Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Enklawa w innym świecie [duosesja] [wstrzymana na życzenie graczy]

Recommended Posts

- Ano nie widzieli, pastelodzioby. Ale cóż poradzić, gdy oni mają piękny świat, a my zruinowany. Swoją drogą zaczynam się zastanawiać, że może dobrze się stało, że tu wylądowaliśmy... tu jest jedzenie, nie ma problemów... w sumie czemu by tu nie zostać? Niektórym pewnie by się to nie spodobało. Ciekawe po jakim czasie pobytu na tak zielonych łąkach i wystawieniu na promieniowanie kolorów, zacznie mnie boleć głowa. W sumie nie ważne, jeśli nie będę musiał jeść naszego psiego żarcia ze szklarni, to już mi wystarczy, aby się zadomowić. Ta mała dalej taka mało gadatliwa?... Co kruszyno powiesz coś wujkowi Jacksonowi?

Żołnierz w ostatnich słowach zrobił słodką minkę, która w jego wykonaniu była istnym wykrzywieniem twarzy i wyszczerzeniem nierównych zębów. Po chwili zaczął się lekko śmiać i rozpogodził się.

- Co o tym sądzisz? Zadomowić się tu i mieć spokój do końca życia... Jak dla mnie piękna perspektywa Kyle...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- I nikt ci nie będzie narzucać swojej woli. Nie będzie RNK, Legionu Cezara i innej hołoty. Jeśli o mnie chodzi, to zamieszkanie tutaj jest najlepszą perspektywą jaka może nas spotkać. I zgadzam się. Tak tu kolorowo, że pewnie po paru latach sami będziemy tak kolorowi - zaśmiałem się i spojrzałem na wioskę.

- Mimo iż myślą, że ta wojna co prowadzą jest najgorsza... uświadomiłem im o Wielkiej Wojnie - powiedziałem spoglądając na niego po chwili.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kruszyna? Wujek? Jak ja go zaraz... Wykonałam krótkie, ostrzegawcze warknięcie w jego stronę, obnażając zęby. To, że ma metalową rurkę, nie znaczy, że wszystko mu wolno! Na wszelki wypadek nie siadam, gdyby trzeba było się mu rzucać do gardła... Znaczy ruszać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oj nie wpadłeś jej w oko... - zaśmiałem się na ten widok. - A tak na serio, ona nie lubi takich odzywek. Jak sam widzisz. Jak można się domyślić po jej charakterze, jeszcze raz ją tak nazwiesz a ci przegryzie szyje w nocy... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wiesz jakoś nie specjalnie boję się tego słodkiego kociaka. To ja mam broń, a ona nie i to ja jestem weteranem pustkowi, a nie ona. Nie wygląda ani na silną, ani na mądrą, chyba, że jest duuuużo mądrzejsza niż myślę, co też jest możliwe. Mniejsza z tym, jak chce warczeć i nic nie odpoiadać to niech tak obi, choć to moim zdaniem zaczyna się robić nudne. To co wracamy zameldować o wszystkim Bernardowi i Dr.? Poczekaj odleję się tylko przy tym pięknym krzaczku.

To mówiąc Jackson faktycznie poszedł w krzaki i wrócił po chwili rozchmurzony. Zaczął iść w kierunku pojazdu, który ich tu przywiózł i nagle odwrócił się w stronę Kylego.

- Ty, a co oni tu mają za wojnę, bo nic konkretnego nie wiem...  

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ich wojna trwa na północy. Poza lodowymi pustkowiami są jakieś Pustkowia wulkanów gdzie mieszkają "wielkie i zue stwory". Utrzymują linię, lecz kraj słabnie przez tą wojnę więc logicznie brzmi, że za jakiś czas może się ten front załamać jak nie znajdą wsparcia. Myślę, że moglibyśmy im pomóc... mamy pancerze wspomagane z którymi nawet Szpony Śmierci mają problemy z przebiciem, co wyrównuje szanse, mamy Vertibirdy, broń plazmową, a nawet Paręnaście grubasów z cholernym zapasem Minigłowic do nich. Przychodząc do nich wprowadzilibyśmy do tych stworów "demokracje" jak to RNK zwykło mawiać - zaśmiałem się lekko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całą drużyna wsiadła na pojazd i udała się z powrotem do Hope Pass. Po przedarciu się przez dżunglę dotarli na miejsce. Z zadowoleniem Kyle dostrzegł, że prace karczowania postępują dobrze, gdyż duży obszar w okół budowli był już zagospodarowany i obstawiony wieżyczkami obronnymi z ciężkim sprzętem. Po kilku kontrolach dostali się do środka i dalej Jackson zaprowadził ich przez kilka korytarzy do Kane'a. Weszli do pokoju, gdzie sam dowódca już ich oczekiwał, a obok jego krzesła stała Merian, uważnie przyglądając się wracającym. 

- Dobrze proszę o raport Kyle, czegoście się dowiedzieli?

- Może to być bardzo interesujące...  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tymczasem Darkie uznała, że jej to miejsce się nie podoba. Zauważyła tą przeklętą babę, której zdecydowanie nie lubiła, więc prychnęła na nią i usiadła na ziemi. Oczywiście tyłem do tego babsztyla, by jej się nie wydawało, że ta klacz czuje do niej respekt. Nigdy, nawet, jeśli każą jej ją szanować albo odgryźć sobie kopyto. Wolała odgryźć sobie wszystkie cztery.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spoglądnąłem na klacz i rzekłem po cichu. - Ich znajomość będzie ciekawa - rzekłem i zasalutowałem do Kane'a. Rzekłem do niego by zdać raport.

- Społeczeństwo bardzo ciekawe. Mimo iż kuce, mogą jeść mięso lecz jest ono bardziej tolerowane przez żołnierzy. Prowadzą oni obecnie wojnę na Wulkanicznych terenach z dziwnymi potworami. Konkretnych opisów nie poznałem. Posiadają broń lecz nie sądzę by mieli karabiny laserowe, plazmowe czy inne nasze cudne zabawki. Ogier który jest defacto przywódcą tamtej mieściny, umówił nas na jutro do ich królowej czy księżniczki. To tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobrze, zatem spotkamy się z ich władczynią. Pójdę osobiście, jestem ciekaw co z tego wyniknie. Dziękuję za dobry rekonesans. Jutro Ty i Jackson będziecie mi towarzyszyć, najlepiej znacie z nas teren. Poruczniku weźmiecie ze sobą swój oddział, dodatkowo poczynicie odprawę dla mojej gwardii. Kyle Ty zajmij się tym prychającym czymś, jeśli nie nauczysz go szacunku i kultury - zabij bo zaczyna mnie denerwować.

- Nie!... to znaczy proszę Pana, niech Pan tego nie rozkazuje, ten obiekt jest idealny do badań, zamiast zabijać proszę pozwolić mi przeprowadzić na nim kolejne testy, może to być przydatne w naszej obecnej sytuacji, gdyż

- Macie moją zgodę. Kyle naucz to coś manier, albo oddaj Pani Doktor do badań... Dobrze się spisaliście, otrzymacie dodatkowe racje, teraz możecie spocząć.

- Tak jest Sir, dziękuję Sir. 

 

Jackson wyszedł sprężystym krokiem z pokoju i skręcił w prawo. Merian zaś spojrzała na odwróconą do niej tyłem klacz i lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy. William spoglądał pytająco na Kylego, który przez chwile stał w miejscu. W końcu dowódca machnął ręką na podwładnego, żeby zabrał koloową istotę z jego dywanu.   

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...