Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

Strzeżcie się, bogowie Dysku

Recommended Posts

Jak to bywa z szansami jeden na milion, zdarzają się. A ponieważ ta szansa wynosiła dokładnie jeden na milion, Charles bez trudu dotarł do drzwi kwatery przyszłych bohaterów. Do rozsypującego się budynku, rudery, która wyglądała jakby tylko nadzieja na lepsze czasy i całkowite ignorowanie tego, że już przeminęły trzymały ją w całości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Witam was wszystkich. Ciekawa drużyna nam się zebrała.

 

Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie do wszystkich, choć przy jego uzębieniu, wyszedł podobnie do wróżki.

 

-Więc ma ktoś może pomysł skąd wziąć misję dla takiej drużyny?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Pytaliśmy, groziliśmy, błagaliśmy... I nic. Była tylko jedna staruszka, która chciała żebyśmy zdjęli jej kota z drzewa - odpowiedział Wethat.

- I jakiś kłopotliwy pan, który bardzo prosił, żebyśmy kupili od niego miniaturowe latarnie morskie - stwierdził Cień spod kanapy.

- A to nam się akurat udało! - odparła Mona z dumą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-A może pomożemy rektorowi, na niewidocznym uniwersytecie zawsze mają coś do roboty...

 

Coś, znaczy się "mężczyzna" myślał jak dopomóc nowym przyjaciołom gdy przypomniał sobie słowa Mony.

 

-A słyszałem że któryś z was chce zostać bogiem. Można wiedzieć kto?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Manda miała taki zamiar, ale...

- Ale śreznio so tyzień zmieniam konsepsję - poinformowała wróżka. - Chsę zostaś boginią poprawnej wymowy. Ale najpierw muszę się zemśiś!

 

Spod kanapy zniknęły oczy.

 

 

Kot usiadł obok Charlesa i czekał, myjąc sobie łapę. Spojrzał na budynek z widocznym na pyszczku obrzydzeniem.

- Niezbyt wysokich lotów ma ten twój demon gust, co? - zapytał pogardliwym tonem, po czym chciał coś dodać, ale zamilkł, najeżył futro co skutkowało powiększeniem objętości o trzy razy i syknął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy kot najeżył się Charles ani nie drgnął dalej obserwując wejście i obmyślając plan. Odpowiedział jednak spokojnie i uprzejmie.

- Witam Pana w tą pogodną noc. Nazywam się Charles. W czym mogę pomóc?

Brzmiał teraz jak lokaj witający gości na dworze swego Pana ale jego ubiór gasił to odczucie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Istota która wyszła z budynku nie otwarła przed sobą drzwi. Stała teraz w cieniu, mrugając żółtymi oczami i wpatrując się to w kota, to w Charlesa.

- Kot do którego pan należy chyba się czegoś wystraszył - stwierdził tajemniczy jegomość głosem brzmiącym jednocześnie jak szum trawy na wietrze i drapanie pazurów po tablicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles starał się wypatrzeć coś więcej niż oczy jego rozmówcy.

- Jeśli mogę spytać, czym się zajmujesz? Też jesteś skrytobójcą, złodziejem, a może szpiegiem na zlecenie Lorda Vetinariego? I tego kota spotkałem przed chwilą w mym pokoju. Skąd jednak jest ten zwyczaj?

*Ciekawa postać, nie powiem* Pomyślał. *Ale od kiedy to koty są panami? I kiedy on został przez niego zatrudniony. No i może kiedy dostanę zapłatę i jak będzie wyglądała?* Dużo pytań przechodziło bibliotekę umysłu zabójcy ale w tym momencie kłóciło się z umysłowym bibliotekarzem o to, że za głośno szukają odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Robienie czegoś jest częścią życia. Ludzie i inne istoty robią różne rzeczy bo je lubią lub chcą aby czas do śmierci szybciej i aktywniej im zleciał.

Odpowiedział mu skrytobójca po czym wrócił do obserwowania wyjścia. Zaczepił swoją linkę by móc się po cichu opuścić i czekał. Nagle przemówił raz jeszcze.

- A chciałbyś coś robić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Odpowiada mi obecny stan - odparł Cień. - To znaczy... tak myślę. Tak mi się wydaje. Nie nadaję się do zbyt stresujących prac. Albo też biurowych. Wie pan, siedzący tryb życia, monotonia... To nie jest warte tej - jak to zwą - samorealizacji. Jestem usatysfakcjonowany tym, co jest teraz... A pan? - zapytała istota.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A czy samo bycie Cieniem nie jest monotonią? Co robisz by nie wpaść w rutynę? A ja? Ja jestem skrytobójcą. Pracuje dla gildii i likwiduję osoby, na które ktoś wystawił nakaz eksmisji z życia, a za to dostaję część tej nagrody. Nie zabijamy nikogo kto ma wykupioną ochronę. No i ja jestem specjalny bo widzę i słyszę duchy osób, które zlikwidowałem z obiegu. Lubię też dobrą książkę.

Odpowiedział Charles. *Biedny cień* pomyślał. Szkoda mu go było, całe życie być jednym i tym samym. Cóż on sam był pół wampirem ale wiedział, że kiedyś zacznie robić inne rzeczy niż to co dotychczas. Musiał najpierw do tego dojrzeć. A przynajmniej tak sobie wmawiał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie czuję monotonii. Mam wiele możliwości. To bardzo nieładnie z twojej strony, że zabijasz innych - zwrócił uwagę Cień. Był istotą bardzo empatyczną, więc nie uważał aby likwidacja kogokolwiek innego była słuszną.

Edited by Oksymoron

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Robimy to dla dobra sprawy i dajemy możliwość zakupu ochrony. Co z tego, że biedniejszych na to nie stać skoro na nich zleceń nie ma. Poza tym jesteśmy też odpowiedzialni i mamy prawo do zabicia każdego kto dokonuje nieautoryzowanego zabójstwa. Bez nas śmiertelność na ulicach i odsetek zabitych byłby bardzo duży. Ponadto kontrolujemy ilość zabójstw i całą Gildia ma limit miesięczny na ilość zleceń do wykonania. Wiesz co? Czytałem kiedyś o pewnym mieście, gdzie nie było kradzieży, gwałtów i zabójstw. Wszyscy tam byli szczęśliwi ale często umierali, a wiesz dlaczego? Bo ich życie było nudne i organizm podświadomie umierał bo nie mógł tego znieść. Teraz ludzie mają pewien stres i ten stres trzyma ich ciało przy życiu nie rozluźnia się i odłącza od życia. A teraz jeśli mógłbym przeprosić próbuję się dowiedzieć jak zabić pewnego demona.

Tłumaczył cierpliwie i spokojnie Charles niczym lokaj tłumaczący swojemu Panu dlaczego jego ulubiony wóz jest teraz zniszczony i leży w basenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ciekawy masz sposób na zdobywanie wiedzy - zauważył kot, wpatrując się w pazury swojej lewej łapy. - Nigdy nie słyszałem, aby ktoś stojąc przed budynkiem czerpał informacje, ale co ja tam wiem...

- Och, bardzo nie chciałbym, aby pan zabił tego pana, który akurat wszedł do naszej siedziby. Obawiam się, że w razie gdyby pan pozostał przy swoich planach, będę musiał panu przeszkodzić, a byłbym niepocieszony, gdybym musiał interweniować - odezwał się cień, z zupełnie innej strony niż ta, z której słychać go było ostatnio.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles spojrzał na kota z wyrzutem.

- Przecież ten pomysł z toporem był twój kocie. A co do ciebie mój drogi cienisty przyjacielu, to prosiłbym o nie wtrącanie się w sprawy Gildii i zleceń. Jak ty byś się czuł, gdybyś poszedł na wyprawę przemierzył niezliczone krainy by znaleźć świątynie. Następnie wybił całe hordy strażników i ominął wiele śmiertelnych pułapek tylko po to by na końcu znaleźć pusty stojak na artefakt i obok leżącą karteczkę z napisem "Artefakt zdobyłem ja Ktośtam Jakiśtam, może jak wyjdę poinformuję kogoś o tym, że tu nic nie ma. Może" To po prostu przeszkadzanie w pracy.

Charles powrócił do wypatrywania drzwi i osób przechodzących przez nie.

- Z resztą zabiłem go kilka godzin temu dwa razy strzałem w serce i w głowę i jakoś żyję co nie? Choć z drugiej strony mógłbym pójść na pewien układ.

Powiedział ostatnie słowo tak jak to robią profesjonalni naciągacze, prostując się przy tym i stając.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To już nie jest tylko pańska sprawa - zaznaczył Cień i zniknął, bądź też przesunął się w miejsce, z którego zupełnie nie było go widać. Jego głos brzmiał dość niepokojąco. No, w każdym razie bardziej niż zwykle.

- To była jedynie lekka sugestia z mojej strony, niewdzięczniku - odrzekł Kot i fuknął z poirytowaniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Słuchaj, ty się mnie czepiasz bo uczciwie pracuje i jestem w tym rzetelny. On jest demonem, który obiecuje cuda na kiju tylko za twoją duszę i jemu nic nie powiesz.

Charles nie musiał widzieć Cienia by wiedzieć mniej więcej gdzie on jest. Wyczuwał go intuicyjnie jak miejsce, w którym na pewno nikt nie stoi, naprawdę nie ma co tu patrzeć.

- A co do niewdzięcznika to przecież jesteśmy tu i czatujemy na niego nie?

Zabójca nie tracił spokoju i dalej zachowywał się jak na profesjonaliste przystało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, zacznij coś w końcu robić. Łatwiej byłoby wejść tam i po prostu go zabić, zamiast czekać tu i marnować jedno z moich żyć! - Kot rozprostował łapy i spojrzał krzywo na Charlesa, podczas gdy Cień tylko westchnął przeciągle z pewną nutą nostalgii. Zapanowała naprawdę niezręczna cisza, nieprzerwana nawet przez nocną muzykę świerszczy. Nie było w tym zresztą nic dziwnego. Świerszcze zostały wypłoszone z Ankh Morpork przez Gildię Muzykantów, która jakiś czas temu zagroziła wysokimi karami pieniężnymi i cielesnymi za niepłacenie podatków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles w milczeniu patrzył dalej na wyjście z budynku i rozmyślał. Po dłuższej chwili dopiero odpowiedział.

- Wiesz, chyba wiem jak obu nam dogodzić. Jeśli mi pomożesz, zapomnę o tym kontrakcie i nie będę więcej czyhał na życie twojego kolegi. Ale w zamian ty pomożesz mi. To nic nielegalnego mogę cie zapewnić, szukam mego ojca. Straszny z niego pędziwiatr i był niemal wszędzie, dlatego jest problem ze znalezieniem go. I w dodatku to wampir. Nie musisz robić nic innego niż tylko zdobywać informację, gdzie może być. A sądząc po tym, że jesteś lepszy od kogokolwiek w skradaniu się-Po czym dodał jeszcze szeptem bardziej do siebie.- Bo najprawdopodobniej nie poruszasz się tylko pojawiasz w danych miejscach.-I znów wrócił do normalnego tonu.- Nie będzie dla ciebie problemu w wejściu do jakiś budynków i zaczerpnięciu informacji. A nawet jeśli Gildia Złodziei będzie miała jakieś zastrzeżenia, ja to załatwię. To jak umowa stoi? Ty mnie zajmiesz poszukiwaniami ojca, a ja nie będę miał wtedy czasu na zabijanie twojego kolegi.

Wygłosił ostateczną propozycję Charles. Był gotów zrezygnować z nauki o demonach i sposobach ich zabijania, by odnaleźć swojego płodziciela.

Następnie spojrzał na kota.

-Przecież nie musisz tu być. Nikt cie nie zmusza byś tu siedział. A jednak to robisz. Nie masz myszy do zabicia albo psów do pogonienia?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czy to... zadanie? - zapytał Cień tonem wskazującym na bezgraniczną nadzieję i niedowierzanie jednocześnie, jakby czekał na to jedno słowo przez wiele, wiele lat. Może naprawdę tak było? - Zadanie... - powtórzył, jakby smakował to słowo. A smakowało bardzo dobrze. Przesunął się bezszelestnie w cieniu, znajdując się teraz o wiele bliżej Charlesa, niż ten by sobie tego życzył. Nie mógł co prawda wyczuć Cienia, ale czuł jego obecność przez dziwny chłód i lekkie dreszcze na plecach.

- Czekaliśmy na zadanie - zachichotał, co brzmiało nieco jak pocieranie dwóch kawałków papieru ściernego o siebie.

- Rozrywka - stwierdził Kot wesoło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles zrozumiał, że przeoczył na początku tak oczywisty fakt, że poszukiwacze przygód, no cóż poszukują przygód, oraz nieliczni wpadają w samouwielbienie. I że można to wykorzystać.

-Zadanie? Oczywiście. I to jest takie zadanie, gdzie nagroda już została otrzymana, ale może się zwiększyć, no i oczywiście co rusz mogą być jakieś przeciwności, które trzeba bohatersko przezwyciężyć. No i zabawa będzie przednia. A więc zdaję się, że możemy zawrzeć taką umowę, Panie Cieniu?

Skrytobójca wstał, odwrócił się do rozmówcy i wyciągnął rękę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cień cofnął się, wbijając żółte ślepia w rękę zabójcy. Poziom, na którym znajdowały się teraz jego oczy podniósł się, by chwilę później znów się obniżyć. Stwór spojrzał z nieukrywanym żalem na Charlesa.

- Nic tu nie ma - stwierdził z wyrzutem i jeszcze bardziej wtopił się w czerń za sobą.

- Głupie, prawda? Zawsze dają sobie te swoje płetwy tylko po to, żeby się o siebie wytrzeć - zabrał głos Kot.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...