Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zegarmistrz

Arena XVI - Crazy Night vs Vincent Loke [zakończony]

Arena XVI  

8 members have voted

  1. 1. Kto popisał się większą moca w tym pojedynku?

    • Crazy Night
      6
    • Vincent Loke
      2


Recommended Posts

mlp_twilight_sparkle_vs_tirek_by_0bluse-

Pierwsza runda turnieju odbywała się na podstawowej arenie. Organizatorzy najpewniej nie chcieli nikomu dawać lepszych kart na początek. Sama zaś arena była prosta. Wysoki kamienny mur otaczał długi na kilkadziesiąt metrów plac pokryty ubitą od licznych walk ziemią. Arena nie miała dachu, więc prócz naturalnego, dodano też magiczne oświetlenie, by walka była doskonale widoczna dla widzów. Ci zaś oddzieleni byli, jak zawsze, silnym polem antymagicznbym od toczących się starć.

 

I oto ostatnia, bo już XVI arena I rundy Turnieju. Na przeciw sobie staną dwie wyjątkowe postacie - z jednej strony Crazy Night, zaś z drugiej Vincent Loke! Oby ich zaklęcia były celne a magia potężna. Do boju!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czekałem niespokojny w korytarzu, który ma mnie zaprowadzić na miejsce starcia, na mój pierwszy pojedynek w tym turnieju. Jeszcze raz sprawdziłem swój ekwipunek, patrząc czy na pewno wszystko co potrzebne jest na swoim miejscu, gdy nagle usłyszałem wezwanie i zobaczyłem, jak powoli przed mną otwierają się drzwi na arenę wpuszczając coraz większy strumień światła.
 
"Oddychaj, to przecież nic. Brałeś już udział w wielu pojedynkach i zawsze dawałeś sobie rade... Ale nie w innym świecie, pełnym nieznanych stworzeń i rzeczy." - PLASK-  "OTRZĄŚNIJ SIĘ!!, wiesz na co cię stać i nieważne co się stanie zawsze jesteś przygotowany. "
 
Wszedłem powolnym, nie śpiesznym, krokiem na arenę, zdecydowany, podniecony, lekko zestresowany zbliżającym się pojedynkiem. Na moim grzbiecie, jak zwykle, Zrobiona z czarnego mocnego materiału peleryna z kapturem zakrywająca całe ciało; kaptur zasunięty tak że nie było widać pod nim ni widać, poza oczami w kolorze szmaragdu . Jedyny strój który miałem i potrzebowałem. Stanąłem i rozewrzałem się dookoła, aby dokładnie zobaczyć miejsce zbliżającego się pojedynku.
 
"Arena jak arena. Widzę iż, pierwsze pojedynki, są na zwyczajnych arenach dla wojowników. No nic, zobaczymy potem jak to będzie wyglądać. Co najmniej nigdzie nie da się ukryć przed wzrokiem przeciwnika "
 
Nagle zdałem sobie sprawę że, ktoś bacznie obserwuje mój każdy krok.Wzrok mój od razu poszedł w stronę drugiego wejścia, ale nikogo tam nie było. Spojrzałem ciotkę wyżej, ponad mur otaczający pole bitwy, i ujrzałem pełne trybuny widzów. Poczułem narastające napięcie. W ziołem głęboki wdech, na rozluźnienie i powiedziałem spokojnym, opanowanym głosem:
- Witam wszystkich tu zgromadzonych i życzę miłego oglądania naszego "przedstawienia".
 
"Widać że są już nasi kochani "kibice". Teraz czekać tylko na swego przeciwnika. Ale będzie zabawa, kiedy tylko się zjawi."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zamaskowany stał w korytarzu mając swoją torbe przerzuconą przez ramię. Gdy drzwi prowadzace na arenę się otworzyły usłyszał widzów i ujrzał światło dzienne. że też akurat jego pojedynek musiał odbywać się w dzień. Vincent poprawił ramiączko swojej torby i strzelił karkiem. No cóz.. Pora pokazac się widowni.

 

Zamaskowany w swym ciemnym stroju wkroczył na arenę pewnym siebie spokojnym krokiem. Nie potrzebował martwić się o wynik walki. Nie była ona na smierć i życie. Po co miał się przejmować kto wygra gdy oprócz ukazania swoich zdolności nie miał wiele wpływu na wynik walki.

 

Stanął więc na polu bitwy naprzeciwko swojego przeciwnika. Maska bedaca niczym czarne lustro uniemozliwiała odczytanie jego emocji. Zupełnie jakby był ich pozbawiony.

 

 

Vincent rozsupłał swoją torbęi wyciągnał rękę ku górze. Wraz z jego gestem z torby wyleciało kilkanaście kostórów o róznych zakonczeniach, symbolach i kolorach. od kazdego biła inna magia. Torba jednak w cale nie wydawała się teraz pusta. Nic się w jej wyglądzie nie4 zmieniło. Kostury zatoczyły krag wokół podróznika i powbijały się w ziemię. Wszystkie prócz jednego wygladajacego jak wachlarz który spoczął w dłoni Vincenta

 

- Witaj mój pierwszy i miejmy nadzieję nie ostatni przeciwniku w tym turnieju. Jestem Vincent Loke. Przynajmniej tak brzmi jedno z moich imion. ale w tym pojedynku preferuję imię Myst. - rzekł głosem wypranym z emocji i lekko zwielokrotnionym przez jego maskę, która to pozostała zamknieta, po czym skierował końcówkę kostura w kierunku swojego oponenta.

- Niech wygra lepszy. A kto przegra stawia piwo. - dodał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wtem usłyszałem dudniący dźwięk otwierającej się powoli bramy z której wyszła humanoidalna postać. Spojrzałem na nią zainteresowany jak idzie w moją stronę. Była ubrana w czarną bluzę, lecz tylko z lewym rękawem, oraz skórzaną rękawicę na tej dłoni. Nosił ciemnobrązowe  bojówki, oraz czarne glany. Na twarzy miała dziwną  maskę wyglądająca jak czarne lustro. A na głowie ciemne prawie czarne włosy. 
"Tajemniczy typ, ciekawe co on chowa pod tą maską?" pomyślałem, gdy stanął około 10 metrów przede mną i rozwiązał swoją torbę. Wyfrunęło z niej mnóstwo różnorakich kosturów. Czułem bijące od nich potężne moce. Widziałem iż mój przeciwnik używa magicznej broni, choć tylko zgadywałem że ma na pewno kilka asów w rękawie i że bez tej broni dalej jest groźnym przeciwnikiem. Wybrał on jeden z kosturów i przemówił. Wysłuchałem go dość uważnie, a potem odpowiedziałem... 
- Miło mi cię poznać, oraz co powiesz na małe podbicie stawki? Ten kto przegra stawia wszystkim w karczmie do oporu, co ty na to? - odpowiedziałem mu zadziornie pewny swego, a jednocześnie używając magii zapaliłem swą pelerynę. Niebieski płomień rozszedł się po niej błyskawicznie, a ta się nie spalała tylko powoli znikała. Z każdą sekundą peleryna dematerializowała się, ukazując moje nie do końca kucykowe ciało... Widzowie i mój przeciwnik mogli zobaczyć że jestem pokryty krwiście czerwonymi łuskami, które były obrośnięte lekką sierścią, oraz od góry potargany, a od dołu ułożony ogon koloru zieleni traw. Na samym końcu ujrzeli moją twarz. Tak samo jak całe ciało była pokryta łuskami tylko z tą różnicą że drobniejszymi. Uśmiechnąłem się, ukazując swoje smocze zęby ostre niczym skalpel. Moje oczy, na razie ze zwykłymi okrągłymi źrenicami koloru szmaragdowego, oraz na górze rozczochraną, a przy szyi uczesaną i wygładzą grzywę. Ci co spoglądali na mój bok ujrzeli  wizerunek czarnego smoka z profilu zwijającego się w kłębek jako mój Ciute Markt.
Gdy cała moja peleryna zniknęła w płomieniach odpowiedziałem:
- A jeśli chodzi o mą godność zwę się Dragon Craw, oraz mam nadzieje iż to będzie przepiękny pojedynek. Niech wygra lepszy - rzekłam przekonany o prawdziwości moich słów... Pomyślałem jeszcze nad tym jak się zaprezentowałem i że czas zacząć to przedstawienie, gdy przymknąłem na chwilę oczy po czym je po chwili otwarłem. Płonęły one swoistym blaskiem, którego z pewnością nie można było lekceważyć...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zamaskowany przyjrzał sięuwaznie lecz dyskretnie swojemu przeciwnikowi który zdjął pelerynę. Niby kuc jednak nie do końca skóra bowiem łuskowata jak u smoka. Vincent usmiechnął się czego nie było widać pod maską. Pierwsza walka a już trafił mu się bardzo ciekawie wygladajacy przeciwnik. Kostury na nowo wzniosły się w powietrze i zaczęły krążyć dookoła swego pana powodując iż nie bedzie problemem nagle zmienić bron w walce. 

 

Mist nie marnował czasu. Na wstepnie machnał kilkukrotnie wachlarzem posyłając kilka magicznych pocisków koloru wachlarza. Granatowe niczym noc pociski pomknęły w stronę smokokuca i mknęły po lini prostej gdy mist wciaż go wskazywał końcówką kostura. Była to jedna z jego taktyk choć nie był szczerze przekonany iż zaskutkuje ona przeciwko temu przeciwnikowi. Jeżeli choc jeden pocisk trafi przeciwnik odczule senność. Przynajmniej Vincent miał na to nadzieję. Cóż jeden pocisk wystarczy by uśpić 10 żołnierzy nie mających pojęcia o magii. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kiedy rozbłyski w moich oczach zanikły, ukazało się ich prawdziwe oblicze. Nie były już okrągłe i kucykowe tylko smocze, a także zaostrzone, wypełnione odwagą i tajemniczą pewnością siebie. Czarne niczym noc źrenice otoczone były szmaragdowymi tęczówkami, z których od czasu do czasu buchała ognista czerwień. Dzięki nim mogłem widzieć to czego nikt inny nie ujrzy.
 
- Twe milczenie jest dla mnie bardzo wymowne, więc uznam je za zgodę na moją propozycje... - powiedziałem stanowczo i ujrzałem ruch jego dłoni. Z kostura, przypominający wachlarz; który trzymał, wystrzelił kilka granatowych pocisków mknących w moją stronę. Dzięki swym unikalnym oczom zauważyłem iż są one nasenne  oraz posiadają ładunek magiczny. Od razu wiedziałem co mam zrobić, rzuciłem czar ochronny, a moje ciało pokryło się magicznym żywym ogniem o takim samym ładunku jak kule. Wystarczał mały dotyk a od razu zadawała wysokie obrażenia, oraz podpalała oponenta.
 
"Dobra teraz moja osłona pochłonie magie z kul, albo zostaną odepchnięte w innym kierunku".
 
Potem wysyłając magie do mych stóp i podłoża wybiłem się w powietrze. Leciałem w jego stronę, uśmiechałem szaleńczo, a z mych ust wydobywał się lekki dym. W  oczy zauważyć można było żądze walki a także niepochowaną odwagę, kiedy to przygotowywałem kolejny czar. 
 
Kiedy mknąłem w powietrzu, na kostury krążące wokół mojego przeciwnika zadziałała moja magia, którą wysłana przez glebę podczas wykonywania skoku. Zostały one wbite ponownie w ziemie z ogromną siłą ciążenia. Nie dało się ich niczym zatrzymać niczym. Jak uderzyły w ziemię zrobiły ogromną fale uderzeniową oraz sejsmiczną, który wybiła Vincenta ak Mist'a w powietrze...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wszystkie z jego kostórów wbiły się w ziemię. Bowiem Mist zmienił szybko wachlarzowy kostur na czarną Laskę z równie czarnym kryształem. Mimo ze rozeszła się falauderzeniowa Mist Nie wgnótł sięw ziemię. ba nawet unosił się o milimetry nad nią. Dostrzegł oczy przeciwnika. Najwidoczniej ich zdo0lnością było perfekcyjne rozpoznanie czaru. kto wie do jakiego poziomu magii sięgajace. Jednakże nie zależnie jak dobre by oczy jego oponenta nie były nie były w stanie zobaczyć co jest pod maską. Ale nie to było teraz ważne. Przeciwnik zaszarżował. To otworzyło nowe możliwości dla Zamaskowanego.

 

Vincent widząc ruch przeciwnika zakręcił młynka  raz w zgodnie z ruchem wskazówek zegara, tworząc momentalnie pod swoim przeciwnikiem pole masakrycznie silnej grawitacji, a drugi raz przeciwnie uwalniając swoje kostury. Następnie i jego i jego kostury otoczyła ognisto zółta poświata.

 

- Meteor (czyt Mitior) - rzewkł Zamaskowany i wystrzewlił w powietrze z niewiarygodną prędkością momentalnie przekraczając barierę dźwięku niczym spadający meteoryt, tyle że on leciał w górę. będąc w powietrzu nakreślił swoim śladem świetlnym pewien wzór łamany a na każdym załamaniu linii utworzył się krag magiczny. Łącznie było ich siedem.. Tylko najlepsze oczy lub też zwykłe oglądające nagranie tej akcji w zwolnionym tempie dostrzegły by że podczas łamania linii zmieniął błyskawicznie kostur na inny i krecił nim młynka. Po zakończeniu krzyknął.

 

- Bądź osądzony przez siedem gwiazd. Grand Chariot (grand Chariotto - Wielki powóz).

 

W tym momencie z kręgów wystrzeliły dziesiątki tysięcy świetlistych pocisków przypominających duże wykałaczki, bombardując powieszchnię areny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(widzę iż czytanie ze zrozumieniem cię boli co... "kocham" te nie ścisłości i ignorowanie działań gracza gracza)

 

W locie całą swoją postać otoczyłem dymem, który wydobywał się z moich ust w wielkiej ilości, tak więc zniknąłem we mgle czarnej jak morze atramentu. Kiedy poczułem iż grawitacja zaczyna mnie ściągać, wykorzystałem już wcześniej przygotowany czar. Pozostawiając nad sobą chmurę, wbiłem się w ziemię wysyłając fale sejsmiczne, które wybiły cześć ogromnych głazów w powietrze z niesamowitą szybkością i poleciały wysoko w górę poza obręb wzroku.

W tych miejscach, skąd wyleciały głazy, pojawiły się większe kamienne wieżę. Wysokie na dwadzieścia metrów i szerokie na dziesięć metrów. były one w równych odstępach przy murze areny, a na jej samym środku pojawiło się trzy metrowe wgłębienie.

Spojrzałem w górę i zobaczyłem gromadzącą się magie. Odruchowo rzuciłem czar lustra. Choć bardziej to powinna być soczewka, gdyż promienie które w nią trafiały, odbijały się na jej środek, a potem ze wzmocnioną siłą powracały w stronę skąd zostały wystrzelone. Wzmocnienie zależało od ilości odbitych promieni. Soczewka miała powierzchnie koła równa sto metrów kwadratowych. Wtem wszystkie promienie, które leciały w moim kierunku zostały odbite przez lustro i powróciły do oponenta ze poczwórną szybkością, oraz podniesioną do dziesiątej potęgi mocą.

Kiedy mój przeciwnik wyciągną swe kostury i poszybował wraz z nimi w powietrze, nie zauważył iż na każdym z nich, na końcówce która była wbita w ziemię, znajdowały się magiczne bomby. Po wykonaniu swojego czaru, zostały one natychmiastowo aktywowane i od razu eksplodowały. Nie był się jak przed tym obronić, ani nie dało się ich rozbroić. Było ich trzy rodzaje. Pierwsze z nich, które wybuchły, były zwyczajne granaty odłamkowe. Po wybuchu rozrzuciły odłamkami kamieni. Kolejne wybuchły bomby wypełnione farbą, która zabarwiła Mysta na wszystkie kolory tęczy. Ostatnie ładunki które eksplodowały tworzyły czarne dziury pochłaniające magię, a po jej zgromadzeniu wybuchły. Po wybuchu wszystkich bomb, koło mego przeciwnika zostały tylko te "kosmiczne pochłaniacze mocy", jak je pieszczotliwie nazywam, gotowe pochłonąć kolejny jego czar.

Kiedy skończyłem ustawiać lustro, wystrzeliłem w powietrze błękitny promień. Wyleciał on chen po za horyzont. Potem wystrzeliłem serie biało-błękitno-żółtch pocisków, tym razem nacelowana w Mysta. Był to pociski lodowo-elektryczne. Kiedy one uderzą w obiekt najpierw zamrażały go, a potem zostaje on porażony wzmocnionym prądem elektrycznym. Kilku sekundach później dochodziło do wybuchu. Wiedziałem że trafią w cel, nie martwiłem się tym.

Edited by Crazy Night

Share this post


Link to post
Share on other sites

GONG!

 

Na styk, można by rzec... Dlaczego tylko tyle?

 

No nic. Grunt, że starcie zakończone, a my mamy problem z wyłonieniem zwycięzcy! Nie obejdzie się bez Waszej pomocy, droga publiczności!

 

Zapraszam do komentowania starcia i głosowania! Kto okazał się silniejszy? Kogo zobaczymy w następnej rundzie? Czekamy na Wasze opinie i głosy!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głosuje na Crazy Nighta...

 

Dlaczego on, a nie Shirogetsu Vermilion? Pierwsze na co zwracam uwagę, podczas czytania to zapis dialogów i różnego rodzaju dalsze błędy. Pokazują doskonale, ile piszący włożył pracy, by przekazać czytającym wytwór swojej pracy, według swoich możliwości. Widać że Crazy, mimo tego że chwyta się iluś tam wątków jednocześnie, przez co jego posty są dość chaotyczne, co wskazuje na jego wysokie rozgadanie lub też nie moc skupienia się na jednym temacie, ma bardziej na uwadze:

  • Zwracamy uwagę na jakość postów, na ich poprawność pod względem ortografii, interpunkcji. ~ Cytat z regulaminu.

     

Dlatego mój głos idzie na niego, bo stara się chłopak jak może, próbując pisać dobrze. Twoje posty Vermilionie są pisane na szybko. Doskonale pokazują to błędy typu:

 

kolorach. od kazdego biła inna magia.
torbęi
 nie4 zmieniło

 

To jest wyciągnięte z jednego postu... Na tym kończy się moja rola. Na przyszłość pisz wolniej, a osiągniesz więcej. Muzyczka ode mnie:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomijając fakt, iż Shirogetsu pisał swoje posty na kolanie, magie postaci z anime, w szczególności takich jak Fairy Tail, słabo się nadają do opisywania. Uważam, że z tego powodu można się nimi inspirować, jednak w miarę możliwości nigdy ich nie zrzynać - po co kopiować coś, czego nie da się fajnie opisać?

W kontraście do magii skopiowanej z anime, przedstawionej przez osobę, która pisała ciekawe posty, ale te posty ciężko się czytało przez niechlujność ich napisania, mamy Crazy'ego, którego warsztat pisarski był znacznie lepszy, a magia autorska i lepiej przedstawiona.

Mój punkcik leci do Crazy'ego, a dla Shirogetsu mam radę - następnym razem spróbuj wymyślić moc, której twoja postać mogła się nauczyć od Mystogana, z własnym zestawem lasek, oraz dokonaj korekty tego, co napiszesz. Spróbuj :).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas minął. Pora na przeliczenie głosów i poznanie zwycięzcy pojedynku. Maga, którego zobaczymy ponownie, w rundzie drugiej.

 

Crazy Night - 6

Vincent Loke - 2

 

Całkiem pokaźna przewaga znajduje się na koncie...

 

Crazy Nighta

 

Gratulujemy wygranej i awansu do rundy drugiej! Powodzenia w przyszłych starciach!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...