Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Enklawa w innym świecie [duosesja] [wstrzymana na życzenie graczy]

Recommended Posts

To ja wstaję. Najadłam się i tyle. Pytania zadali, odpowiedziałam. To ja ruszam do wyjścia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spoglądam na klacz.

- Poczekaj chwilkę - powiedziałem i spoglądnąłem na Kane'a. - Mój obecny ekwipunek mi wystarcza. Mogę wyruszyć w każdej chwili - powiedziałem stając na baczność. Mam złe przeczucia co do tej wycieczki, lecz trzeba sprawdzić, o co chodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kane lekko podniósł brwi, jakby był zdziwiony:

- Dlaczego masz złe przeczucia. Masz tylko się rozejrzeć, w razie czego masz eskortę, poza tym masz nikogo pochopnie nie zabijać, więc co cię niepokoi? Jackson, widziałeś, aby te stworzenia były niebezpieczne?

- Sir widziałem je z daleka, ale żadnych groźnych zachowań nie doświadczyłem.

- Więc czego się obawiać i źle przeczuwać?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Może te stworzenia są miłe, ale co się stanie jak się dowiedzą, że zabiłem ich przyjaciela/przyjaciółkę... nie wiem jakiej to płci było. Tak czy siak, nie znamy prawdy o ich zachowaniu, nie mam ochoty by coś mi odgryzło łeb. Tak czy siak nie wiem, jak zareagują na mój widok, skoro mam do nich pójść. W moim kombinezonie wyglądam jak potwór... albo jak Meri powiedziała, Jak seryjny gwałciciel. Musiał bym pójść bez zbroi ale w tym lesie, nawet Trawa cie zabije... tak czy siak... to trudne zadanie dla tego, że muszę zdobyć ich zaufanie jako przedstawiciel rasy której najprawdopodobniej nie znają, więc może być gorzej. Może tutaj obecnej klaczy... chyba zdobyłem zaufanie, ale u pobratymców jej, będzie to rzecz trudna... zważywszy a to, że zabiłem ich współplemieńca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja otwieram jakoś te ich drzwi i wychodzę. Gdy mnie nieśli to widziałam drogę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kane zmarszczył lekko czoło i spojrzał na Kylego.

- To masz jakiś inny pomysł? Jeśli coś wykombinowałeś to śmiało mów, chyba że od razu wysłać oddział wojska i z karabinami przytkniętymi do ich głów wyprosić pokój. Na serio to powiedz mi jak mają się dowiedzieć, że to ty zabiłeś to coś? Poza tym znasz kogoś z tej bandy seryjnych gwałcicieli jak to nazywasz, lepszego niż ty do tej roboty? 

Kyne mówił lekko podniesionym głosem z nutką irytacji.

 

Darkie natomiast, gdy tylko otworzyła drzwi zauważyła dwóch strażników. Jeden z nich zobaczył ją i popchnął drzwi nogą, wpychając klacz do środka.   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie... tylko znasz mnie. Nie chce, by nagle jak tam jestem poderżneli mi gardło. Tak czy siak, wyruszę niezwłocznie. Najbliższy raport zdam jak tylko będę mógł - powiedziałem odchodząc trochę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fuknęłam. To wkurzające. Kiedy mnie wypuszczą... Tupnęłam zirytowana i spojrzałam ze złością na tego kolesia za biurkiem. Nie obchodzi mnie to, że jest alfą. Nie moim alfą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kane uśmiechnął się lekko usatysfakcjonowany odpowiedzią.

- Zatem ruszaj.

- Będę Cię eskortować wraz z moimi chłpocami, w razie czego otworzymy ogień.

 

Kyle wyszedł z pokoju wraz z Darkie. Zajrzał do hangaru i wziął szybki ścigacz, podobny do tych z oddziału i Darkie oraz swój ekwipunek. Wyruszył wraz z kompanią, którzy odprowadzili go na sam skraj lasu. Kraina wyglądała dziwnie. Nie biło od niej złem i mrokiem, nie była ciemna i złowroga jak las. Trawa zieleniał się jak nigdzie na ziemi, a w oddali widniało parę domów, gdzie kuce przechadzały się zajęte swymi zwykłymi sprawami. Domki jednopiętrowe, kryte sianem, sprawiały wrażenie zadbanych i czystych, choć nie najnowszych. 

- No to tutaj, możesz iść, zobaczy czy tamte w ogóle umieją coś powiedzieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jak mają dom, to zapewne umieją. Będziecie tutaj na posterunku, czy wrócicie do Hope Pass? - spytałem się towarzysza modulowanym głosem gdyż na głowie mam złożony hełm. Wciąż mam złe przeczucia co do tego...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja sobie siadam. Nie mam najmniejszej ochoty gdziekolwiek łazić z tymi dziwadłami. Coś za coś, jeśli w ogóle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jackson spojrzał zdecydowanie na Kylego.

- Spokojnie. Kane przydzielił nas do ochrony i nigdzie się nie ruszamy. W tamtych zaroślach rozstawimy CKM, tak na wszelki wypadek. Właśnie chłopcy do roboty, sprzęt sam się nie ułoży...

Ludzie zabrali się do rozstawiania maszyny, a Jackson poklepał mężczyznę po plecach.

- Powodzenia...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dzięki... przyda się - powiedziałem i spojrzałem na kuca. - Dark... idziemy. Jeśli chcesz oczywiście iść ze mną - powiedziałem. Potrzebna mi jest... dla wrażenia, że nie zrobię krzywdy kucowi... a ten w lesie to był wypadek. Tak czy siak, czekam na reakcje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, przewracam oczami i idę za nim. Zwieję przy najbliższej okazji, tyle wiem na pewno. Z tamtymi nie zostanę, bo mnie jeszcze zjedzą, czy co tam zrobią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kyle i Darkie posuwali się nieznacznie do przodu. Widok dwuch nieznajomych wyłaniających się z lasu wzbudził ewidentnie w kucach lęk. Stworzenia zmykały do domów, albo w głąb wioski. W ten sposób mężczyzna i klacz przyszli na skraj miasteczka, nie zastając nikogo. W dali słyszeli dźwięk równomiernych kroków. Nagle w jednej ulicy pojawiło się około pięciu stworzeń. Kuce szły równo, a pierwszy, bardziej wysunięty miał na piersi złotą gwiazdę. U niektórych kończyny, lub inne części ciała były zastąpione przez miedziane mechaniczne odpowiedniki, z których unosiła się para. Kuc z przodu o pomarańczowej sierści i czerwonej, krótkiej grzywie trzymał  w zębach trawę, którą międlił. Jego korpus osłaniała metalowa kanciasta zbroja, a jedno oko było czerwone i całkowici obudowane. Przy pasie wisiało kilka dużych rewolwerów z nabojami kalibru na oko 0,75 cala. NA specjalnym podajniku z boku wisiała mu strzelba z dwoma lufami, w starym stylu, na głowie miał skórzany kapelusz. Ogiery za nim budziły podobne wrażenie, wszyscy byli umięśnieni, a w ich wzroku nie było strachu. Każdy pewnie trzymał broń. Pomarańczowy kuc ziemny zmarszczył brwi u lewego oka i pogładził się po krótkim, choć gęstym zaroście. Spojrzał z wyczekiwaniem, a jego kopyto sięgnęło po dubeltówkę, którą wymierzył w przybyszów.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prychnąłem. Mogłem się tego kurwa spodziewać. Roboty... raczej komiksowe Cyborgi. Też trzymam broń i ja i on mamy wymierzoną w siebie broń. Mam ludzi na wzgórzu z CKMem, który bez trudu i bez celowania tu dostrzeli celnie... najlepsi w swoim rodzaju.

- Nie szukamy zwady... opuście broń. Przyszliśmy TYLKO pogadać. Nie chcę tutaj drugiej Wielkiej Wojny - powiedziałem. Wiadomo co to była Wielka Wojna. Jak sama nazwa wskazuje, była na przeogromną skalę... i trwała dosłownie 5 minut. GŁOWICE ATOMOWE ROZPIERDOLIŁY ZIEMIĘ... w jałową pustynię. Poza tym... mamy mniejsze głowice jako amunicje do Grubasa... i Eksperymentalnego MIRVa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znowu coś z metalem łazi... Co oni, będą tak tłuc tymi rurkami siebie nawzajem? Rozglądam się po prostu dookoła. Co się tak wszyscy pochowali?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomarańczowy kuc ponownie obrzucił przybyszów wzrokiem, po czym powiedział dość niskim głosem:

- Hm ciekawe. Jak na mój gust jeśli nie chcecie zwady to nie bylibyście tak dobrze uzbrojeni, ale co ja tam wiem. Choć to, że we mnie mierzysz nieznajomy jest już większym problemem. Jeśli opuścisz swoją broń będziemy mogli pogadać. Gdybym ja chciał rozróby odstrzeliłbym  ci łeb zanim byś tu doszedł, więc możesz mi zaufać, a ja tobie nie. Tak samo jak nie wiem kim, albo czym jesteś...

Ogier przypatrzył się Pokemonie

- A ty ślicznotko, przyszłaś z nim? Nie widziałem cię wcześniej w naszym miasteczku, skąd pochodzisz i po co przybywasz, też jak on, żeby tylko pogadać?

Pozostałe kuce nie spuszczały wzroku z dziwnego ludzkiego przybysza, a ich broń dalej czekała w pogotowiu i o ile pomarańczowy ogier zdawał się rozluźniony, to tamte były dość napięte.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzę cicho... wciąż mierząc. Po chwili odpowiadam - Raz zaufałem Legionowi, z tą ich gadką o "Miłości i Pokoju", potem patrzyłem jak moi towarzysze umierają w męczarniach na krzyżach. Ja za to nie wiem kim wy jesteście... ja tu tylko jestem w celach Dyplomatycznych, a moje uzbrojenie i pancerz, to przyzwyczajenie z Pustkowi Mojave. Opuścimy broń jednocześnie, potem możemy gadać - powiedziałem, powoli opuszczając broń... heh...

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Darkie w tej sesji :P )

- Nigdy mnie tu nie widziałeś, bo nigdy tu nie byłam - powiedziałam. Ja nie rozumiem tego żelaztwa, więc się nie wtrącam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spokojnie Darky... nie chcemy tutaj wojny - rzekłem do niej cicho. Już całkowicie opuściłem broń. Następnie spoglądam na te roboty.

- Nazywam się Kyle Freeman. Należę do frakcji The Hope Pass. Dostałem zadanie by nawiązać kontakt z wami i dążyć do Pokojowych Rokowań. A wy jesteście...?

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

Grupka kucy opuściła broń, równo z Kylem. Pomarańczowy odpowiedział szybko na pytanie człowieka:

- Zadziwieni, jakim stworzeniem jesteś. Nie słyszałem zarówno o twojej frakcji, jak i nie widziałem twojej rasy. Niemniej cieszy mnie pokojowe rozwiązanie. Nazywam się Gold Rising. Jestem tutejszym szeryfem. Jednak nie mam uprawnień do rokowania z nieznanymi przybyszami. Jestem odpowiedzialny tylko za tę mieścinkę, jeśli chcesz politycznych układów, będziesz musiał udać się do stolicy Equestrii. Co do Ciebie mała, to skoro tu nie byłaś, to skąd pochodzisz? W ogóle to zapraszam do mojego domku, napijecie się ciepłej herbaty z sianem i porozmawiamy przy jakimś jedzeniu.

To mówiąc odwrócił się szybko i zaczął iść w stronę dużego budynku na środku miasta. Pozostali również odwrócili się, choć tak, aby mieć na oku zarówno Darkie, jak i Kylego. Patrzyli uważnie, czy przybysze pójdą za szeryfem. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idę za nim chwytając za licznik Geigera. - Te ziemie są imponujące... ani śladu promieniowania - powiedziałem jak by do siebie, lecz na głos. Cholera, to naprawdę dziwne. Niby te stwory jak by zmutowane, ale wszystko jest w porządku... zero promieniowania, szef będzie zadowolony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po przejściu długiej ulicy ogiery, klacz i mężczyzna weszli do środka przytulnego i obszernego domku. Wewnątrz zastali jakąś białą klacz z żółtą grzywą, przygotowującą posiłek. Uśmiechnęła się wdzięcznie do pomarańczowego kuca. Stół był już zastawiony czystymi białymi naczyniami. Ogiery odsunęły krzesła, po czym usiadły. 

- Dobrze, a teraz słucham z czym przychodzicie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wciąż macham Licznikiem Geigera gdzie nie gdzie, wciąż nie wierząc co ja kurwa widzę. Po dłuższej chwili zorientowałem się, że zadano mi pytanie.

- Prze... przepraszam - powiedziałem chowając licznik. - Jestem Kyle Freeman. Zostałem tutaj przysłany z mojej osady... mam się upewnić, że nie będzie żadnych nieporozumień i czy nie jesteście jakąś wrogo nastawioną rasą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...