jeszcze resztkami koszmaru. Koszmaru, który śnił ci się co noc. Cały czas, bez przerwy. Budzisz się, otwierasz oczy. Widzisz przed sobą tylko zielone ściany. Dotykasz ich. Miękkie i delikatne, a zarazem zapewniające doskonałą ochronę. Nagle koniec. Otwiera się. Cała znajdująca się tam ciecz i śluz wydostają się i ściekają na czarną, onyksową podłogę. Widzisz przed sobą tylko jedną postać. Królowa Chrysalis. Zimna, niewzruszona. Patrzyła się na ciebie swoimi wielkimi oczami. Nie wyrażała żadnych emocji. I wtedy, nagle, zupełnie jakby rażenie piorunem, scena się zmienia. Widzisz przed sobą suchą, nagą ziemię. Changea. Za sobą masz mury Czarnej Twierdzy. Biegniesz. Słyszysz za sobą czyjeś okrzyki. Nie odwracasz się. Tylko biegniesz. Podrywasz się do góry. Skrzydła, wyprostowane, zaczynają trzepotać. Unosisz się i odlatujesz. Zamek staje się coraz mniej widoczny.

 

...kap...kap...kap

 

I zawsze ten dźwięk. Zawsze to on cię wybudza. Przetarłeś oczy i zmiotłeś zmęczenie z powiek. Nie wiele czekając, wyszedłeś ze swojej kryjówki. Może ten dzień okaże się łaskawy ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowy dzień... ale nic się nie zmienia. 

Nie pamiętam od kiedy ukrywam się w tym lesie, wiem że długo. Każdy dzień to walka o przeżycie, o własny żywot. Ten las jest niebezpieczny, jeden zły ruch w złą stronę, i można skończyć jako obiad dla wielkiej, mięsożernej bestii. Zabawne, że tak mówią niektórzy o mnie.

Bo jestem podmieńcem. Innym, ponoć lepszym, bardziej ''bojowym''. Jednak żaden podmieniec nie powinien być sam. Jesteśmy stworzeniami stadnymi, żyjemy w rocjach. A ja... jestem sam. Bo nie chciałem robić złych rzeczy. Skazany na bycie samotnym, żyjąc w wilgotnej norze, nie mając ani domu, ani rodziny. Nikomu nie życzę takiego losu.

 

Wyszedłem ze swojej kryjówki, czując głód. Taki jakże zwyczajny ale uporczywy głód. Pora coś przekąsić, ale pada deszcz a w deszczu źle się lata. 

Hardshell... to moje imię. 

I zaczynam kolejną walkę o przeżycie w tym podłym świecie. Powoli ruszyłem ku strumykowi który biegł niedaleko mojej kryjówki. Napić się, umyć twarz i poszukać czegoś na śniadanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szedłeś przez las, nie napotykając nawet zająca.  Mimo iż las wydawał się cichy i martwy, tętnił życiem. Życiem, które uciekało przed tobą.

 

W końcu dotarłeś nad strumień. I tutaj, ku twojemu zdziwieniu, było mnóstwo stworzeń. Króliki stały niedaleko małego jeziorka, pijąc wodę i gryząc trawę. Kolibry latały od kwiatka do kwiatka. Niedźwiedzie posilały się właśnie, jedząc rybę którą udało im się wyłowić. Matka z dziećmi. Tyle miłości, tyle energii...

 

Nie. Odsunąłeś się dalej i obserwowałeś. Czekałeś aż towarzystwo się rozejdzie. A może jednak warto by wyjść z ukrycia ? Zaburczało ci w brzuchu. Głód. To odczucie nie raz nie dawało ci spokojnie myśleć. Ale co zrobić ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie, nie będę żerował na ich miłości i dobrych uczuciach. Nie jestem taki, ale też nie mogę ciągle siedzieć w kryjówce.

Ostrożnie zatem wyszedłem z krzaków, trzymając się jednak w bezpiecznej odległości od zwierząt. Nie bałem się ich, ale niedźwiedzie z młodymi mogą być agresywne. 

Podsedłem ostrożnie do strumienia i obmyłem twarz, a następnie napiłem się wody. Oh, znacznie lepiej ale głód pozostał. 

Zostałem jeszcze na moment aby przypatrzeć się zwierzętom, a potem ruszam dalej na poszukowanie jedzenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szedłeś spokojnie, cicho, miarkując każdy krok. Ku twoim oczom rzuciły się pierwsze tego dnia promienie słońca. zmrużyłeś oczy i zasłoniłeś je kopytem, chroniąc się przed palącymi snopami światła. Po chwili oczy zaczęły przyzwyczajać się do poranku i mogłeś kontynuować soje poszukiwania.

 

Kiedy wszedłeś między drzewa, poczułeś zmianę pod kopytami. Popatrzyłeś się w dół. Ziemia. Czerwona i sucha. Jak w Changei. Ale co ona tu robi. Spojrzałeś dalej. Pod koronami drzew, ukryta przed słońcem znajdowała się polana pełna changeińskiej ziemi. Ale jedno zaskoczyło cię najbardziej. Kwiaty Pustynne. Cała kępa. Rosły śród tego całego lasu. Ale skąd one mogły się tu wziąć. Ich piękne, czarne kwiaty wspaniale kontrastowały z czerwoną łodygą. Patrzyłeś na nie, ale nie wiedziałeś co z nimi zrobić ? Jednak ich obecność tutaj musiała coś oznaczać. Tylko co ?

Edited by MewTwo

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Kwiaty z Changei? Tutaj? - spytałem sam siebie zdziwiony. Te kwiaty nie rosą w takim klimacie, w Changei jest przecież dużo cieplej. Pamiętałem że kiedyś takie jadłem, bardzo smaczne były i nieźle zabijały głód. Aż mi ślinka pociekła na ich widok, ale nie! Muszę.. muszę się opanować. 

Te kwiaty nie powinny tutaj rosąć, a ziemi nie powinno być. 

Zacząłem węszyć i nasłuchiwać, może to jakaś zasadzka? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mimo usilnych prób wytropienia jakiegokolwiek śladu pułapki, nie udało ci się nic znaleźć. Za to usłyszałeś coś innego. Cały las nagle ożył. Co się stało ? Przyłożyłeś ucho do ziemi i poczułeś, że ktoś biegnie w tym kierunku. Słyszałeś, że szelest i trzask łamanych gałązek zbliża się ku tobie. Co zrobisz ? To może być niebezpieczeństwo. Albo ratunek. Spojrzałeś przed siebie i zauważyłeś kryjówkę. Krzak jeżyn znajdował się niedaleko, był dość gęsty i duży, abyś mógł się schować. A może lepiej stawić czoło zagrożeniu ?

Edited by MewTwo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ratunek? Dla mnie? Wątpię szczerze, kto niby miałby mi pomagać, komuś kto jest wszędzie uważany za potwora. 

Nie, lepiej będzie jak ukryję się w krzakach. Uciec mogę, ale bardziej mnie intryguje skąd pojawiły się tu kwiaty z Changei?

Dałem szybko nura w krzak jerzyn, nie bałem się ze kolce zrobią krzywdę mojej twardej skórze. Przyczaiłem się i czekałem na owego gościa. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chowając się za krzakiem, udało ci się bezszelestnie wniknąć w otaczającą cię zieleń. Liście otaczały ciebie całego, a kolce nie robiły nic twojej, pokrytej chitynowym pancerzem, skórze. Szelest nadal zbliżał się ku tobie. Przygotowawszy się, napiąłeś tylne nogi do skoku na przeciwnika. Był coraz bliżej. Jeszcze trochę, jeszcze chwilkę...

 

Na środku polany pojawił się... królik ?! Biały królik, z puchatym ogonem i długimi uszami. Jego czarne jak węgle oczy spoglądały prosto w twoją stronę. Po chwili na polanie pojawił się kucyk. Jego długa, różowa grzywa i ogon dotykały ziemi. Piękna, kremowożółta sierść wspaniale wyglądała w świetle porannego słońca przenikającego przez wyrywki w koronie drzew. Wzięła ze sobą królika i podeszła do kwiatów. Pogłaskała je po płatkach, wciągnęła ich słodki zapach i odeszła. A przynajmniej tak zamierzała bo wpadła prosto na ciebie. Znieruchomiałeś. Co mogło się teraz stać.

 

Klacz przemówiła:

-Umm. Przepraszam- powiedziała, nie otwierając oczu i starając się schwytać króliczka- Bardzo mi przykro. Ja-ja nie ch-chciałam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kuc? Tak głęboko w lesie Everfree? Przybiegła tu za swoim zwierzakiem, aż dziwne. 

Nie wie że tutaj można spotkać niebezpieczne potowry? Takie jak ja?

- Spokojnie, żółty kucyku, nie zrobię ci krzywdy. - powiedziałem spokojnie. - Ale co taka piękna klaczka robi w takim miejscu jak to? Nie wiesz że Everfree to niebezpieczny las? To ty zasadziłaś tutaj te kwiaty? - spytałem ostrożnie wychodząc z ukrycia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Em. Tak, chyba nic mi się nie stało. Przepraszam- kucyk nadal nie mógł otworzyć oczu. No jasne. Pył Kwiatów Pustyni był bardzo kleisty. W końcu stanowił składnik changeńskich kokonów- Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale mogłabym się zapytać kim jesteś ? Emm, przepraszam- dodała cichym piskiem.

 

Kiedy pegaz próbował się wyswobodzić, biały królik podszedł do ciebie i szturchną cię o kopyto, wskazując najpierw na ciebie a potem na swoją właścicielkę. Najwidoczniej chciał, żebyś jej pomógł.

 

- Te kwiaty... tak, to ja. Bardzo mi się spodobały. Poza tym, Angel bardzo je lubi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czemu tak przepraszasz? Nic złego nie zrobiłaś kucyku. Każdy tu może zabładzić, nie każdy stąd jednak wraca.- odparłem podchodząc do niej. - Ostrożnie, nie wierć się tak, pył tych kwiatów jest kleisty. Miałem z nimi dużo do czynienia, można go zmyć wodą. Zaprowadzę cię do strumyka, jest niedaleko stąd. 

Uwolniłem klaczkę z ewentualnych zaklejonych więzów, i zacząłem prowadzić ją ku strumykowi trzymając ją za kopytko.

- Jestem... mówi mi Hardshell. A jak ciebie nazywają, mały kucyku? 

Edited by Ares Prime

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nazywam się Fluttershy- powiedziała cichutko klacz. Szła przy tobie, drepcząc najciszej jak umiała i najlżej, jakby każdy krok sprawiał jej ból. Nie widziałeś jednak tego grymasu na jej twarzy. Nagle, potykając się o kamień, przytrzymała się ciebie.- Przepraszam, ale czy moglibyśmy iść chociaż troszeczkę, odrobinkę, szybciej- znowu powiedziała szeptem klacz- Trochę mi głupio, że nie widzę twojej twarzy. Ale jesteś bardzo miły- dodał z uśmiechem pegaz.

 

A może właśnie ona byłaby pierwszą osobą, której warto zaufać. Może zostanie twoim przyjacielem. Albo nawet kimś więcej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czy aby na pewno wszytsko dobrze? Wyglądasz trochę jakbyś kulała. Fluttershy, to ładne imię. Zaczekaj, jest inny sposób na szybsze dotarcie do tego strumyka, ale musisz się mnie mocno chwycić. 

Poczym pewnym zdecydowanym ruchem wziąłem ją w przednie kopyta. Klacz dla mnie była bardzo lekka więc, nie miałem problemu z lataniem z nią. Rozłożyłem skrzydła i poleciałem, trzymając klacz w ramionach do strumyka. 

- Mówisz... że jestem miły? Nikt nigdy tak mi nie powiedział... choć nie wiem czy chciała byś oglądać moją twarz, nie należę do najprzystojniejszych ogierów.

Edited by Ares Prime

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Och, nie mów tak. Jestem pewna, że dobrze wyglądasz. Prawda Angel ?- spytała się królika.

 

Gryzoń wskoczył na głowę właścicielki a zaraz potem na twój grzbiet i rozłożył się tam wygodnie. Nie przeszkadzało mu, że jesteś inny. Że jesteś Changelingiem.

 

-Widzisz ? Angel się ze mną zgadza.- powiedziała z wyraźną śmiałością klacz po czym spytała się cicho- Daleko jeszcze do strumyka ? Nie chciałabym cię urazić ani pośpieszać. Przepraszam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No... sam nie wiem. - odparłem niepewnie gdy królik usadowił się na moim grzbiecie. - Skoro tak mówisz... tylko proszę, nie przestrasz się mnie jak obmyjesz już swoje oczy, Fluttershy. 

Wreszcie dostarłem z nią nad strumyk, i delikatnie usadziłem na brzegu płytkiego strumyka. 

- Proszę strumyk jest przed tobą, możesz się obmyć. Ja... ja stoję obok, po prawej stronie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pegaz obmył swoją twarz. Powieki powoli się rozeszły, ujawniając niebieskie oczy. Klacz jeszcze przez chwilę wpatrywała się w odbicie w wodzie, jakby czegoś szukając. Przetarła oczy i zwróciła się ku tobie. Na jej twarzy malował się... spokój.

 

-Em... jesteś Changelingiem ? Cóż to... śmieszne. Nigdy nie poznałam tak miłego Changelinga. Ale skoro Angel cię polubił, to oznacza, że nie jesteś zły. Prawda ?

 

Królik nadal leżał na twoim grzbiecie, najwyraźniej zasną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ty... nie boisz się mnie? - spytałem kompletnie zaskoczony. - Ale przecież ja jestem Changelingiem, większość tobie podobnych uznaje mnie za potwora. Nie żartuj sobie ze mnie...

Czy ona kłamała? Nie widzę ani nie wyczuwa od niej strachu, a to potrafię. Siadłem i patrzłem się w tą klacz, była taka spokojna , miła, dobra i łagodna. Oraz śliczna. I nie bała się mnie. Poczułem jak coś napływa mi do oczów, a potem jakieś krople wyciekły z nich. Łzy... ale przecież moja rasa nie ma gruczołów łzowych. Prawda?

- Nie... ja nie jestem... nie jestem zły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pegaz sięgnął po królika, który wszedł jej na kopyto i usadowił się na głowie.

-Jesteś Changelingiem który pomógł kucykowi. To znaczy, że nie chcesz mnie skrzywdzić. Przecież mogłeś wyssać moje dobre uczucia i porzucić. A nie zrobiłeś tego.

 

Słyszałeś śmiały ton w jej głosie.

 

-Hardshell, naprawdę miło mi cię poznać. Ale muszę już iść, zwierzaki czekają na mnie w domu. Dzisiaj mamy piknik. Może chciałbyś wpaść ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ja sam nie wiem. - odparłem ocierając łzy. - A co jeśli mnie ktoś zobaczy? Wiem co inne Changelingi próbowały zrobić z Equestrią wcześniej, oni uważają nas... mnie za potwory. Nie zrozum mnie źle, ja naprawdę chciałbym przyjść... ale jeśli ktoś się dowie o moim istnieniu, będą mnie szukać. Nawet nie kuce, a inne Changelingi. 

Chociaż jest pewien sposób... nie! - powiedziałem. - Nie zrobię tego kucykowi który był dla mnie taki miły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Jaki sposób ?-spytała się Fluttershy- Hardshell, proszę, powiedz mi.

 

Klacz patrzyła na ciebie swoimi wielkimi, błękitnymi oczami. Wiedziałeś, że trudno będzie jej odmówić, o ile to w ogóle jest możliwe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mógłbym przybrać bardziej stosowną postać... ale potrzebuję do tego energii. Musiałbym pobrać od ciebie pozytywne uczucia, jak... miłość do twojego królika. Ale nie zrobię tego, nie jestem tacy jak inni Changelingowie. Nie chcę ci wyrządzić żadnej krzywdy. Jesteś pierwsza która okazała mi dobroć, a myśl że mogłabyś przeze mnie cierpieć jest... okropna. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Hardshell- powiedziała spokojnie Fluttershy i położyła ci kopytko na ramieniu- Zrobisz to, co będziesz uważał za słuszne. Jeśli chcesz mnie odwiedzić, mieszkam na skraju lasu. Zawsze możesz wpaść. Ale teraz muszę iść. Żegnaj.

 

Pegaz zaczął się oddalać. Jego sylwetka coraz bardziej znikała wśród gałęzi i liści.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem na nią tęsknym wzrokiem. Chciałem żeby została dłużej, ale coś mi mówiło że nie powinienem jej dłużej zatrzymywać. 

- Do zobaczenia Fluttershy. I ty... też mnie zawsze możesz odwiedzić jeśli chcesz. 

Poczym odeszła. Zostawiając mnie samego. 

To spotkanie... było dziwne. Spotkałem kucyka, który wogóle sie mnie nie bał. Był dla mnie dobry, miły i przyjazny. To było niezwykłe. Chyba właśnie tak się czuje ktoś... komu udało się zdobyć przyjaciela. 

Mimo woli uśmiechnąłem się lekko. Pozytywnie podbudowany na duchu, ruszyłem w las w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po chwili wędrówki znalazłeś się na niedużej polanie, obrośniętej wysoką trawą, sięgającą tułowia. Pomiędzy nią znajdowało się kilka krzaków dzikiej róży, jagód i malin. Przedzierałeś się przez gęstwinę roślinności i dotarłeś na pustą przestrzeń, jakby wyciętą. Ziemia była tam żyzna, a trawa soczyście zielona. Wygląda na to, że będzie mała uczta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...