Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

Strzeżcie się, bogowie Dysku

Recommended Posts

- Rzeczywiście dobry. Mógłbym się zapytać jak stoi sprawa między tobą, a demonami?

Zapytał patrząc w bok. Nawet nie starał się patrzeć na postać. Kiedy matka nie była pijana i gadała z sensem, uczyła go conieco o zawodzie medium i o NIM.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A co z ich śmiercią? Mają swoją własną jak szczury i czy w ogóle jakoś da się je zabić. Książki podają różne wersje, a ja chce się dowiedzieć od zawodowca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jaenr dość zdziwiony i zasmucony nadmiernym uzbrojeniem Mony zerknoł na ruderę. Nie była w stanie zasmucić go bardziej niż widok sprzed kilku chwil, jednak zaskoczył go.

 

-Wejdziemy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles skrzywił się gdy usłyszał słowo ludzie. Nigdy nie lubił kontaktu z innymi ludźmi. W pracy to co innego wtedy to była po prostu część procedur. Rozmowa z kimś prywatnie napawała go lekkim lękiem i odrazą. Wolał już nawet rozmawiać w martwymi ludźmi. Oni byli wtedy mniej cieleśni i to go trochę uspokajało. Już od samych tych myśli czuł się brudny. Więc udał się do Gildii zahaczając po drodze o dach przy świątyni Ślepego Jo. Rzucił nożem w jedną z dachówek, a ta wysunęła kolce i złamała się w pół. Gdy pułapka była już nieaktywna Charles podjął wypłatę. Następnie poszedł do swojego pokoju i wziął długi prysznic. Na koniec wyjął ze swojego ogromnego regału, który mógłby ukryć ukrytą bramę książkę pod tytułem 1000 sposobów na zabicie krasnoluda. Książka miała zakładkę przy numerze 461 ponieważ już nad nią pracował. Otworzył ją na zaznaczonej stronie i odłożył na stoliczek nocny, następnie wziął pióro i zaczął poprawiać błędy w niej zawarte. Skreślał i pisał na marginesie poprawki, byleby tylko nie myśleć o... komunikacji z innymi ludźmi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No przecież nie będziemy tak stać w progu! - Mona otwarła drzwi i weszła śmiałym krokiem do środka. - Czołem, towarzysze!

Odpowiedział jej niewyraźny pomruk powitań.

Budynek miał dwa piętra. Podłoga skryzpiała niemiłosiernie przy każdym, najlżejszym naciśnięciu. Naprzeciwko drzwi znajdowało się nieszczelne okno, po prawej od drzwi był kominek, w środku którego płonął ogień.

Wethat zdjął płaszcz i powiesił go na krzywym wieszaku obok drzwi.

- Moi drodzy, oto nasz nowy towarzysz, Jaenr! - powiedział wesoło. - A teraz przedstawię ci wszystkich. To jest Manda, wróżka zębowa - wskazał na chudą dziewczynę o rudych, kręconych włosach i smętnym spojrzeniu zza grubych jak dna butelek okularów. Manda uśmiechnęła się, ukazując komplet ostrych, trójkątnych zębów.

- To jest Harr Toporsson - wskazał na krasnoluda o czarnej brodzie i zielonych oczach łypiących groźnie spod gęstych brwi. Krasnolud uniósł dłoń w geście powitania.

- A to jest Cień - wskazał na pustą przestrzeń pod kanapą, spod której łypała para zielonych oczu. - Nie wiemy, czym jest Cień. Cień też nie wie, czym jest.

 

Na Charlesa z ciemności gapiła się para żółtych oczu o okrągłych źrenicach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Niby czego? - padła odpowiedź z cienia. Oczy dalej wpatrywały się w Charlesa nieustępliwie, a jednocześnie miało się wrażenie, że w ogóle im na tym nie zależy. Jakby gapiły się w skrytobójcę z powodu braku lepszego zajęcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Głównie szeptów ale i słów czasem słucham. Dlaczego tu przyszedłeś i kim jesteś.

Skrytobójca umieścił zakładkę, zamknął książkę, odłożył ją starannie i podszedł do oczu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z cienia wyszedł kot. Wielki, pasiasty kot o długim futrze, najokazalszy dachowiec jakiego kiedykolwiek Charles widział. Połowę jednego ucha miał odgryzioną, a przez jedno oko przechodziła blizna, ale ciągle wyglądał dostojnie.

- Jestem kotem. Przyszedłem, bo chciałem przyjść - odpowiedział.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie tylko jesteś kotem. Jesteś mówiącym kotem, który jak każdy z was chodzi własnymi drogami. Tyle, że jeśli się nie mylę ich drogi są kontrolowane przez ciebie. Mam racje? Zatem jeśli nie masz mi nic ciekawego do powiedzenia to możesz stąd zmykać. Chyba, że wiesz coś o... Albo wiesz co nieważne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głupie koty. Ich zachowanie jest podobne do przepowiedni, a ich nikt nie lubi. Zawsze brzmią tak, że cokolwiek się stanie to znajdzie się koleś od przepowiedni, który krzyknie w odpowiednim momencie "Przewidziałem to!"

- Tak więc, przyszedłeś tu po coś czy tylko nie masz gdzie się podziać? Co mam zabić ci hycla? a może jakiegoś kundla, który ci się naprzykrzył? Słuchaj nie mam teraz czasu i chęci na zabawę z tobą, zajęty jestem demonem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie czytam poprawiam. Jeśli chodzi o demona to nie umiem znaleźć książki o zabijaniu demonów i dlatego mam problem.

Odpowiedział mu.

- I czy to różnica jaki ma wzrost, oboje potrafią się na równi pieklić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Proszę cię. Widziałeś ty kiedyś wpienionego krasnoluda? - zapytał kot. - Kilkadziesiąt kilo wściekłego kwadratu, który pędzi na ciebie w pełnej zbroi, wymachując toporem i krzycząc różne, nieładne słowa - dodał. - Demon to przy tym nic.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widziałem już takie krasnoludy. Głównie jak wbiegają w pułapki po których zostają tylko parującą krwią wszędzie naokoło. Ale nie spotkałem się jeszcze z demonem. I dlatego mam problem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To są sposoby na wampiry! I tak większość nie działa uwierz mi. Znam się na wampirach, sam jestem pół-wampirem. A co do praktyki to strzeliłem do niego z zatrudego bełtu w głowę i w serce. Nie pomogło.

Poskrobał się po brodzie pod maską.

- Skoro nie ma tego w książkach, może jest gdzieś zwój albo tablica albo jakiś papirus na to.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ooch, utnij mu głowę. Po prostu to zrób. Wtedy będziesz miał czas na zastanowienie, czyż nie? - zapytał. - No, idź. Samo się nie zrobi. Mogę nawet pójść z tobą, dawno nie widziałem niczego interesującego... - powiedział kot i wlazł na biurko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charels wzruszył ramionami. W końcu co ma lepszego do roboty. Tylko trzeba było znaleźć coś dużego do dekapitacji.

- Czemu nie. Tylko będę musiał pożyczyć jakiś topór od wściekłych kwadratów furii i alkoholizmu.

Powiedział wychodząc przez okno na dach. Następnie sprawdził skąd wieje wiatr i udał się w kierunku okolic Mroków. Szansa, że go znajdzie jest jak 1 do miliona ale zawsze może się udać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...