Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Sigrun usiadła na fotelu. Powachlowała ręką przed twarzą. - U, dym jak z komina fabrycznego. - mruknęła do siebie. - No to, wyjaśniajcie. - powiedziała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Starszy facet siedzący obok, o długiej, siwej brodzie, kolczyku w uchu i czarnej, skórzanej kurtce wcisnął Sigrun do ręki zapalone cygaro.

- Na koszt firmy, złociutka - mruknął. - Nie pytaj, jakiej.

Pośrodku całego pokoju stanął mężczyzna w czarnej kurtce i czarnych, skórzanych spodniach. Miał kręcone, natapirowane, czarne włosy. Jego twarz była dość chuda i to właśnie ta chudość nadawała mu powagi. Miał niebieskie oczy i nazywał się Ronald James Padavona. Niebywała okazja do spotkania kogoś tak znamienitego. W końcu Dio nie żył już od kilku lat.

- Witam cię, Sigrun - przemówił swoim głębokim, chociaż nieco skrzeczącym głosem. - Zapewne zastanawiasz się, dlaczego zostałaś tu wezwana...

- My też - wtracił ktoś z tyłu. Dio zmierzył go wzrokiem, po czym wrócił do swojej roli.

-... A więc zostałaś tu wezwana, żeby wykonywać czarną robotę i uratować świat, co mogę więcej powiedzieć. Prawda jest taka, że nie mam pojęcia dlaczego, ale nie mamy tu technicznych. Ani jednego, pomijając ciebie, a potrzebujemy kogoś kto zna się na kablach. Poza tym, z nieoficjalnych źródeł wynika, że przepowiednia Przewielkiej Nieomylnej Wyrockni mówi o kimś rudym, kto ma nam wszystkim uratować tyłki. I zupełnie przypadkiem Osbourne ostatnio wpadł na informacje o twoim istnieniu. A teraz rzecz o tym, co się tu dzieje:

 Kilka tygosni temu na niebie zaczęły otwierać się portale, inne niż te zwykłe. Przenikały przez nie nie dość, że demony, to w dodatku całkiem wrogie demony które żywią się dźwiękiem, rozumiesz? Zżerają dźwięk, wsysają go, tym samym zabierając nam siłę i ochotę do robienia czegokolwiek...

- Ale jabola nie zabrali! - wrzasnął ktoś, wyraźnie rozradowany. Z głosu emanowała nadzieja.

- ... No właśnie w tym jest problem. Po demonach przybyły inne demony i boimy się, że mogą zacząć robić i to... - Po sali roszedł się pomruk dezaprobaty.

- I tu wkraczasz ty - zabrała głos Lita. - Podobno dzierżysz klucz do rozwikłania skąd biorą się te monstra, kto nimi rządzi i jak się tego ciulstwa pozbyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Z tego wszystkiego wynika że mam rozjebać piekielne hordy żeby gwiazdy rocka i metalu mogły dalej działać. - podsumowała. - Z szefostwa demonów wykluczam Lucka. On dał muzykę więc raczej nie na rękę jest mu niszczenie muzyków, - powiedziała do siebie i zaciągnęła się cygarem. - Dobra, dobra, tylko jeśli mam coś zrobić to przydała by się jakaś, no nie wiem... broń? - powiedziała. - Posiadacie coś co by mi się przydało? - zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Prawie. Istnieją przypuszczenia, że masz powiązania z tym atakiem, to znaczy z kimś kto to spowodował - odpowiedział Dio. - I tym rudym który uratował świat na pewno nie jest Mustaine, sprawdzialiśmy - dodał.

- Potwierdzam, sprawdzali - odezwał się Dave.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Złota zasada wszelakich wypraw. Wybrańcem nigdy nie jest ktoś kto już ma jakieś doświadczenie. - powiedziała. - Ale skoro mam z takim kimś powiązanie to wątpię by to był jakiś piekielny książę. Jestem raczej osobą niewierzącą. - dodała i znowu zaciągnęła się cygarem. - To jak będzie z tą bronią? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przed fotelem Sigrun pojawił się wysoki, młody chłopak o długich, czarnych włosach i pociągłej twarzy. Miał ciemne oczy i wystający, duży nos. W dłoniach trzymał dość spory worek, który też manifestacyjnie otworzył i wysypał jego zawartość.

- To tak... Tutaj miecz dwuręczny, tu jednoręczny, siekiera, topór, gitara elektryczna, basowa, mikrofon, pałeczki od perkusji, dudy... Co to tu robi? Różowa plastikowa różczka, pięć centów, zuzyta guma do żucia... a, właśnie. Lita, wisisz mi kasę - spojrzał na nią z podniesioną brwią. - Mniejsza o to. Zwiędły kwiatek, czyjś but, łuk, kusza, noże, kolejna gitara... To chyba wszystko - zakończył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Miecz jednoręczny i gitarę elektryczną poproszę, kuszę w sumie też. - powiedziała. - Nie no, dorwę skórzane bikini i hełm wikinga to zostane Walkirią. - dodała lekko rozbawiona.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A jak ty to będziesz tachać ze sobą? - zapytał chłopak. - Bo gitara trochę jednak waży. Podobnie jak miecz i kusza. Nie mam nic przeciwko skórzanemu bikini, ale broni to ty sobie może trochę jednak odpuść, co?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tłumu wyłonił się chudy, wysoki chłopak. Ciemnobrązowa czupryna na głowie opadała na czoło, zasłaniając je i nachodząc lekko na zielone oczy. Ubrany był w luźną, czarną bluzę, czarne spodnie i rozpadające się, czerwone trampki. Wyglądał jak ktoś, kto jest ostatnią ciamajdą, w dodatku dwa razy przeżutą przez coś w rodzaju krowy.

- Mogę ponieść ci gitarę, jak chcesz - odezwał się znudzonym głosem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No w sumie, przyda mi się tragarz. Nie będę dźwigać wszystkiego sama. - powiedziała patrząc na chłopaka. - Jak cię zwą chłopcze? - zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie mam pojęcia gdzie jest Zabrze, - stwierdziła. - Dobra, wpierw... przydało by się żeby mnie ktoś poinformował co gdzie jest... - dodała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Co od jutra? Jakie od jutra? - oburzył się Maciej. W jego wydaniu nie było to zbyt emocjonalne. - Teraz idziemy. Już, zaraz nawet. od razu - rzekł i wydawało się, że mówi całkiem poważnie.

- No, to załatwione - stwierdziła Lita Ford. - Życzę powodzenia. My tymczasem będziemy się przygotowywać do finałowej bitwy i wszystko... Chyba powinien ktoś taką zorganizować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Miałam nadzieje że coś zjem... ostatni posiłek jadłam o siódmej... - mruknęła. - Ale dobra, chodźmy. - przewróciła oczami. - No to Macieju z Zadupia, chodźmy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Posiłek powiadasz? - Maciej złapał worek który ktoś do niego rzucił i wyciągnął z niego kanapkę. Podał ją Sigrun. - Proszę bardzo. - Wszedł na najbliższy stół i przybrał majestatyczną pozę z ręką na piersi i wysuniętą w przód nogą. -Czeka nas bardzo długa droga, pełna niebezpieczeństw i kopania demonicznych tyłków! Żegnajcie, kochani! Będziemy walczyć o was, o metal, o jabola! O wolność i równość! Możemy nie wrócić, ale wiem, że będziecie mieć nas zawsze w sercach! - przemówił. Wszyscy obecni zaczęli szlochać i wycierać nosy w chusteczki. Rozległy się oklaski i wiwaty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Święte słowa! - powiedział facet, który przedtem podał Sigrun cygaro. Otarł pojedynczą łzę z oka i poklepał dziewczynę po ramieniu. - Idźcie bezpiecznie, i ubierajcie się ciepło!

Maciej zeskoczył ze stołu, w jedną rękę ujął gitarę, a drugą chwycił Sigrun za kołnierz i pociągnął w stronę drzwi.

- We are priests of heavy metal and we rise! - krzyknął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ale Macieju, jest nas dwójka nie piątka... - powiedziała po chwili zagwizdała początek z Mr. Sinister. - ale masz u mnie plusa za słuchanie wilczków. - dodała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...