Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Enklawa w innym świecie [duosesja] [wstrzymana na życzenie graczy]

Recommended Posts

Idę za tym czymś. Po drodze pokazuję tej babie język. Widać wyraźnie, które stworzenia to samice, a które samce. Samice są bardziej wkurzające. Siadam na podłodze naprzeciwko i się rozglądam. Czego te dziwadła znowu ode mnie chcą...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Więc... umiesz... mówić? - spytałem się tego stworzenia. Znając, życie Doktor Okres, patrzy na nas przez kamery. I ma pewnie w gotowości gaz. Czekam aż to stworzenie coś odpowie... bo nie wiem czy można jej zaufać, choć jak na razie nic nie zrobiła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gapię się na niego jak na idiotę. Czy można zadać durniejsze pytanie? Co rozumie, to gadać umie. Proste jak pręt i jasne jak słońce latem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oglądam do szyby. - Doktor... to na razie ma takie rozumienie jak Yao Guai. Rozumie co mówię, ale jednak nie umie mówić... chyba, że ją czymś obraziłem i nie odzywa się do mnie za coś - powiedziałem wstając i chodząc po pomieszczeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Facehoof. Co za durny gatunek... W życiu nie spotkałam głupszego. Fuknęłam z poirytowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Westchnąłem. - Dobra... poddaje się. Słuchaj. Powiedz coś jeśli nas rozumiesz. Spotkaliśmy gatunki które są rozumne ale gadać nie umiały. Więc nie myśl sobie, że jeśli nas rozumiesz to nie musisz mówić. Powiedz choć jedno słowo, a skończymy i dostaniesz coś do jedzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ech... Co mogę powiedzieć w takiej sytuacji? Fuknęłam ponownie.

 - Idiotka - powiedziałam lekko chrapliwie, pokazując głową drzwi. O kogo mi może chodzić? O tą babę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaśmiałem się... - Niekiedy, ale dobrze powiedziane - powiedziałem. To jasne, że chodzi jej o Merian. 99% obozu ją tak nazywa, z czego ja dla dowcipu, co ona dobrze wie... ale mi też się odwzajemnia "Bezmuzgiem" "Tępym Mięśniakiem"... choć to drugie to nie wiem, czemu, bo nie mam aż tylu mięśni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ffff... Czyli fuknięcie. Tym razem taki uśmiechnięte. Ciekawe, jaka jest reakcja tego czegoś za ścianą...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jak się nazywasz? - Kucnąłem przy niej. - Ja jestem Kyle... mogę poznać twoje imię? - spytałem się z uśmiechem pokazując przyjazne nastawienie? Mam nadzieje, że mi ufa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - Dark - wychrypiałam. No co? Jak głos nie potrzebny, to się nie używa... Nie dziwcie się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Miło mi... - powiedziałem z uśmiechem. - Mieszkasz gdzieś niedaleko, od miejsca gdzie się spotkaliśmy, czy w jakimś większym skupisku, kucy - spytałem się. Standardowa procedura... jeszcze to i następne pytanie i będzie wolna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - Sama. Jaskinia - wychrypiałam. Jak to innych kucy? Jacy inni? Pierwsze słyszę. W ogóle, te żółte było pierwszym kucem, jakiego w życiu spotkałam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobrze... więc ostatnie pytanie możemy darować - powiedziałem i spojrzałem w okienko - Mogę zabrać ją do stołówki by mogła napełnić żołądek? W końcu obiecałem jej to.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak tak zabieraj to gdzie chcesz, byle by mi tu epidemii nie rozsiało. - rzuciła Merian zajęta obserwacją żółtej klaczy.

 

Pomieszczeni otworzyło się i Kyle wraz z Dark moli swobodnie wyjść. Na zewnątrz usłyszeli jakiś oddalony warkot silników, które zbliżały się szybko. Najprawdopodobniej był to patrol, który został wysłany dalej w las. Mężczyzna z klaczą udali się na stołówkę. Siedziało tam dużo ludzi, głównie żołnierzy lub robotników. Pomieszczenie było duże i niechlujne, a posiłki... o dziwo smaczne. Gotował Carl, zamiłowany kucharz, który nawet tutaj wyczaił co jak smakuje i po kilku dniach bólów brzucha od zjedzenia rzeczy lekko zatrutych znów wrócił do gotowania. Dzisiejsza zupa miała niebieski kolor, co wyglądało dziwnie, jednak wszyscy zajadali się nią. Oczywiście nie zabrakło starej dobrej wódki i pijaczych śpiewów. Kyle i Dark usiedli przy osobnym stole, za chwilę na długim taśmociągu podjechały talerze z niebieskim płynem, do którego dołożono trochę makaronu. W kuchni widać było jak Carl uwija się przy drugim daniu, smażąc coś na patelni na ogniu o wysokości 1m podrzucając to coś od czasu do czasu. Był to gruby, poczciwy facet o gębie zawadiaki i takim samym umiłowaniu do gotowania, co do miotaczy ognia, przez co miał czarne i spalone włosy, często też używał swej ukochanej broni do smażenia.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ah... stary poczciwy Carl. Może nie wygląda zachęcająco... ale wież mi, nigdzie indziej, nie dostaniesz lepszego jedzenia - powiedziałem z uśmiechem i zacząłem się zajadać. Mmm.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmmm... Dziwne, ale dobra. Jadałam już masę roślin, w tym wiele trujących. Zaczęłam jeść, w miarę kulturalnie. Ale jak jeść kulturalnie, gdy jest się głodnym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spoglądam na Klacz... - Jedz jak chcesz... i tak nie pobijesz Big Piga, który na raz, wpierdala cztery takie talerze... razem z talerzami - powiedziałem i wskazuje kciukiem na wspomnianego Mechanika. Pewnie opycha się w kącie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W pomieszczeniu rozległ się sygnał informujący o stanie gotowości, co oznaczało, że Kane chce, aby wszyscy mięli przy sobie broń i byli gotowi na wypadek dalszych sygnałów. Do Kylego podszedł jakiś mężczyzna cały w wojskowym stroju. Spod grubego hełmu i zza żółtych przesłon na oczy wystawała starsza twarz weterana. Na piersiach ów żołnierz nosił ordery jeszcze z przed apokalipsy, teraz jednak ozdobione wstęgami Hope Pass. Jego krótka siwa broda nie dawała rady zasłonić wszystkich posiadanych przez niego blizn. Mężczyzna stanął na baczność, zasalutował po czym powiedział:

- Strażniku Kyle, Kane was wzywa.

To mówiąc położył swą silną łapę na ramieniu zwiadowcy. Wzrok weterana zatrzymał się przez chwilę na Dark, jakby dziwiąc się lekko, po czym odwrócił się idąc w kierunku wyjścia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ciekawe co może chcieć. Dokończ jak chcesz jedzenie, i poczekaj tutaj na mnie. Ja muszę iść do Szefa - powiedziałem i wstałem, następnie skierowałem się do Gabinetu Kane... czyli naszego przywódcy i mojego najlepszego przyjaciela.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hm. O coś znowu im chodzi. Nie będę się wtrącać. Dokończę jedzenie i czekam, rozglądając się dookoła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kyle podniósł się i poszedł z weteranem do gabinetu. Przemierzył kilka bramek strzegących wejścia i został przeszukany. Zawsze Kane dbał o bezpieczeństwo i nikomu nie popuszczał... nawet sobie. Gdy mężczyzna wszedł, przy stole siedziały już cztery osoby. Kyle rozpoznał Kana i panią doktor Merian, Grega Shwemerga szefa zaopatrzenia ich krypty, Generała Williama Berga głównodowodzącego armią Hope Pass oraz Bernarda Hiwerna głównego szefa obrony enklawy. Kane wstał po czym przemówił, zwróciwszy się do weterana:

- Poruczniku Jackson proszę powtórzyć zebranym, coście mi przekazali.

- Tak jest, mój oddział wysłany na zachód przedarł się przez linię lasu i dotarliśmy na odsłoniętą przestrzeń. Dwa kilometry od linii lasu jest osada rozumnych istot przypominających kolorowe konie. Widzieliśmy również drogi, a na nich samochody. Zostawiłem tam swoich ludzi, aby pilnowali i obserwowali. Nie spotkaliśmy bliżej takiej istoty i nie wiemy jakie mają zamiary.

- Kyle ty mi przyniosłeś chyba coś podobnego.

- Merian masz już takie coś w swym laboratorium?

- Tak, choć już umarło, prowadzimy sekcję, ale Kyle ma drugiego osobnika przy sobie.

- To jest niebezpieczne?

- Nie raczej nie.

- Przynieście to tutaj.

Dwóch strażników, ruszyło z miejsca, aby spełnić żądanie dowódcy. Sztab czekał na załatwienie sprawy, gdy żołnierze przybyli do Dark. Ta spojrzała na nich niepewnie. Jeden miał wycelowany w nią karabin, a drugi rzucając tylko "Szef cię wzywa" i widząc, iż stworzenie nie do końca kuma, chwycił je mocno za kopyto i poprowadził do gabinetu. Darkie choć chciała nie miała siły się wyrwać, zwłaszcza, że żołnierz szedł szybko, tak iż potykała się co chwila.

- Więc tak one wyglądają Jckson?

- Tak jest sir.

- Dobrze słuchaj mała, skąd jesteś, jakie nastawienie mają twoi do nas i gdzie się znajdujemy i jak nazywa się to miejsce?    

  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Szefie... nie potrzebnie pan mówi. Ona nigdy nie spotkała sobie podobnych. Z tego co zrozumiałem, o ten kształt co go Sondy wykrywały - powiedziałem czując się winny. Szkoda, że umarła... ciekawe kto to był... tak czy siak. - Od niej się nie dowiemy nic na temat innych jej podobnych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fuknęłam poirytowana.

 - Jaskinia, nie wiem, las - powiedziałam lekko wkurzona. To coś jest chyba ich alfą. Ciekawe, jak by wyglądało polowanie na jednego z takich i jak smakowałoby jego mięso... Ciekawe...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kane lekko zdziwił się zachowaniem dziwnego stwora i jego arogancją, lecz odpowiedział spokojnie:

- Nie chodzi mi o to tyle to i my wiemy. Strażniku Kyle, to wy tu jesteście zwiadowcą, a o twych umiejętnościach sam jestem przekonany. Udacie się zatem i wybadacie co jest grane tam za lasem. Porucznik Jackson zaprowadzi was tam i pozostanie ukryty na granicy jako eskorta. Weźcie jeszcze to stworzenie, bo choć nie widziało innych, jego obecność może być przydatna, zwłaszcza, gdy tamte mówią jakoś inaczej niż my. Rozpoznacie teren, wybadacie zamiary, sprawdzicie czego możemy się spodziewać po tych istotach no i czy wiedzą coś o tym dlaczego się tu znaleźliśmy. Zgadzacie się?

- Uważam, że jest to wyśmienity pomysł - powiedziała z przekąsem Merian.

- Tak jest sir!

- Jakiego sprzętu potrzebujecie Kyle? 

 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...