Do domku wlazło ze czterech żołnierzy. Zabrali skóry ze stołu i wyszli. Jeden zabrał do tego zwłoki jednej klaczy, na szczęście z przeciwnego końca pokoju i wyszedł za kolegami.
Skóry były już oskrobane ze wszystkiego. Została sama sierść. Nigdzie nie było klucza. Z zewnątrz dotarł do ciebie szept Twi "Idą!", po czym klacz wślizgnęła się do środka.
- Raczej tak. Spotkałam jakieś małżeństwo, które powiedziało, że pewnej nocy zauważyli, że ich dzieci zniknęły. Uważają, że uciekły dla zabawy, ale ja nie jestem pewna...
Pokemona podeszła cicho do Yellowa.
- Ummm... Nie przeszkadzam? - zapytała. - Chciałabym tylko zapytać, gdzie są książki do nauki zaklęć - powiedziała. Pegaz pytający o zaklęcia, tego jeszcze świat nie widział...
Na wszystkich ścianach wisiały martwe klacze. Wszystkie wyglądały, jakby je zgwałcono, zabito i jeszcze raz zgwałcono. Pośrodku pomieszczenia stał stół. Na nim leżały kucze skóry.
(Taka offtopowa uwaga:
Giercownik, gdy twoja postać coś mówi, ciężko się połapać. Jej wypowiedź zlewa się w jedno z narratorem. Więc zaczynaj ją choćby od nowej linijki i myślnika, aby dało się cokolwiek rozczytać.
Alergia Moderatora
~Nightmare)