Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

Strzeżcie się, bogowie Dysku

Recommended Posts

Charles uśmiechnął się pod maską skrywającą twarz.

-Ależ jest. Tyle, że niedostrzegalna. W moim ręku trzymam swoją część umowy, zanim jeszcze ją spiszemy. Należy złączyć swoje prawe dłonie tak jak robią to ludzie, na przywitaniu, co zapewne już kiedyś widziałeś. Tyle, że właśnie jest różnica między przywitaniem się, a zawarciem umowy lub zakładu. Taka spiritualistyczna rzecz. Wyciągnij swoją dłoń, uściśniemy je, a potem pójdziemy do mojej kwatery aby spisać ją. I wtedy podam ci resztę informacji, które już wiem o moim ojcu. Może być?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles poczuł na dłoni coś zimnego i mokrego.

- Smakuje jak krew. Dziwna taka umowa. Masz umowę o smaku gruszek? - zapytał Cień, nie do końca pojmując jeszcze ideę umów.

- Gruszki? Ja wolałbym jakiś inny smak - zaprotestował Kot.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Krwią spisane były największe dokumenty. Najtrwalsze umowy i najsurowsze dekrety. Jeśli coś smakuje krwią to wiesz, że zostało opłacone wysiłkiem i poświęceniem. Zwycięstwa bohaterów nad złoczyńcami też jest umoczona w krwi. Krwi tych złoczyńców.

Powiedział Charles iście teatralnie jednak patrząc Cieniowi prosto w oczy. Po czym dodał zwykłym dla siebie tonem, czyli kujonowatego skrytobójcy.

-A teraz chodźmy do mojej kwatery spiszemy umowę atramentem i przystąpimy do poszukiwań. Jedyne co wiem o moim ojcu to to, że pracował wszędzie, wiele osób go widziało ale nikt nie zna jego imienia i nie wie, gdzie mógł mieszkać. W porcie mówią, że jak dopłynął tutaj z portu nieopodal najsuchszej ze wszystkich pustyń i że mógł udać się do karcz w Mrokach. Tam mówią, że był u krasnoludów w barze, oni mówią, że poszedł do Szmalcbergu i tyle trop mnie prowadzi. Było tego więcej ale to jest jak chodzenie w kółko. W danym miejscu był i gdzieś poszedł. Czasem nawet nie wiedzą, gdzie się udał ale potem znowu znajduję osobę, która go widziała i zaczyna się jak zawszę. " Ej! Ty wyglądasz zupełnie jak swój ojciec, ten no yyyy... No twój ojciec! Cały on, a wiesz, że pracował u mnie w..." I znowu łapie trop. Może z twoją pomocą coś zdziałam.

Gdy tak rozmawiali idąc przez dachy, Charles wraz z Cieniem dotarli do Gildii Skrytobójców. Poprowadził swojego towarzysza i kota do pokoju, otworzył drzwi i ujrzał dużą plamę krwi na podłodze i ścianach.

-Będę musiał pomówić z Gildią Złodzei, że nie oddam skonfiskowanej statuetki Oma Karzyciela, dopóki nie wpuszczą mnie do Pana Milksmana. Mam na niego kontrakt, a oni uparcie nie pozwalają mi gościa zabić.

Naglę pod jego stopą zaszeleścił jakiś papier.

-Drogi panie Charles. Ble ble ble. O! Ok znaczy to był on. Cóż miły gest.

Wyciągnął z sakwy na strzałki niewielki złoty posążek i ustawił na parapecie. Następnie starł krew z blatu stołu i wyciągnął kontrakt na głowę tego demona.

-Spiszę naszą umowę na kontrakcie twojego kolegi i w ten sposób, nie będę mógł zwrócić go by odebrać nagrodę, bo w ten sposób złamię ją i nie odnajdę ojca. A zatem możemy przystąpić do formalności?

Spytał mając krucze pióro nad pergaminem i patrząc wyczekująca na Cienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Więc moi drodzy. Ruszymy ku niewidocznemu uniwersytetowi? Jestem pewien że rektor coś dla nas znajdzie, oni tam wiecznie mają coś do roboty, a nawet jak nie mają to szybko to znajdują...

 

Mężczyzna, tak, raczej mężczyzna... Był coraz bardziej podekscytowany i nie mógłsię już doczekać swojej pierwszej misji choć cień padał na jej koncepcję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cień spojrzał nieufnie na pergamin. Po chwili biurko pogrążyło się w ciemności, a skrytobójca usłyszał drapanie pióra o papier. Gdy Cień się odsunął, nad podpisem unosiła się jeszcze strużka czarnego dymu.

Kot nie skomentował zawarcia umowy, bo zajęty był właśnie drapaniem biurka.

- Nie wpuścili nas - odezwał się Wethat ze smutkiem. - Mieliśmy pomysł, żeby ruszyć w kierunku Ramtopów... Bo tam zawsze coś się znajdzie. I mają wiedźmy!

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Kocie, jeśli naruszysz, któryś z mechanizmów albo linek w biurku, zostanie z ciebie mniej niż z naszego rozluźnionego kolegi po pokoju. A zatem spisane panie Cieniu. Czy masz już może jakiś pomysł gdzie zacząć szukać?

Rzekł Charles spokojnie. Dobrze, nawet bardzo dobrze się dla niego to złożyło. Również się podpisał i umieścił umowę w skrytce na ścianie. Po czym przekręcił kluczyk i dało się usłyszeć ruch mechanizmów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-chmmm... Ramtopy? Czemu nie, ruszajmy ku przygodzie!

 

Istota była wielce zachwycona iż pojawił się pierwszy pomysł, teraz przyszedł czas na jego realizację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles

 

- Musimy wrócić do naszych przyjaciół... Będą uradowani faktem, że mamy zadanie - wyjaśnił Cień. Kot spojrzał na Charlesa, jakby ten był czymś, co przykleiło się do łapy Kota podczas spaceru ulicą.

 

Jaenr

 

- Tak jest! Po wieczną chwałę! - Krzyknęła Mona z radością.

- I po przygotę - dodała Manda.

- Podbijmy czyjeś dupska - wtrącił się Harr i splunął soczyście na podłogę. Wethat odsunął się od niego o krok.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och... poznasz, zobaczysz - odparł Cień, a chociaż jego wypowiedź nie miała zabrzmieć złowrogo, właśnie tak zabrzmiała. Cień skierował się z powrotem do dzielnicy,  w której stać miała stara rudera, będąca "siedzibą", tych pożalcie się bogowie bohaterów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charles nie wiedząc czemu poszedł za Cieniem. Był może ciekaw od czego on zacznie, a może po prostu uznał, że musi mu towarzyszyć. Tonu się nie uląkł, ponieważ Dyrektor Gildii mówi tak cały czas. Nawet jak pochwala. Serio. Ten koleś po prostu tak ma. Co poradzić.

- Bohaterowi z reguły działają w pojedynkę albo z jednym towarzyszem, wiesz? Pewnie dlatego, że czasem łatwiej jest podzielić zdobycze na dwa niż na piętnaście.

Poinformował. W myślach zastanawiał się czy nie robią tego aby czasem bo nie potrafią podzielić niczego przez piętnaście ale tą myśl zostawił dla siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- W... w pojedynkę? - zapytał Cień i zatrzymał się na chwilę, widocznie nad czymś zastanawiając. - Nie zawsze trzeba działać w pojedynkę. My działamy w grupie. Mamy cele, w których możemy sobie pomóc. Czy to nie WSPANIAŁE? - ostatnie słowo zaakcentowane zostało tak mocno, że próba oponowania bynajmniej nie przedstawiała się atrakcyjnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...