Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Amolek

[F:E, wersja alternatywna] Błędy przeszłości - Orange Snow (Niklas)

Recommended Posts

- To dobrze. Dziękuję za informację. - Powiedział burmistrz, po czym kazał Calamity'emu i jego jakiemuś pomocnikowi pójść do szpitala. Ruszyłeś razem z nimi.

Weszliście do środka akurat w momencie, kiedy Candi skończyła wyjaśniać klaczce co się działo.

- Możecie zostawić nas tutaj? - Burmistrz popatrzył na ciebie i Candi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Razem z Candi wyszliście przed szpital. Usiedliście przy wyjściu i rozpoczęliście czekanie.

- A może... - Candi przerwała milczenie. - Skoro wędrowałeś po tym świecie... możesz opowiedzieć jak tam jest? Jak wygląda świat? Jak się żyje innym kucykom?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem w niebo.

- Nie tak bardzo odmiennie od tego, jak tutaj, przynajmniej tam, gdzie byłem - odparłem. - Bo wiesz... każdy jakoś się stara ogarnąć w tej ruinie. Odkąd... zostałem zmuszony do opuszczenia swojej Stajni, krążyłem po okolicznych wioskach i miastach, widziałem obozy uchodźców, baraki bandytów... Raz nawet miałem do czynienia z naszym "odwiecznym" wrogiem, zebrą - dodałem. - Znalazłem gościa, którego dorwali jacyś miejscowi. Pobili go i poranili, no i zostawili na pustkowiach, by się wykrwawił.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zebry? Słyszałam tylko o nich... Podobno to przez nie świat wygląda jak wygląda. I co to są te Stajnie? Opowiadaj, proszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To było dość... niezwykłe. Większość kucyków, które spotykałem, znały Stajnie, a nawet jeśli nie, nie chciały nawet o nie pytać. Candi mnie zdecydowanie mocno zaskakiwała.

- Cóż... ogólnie to takie wielkie podziemne miasta, gdzie kucyki się schroniły, gdy wojna zaczynała się robić coraz bardziej niebezpieczna - odparłem. - No ale gdy spadły megaczary, większość uznała, że świat jest tak zniszczony, że nie ma sensu wychodzić na powierzchnię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Podziemne miasto? Ale jak... jak one mogą funkcjonować? Skoro mówisz, że te kuce nie wychodzą na powierzchnię? Skąd biorą jedzenie, leki? - Candi wyglądała na coraz bardziej podekscytowaną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Stajnie zostały zbudowane tak, by były samowystarczalne przez praktycznie całe życie. Mieliśmy sztuczne uprawy różnych traw i ziaren, oczyszczalnię wody i system filtrów, mieliśmy też speców od farmacji, którzy tworzyli leki na bazie tych, które mieliśmy w magazynie... Nad porządkiem tego wszystkiego tradycyjnie dbała Nadzorczyni - klacz, która albo została wybrana na tę funkcję, albo która była potomkiem pierwszej Nadzorczyni. Różnie to bywało - u nas była wybrana... do czasu tego dziwnego ataku...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Candi wyglądała na lekko zszokowaną. Domyśliłeś się, że to musiał być dla niej lekki szok dowiedzieć się o podziemnych "miastach", gdzie żyją kucyki. Siedzieliście przez chwilę milcząc, kiedy ze szpitala wyszedł burmistrz i reszta. Przeszli obok was w milczeniu. Candi tylko spojrzała za nimi, po czym weszła do środka budynku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niewiele myśląc, ruszyłem za nią. W końcu wypadało poznać tą ranną, którą wspólnymi siłami odratowaliśmy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Będąc w środku zauważyłeś, że ranna już nawet znalazła siły, żeby usiąść i wpatrywała się w Candi, która przeszła na drugi koniec szpitala, widocznie czegoś szukając. Gdy tylko podszedłeś bliżej klaczka odwróciła się w twoją stronę i popatrzyła lekko pytającym wzrokiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja zaś odniosłem wrażenie, że Candi zrobiła to tylko dlatego, by dać mi chwilę z ranną. Nie widziałem potrzeby, dla której miałaby akurat teraz czegoś szukać...

- Widzę, że czujesz się już lepiej... - stwierdziłem. - Jak się nazywasz? - spytałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A nawet nie mam pojęcia - odparłem. - Chociaż chyba nie dłużej niż dzień, jeśli wierzyć opowieści Calamity'ego... - Spojrzałem jej w oczy. - Ja jestem Orange Snow. Zająłem się twoimi ranami. Mam nadzieję, że cię za bardzo nie uwierają twoje rany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Niezbyt - odparła Lil' Pip. - Ale wiem, że wyglądało to paskudnie... to chyba cud, że żyję. Albo twoje zdolności, Orange. Dziękuję ci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Stawiam, że i to, i to - odparłem. - A ja tam się cieszę, że mogłem ci pomóc... Skąd w ogóle pochodzisz? - spytałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem na nią z uwagą.

- A... coś się z nią stało? - spytałem, widząc jej smutek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nic się z nią nie stało, tylko... opuściłam ją na własne życzenie... w poszukiwaniu jednej klaczy - odparła klaczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Westchnąłem smutno.

- To... i tak masz dużo lepiej niż ja - stwierdziłem. - Ja pochodzę ze Stajni 37... Żyłbym pewno tam do dziś, gdyby pewnego dnia ktoś nie postanowił zmasakrować praktycznie wszystkich mieszkańców...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Naprawdę? Ale... czemu? Jak to możliwe, skoro Stajnie chyba pozostają zamknięte? - Klaczka zdawała się być lekko zszokowana tym, co powiedziałeś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na ogół może i są, ale... od czasu do czasu ktoś odważny musiał wyjść na powierzchnię, by znaleźć to czy tamto - odparłem. - Ale... mogę tylko gdybać. Byłem w zamknięciu, kiedy to wszystko się stało... A potem... nie znalazłem już nikogo żywego w pobliżu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czyli... pewnie podczas takiego wypadu ktoś musiał się wślizgnąć... skoro twoja Stajnia została zniszczona. A jaki miała numer? Czy pełniła rolę większą niż zwykły schron? Bo bez powodu nikt nie ruszałby Stajnii...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- 37 - odparłem. - Raczej uchodziła za jedną z wielu mało wartych Stajni... Ale... przekonałem się, że miała pewien sekret... - Spojrzałem w dal, po czym ponownie zerknąłem na LittlePip. - Znasz pewno historię zniszczenia Equestrii, co nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...