Skocz do zawartości

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Zawartość

    3977
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    110

Wszystko napisane przez Dolar84

  1. Wydaje mi się, że wiele zależy od tego jak dany świat jest przedstawiony. Widziałem dobre opowiadania w każdym z tych wymienionych rozdziałów. Fallout, Sword Coast, Wiedźma, Wieczna Wojna z pełnego miksu (jak rozumiem odnosi się to właśnie do tych wymienionych, czyli kuce + inny świat) zaś z tego drugiego najbardziej prominentnym przykładem wydaje mi się być seria Złodzieje Jabłek. Oba wymienione sposoby mają swoje zalety, jednak mimo wszystko bardziej pasuje mi ten pierwszy - nie wiem dlaczego tak jest, podejrzewam, iż chodzi tu po prostu o gust. Natomiast frapuje mnie co innego - jak daleko można się posunąć w crossoverowaniu, żeby nie wyszło to sztucznie. Powyższe przykłady pokazują, iż pastelowe taborety zadziwiająco dobrze wpasowują się nawet w stereotypowo odmienne od nich realia, ale gdzie jest granica? Albo inaczej - ile można dodać od siebie i zmienić, żeby crossover nie zatarł się całkowicie? Cóż to jest jeden z powodów dla których staram się zachęcać ludzi do komentowania, bo bez tego tracimy autorów. Przykra rzeczywistość. Jednak mam nadzieję, iż jeszcze kiedyś zapragniesz po raz kolejny atencji i wystąpisz z kolejnymi opowiadaniami. Nie ma też co ukrywać, że każdy piszący mniej lub bardziej liczy na komentarze, bo bycie zignorowanym to nic przyjemnego. A jeżeli ktoś twierdzi, że jest inaczej to bezczelnie kłamie Jasne że zdanie autora ma znaczenie - gdyby nie miało, to coś byłoby bardzo nie tak. Jednak faktem jest, iż czasami naprawdę zdarzy się piszącemu popełnić coś naprawdę dobrego, ale sam tak tego nie widzi. I teraz powstaje nowe pytanie - czy powinien całkowicie z tego zrezygnować, ponieważ tego nie lubi/uważa za słabe? Czy może winien zwrócić uwagę na głos publiki i choćby zastanowić się nad kontynuowanie tej rzeczy - choćby po to, żeby spróbować co wyjdzie za drugim razem a i dzięki temu podszkolić swoje umiejętności? Która z dróg jest słuszna? Może w pewnym stopniu obie?
  2. Dodałem do tematu listę fanfików z głosami na Epic/Legendary, żeby nie trzeba było jej szukać po ogłoszeniach.
  3. EKHM! Po to aktualizuję tę listę, żeby jej używać! - A tytuł to "Chaos jest trwały jak czas"
  4. Przeczytane Beware the spoilers! Do kontynuacji przygód dalmatyńczyka i jego wesołej kompanii podchodziłem chętnie - "Cena Prawdy" pozwoliła na sporą dawkę optymizmu. Z przyjemnością stwierdzam, iż był to optymizm uzasadniony. Co prawda tym razem dostaliśmy coś zupełnie innego, ale w żadnym wypadku nie przekreśla to wysokiej jakości tekstu. Cóż więc nas spotka? Oto w Equestrii zaczyna się dziać bliżej niesprecyzowane "coś". A wiadomo, że gdy sytuacja zaczyna być niepokojąca i na dodatek nie ma kompletu Elementów do dyspozycji, to do jej rozwiązania/ich odnalezienia potrzebni będą staromodni specjaliści. No i wlaśnie tutaj wkracza na scenę dalmatyńczyk i jego pomagierzy. Tyle słowem wstępu, przejdźmy do nieco bardziej szczegółowego omówienia poszczególnych cech fanfika: 1. Fabuła - całkiem, całkiem. Co prawda po tych siedmiu rozdziałach nie wiemy jeszcze za wiele, jednak ogólny obraz wydarzeń zaczyna się (chyba) powoli zarysowywać. Świetnym pomysłem był podział akcji na kilka perspektyw - raz wędrujemy z uszczuplonym składem Mane 6, innym razem śledzimy poczynania Karata i Maze'a, by po chwili przenieść się do uroczej antagonistki (ciekawe czy jedynej czy tylko pierwszej...). Te przeskoki są na tyle płynne i naturalne, że nie mamy wrażenia jakby tekst był urwany w połowie i nie niszczy to przyjemności płynącej z lektury. 2. Opisy i dialogi - kolejny mocny punkt. Opisy czyta się przyjemnie - widać lekkie pióro. Obserwujemy świat i wydarzenia, a podczas tego ani przez chwile nie towarzyszy nam nuda i znużenie. Jeżeli chodzi o dialogi to również nie da się powiedzieć o nich niczego złego - są naturalne i niewymuszone. Czasami bardzo poważne, czasami wkradają się elementy humoru - a wszystko w całkowicie odpowiedniej proporcji. 3. Bohaterowie - wisienka na torcie. Postacie kanoniczne po raz kolejny przedstawiono świetnie, a OCki są prawdziwymi perełkami. A choć drugi plan prezentuje się mocno to jednak dalmatyńczyk pod tym względem przebija wszystkich. Jego tajemniczość jest głównym atutem - można do woli snuć teorie spiskowe. Jednak raz po raz autor decyduje się nam ujawnić nieco z jego charakteru. Póki co wychodzi na to, iż Spektrum jest zimnym draniem - i robi to dobrze! 4. Forma - prawie się nie ma do czego przyczepić - wydaje mi się, że w początkowych rozdziałach zauważyłem jedno czy dwa zdania o zachwianym szyku, ale nie było to nic poważnego. W sumie raziło mnie jedynie pisanie "kanterlockie" i już nawet (wyjątkowo) nie mam tu na myśli samej odmiany a to nieszczęsne "k" na początku - tym bardziej, iż w nazwie cały czas widzimy "Canterlot". Opowiadanie jest dobre i ciekawe. Może nie wybitne, ale na pewno stanowi przyjemną lekturę. Teraz tylko należy mieć nadzieję, iż autor ruszy cztery litery i przedstawi nam dalsze przygody grupy Dalmatyńczk et consortes.
  5. Nie znajdę go, ponieważ na fimfictiom by go nie wpuszczono (tam można od 1000 słów), a poszukiwania innych wersji nie chce mi się uskuteczniać. W każdym razie nosił tytuł "Twilights First Wingboner" a treść brzmiała: "Pomf!" I nic więcej nie było potrzebne
  6. Może dokończę? "...a to wszystko w jedynie trzech rozdziałach, gdzie fabuła dopiero zaczyna się konstruować więc tak naprawdę nie może być mowy o dziurach, a po prostu o niedokończeniu/nierozwinięciu pewnych wątków. To samo tyczy się wspomnianych "białych plam". Ciekawostki kulturowe bardzo umilały lekturę szczególnie, iż mieliśmy ponifikacje hiszpańskojęzyczne a nie typowe angielskie." - Dodaj to do swojej wypowiedzi o "Bez Przyszłości" a będzie można uznać ją za w miarę kompletną. A prawda, prawda - autor nie patrzy obiektywnie. A zwykle tak się zabawnie składa, że to co mu nie przypada do gustu to publika lubi/uwielbia.
  7. Ylthinujesz i to strasznie. Akurat "Bez Przyszłości" jest bardzo przyjemnym opowiadaniem, a sensu jego porzucenia nie jestem w stanie zrozumieć. Ostatnio nawet je sobie odświeżyłem (tak, mam kopię na dysku) i po raz kolejny stwierdzam, że bardzo mi się podoba. Był pomysł, świetne ponifikacje, wyborne opisy i nieźle rozwijający się bohaterowie. A potem nagle pod wpływem bliżej niezrozumiałego na mnie postanowienia fanfik został porzucony, choć zapowiadał się świetnie. Szkoda. Że jakimi słowami? Na to możesz postawić dużą sumę pieniędzy. Ale na inne też czekam z ciekawością. Jak stwierdzałem wcześniej - Ylthinujesz. To zawsze uroczo brzmi
  8. Fatalne podejście - taki temat trzeba jeszcze umieć napisać. Większości się to nie udaje - Tobie owszem. Ważne jest to jak go przedstawiasz a tu wybrana forma świetnie zgrała się z treścią. "Opowieść Zmierzchowa" to przyjemny Slice of Life.
  9. Ja mógłbym na szybko wymienić przynajmniej kilka osób, którym zdarzało się publikować tu w dziale, które mają dokładnie takie podejście. Wiem - smutne, ale niestety prawdziwe.
  10. Jeden z zabawniejszych randomów jakie czytałem składał się z jednego słowa. A nawet nie było to słowo, co onomatopeja.
  11. Napisanie sensownego i dobrego fanfika, który składa się z kilkudziesięciu słów to jest kunszt. Żeby zrobić coś takiego porządnie, trzeba nad tym pomyśleć i się napracować. A efekt może czasami być lepszy niż wykorzystanie limitu do granic możliwości. Dolnej granicy nie przewiduje.
  12. Przeczytane. Beware the spoilers! Bardzo przyjemna lektura. Co prawda, nie jestem miłośnikiem kryminałów (a to określenie, jakby nie patrzeć, przynajmniej częsciowo pasuje do tego fanfika) ale Cenę Prawdy przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Może wpływ miał na to stosunkowo lekki klimat? Tak, dobrze czytacie - klimat jest zaskakująco lekki jak na całkiem poważny temat poruszony w opowiadaniu - albo to ja jestem dziwny. Za co mógłbym chwalić? Przede wszystkim za samo rozpoczęcie. Niby nic takiego, poznajemy pobieżnie głównego bohatera, przed nami zaczyna się rysować ogólny obraz wydarzeń jakich możemy się spodziewać w dalszej części tekstu i nagle co? Trzy proste słowa przewracają wszystko do góry nogami. Od tamtej chwili podążamy za Spektrumem w jego śledztwie. Poprowadzi nas ono przez wiele, znanych z serialu miejsc - odwiedzimy Everfree, spenetrujemy zakątki Ponyville, aż w końcu powrócimy do biblioteki, w której cała sytuacja się rozpoczęła. Fabuła - nie nazwałabym jej przesadnie skomplikowaną i wielowątkową, jednak określenia prosta też nie do końca pasuje. W sumie można uznać że jest w sam raz - idealnie dobrana do tematu opowiadania. W myśl zasady Alfreda H. zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie, choć nierównomiernie. Bardzo pomaga tutaj sam Spektrum. No właśnie - kreacja bohaterów to przyjemność dla oczu. Mane 6 została przedstawiona bardzo dobrze - choć postawione w skrajnie nietypowej sytuacji nadal do pewnego stopnia pozostały sobą i ich charaktery przezierały przez wszechobecny smutek. Wisienką na torcie jest jednak Spektrum - strażnik o nieprzeciętnym intelekcie, cynizmie zgryźliwego tetryka i ubarwieniu dalamtyńczyka ze skłonnościami geometrycznymi. Bardzo podobała mi się kreacja tej postaci. Dlaczego? Ponieważ pomimo rozlicznych zalet i przewag nie był przesadzony. Przy tym, choć jego zachowanie mogło wydawać się zimne i bezduszne, to po prostu budził sympatię. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić go, kiedy po rzuceniu kąśliwej uwagi o wywarze wychodził z chaty Zecory ze złośliwym uśmieszkiem błąkającym mu się po pysku. W sumie pasuje mi do niego pewien cytat - "Może i jest sk...synem, ale to nasz sk...syn!". Opisy i dialogi stały na wysokim poziomie - jedne i drugie były przyjemne w odbiorze i absolutnie nie nużyły. Można się było po nich prześlizgnąć bez najmniejszego trudu, za to z dużą przyjemnością. Także rymy Zecory dobrze wpadały w oko - a jak wiadomo czasami trudno jest dobrze oddać jej sposób... komunikacji. Naturalnie znajdą się i rzeczy do lekkiego zganienia - co jakiś czas trafiały się dziwnie skonstruowane zdania, które swoją nieco koślawą stylistyką stanowiły fałszywą nutę w harmonii tekstu. Standardowo również narzekam na tłumaczenia nazw własnych - nie mogłem się bez tego obyć. Jak widać w powyższym komentarzu zalety znacznie przewyższają wady, tak więc z czystym sumieniem daję pierwszy głos i tym samym rozpoczynam polowanie na tag Epic dla Ceny Prawdy.
  13. Przeczytane Beware the spoilers Na to opowiadanie mam tylko jedno określenie - tragedia. Całkowita i absolutna tragedia. Widziałem, że osoby komentujące wcześniej porównywały Pana Parapsychicznego do opowiadania Tharra. W sumie też to zrobię. To co tutaj widzimy jest jakby złym bliźniakiem fanfików wspomnianego autora. Odbiciem w wyjątkowo krzywym zwierciadle. Treść rozłazi się w szwach, o logice nie słyszano, kreacje bohaterów są fatalne, a forma.... zaraz? Jaka forma? Ortografia zwinęła się w kłębek i łka z rozpaczy a stylistyka leży i kwiczy. Zaś to co się dzieje w samej treści... Sytuacje takie jak rozmowa głównego bohatera z policjantami to koronny przykład jak nie pisać takich scen. Kiedy przedzierałem się przez te fragmenty to metaforycznie rwałem włosy z głowy - to po prostu bolało. Dodatkowo w opowiadaniu nie było ani przez chwilę czuć jakiegokolwiek klimatu oprócz wszechobecnej monotonii. Czytanie zwyczajnie nużyło. A błąd w cytowaniu autora Małego Księcia (literówka, ale zawsze) mogę skomentować wyłącznie znanym z innej kreskówki tekstem: Podsumowując - bezbrzeżnie nudna, pozbawiona klimatu i zawierająca w sobie minimalne ślady logiki treść uzupełniona wprost tragiczną formą. W opowiadaniu nie znalazłem nic co mógłbym pochwalić. No może wspomnienia o autorze Małego Księcia podniosą minimalnie finalną ocenę. 1/10. Bezwzględnie odradzam!
  14. Brak tagów (w tym obowiązkowych). Czas na poprawę - 2 dni. Instrukcja dodania: Edytujesz pierwszy post - uruchamiasz opcję pełnego edytora - uzupełniasz tagi w temacie zgodnie z obowiązującym wzorem.
  15. Częściowo mogę się zgodzić. Fakt, jeżeli błędów nie ma za wiele to nie trzeba od razu robić z ich powodu wielkiej burzy - ale wspomnieć należy. Myślałem raczej o sytuacjach gdzie ilość byków wymagała batalionu matadorów. Wtedy niestety nawet najlepsza treść zostanie przez taką tragedię zniszczona. A przynajmniej przyjemność płynąca z jej lektury. Modelowym przykładem jest tutaj "Orzeł Biały" - opowiadanie jest doskonałe, ale gigantyczna ilość błędów sprawia, iż jego czytanie z czystej radości zmienia się miejscami w czystą katorgę. Takie osoby skreślam praktycznie z miejsca. Wizję to sobie mogą mieć w treści, forma powinna pozostać taka jak być powinna. Naturalnie są od tej zasady chwalebne wyjątki, gdzie mamy do czynienia z celowym i przemyślanym, podkreślam przemyślanym zniekształcaniem na przykład sposobu mówienia czy stylistyki opisów dla dobra opowiadania. Niech przykładem będzie tu doskonałe tłumaczenie (by aTOM) fanfika "The Big Buterffly Brouhaha" czyli "Wielka draka o motyla". A tutaj się również nie zgodzę do końca. Dlaczego? Ponieważ zdarzają się nagle osoby, które pojawiają się (lub wracają) do działu i nagle zaczynają wykwitać wszędzie komentarze. Przykładami niech będą Świeży Rekrut i Testar. Soczek, niech no ja tylko skończę te oskary, to Blast jest w czołówce kolejki do przeczytania i skomentowania. W końcu będę mógł czytać to co chcę a nie to muszę Natomiast co do eventu, to póki co mamy 3 typy Konkursu - tym razem nie popełnię tej głupoty i naraz nie będzie, ale za jakiś czas spodziewajcie się edycji Specjalnej (jak tylko temat wymyślę). Natomiast jeżeli ktoś miałby pomysł na jakiś event to niech się do mnie zgłosi - porozmawiamy i zobaczymy co da się zrobić. Jak widać po przykładzie Poulsena nie blokuję innym drogi... przynajmniej nie za bardzo A Ty nie marudź, tylko pisz fanfiki, czytaj fanfiki i komentuj fanfiki. I pamiętaj, że Disorder na dniach pójdzie na ruszt
  16. Aż sprawdziłem w usuniętej zawartości czy mi ktoś po dziale nie buszuje - śladu po poście nie ma, więc albo go nie wysłałeś albo należy obwinić kosmiczne krasnoludki wsparte przez mewy kamikadze. Czasami tak się dzieje już po fakcie - jak na razie bez trudu mogę sobie przypomnieć trzy opowiadania, które miały masę komentarzy, wychwalano je pod niebiosa, a potem przyszło Jury oskarowe... Co zrozumiałe o gustach się nie dyskutuje i mogę przyjąć do wiadomości, iż coś może się komuś spodobać, ale naprawdę nie rozumiem jak można czcić fanfiki, które jeżą się setkami błędów i innych wynalazków - a w tych o których myślę właśnie coś takiego występowało - tego się niemal nie dało czytać. A że wiele ambitniejszych nie ma takiej publiki... cóż, może wynikać to włąśnie z faktu, że są ambitniejsze - zwykle tego typu teksty są po prostu trudniejsze, wolniej się rozkręcają, a czasami potrafią być średniakami i nagle niespodziewanym zwrotem akcji pod koniec podbić serca publiki (tak, tu się odnoszę do Save Me). Ich lektura wymaga jednak cierpliwości, a nie każdemu chce się ją okazywać. Swoją drogą rzucę kolejny temat - kwestia oceniania fanfików. Spotykam się czasami z opinią, że można oceniać tylko część danego opowiadania i na tej podstawie formułować ocenę dotyczącą całości. Na przykład zwracać uwagę na treść i przesłanie a kompletnie bagatelizować formę - mówiąc szczerze uważam to za wyjątkowo groźną tendencję. Oceniając w ten sposób można wyrządzić początkującym (i nie tylko) autorom potężną krzywdę - jak dostanie taki jeden z drugim kilka komentarzy, które pod niebiosa wychwalają część jego opowiadania a zupełnie nie zwracają uwagi na wady, to uzna, że sam nie musi pracować nad poprawą tych pominiętych rzeczy. Jaki będzie tego efekt? Pojawią się kolejne niedorobione opowiadania, gdzie pomimo dobrych, a nawet doskonałych pomysłów będzie marnowany cały potencjał, ponieważ autor nie będzie zwracał uwagi na takie rzeczy jak poprawność gramatyczno-ortograficzna czy stylistyczna. Uważam że należy od samego początku wypleniać złe nawyki - chwalić tam gdzie się należy ale jednocześnie bezlitośnie punktować wszelkie występujące błędy zarówno w treści jak i w formie. Fakt jest taki, iż na nich najlepiej się uczymy, a jak ktoś dostanie ochrzan to go sobie zapamięta i na drugi raz będzie uważał, żeby takiego samego byka nie strzelić. A Wy jak sądzicie?
  17. Nie sprzeczność a niedopowiedzenie - nic w treści tamtego punkt nie mówi o tym co jeszcze może spotkać autora który zamieści gore w pracach. A że to dopiero druga edycja to zasady jeszcze się... docierają. Ale w sumie racja - w tej edycji jeżeli ktoś popełni gore, to po prostu zdyskwalifikuje się tekst w którym gore będzie na resztę zostawi.
  18. Za jednosłowowy komentarz "fajne/niefajne" to się w tym dziale dostaje warna Reguły wymagają przynajmniej zdania A że zainteresowanie było kiedyś większe - pewnie że tak. Mimo wszystko nadal są straceńcy, którzy piszą, czytją i komentują. To budzi nadzieję.
  19. Sęk w tym, że obserwując liczbę wyświetleń widać, że ludzie czytają - tylko są leniwymi bułami i komentować im się nie chce. Owszem, czasami zdarzają się zrywy, ale rzadziej niż kiedyś - cóż, widać że potrzebny jest jakiś jednen czy drugi prawdziwy hit - dlatego cieszy mnie pojawianie się nowych opowiadań Spadająca jakość serialu? Powiedziałbym, że jest wręcz odwrotnie i jakość stale rośnie. No ale to temat na inne miejsce, chyba że ktoś wytworzy z tego opowiadanie A to słyszę regularnie od początku swojego pobytu w fandomie
  20. Wiecie... lubię takie dni jak dzisiejszy, kiedy mogę w ciągu kilkunastu minut dorzucić 5 nowych fanfików na listę. Nie da się ukryć, iż nieco mniej jest ostatnio publikowanych, ale nadal miło mi stwierdzić, iż kreatywność jeszcze w nas całkiem nie umarła. Równie miło widzieć mi kontynuacje starszych, znanych i lubianych (bądź nie) fanfików. Żebyście tak jeszcze więcej komentowali...
  21. Tak jak napisał Niklas. Znalezienie gore w którymkolwiek opowiadaniu skończy się całkowitą dyskwalifikacją autora. Czyli wszystkich innych opowiadań też, niezależnie od ich zawartości. Wszelkie podpisy pod obrazkami będą wliczane do ogólnej liczby słów. Same obrazki nie będą brane pod uwagę jako liczba. Jeżeli będą uzupełniać treść - proszę bardzo. Zakazane to nie jest. Naturalnie pod warunkiem, że nie będzie ich więcej niż tekstu Jeżeli będziesz miała dalsze pytania to pisz - postaramy się odpowiedzieć na wszystkie jak najszybciej.
  22. Przeczytane To jest coś pięknego. Doskonałego. Wspaniałego. 49 stron skondensowanej epickości w klimacie Slice of Life. Doskonała fabuła, iście orwellowski klimat, fenomenalnie przedstawione bohaterki i zero przesady. Autor nigdzie nie przesadził i to jest absolutnie fantastyczne. Dodatkowo chociaż opisy są główną częścią tego opowiadania to czegoś takiego jak nuda nie uświadczymy. Po prostu siada się, zaczyna czytać (się), kończy (się) i czytelnik jest pozostawiony w stanie oszołomionego zachwytu (się), Strona techniczna również bez zarzutu - a to szczerze mówiąc nie trafia się codziennie. Modelowy przykład opowiadania, które przetrwało próbę czasu i to w stanie nienaruszonym. Podsumowując - Epickie. Genialne Cudowne. 10/10. Bezwzględnie polecam, Epic Instant!
  23. Przeczytane (ponownie) Beware the spoilers! Z prawdziwą przyjemnością po raz kolejny przeczytałem to opowiadanie. Wykreowany w nim świat jest po prostu doskonały - w niektórych momentach dosłownie czujemy się jak Twilight, która została praktycznie sama na wyjałowionej Equestrii. Na kilku stronach stworzyć dobrą opowieść o zagładzie i próbie ocalenia innych i siebie? Rzadko widzi się coś takiego zrobione dobrze. Tutaj jest to wręcz doskonałe. Podsumowując - genialny tekst, do którego jeszcze kiedyś na pewno wrócę. A póki co oddaję głos na Epic.
×
×
  • Utwórz nowe...