Cygnus

Brony
  • Content count

    684
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

584 Equestriańska Legenda

About Cygnus

  • Rank
    Papuszken
  • Birthday 10/29/1993

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    13296478

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Zgorzelec
  • Zainteresowania
    Ciapągi.
    Średniowiecze.
    Minecraft.

    Kurna, nie wiem xD
  • Ulubiona postać
    1. Big Macintosh
    2. Braeburn
    3. Shining Armor
    4. Trixie

Recent Profile Visitors

5,773 profile views
  1. >to było dawno nie ruszane >więc trzeba zmienić What kind of heresy is this? Działa, ładnie trybi, nikt się nie skarży, i zmiany mają nastąpić tylko dlatego, że... dobrze działa?
  2. Edit: teraz powinno u innych działać.
  3. Ostatni Zgorzelecki Ponymeet

    Ostatni taki ponymeet w Zgorzelcu, zapraszam wszystkich na to szczególne wydarzenie! Link do FB: https://www.facebook.com/events/1834274113258850/ Link do tematu na MLP Polska: https://mlppolska.pl/topic/17289-ostatni-zgorzelecki-ponymeet/
  4. Uuu, Eurowizja, mój konik. To fajnie, że Polska się nie liczy, bo możemy w pełni obiektywnie wybierać zwycięzcę. :3
  5. Ostatni taki ponymeet w Zgorzelcu, zapraszam wszystkich na to szczególne wydarzenie! Link do FB: https://www.facebook.com/events/1834274113258850/
  6. Aaach, przypomniałeś mi moją koleżankę z liceum, która także miała coś takiego. Zawsze przy niej zaczynaliśmy używać wyrazów z jak największą ilością liter "r" w wyrazie. Na przykład nie mówiliśmy "głównie", tylko "generalnie". Przykładowy dialog, między nami: - Cześć, co dostałaś z testu? - SPRAWDZIANU - KARTKÓWKI XDDD - Piątkę? - Nie, TRÓJKĘ XD Aaah, nawet nie wiesz na jakie szczyty kreatywności się wzbijaliśmy, żeby tylko było jak najwięcej "r". Głupie? Oj jak najbardziej. Śmieszne? Też! Czy dla niej? Być może nie skapnęła się co robiliśmy przez całe liceum. Być może wiedziała. Nie dała nam jednak tego odczuć, przez co śmieszki przeszły w mem, ten zaś w szczątkowe wspominki, a teraz to tylko głupie wspomnienie z liceum. Dlaczego to piszę? Na pewno nie dlatego, że pochwalam takie nabijanie się. Wiadomo, wiek się rządzi swoimi prawami, ale to dupkowate zachowanie. Piszę to, żeby ci pokazać pewien mechanizm, jak szybko taki śmieszek mija, nawet jeśli wygląda na zbudowanego na mocnej podstawie wady wymowy. Teraz przykład mój: jetem gruby. I to bardziej niż ustawa nakazała. Ale dzięki pewnym ludziom którzy się ze mnie śmiali w tym fandomie, musiałem przełknąć gorycz i zacząłem śmiać się z siebie. Profit? NIKT mnie już nie zagnie na tym, że "Cynos jesteś tłusty hurr durr ghubazz xD". Tobie radzę to samo. Bądź silny i nie daj się. Ci sami ludzie cię pokochają, jeśli zaczniesz śmiać się z siebie.
  7. Ty MUSISZ mieć nowy kapelusz. I to taki skórzany, nie piankowy.
  8. Szanuję przyjaźń klocka i człowieka. Muszę przyznać, że lubiłem jak twoi współplemieńcy się zjawiali by uratować mi dupsko w Tetrisie, mam wielki szacunek do twojego rodzaju.
  9. Ten w garniturze obok ciebie to jakiś kumpel?
  10. Schudłeś? Oslo update Cygnusa bo tak.
  11. Kij z innymi, chcę zrobić dłuuuugaśną linię kolejową i na jej końcu wspaniałe miasto-makietę. Survival smrut, chyba że z modem na to, że można być pegazem, wtedy neutralnie wychodzi, ale można grać.
  12. Brighty zignorował kąśliwą uwagę pary odnośnie Księżniczki. KSIĘŻNICZKĘ SIĘ KOCHA! Jest się jej wiernym podanym, lojalnym sługą, powodem do JEJ DUMY! Oj jak chciał przemówić do rozumu temu fircykowi we wstążkach wetkniętych w grzywę i ogon, dzięki którym wyglądał jak kolorowa miotełka do pajęczyn, albo jak ta, Pinkamena Ruby Emma Pie, jego koleżanka ze szkoły, całkiem zwariowana i wesoła, choć w sumie stuknięta. Jedna z niewielu, która lubiła skrzydełka Brighta. Z zamyślenia nad starymi dobrymi czasami, kiedy mama musiała mu obciąć ogon, bo cały był w żywicy do żucia od Pinkameny, wyrwał go głos stojącego obok ważniaka w firkuśnym stroju. - KURYER BRIGHT LAUGH S DOMEM THURM UND TAXIS STOWARZYSZON! Gdyby słowa mogły tylko... aaa tam, przecież mogą. Młody pegaz jak porażony wyprostował się na baczność i najbardziej jak umiał dostojnie, zaczął dreptać w kierunku otwartych drzwi. Stuk za stukiem, kopytko za kopytkiem, był przecież Kurierem, na litość Księżniczki! Stuk, stuk, stuk, stuk, napięty jak struna, dostojny jak paw, szedł młody pegaz ku tronowi. A było mu trudno, bo to co widział, widział pierwszy raz w życiu, i było piękniejsze nawet od Kurii Jej Książęcej Mości. Odwrócić się, popatrzeć? Nie wypada. Ale za to jego oczka latały od granicy do granicy, od kolumny do kolumny, od arrasu do arrasu... Bo cała sala zaś była zmyślnie urządzona. Całe wnętrze miało układ bazyliki, z tronem w apsydzie, na końcu pomieszczenia. Wchodziło się z boku, żeby nie mieć od razu przed oczami Władczyni. Sala tronowa miała 5 naw, z której najwyższa wydawała się nie mieć dachu i ginąć pośród chmur. Była to iluzja stworzona przez najznamienitszych artystów, którzy mieszając farby z magicznymi dodatkami osiągali tak głębokie i realne przedstawienia nieba we freskach. Ściany iskrzyły się od złotych mozaik na które padało światło z okien naprzeciwko. Bright nie mógł nawet powiedzieć i nazwać większości materiałów, kolorów i odcieni jakie tańcowały na ścianach. W oknach zaś wstawione zostały witraże, z których mógł rozpoznać wszelkie wydarzenia jakich uczył się w szkole w Appleloosie. Kolumny, tak drobno pokryte płaskorzeźbami, a zarazem i malowane, wydawało się że one takie wyrosły, bo nikt nie mógł ich tak wyrzeźbić. Budynki, postacie, zwierzęta i rośliny na kolumnach miały głębię, lekko wystawały, tworzyły mały świat, który chce się czytać, oglądać, a zarazem podziwiać kunszt. Tron... tron zaś był... kompletnie niepasujący do reszty. Znaczy się fakt, całe otoczenie było wręcz upstrzone brązowymi rzeźbami, minifontannami i złotymi żyłami, do tego przed tronem, po bokach, siedzieli Senatorowie Equestrii, na równie zdobionych drewnianych siedziskach, ale sam stolec wydawał się jakby wyrwany i przeniesiony. Bright odebrał to, jako symbol ciągłości władzy - Księżniczka rządziła, rządzi i będzie rządzić! Oby na zawsze! Młody kuc musiał ściągnąć uwagę całej sali na sobie, bo wszyscy stopniowo cichli i obserwowali przybysza, a zwłaszcza jego sposób poruszania się. Czasem zza kolumny słychać było ciche parsknięcie, czasem chichot. Kuc z prowincji musiał bawić dwór Jej Wysokości. Ona jednak, Słońce Jaśniejące, wydawała się być niewzruszona, choć widziała w jaki sposób idzie do niej młody kurier z Appleloosy. Brighty skłonił się jak tylko mógł najpokorniej. - Oto rzeczony kurier, Wasza Wysokość - powiedział kolejny upstrzony wstążkami kuc siedzący obok władczyni - Czy mam go odprawić?
  13. A więc poszli. Droga, jaką pokonywali, stawała się coraz dłuższa, zaś uważanie na to co się ma pod nogami nudne. Strażnicy zaś mijani w równych odstępach czasu zdawali się być wyrzeźbieni i bez życia. - Więęęc... dale... - Jeszcze trochę. Kierownik musiał być przyzwyczajony do takich pytań. Wielu kurierów musiał odprowadzać pod same drzwi Sali Audiencyjnej, w tym i młodych, którzy swoje doświadczenie dopiero zdobywali. Traktował swoją pracę bardzo odpowiedzialnie, toteż wszelkie komentarze na temat kurierów zostawiał dla siebie. Miał tylko odprowadzić ich pod drzwi. - Tooo... - Jeszcze trochę. Teoretycznie tą samą trasą przechodził już od dobrych 18 lat. Jednocześnie nigdy nie znudziła mu się ona w żadnym calu. Zawsze znalazł coś nowego i intrygującego, czemu się przypatrzył przechodząc tuż obok, czy też całkiem daleko. Dzisiaj był to kawałek cegły w ścianie, jaki pozostał po odbudowie tego skrzydła pałacu. Niedopilnowanie? Specjalne opuszczenie? Cholra wie, wiadomo tylko że ona tam była, przykuła wzrok kierownika i została minięta. - Ja przepraszam, ale... - To już. Zaiste. widać było jakieś drzwi, pilnowane przez podwójne straże, przed którymi stał jakiś kuc we fraku, wpuszczający kucyki stojące w kolejce do Jej Wysokości. Poznał pośród nich kurierów Thurm und Taxis, a więc trafił dobrze. - Szanowny pan raczy przejść do komnaty. - Komnaty? A po co? - Szanowny pan chyba nie ma zamiaru z tymi badylami i w tym szaliku z odzysku pokazać się przed Słońcem Jaśniejącym? Z jednej strony śmiertelna obraza spowodowana szkalowaniem szaliczka od mamy kusiła by choćby nadepnąć kierownikowi na ogon; z drugiej zaś było pragnienie zobaczenia księżczniczki. Bright przełknął ślinę oraz swój gniew. - No nie mam. - Zatem zapraszam do komnaty, w której zostanie szanowny pan... poprawiony. - Poprawiony?! Lubię swoje ciało! - Chodzi mi o sam wygląd. - Och. Bright wszedł w drzwi. Pobył tam około 30 minut, po czym wyszedł przypudrowany, w wielkiej peruce i surducie. - Wyglądam okropnie. - Wygląda pan godnie Jej Wysokości. A teraz proszę usiąść tu na krzesełku, zostanie pan wezwany. Ja idę pana zgłosić, i wracam do siebie. Do widzenia panu. - Do widzenia!
  14. "Nowa." - Dzień dobry, kurier numer 3241, oddział Appleloosa, Młodszy Kurier Jej Książęcej Mości, związany z Thurm und Taxis. Wyrecytowawszy formułkę obowiązującą każdego, zrzeszonego czy nie, z uśmiechem na ustach czekał na jakąkolwiek nić porozumienia z klaczką. Była nowa. Nie, to nie było tak, że wyglądała na nową, podczas gdy miała już kilkanaście lat stażu pracy, o nie. Osoby młode, jeśli im się dobrze przyjrzeć, miały cały zestaw cech widocznych jak na kopytku, które nie pozostawiały złudzeń wnikliwemu badaczowi. - Dzień dobry 3241, w czym mogę służyć? Pierwsza cecha: sztywne trzymanie się protokołu, regulaminu, czy co oni tam jeszcze mają. W kontaktach z gońcami czy kurierami zalecana jest prostolinijność, oszczędność w słowach, czasem nawet chłód. Wynikało to z tej prostej przyczyny, że to oni są krwinkami w całym krwioobiegu poczty. Jakikolwiek przestój, chwila spędzona dłużej niż to konieczne w przytulnym budyneczku poczty z czarującą panienką z okienka, oznacza przestój w doręczeniu przesyłek, czego nie toleruje się tu nigdy. Starsi stażem pracownicy pozwalają sobie na wtrącenia typu "aaach, witam szanownego 3241, mam nadzieję, że nie miałeś żadnych nieprzyjemności z powodu tej diabelskiej pogody", traktując posłańców nie jako krwinki, ale jak normalne istoty. - Mam dostarczyć paczkę... Bright wyjął rzeczone papiury ze swojego tobołka. - ... przed oczy samej Jej Książęcej Mości. Druga cecha: kiedy pojawia się przeszkoda, z którą z racji stażu pracy nowy nie miał szansy się spotkać, w oczach pojawia się panika. Szczerze chcieliby pomóc i rozwiązać sprawę klienta, ale nie potrafią tego z racji braku doświadczenia, zaś na zajęciach na studiach nie uczą procedur postępowania odnośnie przyjmowania przesyłek książęcych. Bo i po co, skoro tylko jedna kancelaria tego używa? - Yyy, ale ja... hmm. Pan poczeka, pójdę do kierownika. Trzecia cecha: prędkość i zapał z jakim poszukiwany jest rzeczony kierownik jest zawsze co najmniej godna podziwu. Gdyby każdy tak szukał swojej zguby, na pewno Atlantyda zostałaby znaleziona w ciągu ok. 15 lat. Bright cierpliwie czekał na powrót klaczki rozglądając się wokół. Niecodziennie wszak jest się w Kancelarii z wielkiej litery! TEJ Kancelarii! Największym na świecie centrum nadawczo-odbiorczym, obsługującym miliony przesyłek wszelakich rodzajów i rozmiarów, i to DZIENNIE! W porównaniu do tego stołecznego cuda mała drewniana wieżyczka w Appleloosie wyglądała jak wychodek. - Przepraszam...? Z zamyślenia wyrwał go tubalny głos za jego plecami. Odwracając się znów przodem do okienka zobaczył kulę z wąsami na czterech kopytach i rogiem na czole, która powinna być kierownikiem, oraz młodą klaczkę z tyłu przysłuchującą się i obserwującą całe wydarzenie z bezpiecznej odległości. - Tak? - Czy szanowny pan posiada potrzebne dokumenta uwierzytelniające pana godność? - Tak, oto one. Bright wyciągnął dyplom z pieczęcią rodu Thurm und Taxis, jednoznacznie wskazujący go jako powołanego do dostarczenia przesyłki. Chwila minęła nim kierownik przeczytał pisany kaligraficznie tekst, po czym zwrócił pergamin Brightowi. Pomyślał chwilę nad tym co ujrzał, nad paczuszką jaką miał okazję zobaczyć. Zmarszczył brew, po czym uśmiechnął się. - Czy był pan już kiedyś tutaj? - Nie, to mój pierwszy raz. - Cóż, w takim razie zapraszam. Zaprowadzę pana do Sali Audiencyjnej, gdzie przed jej drzwiami będzie pan czekać na wezwanie. W międzyczasie... Kierownik zmierzył Brighta wzrokiem, po czym wyjął magią gałązkę z czupryny. - ...służba poprawi pański wygląd. Nie godzi się, żeby gość miał badyle w grzywie. Cóż, wygląda na to, że pozna pan Jej Wysokość osobiście. - *squee*