Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie

  1. Dzisiaj
  2. „Ziarno prawdy w mitach i legendach” to interesujący i oryginalny fanfik. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie przeczytałem nic podobnego. Fabuła, cóż, fabuła tutaj jest pretekstowa, a zarazem głęboka, nietuzinkowa. Dość powiedzieć, że Celestia nie jest najpopularniejszą bohaterką fanfików, zwłaszcza pisanych z perspektywy pierwszej osoby. O małej Twilight także nie czytywałem zbyt często. Warto zwrócić uwagę, że fanfik jest krótki, lecz bardzo treściwy i moim zdaniem „głęboki”. Głęboki w tym znaczeniu, że dobrze uchwyca nie tylko powierzchowne zachowania mentorki i jej uczennicy, ale wnika w przyczyny tych zachowań. Już samo to budzi moje uznanie, nawet jeśli narracja prowadzona z perspektywy Celesti i bardzo drobiazgowa… sprawiała, że chciałem czytać coś napisanego z większą werwą. Chciałem czytać innego fanfika. Tak jakbym chciał, nie tyle czytać o wszystkim co robi, dosłownie robi Celestia w danej chwili, w szczegółach. A do tego nie tylko co robi, ale też, jak to robi. Przypuszczam, że ten na poły poetycki, a już na pewno bardzo elegancki styl dobrze oddaje charakter władczyni Equestrii, pełen ciepła i dobra. Ja jednak odnoszę wrażenie, że był też potrzebny z innego powodu, niemniej istotnego. Pozwoliła zapełnić 10 stron A4. Bez tego, zapewne tekst można by skrócić do 5-6 stron. Skoro omówiliśmy część formalną, która przy okazji jest częścią o postaci Celesti i, jej postrzeganiu Twilight, a przynajmniej budynku szkoły, przejdźmy do Twilight. Twilight, jak to się dzisiaj idiotycznie ujmuje ma mózg „Powered by Autism”. Jej przywiązanie do szczegółów jest imponujące, plany, jakie czyniła, będąc dzieckiem przypominają mi swoim zaangażowaniem kogoś innego. Dextera z „Laboratorium Dextera”. Skądinąd polecam zapoznać się z tą kreskówką. Opis kroków podjętych przez Twilight działań w poszukiwaniu „Wróżki zębuszki” jest imponujący, treściwy i imponujący. Precyzyjne zapisy o tym, jakie podjęto kroki w celu uniemożliwienia zaśnięcia Twilight przez nią samą są zabawne i trochę straszne, jeśli zastanowimy się, że dziecko wkłada tyle energii w poszukiwania czegoś co nie istnieje. Mimo wszystko to w jaki sposób opisuje otoczenie Celestia, i to jak opisuje swoje eksperymenty, a przy okazji samą siebie Twilight pokazuje jak odmienne są ich charaktery. Dłuższe i poetyckie opisy Celesti i kontrastują z krótkimi i treściwymi, ale zarazem przeładowanymi absurdalnymi szczegółami. Czy ten fanfiki mi się podobał? Tak. Czy mnie zachwycił? Nie, wydaje mi się, nieco „napompowany” patosem. Przypomina mi nieco film, stworzony z myślą o nagrodach, piękny formalnie, lecz nieco patetyczny i rozciągnięty. Naprawdę, mam wrażenie, że gdyby to były zwykłe wycinki z badań Twilight mielibyśmy równie dobre, a może nawet lepsze, bo pozbawione komentarza, ujęcie tego, jak postrzega świat mała Twilight. No i zakończenie, które wydaje się dodane nieco na siłę. Jest ładne, ale nie wnosi nic do fanfika. Mam wrażenie, że ma ono uczynić fanfika jeszcze „głębszym”, dodać Celest ii tego dodatkowego, duchowego wymiaru. Polecam? Tak. Czy jest to fanfik wybitny? Dobry, ale nie wybitny, za to bardzo „konkursowy”.
  3. Wczoraj
  4. Hmmm... Jeśli jest to debiut, to rzekłabym, że całkiem udany. Mam dość mieszane uczucia co do tego tekstu, chociaż oceniam go bardziej pozytywnie i negatywnie. Konflikt myśli wynika zaś głównie z tego, że ("Nie)dobrana para" próbuje ciągnąć zbyt wiele srok za ogon. I jest bardziej komedią niż obyczajówką. Kurczaczek, Obsede tu nawet wrzucił cytaty z wielkich gamoni polskiej polityki, w tym tekst Korwina o rurkowcach (najlepszą częścią tego jest to, że nie ma czegoś takiego jak rurkowce na dnie oceanu). Do tego jednocześnie próbuje być dość serialowy i tenże serial krytykować. Problem w tym, że te aspekty nieco wchodzą ze sobą w konflikt. Ale o tym za chwilę. Zacznijmy od tego, że fabuła jest bardzo oryginalna. Widzę tu wiele wątków, których wcześniej nigdy nie widziałam i są one ciekawe. Ot, nawet Celestia i Luna na emeryturze ileś tam lat po objęciu przez Twilight rządów, a przecież takich tekstów powinno być więcej. I syn Celestii, który jest alikornem, ale... no mało udanym. W ogóle sama koncepcja alikorna, który jest autystyczny i raczej niskofunkcjonujący jest ciekawa. Tylko że ten wątek pojawia się i w sumie za dużo się z nim nie dzieje, a szkoda. Samo to alikorny może nie powinny mieć dzieci nie dlatego, że ich partner umrze, będą samotne, blablabla, tylko dlatego, że potomstwo może stanowić zagrożenie, nawet nieświadomie, to jest wręcz temat na osobny fanfik. W ogóle Celestia i Luna są tu przezabawne, zwłaszcza Luna, która próbuje przeżyć przygodę z jakiejś powieści, by skończyć samotna, porzucona i z bękartem w brzuchu xD. Tego się nie da traktować poważnie, to jest dobry materiał komediowy. Mimo wszystko, nie uważam, by ten miks poważnego fika z komedią był zły, chociaż osobiście poszłabym tu mocniej w stronę komedii i wątek Sunflowera uczyniła jedynym poważnym, który zaskakiwałby i równoważył resztę. Swoją drogą, myślałam, że Luna strzeli większego focha i będzie poważnie skłócona z Celestią jak się dowie i byłam mile zaskoczona, że logiczne argumenty do niej faktycznie dotarły. Ale już nie królewskie siostry nie są tutaj jedynym duetem. Drugim jest para OCków Venus i Heart, którzy już są totalnie komediowymi postaciami, których ani przez chwilę nie jestem w stanie traktować poważnie. Przez większą część fanfika planują szantażowanie Celestii i Luny dla kasy. Wiemy też, że uciekają przed prawem i że to przez jakieś brudne interesy. Ich plan jest po prostu durny. Nie przyszło im do głowy, że para alikornów może ich po prostu zabić, a zwłoki wysłać gdzieś, gdzie nikt ich nie znajdzie. Albo po prostu im zabrać aparat fotograficzny i go rozwalić? Albo że prawdopodobnie ich sekrety nie będą nawet czymś szczególnie wstydliwym, tylko po prostu prywatnym? No, ale dowiadujemy się, co dokładnie zaszło w życiu tej dwójki i zastanawiam się jakie w ogóle wyroki im za to groziły. Bo za wysokie raczej nie powinny, zważywszy na okoliczności. No i tutaj wchodzą Mane 6 i dochodzimy do problematycznej części. Cały ten segment brzmi bardziej jak Obsede wytykający głupotki serialu niż jakby postaci to robiły. Szczególnie, że w tym samym serialu Słońce i Księżyc nie działały prawidłowo, kiedy Discord porwał siostry. I chyba to Twilight nimi ruszała podczas pierwszego ataku Tireka. W ogóle Mane 6 wydają się tu być mocno out of character. No niby dużo czasu, by się zmieniły, ale nie sądzę, by wszystkie miały wielki problem z tym, co zrobili Venus i Heart. 1. Zrobili to w dobrej wierze. 2. Kasę zwrócili. 3. Odkryli cudzy spisek. Przynajmniej część Mane 6 raczej powinna ich poprzeć. To by było bardziej serialowe. Ok, Księżniczka Twilight pasuje na służbistkę z kijem w tyłku, ale Rainbow, Pinkie i Fluttershy? Oczywiście, część z tego może i była elementem gry, ale grały aż do przesady i do końca w sumie nie zmiękły. Nie chodzi o to, by ich zostawiły bez kary, ale mogły im choćby wlepić prace społeczne, to jednak nie są złodupy na skalę światową, to nawet do końca nie są złodupy. Już większą karę powinni dostać za próbę szantażu i podpalenie niż sam nie do końca przekręt finansowy. I to jest tutaj główny problem - ten segment po prostu nie pasuje do reszty, pojawia się z czapy i wyśmiewanie się z taką intensywnością i w taki sposób z głupotek serialu, to jest materiał bardziej na randomową komedyjkę, niż upchnięty tutaj na końcu SoLa. A tak w ogóle, to czemu oni chcieli być zesłani gdzieś razem? Zwłaszcza Venus, która była zajęta głównie wkurzaniem się na swojego towarzysza?
  5. Naprawdę dobra komedyjka. Taka nostalgiczna, trochę retro bym powiedziała nawet. Styl też nieco retro, bo przydałaby się temu porządna korekta, ale to nic. Ot, chociażby mam wrażenie, że Twilight w międzyczasie dostała awans na księżniczkę, bo podczas rozmowy z bliźniaczkami nią raczej nie była. Znaczy, Flitter powinna wówczas jakoś bardziej zwrócić na nią uwagę, nie? Bo się trochę uśmiałam, wciągnęłam i nie było momentu żebym się nudziła. Żarty są w punkt. Może nie takie żeby wspominać je przez kolejną dekadę i kisnąć z nich przez 15 minut jak taki jeden z dowcipu o całce, ale solidne, miłe i myślę, że ten tekst się naprawdę ładnie będzie starzał. Rzekłabym, że mógłby być dłuższy o parę stron, bo aż szkoda, że się skończyło i momentami akcja mogłaby nawet nieco zwolnić. Przydałby się sequel. Zdecydowanie polecam. Od takich fanfików człowiek czuje się 10 lat młodszy.
  6. Cena prawdy to nie jest zły kryminał. Jest logiczny. Przypomina mi również ten typ kryminału, za którym nie przepadam. Przypomina mi przygody Herkulesa Poirot. Będę starał się unikać spojlerów w tym komentarzu, gdyż uważam, że fanfikowi należy dać szansę, nawet jeśli mi się średnio podobał. Nie znaczy to, że jest zły. Jego zaletą jest niewątpliwie to, że unika schematów z gatunku Occult Detective. Jak wygląda Occult Detective? Mniej więcej tak, że bohater używa mocy nadprzyrodzonych, a nie wyłącznie logiki, aby rozwikłać zagadkę kryminalną. Do tego gatunku należy przykładowo „Unmarked”, który mi się spodobał bardziej niż „Cena prawdy”. Fabuła, a raczej jej założenia, są proste. Flutter shy zginęła. Herkules Poirot… przepraszam, dowódca straży Celest ii imieniem Spektrum, był tego dnia w Ponyville z władczynią, to jest Celestią i został, aby zbadać sprawę. Sprawę, która wstrząsnęła nie tylko Ponyville, ale też przyjaciółkami. Wiecie jak się zaczyna większość odcinków serialu względnie książek o Herkulesie Poirot? Poirot jest w pobliżu miejsca, gdzie ktoś postanawia kogoś uśmiercić. Biorąc pod uwagę, że jest to najlepszy detektyw Świata dziwi to, że morderca postanawia spróbować swojego szczęścia. Tak też się zaczyna „Cena prawdy”. Spektrum jest w Ponyville, ze swoją władczynią, co ma sens, gdyż na tym polega jego praca, a z drugiej strony nikt nie wie, że jest on znanym detektywem, bo w ogóle nie jest w tekście wspomniane, że kiedyś nim był. W takiej sytuacji dziwi, że nim, nie będąc zachowuje się jak profesjonalny śledczy, ale po tym, co przeczytałem w fanfiku „Szyfr”, taka organizacja wymiaru ścigania ma i tak więcej sensu. Ostatecznie w Ponyville nie ma przecież policji, no i sprawa dotyczy jednego z elementów harmonii, a więc pośrednio całego królestwa. Fanfik w kilku miejscach faktycznie przypomina swoim style powieści Agaty Christie. Całość fabuły jest podawana czytelnikowi w taki sposób, by ten nie wpadł, a przynajmniej miał minimalne szanse, na to by wpaść, jakie były okoliczności śmierci Flutter shy. Nie mogło zabraknąć charakterystycznego zakończenia w postaci zebrania w jednym miejscu wszystkich podejrzanych, gdzie Spektrum poskłada wszystkie elementy układanki w jedną całość. Spoiler: Teoretycznie można było dojść do tego, że to Rainbow Dash przyczyniła się do śmierci Fluttershy, o czym świadczy to, że posiada ona alibi w osobie Scootaloo. Jak Scootaloo mogła widzieć Rainbow Dash podczas ćwiczeń, skoro nie może ona latać i nie mogła być w Cloudsdale? Musiała ją widzieć na ziemi, ale przecież Rainbow Dash była cały czas w Clouds dale, więc wnioski nasuwają się same. Muszę przyznać, że zabrakło mi tego „łał, to ta osoba za tym stała”, bo zawężanie kręgu podejrzanych jest faktycznie tutaj czymś ważnym, a nie tylko dla picu, bo na końcu autor wprowadzi coś, co przekreśli całą wiedzę czytelnika. Jednak w przypadku „Ceny prawdy” tak się nie dzieje. Autor jest wobec czytelnika uczciwy. Jednak pewne decyzje autora jednak budzą moje wątpliwości. Autor, jednak myli czytelnika w inny sposób. Nie tylko podsuwa nam fałszywe, choć logiczne tropy: Mianowicie samo śledztwo jest poprowadzone nieco niedbale i, prawdę mówiąc, w ogóle elementy wyjęte z dowolnej książki o Herkulesie Poirot, można uznać za dodanie nieco na siłę. Tym, co mogę zdradzić, a co utrudnia śledztwo jest z pewnością postawa Zecory. Zecora podczas przesłuchania zachowuje się jak stereotypowy amerykański Murzyn, który jest obrażony, że policja o coś go podejrzewa. Zecora faktycznie zachowuje się podejrzanie i miałem wrażenie, że Spektrum mógłby ją po prostu aresztować za utrudnianie śledztwa. Jakoś nie mam wątpliwości, że byłby do tego upoważniony z takiego czy innego artykułu. A Zecora była zebrą, a bycie zebrą nigdy nie było w MLP:FiM porównywane do bycia odpowiednikiem Afroamerykanina. Jeśli mogę się czegoś czepić, to czasami używanego przez autora słownictwa. Oto kilka przykładów. Oczywiście nie mogło zabraknąć dosłownego przekładu nazwy cukierni, gdzie pracuje Pinkie Pie. Bo po co Cukrowy Kącik, prawda? Lepiej przełożyć dosłownie nazwę angielską, co z tego, że brzmi słabo. Ponadto mam problem z samą postacią Spektruma. Nie jest to źle napisana postać. To zimny drań, który lubi prowokować podejrzanych, aby dojść do prawdy. Po prostu, mam wrażenie, że ponownie świat z serialu gryzie się z tym, z fanfika. Twilight wydaje się być bardziej serialowa, Spektrum, mam wrażenie, że zajmował się wykrycie niejednej zbrodni. Podsumowując, poza kilkoma problemami z doborem słów, „Cena prawdy” to rzetelny fanfik i można go polecić fanom kucykowych kryminałów. Mnie nie przypadł on tak bardzo do gustu głównie z powodu czerpania inspiracji prozą Agaty Christie, gdyż bardziej lubię „Porucznika Colombo” niż Herkulesa Poirot.
  7. Ostatni tydzień
  8. Spike, take a note please: chętnych nie odnotowano.
  9. Wcześniej
  10. "Teraz" kończy się w poniedziałek 2 lutego o 19:50. Jeśli ktoś nie podejmie decyzji do tego czasu, to jest mała szansa, że da radę ogarnąć wszystkie potrzebne rzeczy.
  11. Nie nazwał bym tego do końca reformacją, bo aż ciśnie mi się na usta cytat z opowiadania w którym brałem udział i słowa jego fandomowej córki. Tak, to jest dobre oddanie tego, jaki Discord jest dla reszty Main6, poza Flutterką. Reszta to dla niego śmieci, którym chętnie sprawił by kolejny łomot, gdyby nie jedna klacz. Ale to taka dygresja. Samo opowiadanie @Sun Trafia na listę moich ulubionych
  12. Są w polskim literackim fandomie MLP:FiM gatunki niszowe. Jednym z nich jest kryminał. Przypominam sobie zaledwie jedną serię fanfików, które należały do tego rodzaju literatury i były napisane w języku polskim. Są tworem SiwulcaDako, który stworzył trylogię o przygodach detektyw Red Stripe. Kolejne części nosiły tytuły: „Pirytowe serca”, „Płyn życia” i „Prorok”. Nie były to złe fanfiki i uważam je za szczyt twórczości tego autora. Stało się tak m.in. dlatego że są one ukończone. SiwulecDako, miał bowiem tendencję, by zaczynać fanfika o ambitnych założeniach, ale po jakimś czasie tracił zapał, fanfik zaczynał pędzić na łeb na szyję i stawał się autoparodią. Najlepszym tego przykładem jest „Przemysł farmaceutyczny” i „Mniejsze zło”. Polecam, ubaw po pachy. Fanfik „Szyfr” zaczął być publikowany w 2015 r. w przerwie pomiędzy czwartym i piątym sezonem i można to zauważyć w tekście, gdyż wspomina się o Tireku, chociaż zastanawia mnie częstotliwość, z jaką Twilight wysyła księżniczce Celest ii listy. Pasuje ona raczej do wcześniejszych sezonów. Zastanawia mnie, czy Twilight miała wziąć udział w wydarzeniach w fanfiku, gdyż była już ali Kornem. Chciałbym, aby tak było, lubię fanfiki z Twilight (z wyjątkiem trzeciego fanfika z serii „Silent Ponyville”, gdzie wciąż biega, rozwiązując „zagadki”, co było bardzo angażujące dla niej, ale nie mnie jako czytelnika). Z powyższego akapitu wynika, że bohaterem fanfika nie jest Twilight, a przynajmniej nie była w momencie, gdy został opublikowany drugi, ostatni rozdział. Bohaterką jest najprawdopodobniej księżniczka Celestia i policjant imieniem Full Metal Jacket. Muszą oni rozwikłać pewną przykrą sprawę. Ktoś z przeszłości Celestii morduje kucyki i wysyła księżniczkom listy z makabrycznymi opisami swoich zbrodni, ale też, dając im wskazówki jak rozwiązać szyfr, który pozwoli uniknąć większej liczby ofiar. Jest to rodzaj zagadki kryminalnej, której czytelnik, jak sądzę, nie może rozwikłać sam. Musi się zatem zdać na bohaterów. Celestia to postać dość podobna do tej z serialu. Ma podobną motywację do działania i nawet Equestria przedstawiona w fanfiku nie odbiega od tej znanej z serialu. Jest to zatem utopijna idylla, w której przestępstwa są tak rzadkie, że policja w zasadzie nie ma po co pracować. Dlatego zdziwiłem się, że ona w ogóle istnieje. W fanfikach podobnych „Przygody Red Stripe” albo „Pinkie Pie nie żyje”, nie mówiąc o „Unmarked”, Equestria nie wygląda równie cukierkowo. Zastanawia mnie, nie tylko, że policja istnieje, że istnieją też jakieś inne służby jak EBI, które zajmuje się fałszowaniem łapania morderców, co sugeruje, że w Equestrii nie ma seryjnych morderców i chyba wszystkie zdarzają się przez przypadek, a zabójcy żałują za grzechy i nigdy więcej ich nie popełniają. W każdym razie nie tego z piątek przykazania. Full Metal Jacket, jest nadkomisarzem. Oznacza to, że ma pod sobą iluś tam policjantów., i to raczej tak dużo, bo komisarz, nie mówiąc o nadkomisarzu to wysoka funkcja. Ale na tym problemy się nie kończą. Jest EBI, które zajmuje się „rozwiązywaniem morderstw”, jeśli wierzyć (bo nie wierzę autorowi, i to nie dlatego, że autor podaje wersję oficjalną, autor, bowiem podaje też wersje nieoficjalne, bliższe prawdy) autorowi zdarzyły się w liczbie 10 podczas ataku Tireka. Ono zajmuje się tuszowaniem wykrywania sprawców, łapiąc podstawione kucyki. Teraz uwaga, będzie ciekawie. Full Metal Jacket uważa EBI za pozerów. Sam przyznaje, że morderstwa są tak rzadkie, że prawdopodobnie ani on ani jego poprzednik, ani nikt w tym stuleciu nie miał takiej sprawy. Skąd się bierze to przekonanie o własnej wyższości? Nie wiem. Zastanawia mnie, co zazwyczaj uważam za zaletę, to jak bardzo dokładnie autor opisuje badanie miejsca zbrodni, wykonywanie opisów zwłok, a potem sekcji. Zastanawia mnie, bo skoro morderstwa i przestępstwa w ogóle prawie w Equestrii nie występują, to gdzie ci policjanci nabierali praktyki? Czy zostali tak perfekcyjnie wyszkoleni by zabezpieczyć miejsce zbrodni i prowadzić śledztwo nawet bez praktycznego doświadczenia? Jeśli tak jest, to czemu EBI musi udawać, że wykryto sprawcę? Czemu w takim razie w ogóle się tego uczy policję zamiast od razu dawać sprawę EBI i w ogóle nie męczyć policjantów szkoleniami etc. Nie ma to żadnego sensu, nieważne czy założymy, że ostatnie morderstwo zostało popełnione 1200 lat temu, czy zostało spowodowane przez Tireka. I najciekawsze jest to, że wiedza o tym, że EBI fałszuje dochodzenia jest raczej dostępna. To nie jest jakaś tajemnica, którą trzeba zachować dla siebie, bo ktoś zostanie zamordowany, czyli ulegnie wypadkowi. Kto stworzył ten system? Celestia. Ale Celestia z fanfika to nie jest jakiś wypaczony potwór. Ona się naprawdę troszczy o swoich poddanych. Przeżywa zbrodnie, na które nie ma żadnego wpływu. Nie wiem, co chciał autor osiągnąć, ale mieszając serialową Celestię z policją rodem z Batman: The Animated Series, osiągnął komiczny efekt. Porównanie policji do tej z przywołanej kreskówki jest uzasadnione. Policjanci przywołują mi na myśli Harveya Bullocka, twardego glinę, który je ciastka, pije kawę walczy z nadwagą tyleż z co z przestępcami. I nienawidzi Batmana, bo jest lepszy od niego. Rozumie to jego przełożony, komisarz Gordon, który musi jakoś godzić nocnego mściciela ze sfrustrowanym podwładnym. Czy można wyjaśnić, dlaczego policja istnieje, jest przeszkolona do badania spraw morderstw, ale nie prowadzi śledztw, bo robi to inna instytucja, która jest chyba też jest przeszkolona do badania spraw morderstw, ale nie prowadzi śledztw, tylko udaje, że złapano sprawcę? Czy można to powiązać z serialową Celestią? Czy można założyć, że jest tak wrażliwa na cierpienie swych poddanych, że służby jej o nim nie informują i biedaczka nie wie, co się dzieje? No ale skoro nie wiem, że coś się dzieje, to po co finansuje policję, tę samą policję, która jest przeszkolona do badania spraw morderstw, ale nie prowadzi śledztw. Informacja, że policja nie ma co robić pochodzi od narratora, nie jest prywatną opinią jakiejś postaci. Nie jest obowiązkiem czytelnika doszukiwać się sensu tam, gdzie autor mógł się nim w ogóle nie przejmować. Dla mnie w takiej sytuacji, gdzie policja nie ma nic do roboty nie ma ona racji bytu. Takimi sprawami zajmuje się albo nieprzeszkolona, albo słabo przeszkolona lokalna, ochotnicza służba tworzona Ad Hoc, która jest mała i nie ma w niej miejsca na stanowisko nadkomisarza, albo straż królewska, która jest stałą formacją pod bronią. Względnie zajmuje się tym EBI, ale wtedy nie może nie prowadzić śledztw, tylko udawać, że złapano sprawcę. Jestem zdania, że ponieważ już w pierwszych (i jedynych) dwóch rozdziałach autor stworzył coś tak nierealistycznego jak na fanfika, który chce być realistycznym kryminałem (z magią, ale zawsze), to raczej nie trzeba się przejmować wiedzą lub niewiedzą Celestii, jej psychologią. Takie rzeczy powinny iść w parze. Czy jednak „Szyfr” miał być faktycznie kryminałem? Pierwszy rozdział i spora część następnego tak sugeruje. Zagadka bowiem zostaje rozwiązana przez autora, zanim postacie z fanfika będą miały szansę, cokolwiek zrobić. Natomiast co do rozwiązania tytułowego szyfru, jak na razie brak jest jakichkolwiek postępów. Sądzę, że ich nie będzie, wszak fanfik jest porzucony od 11 lat. Sądzę, że fanfik miał potencjał. Z wyjątkiem problemów z logicznym uzasadnieniem istnienia policji, gdy nie jest ona w zasadzie potrzebna oraz tym, dlaczego Celestia pozwala działać EBI, która tuszuje sprawy morderstw i przeprowadza lipne śledztwa nie wygląda to źle. Niestety strona literacka nieco kuleje, zdarzają się powtórzenia, ale jak na tekst bez korekty jest do przyjęcia. Podsumowując, dwa rozdziały to za mało, żeby uznać, czy dany fanfik byłby udany, czy nie. Dużo by zależało od tego, w jakim tempie działy by się wypadki.
  13. W związku z brakiem chętnych rozważam odwołanie wydarzenia i wyjazd na Remcon z Eisenhufem. Jeśli ktoś jest chętny na Snowdropsummit, niech przemówi teraz* lub zachowa milczenie. * w następnym poscie zdefiniuję, kiedy się kończy "teraz".
  14. Zastanawiam się, czy jest sens komentować fanfika, który zajmuje może dwie strony A4? Cóż, być może możliwość napisania dłuższego lub chociaż porównywalnego tekstu niż sam fanfik, byłaby tego uzasadnieniem? „Black Star” to bardzo stary fanfik. Pierwszy post ukazał się w grudniu 2012 r.! Był to początek trzeciego sezonu. Podobno fandom już wtedy umierał. A przecież tyle było przed polskimi broniakami! Filmiki Stalina CWHC i tak dalej. Ba, pomimo początków śmierci fandomu, serial miał jeszcze trwać 6 sezonów. Już przez tą wczesną datę publikacji zwrócił na siebie moją uwagę. Kolejną przyczyną był sposób publikacji. Jedyne dwa rozdziały, zostały zamieszczone jako posty na forum. Co za oldschool! Niestety, nie należało oczekiwać od tego formatu zbyt wiele. Fanfik jest tak krótki, że aż dziwi mnie, że ma jakiś zarys fabuły. Przypomina mi on nieco taką mroczną wersję Harry'ego Pottera, który bez tiary przydziału otrzymał zaproszenie do Slytherinu. Tym razem, celem „Slytherinu”, chociaż tutaj nazywa się on „Stowarzyszeniem Czarnych Gwiazd” jest zniszczenie Equestrii. Skąd o tym wiem, skoro fanfik jest ledwo napoczęty? Cóż, autorka zdradziła plan na fabułę w pierwszym poście w temacie zawierającym przy okazji prolog do fanfika. Jest to bardzo oryginalna „strategia”. Nie pamiętam fanfika, który by streścił fabułę na samym początku. W przypadku większości fanowskich opowiadań byłoby to nawet niemożliwe, krępowałoby autorowi przysłowiowe ręce. Kto wie, może miało to wpływ na porzucenie fanfika? A może zadecydowało coś innego? Niezależnie od tego czuć tutaj klimat wczesnego fandomu. Fabuła jest skoncentrowana na Twilight Sparkle i innych kanonicznych bohaterkach. Nie jest ona nawet jeszcze alikornem (co być może także miało wpływ na porzucenie fanfika, gdyż skrzydła Twilight ponoć zniszczyły sporo head canonów). Warto dodać, że bohaterki zachowują się jak one, ale być może za wcześnie wyciągam wnioski. W każdym razie akcja zakończyła się, zanim jeszcze mogła się rozpocząć. Nie można tutaj wiele napisać. O formie można napisać już więcej. Więcej, nie znaczy lepiej. Zwracają na siebie uwagę powtórzenia oraz „uczłowieczanie” kucyków. Mamy wspomniane kopytka, pyszczki, ale głos należący do klaczy jest już kobiecy. Z drugiej strony słowo „klaczy głos” brzmiałoby dziwnie. Rzuca się w oczy, że tekst był napisany i opublikowany pod wpływem chwili. Opisów jest bardzo niewiele i są bardzo pobieżne. Na ogół autorka relacjonuje po prostu czynności postaci. Mimo wszystko zwraca uwagę, że po dialogu, w którym następują didaskalia kropka pojawia się dopiero na ich zakończenie. Nie będę oceniał tego fanfika. Ten komentarz ma po prostu wydobyć „Black Star” z zapomnienia, przynajmniej na kilka tygodni, pokazać fandomowi, od czego zaczynał i jak daleko zaszedł. A że komentarz jest zbyt długi? Cóż, nie przeczę. Jednak lubię pisać komentarze.
  15. Cóż, przy okazji spotkań w Klubie Konesera Polskiego Fanfika przeczytałam Tajemnicę Białego Bazyliszka. Co prawda w KKPF jeszcze nie skończyliśmy, ale... Wciągnęłam się i łyknęłam całość na jeden raz. A co to znaczy? Chyba nie muszę Wam mówić, pierożki. Po lekturze rimejku sięgnęłam po starą wersję. Z ciekawości, dla porównania. I tak jak wcześniej TBB nie była złym opowiadaniem, tak wydawała się... wydawała się jakby ją Hoffman na konkurs pisał. Krótka, zwięzła, w miarę kompletna, ale... bez fajerwerków, bez mocnego klimatu, który ma nowa wersja. Bo nowa wersja jest wręcz nieco horrorowa i te naleciałości z horroru, to najlepsze co ją mogło spotkać. Nie będę się rozpływać nad formą, bo to Hoffman, czyli wiadomo, że jest bardzo dobrze :P. Nic nie można Tajemnicy Białego Bazyliszka pod tym względem zarzucić. Natomiast styl jest ładny i czyta się to po prostu dobrze, nawet jak nic się zbytnio nie dzieje. Po prostu pewna płynność tekstu jest zachowana. Zacznijmy od tego, że wcześniej z Kresów czytałam tylko jakieś pojedyncze opowiadania i to te najstarsze. Z tego względu, z naszej drużyny kojarzyłam tylko Fenrira (który tak swoją drogą, wydawał się nieco bystrzejszy w starszej wersji), a ponieważ rozpoznawanie postaci mam na poziomie serialowej Ember, to przez pierwsze strony wszyscy mi się mylili. Po tym czasie załapałam i nie było już problemu, co świadczy o tym, że autor wykonał dobrą robotę, szczególnie, że śledzimy losy sześciu bohaterów. Nawet kiedy są razem, to są na tyle różni, że się nie zlewają, kiedy już się ich trochę pozna, a ich kreacje wydają się bardzo konsekwentne. Najbardziej polubiłam Blue Spirala i Rocky Avalanche'a, choć Blazing Cube też wydaje się spoko gościem, tylko miał mało czasu antenowego. Za to Bottomless Pouch jest debilem, ale ciekawie się śledziło jego POV. Z niewiele mądrzejszym od niego Fenrirem miałam podobnie, choć przy obu panach miałam ochotę walić facepalma za facepalmem. I trochę zastanawiałam się, czy to kwestia tego, że jaskinia tak bardzo manipuluje ich umysłami, czy oni po prostu są tak niesamowicie głupi. Pewnie both. Wracając do fabuły, nowa wersja powinna dostać inny tytuł. Taki bezspoilera. A czemu? Bo w starej wspomniany bazyliszek pojawia się na samym początku i robi rozwałkę piłą mech... kłem i szponem na samym początku. A tu? A tu się pojawia dopiero w drugiej części, chociaż pod koniec pierwszej pojawia się jako bestia, która podobno grasuje po okolicy. Cała nowa zawartość, której jest sporo nieco na tym cierpi. Bo wiemy co pewnie siedzi w jaskini. Wiemy co zaatakowało karawanę i wiemy z czym będzie bossfight. Czy przez to czyta się to gorzej? Hmm... w sumie to trochę tak. Znaczy, tak czy siak jest fajnie, jest bardzo fajnie, ale! Ale to całe nowe napięcie i tajemnica są tak mocne, że gdybyśmy jeszcze dłużej nie wiedzieli o co chodzi, to byłoby jeszcze lepsze. Bo tak szczerze, to uważam, że fik staje się gorszy (ale nie kiepski), kiedy pojawia się biały bazyliszek. Po prostu całe napięcie bardzo mocno spada. A ono było najlepsze. Bardzo mocna podbudowa, czułam się jakbym czytała horror, dziwne rzeczy, różne teorie, to spotkanie z dziwakiem w karczmie - pyszności nad pysznościami. I mam wrażenie, że styl autora też dużo lepiej radzi sobie właśnie z taką formą - z tajemnicą, z niewiadomym i napięciem. Bo kiedy pojawia się potwór to dostajemy dość długą scenę walki, moim zdaniem trochę za długą. Na plus, że tak jak wcześniej dowiedzieliśmy się jak walczą bazyliszki, tu faktycznie jest to pokazane i jest to dość kreatywne. Jakbym miała się tu czegoś przyczepić, to tego, że mogłoby to być dynamiczniejsze. Mamy kulminację, dostajemy potwora i styl nie nadąża za przyspieszeniem akcji. Biały bazyliszek porywa Fenrira i Rocky'ego, pozostali ich nieskutecznie szukają, a Fenrir i Rocky budzą się w jakby to powiedział Dolar - krainie schiz w jaskiniach. Tak jak wcześniej mieliśmy pewną psychologiczną głębię, kiedy do jaskiń wbili Tattered Edge i Bottomless Pouch (i w mniejszym stopniu Rocky Avalanche) i wiedzieliśmy, że Czeluść wywołuje ostre schizy, tak tu te schizy stają się mocniejsze i dziwniejsze. Czy może po prostu inne... W końcu Siwulec widział całego Fenrira i zaliczył trzecią fazę walki z Dettlaffem. A osobiście sądzę, że w jaskini naprawdę jest to, co znalazł tam Blue Spiral. W każdym razie, najbardziej mnie w tym wszystkim zastanawia, po kiego grzyba biały bazyliszek zapewnił tym dwóm przymusową terapię w schizowej jaskini. Poza tym żebyśmy musieli zobaczyć konfrontację Fenrira z samym sobą (i wkurzać się, że nie załapał od razu. Z drugiej strony, może to i dobrze, że Fenrir nie jest za bystry, bo gdybym ja zobaczyła w przeklętej jaskini małą mnie czy moją rodzinę, czy nawet jakiegoś przypadkowego dzieciaka, to instynkt kazałby mi zabić, a to mogłoby się tutaj źle skończyć. Mimo wszystko, z tej dwójki Rocky w efekcie wychodzi na tytana intelektu, bo jego tok myślowy wydaje się być sensowny i logiczny. Przy okazji poznajemy historię o czarnym czymś, co próbowało zabić Rocky'ego i jego siostrę w dzieciństwie. I jakie to było dobre, i mocne. Bo tak szczerze, to gdyby nie to i pojawienie się bazyliszka, to ta sekcja byłaby trochę nudnawa i przydługa. I w zasadzie tu tekst się wręcz kończy. Bo bohaterowie się budzą, znajdują ich kompani i w końcu wydobywają na powierzchnię. Tymczasem okazuje się, że całe to zlecenie, to był scam. Co prawda do końca nie wiemy o co w tym zleceniu chodziło i moim zdaniem fanfik trochę na tym traci. Ok, ta misja od początku wydaje się pretekstowa i podejrzana, bo jest pretekstowa i podejrzana, a Spiral coś kręci i jest po prostu nieszczery. Spoko, ale myślę, że parę dodatkowych zdań nie zmieniłoby tego, że wszystko jest scamem, a Spiral jest nieszczery, a dodało do klimatu i niepokoju. Trochę mnie dziwi to, że inni łowcy wręcz bardziej na niego nie naciskali w tym temacie, bo przysięgam, typ mógłby być prapraprpapraprpadużorazyprapotomkiem Bastard Spella z Cienia Nocy. W ogóle rozwiązanie zagadki jest takie, że prawie nic się nie rozwiązuje. I generalnie nie mam z tym problemu, że się nie rozwiązuje, ale są pewne elementy, które się rozwiązać mogły. Albo przynajmniej mogły być jakoś wspomniane czy przedyskutowane na koniec - chociażby temat karawany zaatakowanej przez bazyliszka. Co oni w ogóle robili na tym zazadziu? Nawet jeśli odpowiedź to "Nie mam pojęcia", to byłaby to odpowiedź lepsza niż jej brak, bo obecnie, to mam wrażenie, że wątek się nieco urywa. A co do Czeluści i bazyliszka... Wiemy, że Fenrir już wcześniej spotkał białego bazyliszka, chociaż tego nie pamięta tak świadomie (w tej wersji przynajmniej) i biały bazyliszek z jakiegoś powodu ma do niego słabość TO MUSI BYĆ TAK NAPRAWDĘ WALTER i nawet nie wziął kasy za terapię. Wiemy, że prawdopodobnie jest zmiennokształtny, a może nawet nie do końca materialny i Czeluść to jego królestwo. I ma jakiś dziwny radar moralnoemocjonalny oraz poczucie humoru. Osobiście myślę, że wariat z karczmy to sam bazyliszek albo ktoś powiązany ze stworzeniem tej jaskini. Natomiast fałszywy Fenrir... Fałszywy Fenrir jest najciekawszy w tym wszystkim, ponieważ Bottomless Pouch spotkał go poza jaskinią. W miejscu, które jeszcze nie drenowało jednorożców. On nie powinien go widzieć, a jednak widział. Oczywiście, może był na to turbopodatny, bo do jego umysłu pewnie włamałby się bohater z siłą czarów 0 i bez magii mroku, ale nie wydaje mi się, by to było to. Dlatego podejrzewam, że to też mógł być nasz bazyliszek. W każdym razie, nie do końca wiem, co myśleć o tym zakończeniu i też trochę o całości. Bo to była fajna podróż. Ale też wydaje się to być podróż wyjęta z kontekstu. Oczywiście, mogłam być grzeczną osobą czytelniczą i przeczytać resztę serii, to pewnie wtedy miałabym szerszy kontekst i inne spojrzenie na akcję tego opowiadania. Bo jako samodzielna całość wyjęta z serii, to wydaje się trochę dziwne. Szczególnie, że mamy potwora, który na jednych poluje i pożera, a innych za bardzo ubić nie chce, a nawet zapewnia im zostanie lepszą wersją siebie niczym tajemniczy sędzia dusz. A do tego pojawił się w życiu Fenrira wcześniej. I tak, wiem, że to pewnie moja wina, bo tego kontekstu nie mam. Nie winię za to autora. I mam nadzieję, że jak skończymy z TBB w KKPF, to będzie można podyskutować, co tu się odwaliło, bo materiał do dyskusji jest. I bardzo dobrze Osobiście, jakbym miała coś zmienić, to dodałabym na koniec trochę przemyśleń poszczególnych bohaterów o tym co zaszło. Nawet jakiś dialog, który nie musiałby tłumaczyć, ale zamknąłby te wątki. Zdecydowanie polecam, po tej lekturze jest bardzo możliwe, że wrócę do tej serii.
  16. Jakiś czas temu zacząłem sie zastanawiać, jak zwykłe kucyki mogą reagować na to, co się normalnie dzieje w Ponyville, od czasu pojawienia się Twilight. Regularne końce świata, cotygodniowy chaos i te sprawy. Tak myślałem i postanowiłem to napisać. Trochę z perspektywy Cloudchaser, która w Ponyville mieszka i trochę z perspektywy Flitter, która właśnie skończyła studia i postanowiła odwiedzić siostrę. Akcje zaś osadziłem niedługo po reformacji Discorda. Domyślam się, że powstało trochę fików w tym stylu (zapewne nawet lepszych), ale będąc całkiem szczerym, żadnego nie czytałem (albo już nie pamiętam). Tak czy siak, zachęcam do swojego, średniego fika. Zwyczajny dzień w Ponyville
  17. Witajcie. Ponawiam temat, ponieważ napisałem drugą część analizy, w której powołałem się na swój tekst zamieszczony tutaj, jak i znany tekst Cahan. W opracowaniu wyjaśnione jest np czemu nie jestem autorem mimo, że piszę, oraz np znaczenie słowa LAB (Lyman - Alfa Blob). Nie musicie w to wierzyć. Pisanie drugiej części referatu było męczace. Mało tego. Zobaczcie, jaka jest rozbieżność czasowa między pierwszą częścią a drugą. Jeżeli kogoś ten artykuł zainteresuje to miło. Pozdrawiam. https://docs.google.com/document/d/1BANC3W7h65bsdDDLB-yuNhW3iqiCWgvKmXS7S41-O1s/edit?tab=t.0
  18. Nie spodziewałam się, że przeczytam kiedyś dobrego fika (i do tego wielorozdziałowca) o przeszłości Crazy Glue. Nie spodziewałam się też, że kiedykolwiek ta postać w ogóle będzie mnie obchodzić. Bo nie oszukujmy się - serialowa Cozy Glow jest tak niesympatyczna jak to tylko możliwe i jej próby zaprzyjaźnienia się z Tirekiem i Chrysalis wyglądają bardziej na próby manipulacji i kontroli przez "przyjaźń". Ba, w serialu, najbardziej szczera pod względem przyjaźni... w sumie chyba była Chrysalis. I generalnie, to nie zgodzę się, że końcówka była gorsza. Właśnie w dużej mierze przez Chrysalis. Bo sądzę, że tak jak Cozy widziała w Tireku siebie - fatalna relacja z ojcem i bratem, dobra z matką, tak Tirek nie był jak Cozy. Ale Chrysalis w sumie to trochę tak. Nawet jak spojrzymy na przeszłość tych postaci, to ma to więcej sensu. Tirek albo działał sam, albo zdradzał sojuszników. Chrysalis zawsze miała swój rój, który z jej punktu widzenia ją odrzucił. Ciekawym jest też to, że ostatecznie, to Chrysalis w pewnym sensie staje po stronie Cozy i ją ochrania. Ba, ochraniała ją już wcześniej. Trochę jak jej matka i trochę jak jej matka, Chrysalis też wchodzi w rolę nieco dysfunkcyjnego opiekuna, bo prawdopodobnie lepiej nie umie. W ogóle cała ta rodzina... Nie pamiętam, czy to było napisane, od której strony są ci dziadkowie, ale chyba jednak od matki, bo nie wiem jak ci od ojca, by ją tolerowali. Ojciec w ogóle jest nieco dziwny - matka Cozy twierdzi, że jest okropny, ale jak na typa, który wychowuje dosłownie bękarta, to mógłby być o wiele gorszy. Szczególnie, że własnych źrebiąt chyba nie spłodził. Długo się zastanawiałam, czy matka Cozy w ogóle się faktycznie puszcza, czy chodzi o coś innego - np. Cozy jest z gwałtu bądź jej rodzice skorzystali z banku spermy, bo ojciec jednorożec był zwyczajnie bezpłodny. Trochę dziwna jest postać babci, która chyba przynajmniej stara się nie być okrutna, ale też trochę zagoniona przez rodzinną tradycję. Nie będę próbować zgadywać, co siedziało w głowie matki, która się puszczała i ilu ich naprawdę było, bo po prostu za mało wiemy. Zwłaszcza, że Cozy jest jedynaczką. Czemu w ogóle ożeniła się z tym jednorożcem? Ok, on chciał jakiegoś tam jednorożca, a ona? I skoro nie zrobił własnego dzieciaka, to czemu nie rzucił niewiernej kobyły? Jakaś część mnie chciałaby się przyczepić do otoczenia szkolnego. Ale niestety ono potrafi takie być, choć zdziwiła mnie nieco ta akcja z Sandstonem. Nie dlatego, że się wydarzyła, tylko dlatego, że Cozy musiała mieć wtedy 12-13 lat, a on z 16 (?). Trochę wątpię, by to Onyx zaczęła rozsiewać te pogłoski, raczej on sam lub Angel. Szczególnie, że z reakcji rówieśniczej wiemy, że rzekomo to on dał kosza napalonej Cozy, a nie wiem jaki tam mają wiek zgody w Equestrii, ale obawiam się, że za coś takiego mogliby go wywalić ze szkoły i wsadzić do ciupy. A sama Onyx... Nie jestem pewna, czy Cozy dobrze ją odczytała. Postąpiła okropnie (szczególnie, że Cozy nic jej nie zrobiła), ale odezwała się dopiero wciągnięta do tej konwersacji. Moim zdaniem ona nie chciała oberwać rykoszetem. Przecież pewnie połowa z tych dzieciaków wie, że to bzdury, a Sandstone to typ, które takie akcje odwala regularnie i nie zdziwiłabym się, gdyby wcześniej wywinął podobny numer Onyx. Przecież nie bez powodu upatrzył sobie jakąś zahukaną nową, podczas gdy miał dostęp do klaczy, których nawet nie musiałby uwodzić. Myślę, że połowa durnych małolat z kółka szachowego, by mu sama wskoczyła do wyra, tylko nie dałyby się zaszczuć gdyby coś poszło nie tak. A gdzie w tym wszystkim są dorośli? Nigdzie. Już w pierwszej szkole młoda jest ignorowana, a nauczyciel prawdopodobnie podciągnął jej ocenę i dał nagrodę na koniec za keks z jej matką. Która prawdopodobnie sama tę nagrodę kupiła. Wracając do matki - okej, wiemy, że ona kochała Cozy, ale sposób w jaki to robiła... No jakoś wcześniej nie spędzała z nią chyba za dużo czasu. I co ona tak naprawdę robiła w życiu? Wiemy, że nie jest biedna - stać ją na te drogie naszyjniki i suknię. Czy to wszystko pieniądze jej męża? No dobra, chodzi do pracy, ale czy nie utrzymałaby Cozy sama? Najlepiej w innym mieście? A do tego to sanatorium? Gdzie ona naprawdę jeździła, bo jednak wątpię, by to naprawdę było sanatorium... Wiemy też, że ostrzegała córkę, że ogiery myślą tylko o jednym, ale nie wiem, czy w tym momencie miała podstawy, by wysnuwać takie wnioski - zwłaszcza w tym wieku i w kontekście kółka szachowego. Nawet jakby lepiej ostrzegła Crazy Glue, to raczej nic by to nie zmieniło... Jakby no... Co ona miałaby zrobić inaczej? Pozbawiać się wszystkich hobby i interakcji z ogierami, bo na pewno chcą ją tylko wykorzystać? Nic co do tej pory zrobił Sandstone nie było szczególnie niepokojącego. On równie dobrze mógł wszystkich namawiać na kółko szachowe i dawać wielu kucykom jakieś korki z szachów. Jedyne co Cozy mogłaby zrobić lepiej, to w ogóle nie wychodzić z nim z tej dyskoteki, żeby np. jej gdzieś nie zgwałcił w kiblu. Ale po jej reakcji wiemy, że ona była wówczas zwyczajnie spanikowana i zszokowana. Wątpię, by przygotowanie teoretyczne wiele jej tu dało. A parszywa plotka? Pewnie i tak, by powstała, przecież to oczywista zemsta, w której wyzywa się od kurtyzan tą co nie dała. Jakby dała też byłaby kurtyzaną, wiadomo. Nie obwiniałabym natomiast Twilight Sparkle i nie doszukiwałabym się czegoś więcej, że zapomniała o tamtym liście. Dostała ich pewnie setki, jeśli nie tysiące. Cozy siłą rzeczy stała się kropelką w tym systemie. Fakt, Księżniczka Przyjaźni poradziła sobie z tym źle - już ta pierwsza wiadomość powinna ją poważnie zaniepokoić i być może spróbować jakiejś większej interwencji. Ale Twilight raczej autentycznie nie ogarnia, że żeby dziecko wysłało jej coś takiego, to musi być mocno zaszczute i prawie nie mieć nikogo. Mogłaby dyskretnie nasłać jakąś opiekę społeczną, by sprawdzili co się dzieje. Albo zapytać Celestii. Cozy w sumie dobrze podsumowała Twilight. Twilight była w życiu niesamowicie uprzywilejowana. Dlatego Twilight nie ma pojęcia o przemocy równieśniczej. Luna pod tym względem wypada lepiej, znacznie lepiej. Ba, myślę, że gdyby Luna dopadła Cozy wcześniej, to może by coś z tego było. Na tym etapie, to myślę, że prędzej mogłyby sobie poradzić Cadance i Celestia, bo po prostu miały w życiu więcej kontaktów z młodzieżą. Nie obwiniam ich zbytnio, że nie dały Cozy kolejnej szansy. Gorzej, że dały ich za dużo Discordowi. A przy tym położenie lagi na czternastolatce (a wcześniej chyba trzynastolatce), to śmiech na sali. Bo odrzuciła 2 rozmowy jak większość małolat z problemami. Inna sprawa, że w tym fanfiku my znamy Cozy, jej prawdziwe pragnienia, potrzeby, perspektywę. I ta Cozy już nie jest tak groźnym mastermindem jak serialowa. Pytanie brzmi jak w tym opowiadaniu przebiegały rzeczy, które pokazano w serialu, bo mimo wszystko... Nie wydaje mi się, że identycznie. Natomiast Tirek był uroczy jako zmyślony przyjaciel. Bo wszystko zaczęło się od tego, że gnębiciele młodej nagle stracili swoją przewagę. Dziwny wybór modela życiowego, ale hej, on przynajmniej jej nie zlewał. Z drugiej strony z nim Cozy w ogóle próbowała się komunikować najbardziej. A nie chociażby z własną matką czy nawet babcią. Bo może jakby to zrobiła, to coś by się zmieniło. Np. wcześniej zostałaby wysłana do innej szkoły, może nawet jakiejś dla pegazów żeby mogła popróbować pegazich rzeczy? Matka też mogłaby chociaż próbować nakłamać, że jej córka jest adoptowana. Czy nawet ona sama jest i jej prawdziwy ojciec był pegazem. Bo jednak dla wszystkich tajemnicą poliszynela było, że Cozy to bękart. To, że Tirek Cozy raczej po prostu wykorzystuje było pewne. Najgorzej, że było mu bardzo łatwo, bo wszyscy zawiedli... Trochę mam nadzieję, że Cozy z tego fanfika dostanie kiedyś kolejną szansę, bo teraz wydaje się dobry moment, by faktycznie coś do niej dotarło. Że nie ma i nie miała nigdy prawdziwych przyjaciół. Może mogłaby ich mieć w Szkole Przyjaźni. Może. Ale czy na jej miejscu uwierzyłabym, że tym razem to naprawdę? Może po paru latach. Czy byłaby szczęśliwa? Może, znajdując to szczęście w czymś innym, niekoniecznie w relacjach z innymi. Cóż, dziecięce przyjaźnie często są fałszywe i kończą się tak sobie. Ale to co spotkało bohaterkę Nadziei? To było grubo ponad normę. Dobrze się to czyta, fajne, serio polecam jeśli chcecie coś nostalgicznego, bez wybuchów i laserów. W czasach, kiedy pisało się fanfiki poświęcone villainom od tej bardziej tragicznej i smutnej strony. Bo ten fanfik to w rzeczywistości dramat obyczajowy o systemie, który zawiódł.
  19. Kolejny kawał dobrego, zmuszającego do myślenia i zastanowienia dzieła. Brawo Nika. Nie wiem jak to robisz, ale potrafisz zaskoczyć czlowieka. Czy to biorac mniej używane postacie, czy te częściej używane stawiać w niejednoznacznych sytuacjach. Uwaga, będą spoilery. Tym razem na warsztat poszła Cozy Glow. Dziwna, zła klaczka, która skończyła jako przerośnięty krasnal ogrodowy. Tylko czemu? Ten fik daje na to możliwą odpowiedź. I to, przyznaję, daje ją w ciekawej formie. Śledzimy kilka, moze kilkanaście momentów z perspektywy Cozy. Jej szkołę, kolejną szkołę, szkołę przyjaźni i współpracę z Villainami. Fajny koncept, podoba mi się. Całość napisana w taki sposób, że aż czuć emocje. Początkowo zal i współczucie do mąłej, za to co ją spotyka, a później, żal i współczucie z powodu tego, w co się wpakowała, częściowo na własne życzenie. I w pewnym momencie tekstyu pada pytanie, czy Cozy zniszczyła sobie życie. Przyznaję, że to chyba najbardziej mi utkwiło i zmusił do myślenia. Bo nie da się na to pytanie odpowiedzieć tak, lub nie. W pierwszej szkole, Cozy miała strasznie przerąbane. Nie ze swojej winy. Nie ze swojej winy rodzina (poza matką) jej w zasadzie nie kochała. Nie do końca ze swojej winy wszyscy jej dokuczali. Dobra, można powiedzieć, ze gdyby była lepsym kucykiem, to by dzieciaki ja zostawiły, ale to nie prawda. Dzieciaki potrafia być okrótne i zaszczuć kogoś, a nauczyciele mogą mieć to w dupie, albo nie zauważać problemów. Do tego stopnia, że jedyną osobą, do której czuła sympatię, to wielki centaur, który pozbawił wszystkich magii i nagle sprawił, ze Cozy mogła poczuć się fizycznie równa (a może i troszkę lepsza) od rodziny. Jedynie jej matka ją kochała. I tu mam mieszzane cuzucia. Czy z powodu perspektywy Cozy, nie widzimy za bardzo jak to okazuje (poza pójśzciem do nauczyciela na ,,rozmowę"), czy po prostu sama nie bardzo umiałą to okazać, albo obawiała się wykonywać większych gestów, czy pogadać parę razy z córką. Obstawiałbym to peirwsze. Druga szkoła. Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, gdzie Cozy sama, an własne życzenie popełniła błąd, to byłoby to tu. Ale to troche naciagane. Chodzi o Onyx. Onyx z jakiegoś powodu była na pozycji Cozy z pierwszej szkoły. Tak mi się wydaje. Odtrącona przez wszystkich. Zobaczyła szansę w postaci Cozy, a ta ją kilkukrotnie odepchneła (nieumyślnie), wybierając popularniejsze kolezanki. Rozumiem, że chciała być w końcu wśród ,,normalnych", bo bała sie wykluczenia, ale wydaje mi się, że miała szansę by poznać Onyx blizej i moze sie zaprzyjaźnić. A wtedy uniknęłaby pomówień, które na nia spadły z powodu właśnie Onyx. (W sumie matka też mogła na tym etapie odbyc z nią poważniejszą rozmowę o tym, czego chcą chłopcy) A czy korespondencja z Tirekiem była błędem? I tak i nie. Owszem, wykorzystał ja. Z drugiej strony, był w zasadzie jedynym jej powiernikiem, któremu mogła się wygadać. Idealizowanym rozwiązaniem wszystkich jej problemów (tak, wiem, że idealizowała go wcześniej, ale w drugiej szkole mogła podtrzymać i podbudować jego wyobrażenie przez konwersację). Jeśli coś miałbym tu uznać za bład, to może błąd obsługi Tartarosu, która pozwoliła Tirekowi mieć naszyjnik komunikacji. Dalej, szkoła przyjaźni. Dla klaczki, któa nie wie, co to prawdziwa przyjaźń i co z niej wynika. Oraz nienajlepsze metody edukacji plus doświadczenia, któe sprawiły, że Cozy uznała magię przyjaźni za narzędzie. Wypaczyła ideę Twilight, by uwolnić Tireka. I mozan rzec, że Cozy postąpiła źle. Ale czy umiala postąpić inaczej, skoro przez całe swoje życie miała poczucie, że jedyną osobą, która ją rozumie i akceptuje jest wielki centaur, któego widziała raz w życiu? No i końcówka, wspólna współpraca, kiedy rózowe okulary przesłoniły skrzywionemu,odrzuconemu dziecku (a moze już zbuntowanej nastolatce), jaki Tirek ma do niej stosunek. A wszystkoz akończone sceną zdruzgotania uczuć Cozy zaklętej w kamień (muszę przyznać, że nie widziałbym tu innej, końcówki niż ta dobijająca wersja). Więc czy Cozy zniszczyła se życie? Technicznie tak. Praktycznie... nie obeszło sie bez olbrzymiego udziału innych kucyków i sporej dawki pecha, przez którą nikt nie zauważył, że Cozy idzie złą drogą. Ale oczywiście możemy się mylić, bo widzimy tylko perspektywę Cozy. Może z zewnątrz okaząłoby się, że młoda bardziej się przyłożyła do tego upadku. Forma, styl oczywiście nienaganne. Czy polecam? Tak, bardzo. To nie jest fik z epicką przygodą, czy niespodziewanymi zwrotami akcji. Ale jest to fik, który zapada w pamięć i skłania do zastanowienia się.
  20. Pisząc ten komentarz, wymyśliłem dwa wstępy. Nie wiem, którego użyć, więc użyje obu. Kolejność chronologiczna. 1, Muszę przyznać, że mam problem z pisaniem tego komentarza. 2, Macie czasem tak, że coś wam się podoba, ale mało o tej rzeczy jesteście w stanie powiedzieć? To dla mnie jest tak z tym fanfikiem. Szybko przez ogólniki: do strony technicznej nie mogę się przyczepić. Tak samo do strony stylistycznej (chociaż mam odnośnie jej jedno spostrzeżenie). Tekst ten jest SoLem, chociaż ociera się o tematy zdecydowanie niecodzienne przez wzgląd na bohaterkę. A bohaterką jest nie kto inny, niż Cozy Glow. Postać, co do której w serialu miałem... Żadne odczucia. Chociaż jest ciekawym punktem odniesienia do reszty antagonistów. Tu fabularnie zaś zapoznajemy się z jej przeszłością i tym, czemu zdecydowała się kroczyć ścieżką zła, a także jak postępowała. Muszę pochwalić samą kreacje postaci, bardzo sprawnie nadbudowuje postać znaną z serialu i daje jej kontekst, coś z czym sam aktualnie przy jednym pisanym fanfiku bez skutku się męczę (chociaż zdania przedczytaczy są podzielone, ale to inny temat). Cozy Glow tu przedstawiona jest wiarygodna i do pewnego stopnia można z nią sympatyzować jak i jej współczuć (chociaż trzeba jasno powiedzieć, że podjęła wiele złych decyzji i w dużej części sobie zapracowała na swój los). Tak więc, do kreacji postaci czy fabuły (nawet jeśli ta nie jest serialowa) nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie jest wielką tajemnicą, że bardzo lubię twórczość Niki. Dlatego też muszę zauważyć, że tekst poszedł jeszcze dalej w kierunku zaprezentowanym w „Rodzina jest najważniejsza ", gdzie jest mniej tajemnicy, a więcej SoLa i osobistych dramatów postaci. Czy to źle, czy to dobrze? To po prostu cecha. Dla mnie akurat gorzej, ale wierzę, że są osoby, którym taki sposób prowadzenia opowiadania bardziej się spodoba. I nie bez powodu mówię tu o „sposobie prowadzenia", bo nie tylko z fabuły wynika to, że fik jest mniej tajemniczy, ale także ze stylu. Mam wrażenie, że styl jest tu prostszy. Nie gorszy, po prostu prostszy. Bardziej dosłowny, podający... No, nie odpowiedzi na tacy (zaraz do tego przejdę), ale w znacznie bardziej przystępnej formie. Czy to plus czy minus? Znów, kwestia sporna. Mi się to nie podoba, ale na pewno komuś się spodoba. No właśnie, odpowiedzi na tacy... Podobne przemyślenia miałem odnoście „Kresów". Mamy tu poruszone losy postaci, której los de facto znamy z serialu, a tu jedynie jest jego rozszerzenie. Wiemy że pewne rzeczy postać spotkają i wiemy, że postać będzie jakaś. Mówiąc bardziej ogólnie, bo w „Kresach" ten problem tyczył się losów Ewuestrii, wiemy, że coś się stanie, i wiemy, jaki będzie stan rzeczy. To samo w sobie jest ograniczające i ciężej przez to napisać intrygującą historię. Nie jest to niemożliwe, ale trudniejsze, sam się z tym męczę. Czy to się tu udało? Mam wrażenie, że to złe pytanie. Nie. Ale ta historia, na co wskazuje też styl, nie miała być intrygująca, a bardziej... Hmmm... Uzupełniająca. Uzupełnia daną lukę. Także stosując tym razem pytanie poprawne, czy ten fanfik dobrze rozbudowuje Cozy Glow jako postać? Tak, to robi wręcz wyśmienicie. Pewnie się mylę, ale jednak odnoszę wrażenie, że to był cel główny, albo przynajmniej leżący bardzo blisko głównego. Sumując to wszystko, jest to bardzo dobre opowiadanie, zwłaszcza genialne pod kątem rozbudowy postaci, ale trochę mniej dla mnie/osób takich jak ja. Nie lubię pisać takich komentarzy, bo zawsze mam wrażenie, że ślizgam się po temacie, zamiast dążyć do sedna. Pozdrawiam.
  21. Przeczytałam. Ostrzegam przed spoilerami. Przede wszystkim, podoba mi się dwuwątkowa fabuła, to znaczy, jest wątek Venus Throw i Heart Rate’a oraz wątek Celestii i Luny. Relacja między pierwszą dwójką też jest ciekawa, podoba mi się, jak się kłócą. Z czego Heart Rate’a chyba polubiłam bardziej, za taki, hmm, optymizm? Chociaż nie powiem, Venus też ma swoje teksty, Dobrze skonstruowane postacie. Bardzo ciekawy syn Celestii. Podoba mi się ten motyw, z chęcią przeczytałabym o nim więcej (na przykład o relacji Celestii z jego ojcem). W ogóle, co sobie myślał ten ojciec o tym dziecku, kiedy jeszcze żył. Czyżby o nim nie wiedział, skoro według Celestii była to chwila słabości? A może dla Celestii chwilą jest ileś-tam lat, skoro jest długowieczna/nieśmiertelna? A plany Luny bardzo zabawne, rozumiem jej podejście, co nie zmienia faktu, że bawią. Dowiedziałam się, że są jakieś nawiązania, do polityki, że tak powiem, ale ja się nie interesuję polityką na tyle, by je wyłapać. Ale napisane jest solidnie. Dobre domknięcie wątków. Tylko mam mieszane wrażenie co do zakończenia, to znaczy, nie wiem, czy ono miało być zabawne z tym wytykaniem „błędów” i „słabości” Celestii? Mnie nie rozbawiło. Wyglądało trochę jak fanowska analiza serialu. Serial niestety nie jest zbyt spójny i sama nieraz głowię się, jak to pogodzić (szczególnie to wznoszenie Słońca i Księżyca, które raz się unoszą z udziałem a raz bez udziału księżniczek). Nie podejrzewałabym Twilight o to, że pomyśli w ten sposób na poważnie. Już prędzej spodziewałabym się tego po każdym, tylko nie po niej. Ale może to różnica w postrzeganiu postaci. Tak czy inaczej, podobało mi się.
  22. Kiedy 14-15 lutego 2026 (wiem, kolizja z Remconem) Gdzie? 49° 33.48' N 19° 08.78' E : https://maps.app.goo.gl/fuXprKYGR8dYybRj7 Tak, to nie pomyłka, szczyt w Beskidach w środku zimy. Kanał na Discordzie: https://discord.gg/SKp4cd68cs Czy są na sali jacyś harcerze? Mam pomysł na Pasożytniczy Harccorowy Snowdropsummit w drugi weekend lutego (sama niedziela 1.02 się nie liczy). Czemu pasożytniczy? Otóż co roku w Beskidach odbywa się Zimowa Watra Wędrownicza, nieoficjalna impreza harcerska polegająca na "przypadkowym" spotkaniu na wyznaczonym szczycie niezależnych patroli różnych środowisk harcerskich. Moglibyśmy wystawić patrol(e) fandomowy(/e) pod equestriańskim sztandarem. Nie byłby to więc typowy meet, bardziej summit (pun intended). Dlaczego harccorowy? Ponieważ nocleg przewidziany jest w pobliżu szczytu, w namiotach które każdy patrol niesie ze sobą. Wyobraźcie sobie miny druhów i druhen, gdy na szczycie zjawi się banda pluszaków. Promocja fandomu murowana, może (jeśli będziemy grzeczni) w kolejnym roku ZWW otrzyma obrzędowość FiM? (chyba się rozmarzyłem). Ponieważ impreza ma charakter harcerski, uczestników proszę się o powstrzymanie się od palenia tytoniu i picia napojów alkoholowych. X Punkt Prawa Harcerskiego został w ZHP zmieniony, ale ostentacyjne palenie i picie jest źle widziane, a ja bardzo chcę, aby w kolejnym roku impreza miała obrzędowość My Little Pony. Dodatkowo, alkohol rozszerza naczynia krwionośne, przez co przyspiesza wychładzanie organizmu.
  23. Dziękuję Ci @Hoffman za tak obszerny i szczegółowy komentarz i zarazem przepraszam, że odpisuję dopiero teraz. Ale przejdźmy do nowej “trylogii”. Postaram się rozbić na części pierwsze i ukazać genezę, a także oryginalne skrypty i zamysły. “Przebudzenie” Chciałem, żeby ta część była swojego rodzaju incepcją, aby czytelnik mógł pogubić się trochę w fabule. Co jest faktycznym zdarzeniem, a co senną wizją? To już zostawiam czytelnikom. Dobrze wpadłeś na pomysł z “Poniedziałkiem”. Przebudzenie jest bowiem nową wersją tego opowiadania. Mocno podrasowałem i rozwinąłem fabułę, by bardziej wpasować się w TCB i wykorzystać motywy jakich nie widziałem w innych fikach o tym tagu. Samo rozpoczęcie, atak zmory, jest bazowane na moich dwóch koszmarach jakie kiedyś mnie nawiedziły, a których zapomnieć nie sposób. Po jednym takim koszmarze byłem u koleżanki Angeli na kawie i faktycznie miałem coś na szyji. Angela miała kotkę o imieniu Kleopatra i królika, więc śmiało mogę stwierdzić, że fik jest częściowo bazowany na prawdziwych wydarzeniach. Głównym motywem opowiadania jest zaś sen i aspekty z nim związane. Chciałem pokazać, że bodźce zewnętrzne (np. zapach kebaba) mają wpływ na to, co nam się śni. Podobnie zresztą jak postacie z popkultury, które wręcz zalały internet i utrwaliły się w naszej jaźni. Stąd randomowo pojawiły się dwie, dość znane persony. Postać alicorna z innego uniwersum nie pojawia się przypadkowo. Chciałbym tylko nadmienić, że sam opis i wygląd przypomina zmorę z początku. Obecność prawdziwych postaci (ale z innego wymiaru) jak najbardziej wpisuje się w styl obecnej serii, a tutaj ,oprócz Chipa, zostały wspomniane cztery postacie, które cenię i wpatruje się w nie jako wzory godne naśladowania. Moim postanowieniem jest o nikim nie pisać źle. A z racji, iż to inny wymiar, mogę sobie pozwolić na out-of-character. Pierogi to też ważny element. Musiały się pojawić tutaj, gdyż od tego zaczęła się cała seria (Patrz ankieta) Sam moment faktycznego przebudzenia można uznać za wstęp do czegoś innego. Istnieje opowiadanie pod tytułem “Avatar” które na chwilę obecną liczy sobie cztery rozdziały (muszę wziąć dupę w troki i końcu pisać kolejne). Avatar i Obecność nawzajem się uzupełniają i wypełniają luki fabularne. Warto też tam zajrzeć. “Ostatni zapis z planety Ziemia” wzorowany jest na książce “Tajny raport o świecie Pandory” początkowo był zamysł stworzenia pełnej książki tyle, że o TCB, jednak to za duże wyzwanie dla gościa, który pisze tak wolno jak ja. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby cytować tę książkę tam, gdzie akurat jest to potrzebne. “Encounter” Czyli więcej Rarity w Rarity niż Rarity jest w stanie sobie wyobrazić. Zacznijmy od tego, iż to opowiadanie również jest powiązane z “Avatarem” Geneza tego fika jest niezwykle stara i sięgająca czasu fandomu łupanego. Zaczęło się od backgroundowej policjantki, która doświadczyła pewnego zjawiska paranormalnego. Wtedy ta policjantka nosiła imię Karolina. Przypadkowa zbieżność imion z jedną z użytkowniczek Discorda dała mi pewną myśl. Postanowiłem więc stworzyć nową postać i jej dać więcej czasu ekranowego. Jest to zarazem jedna z ważniejszych ról w mojej wersji TCB i jeszcze parę razy śmignie tu i tam, a nawet wyskoczy poza ramy serii. Ten fik miał pokazać, iż życie z kucami nie jest usłane różami i sam początek inwazji nie był tak kolorowy jak niektórzy opisywali. Wprowadziłem tu pojęcie Avatarów czyli w skrócie osoby które dostały przekaz o Equestrii i miały go rozprowadzić po naszym świecie. Sam zamysł wziął się z forum MLPPl gdzie dawniej Avatarami nazywano opiekunów danych postaci. Nasza bohaterka również została avatarem, dlatego doszło do spotkania z Luną i pośrednio do utraty zatrudnienia. Jak wiemy, nasza Rarity ma drugie źródło utrzymania, co pozwoliło jej przetrwać jakiś czas bez pracy w policji. Pojawienie się Rarity kucyka miało przedstawić nam jeden prosty fakt. Serial o przyjaznych kucykach to ściema, a prawdziwa Equestria jest o wiele gorsza niż nam się wydaje. Stąd Element Szczodrości klnie jak szewc, kurzy fajki, dopuszcza się aktów przemocy, a nawet ma roszczenia finansowe za obrazę wizerunku (ale szlugiem poratuje ;)). To nie pasuje do serialowej Rarity. Weźmy taki eksperyment myślowy, jedna z mane6 przybywa do naszego świata i widzi wszystkie “dzieła” to jest obrazki, filmy i fanfiki o bardzo nieprzyzwoitej treści. Co w takiej sytuacji moglibyśmy powiedzieć, jak się z tego wytłumaczyć? A internet jest zalany dziwnymi treściami. Jak mówi pewna niepisana, aczkolwiek zapisana zasada. “Jeśli coś istnieje, będzie z tego porno” znane również jako “Rule34” Jest to naprawdę ważna kwestia natury moralnej na wypadek, gdyby TCB faktycznie miałoby miejsce. W tym fiku poznajemy też dwie postacie kucykowe. Panią dyrektor Frezjię Sky (bazowaną na postaci z innego mojego fika) i Honey Mane, która będzie miała ogromne znaczenie w dalszych przygodach Karoliny, ale na razie bez spoilerów. Praca nad tym opowiadaniem była dość trudna, ale daje podwaliny na ogólny obraz wczesnego etapu inwazji kucy na świat ludzi, jaki będzie jeszcze kontynuowany. Sam tytuł “Encounter” nawiązuje do spotkań ze zjawiskami paranormalnymi jak kosmici i różnego rodzaju stworów. Żyjemy w XI wieku i mamy strony internetowe na absolutnie każdy temat. Takowa opisana w fiku na pewno by powstała w tej czy innej formie. Na końcu zapraszam na “Herbatę” Jak zauważyłeś, w każdym fiku są umieszczone daty, aby czytelnik mógł sobie ułożyć wydarzenia chronologicznie, a także może zobaczyć jak postępuje ekspansja “Strefy”. W tym opowiadaniu umieściłem mały easter egg na samym początku. Nasz bohater odnajduje rysunek zebry w dniu czternastego maja 2026 (to już za parę miesięcy!), a ostatni fragment naszej planety został przykryty strefą w dniu piętnastego maja 2026. Jest to też oficjalna data wymarcia gatunku ludzkiego na Ziemi w tym uniwersum. Znajdziemy ten zapis w innym opowiadaniu z serii, a mianowicie “ISS Celesia” Tam też znajdziemy cytaty z książki “Ostatni zapis z planety Ziemia” o której wspomniałem wcześniej. Wróćmy zatem do przygód posiadacza najbardziej charakterystycznego głosu w fandomie. Dolar (w tym świecie bez cyferek) wspomina najpierw sam początek inwazji. Widzimy scenę w salonie, jest herbatka, są kociaki na zagrychę i kotlety mielone. Cahan chce żreć, ale Księżniczka Luna kradnie im wałówkę. Sama scena jest bezpośrednią kontynuacją sceny rozbierania płotu z “Encounter”. Staram się, żeby wszystkie fiki z serii stanowiły jedną, spójną całość. Oczywiście Herbata jest nieco poważniejsza niż reszta, ale to i tak wersja oszlifowana i “family friendly” pierwszy szkic fabularny był zbliżony do opowieści o niemieckich obozach koncentracyjnych w czasie drugiej światowej. Miało być dużo paskudnych scen, więcej krwi i przemocy. Wszystko ma jednak swoje granice i tu postanowiłem zrezygnować z tagu [grimdark] Wersja finalna dalej tyczy się obozu, dalej ludzie traktowani są jak zwierzęta i nawet jest trup! Aczkolwiek to mocno ugrzeczniona wersja. Centra Lojalności miały służyć jako sanktuarium, w którym ludzie czekali na stworzenie zaklęcia czy eliksiru pozwalającego żyć w strefie Equestrii bez konieczności zamiany w kuca. Projekt jednak upadł i placówki zostały zamknięte. Jedna z owych placówek działała dalej. Widzimy tu kolejny przykład konfliktu między gatunkami, z tym, że kuce mają nad nami władzę. Wszak w tym czasie populacja ludzi była juz zdziesiątkowana, a strefa pożerała kolejne i kolejne połacie naszej planety. Na tym etapie nasza cywilizacja już upadła. Sam obóz i sceny w nim zawarte oparte są teraz na syberyjskich gułagach, co zapewne widać na pierwszy rzut oka. Po raz kolejny chciałem pokazać, że kucyki to nie jest kolorowa animacja dla dzieci, a brutalna, szara rzeczywistość. Dolcze wchodzi w konflikt z towarzyszem niedoli i za to otrzymuje chłostę, jako przestrogę dla pozostałych więźniów. Później jest prowadzony na przesłuchanie, z którego mógłby nie wrócić. I tu przechodzimy do plot twistu. Wśród kucyków pojawia się nowa postać, klacz. Ta nowa istota przygląda się Dolarowi podczas prac i nawet daje mu kiełbasę w czasie posilku. Ta sama postać zameldowała do Luny nielegalną działalność, a ta poleciała do Celestii. Stąd ta nagła kontrola i nalot gwardzistów. Dzięki temu Dolcze zachował życie. Chciałem tym pokazać, iż nie wszystkie kuce są złe, a niektóre mogą nawet pomóc. Dziwię się, że nie wspomniałeś o Fluttershy. Tutaj pokazałem ją chłodną i bezduszną. Pojawia się też Parasprite, którego żarłoczność z serialu została zamieniona na nieco brutalniejszą wersję, pożerającą wszystko i każdego. Oczywiście jest i cameo. Karolina (już w formie kuca) i Light Wright (czyli moja ponysona) odprawiają go na dalszą wędrówkę. Tu mamy jasno pokazane, że część avatarów skusiła się na eliksir, a część dalej go odmawia mimo bezbadziejnej sytuacji i poczucia, że koniec jest nieunikniony. Wspomnę jeszcze o Ur. Nazwałem tak ostatnie miasto dlatego, aby pokazać zamykający się krąg naszej cywilizacji. Jeśli dobrze wyczytałem, pierwsze i najstarsze miasto jakie odkryto to właśnie Ur. Osobiście marzy mi się, żeby Dolcze nagrał audiobooka tego fika. To by było naprawdę coś, warte zachowania na pokolenia do przodu. Co do dalszej ekspansji serii, to mam fabuły na sześć opowiadań z czego pietwsze pojawi się w lutym. Po tym zamknę Obecność, ale nie oznacza to, że zrezygnuje z TCB. Dalej jest “Avatar” do pisania i być może spinoff. Bardzo dziękuję ci za tak obszerny komentarz i mam nadzieję, że lektura przyniosła ci choć odrobinę przyjemności. Pozdrawiam Serdecznie ~Darth.E
  24. Dzięki! Ten fragment pochodzi z oryginalnej FoE, a konkretnie - jest to przepisane polskie tłumaczenie. więc scena ta jest tylko niewiele zmieniona - w tej linii czasowej Twilight Twinkle (był retkon w formacie oryginalnym, który jeszcze nie przedostał się do dokumentów Google - czekam, aż skończę drugą część Prologu) Jeśli tylko znajdę czas pomiędzy jednym a drugim pismem procesowym...
  25. Dzięki za komentarz. Cieszę się, że fik się spodobał i klasycznie zachęcam do dalszego czytania. W sumie jestem skłonny się zgodzić. Początkowo miałem zamiar taki (lub podobny dać), ale podkusiło mnie, by nawiązać do filmu (a raczej samego jego tytułu): miłość szmaragd i krokodyl. To jest fan Wrednej szóstki, jakby nie patrzeć Czyż kapitan gwardii pałacowej, oficer i kandydat do ręki księżniczki Mi Amore Cadenzy może nie być szlachetnym, cnym i odważnym, błędnym rycerzem? Tak, wiem że przez to wychodzi na głupca, by nie rzec, idiotę, ale honor prawość i w ogóle mają swoje prawa Poza tym, jak sama mówisz, to pasuje.
  26. „Nadzieja, która błyszczy” to bardzo interesujący fanfik. Prawdopodobnie, gdyby był krótszy byłby jeszcze lepszy. Wśród złoczyńców MLP:FiM najwięcej fanfików poświęcono Discord owi oraz Chryssaliss lub Sombrze. Piszę tutaj o kanonicznych złoczyńcach, ma się rozumieć. Tirekowi, chociaż był to jedyny antagonista z korzeniami jeszcze w pierwszej generacji My Little Pony poświęcono niezbyt wiele fanfików. Ja pamiętam tylko jeden, „Into The Depths” autorstwa Pen Stroke’a, gdzie się przewija, a i wtedy była to postać nawiązująca właśnie do pierwszej generacji MLP, a nie czwartej, gdzie Tirek się jeszcze nie pojawił. Fanfik zaczął być pisany w 2012 r. Także bohaterce „Nadzieja, która błyszczy”, Cosy Glow, bardzo rzadko poświęca się uwagę i pisząc bardzo rzadko, mam na myśli, że w jest to pierwszy fanfik o niej, który przeczytałem. A przecież przeczytałem ich dużo. Już to czyni fanfika oryginalnym. Zastanawia mnie co zainspirowało autorkę. Mnie opowiadanie przypomina nieco film „Dzieciństwo wodza” z 2015 r. w reżyserii Brady’ego Corbeta. Narodziny złoczyńcy zaczynają się od skromnych początków, od czynników, które zdawałoby się nie są aż tak istotne. Dla Cosy Glow tym, co popchnęło ją ku złu był fakt, że była jedynym pegazem w rodzinie jednorożców, z czego wypłynął wniosek, co prawda nie należący do bohaterki fanfika, ale jej kolegów i koleżanek z klasy, że jej mama się „puszcza”. Wątek ten zresztą nie wychodzi na pierwszy plan od początku. Cosy Glow ma wyjątkowo tolerancyjną rodzinę i nie jest otwarcie dyskryminowana przez dziadków, ani też ojca (który w fanfiku jest prawie nieobecny) a jej mama ją bardzo kocha. Autorka opisuje w fascynujący sposób mieszankę kompleksów, jakie odczuwa Cosy Głów wobec jednorożców. Poszła ona tropem „Fallout: Equestria”, gdzie jednorożce są faktycznie OP (jak się mówi pomiędzy graczami kompetytywnymi), gdyż magia pozwala im na niemożliwą do uzyskania dla innych ras kucyków precyzję we władaniu przedmiotami. Rozgrywki szachowe pomiędzy Cosy Glow a jej dziadkiem są tego dobrym przykładem. Nie chodzi tutaj nawet o samo posunięcie na planszy, ale o sposób przesuwania bierek. To bardzo interesujące, chociaż chyba niezgodne z kanonem MLP:FiM podejście. Wspominam o tym, bo fanfik, próbuje raczej być zgodny z serialem. W szkole właśnie za mamę, która się „puszcza” Cosy Glow jest szykanowana przez kolegów i koleżanki z klasy. Źrebaki są tutaj okrutne w jakiś wyolbrzymiony sposób, ale są bardzo złośliwe. Kiedy porównałem to, co opisywano w fanfiku z tym, do czego dzieciaki w szkołach są zdolne to muszę przyznać: poczułem, że byłyby to wiarygodne sytuacje. „Hiperseksualność” młodzieży, jako element wchodzenia w świat dorosłych, tak jak ja ją pamiętam z moich szkolnych lat jest tutaj dobrze oddana. Momentem przełomowym dla Cosy Glow jest przybycie Tireka, który odebrał magię wszystkim kucykom, łącznie z główną bohaterką. Tylko że pegazy są po zjedzeniu ich magii po prostu osłabione, a jednorożce całkowicie bezradne. Autorka ponownie pokazuje partię szachów jako przykład tejże bezradności. W tym momencie miałem wrażenie, że Cosy Glow zaczyna mi trochę przypominać Starlight Glimmer, która szukała równości, pozbawiając inne kucyki mocy ich uroczych znaczków, zachowując jednak swój. Jednak Cosy Glow nie ma takich możliwości jak Starlight Glimmer. Postanawia posłużyć się Tirekiem. W tym momencie „Nadzieja, która błyszczy” zaczyna mi przypominać nieco „Jojo Rabbit” z 2019 r. w reżyserii Taiki Waititiego. Nie widziałem tego filmu, ale bohaterem był chłopiec, który miał wymyślonego przyjaciela. Był nim Adolf Hitler. Dla Cosy GLow jest nim Tirek. Tirek jest z Cosy Glow na lekcjach, odrabia z nią zadania domowe itd. Fragmenty, gdy Tirek jest wyimaginowanym przyjacielem pegazicy są chyba najlepszymi w fanfiku. Potem następuje wymiana korespondencji z Tirekiem oraz Twilight Sparkle i… I gdyby „Nadzieja, która błyszczy” zakończyła się w momencie, gdy Cosy Glow postanawia udać się do Szkoły Przyjaźni uznałbym ten fanfik za arcyciekawy. Ale naiwny świat kucyków, napisany przecież dla dzieci gryzie się z tym młodzieżowym, wyrastającym z dziecięcej niewinności. Co Twilight Sparkle, która ocaliła Equestrię ileś tam razy, miała odpowiedzieć na list Cosy Glow, w którym informowała ją, że ma problemy w szkole, bo się jej mama puszcza? Cóż, postać z kreskówki miałaby tutaj spory problem. A Twilight nie została tutaj pokazana jako postać ze świata fanfika. Twilight, to po prostu Twilight. Generalnie im bardziej zbliża się moment, gdy świat fanfika i świat kreskówki się zazębiają, tym mam wrażenie, pojawia się więcej zgrzytów. Już sam fakt, że Tirek otrzymuje medalion, pozwalający się komunikować listownie z Cosy Glow, jest nieco naiwny. Jest naiwny w realiach fanfika, ale w serialu ten problem został w ogóle zignorowany. Ale to nie jedyny przypadek, gdy pojawiają się zgrzyty. Weźmy inny przykład: w serialu postacie nie załatwiają swoich potrzeb fizjologicznych (poza jednym odcinkiem). W fanfiku uwięzieni w Tartarze są wypuszczani z klatek, aby mogli się załatwić, co sugeruje, że ktoś, jednak nad nimi czuwa, podczas gdy w serialu odnosiłem wrażenie, że, prawdę mówiąc, nikt ich nie pilnuje. Czasami próba udzielenia odpowiedzi rodzi więcej problemów niż pozostawienie czegoś bez odpowiedzi. Mam także wrażenie, że serialowa Cosy Glow nigdy nie traktowała przyjaźni z Tirekiem ani przyjaźni jako takiej poważnie. Że samorozumienie znaczenia tego słowa było wypaczone. Dlatego uważam, że Cosy Glow z serialu to nie Cosy Glow z fanfika i mam wręcz wrażenie, że „Nadzieja, która błyszczy” to AU. AU, które bardzo chce się stać jednością z naiwnym serialem dla dzieci. To wywołuje komplikacje, bo wydarzenia, które rozgrywają się w serialu powodują postacie kierujące się innymi czynnikami niż te z fanfika. Chcę po prostu napisać, że gdyby wziąć Cosy Glow z fanfika i przenieść się do serialu, wówczas prawdopodobnie postępowała by inaczej. Serialową Cosy Glow nie interesowała bowiem przyjaźń. Ją interesowała władza. A tę z fanfika interesowałoby raczej to, żeby inni byli tak samo nieszczęśliwi jak ona. Wtedy poczułaby się lepiej. Zastanawia mnie także rodzina Cosy Glow. Jest ona bardzo „tolerancyjna”. Ba, mąż toleruje, że żona go zdradza, chociaż córka ma wyrzuty sumienia, że jej mama śpi z nauczycielem, żeby miała wzorowe zachowanie na świadectwie. Dziadkowie nie robią Cosy problemów, że jest bękartem. Zastanawia mnie jednak wyjaśnienie, czy raczej próba wyjaśnienia tego stanu rzeczy: Chciałbym usłyszeć wersję męża, bo relacja mamusii się nie chce skleić w mojej głowie. Jej wersja kojarzy mi się z wizją świata hrabiny Ponimirskiej z serialu „Kariery Nikodema Dyzmy”. Niestety, brakuje mi tutaj nieco wyjaśnień ojca, a tutaj by się akurat przydały. Podsumowując, „Nadzieja, która błyszczy” to bardzo interesujący fanfik, który najlepiej działa tam, gdzie nie miesza się z wydarzeniami, z serialu (łącznie z cytowaniem go słowo w słowo). Optymalnym byłoby zakończenie go tuż przed tym, jak Cosy Glow zaczyna „naukę” w Szkole Przyjaźni, gdyż uproszczony świat z serialu nie zawsze się łączy z bardziej dojrzałym światem z fanfika. Pomimo wyżej wymienionych wątpliwości, polecam.
  27. Przeczytałam „Miłość, diament i demony”, czyli „Wyprawę Shining Armora”. I muszę powiedzieć, że powrót do tej serii był świetny, jest dokładnie tak, jak zapamiętałam – bardzo dobrze. Spoilery poniżej. A nawet, powiedziałabym, że przez ten wątek „paranormalny” bawiłam się jeszcze lepiej. Co prawda, samo miasto i golemy nieszczególnie mnie poruszyły, ale jak wszedł demon we własnej osobie było bardzo ciekawie. Klątwa też była w satysfakcjonujący sposób wyjaśniona. Chociaż uważam, że „Wyprawa Shining Armora” jest lepszym tytułem niż „Miłość, diament i demony”. Głównie ze względu na to, że ten drugi moim zdaniem zdradza za dużo. Bardzo podoba mi się styl, w jakim jest to pisane, jest sporo opisów, ale nie są to bloki tekstu, przez które ciężko byłoby mi przebrnąć – wszystko jest wyważone i jest po coś. Zdziwiłam się, może już zdążyłam zapomnieć, że ci… Hmm, ludzie (?) jedzą mięso. I przez ten czas chyba zdążyłam wypracować sobie lepszą wyobraźnię, bo faktycznie widziałam anthro. Podobały mi się opisy wioski Indian. Dialogi są naturalne. Miejscami było bardzo zabawnie, jak z żoną Indianina (może tylko mnie bawi, nie wiem). Podobały mi się postacie, chyba wszystkie były interesujące (głównie Moonbow ze swoim podejściem do innych – kompletnie zrozumiałym). Shining Armor jest taki, jakiego się spodziewałam – choć myślałam, że będzie trochę mądrzejszy, bo naprawdę nie wiem, czy celowanie do demona to dobry pomysł; ale to, że jest honorowy bardzo pasuje. Główny bohater jest motywowany przez zdobycie informacji o Wrednej Szóstce (co chyba wyleciało mi z głowy, bo lekko mnie zaskoczyło, myślałam, że bardziej go motywuje sama relacja z wyprawy). Dobre imię dla Indianina, pasuje do świata przedstawionego, podoba mi się Co do fabuły, była to przygoda, dobrze się ją śledziło. Walki nie nużyły ani się nie ciągnęły. Muszę przeczytać inne opowiadania z serii
  1. Załaduj więcej aktywności
×
×
  • Utwórz nowe...