Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Enklawa w innym świecie [duosesja] [wstrzymana na życzenie graczy]

Recommended Posts

 - Mnie tu nic nie ciągnie, tylko oni - mruknęłam cicho. Meh... Jedzenie jest dobre, ale trochę dziwne towarzystwo. Będą jeść na białych płytach? Nie rozumiem tego świata...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier dziwnie spojrzał na mężczyznę.

- Upewnić się, powiadasz. I co, to już się przekonałeś? To tyle? Na razie to sam wprowadzasz nieporozumienia, bo nie wiem z której osady, a poza tym to ja powinienem pytać was, czy nie jesteście wrogo nastawieni. My żyjemy na tych ziemiach od kilku tysiącleci, a nagle pojawiają się dziwne istoty i pytają czy my nie jesteśmy wrogo nastawieni? Wszystko zależy od tego jak wy jesteście nastawieni. Poza tym nie odpowiadam tutaj w imieniu Equestrii, tylko mojej małej osady. Jak chcesz znać zdanie Księżniczek, to musisz udać się do stolicy.

Kuc zdawał się dość zdziwiony odpowiedzią na jego poprzednie pytanie i nie spuszczał z oka tajemniczego tykającego urządzenia człowieka. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jesteśmy tu nowi. Nie jesteśmy agresywni, no chyba, że ktoś nam podpadnie. A i przepraszam za ten licznik - Wskazałem maszynę. - To przyzwyczajenie z naszego poprzedniego miejsca. Gdzie nie chodziliśmy tam było promieniowanie które nas zabijało. Po prostu przyzwyczajenie. Pierdolona wojna - powiedziałem wyłączając i chowając. - Jeśli nikt nie zaatakuje nas, to raczej powinno być w porządku - powiedziałem przyglądając się mu uważnie.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobrze, czy to wszystko? Bo za bardzo nie widzę dalszego tematu do oficjalnej rozmowy. Kucyki są pokojowe, nie atakujemy jeśli inni nas nie zaatakują, ale umiemy się też bronić. Jeśli już skończyliśmy to możecie iść, albo... zostać na kolacji. Snow masz jakieś dodatkowe jedzenie dla gości? - zwrócił się do białej klaczy ogier, ta odgarnęła wdzięcznie grzywę i odezwała się czystym głosem.

- Oczywiście, wiem że gdy zapraszasz gości to zakładasz, że dam im coś do jedzenia, kochanie. Mam, przygotowuję szarlotkę, zupę marchewkową i zapiekane w sianie pomidory.

- Znów nie uraczysz nas mięsem najdroższa?

- Mówiłam ci, że zwykłe kuce nie tknął czegoś takiego. Tylko w wojsku karmią takimi świństwami, bo od tego rosnął mięśnie jak mówiłeś. Na szczęście przydzielili cię teraz tu i nie będziesz więcej jadł jak ci barbarzyńcy z armii.

- Mówiłem Ci, że to porządne chłopy. U was także kobiety tak reagują na służbę wojskową? - spytał szeryf Kylego, zmieniając temat. Klacz spojrzała się na ogiera z pobłażaniem. Szery choć spytał człowieka przyjrzał się klaczy, która siedziała jako jego gość.

- Ty się nie odzywasz, mówisz, że oni cię tu ciągną, o co chodzi, jesteś ich zakładniczką?

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - Nie. Brakuje jedzenia w lesie - powiedziała prosto. Tylko o to jej chodzi od samego początku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja spojrzałem na nią... czuje się teraz jak bym ją zmuszał do bycia tu, karmiąc ją... jak zwierzę domowe. Potem wzrokiem wracam do kuca. - U nas kobiety szanuje się pod każdym względem. Dowodzą w takich miejscach jak laboratoria, ale w wojsku też ich nie brakuje. Jednak moja przyjaciółka, która kilka lat temu była moją kompanką w armii potrafiła pokonać każdego mężczyznę w siłowaniu się na rękę!

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Hoho, to niezłe mięśnie musiała mieć. Ja osobiście wolę jednak delikatne dziewczyny takie, jak moja Snow. Mięśni sam mam dosyć, a wdzięku mi brak ,więc klacze za mnie to nadrabiają. A co do Ciebie nieznajoma klaczo, to zastanawiam się jeśli chodzi ci o jedzenie, to czemu nie wyszłaś z lasu do normalnych kuc. My tu mamy żarcia w bród, poza tym bardziej pasujesz do nas, niż do tych dwunożnych stworzeń. Właśnie skoro o tym mowa jak stoi się tak non stop na dwuch nogach. Dla nas wygląda to dziwnie, ale z waszej perspektywy to jak to jest?

Snow podała do stołu zapowiedziane pyszności. Szeryf od razu rzucił się na szarlotkę, pochłaniając ją w hurtowych ilościach. Biała klacz przysiadła się obok ogiera. Ten przytulił ją czule i powiedział:

- Ach, nikt nie robi tak dobrej szarlotki jak Ty moja droga.

Klacz trochę się zarumieniła, otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, gdy ogier pocałował ją nagle, choć czule i mocniej przycisnął do piersi. Klacz po chwili spytała Darkie:

- A czemu moja droga spędzałaś tyle czasu w lesie, przecież to niebezpieczne, a poza tym samotne, jeszcze zrozumiałabym zwykły las, ale Everfree jest już wyjątkowo... dziwny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Darkie zaczęła cicho i powoli jeść, tylko zerkając na parę.

- Przyzwyczajenie - odparła jedynie cicho. Rzeczywiście jedzeni mają, ale ciekawe, czy przyjmą kogoś, komu ślinka cieknie na widok tłustej krowy... No co? W Everfree raz się zdarzyła taka. Jej mięso upieczone jest tak pyszne, że kopyta lizać. (moja cecha - uwielbienie do steków) Tak, czy siak, jem cicho, tylko zerkając na resztę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem na Ogiera.

- Powiem to tak. Na dwóch nogach jest zupełnie normalne jak dla was na czterech. Tak samo zapewne. Daje nam to możliwość trzymania stabilniej broni, mamy palce dzięki którym możemy chwytać różne rzeczy. Poza tym... zazdroszczę wam bardzo - powiedziałem po czym spojrzałem przez okno na... kwitnący raj.

- Powiem tak. Stamtąd skąd pochodzę, Everfree jest jak najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Po Wielkiej Wojnie, wszystko się za przeproszeniem zjebało. Nauczyliśmy się żyć w surowych warunkach. Ludzie znają się na przetrwaniu jak nikt inny - powiedziałem i włączyłem swojego PipBoya. Zacząłem w nim stukać. - Wielka Wojna... największa porażka ludzkości... największy błąd - powiedziałem, a w moich oczach powoli nachodzą... łzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozmowa rozdzieliła się na dwa fronty. Żona szeryfa bardziej skłoniła się ku Darkie, a sam ogier rozmawiał z Kylem.

 

Żółta klacz spojrzała z zadowoleniem na wcinającego z zapałem gościa.

- Widzę, że Ci smakuje, jak będziesz chciała jeszcze to powiedz. Przyzwyczajenie musiało skądś się wziąć, jak trafiłaś do tego mrocznego lasu? Nie wolisz być tutaj na słońcu?

 

 Tymczasem ogier podchwycił temat wojny.

- Hmm wielka wojna, brzmi trochę znajomo. Mówisz, że tu jest raj i to prawda. Nasza wioska jest spokojna i szczęśliwa, a ja nie miałem od lat żadnego zbira, którego musiałbym zapuszkować. Co innego jednak na północy. Za mroźnymi krainami, za Kryształowym Imperium rozciąga się pustynia wulkanów. Mieszkają tam straszne potwory, z którymi walczymy od dawna. Nasze siły utrzymują front w stałym punkcie. Wojna wyczerpuje nasz kraj, a u nich nie widać strat. Byłem na lini ognia i wiem co się tam dzieje. To właśnie tam straciłem oko. Wiesz tutaj czuć tą wielką wojnę, o której mówisz.

Ogier wskazał kopytem na kawał mosiężnego żelastwa z czerwonym, szklanym okręgiem, które zastępowało mu oko.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A czy na waszej Wielkiej Wojnie, Przywódcy ześwirowali i odpalili cały dostępny Arsenał broni i sprawiło to, że CAŁA znana wam kraina zmieniła się w Jałowe, Pozbawione życia, Pełne Radioaktywności, pustkowie? Wielka Wojna. Największa wojna w historii Ludzkości, trwała tylko GODZINĘ. Z 7 Miliardów Ludzi pozostało tylko mniej niż milion. Od tamtego czasu, Nasza kraina z podobnego do waszego raju, zmieniła się w te wasze Pustkowia Wulkanów. Mamy doświadczenie w przetrwaniu. Szpony Śmierci, Yao Guai, Kazadory, wszystko co się tam stworzyło przez promieniowanie ma ochotę cię zjeść na obiad... najgorsze są Ghule. To ludzie którzy zostali wystawieni na Działanie Promieniowania... i nie mieli szczęścia by umrzeć, a zmienili się w Pozbawione rozumu, zombie. Niektóre zachowują rozsądek.. ale wiesz jak to jest - powiedziałem i zacząłem jeść.

- Kto rządzi tym miastem? - spytałem się po chwili.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - Chodzi mi o inny rodzaj przyzwyczajenia. Jasne kolory są złe, łatwiej widoczne. Stojąc w świetle łatwiej cię zobaczyć... - powiedziała, dokańczając jedzenie. - Nawet najwierniejszy pies potrafi zabić właściciela, jeśli będzie głodny, bądź poczuje zagrożenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po odpowiedzi Darkie twarz klaczy lekko się zmieniła, a jej usta się zamknęły. Spojrzała na męża, który także zmartwił się lekko.

- No cóż u nas władczynie nie zmieniały się od paru tysięcy lat i do tej pory władały bardzo skutecznie i racjonalnie. Nie sądzę także, by kiedykolwiek zdecydowały się na całkowite unicestwienie. Natomiast miastem rządzę ja o ile można tą wioskę nazwać mianem miasta.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biorę łyk napoju by nawilżyć gardło. Potem mówię. - U nas też. Nim Wielka Wojna wybuchła, jej preludium trwał koło 30 lat. Organizacja która trzymała porządek na świecie, się rozpadła, Zasoby zaczęły się kończyć, w tym Ropa. Nacje zaczęły walczyć o każdy pozostały jeszcze towar. Potem tak zwane Chiny rzuciły się na Stany Zjednoczone, by odebrać im Pola Naftowe. Rok potem, 23 października 2077 roku, 200 lat temu, nacje wystrzeliły swoje zapasy broni atomowej. Nikt nie wie kto pierwszy zaatakował. Wojna zakończyła się tego samego dnia. Z Siedmiu Miliardów Ludzi zostało jedynie około 742 tysięcy w samych stanach. Możliwe, że poza nimi nikt nie przeżył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzała na klacz, odkładając pusty tależyk. Atmosfera wyraźnie stała się napięta. Darkie rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, na czym mogłaby zawiesić oczy. Nawet nie starała się zrozumieć ogiera i Kyle'a. Wiedziała, że jest kompletnie nie na czasie, jeśli chodzi o technologie i politykę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier wysłuchał wypowiedzi Kylego. Zamyślił się ponownie, odłożył już dokończony obiad i powiedział:

- Dobrze, wydaję mi się, że u nas w stolicy wypadałoby aby dowiedzieli się o was. Wyślę tam kogoś z miasta. Przyślijcie kogoś jutro z rana, pojedzie z moim chłopcem. Wybierzcie jakiegoś dyplomatę, albo kogoś. No ja muszę lecieć do moich obowiązków. Zostańcie w domu ile chcecie, żona się Wami zajmie, prawda kochanie?

- Jeśli trzeba to oczywiście kotku.

- Dojedzcie, a później wracajcie do swoich. Nie to, żebym Was wyganiał, ale budzicie niepokój w wiosce, niech się trochę oswoją. Dobra to ja lecę, jakbyście mieli jeszcze jakieś sprawy, to powiedzcie żonie, ona mi przekaże.

 

   Darkie tymczasem latała wzrokiem po półkach z warzywami, po zielonym oknie, po pięknych, ale skromnych, wiejskich meblach, w końcu jej bystre oczy stanęły na podwórku. Zauważyła na nim kilka biegających królików. Wyglądały całkiem smacznie, aż jej ślinka poleciała.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale pewno ich króliki, więc nie wypada. No to ja sobie siedzę, czekając, co zrobią inni. Niezbyt pewnie czuję się w stadzie, ale zawsze to bezpieczniej. W przypadku większego zagrożenia kilkoro ma więcej szans niż jedno. Dlatego lepiej zostanę z nimi, przynajmniej trochę. Jeśli zaczną zachowywać się dziwnie, zwyczajnie ucieknę. Nie ma problemu, nie ma sprawy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dziękuje. Ja też będę wychodzić - powiedziałem i włączyłem komunikator radiowy w Pip-boyu. Następnie mówię.

- Jackson. Tu Kyle. Zielone światło, mamy zielone światło. Wracam do was. Odbiór.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tu porucznik Jackson. Słyszę Cię. Wracaj, czekamy...

Żółta klacz dziwnie spojrzała na człowieka, bez słowa, acz grzecznie odprowadziła gości do drzwi. Spojrzała w stronę Darki zastanawiając się, czy klacz tu zostaje, czy idzie wraz z człowiekiem... 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wiem, że nie spodoba się to reszcie... - powiedziałem odwracając się do Darki, ale źle się czuje z tym. Czuje się jakby była zwierzakiem.

- ... ale jak chcesz to nie musisz wracać ze mną do Hope Pass. Możesz odejść jeśli chcesz, a reszcie coś powiem, że na przykład uciekłaś itp - powiedziałem spoglądając na nią i oczekując odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I tu rodzi się pytanie: Iść, czy zostać? Spojrzałam najpierw na klacz, potem na człowieka. Jednak jej przyzwyczajenia i dotychczasowy styl życia same odpowiedziały na to pytanie.

 - Dziękuję za jedzenie i w ogóle, ale pójdę z nim. Nigdy nie żyłam wśród swoich, więc raczej bym się nie przyzwyczaiła - powiedziałam i jak mówię, tak robię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trochę jestem szczęśliwy, że woli zostać ze mną niż innymi. Ale tylko czemu? Może z powodu jedzenia, może z powodu przywiązania... ja niewiem, choć wcześniej powiedziała, że z powodu jedzenia, choć równie dobrze mogła to walnąć by się ta klacz nie wtrącała w jej sprawy. Kurwa, zupełnie jak ja, tylko, że na początku zawsze staram się być miły.

- To... fajnie. Dziękuje pani za gościnę. Najprawdopodobniej jutro się zobaczymy. Do widzenia - powiedziałem i wychodzę z Darki. Po drodze mówię.

- Pierwsze spotkanie fajnie wyszło, i dzięki temu Pani Doktor mnie nie oskóruje - rzekłem z niemałą ulgą nie oczekując odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żółta klacz kiwnęła głową i odrzekła:

- Zatem do zobaczenia. 

Kyle i Darkie wyszli z domku i udali się przez wioskę do pozycji wyjściowych. Kucyki omijały z daleka człowieka i dziwną klacz. Mieli więc trochę czasu na napawanie się widokiem pięknych pastelowych domków. W końcu wyszli poza obręb miasteczka i podeszli do krzaków. Wyszedł z nich Jackson, obejrzał okolicę czujnym wzrokiem. Z karabinem obszedł w okół Kylego, coś sprawdził w odczytach, po czym rzekł: 

- Dobra wydaję się w porządku. zawsze lepiej sprawdzić, czy ci jakiego ustrojstwa nie przyczepili. Tu u nas było spokojnie, brak ruchu, brak powodów do strzału, jak u ciebie? Melduj jakie ustalenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ogólnie mili. Szeryf równy gość, a jutro ktoś z nas... pewnie ja... ma zapierdalać do ich stolicy bo oni "Nie mają uprawnień do rokowań". Więc wpierdoliłem co nieco z ich stołu, pogadaliśmy, i do widzenia. Jak gadałem o Pustkowiach Mojave, to oni je porównywali do jakiś równin gdzieś tam. Mówią, że tam niebezpiecznie. HA! Nie widzieli Godów Szponów Śmierci!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...