Dawno nic tu nie komentowałam. Nie dlatego, że przestałam to czytać, bo nie przestałam i doskonale się bawię przy każdym nowym rozdziale. Po prostu przez WEK, obowiązki i to, że większość uwag zostawiam autorowi na PW sprawiło, że odwlekałam te komentarze. Szkoda. Jeszcze większa szkoda, że nikt inny do zostawienia swoich opinii się nie znalazł. Zawsze przydałoby się zobaczyć inne spojrzenie. Mało mamy w miarę regularnie aktualizowanych wielorozdziałowców na forum, a TwNŻ obroniłaby się nawet w czasach świetności fandomu jako wyborny wielorozdziałowiec rozrywkowy.
Ten komentarz też nie będzie zbyt rozbudowany, bo nie jestem na świeżo.
Rozdział XXII Trucizny to szczyt komedii sytuacyjnej w świecie fanfików. Dostajemy bowiem rozdział głównie z perspektywy Sundance Festival, która popisuje się w nim byciem absolutną ignorantką, a jej poczynania są tak głupie, że aż śmieszne. Ba, jestem pewna, że gdyby Helios i Anemone widzieli ją w akcji, to natychmiast by się pogodzili, wybaczyli sobie i zostali najlepszymi ziomkami. To coś, co trzeba zobaczyć... Dosłownie, kisnęłam równo. A to wszystko w klimacie mezopotamskich kucyków. Muszę również pochwalić autora, że zawarta w tym rozdziale piosenka, to jest tak okrutna grafomania (celowa), że to aż piękne.
To wszystko rzuca nam niezłe spojrzenie na to jaką władczynią była Daybreaker i że Anemone oraz Helios nie bez powodu jej nienawidzą. Trochę szkoda, że Dreaming Light nie próbował bardziej uświadomić mamusi.
W rozdziałach XXII i XXIII dzieją się różne rzeczy, ale za to światło bardziej pada na spiski śmiertelnych kucyków. Jestem niemal pewna, że SIlver Horn i Alabaster nie działają osobno, a to co planują jest groźne. I o ile Sundance robią jak chcą, Helios też wydaje się być nieświadomy, tak Anemone aż tak głupia nie jest, ale i tak możliwe, że igra z ogniem.
Powiedziałabym, że czekam na rozdział XXIV, ale w sumie to widziałam już jego jakąś wersję i teraz chyba to on czeka na moją korektę, także... Mam nadzieję, że wrócę do regularnego i dokładniejszego komentowania.